Kategorie: Wszystkie | "Dziewczyny, bądźcie dla nas dobre na wiosnę" | ...bez końca | 0 | 100O i jeden Rabinów | A Puszkina też zapuszkują? | A moze to tylko pomieszanie zmyslow | A nie lepiej być purystą? | Aaaaaaaaaaaaaa...aalfabeta | Ach, gdzież jest litość lub wspolczucia pozór? | Ach, gdzież jest litość lub współczucia pozór? | Adam Mic - Kiewicz | Adaś i Ewka | Aforystyka | Amerykański sen | Autopsychoterapia | Bez sensu to to! | Bez szaleństwa... | Bezmyślne okrucieństwo | Bezradność | Biedna Szymborska | Biedny Kapturek! | Bliźni miłości | Bliźniego miłość... | Blondyn | Blue Bossa | Bojaźń i drżenie | Bratnie dusze | Bruner, ty świnio! | Buddyzm w życiu codziennym | Bóg mi poskapił tej anielskiej miary... | Bóg mi poskąpił tej anielskiej miary... | Bójstwo samo | Caritas | Chiziofrenia | Choroba na śmierć | Chwila ułudy | Chwila wytchnienia | Chłodne upojenie | Cierpienia i radości | Cierpienie i radość | Cleen feed | Cnota niedoli | Co slina na język przyniosła | Co tam panie w polityce? | Co w niebie piszczy | Co ślina na język przyniosła? | Corrida | Coś dla duszy... | Coś tak wulgarnego | Cudotwórstwo | Czarna Perła Tao | Czarny tulipan skrzyżowany z czarna różą | Czarny tulipan skrzyżowany z czarną różą | Czary Mary | Czego nie przysięgał Hipokrates? | Człowiek nie jest rzeczą | Człowiek to brzmi dumnie, ale nie u mnie | Często chowa | Częstochowskie rymy | Deficyt aniołów | Delightful! | Demokratyczne wybory w Oczodołach | Diabłoterapia | Dla wszystkich i dla nikogo | Dnieje | Do samego siebie | Dodatek | Dowcipas dnia | Duma narodowa | Dusze drzew | Dyskretna mgiełka autoironii | Dzielność | Dziki kapitalizm | Dzisiejsza młodzież | Dzisiejsza młodzież nosi ładną odzież | Egzystencjalizm jest chumanizmem | Ekonomia zbawienia | Elegancja Francja | Elegijnie | English gentelman | English gentleman | Epicurus | Ewa tylko ziewa | Falochron | Female | Filozofia bez uczoności | Forever Loving Jah | Gadu, gadu | Gadu, gadu, trochę więcej jadu | Gal Anonim | Gaz dla pedałów | Gaz dla pedałów, młot dla sierpów | Gdy rozum śpi... | Gendarme | Genek, gienialny gieniusz | Geno Typ | Gorący uczynek | Grabarz | Grabarz nonsensu | Gry i zabawy literackie | Głupota przysłowiem narodów | Głębie i tajnie Podświadomego | HIstoria nauczycielką bicia | Herbatka zen | Homo economicus | Homo sapiens czy Homo politicus | Humor absurdalny | Humor nieco absurdalny | Humor, satyra, panie... | I rekiny w oceani mają zębów cały rząd | I rekiny w oceanie mają zębów cały rząd | Indie Wschodnie i Zachodnie | Industrial | Istnieje również wrodzony brak poczucia humoru | Ja tam bynajmniej nie wiem | Jak długo będę jeszcze żył? | Jak uprawiać agresywne dziennikarstwo? Poradnik dla początkujących | Jakże cżęsto powtarza się ta historia | Jakże trudno czasami coś sklecić! | Jan i Małgorzata | Jan z Czarnolasu | Jesienna muzyka | Jeszcze smutniej! | Jeździec Apokalipsy | Językologia | Kaczuszki mandarynki | Karawana idzie dalej | Katedra Adamowego Żebra | Kawa z Kafką | Każdemu według naszych chęci | Każdemu według potrzeb | Każdemu, o czym tylko zamarzy | Kiciuś Miciuś! | Kicuś Micuś! | Kiedy człowiek staje się bestią | Kiedy owce nie milczą | Kij w mrowisku | Kniaź Wiktor | Kochani ludożercy | Kolacja Pani Sowy | Kometa tylko głownia nie ta | Konkwista | Koryfeusz nauki, milośnik sztuki | Koty i inne zwierzęta | Koty, głupoty, palikoty | Kości rzucone są | Kość słoniowa | Kto pierwszy był człowiekiem, kto będzie nim ostatni | Kto pisze teraz historię? | Kuchnia szamańska | Kwiatki Św. Franciszka | Kwiatostan śmierci | Kwitnienie kultury | Kwitnąca wiśnia | La colombina i ciche ukojenie | Lekarzu - lecz się sam! | Lenin wiecznie żywy | Leśmianiada | Lichwiarstwo polskie | Liryki i prztyki | Logika dziejów | Londyńska mgła niepamięci | Londyńskie przygody | Los ofiary | Los puka do moich drzwi | Lotosowy wpis | Ludzie ludziom... | Lunatyzm | Lęk społeczny | Made in Japan | Maligna | Marność nad marnościami | Marność nad marnościami. Rekoleksje Wielkopiątkowe | Marzenia senne | Marzeniologia stosowana | Maszkary i senne dziwadła | Maszkary i senne widziadła odbite w lustrze | Mała czarna z Kafką | Medycyna naturalna | Meine Liebe Augustin! | Melancholia | Melancholia stosowana | Memorabilia | Meszreiw | Meteo | Mgiełka autoironii | Mglisty dzień. Mgła | Mikołak | Mistrz i Małgorzatka | Mistycyzm lunarny | Mistyka i miłość | Mitologia osobista | Mitologia świata | Miłość | Miłość bliźniego | Miłość nie zawsze szczęśliwa | Miś Uszatek | Moc rytuałów | Monada nie ma okien | Mowa potoczna | Mowa ptaków | Mowa serca | Moze ktoś zrozumie, co teraz czuję | Może ktoś się ucieszy? | Może ktoś zrozumie, co teraz czuję | Może to trochę zbyt uszczypliwe | Musicology | Muza lekkich obyczjów | Muzyka przywraca ład serca | Myszoterapia dr Nezumi | Myśli prostego człowieka | Mądrość Natury | Mądrość jak z gazety | Mądrość narodów | Młot na faryzeuszy i hipokrytów | Męstwo bycia | Mówił sen do snu | NIe ma na świecie dwóch takich samych liści, ni kropel deszczu | Na jawie (lecz to, co niejawne pozstaje) | Na stos rzuciliśmy szcześcia los | Na stos rzuciliśmy szczęścia los | Na szczytach hipokryzji | Na zdrowie! | Nad piekną rzeką | Najokrutniejsze zwierzę | Najsłodsza tajemnica | Narastająca senność | Nic dzisiaj ciekawego nie napisałem | Nicość | Nie am dwóch takich samych liści, ni kropel wody | Nie bój się - najwyżej cię rozstrzelają! | Nie czas żałować burz, gdy płoną oczy | Nie czas żąłować burz, gdy płoną oczy | Nie każde szczere złoto jest szczerozłote | Nie ma na świecie dwóch takich samych liści ani kropel wody | Nie ma na świecie dwóćh atkich samych liści lub kropel deszczu | Nie ma takiego smutnego, co by na wesołe nie wyszło | Nie ma zazdrości bez miłości | Nie oddamy nawet guzika | Nie tylko dzielenie włosa na czworo | Nie wiem, ja w ogóle nie myślę | Nie zabijaj! | Nie zabijajcie drzew! | Nie zawsze urocza dzecinada | Niebiańskie szczyty głupoty | Niech pani będzie dzielna! | Niech zapłaczą na moim pogrzebie | Nieco drapieżny wpis | Niekoniecznie ptasi móżdżek | Nienawiść bliźniego | Nieosobiście | Nieprzesłane przesłanie | Niestworzone rzeczy | Nieszkodliwe głupotki | Niewczesna melancholia melomana | Niewczesne rozważania | Niewielka profanacja | Niewielkie przekłamanie | Niskolotnie | No No! Teatr No | No comments! | No no! | Nowa poezja lingwistyczna | Nędzne kabareciarstwo | O Leonardo, po cóż się tak trudzisz? | O dzieleniu włosa na czworo, czyli metodzie scholastycznej | O dzieleniu włosa na czworo, czyli o metodzie scholastycznej | Obciachy | Obscenia i parafrenalia | Obsesja dobrego biustu | Ojej! | Oko w oko z zębem mądrości | Okropieństwa | Okruchy odgrzebane z lawy | Okruchy życia wygrzebane zlawy | Okruchy życia wygrzebane z lawy | Okrutna losu ironia | Orientuj się na orient | Owczarek | Owczarki afgańskie | Owocożerni | PL jak piekło | PO PiS | POeci wszystkich krajów dzielcie się | Pan Tadeusz | Panie pośle, po chrześcijańsku panu wybaczam | Pańska satyra polityczna jest niegramatyczna | Pendant do pewnego przypisu | Perlikowski | Pewna elastyczność zasad | Pewne jak w banku | Piorunujący piorun! | Po owocach poznacie ich! | Po upadku | Pobożne życzenia | Podpatrywanie Natury | Podroby i inne podróbki | Pokolenie Kainowe | Pokorne ciele | Pokorne cielę | Pokusa | Polak potrafi | Polak potrafi! | Politolog i Politowska | Politycznie niepoprawne! | Polonica | Polonika rycerskie | Polucje i ablucje | Pomarańcze i mandarynki | Pomarznąć dobra rzecz | Pomarznąć dobra rzecz! | Pomoc psychologiczna | Poranna kawka z Kafką | Porąbane marzenia | Potężne i głębokie warstwy pierwotnego mitu | Powieść brukowa | Powszechna życzliwość | Powtórka z cynizmu | Poznaj samego siebie | Prawda | Prawda jest jedna i piękna, ale złożona | Prawda popłaca | Prawdziwa metropolia | Prawi i sprawiedliwi | Prawiezmartwychpowstanie | Prawiezmarwtychpowstanie | Prognoza pogody | Pruski smutek | Przecież cię zjem! | Przedagonalny polski agon | Przegląd sportowy | Przeinaczenia | Przez pychę do pokory | Przeżyjesz to, a pote już tylko grób | Przeżyjesz to, a potem już tylko grób! | Przminęło z wiatrem | Prztyczek | Psiapowiednia Majów | Psubrat | Pustka | Pytanie dość retoryczne | Raczej to nie będzie hit | Radosne gonitwy śnieżnych tygrysów | Radość wędrowania | Rejterada Rejtana | Religie nauczą cie pokory | Res Sacra Pecunia | Romans z pop kulturą | Roots, Rock, Reggae | Rozkosze reinkarnacji | Rozmowa nie na telefon | Rozpacz | Rozpacz na wieki wieków | Rozpacz, która podpełza pod gardło | Ruch i świeże powietrze... | Rybołówstwo cudzołożnika | Rycerz pokalany | Samokrytyka | Samotność egzystencjalna | Sekrety pewnego domu handlowego | Seraphic Flames and Heavenly Love | Siedź na dupie i potakuj! | Somatyka | Somatyka logiczna | Spełniona przepowiednia | Spleśniały ser | Sponsorem tej opowieści jest wydawnictwo Błękitny Wieloryb | Sport to zdrowie | Spowiedź morskiego wilka | Stary Sącz i Nowy Sącz | Stary mafioso | Stołeczne stołki | Stratyfikacja społeczna | Suma sumarum | Sumienie rachunku | Sweet Music and Poetry | Sygnały podprogowe | Szalchetne zdrowie | Szczęśliwa pomyłka | Szekspir do żadnej nie należy epoki | Szkarady | Szlachetna gravitas | Szlachetne zdrowie | Słodycze grafomanii | Słówka | Słówko do słówka, a uzbiera się sówka | Tadeusz Bój Jeleński | Taia chińska podróbka | Takie będą rzeczpospolite jakie tego blogu chowanie | Takie tam, pierdoły | Talking Heads | Tania chińska podróbka | Tatiana | Teorie świata nauki | Terapeutyczie | Terapeutycznie | Thames | The Doors. Uchylone drzwi | The Lion cub | The fruit of beauty and despair | To na pewno nie Lec | To nie żadna filozofia | Tragiczne pożegnania | Transformacja duchowa | Trudna sztuka dialogu | Trudno czasmi coś sklecić | Trzylogia | Trója z polskiego | Twarda rzeczywistość | Ty mi tutaj nie filozuj | Tygrysologia stosowana | Tysiac i jeden ptaków | Tysiąc i jeden kotów | Tysiąc i jeden ptaków | Tysiąc różowych kroliczków | Tęsknica | Tęsknota duchowa | Ubekistan | Ucone księgi | Uczeni ludożercy | Uderzenia losu | Uduchowienie | Umrzeć z miłości | Upadek Pierwszego Człowieka | Uroczy wegetarianin | Uszczelnienie systemu podatkowego | Utrata uzębienia | W czym mogę panu pomóc? | Wciąz powtarza się ta sama historia | Wciąż powtarza się ta sama historia | Wdzieczna muzyka przywraca ład serca | Wesola grafomania z morałem | Wiecej broi dla szaleńców w Teksasie | Wieczne powroty | Wiedza radosna | Wielka wygrana | Wielomówstwo, czyli plaga opowiadania | Wierzba płacząca | Wiosny i jesienie | Witch | Więcej broni dla szaleńców w Teksasie | Wojna totalna | Wpis o kształcie piramidy | Wprowadzenie do kruczków prawnych | Wrzucam wszystko do kosza | Wrzątek | Wspomneinei pewnego wspomnienia | Wspomnienie pewnego wspomnienia | Wspomnienie pewnego wspomnienia | Współczesny filister | Wszystkie rybki | Wszystko na A | Wszystko na sprzedarz | Wszystko na sprzedaż | Wygrana | Węzłowato | Wólka Węglowa | Xin Lu, typowa brunetka o granatowych oczach | Z Nietzschego nic nie powstaje | Z księgi wulgaryzmów | Z rupieciarni myśli | Zaczarowany świat zen | Zanim mnie wrzucą do dołu | Zapowiedź Apokalipsy | Zaraz wracam! | Zasada domniemanej winy | Zaskroniec | Zastał Polskę drewnianą... | Zatrzaśnięte drzwi | Zbaw mie Buddo Amido | Zbaw mnie, Buddo Amido | Zdrowy egoizm | Zegar dziejów | Zestrzelenie księżyca | Zginął z rąk słabej kobiety | Zima się nas nie ima | Zjawiskowe | Znak jaskółki | Zrozumieć wartość tego, co nieużyteczne | Zuch zawsze ochoczy! | Zwierzęta pod postacią ludzi | Zwyciestwo konsumpcjonizmu | Ząb mądrości | ie zabijajcie drzew! | ieosobiście | kosmos | Łagodne prawo, ale prawo | Łagodność tygrysa | Śmiechotki, chichotki | Śmiertelna powaga | Śmierć | Światełko w mroku | Świętość, wziętość, nadętość | Życie jest tragiczne | Życie samo | Życzliwe spojrzenia na całość ogródka | Żyć, nie umierać
RSS
niedziela, 31 grudnia 2017

 

     Wytyczyliśmy granicę między

Nowym a starym rokiem, ale dni

mijają nie myśląc o niej.

      Przypomniały mi się słowa Laozi: 

"Tym, którzy mi dobrze życzą, życzę

dobrze. Tym, którzy mi dobrze

nie życzą, również życzę dobrze."

     To wydaje mi się całkiem naturalne.

Niech nasze spojrzenie będzie dobre.

Nienawiść sprawia, że człowiek krzywdzi

samego siebie. To smutne, że przy

okazji rani i niszczy życie innych. 

Ale tak być wcale nie musi...

     I Cing mówi, że człowiek szlachetny

jest dostojny jak góra, która trwa. Ale nie

każda góra jest tak samo piękna...jak ta.

     Niech nadchodzący rok uwolni

wszystkich od dotkliwych ciężarów

życia, aby mogli choć przez chwilę

spokojnie odetchnąć i cieszyć się

pięknem istnienia...


sobota, 30 grudnia 2017

 

 

             Na Północnym Pustkowiu

          wszystko jest wiatrem

          a kiedy wiatr ucicha

          słychać tylko krakanie

          i pohukiwanie sów

          ale trawy i łąkę 

          zaludniają tysiące istot

          które nocą lub we dnie

          budzą się do życia

          lub pogrążają we śnie

          są tu myszy smużki i koty

          psy jaszczurki żaby

          ćmy ważki osy

          i roje umarłych motyli

          a nawet zwierzęta z dawnych epok

          na rusztowaniach z kości         

          duchy widma i cienie

          demony i zjawy bez twarzy

          senne mary wpatrzone w niebyt

          nieistniejącymi oczami

          opuszczone mrowiska

          i stosy pożółkłych czaszek

          jestem i ja

          pozostawiłem gdzieś po drodze życie

          ale nie znalazłem jeszcze śmierci

          i tak nieistniejący już

          wciąż jednak istnieję

          nocą patrzę na księżyc w pełni

          za dnia na blade słońce

          a mroczne stawy

          i bezkresne pola

          piją z mych oczu mgłę

          wiem że już nigdy jej nie zobaczę

          jeśli nie zdarzy się 

          jeden z tych cudów

          o których można tylko

          nie marząc marzyć...

         

          

          

______________________________________________________

       W Chinach istniał niegdyś

specjalny gatunek poezji

opisującej ponure pustkowia.

Co pewien czas i ja piszę

podobne utwory nie wzorując

się jednak bezpośrednio

na żadnej istniejącej formie.

Słowo "ponure" chętnie

zastąpiłbym też innymi

- mroczne, smętne, posępne,

pełne melancholii.

A oto jeden z moich utworów

na ten temat - częściej są to

jakieś opowieści niż wiersze.

czwartek, 28 grudnia 2017

 

     

      Dzień nie był zbyt pogodny, ale przed wyjściem z domu

posłuchałem czterech z dwunastu koncertów Geminianiego.  

Zajęło mi to może pół godziny, ale te concerti grossi, zaczerpnięte

z op.5 Corellego, w prześlicznym wykonaniu Ensemble 415 Chiary

Banchini, brzmią pięknie jeszcze i dzisiaj (nagrane zostały

w 2003 r). Słynna "La Folia" nie usunęła w cień innych

orkiestrowych wersji sonat skrzypcowych Corellego. (Geminiani,

szalony skrzypek, kompozytor i chłodny teoretyk muzyki, sporą

część życia spędził w Anglii, gdzie przyjaźnił się i koncertował

z Handlem)...A ponieważ zostało mi jeszcze piętnaście minut

do wyjścia, posłuchałem dwóch przemiłych pieśni Any Moury

i Evory, i z zapasem dobrej energii zacząłem dzień. To, że

ludzie potrafią tworzyć i wykonywać piękną muzykę jest

czymś, co przywodzi mi zawsze na myśl jasną stronę 

ludzkiej natury.

     Nawet stosunkowo mniej udany dzień można spędzić

w sposób w miarę konstruktywny.

     Staram się czasami nie myśleć o tym, co mogłoby 

być źródłem jakiejś  troski. Jednak ze smutkiem

patrzę na to, jak bardzo ludzie są teraz u nas podzieleni, skłonni do

zawiści, pogardy dla innych i nienawiści, graniczącej niekiedy

z obłędem. Takiej sytuacji w Polsce nie było w czasach nowszych. 

Te destruktywne emocje rozpala nie tylko polityka. 

     Przypominam sobie niestety czasami los byłej Jugosławii, gdzie

wszystko zaczęło się od prymitywnych dowcipów, a skończyło na

zbiorowym ludobójstwie.  Trzeba szanować każdego

człowieka. Uważanie, że pewni ludzie nie są w ogóle ludźmi, jest

bardzo niebezpieczne. I choć jako społeczeństwo, czy naród,

jesteśmy w dużo lepszej sytuacji, może się ona wymknąć

spod kontroli i doprowadzić do niejednej tragedii, o ile nie pojawi 

się poczucie odpowiedzialności za los wspólnoty, której członkami

jesteśmy...

 

 

     

    

środa, 27 grudnia 2017

..........................................................................................

      - Miejsce to nocą wygląda zupełnie inaczej niż za

dnia. Ciekawe, jak wyglądało w chwili morderstwa? -

spytała Madame.

    - Nie wiadomo, czy morderstwa dokonano w nocy. -

odrzekł Nezumi. -...A może to wcale nie było morderstwo? -

dodał po chwili milczenia.

    - Chyba pan żartuje, drogi Nezumi. Hrabina znikła tak

nagle. Miała wielu wrogów! - 

    -Ach, to przecież niczego nie dowodzi!  Jej ciała dotąd

nie odnaleziono. A co więcej, chociaż nie dokonuje nowych

wpisów na blogu, uważne oko zauważy pewne ślady jej

obecności. -

    - Sądzi pan, że hrabina żyje? No nie - to absurd!  Chyba

jest pan w niej zakochany. -

   - Na tym etapie śledztwa niczego nie wykluczałbym. -

   - A więc jest pan!...A ja?  Przecież czytam wszystkie

odcinki nazumiego13 poświęcone prowadzonym przez

pana śledztwom.  A tak a propos, co pan o nich sądzi? -

   - Nazumi13 to niezły pisarz. Brakuje mu czasem trochę

poczucia realizmu. No i, zauważyła chyba Pani - Madame,

że czasem żartuje sobie trochę ze mnie. Docenia jednak

niekiedy mą genialną intuicję... -

   - Dobry pisarz?  Nazumi13 to prawdziwy geniusz!

Myślałam nawet, nie obrazi się chyba Pan, że jesteście

tą samą osobą. -

   - Zawsze podkreślam, że ciekawość to pierwszy stopień

do piekła. - rzekł inspektor.

   - Czyli, że to nie musi być miejsce zbrodni? Jestem

rozczarowana...A może chociaż popełniła samobójstwo? -

   Nezumi zmierzył wzrokiem Madame, zmarszczył nieco

brwi i surowym głosem powiedział.

   - Nie dziwię się, że od tak dawna nie zagląda Pani na

mój blog. Widać jest Pani zazdrosna...Hrabina naprawdę

ładnie pisze, a w dodatku jest bardzo skromna, czego nie 

można powiedzieć o pani. -

   - Też coś, inspektorze! Pana obowiązkiem jest węszyć. 

O ile wiem, nie jest pan krytykiem literackim. A może

jeszcze lepiej ode mnie fotografuje? -

   - Z całą pewnością! - mruknął Inspektor - Chociaż nie

stać jej na drogi sprzęt. I w ogóle to bardzo miła osoba. -

   - Czy to dlatego nie żyje? - złośliwie podchwyciła

Madame.

   Ale Inspektor wyciągnął  tylko przed siebie dłoń. 

   - Żegnam już panią. Dobrej nocy - powiedział chłodno.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Zdjęcie nazumi13

wtorek, 26 grudnia 2017

 

    Właśnie, pod wpływem życzeń 

naszego przyjaciela Danka z ciepłej

Florydy ( w święta jest tam plus 26

stopni C) chciałem napisać, co rozumiem

przez szlachetny stan ducha, gdy zjawił

się przede mną rzeczywisty Duch.  Spojrzał

na kartkę mego laptopa i na moje gęsie pióro

i rzekł:

     - Tylko ja znam swój stan! Nie

upoważniam nikogo do pisania o nim! -

     - Ach, mój drogi! - powiedziałem -

Ale ja przecież piszę o moim własnym

stanie ducha. Poza tym, po śmierci

wygasają chyba prawa autorskie do życia,

chociaż oczywiście nie od razu. Pragnę

jednak zauważyć, że nie jesteś jedynym

szlachetnym duchem, jakiego znam.

Czy niesłusznie przypisałem Ci

bezinteresowność i cieszenie się

każdą chwilą nieistniejącego życia

i realnej samotności? -

     - To prawda - cieszę się każdą chwilą

swego nieistnienia, a im bardziej

jestem samotny, tym szczęście, że tak

powiem, bardziej skacze mi do gardła.

Miałeś kiedyś psa? Czy to nie urocze,

kiedy chce Ci wylizać mordę? -

    - Mnie pies niedawno ugryzł

i miałem serię zastrzyków przeciw

wściekliźnie. Niewiele brakowało, aby

mnie zagryzł. Dlatego ufność łączę

z pewną ostrożnością. -

   - Za bardzo się przejmujesz. Jeśli

to było Ci pisane, to co w tym złego?

Zagryziony człowiek przecież też

żyje, no nie?  Pewnie zawracałeś

głowę na pogotowiu. Trzeba we

wszystkim widzieć to, co dobre.

Ten pies nauczył Cię ostrożności!

Chyba nie chcesz go za to ugryźć? -

    - Jego nie...Ale właścicielkę, która

wychłostała go smyczą, chętnie bym

wtedy ugryzł.  A potem uciekła, zamiast

zapewnić mnie, że pies był szczepiony. -

   - Widzisz Nezumi, Ty za wiele

wymagasz od ludzi.  Przecież wszyscy

tak robią!  Żyjemy w stadzie - dopiero

śmierć uczy nas indywidualizmu.

   - Tak, oczywiście teraz żałuję, że

się na nią trochę zirytowałem, chociaż

później zrobiło mi się jej szkoda. Ale

na pogotowiu powiedzieli mi, że mogą

wprawdzie ratować moje życie, ale

skrzyczeli, że nie powiadomiłem

policji. "Jest pan nieodpowiedzialny" -

rzekł lekarz. - "A teraz dawaj pan tą

rękie, bo spuchła jak bania. Jedziemy!"

   - Chuj tam pogotowie...Przejmować się!

To normalne, że psy po Nowym Świecie 

biegają bez kagańców. Od razu wołać na nich

psy?  Musiałeś mieć nieodpowiedni zapach! 

Piłeś coś? -

   - Nie -

   - No to sam widzisz, że to twoja wina -

uśmiechnął się Duch i znikł.

   - "Zawsze mamy dość siły, żeby znieść

cudze nieszczęścia" zacytowałem nieco

przekornie.  -

   Ale Duch zaszczekał tylko w ciemności.

...A może zawył?    

   "Taka karma!" - pomyślałem z ulgą, ale

później trochę się zawstydziłem...Skąd 

mogę wiedzieć, czym go karmiono?

poniedziałek, 25 grudnia 2017

  

     Ponieważ nie śpię, kiedy wiatr wieje

przez całą noc, ukazują mi się dusze

zmarłych. Mówiąc dokładniej widzę tylko

ich ciała, bo duszy zobaczyć nie można.

Nie są to bardzo bliskie mi dusze,

ale takie, których wizerunki wiatr akurat

przywieje.

     Jak dusza mojej koleżanki z pracy,

której jednak w pracy prawie nigdy nie

spotkałem, spotykałem zaś często w

okolicach mojego domu, gdzie mieszkała.

    Była trochę roztargniona i zawsze

dokądś się śpieszyła. Tak, jak wtedy,

kiedy widziałem ją po raz ostatni.

Zawsze jednak uśmiechnięta przystawała

na chwilę rozmowy i czasami nawet 

starała się powiedzieć coś optymistycznego

albo pocieszającego. 

    Któregoś wieczoru zakrztusiła się

herbatą tak mocno, że pobiegła do

łazienki, ale potknęła się i przewróciła.

I musiała się jakoś przy tym uderzyć.

   Po kilku dniach odór rozkładającego się

ciała sprawił, że odkryto jej śmierć.

Był to już drugi podobny przypadek

w moim domu w ostatnim czasie. A obie

te osoby były jeszcze stosunkowo młode.

(Tej drugiej jednak osobiście nie znałem.

Podobno zmarła na zawał).

      Zacząłem mimo woli czuć lęk przed

tym, że i mnie może spotkać podobny los

- nie mam już prawie bliskich, więc nikt

nawet nie zauważy mojej nieobecności. Lęk

ten był oczywiście całkowicie irracjonalny,

bo trudno przypuszczać aby podobny

horror wydarzył się po raz trzeci i to

z moim udziałem.

     Ale poczucie absurdalności tych śmierci

oraz świadomości samotności tych

nieszczęsnych kobiet, z którymi nikt bliski

nie kontaktował się przez kilka dni, do

dzisiaj wprawia mnie w pewien niepokój.

    Dlatego, kiedy ktoś niedawno w

jakiejś internetowej dyskusji wywodził,

że samotność to całkowicie subiektywny

stan ducha, nieco się zirytowałem. To,

jak przeżywamy samotność i czy ją

w ogóle przeżywamy, zależy od naszej

psychiki, ale nie sama samotność w sensie

braku fizycznej obecności innych osób

lub możliwości komunikowania się z nimi.

     Tak czy inaczej, widok zmarłych osób,

o ile poznałem przyczyny ich śmierci,

nie budzi we mnie przerażenia, lecz raczej

ogromne współczucie...Nie zobaczą już

przecież słońca. Nie poczują też żadnego

bólu - jednak to zbyt słabe pocieszenie.

     Dlatego niezbyt lubię, kiedy tak mocno

wieje wiatr. Sprawia to wrażenie jakby

niedaleko znajdował się brzeg morza, a

wiatr wiał przez mroczne pustkowie.


niedziela, 24 grudnia 2017

 

     Wszyscy jesteśmy trochę

zwierzątkami i nasza fizyczność

nie jest dla nas całkiem bez

znaczenia.               

      To prawda, Mitsuko zwierza 

mi się czasem, ale w wigilijną 

noc milczy jak grób, do którego 

kiedyś zostanie złożone Dzieciątko. 

Oboje chyba czujemy w tym jakąś 

tajemnicę życia.


     Pora więc może, abym to ja

przemówił ludzkim głosem.

      Od kilku dni marzniemy

bardzo, bo w pokoju jest

dziesięć stopni, a wiatr otwiera

często w nocy balkonowe okno.

Na obie te rzeczy można by coś

poradzić, ale administracja

odmawia.  Kiedyś przy budowie

budynku robotnikom nie

starczyło już odpowiednich

żeberek kaloryferowych i w

moim pokoju są w związku

z tym dwukrotnie mniejsze

niż w mieszkaniach obok.

Składałem już w tej sprawie

rożne podania, jednak po

prostu tak musi być.

   Ale za to wzrósł czynsz

i za ten pokój płacę o ponad 1O0 zł

więcej niż inni za całe

mieszkanie. A w przyszłym roku

doliczą mi kolejne 25%. To sposób

na pozbycie się niewygodnych

lokatorów (nie tylko mnie).

A ponieważ z powodu pewnego

pretekstu za tę samą pracę

płacą mi obecnie połowę pensji,

bieda aż piszczy.

     Tak więc żyjemy niewątpliwie

w neoliberalnym raju, w państwie

prawa ;-) - mówiąc to kładę nacisk

na wolność i na to, że "w Polsce, jak

kto chce", a tylko na Rusi ktoś coś

"musi."

     W nocy słyszę, jak Mitsuko

ciężko oddycha i kicha.  Ale

sam jestem przeziębiony i

kiedy kot kładzie się na mnie

z ufnością, zrywa się słysząc

mój kaszel, przy którym

miękkie podłoże z cieniutkiej

kołdry zaczyna się trząść.

A raz nawet z powodu tego

dyskomfortu gotowa była

mnie podrapać. W końcu

brutalnie wyrwałem ją

z drzemki. (Strasznie

jestem ciekaw, co jej się

śni).

      Postanowiłem więc,

po raz pierwszy w życiu,

udać dzikie zwierzę. Najeżyłem

się, zacząłem groźnie warczeć

i prychać, nastawiając pazury.

A Mitsuko przyglądała się

temu uważnie z pewnej

odległości...Ale za diabła nie

mogła się przestraszyć!

I w pięć minut później znowu się

na mnie wylegiwała.

      W dzień, który muszę

spędzić w domu, ratuje mnie

muzyka. Staram się włączać

ciepłą, choć to nie karnawał

- muzę z Jamajki, z Kuby, z

Hiszpanii, Portugalii, z Afryki,

czasem z Indii.  Wszędzie tam

jest teraz sporo słońca. Poza tym

lubię dobrą wibrację i energię,

jaką daje ta, raczej melancholijna 

wbrew pozorom niż radosna,

muzyka.

     Ale w nocy słyszę już tylko

wycie wiatru i wracam do moich 

japońskich demonów, i przeraźliwie

smutnej klasycznej japońskiej

muzyki. Oczywiście wracam tylko

w wyobraźni, bo nie włączam nic,

nie chcąc budzić sąsiadów.

     

      WESOŁYCH ŚWIĄT...

POGODNYCH, SPOKOJNYCH

...WESOŁYCH - jak mawia mój

znajomy meloman, który

niestety popadł już w pewną

rutynę ;-)

      

 

______________

   Kobietowbarwachjesieni

   Lutano

   Danku

   Piotrze

   Otulonywiatrem

 

   Dziękuję jeszcze raz za

miłe życzenia :-)          

sobota, 23 grudnia 2017

 

     Poeta całkiem już opadł z sił.

Wiatr wiał bezlitośnie. A zima

wyziębiła go tak, że drżał na

całym ciele.

- Jest tu gdzieś jakaś wioska? -

zapytał jednorękiego kuternogę. 

- A jest - całkiem niedaleko! 

Jakby tak szedł, szedł i

szedł całą noc, to na rano dojdzie...

- A wilki? -

- Jak nie masz konia, to nie będą

się tobą interesować, chyba żeby

raczyły zgłodnieć. -

- Wyją! -

- Musi, że wyją. Ale we wsi nie masz

co szukać, bo wszyscy pomarli.

Drzwi wszystkie zawarte. Studnie

zasypane. I nawet szczury się stamtąd

wyprowadziły. A umrzyki to

czasem potrafią się człowieka uczepić.

Oj potrafią! -

- O jeny! -rzekł Poeta.

- Ale nie martw się! O dzień drogi od

wsi jest miasteczko. -

- Dadzą mi tam pić i jeść, ogrzać się

i wyspać? Mogę to później odpracować.-

- Masz to załatwione. Musisz tylko

złożyć podanie do urzędu.

Najdalej za miesiąc powinna przyjść

odpowiedź od samego czarta. Zwykle

jest negatywna, ale można się

odwoływać. -

- A pogrzebiesz mnie, jak tutaj skończę? -

- A jak mam to zrobić, Panie, kiedy

widzisz, że sam ledwie chodzę. Ale

kruki i sępy cię zjedzą, jak wszystko, co

padłe. A w mieście jest lichwiarz. Nazywa

się też Kruk i objada każdego do kości. -

- Weź ten oto sztylet i przebij mnie! -

- Ale należy się za to sztuka złota! -

- Nie mam, chłopku!  Nic już nie mam.

Rozdałem wszystko innym. -

- No to przebijaj się sam. -

- A to, co tutaj biegnie i ślepiami świeci? -

- Chyba wilk. Poczuł pismo nosem...Mnie

nie ruszy. -

  I tak to idziemy czasem donikąd śpiesząc

się bardzo...

piątek, 22 grudnia 2017

 

     Bardzo aktualne wydają się dzisiaj słowa Ericha Fromma na temat

mechanicznego konformizmu, wypowiedziane w jego "Ucieczce od

wolności." Przytoczę je tu pozostawiając bez komentarza. Mogę 

tylko dodać, że sytuacja ta budzi mą szczególną troskę, ponieważ

rezygnując z krytycznego myślenia ludzie nie tylko stawiają się

w roli mimowolnych ofiar, co już samo w sobie zasługuje na

współczucie, ale są też często agresywni wobec innych.

     "Osoba, która rezygnuje z własnego

indywidualnego "ja" i staje się automatem,

identycznym z milionem innych otaczających

ją automatów, nie musi już czuć się samotna

i zalękniona. A jednak cena, jaką za to płaci

- utrata samego siebie - jest wysoka.

    Pogląd, że "normalnym sposobem

przezwyciężenia samotności jest stać się

automatem, przeczy jednemu z najbardziej

rozpowszechnionych przekonań co do

miejsca człowieka w naszej kulturze.

Większość z nas mają rzekomo stanowić

jednostki, które mogą myśleć, czuć, działać,

jak im się podoba. Co więcej, nie jest to

tylko ogólna opinia na temat nowoczesnego

indywidualizmu; każdy poszczególny

osobnik wierzy szczerze, że on jest "on"

i że jego myśli, pragnienia i uczucia są

jego. Ale choć są między nami prawdziwe

indywidualności, przekonanie to jest w

większości wypadków złudzeniem i to

złudzeniem niebezpiecznym, ponieważ

przeszkadza w usunięciu warunków

sprzyjających takiemu stanowi rzeczy."

 

____

     "Pajac i jeszcze ożenił się z Pustakiem."

     "Ciapa nie tylko na scenie, ale i w życiu."

    Jakoś nie mogę sobie w tym miejscu

odmówić przytoczenia komentarzy do

problemów osobistych aktora Zamachowskiego,

który zapowiedział, że nie może już

dłużej milczeć.

   Nieszczęśnik płaci 14 tysięcy alimentów

miesięcznie (na czworo dzieci), a jego żona

Monika oświadcza, że jak tak dalej pójdzie

to nie starczy im na jedzenie. Była żona

artysty poczuła się tym obrażona. A czytelnicy

tabloidów podzielili się w swoich sympatiach

i antypatiach.

     Tak więc nie mając własnego życia, możemy

mieć przynajmniej cudze problemy ;-)

 

     Zaczynam już Piotrze zastanawiać się,

czy naprawdę warto być celebrytą ;-)

 


czwartek, 21 grudnia 2017

 

       Ciężki dzień spędzony poza

domem, jest podwójnie ciężki.

Wychodzisz wcześnie rano, a

wracasz późno w nocy, w

poczuciu, że chociaż przez cały

czas robisz coś dla innych, jest to

dla nich co najwyżej jak szpitalna

zupka dla chorego. Możesz też

rzucać perły między wieprze, a gdy

one zaczynają Cię tratować, nie

możesz opuścić swego stanowiska.

    A potem wracasz do pustego,

ciasnego i brudnego pokoju i możesz

oddawać się marzeniom i rojeniom.

Życzliwość polega na tym, że nie

oczekujesz od innych wdzięczności,

a kiedy ktoś wyrzuca Twą perłę do

zsypu, nie gorszy cię to. Mówisz sobie

- "Takie czasy, kiedyś ludzie byli inni.

Przecież robisz to bezinteresownie!

Szkoda tylko, że ten, który wyrzucił,

jej nie ma."

   Trzeba być dla siebie wyrozumiałym

i przestać pytać - "Jak to, daję tyle

ludziom, a oni tego nie zauważają, a

sam nie mam nawet na herbatę, żeby

się w taki zimny dzień rozgrzać? A w

dodatku musiałbym ją pić samotnie."

Od razu Cię ofukną, że zbyt wiele żądasz,

biadolisz i obrażasz się na świat, a

może nawet chcesz się wybić.

    Możesz winić system, ale powiedzą

Ci, że powinieneś robić to co inni

- zarabiać, a reszta, to zawracanie

głowy. Jeśli nie umiesz czegoś

sprzedać, to fakt, że to wytworzyłeś,

nie ma żadnego znaczenia. Jeśli

siebie nie sprzedasz, to Cię nie kupią.

Możesz sprzedawać markową szczynę

jako wino, a Twojego dobrego wina

nikt nawet nie spróbuje. Czy można

kogoś o to winić? Albo ktoś wino

wychla i powie, że było do kitu.

     Jesteś filozofem, powiedzą Ci

- miej dystans! Jesteś niby poetą, to

żyj powietrzem!  Jesteś melomanem,

to sobie coś włącz, byle nie za głośno,

bo takiego piłowania nikt nie zniesie!

Jesteś mężczyzną - to nie narzekaj!

A w ogóle to już niedługo umrzesz

(zejdziesz) - Ty narcyzie!

    Przepraszaj, że żyjesz, przepraszaj

nawet własnego kota i mów sobie jak

Św. Franciszek: "Jakim marnym i

podłym jestem człowiekiem, jak

słusznie mi się nic nie należy i jak

bezczelnie się tego domagam. A już

dobrego słowa? We łbie Ci się

człowieku przewróciło! A w czym

ty to niby jesteś wyjątkowy..."

    Ludzie wcale nie chcą być

obdarowywani. Źle się z tym czują...

A sami potrafią najczęściej coś dać

jedynie z chęci zysku.

   Kiedyś moja była studentka na

orientalistyce mawiała "Ludzie to

przeważnie świnie."Był to pesymizm

skrajny i nieuzasadniony.

   Pamiętam, ile czasu poświęciłem

na perswadowanie jej, że jednak

nie wszyscy, że istnieją wyjątki

(np. ja ;-), że nie należy w sposób

pochopny generalizować, gadać

wciąż o Milgramie i Zimbardo, ani

tym bardziej przeciwstawiać 

jakichś rzekomo wspaniałych,

fantastycznych ludzi  pospolitym

miernotom i kreaturom, bowiem 

"ludzie dobrzy nie są tak dobrzy,

a źle nie są tak źli, jak to się

wydaje."

    Ale jedyny skutek był taki, że

już po skończonym całorocznym

wykładzie  i po egzaminie,

zaproponowała mi nieoczekiwanie,

że może ze mną słuchać muzyki i

uprawiać seks.

    To fakt - była moją najlepszą

studentką! A o wykładzie

mówiła, że jest dla niej czymś

przyjemniejszym niż ćwiczenia 

jogi, choć na głowie raczej nie

stawałem. Nie połykałem też w tańcu

ognia...Ale chyba nie oczekiwałem od

niej aż takiej wdzięczności. Raczej

tego, że się wyleczy z mizantropii.

     Mieszka teraz na stałe w Japonii

i już jej nie widuję, choć chciała

mi nawet załatwić bilet na przelot.

Pocieszam się, że mój brat był w Tokio

przez dłuższy czas dwukrotnie i nawet

podobno dokonał jakiegoś podboju

miłosnego, więc ja już nie musiałem :-)

FUDI_JAP.

     Fascynacja kulturą japońską

jednak jak widać pozostała, choć

szczerze mówiąc istniała o wiele

wcześniej i przypada jeszcze, albo

raczej datuje się, na końcówkę XX

stulecia. 

 

 

 

zdjęcie góry Fudżi i Marylin nazumi13

 

 

środa, 20 grudnia 2017

 

      WAŻNY KOMUNIKAT !!!

 

    Z uwagi na konieczność zachowania

porządku proszę:

    1. Osoby płci przeciwnej, pragnące

wyznać mi swe uczucie (miłość)

o wcześniejszą rejestrację.

    2. Podobna prośba do fanów mej

skromnej twórczości oraz wszystkich

moich psychofanów.

    Zastosowanie się do mojej sugestii

wydatnie zmniejszy kolejki do

komentowania moich wpisów.

    Rejestracji dokonać można

klikając adres:  www. kochalubiszanuje.

pl albo osobiście u Autora bloga.

 

wtorek, 19 grudnia 2017

SOWA__Friedrich_I

          Sowa nieco zasępiona czatowała na bezlistnym drzewie.

Niebo było sine z bezsilności. Musiało być mroźno. Ja zaś

osowiały czułem, że za chwilę utracę na zawsze mą nadzieję.

Zapłakałbym, ale już dawno odjęło mi mowę. A łzy bez słów

cóż mogą znaczyć? Zacisnąłbym zęby, ale są jak sopelki lodu.

Pozostał mi więc tylko pusty śmiech. Ale kto go usłyszy na tym

pustkowiu?  A przestrzelona czaszka na nikim już nie robi

wrażenia. Nucę więc sobie tę strofę: "Moja złota, czy kochasz?

Jeżeli, jeżeli...", nie myśląc o tym, że za chwilę wydarzy się

coś złowieszczego.

     Sowa czatuje, ale nie wiadomo na kogo. Wszystkie myszy 

już dawno się pochowały.  Jesteśmy tu tylko ja i nicość.

     Czy istnieje większa samotność i tęsknota?

 

 

01:23, nazumi13
Link Komentarze (4) »
poniedziałek, 18 grudnia 2017

 

      Nie wiem, jak zacząć tę opowieść,

bo Kaspar Klein to ktoś bardzo mi bliski.  

Podobnie jak ja wstaje o szóstej rano,

a potem idzie do biura przy jakiejś 

strasse. Jednak czasem, zupełnie tak

jak mnie, zdarza mu się wyjść poza ten

widzialny świat.   

      Błądzi wtedy po bezdrożach i polach, i po

zakamarkach ludzkich dusz. A sowy i puszczyki

przyglądają mu się uważnie - bowiem to pora

zmierzchu. Tak długo błąkał się po bezdrożach,

że nawet nie zauważył jak nastała noc i wyszedł

na cmentarz - co prawda kopano na tym

pustkowiu tylko jeden grób, ale w końcu cała

ziemia jest cmentarzem.

     Nie wiedział tylko, że ten grób kopią dla niego.

Ale grabarze gdzieś znikli. Na trumnie siedziała

zaś sowa. Pozostawili dwie łopaty, co świadczyło

o tym, że zamierzają jeszcze tutaj wrócić.

     Kaspar nie miał gdzie usiąść, więc usiadł

na trumnie płosząc ptaka. Nachodził się i bardzo

bolały go nogi. Dopiero teraz zauważył, że

znajduje się na pewnym wzniesieniu. Zrobiło mu

się jakoś błogo i mimo chłodu, poczuł mistycyzm

tej chwili. Wszystko to miało przecież znaczenie

symboliczne. Jego obecność...też. Nie wiedział

tylko, że sam przygotowywany jest na ofiarę.

    Zamyślił się jeszcze głębiej i zasnął. Przyśnił

mu się przerażający sen - że ktoś zamknął go

w trumnie i zakopał w ziemi i że nad grobem

polatywała sowa. Tak się tym przestraszył, że

postanowił uciec.

    Biegł do utraty tchu. A kiedy wydawało mu

się, że miasto jest gdzieś niedaleko, okazało się,

że znalazł się w tym samym miejscu. Nie miał

już siły walczyć. Wszedł do dołu, położył się

i zasnął. Nad ranem usłyszał głosy grabarzy. 

    Co się potem stało nie pamiętał. Nie mógł

się poruszyć, a nad nim była tylko ciemność. 

Trząsł się z zimna i zaczynało mu brakować

powietrza.

    - Źle wygląda - powiedział lekarz - Twierdzi,

że zakopano go żywcem w grobie. To się

oczywiście zdarza. Ale wygląda mi to raczej

na poważną chorobę. -

    - Co zrobić? - zapiszczała pielęgniarka -

Jeszcze jeden do zaszczania łóżka.

    Wyszli na chwilę z pokoju i coś do siebie

szeptali na korytarzu.

     - Organy są zdrowe i doskonale nadają

się do przeszczepu - rzekł doktor i kazał

pielęgniarce podać termometr.

     Klein rzucił się do ucieczki. Wybiegł na

korytarz, a potem do łazienki. Chciał

wyskoczyć przez okno. Wolał się zabić,

niż dać zoperować. Ale okno było zakratowane

i wychodziło na niski parter. Pozostawała

tylko jedna szansa - uciec przez drzwi, ale

jakaś demoniczna istota wyjęła z nich klamkę.

Klein po raz drugi poddał się i usiadł na

korytarzowym krześle. Obok przechodziła

w piżamie miła, siwa staruszka. Pomyślał,

że poprosi ją o pomoc, ale nie chciał jej 

niepokoić. Staruszka uśmiechnęła się

widząc, że Klein wstał.

      - Zostaniesz zabity! - powiedziała.

     Zaraz potem lekarz polecił pielęgniarce,

żeby podała choremu jakąś tabletkę.

Zaprowadziła go do pokoju i kazała ją

połknąć. Klein udawał, że się do niej

uśmiecha i że połyka tabletkę, ale po

cichu powiedział:

     - Ty pizdo włochata! - 

     Pielęgniarka uśmiechnęła się do

niego i schwyciła go za nos. Pozbawiony

na chwilę tlenu Klein, kiedy tylko go

odzyskał, połknął tabletkę.

     - Co się mówi Panie Klein? - spytała

dziewczyna.

     - Dziękuję. - odpowiedział.

     A potem zaczął szukać czegoś do

zjedzenia.

     - Nie ma, Panie Klein!  Wszystko te

żarłoki zjadły. Ale jest kompot...Wziąć

kubek i nalać sobie! -

     Zasnął w łóżku. Dopiero kiedy się

obudził zauważył, że na sali jest siedmiu

pacjentów. Przypomniał sobie, że

jeden z nich robił nad jego łóżkiem

jakieś pompki.

    - No i jak nam minęła noc - zapytał

lekarz - Bez sensacji? Ja wiem, miał

pan niezbyt ciekawe towarzystwo, ale

tak zaszczać wyro...Jutro przeniosę

pana w lepsze miejsce, do izolatki.

Na razie musi się pan trochę pomęczyć.

Podobno skarżył się pan na serce.

Ale z badań wynika, że serce ma pan

jak dzwon. Uszy do góry panie Klein!

Niedługo będzie już po wszystkim. 

I niech pan pomyśli o innych. Ilu ludzi

pragnie cieszyć się życiem. Nie żal ich

panu? -

      W nocy Klein wstał i ukradł

pielęgniarce wieczne pióro i bloczek

do pisania. A potem poszedł do toalety

i napisał na karteczce:

"Mileno, ratuj!  Oni chcą mnie tu zabić.

Wiesz, że chodzę często na dalekie spacery.

wczoraj widziałem sowę...Nie mogę Ci 

nic więcej napisać."

    Podrzucił pióro i bloczek na miejsce,

i udawał, że drzemie na krześle. Oczywiście

jędza pogoniła go stamtąd.

    - Zawiadomili państwo moją żonę - spytał.

    - Po pierwsze, nie ma pan żony, tylko

kochankę i żyje pan z nią bez ślubu. Po drugie,

zdziwiłbym się, gdyby tu przyszła. Ale tak,

zawiadomiliśmy ją przez policję. A tę kartkę,

pozwoli pan, że jednak podrę. -

    - A nie można było inaczej zawiadomić? -

    - No cóż, jest pan podejrzany o morderstwo.

Czy pamięta pan dobrze, co robił pan po

zażyciu opium? -

     Klein nie pamiętał. W końcu był tylko

skromnym biuralistą. Nigdy nie ćwiczył

pamięci. Ale nagle wydało mu się, że

jechał pociągiem i że wysiadł na jakiejś

stacyjce z młodą kobietą. Jednak równie

dobrze mogło mu to się przyśnić zeszłej

nocy. (Kilka lat wcześniej

rozkawałkowane zwłoki Susan Hobbes

znaleziono w kanale melioracyjnym.

Dziewczyna wracała polną ścieżką ze

stacji kolejowej. Kaspar czytał o tym

w "Kompedium zbrodni." Ofiarą była

barmanka. Morderstwa dokonano o północy.

Kanały melioracyjne stanowią inspirację

dla osób nadwrażliwych, popychając je

czasem do zbrodni. Księżyc odbija się w

nich krwawo, a przebiegające w okół nich

szczury wprowadzają uczucie niepokoju

i ponurej ekscytacji. Niestety magia tego

księżycowego wpływu niekiedy skutecznie

działa).

     Zasnął. Śniła mu się sowa. Nie ważne,

czy sowa. A może to był puszczyk?

Wiatr wiał przez senne pustkowie...Sowa

leciała dokądś, łopocząc skrzydłami, a

za nią unosiła się tarcza księżyca.


 

 

*Ilustracje do mej opowieści

są autorstwa Caspara Davida

Friedricha.

   

niedziela, 17 grudnia 2017

 

**************************************************************

**************************************************************

 

      Co byś powiedział innym odchodząc z tego

pięknego świata?

      - Ja nic bym nie powiedziała - odpowiedziała

Kropla Deszczu - Abo może...że już mnie raczej

nie znajdziecie, bo gdzieś wsiąkłam. -

     - Ja nigdy stąd nie odejdę! - wyszeptał Wiatr.

     Chciałem go jeszcze o coś zapytać, ale szukać

wiatru w polu!

     - A o mnie wszyscy będą pamiętać - zasyczał

Dym.

     I za chwilę go już nie było...

     

sobota, 16 grudnia 2017

       

        Życie i śmierć zmieniają nas

czasem w jednej chwili, a innym

razem trzeba na to wielu lat. Jakże

trudno bywa czasami rozpoznać

właściwą osobę. Wszystko jest

grą iluzji.

        Nad Północnym Morzem piętrzyła

się Czarna Skała, a kiedy jakiś ptak

przeleciał nad nią albo ryba dotknęła

jej,padały martwe. A tak samo inne

czujące istoty - koty, psy, lisy, myszy. 

Smętne zatem to było miejsce.

Ktoś musiał zakląć w nim odrobinę

okrutnego zła.

     Księżniczka Etsuko nigdy tamtędy

nie przechodziła. Ale któregoś

wieczoru, już po zmierzchu, chciała się

spotkać z dziewczyną, za którą skrycie

tęskniła. Rankiem wysłała jej

wiadomość przez ptaka, a ponieważ

Czarna Skała była w tej okolicy

najbardziej rozpoznawalnym miejscem

- tam się umówiły. Nanae miała na

nią czekać.

     Ale kiedy tam dotarła jej

przyjaciółka leżała martwa w mokrym

piasku. Wyglądała jak przygotowana

do pieczenia ryba. Etsuko uklękła

przy niej i położyła głowę na jej

łonie.  

     Tymczasem Czarna Skała uważnie

ją obserwowała swym jedynym

trójkątnym okiem. W pewnej chwili

dziewczyna poczuła na sobie jej

przenikliwy wzrok. Zerwała się na

równe nogi i zaczęła uciekać. Ale

noc była tak nieprzenikniona, że

zamiast biec w stronę księżyca,

weszła w wodę. A ponieważ myśli

jej były pochłonięte śmiercią

Nanane, nie zauważyła nawet, że

tonie. 

      W wiele lat później przechodził

tamtędy młodzieniec o imieniu Akyo.

Był bardzo zmęczony i chciał się nawet

przytulić do skały, ale nagle zobaczył,

że w wodzie coś się porusza. Był to

kościotrup Etsuko, pokryty glonami 

i wodorostami. Na jego widok

Kościotrup podniósł się i zatańczył

A kiedy przestał w końcu wirować,

Akyo zamienił się w staruszka.

      - Zabiła mnie Czarna Skała -

powiedziała Etsuko.

      - A ja straciłem całe życie patrząc

na Ciebie. - odrzekł Akyo.

      - To dlaczego na mnie patrzyłeś? -

      - Byłaś taka piękna, że nie mogłem

przestać na Ciebie patrzeć. Zakochałem

się w Tobie! - wyznał. 

      - To źle - rzekł Kościotrup. - Wciągnę

Cię teraz do wody.

      I niechybnie tak by się stało, gdyby

nie współczucie Czarnej Skały, która

mrugnęła okiem i natychmiast zabiła

Akyo.

      A wtedy Etsuko położyła głowę na

jego łonie, zamknęła oczy i leżała

jak opadła z sił suka. A kiedy już 

odpoczęła, uniosła głowę i zobaczyła,

że leży przytulona do Nanane.

    Widząc to Czarna Skała zachichotała.


      

 

 

 

 

piątek, 15 grudnia 2017

  

     Jeśli mnie jeszcze kochasz lub chcesz kochać 

.........................................................................

dla Ciebie jest to zdjęcie, niby świąteczna kartka.

      Ale też i dla wszystkich, którzy cierpliwie

czytają moje wpisy i odnajdują w nich coś, czego

przedtem nie doświadczali. I dla tych, którzy

pozostawiają tutaj życzliwe i mądre komentarze...

 

    Wiem, że nie wszystkie moje teksty są łatwe.

Są bardzo różne. Staram się pisać w sposób

możliwie różnorodny. Niektóre moje utwory są

proste, przejaskrawione, niewolne od wulgaryzmów,

są lepszymi lub gorszymi żartami. W innych jest

szlachetna powaga, ale też często autoironia.

Są wśród nich teksty bardziej udane, nie chcę

powiedzieć - wzruszające i piękne...i takie, które

nie udały mi się zupełnie. Piszę tu niemal codziennie,

bez autocenzury, także tej działającej wstecz.

    Wolałbym może móc więcej pisać o muzyce

albo o filozofii, ale to akurat prawie nikogo nie

interesuje. O tej drugiej więc prawie nie wspominam,

choć również jest mi bliska...Oddźwięk na to, co robię,

jest raczej nikły.

    Niemniej blog mieści się wśród kilkuset najbardziej

poczytnych (był kiedyś na setnym miejscu wśród

wszystkich, włącznie z kulinarnymi i na pierwszym

miejscu w dziale poezji), ale starzy znajomi dawno już

go opuścili i gdyby nie kilka osób, które pozostawiają

tu życzliwe komentarze, pomyślałbym, że

niewielu mam tu przyjaciół...

   

    Pozdrawiam wszystkich jak najserdeczniej

i najcieplej - choć czuję czasem pewien chłód

lub po prostu brak czyjejś obecności :-)

 

 

 

czwartek, 14 grudnia 2017

 

  

     Żurawie unosiły się nad

Mrocznym Pustkowiem.

Leciały na południe. Dziecko

i Stary Mistrz patrzyli na

słońce, które powoli

roztapiało się w czerwieni

rozlewającej się po niebie.

   - Jutro będziemy bawić się

nad rzeką. - powiedziało

Dziecko.

   Mistrz uśmiechnął się.

   - Dlaczego jesteś taki

smutny? - spytało.

   - Nie jestem smutny -

odpowiedział Mistrz, ale

po jego twarzy spłynęła

łza.

    Dziecko przytuliło się

do niego i zasnęło. A rano

pobiegło na łąkę. Nie chciało

budzić Mistrza, który jeszcze

spał. Biegało i zagrzebywało

coś w trawie, ale przedtem

musiało to coś, listki czy 

jakieś piórka, odnaleźć i

przynieść. A to zajmuje

bardzo wiele czasu.

     Było już południe, kiedy

zrobiło się głodne. Przybiegło

więc. Mistrz siedział na stołku

i patrzył w dal. Od kilku godzin

już nie żył.

    Dziecko usiadło na trawie

obok niego i położyło głowę

na jego kolanach. A potem

czekało aż skończy się dzień.

Ale mijały całe wieki, a dzień

się nie kończył i dopiero,

kiedy poczuło się senne,

nadszedł zmierzch.

     W jego śnie zjawił się

Mistrz, a właściwie jego duch,

ale był milczący i nieobecny.

Dziecko wyjęło z torby zabawkę

i podało mu ją do ręki. A wtedy

Mistrz zapłakał. Płakał tak i

płakał, nie mogąc powstrzymać

łez, bo przypomniał sobie

własne dzieciństwo. Tak

niedawno to było, a upłynęło

całe życie.

    - Dlaczego jesteś taki smutny? -

zapytało Dziecko.

    - Nie jestem smutny - zapewnił

Mistrz.

    - Nie smuć się! Jutro będziemy

bawić się nad rzeką. I znów przylecą

żurawie. -

    - Ja - tak! - odpowiedział Mistrz

- Ale ty już przecież nie żyjesz! -

    - Nie żyję? - spytało Dziecko.

    - Umarłaś, kiedy spałem, córeczko.

    Słysząc to Dziecko chciało się

obudzić ze snu. Ale nie mogło...

    

 

* Na zdjęciu - żurawie, nie żurawie, ale na pewno

piękne ptaki (zdj. ze strony internetowej)


środa, 13 grudnia 2017

        

     Pan Tarlecki nazwał tych,

którzy protestują przeciwko

tzw. dobrej zmianie, lumpami.

Jest to, w moim poczuciu

zapowiedź czegoś bardzo

niedobrego.

    Kiedy arogancja władzy urasta

do poziomu buty mogą

wydarzyć się rzeczy tragiczne.

Nie można żadnego programu

politycznego budować na

pogardzie dla ludzi myślących

i czujących inaczej. Rozpala

się wtedy nastroje, nad którymi

nie można zapanować i wywołuje

niebezpieczne demony destrukcji. 

A to jest skrajna nieodpowiedzialność,

której nie pokryją rozbawione

miny wprowadzających dyktat.

 


wtorek, 12 grudnia 2017

 

   Ojcze Narodu Mądry Jarosławie

   dziś mądrość twą jak zdrowie swoje sławię

   bez serwilizmu my kochamy Ciebie

   i wiem że jutro znajdziesz się Ty w niebie

   zamilkną niech niedorobione karły

   bo wielkość twoja jest wielkością prawdy

   wielbi Cię Ruś i wielbią i Mongoły

   kto cię nie kocha niech umiera goły

   bo Ciebie Ojciec wielbi i Maryja

   a kto nie z nami ten oberwie w ryja...

 

 

 

 

poniedziałek, 11 grudnia 2017

  

   Był upalny lipcowy dzień.

- Gruźliczankę z sokiem proszę! -

wystękał porucznik Anioł.

 - Ze sokiem nie ma. Może być

czysta. - wycharczała baba. 

    Saturator z wodą sodową po

środku ulicy. Kto to jeszcze

pamięta?

- Należy się pięćdziesiąt groszy! -

- Krystalicznie czysta, prawie jak

z czerwoną kartką. W sam raz

na upał - pochwalił porucznik.

- No i chuj z tego mam! - żaliła się

baba.- Nawet na wódkę nie starczy...

- A propos, koleżanko...Jestem

tajniakiem. Zapytam wprost.

Widziałaś, kto strzelał do majora

Ruchacza? -

- Ciemno było, a ja jestem ślepa.

Zapytaj Rączkę. On na pewno

widział, bo po denaturacie są

wizje! -

- Spirytus na kościach!...A mnie

się zdaje, że coś przede mną

ukrywacie. Zezwolenie na saturator

jest? -

- Jakby było, to nie wyszłabym

na swoje. Prywatna inicjatywa

zawsze ma przejebane. -

- A ładnie to tak oszukiwać

państwo ludowe? Może jednak

coś sobie przypomnisz? -

     Ale baba poszła w zaparte.

A następnego dnia znaleziono

ją martwą przy saturatorze.

    - Ktoś miał długie ręce. -

zauważył porucznik - Ale

przynajmniej jest czerwony sok

do gruźliczanki. 

    - Za dużo wiedziała? - spytała

Jadzia.

    - Nie bądź naiwna Jadziuś! 

Jeśli coś widziała, to już nie

rozpowi. Chyba, że św. Piotrowi. -

    - To idziemy na tą kawę? -

    - Mam jeszcze ważne obowiązki

służbowe. Najpierw obowiązek,

a potem gruchanie. Pojedziesz

ze mną na Wólczyńską? -

    - Dobra. Ale zamawiam dwie

kawy z bitą śmietaną. -

    Na Wólczyńskiej był burdel.

Porucznik postanowił udawać

naiwniaka, a może i frajera.

    - Jak długo będzie trwał

stosunek? - zapytał długonogą

blondynkę.

    - Aż się spuścisz, kochany!

Jak masz na imię złotko? -

    - Janusz - skłamał. - A jak

dojdę w trzydzieści sekund,

to mogę drugi raz? -

    - W życiu! Spuściłeś się,

to płać drugi raz. Ale już nie

mnie! Może koleżanka zechce

cię obsłużyć, ale wątpię, bo

nie wiem, czy ci stanie.

Francuz bez kondona połowa

ceny. Bruneta...

    - Eee... - skrzywił się. 

    Jadzia czekała na dole 

i przez pół godziny musiała

opędzać się od natrętów.

    - No i jak? - spytała, kiedy

już był na dole. - Powiedziała

coś?

    - Taak...To znaczy - nie za

bardzo. Musiałem ją trochę

przycisnąć. -

    - Ale kawę stawiasz? -

    - Wiesz Jadziu, jestem już

zmęczony tą sprawą. Ruchacz

był moim kumplem. Wiesz, jak

bardzo to przeżywam. - 

    - Akurat ci uwierzę! - jęknęła

dziewczyna - Taka była dobra? 

    - Nie twoja broszka...Od razu

nie chciała się przyznać. Musiałem

spenetrować środowisko. -

    - A do czego miała się przyznać?

    - Że nic nie wie...No i że w

dodatku nic nie umie. Tyle lat w

zawodzie i po chuju. - 

    Brak czasu na życie osobiste

to prawdziwa udręka ludzi, którzy

walczą ze złem. A sprawę i tak

trzeba było zamorzyć...

 


 


niedziela, 10 grudnia 2017

 

 

         Gdybyśmy wiedzieli, co nas w

życiu czeka, nie chcielibyśmy żyć

ani chwili dłużej.

 

    Późnym zimowym wieczorem

poeta Johann Friedrich Blum 

przechodził alejką prowadzącą

obok miejskiego cmentarza.


W kieszeni czarnego płaszcza

ściskał rewolwer. W głowie

miał zaś utwór rozpoczynający

się od słów:

  

    "W cmentarnej ćmie,

      Gdy wyje wiatr,

      Niejednej ćmie,

      Śni się jej świat."

 

    Niestety rym nie był dokładny,

a ta jedna dodatkowa zgłoska

w pierwszej linijce wiersza

udręczała jego duszę. Od dawna

już chciał ze sobą skończyć.

"A może zamiast wyje, lepiej

będzie wieje?" - pomyślał. 

Ale coś nagle wyrwało go z tych

niepokojących myśli. "Zaraz,

zaraz...Dlaczego na niebie są

dwa księżyce? Powinien być

przecież jeden!"

      Powiedział to chyba głośno,

bo nagle usłyszał, że ktoś mówi:

"Na logikę - tak!  Ale zwróć

uwagę na szczególny charakter

tej chwili. Przecież zamierzasz

przestrzelić sobie czaszkę!"

     Naprzeciwko niego stał

wysoki jegomość w czarnym

płaszczu i okazałym podłużnym

kapeluszu, spod którego 

wystawały ośle uszy. Ale w

świetle dwóch księżyców twarz

jego wydawała się niezwykle

blada. Trupio blada...Poeta

cofnął się o krok i odwrócił.

Ale za nim stał tak samo

wyglądający jegomość.

     "Ach ta miłość!" - powiedział

nieznajomy. - Prawie zawsze

doprowadzi cię do samobójstwa." 

Młodzieniec wyszarpnął z

kieszeni rewolwer i wystrzelił

w kierunku zjawy.

     "He, he! Raczysz chyba

żartować. - odrzekł jegomość -

Nie marnuj kul. Musi przecież

coś zostać dla ciebie."

     "Czy ona do mnie wróci?" -

zapytał poeta. Ale kiedy wyrzekł

te słowa zobaczył, że jest

zupełnie sam. Jednak na niebie

pojawił się jeszcze jeden księżyc.

Wszystkie trzy były za mgłą

i ich światło nie raziło bardziej

niż światło latarni.

    Poecie przypomniało się, że

pewien mitologiczny chiński

łucznik zestrzelił kiedyś słońca

niszczące swym żarem Ziemię,

tak, że na niebie pozostało tylko

jedno. Wystrzelił zatem do

jednego z księżyców, a wtedy

przed jego stopami upadł

martwy ptak. Był koloru złotego.

A na niebie pozostały już tylko

dwa księżyce.

     Zabił je oba i zrobiło się

całkiem ciemno. W mroku

nacisnął jeszcze raz na spust,

ale do wystrzału nie doszło.

     "Po co mam żyć, kiedy nie

zobaczę już księżyca?" - spytał.

"Właśnie. Po co!" - odrzekł jegomość

zaciskając kościste palce na szyi 

Bluma. A dwóch jego towarzyszy

pozbierało z chodnika martwe

ptaki, które krwawiły czerwono-złotą

posoką. 

     Jeden z nich jednak żył jeszcze

i oddychał, a nawet szykował się do

lotu, a jego pióra ze złotych zrobiły

się srebrne. A wtedy Oślouchy, 

a była to Śmierć we własnej osobie,

podniósł go i wyrzucił dłonią w

niebo. I znów nad ziemią pojawił

się księżyc.

     Śnieg skrzył się pięknie. "Dzieci

będą miały jutro bal!" - rzekła Śmierć,

która już trochę marzła i ślizgając się

trochę po oblodzonym chodniku

odeszła w swoją stronę, a może do

innych ważnych i nie cierpiących

zwłoki zajęć.



zdjęcie demona nazumi13


sobota, 09 grudnia 2017

 

      Zima sprzyja czytaniu ciekawych książek, szczególnie

takich, które uczą - wabiąc. Późną nocą, kiedy wracam do

domu, prawie zawsze mam ze sobą jakąś miłą lekturę.

Gdybym po drodze spotkał ducha - pewnie bym go nie

zauważył. Zresztą ludzie zmieniają się trochę po śmierci.

      Starodawne japońskie przysłowie

mówi, że pies kryje swe odchody w

ciemności.  XVII wieczny poeta i autor

opowieści Ihara Saikaku przypomina

je pisząc o tym, że "ludzie zwykli

chować niepowodzenia głęboko

w sercu." Zwierzają się, jak wiemy,

na ogół jedynie tym, których uważają

za bliskich lub przyjaciół - w czym

oczywiście mogą się dotkliwie mylić.

     Hazardzista, pisze Saikaku, nie

rozpowiada o swych przegranych,

kupiec skrywa doznawane straty,

a kochający mąż zdrady żony. Jednak

ludzie i tak się o tym dowiadują.

     Pisarz ten ma zamiłowanie do

pięknych sentencji dotyczących życia,

które najczęściej sam tworzy, albo cytuje

z literackiej klasyki (choć ich źródło nie

zawsze dobrze pamięta), lub popularnych

w jego czasach przysłów.

    "Życie ludzkie mija szybko niczym sen."

"Niezbadane są drogi miłości na tym

świecie." "Prawdą jest iż serce człowieka

z natury błądzi w ciemności." "Życie ludzkie

ma swój kres, lecz miłość jest nieskończona."

"Niewiedza jest darem bogów." "Gdy

już wsiadłeś na statek, nie ma odwrotu."

"Zaprawdę nie ma na tym świecie istoty

bardziej zuchwałej niż człowiek." "Nie ma

na świecie nic bardziej niepewnego i 

bezpowrotnego niż życie ludzkie."

     Wszystkie te myśli to tylko coś, co

buduje nastrój jego miłosnych opowieści.

Ale ponieważ wyrażają one żywe

doświadczenie życia, można rozważać

je osobno, jak aforyzmy. (W języku

polskim dzięki doskonałej tłumaczce

Katarzynie Sonnenberg). Wyznam,

że ich nastrój jest mi bliski i mam 

nadzieję, że nikt nie dopatrzy się w

tym śladów jakiegoś psychicznego

ekshibicjonizmu. Cenię u tego autora

łatwość z jaką przechodzi od takich

melancholijnych w nastroju stwierdzeń

do groteski lub żartu. "Przypadki

miłosne pięciu kobiet" to żywa i

interesująca lektura, służąca rozrywce,

ale skłaniająca także do refleksji nad

życiem.

     Wydawnictwo UJ wydało też ostatnio

inną ciekawą książkę "Źródła klasycznej

demonologii japońskiej", której autorem

jest dr Iwicka. A ponieważ sam nie tylko

rozczytuję się w japońskich opowieściach

niesamowitych, ale również je piszę,

odnajduje tam wiele bliskich mi tematów.

    Dość świadomie jednak na ogół unikam

wykorzystywania podobnej wiedzy we

własnej twórczości, ponieważ nie chcę w

niczym ograniczać wyobraźni. W Japonii,

znaczy dla mnie wszędzie lub nigdzie

(zależy mi bowiem na uniwersalnym 

charakterze tego, o czym piszę, a nie na

parodiowaniu, czy stylizacji).

     Podziwiam precyzję naukowego języka,

jakim Autorka się posługuje, opisując

rzeczy i fakty kulturowe tak niezwykłe. 

Brzmi to czasem dość zabawnie, ale

nie dlatego, że jest czymś niestosownym.

Przeciwnie - to cenna i ładnie napisana

książka, w DUCHU nie wyłącznie naukowym.

Nie wyobrażam sobie, aby można ją napisać

lepiej. ;-)

      Ale, jeśli życie ludzkie mija jak sen,

niepewne jest i bezpowrotne, to być

może i ja, dziecko nocy, niedługo z

zaświatów będę się pojawiał mym bliskim

w jakiejś "bańce przestrzennej" i łagodnie

przypomnę im, że o mnie na śmierć

zapomnieli.

 

 

_________________

Piosenka z Angoli jest smętna,

ale słuchając jej pewnie każdy

trochę się uśmiechnie, bo po

polsku niektóre słowa znaczą

coś zupełnie innego :-)  Lubię

ją bardzo i chętnie słucham

czasem w chłodne dni, myśląc

o tym, co było...

piątek, 08 grudnia 2017

 

 

      Nie bądź zbiornikiem, do którego

inni wyrzucają swe żale i troski.

Z zasady nie dopuszczaj innych

do podobnych zwierzeń. - mówi

Dalajlama. Z pozoru całkiem słusznie...

   Jednak wnikając nieco głębiej w sens

tej wypowiedzi możemy być trochę

zdziwieni. W swej esencji ta 

zdroworozsądkowa i terapeutycznie

cenna rada jest głęboko niezgodna

ze współczującą postawą. To prawda,

że ludzie często obciążają nas

psychicznie lub zatruwają swoimi

sprawami. Musimy się więc jakoś

przed tym bronić chcąc

zachować psychiczną energię,

potrzebną do świadomego życia

i czynienia dobra. Ale prawdą

jest również to, że odwracając

się od narzekającego z dezaprobatą

nie możemy często usłyszeć

przejmującego głosu, który

usłyszeć powinniśmy. 

    Stoik miałby prawo tak powiedzieć.

Ale to tak, jakby bodhisattwa

współczucia Awalokiteśwara zasłonił

sobie oczy i zatkał uszy i rzekł

"Pragnę wyzwolić od cierpienia

wszystkie czujące istoty, ale nie

tego okropnego, toksycznego

i wampirycznego emocjonalnie

neurotyka."  Czy nie pomyślałbyś,

że bodhisattwa sam jest raczej

neurotykiem, albo kimś skrajnie

nieżyczliwym?

    Dziwię się, że Dalajlama udziela

takich rad bez świadomości, że

może to sprawiać wrażenie zejścia

ze ścieżki altruizmu. Błędna jest w

moim poczuciu nie tyle sama myśl,

ale pozostawienie jej bez

rozróżniającego komentarza.


    

 

czwartek, 07 grudnia 2017

 

     Wiatr za oknem przeraźliwie wyje przez całą noc. 

Dzień minął mi na przekazywaniu wiedzy studentom,

a potem na długim zebraniu z wykresami i tabelami

ilustrującymi wskaźniki tzw. parametryzacji. Jak ktoś

słusznie  przy tej okazji zauważył w swym wystąpieniu 

"patologia nauki polskiej jest ogromna."  Sposób

zarządzania nauką to  naprawdę triumf bezmyślnej

i aroganckiej głupoty.

       Nie chcę wchodzić w szczegóły i dawać przykłady

jaskrawych i niewyobrażalnych debilizmów w zarządzaniu

nauką i ocenie jej rezultatów, bo można by o tym mówić

bez końca. Niestety z systemem tego urzędniczego

zniewolenia nie sposób walczyć - można się do niego tylko

przystosować, albo naukę porzucić lub przestać istnieć

(to ostatnie dotyczy naukowych instytucji).

     To wstyd, że uniwersytety i instytucje naukowe nie są

już najczęściej miejscami intelektualnej, ani jakiejkolwiek

innej wolności. A mogłyby być, gdyby środowisko w swoim

czasie stawiło opór poczynaniom minister Kudryckiej. Tak

więc nikt nie przekona mnie, że całe zło w Polsce zaczęło się

wraz z panowaniem PiS-u...

       Wiatr wieje, a ja przypominam sobie egzystencjalne

tematy rozmów z niektórymi studentami. Zdarzają się wśród

nich osoby samodzielnie i krytycznie myślące i zainteresowane

kulturą, w której żyją. Jest ich niewiele. Ale dostatecznie

dużo, żeby nie martwić się, że inteligencję polską spotka

jakaś zagłada.

 

 

 

 

 

05:10, nazumi13
Link Komentarze (7) »
wtorek, 05 grudnia 2017

 

 

     Czasami nie wiem, czy historia jaką opowiadam jest wesoła, czy smutna. To

zależy chyba od tego, z jakiego miejsca coś oglądamy.

      Wychodząc spod rynny Mysz polna

poczuła wyraźna ulgę i chociaż deszcz

a nawet grad smagał ją jak biczem,

nie mogła się nachwalić Stwórcy,

którego wyobrażała sobie jako ogromną

i wszechmocną Mysz - Władczynię Świata.

  

  "Kiedy tak pada, przynajmniej nie

padnę ofiarą kota." - piszczała w duchu

z euforii. I wtedy właśnie dopadła ją

okrutna śmierć. Nie wiedziała biedaczka,

że koty zakładają teraz podczas deszczu

peleryny, co znacznie ułatwia polowanie

- zwłaszcza w sezonie jesiennym.

Chodzenie po deszczu bez nakrycia

głowy jest passe. 

  

  Kocur zaś najadł się do syta i nawet

co nieco pozostawił. Prawdę mówiąc

głodny nie był i ogryzł tylko łapki, a

resztę wyrzucił. Chciał się trochę

rozerwać. Po czym wzniósł oczy ku

niebu i wypowiedział modlitwę

dziękczynną do Najwyższej Istoty,

którą wyobrażał sobie jak ogromnego

i wszechmocnego Kota z długimi

i białymi wąsami.

      Nie uniknął jednak zębów psa...

Tego zaś powiesił pewien zły człowiek,

którego wkrótce po porannej modlitwie

zastrzelił dobry człowiek...

 

 

 

zdjęcie koteczki Mitsuko  - nazumi13

 


 
1 , 2