Kategorie: Wszystkie | "Dziewczyny, bądźcie dla nas dobre na wiosnę" | ...bez końca | 0 | 100O i jeden Rabinów | A Puszkina też zapuszkują? | A moze to tylko pomieszanie zmyslow | A nie lepiej być purystą? | Aaaaaaaaaaaaaa...aalfabeta | Ach, gdzież jest litość lub wspolczucia pozór? | Ach, gdzież jest litość lub współczucia pozór? | Adam Mic - Kiewicz | Adaś i Ewka | Aforystyka | Amerykański sen | Autopsychoterapia | Bez sensu to to! | Bez szaleństwa... | Bezmyślne okrucieństwo | Bezradność | Biedna Szymborska | Biedny Kapturek! | Bliźni miłości | Bliźniego miłość... | Blondyn | Blue Bossa | Bojaźń i drżenie | Bratnie dusze | Bruner, ty świnio! | Buddyzm w życiu codziennym | Bóg mi poskapił tej anielskiej miary... | Bóg mi poskąpił tej anielskiej miary... | Bójstwo samo | Caritas | Chiziofrenia | Choroba na śmierć | Chwila ułudy | Chwila wytchnienia | Chłodne upojenie | Cierpienia i radości | Cierpienie i radość | Cleen feed | Cnota niedoli | Co slina na język przyniosła | Co tam panie w polityce? | Co w niebie piszczy | Co ślina na język przyniosła? | Corrida | Coś dla duszy... | Coś tak wulgarnego | Cudotwórstwo | Czarna Perła Tao | Czarny tulipan skrzyżowany z czarna różą | Czarny tulipan skrzyżowany z czarną różą | Czary Mary | Czego nie przysięgał Hipokrates? | Człowiek nie jest rzeczą | Człowiek to brzmi dumnie, ale nie u mnie | Często chowa | Częstochowskie rymy | Deficyt aniołów | Delightful! | Demokratyczne wybory w Oczodołach | Diabłoterapia | Dla wszystkich i dla nikogo | Dnieje | Do samego siebie | Dodatek | Dowcipas dnia | Duma narodowa | Dusze drzew | Dyskretna mgiełka autoironii | Dzielność | Dziki kapitalizm | Dzisiejsza młodzież | Dzisiejsza młodzież nosi ładną odzież | Egzystencjalizm jest chumanizmem | Ekonomia zbawienia | Elegancja Francja | Elegijnie | English gentelman | English gentleman | Epicurus | Ewa tylko ziewa | Falochron | Female | Filozofia bez uczoności | Forever Loving Jah | Gadu, gadu | Gadu, gadu, trochę więcej jadu | Gal Anonim | Gaz dla pedałów | Gaz dla pedałów, młot dla sierpów | Gdy rozum śpi... | Gendarme | Genek, gienialny gieniusz | Geno Typ | Gorący uczynek | Grabarz | Grabarz nonsensu | Gry i zabawy literackie | Głupota przysłowiem narodów | Głębie i tajnie Podświadomego | HIstoria nauczycielką bicia | Herbatka zen | Homo economicus | Homo sapiens czy Homo politicus | Humor absurdalny | Humor nieco absurdalny | Humor, satyra, panie... | I rekiny w oceani mają zębów cały rząd | I rekiny w oceanie mają zębów cały rząd | Indie Wschodnie i Zachodnie | Industrial | Istnieje również wrodzony brak poczucia humoru | Ja tam bynajmniej nie wiem | Jak długo będę jeszcze żył? | Jak uprawiać agresywne dziennikarstwo? Poradnik dla początkujących | Jakże cżęsto powtarza się ta historia | Jakże trudno czasami coś sklecić! | Jan i Małgorzata | Jan z Czarnolasu | Jesienna muzyka | Jeszcze smutniej! | Jeździec Apokalipsy | Językologia | Kaczuszki mandarynki | Karawana idzie dalej | Katedra Adamowego Żebra | Kawa z Kafką | Każdemu według naszych chęci | Każdemu według potrzeb | Każdemu, o czym tylko zamarzy | Kiciuś Miciuś! | Kicuś Micuś! | Kiedy człowiek staje się bestią | Kiedy owce nie milczą | Kij w mrowisku | Kniaź Wiktor | Kochani ludożercy | Kolacja Pani Sowy | Kometa tylko głownia nie ta | Konkwista | Koryfeusz nauki, milośnik sztuki | Koty i inne zwierzęta | Koty, głupoty, palikoty | Kości rzucone są | Kość słoniowa | Kto pierwszy był człowiekiem, kto będzie nim ostatni | Kto pisze teraz historię? | Kuchnia szamańska | Kwiatki Św. Franciszka | Kwiatostan śmierci | Kwitnienie kultury | Kwitnąca wiśnia | La colombina i ciche ukojenie | Lekarzu - lecz się sam! | Lenin wiecznie żywy | Leśmianiada | Lichwiarstwo polskie | Liryki i prztyki | Logika dziejów | Londyńska mgła niepamięci | Londyńskie przygody | Los ofiary | Los puka do moich drzwi | Lotosowy wpis | Ludzie ludziom... | Lunatyzm | Lęk społeczny | Made in Japan | Maligna | Marność nad marnościami | Marność nad marnościami. Rekoleksje Wielkopiątkowe | Marzenia senne | Marzeniologia stosowana | Maszkary i senne dziwadła | Maszkary i senne widziadła odbite w lustrze | Mała czarna z Kafką | Medycyna naturalna | Meine Liebe Augustin! | Melancholia | Melancholia stosowana | Memorabilia | Meszreiw | Meteo | Mgiełka autoironii | Mglisty dzień. Mgła | Mikołak | Mistrz i Małgorzatka | Mistycyzm lunarny | Mistyka i miłość | Mitologia osobista | Mitologia świata | Miłość | Miłość bliźniego | Miłość nie zawsze szczęśliwa | Miś Uszatek | Moc rytuałów | Monada nie ma okien | Mowa potoczna | Mowa ptaków | Mowa serca | Moze ktoś zrozumie, co teraz czuję | Może ktoś się ucieszy? | Może ktoś zrozumie, co teraz czuję | Może to trochę zbyt uszczypliwe | Musicology | Muza lekkich obyczjów | Muzyka przywraca ład serca | Myszoterapia dr Nezumi | Myśli prostego człowieka | Mądrość Natury | Mądrość jak z gazety | Mądrość narodów | Młot na faryzeuszy i hipokrytów | Męstwo bycia | Mówił sen do snu | NIe ma na świecie dwóch takich samych liści, ni kropel deszczu | Na jawie (lecz to, co niejawne pozstaje) | Na stos rzuciliśmy szcześcia los | Na stos rzuciliśmy szczęścia los | Na szczytach hipokryzji | Na zdrowie! | Nad piekną rzeką | Najokrutniejsze zwierzę | Najsłodsza tajemnica | Narastająca senność | Nic dzisiaj ciekawego nie napisałem | Nicość | Nie am dwóch takich samych liści, ni kropel wody | Nie bój się - najwyżej cię rozstrzelają! | Nie czas żałować burz, gdy płoną oczy | Nie czas żąłować burz, gdy płoną oczy | Nie każde szczere złoto jest szczerozłote | Nie ma na świecie dwóch takich samych liści ani kropel wody | Nie ma na świecie dwóćh atkich samych liści lub kropel deszczu | Nie ma takiego smutnego, co by na wesołe nie wyszło | Nie ma zazdrości bez miłości | Nie oddamy nawet guzika | Nie tylko dzielenie włosa na czworo | Nie wiem, ja w ogóle nie myślę | Nie zabijaj! | Nie zabijajcie drzew! | Nie zawsze urocza dzecinada | Niebiańskie szczyty głupoty | Niech pani będzie dzielna! | Niech zapłaczą na moim pogrzebie | Nieco drapieżny wpis | Niekoniecznie ptasi móżdżek | Nienawiść bliźniego | Nieosobiście | Nieprzesłane przesłanie | Niestworzone rzeczy | Nieszkodliwe głupotki | Niewczesna melancholia melomana | Niewczesne rozważania | Niewielka profanacja | Niewielkie przekłamanie | Niskolotnie | No No! Teatr No | No comments! | No no! | Nowa poezja lingwistyczna | Nędzne kabareciarstwo | O Leonardo, po cóż się tak trudzisz? | O dzieleniu włosa na czworo, czyli metodzie scholastycznej | O dzieleniu włosa na czworo, czyli o metodzie scholastycznej | Obciachy | Obscenia i parafrenalia | Obsesja dobrego biustu | Ojej! | Oko w oko z zębem mądrości | Okropieństwa | Okruchy odgrzebane z lawy | Okruchy życia wygrzebane zlawy | Okruchy życia wygrzebane z lawy | Okrutna losu ironia | Orientuj się na orient | Owczarek | Owczarki afgańskie | Owocożerni | PL jak piekło | PO PiS | POeci wszystkich krajów dzielcie się | Pan Tadeusz | Panie pośle, po chrześcijańsku panu wybaczam | Pańska satyra polityczna jest niegramatyczna | Pendant do pewnego przypisu | Perlikowski | Pewna elastyczność zasad | Pewne jak w banku | Piorunujący piorun! | Po owocach poznacie ich! | Po upadku | Pobożne życzenia | Podpatrywanie Natury | Podroby i inne podróbki | Pokolenie Kainowe | Pokorne ciele | Pokorne cielę | Pokusa | Polak potrafi | Polak potrafi! | Politolog i Politowska | Politycznie niepoprawne! | Polonica | Polonika rycerskie | Polucje i ablucje | Pomarańcze i mandarynki | Pomarznąć dobra rzecz | Pomarznąć dobra rzecz! | Pomoc psychologiczna | Poranna kawka z Kafką | Porąbane marzenia | Potężne i głębokie warstwy pierwotnego mitu | Powieść brukowa | Powszechna życzliwość | Powtórka z cynizmu | Poznaj samego siebie | Prawda | Prawda jest jedna i piękna, ale złożona | Prawda popłaca | Prawdziwa metropolia | Prawi i sprawiedliwi | Prawiezmartwychpowstanie | Prawiezmarwtychpowstanie | Prognoza pogody | Pruski smutek | Przecież cię zjem! | Przedagonalny polski agon | Przegląd sportowy | Przeinaczenia | Przez pychę do pokory | Przeżyjesz to, a pote już tylko grób | Przeżyjesz to, a potem już tylko grób! | Przminęło z wiatrem | Prztyczek | Psiapowiednia Majów | Psubrat | Pustka | Pytanie dość retoryczne | Raczej to nie będzie hit | Radosne gonitwy śnieżnych tygrysów | Radość wędrowania | Rejterada Rejtana | Religie nauczą cie pokory | Res Sacra Pecunia | Romans z pop kulturą | Roots, Rock, Reggae | Rozkosze reinkarnacji | Rozmowa nie na telefon | Rozpacz | Rozpacz na wieki wieków | Rozpacz, która podpełza pod gardło | Ruch i świeże powietrze... | Rybołówstwo cudzołożnika | Rycerz pokalany | Samokrytyka | Samotność egzystencjalna | Sekrety pewnego domu handlowego | Seraphic Flames and Heavenly Love | Siedź na dupie i potakuj! | Somatyka | Somatyka logiczna | Spełniona przepowiednia | Spleśniały ser | Sponsorem tej opowieści jest wydawnictwo Błękitny Wieloryb | Sport to zdrowie | Spowiedź morskiego wilka | Stary Sącz i Nowy Sącz | Stary mafioso | Stołeczne stołki | Stratyfikacja społeczna | Suma sumarum | Sumienie rachunku | Sweet Music and Poetry | Sygnały podprogowe | Szalchetne zdrowie | Szczęśliwa pomyłka | Szekspir do żadnej nie należy epoki | Szkarady | Szlachetna gravitas | Szlachetne zdrowie | Słodycze grafomanii | Słówka | Słówko do słówka, a uzbiera się sówka | Tadeusz Bój Jeleński | Taia chińska podróbka | Takie będą rzeczpospolite jakie tego blogu chowanie | Takie tam, pierdoły | Talking Heads | Tania chińska podróbka | Tatiana | Teorie świata nauki | Terapeutyczie | Terapeutycznie | Thames | The Doors. Uchylone drzwi | The Lion cub | The fruit of beauty and despair | To na pewno nie Lec | To nie żadna filozofia | Tragiczne pożegnania | Transformacja duchowa | Trudna sztuka dialogu | Trudno czasmi coś sklecić | Trzylogia | Trója z polskiego | Twarda rzeczywistość | Ty mi tutaj nie filozuj | Tygrysologia stosowana | Tysiac i jeden ptaków | Tysiąc i jeden kotów | Tysiąc i jeden ptaków | Tysiąc różowych kroliczków | Tęsknica | Tęsknota duchowa | Ubekistan | Ucone księgi | Uczeni ludożercy | Uderzenia losu | Uduchowienie | Umrzeć z miłości | Upadek Pierwszego Człowieka | Uroczy wegetarianin | Uszczelnienie systemu podatkowego | Utrata uzębienia | W czym mogę panu pomóc? | Wciąz powtarza się ta sama historia | Wciąż powtarza się ta sama historia | Wdzieczna muzyka przywraca ład serca | Wesola grafomania z morałem | Wiecej broi dla szaleńców w Teksasie | Wieczne powroty | Wiedza radosna | Wielka wygrana | Wielomówstwo, czyli plaga opowiadania | Wierzba płacząca | Wiosny i jesienie | Witch | Więcej broni dla szaleńców w Teksasie | Wojna totalna | Wpis o kształcie piramidy | Wprowadzenie do kruczków prawnych | Wrzucam wszystko do kosza | Wrzątek | Wspomneinei pewnego wspomnienia | Wspomnienie pewnego wspomnienia | Wspomnienie pewnego wspomnienia | Współczesny filister | Wszystkie rybki | Wszystko na A | Wszystko na sprzedarz | Wszystko na sprzedaż | Wygrana | Węzłowato | Wólka Węglowa | Xin Lu, typowa brunetka o granatowych oczach | Z Nietzschego nic nie powstaje | Z księgi wulgaryzmów | Z rupieciarni myśli | Zaczarowany świat zen | Zanim mnie wrzucą do dołu | Zapowiedź Apokalipsy | Zaraz wracam! | Zasada domniemanej winy | Zaskroniec | Zastał Polskę drewnianą... | Zatrzaśnięte drzwi | Zbaw mie Buddo Amido | Zbaw mnie, Buddo Amido | Zdrowy egoizm | Zegar dziejów | Zestrzelenie księżyca | Zginął z rąk słabej kobiety | Zima się nas nie ima | Zjawiskowe | Znak jaskółki | Zrozumieć wartość tego, co nieużyteczne | Zuch zawsze ochoczy! | Zwierzęta pod postacią ludzi | Zwyciestwo konsumpcjonizmu | Ząb mądrości | ie zabijajcie drzew! | ieosobiście | kosmos | Łagodne prawo, ale prawo | Łagodność tygrysa | Śmiechotki, chichotki | Śmiertelna powaga | Śmierć | Światełko w mroku | Świętość, wziętość, nadętość | Życie jest tragiczne | Życie samo | Życzliwe spojrzenia na całość ogródka | Żyć, nie umierać
RSS
sobota, 31 grudnia 2016

 

 

    Wszystkim Czytelniczkom i Czytelnikom

przesławnej Luny życzenia

    Szczęśliwego

    Nowego Roku

    składa Redakcja

 

        Dr Kot - sławny autor "Przepisów kulinarnych

        dla kotów i sów"(są dostępne na naszym blogu,

        ale w ilości niewielkiej, bo Dr Kot jest, nie ukrywam,

        trochę leniwy, ale ciągle miauczy o podwyżkę.

        Tłumaczę mu, że podwyżka będzie, jak będzie

        przedtem obniżka).

       

       Dwanaście oszalałych Muz (sekretariat Luny)

       plus, wciąż niestety nieobecna, Marzenka +

       która natchnęła mnie ideą pisania tego bloga.

 

         Antyterrorysta i ochroniarz Pan Janek Oliwa,

        emeryt-rencista i człowiek wyjątkowo prawy

        

         oraz Ja, czyli Nezumi (nazumi13) - Naczelny, jak

         wszystkie małpy.

        

         Pozdrowienia od

   chińskiego Smoka,

   który, o ile wiem, 

   świętuje w terminie

   nieco późniejszym!   



piątek, 30 grudnia 2016

 

 

       W okół mnie zbierają się cienie. Potykają się o siebie,

rozdwajają i nachodzą na siebie.

Co im powiem? Cieszę się, że chcecie mnie przyjąć do swego grona? Nikt nie

powiedział przecież, że jestem nieśmiertelny!

        - Potrzebujemy światła - mruczą - Bez niego żaden cień się nie pojawi. Może być nawet sztuczne

oświetlenie. Tego wymaga od nas nasza fizyczność i duchowość. W mroku i zaćmieniu nie ma miejsca

dla cienia.Chcemy żyć! -

  - Od dawna już tak szemrzecie? - pytam.

  - Odkąd istnieje świat, a Pan

Bóg oddzielił światło od

ciemności! 

     - To długo! Ale chyba nikt was jeszcze nie wysłuchał? -

 

    -  Wysłuchał nas wiatr,

   Wysłuchał nas deszcz,

   Wysłuchała nas zawieja, 

   Wszyscy,oprócz Dobrodzieja!

   - A ja, niepotrzebny nikomu, który jak liść unoszę się na wietrze, mam

     jeszcze po co żyć?

   - Ach! - jęknął Cień - Tobie już nic nie pomoże!

   Chciałem go o coś zapytać, ale zniknął i tylko wiatr łka, a Ciebie nie ma

   tutaj Moja Córeczko!

            

czwartek, 29 grudnia 2016

 

 

 

 

 

                                              smutno

                                               smutn

                                               smut

                                               smu

                                               sm

                                               s

 

 

 

                                               znaki

                 ptaki

                 łąka 

                                               WIATR

                                               rozłąka

                 

 

  

                 SAMOTNOŚĆ

                 NOC

                 ŚMIERĆ   

 

wtorek, 27 grudnia 2016

 

     Wprawdzie Klaudia Mysza to rzeczywista osoba, albo

jej pseudonim, ale mam nadzieję, że wybaczy mi, iż podobna

postać pojawi się w moim wpisie w całkiem innej roli. 

    Klaudia Mysza: - Co Pan by chciał przekazać naszym

Czytelnikom przed swym odejściem?

    Nezumi: - Słowa pożegnania...

    K. M:  - Jakie? -

    Nezumi: - Żegnajcie.

    K. M:  - Jest w nich nostalgia? -

    Nezumi: - W końcu parę lat tu spędziłem! -

    K. M:  - Czy czuje się pan zatroskany o losy świata?

    Nezumi: - Światu grozi wojna. Jest to wynik nierówności,

    za które odpowiadają neoliberalni doktrynerzy z ich

    całkowitym brakiem szacunku dla ludzkiej osoby. Ci sami

    ludzie niszczą Ziemię, rabując wszystko, co się da.  Ale

    problem jest szerszy - człowiek stracił kontrolę nad swym

    gatunkowym rozwojem. -

    K. M:  - Na czym polega ten brak szacunku? -

    Nezumi: - Na ludożerstwie i zadeptywaniu, tratowaniu

    słabszych w drodze do wodopoju. Na ekonomicznym

    zniewoleniu, pogardzie dla wartości kultury i natury,

    i na wyzysku. - 

    K. M: - Nie kocha pan niewidzialnej ręki rynku? -

    Nezumi: - Nie wtedy, kiedy ta ręka morduje lub zniewala...

    Rządy przestały już praktycznie rządzić i władzę nad światem

    sprawują korporacje reprezentujące interesy najbogatszych.

    Kultura stopniowo zanika, podobnie jak poczucie solidarności

    z innymi czującymi istotami. Ten proces ma bardzo dramatyczny

    charakter i coraz więcej jest ludzi wykluczonych. -  

    K. M: - Podobno wierzy pan w Boga Spinozy? -

    Nezumi: - Jak Einstein, Freud, Goethe i wielu innych

    ludzi, z którymi trudno mi się porównywać? Nie, nie wierzę

    w takiego Boga, ale Spinoza był wielkim, mądrym i

    szlachetnym człowiekiem, a studium jego filozofii daje głębokie

    poczucie wolności. Moje myślenie o świecie nie jest jednak

    metafizyczne. Pewne rzeczy czuję raczej jak poeta, choć za

    poetę się nie uważam. a Laozi i Zhuangzi są mi równie

    bliscy jak Spinoza. Bliskie mi jest też buddyjskie przekonanie,

    że o wartości moralnej ludzkiego życia decyduje jakieś

    połączenie mądrości i współczucia, czy jak ktoś niedawno

    napisał - rozumności i dobroci. -

    K. M: - A "nasza" religia? -

    Nezumi: - Przesłanie ewangeliczne jest mi bardzo bliskie,       

    ale nie rozumiem ludzi, którzy wierzą w Boga i usprawiedliwiają

    lichwę, wyzysk i przemoc, którzy wykorzystują wiarę dla

    interesów politycznych lub ekonomicznych, abo dla usprawiedliwiania

    egoizmu, zła i cierpienia, ani tych, który potępiają innych i chcą

    ingerować w ich życie, abo nawet ich zabijają. Kiedy słucham muzyki

    Bacha, to staję się religijny. Jest przeniknięta wiarą w transcendencję,

    ale zarazem głęboko ludzka i wyraża raczej przeżycia niż dogmaty. 

    Teksty kantat Bacha są często marne, a nawet karykaturalne, ale

    on je uprawdopodobnia i nadaje im sens, i czujemy, że za słowami kryją się

    nastroje, uczucia i myśli, a muzyka ta wyraża nie tylko radość i spokój, ale

    ucisza i koi smutek, ukazując prawdę chrześcijańskiej wiary. W kantatach,

    pasjach i mszach Bacha nie tyko słowa przemawiają, lecz czasami nawet

    bardziej jeszcze przestrzeń między nimi, ale przede wszystkim ożywia je

    głęboka miłość do człowieka, czy nawet swoisty humanitaryzm. -       

    K. M: - Podobno chciał pan być kompozytorem?

    Nezumi: - Ale istnieją już więksi ode mnie...Muzyka to poezja bez słów.

    Nawet muzyka wokalna. - 

    K. M: - Marzy pan, jak Norwid, żeby świat był wolny od interesu? -

    Nezumi: - To nasze wspólne marzenie - marzenie wielkiego poety

    i człowieka, i moje...I żeby był wolny od manipulacji i nienawiści, od

    fanatyzmu i cynicznego pragmatyzmu, od zatruwającego duszę

    resentymentu i infantylnego braku krytycyzmu. -

    K. M: - Innymi słowy ludzie powinni stać się aniołami i to inteligentnymi? -  

    Nezumi: - Nie mówię nawet, że mogliby być bardziej ludzcy...

    Człowiek to w końcu najokrutniejsze zwierzę. Ale jakaś elementarna

    więź między ludźmi i poczucie odpowiedzialności za losy świata

    mogłyby istnieć. - 

    K. M: - Podobno nie stać pana na spełnienie swego osobistego

    marzenia. Chciałby pan, rozumiem, że przed śmiercią, zobaczyć morze?

    Nezumi: - Nie martwię się tym zbytnio, odkąd Danek zaprosił mnie

    na Florydę ;-)

    K. M:  - Co uważa pan za swoje największe szczęście?

    Nezumi: - To, że moi rodzice jeszcze żyją...że kogoś w życiu kochałem,

    że spotykałem na swej drodze mądrych i dobrych ludzi, że nikogo ciężko

    nie skrzywdziłem i nauczyłem się cenić wartość tego, co pozornie

    nieużyteczne. Czym byłoby bowiem życie bez miłości i kontemplacji?

    K. M: - A jak pan znosi samotność? -

    Nezumi: - Kocham ją i jestem z natury samotnikiem, ale to nie znaczy,

    że kocham też osamotnienie, albo, że ciesze się, że kobieta ode mnie

    odeszła ;-) Tylko w samotności możemy poznać prawdę. Ale tylko z najbliższą

    osobą, jesteśmy pełną ludzką istotą. I tylko w społeczeństwie jesteśmy

    naprawdę wolni. Bez miłości i czułości, i bez wzajemnej pomocy, bylibyśmy

    tylko atomami pozbawionymi duszy lub istotami zautomatyzowanymi, a

    jeden człowiek nie różniłby się od drugiego.  

    K. M: - Pisze pan od nowa niektóre greckie mity, zmieniając ich sens.

    Zrehabilitował pan nawet Narcyza. Z drugiej strony podziwia pan

    Orfeusza, który jest bliski Chrystusowi i upiera się pan, że życie jest

    tragiczne. Czy nie jest to czasami sprzeczne ze stoicką i taoistyczną pogodą

    ducha? Mam czasami wrażenie, że bliżej panu do greckich poetów

    niż do filozoficznej mądrości.      

    Nezumi: - Jest...Ale na pytanie o sens niezawinionego cierpienia nie ma

    jak dotąd zadowalającej odpowiedzi. Można tylko powiedzieć, że na 

    pewnym poziomie samoświadomości człowiek może akceptować każdą

    przemianę, nawet destrukcję i własne samounicestwienie. Poczucie tragiczności

    świata i życia jest względne, podobnie jak optymizm i poczucie humoru.

    Rzeczy po prostu się przydarzają. -

    K. M: - Co lubi pan jeść? Przecież nie żywi się pan tylko powietrzem? -

    Nezumi:- Podziwiam niektóre owoce, np. owoc grantu i dzikiej róży (podobnie

    jak jej płatki). Uwielbiam konfitury z tych owoców. Ale łąka, ogród, czy sad, to

    nie spiżarnia ani apteka. Wyraża się w nich zachwycające piękno natury.   

    K. M: - Rozumiem, że mięso pan je? -

    Nezumi: - Jestem wszystkożerny, jak Budda :-) No, może owadów tylko

    i innych tego rodzaju organizmów nie konsumuję.  Ale nie czuję się z tym dobrze...

    K. M: - Tęskni pan za nią? Za Marzenką? Za swoim utraconym rajem? Za swą

    Arkadią?-

    Nezumi: - Za nią, za miłością i za pięknem, za życiem...W końcu się nie zabiłem,

    ani nie umarłem z miłości, a nawet potrafię patrzeć na świat oczami dziecka,

    zanim poczuło się okłamywane przez rodziców.

    K. M: - Czego życzy pan czytelniczkom "Mysiego świata"? 

    Nezumi: - Żeby nie zadawała Pani takich pytań :-)

    K. M: - R o z u m i e m!...O co pana nie zapytałam? -

    Nezumi - O zdrowie...O to, czy boję się śmierci i jaki mam stosunek do 

    poligamii i do rewolucji, a także o to jak być szczęśliwym i jak nie krzywdzić innych,

    w jaki sposób istnieją w świecie wartości, czy czeka mnie jeszcze jakaś przyszłość,

    o stosunek do ptaków, drzew i do całego żywiołu roślinnego, o mojego kota,

    o ulubionych kompozytorów, artystów, filozofów, mistyków, uczonych i poetów oraz

    ich dzieła, o to, dlaczego jestem taki nieśmiały, ufny, pokorny, niepokorny, odważny

    i skromny,  i jak poznawać ludzkie charaktery...czy piję i jaki jest mój ulubiony typ

    kobiety...Nie zaprosiła mnie też pani na kawę. -

    Klaudia Mysza: - Zapytam szefa...W końcu reprezentuję wolną prasę - tak? -

 

   

   

      

     Przez całą noc za oknem wiał wściekle wiatr

i Hibiki nie mogła zasnąć. Dziewczyna czytała

książkę, ale w pokoju było zimno, a wiatr w

każdej chwili mógł otworzyć balkonowe okno.

Nie było to przyjemne.

    "Zapiski spod wezgłowia" Sei Shonagon, to

oczywiście odpowiednia lektura na taką pogodę. 

Niemal każde zdanie napisane przed wiekami

przywołuje obrazy i myśli godne zastanowienia.

Hibiki ułożyła się wygodnie na brzuchu, a książkę

położyła przed sobą. Zatrzymała się jednak na

tytule "To, czego ludzie zazwyczaj nie wiedzą."

Po nim następowały tylko dwa zdania. "Ludzie

zazwyczaj nie znają wieku cudzej matki. I nie

wiedzą, kiedy wypadnie dzień pechowy."

Uśmiechnęła się. Postanowiła, że jutro nie pójdzie

na wykład z filozofii dr Nezumiego. W tym czasie

posłucha nowej płyty "Swans." 

      W końcu zasnęła nad książką, ale z marzeń

sennych obudził ją głośny trzask otwierającego się

okna, a nad jej posłaniem stał pochylony żołnierz.

Hibiki poznała, że to jej wujek, który zginął podczas

wojny. Duch uśmiechnął się i powiedział.

     - Tamtego dnia pułkownik zapytał mnie, ile lat

ma moja matka. A potem powiedział, że ma nadzieję,

iż nie będzie to dla mnie pechowy dzień. Ale jeszcze

tego samego dnia przyszedł rozkaz i wbiłem się moim

Mitsubishi w pokład amerykańskiego okrętu. Spłonąłem

w jednej chwili. Dlatego, kiedy usłyszałem te zdania,

przyszedłem cię przestrzec. -  

     Hibiki miała łzy w oczach. Powiedziała wujkowi, że

Jego Cesarska Wysokość wciąż żyje. Duch szczerze się

z tego ucieszył, po czym znikł.

     Ale w planach dziewczyny nastąpiła nieoczekiwana

zmiana. Zamiast posłuchać muzyki, pobiegła na wydmy. 

Znaleziono ją tam martwą w trzy dni później. Śledztwo

przebiegało sprawnie. Obok niej leżał nóż, którym

pozbawiła się życia.  Policja miała jednak kłopot. Nie

mogła ustalić wieku matki dziewczyny.

     Jej chłopak chodzi tam często i woła swą ukochaną,

ale jego wołanie wciąż powraca do niego. Hibiki znaczy

bowiem Echo. 


poniedziałek, 26 grudnia 2016

 

 

       Od dzieciństwa rysuję ptaki. Pewien psycholog tłumaczy to

potrzebą czułości.  Ale ja poznałem chyba trochę język ptaków  

i w świecie widzę wiele ukrytych znaków, które nie wszyscy może

zauważają. Nie znaczy to, że jestem widzącym, jak Widzący z

Lublina.  Bardziej niż mistyczna aura na moją wyobraźnię działa

fascynacja ptasią wolnością. 

      "Prawdziwa księga Południowego Kwiatu" Zhuangzi ukazuje

w locie ogromnego mitologicznego ptaka i nazywa jego przelot

nad oceanem beztroską wycieczką. Uwolniony od poczucia czasu 

i przestrzeni ptak ten jest symbolem wolności kontemplacji. A w

innym rozdziale pisze o morskim ptaku, który podejmowany i

karmiony przez księcia Lu ludzkim pokarmem, popadł w apatię

i umarł. Ptaki trzeba karmić ptasim pokarmem i pozwolić im beztrosko

szybować w przestrzeni wraz z innymi ptakami - pisał Zhuangzi, a

w odniesieniu do ludzi metafora ta ma sens taki: Nikogo nie można

uszczęśliwiać na siłę!  Każdy sam musi znaleźć właściwy dla siebie

pokarm i napełnić nim swą duszę.

        Rabbi Zusja uwalniał ptaki, a Św. Franciszek je oswajał. 

Ale jak słusznie pisze autor "Małego Księcia" musimy czuć się

odpowiedzialni za to, co oswajamy.  Jeśli poczuliśmy do kogoś

miłość, czy przyjaźń, to nie porzucajmy go jak niepotrzebną

już zabawkę. Bez ufności i miłości życie nie miałoby sensu.  

Nie niszczmy ich!  

     Miłość nie znosi więzów. Jest możliwa tylko między istotami

 wolnymi.  Jak jednak słusznie przekonuje Abraham Maslow

(ten od słynnej piramidy...Maslowa) czasami z miłości właśnie

musimy ingerować w psychikę osoby, którą kochamy i nie 

możemy jej pozostawić samej sobie.  "Let it be!" przestaje

być nienaruszalną zasadą, kiedy widzimy, że taka ingerencja

może uratować życie lub rozwój osoby, którą kochamy.

     Znamienna jest tu różnica motywacji. Ktoś chroni

druga osobę, bo chce w ten sposób zapewnić sobie nad nią

skuteczną kontrolę. Ktoś inny chroni ją, bo chce ją ocalić

przed nieszczęściem, ale nie pragnie jej uzależniać od siebie.

Tak postępują często odpowiedzialni rodzice wobec własnych

dzieci. Wiedzą, jakie niebezpieczeństwa pociąga za sobą 

ingerencja w ich świat psychiczny, ale nie mogą pozostawić 

własnego dziecka bez pomocy. Osoba odpowiedzialna, w

odróżnieniu od osoby, nazwijmy ją, autorytarnej, nie

wymaga jednak od dzieci ślepego posłuszeństwa w każdej

sytuacji życia.  Wie, jaką wartością jest wolność i chce, aby

jej dzieci miały poczucie własnej wartości. Kiedy dziecko 

wkłada palec do kontaktu, matka słusznie karci je. Istnieją

jednak matki, które swą miłość do dziecka wiążą z potrzebą

zniewolenia. Te pierwsze są mądre. W miłość drugich

wpisany jest natomiast sado- masochistyczny mechanizm

(pisze o nim Fromm, nie Maslow!), który skłania je do 

nagradzania miłością i poczuciem bezpieczeństwa jedynie

osoby wobec nich uległej. Dlatego głęboko czasami

krzywdzą własne dzieci, a podobnie postępują też np.

partnerzy w związkach.

      Już Platon sugestywnie ukazał w swym "Fajdrosie"

powody takiego miłosnego zniewolenia. Im głupsza i 

bardziej zależna od nas jest osoba, której wdziękami

pragniemy się cieszyć, tym  większe możemy

mieć poczucie kontroli nad jej życiem.  Podobnie

postępuje zaborcza matka, która niszczy miłość swej

córki do jakiegoś mężczyzny, bo pragnie miłości albo

korzyści wyłącznie dla siebie. Ta sama matka chętnie

przehandluje własna córkę temu, kto jej nie kocha, 

jeśli tylko poczuje się tym zainteresowana. W jej

rzekomej miłości bowiem dobro córki traktowane jest

wyłącznie instrumentalnie.  

      Miłość to nie tylko przestrzeń dla skrzydlatej 

wolności, ale i głęboka odpowiedzialność za los

najbliższej osoby. W bliskich związkach zawsze w

sposób nieunikniony ranimy jakoś najbliższą osobę

lub ograniczamy, najczęściej nieświadomie, jej

wolność. Trzeba czasami umieć przyznać się

do błędów i nauczyć lepszych sposobów

psychicznej komunikacji.  Koncentrowanie się

na własnych zranieniach, zasklepianie w bólu

lęk i zobojętnienie niszczą miłość. Ktoś słusznie

napisał, że w relacji z najbliższymi osobami

jesteśmy psychicznie najbardziej bezbronni, a to

powoduje często przerost mechanizmów

obronnych.

    Dlatego kiedy w jakimś związku zaczynamy

czuć się ofiarą, spróbujmy zapytać samych siebie,

czy nie staliśmy się ofiarami własnych oczekiwań,

albo, czy się jednak nie mylimy. Na ile realne

jest nasze poczucie krzywdy i czy możemy to

jakoś zmienić? Czy kiedy myślimy o naszym

psychicznym zranieniu, czy nawet traumie, potrafimy

zauważyć, czym jest czasami nasze zachowanie

lub słowa dla innej osoby. Oczekujemy od innych

czułości, ofiarności i poczucia odpowiedzialności,

ale czy sami zawsze w ten sposób wobec nich

postępujemy? Czy w swoich interpretacjach ich

zachowań czegoś istotnego nie przeoczyliśmy?

    Jak słusznie mówi komentarz do "Yijing"(Księgi

Przemian) winy umyślne należy umieć wybaczać

innym, jak woda, która stopniowo obmywa wszystko

z brudu, a winy nieumyślne, jak piorun, który szybko

wybrzmiewa. Nic bowiem tak nie niszczy miłości

i związku, jak chowanie urazy i przekonanie, że 

nasz partner niczego nigdy nie zrozumie, co

najczęściej nie jest prawdą, a obwinianie bliskich

jest często obroną przed własnym poczuciem winy. 

Obwinianie siebie lub partnera w bliskim związku

do niczego konstruktywnego zwykle nie prowadzi.      

     Być może oczekując od tego, kogo kochamy,

poszanowania naszej wolności, nie zauważamy,

jak bardzo mu w tym przeszkadzamy, albo, do jakiego

stopnia sami ograniczamy jego wolność przez

nieuświadomione często żądania i oczekiwania.

"Ja od ciebie niczego nie chcę. To ty ode mnie stale

czegoś chcesz! Ja tylko chcę, żebyś niczego nie

chciał." - myślimy, nie zdając sobie nawet sprawy z

tego, jak radykalne jest to żądanie i że kryje się zwykle

za nim cała lista zupełnie innych oczekiwań w myśl

zasady "To ty masz zaspokajać moje potrzeby, a nie

ja - twoje." 

     Jakże wolne są w porównaniu z nami ptaki,

które nie kalkulują i w miłości zdają się na instynkt...

04:00, nazumi13
Link Komentarze (2) »
sobota, 24 grudnia 2016

 

 

  ...Tonę w mroku i w wielkim smutku, ale rano słuchałem muzyki.

Kaskady dźwięków na różnych płytach "Swans" bardzo do mnie

dzisiaj przemawiają. A jeszcze bardziej mroczny i depresyjny często

nastrój tej muzyki, której brzmienie bywa niezwykłe i jej drapieżne

czasami teksty.  Ale ta piosenka, choć nieco przewrotna, jest

spokojniejsza. 

     Druga część dnia była już inna, chociaż wigilia nie była radosna (z wielu

powodów). Nie lubię, kiedy ktoś mówi "Obyśmy wszyscy spotkali się w tym

gronie za rok". Czy to znaczy, że już myśli o tym, kogo może zabraknąć?...

Albo, kiedy pyta kogoś o częstotliwość myśli samobójczych.

     Późno w nocy wracałem pustym autobusem do domu, w którym nikt

na mnie nie czeka (jeśli mój niewielki pokój można w ogóle nazwać domem). 

Kierowca na pętli usiadł w wejściu i palił papierosa, a potem minął mnie jak ducha,

choć go pozdrowiłem. Przez całą trasę nikt do autobusu nie wsiadł - tylko ja jak

zwykle godzinami muszę błąkać się po mieście. (Niestety niewiele można na to

poradzić).

    Na moje ostatnie maile żywy duch nie odpowiedział i tylko na fejsie nie zabrakło

życzliwych osób. Udostępniłem tam cudowne, delikatne zdjęcia ptaków (oczywiście,

nie moje) i rozmawiałem na temat szans, jakie mają na przeżycie w świecie

zdominowanym przez ludzi...Na blogu chyba całkiem już o mnie znajomi zapomnieli

lub zapomnieć chcieli.  Jak się okazuje, to nie takie trudne!  Wystarczy, że ktoś nagle

przez swój brak konformizmu wydał się przez chwilę obcy lub był innego zdania, żeby

nie czuć już do niego żadnej sympatii, do czego oczywiście nikt się nie przyzna, bo

wszyscy pragną uchodzić za życzliwych, choć nimi nie są i pielęgnują czasami urazy,

których istnienia nie są nawet świadomi. (Nie znaczy to, że nikt życzliwy tu ze mną

nie rozmawia, ale są to raczej ludzie dość wyjątkowi, a reguła jest inna).

    Kiedy wysiadłem z autobusu na drugim końcu miasta, zaległa cisza. 

    - To już naprawdę koniec? - spytałem kogoś na ulicy, ale mój głos utonął w

ciemności.  Nie wiadomo zresztą, czy była to ludzka istota, w co można wątpić, kiedy

bez względu na wartość tego, co się w życiu robi, a może właśnie dlatego, że robi

się coś głęboko wartościowego, jest się dla innych tylko powietrzem. Być może był

to tylko pies z kulawą nogą, bo ten nie czuje resentymentu wobec ludzi bardziej od

niego wolnych.  

     Za oknem wieje wiatr. Wywiewa żywych do świata zjaw i zmarłych. Zupełnie

tak, jak robią to niestali jak wiatr ludzie, których szczerość jest  jak gryzący dym, 

a intencje przypominają nieprzeniknioną mgłę...

 

23:53, nazumi13
Link Komentarze (11) »

 

    W Polsce jest nie tylko najbardziej zanieczyszczone środowisko

ze wszystkich krajów UE, ale mamy też inny niechlubny rekord -

największą w Europie liczbę pieszych przejechanych na pasach.

Aż dziesięciokrotnie wyższą niż w niektórych innych krajach.

Wyprzedzamy w tej smutnej statystyce pozostałe kraje o całą

długość.

   Wbrew pozorom obie te rzeczy wiążą się ze sobą. Powietrze

jest zatrute, ale po Polsce jeżdżą samochody, których gdzie

indziej do ruchu się nie dopuszcza. Za wypadki na pasach, wbrew

jakiejkolwiek logice, obwinia się prawie wyłącznie pieszych.  

   Jest jeszcze inna świętość - jazda po pijanemu, na którą 

praktycznie istnieje tzw. społeczne przyzwolenie.

 

 

 

       Z modlitwy, którą ułożył kiedyś buddyjski mnich

Maha Ghosananda, wybrałem słowa, które są prawdziwe

zawsze i wszędzie:

     

     "W ludziach, którzy pielęgnują myśli oskarżycielskie

i pragną zemsty wobec innych, nienawiść nigdy nie ustanie.

Albowiem nienawiść nigdy nie uciszy nienawiści. Nienawiść

ucisza się miłością. Takie jest odwieczne prawo.

      Tak jak matka chroni własne dziecko ryzykując nawet

własne życie, każdy powinien móc kultywować wobec innych

bezkresne serce. Niech myśli o miłości ogarną cały świat,

z góry, z dołu i na wskroś, bez przeszkód, bez nienawiści

i bez wrogości."

    

    Maha Ghosananda nie przestraszył się Czerwonych

Khmerów i założył w obozie świątynię, za co później straszono

go odebraniem życia, przystawiając mu codziennie pistolet do

głowy. Chcieli go w ten sposób złamać

    "Zarażone części muszą być odcięte" - głosili ludobójcy,

rozpoczynając eksterminację prawie połowy swego narodu. Miała

to być w ich przekonaniu część moralnej rewolucji, która naród

uzdrowi.  

    Maha Ghosnnda wybaczył swym oprawcom i był nawet zwolennikiem

tego, aby niektórzy z nich zostali członkami rządu tymczasowego, bo

tylko w ten sposób można było zachować pokój.

    Choć od czasów wojny dalecy jesteśmy na szczęście od cierpień

równie ekstremalnych, modlitwa ta zachowuje swój podstawowy sens

nawet w stosunku do drobnych, codziennych konfliktów, jakie w życiu

się pojawiają. 

 

 

piątek, 23 grudnia 2016

 

 

                            ach duszno duszy

                            i ledwo dyszy

                            ryba dwudyszna

                            czekając na deszcz

                            taka spragniona

                            kropelki życia

                            serce jej bije

                            może przeżyje

                            może przeżyje

                            może przeżyje

                           

                           

 

 

                            

                           

czwartek, 22 grudnia 2016

 

     "Nie napadaj na człowieka, który na Ciebie nie napada"

- ta staroegipska mądrość nie straciła po ponad czterdziestu 

wiekach nic ze swej aktualności. Ale ludzie jej nie słuchają!

Dlatego czas ludzkości niedługo się skończy, albo zacznie się

zupełnie inna epoka.  Wolałbym to drugie...

01:59, nazumi13
Link Komentarze (8) »
poniedziałek, 19 grudnia 2016

 

     Stoję sobie na placu w nocy, a tu nic nie jedzie.

Do pioruna, to przecież nie peron!  Ciemno, zimno... 

Co tu robić? Daleko człowiek nie zajdzie. A tu nagle

podjeżdża węglarka i wysiada z niej wąsaty maszynista,

choć żadnych torów nie ma.

     - Niewęgłowski jezdem,  z Niewęgłowa - dalej nie

jadę, bo nie mam koksu. -

     Poszukałem w torbie. 

     - Mam trochę gałązek na choinkę i innych wiórów. 

Może jak raz się nadadzą? -

     - No to jadziem !  Będzie na rozpałkę, tylko lokomotywy

nie ma, znaczy się parowozu. Ale węglarką też ujedzie...

Teraz młody to nawet nie wie, co to parowóz - myśli, że 

to wóz na parę. -

     - Możemy się przyłączyć? - spytała dziewczyna w białej,

ślubnej sukience. Ten to mój Przyszły!  Rano musimy być 

w kościele.

     - Na rano jak raz zajedziemy! - rzekł Niewęgłowski. 

- Zgodnie z rozkładem. Ale na razie idźmy obok węglarki,

może złapie rytm i przyśpieszy, to wsiądziemy. Tylko zdejm

pani tę sukienkę, bo się od sadzy udiabli i ksiądz za diabła

nie da wam ślubu. -

     Dziewczyna zdjęła suknię. 

     - Jesteśmy w ciąży? - zagaił maszynista.

     - Nic ci do tego głoju! - wyszczerzył się Pan Młody. 

     I tak szliśmy obok węglarki aż do świtu. Podobno diabeł

czasami tkwi w szczegółach.


niedziela, 18 grudnia 2016

 

    Osho pisze o przepływie energii i o tym, że

miłość jest ciepła, ale nienawiść też jest ciepła,

a jedynie obojętność jest chłodna. Dlatego

mówi, że po wyładowaniu złości ludziom robi się

dobrze, choć przecież jest to destrukcja.  

    Weź - powiada w "Aptece duszy" - kamień do

ręki, z miłością i głęboką troską, zamknij oczy

i poczuj miłość do tego kamienia, i wdzięczność

za to, że istnieje. "Nagle poczujesz pulsowanie

i energia zacznie się poruszać. Stopniowo

przestaniesz potrzebować faktycznego obiektu;

energia zacznie płynąć na samą myśl, że kogoś

(coś) kochasz."

    Kiedy czujesz blokadę energii miłości, to jest

ci zimno. Miłość to ruch. Poczuj miłość - mówi -

a nie zmarzniesz! 

    A może Ty, Marzenko pomyślałabyś o mnie

z czułością jak o tym kamieniu i przypomniała

sobie naszą miłość i jej piękne cuda? 

sobota, 17 grudnia 2016

     

      O zmierzchu na jednym z cmentarzy spotkałem mnicha.

      - Na świecie jest dużo więcej zmarłych niż żywych - zauważyłem.

      - Kroczę przez życie samotnie jak nosorożec. - powiedział

mnich - i jak on mam grubą skórę. Dlatego niczym się nie martwię,

a w moim wolnym od przywiązań sercu mieszka spokój, którego

nauczył mnie Budda. -

      - Piękna metafora! Ale rozjuszony nosorożec wystraszy nawet

lwa, więc chyba nie całkiem można tu mówić o spokoju. - zauważyłem.

     - To prawda, że kiedyś się złościłem, ale odkąd medytuję, nie

odczuwam już żadnej złości. Popatrz lepiej na mimozę, jak tuli swe listki! 

Czy nie jest czasem podobna do ciebie? -

     - Trochę egzotyczne są dla mnie te skojarzenia. Widzę tu raczej

sztuczne kwiaty i mrozy. Trudno żyć i niczego nie czuć. Jak wiesz, straciłem

wielu bliskich. -

     - A czy ze spokojem myślisz o swej śmierci? To najważniejsza lekcja

do odrobienia. -

     - W ogóle o niej nie myślę, ale czuję, że ona jest we mnie i że nie

tak wiele mi już pozostało czasu, a każda chwila może być ostatnia. Wszystko,

co robię, ma swój cień. Nie zawsze tak było! - 

     - To pomilczmy! - powiedział mnich - Wprawdzie twego bólu nic

już nie uciszy, ale zapadniemy się w cmentarną mgłę, a ona nas

obmyje i zamroczy, i zapomnimy o wszystkim. Mgła jest jak piękna

muzyka...Współczuję ci, że nie znalazłeś jej grobu. -

     - To mi się zdarza, kiedy jest bardzo późno, a przejścia między

grobami są takie wąskie, że jak nie znajdę głównej alejki, to nie

trafię. Zawikłane jest czasami życie...Ale dzięki temu się spotkaliśmy! - 

     - Nic nie dzieje się przypadkowo - rzekł mnich.  - Ale nie myślisz

chyba, że ona na ciebie czeka? -   

 


 

        Wang Cz'ung napisał:

        "Roślina, którą wiatr zbyt szarpie, nie rośnie,

        brzegi, o które stale rozbija się fala, nie są

        wysokie."

        Wang Cz' ung żył w I w n.e, ale za jego życia

        było to tak samo prawdą jak jest teraz. 

 

        Rośliny różnią się jednak stopniem elastyczności.

        Im twardsze są i bardziej sztywne, tym większe

        jest ryzyko ich połamania. Brzegi też ufortyfikowane

        są z różnego materiału. Im twardszy jest brzeg,

        tym trudniej go skruszyć. Tak więc metafora ta,

        choć trafna, wymaga zwrócenia uwagi na rzeczy

        pozornie mniej istotne.  

        

          

piątek, 16 grudnia 2016

 

       Czekam na nią, choć wiem, że już nigdy jej nie zobaczę. 

Nie pytaj, czy to mądre. Tak po prostu jest!   Była radością

mojego życia...choć bywała i jego troską. Nikt nigdy nie wyrazi

tego, co do niej czuję i czym jest to życie bez słońca w krainie

wiecznej nocy.  Cieszę się, że to miłość i tęsknota za pięknem,

a nie lgnięcie do osoby i przyzwyczajenie ożywiają mego ducha.  

________________________________________________________

Piosenka nie jest związana z moim wpisem. Nawet jej nie słuchałem.

Ale znając Toma Waitsa wszystkiego się domyślam...Posłucham jej

jutro. Coś innego przypominam sobie patrząc na to wyznanie, ale

niech ta muzyka pozostanie w moim sercu...

01:31, nazumi13
Link Komentarze (10) »
czwartek, 15 grudnia 2016

     

     Czas, to podobno rzecz względna, ale historia nie zawsze. Dlatego

je czasami opowiadam. A nie są chyba niestworzone. 

      Nadia była głodna. Od dawna już nic nie jadła. W domu, 

jak to mówią - nie przelewało się. Jej starszy brat, absolwent

wyższej uczelni Gawriła Iwanowicz, od rana był w pracy, 

którą otrzymał w końcu dzięki nadzwyczajnej protekcji. Wszyscy

odetchnęli, ale Nadia pluła krwią.

      - Napisz: Dnia tego a tego, roku tego a tego, w mieście naszym

Iwanowsku, gubernia taka a taka, kupiec Sorokin nabył od zegarmistrza

Krafta zabytkowy zegar wodny wart 1000 rubli. Po przewiezieniu do domu

i umieszczeniu w salonie zegar... -

     - Padł! - uzupełnił Gawriła.

     - Nie mówi się - padł. Pisz: przestał chodzić. - 

     - I po prostu stanął! -

     - Zegarmistrz Kraft na żądanie kupca Sorokina odmówił jego naprawy

oraz nie zgodził się na zwrot wymienionej sumy 1000 rubli uszczuplonej

o koszty transportu. - 

     - A to swołocz! -

     Książę Lwow zmierzył absolwenta surowym wzrokiem i dyktował dalej.

     - Dnia tego a tego, kupiec Sorokin zwrócił się do nas z prośbą, abyśmy

zasądzili wymienioną kwotę...Nie kwokę, durniu! -

     Gawriła Iwanowicz zbladł i usiłował obrócić wszystko w żart. 

     - Przepraszam, że się zraszam...Jeszcze raz najmocniej uniżenie

przepraszam Jego Wysokość. -

     - Ot, dureń jeden! Nie trzęś się tak i lepiej uważaj, bo na Sybir wyślę! -

     I tak przez cały dzień!  Ciężka praca dla społecznego dobra. Książę

miał już serdecznie dość swego codziennego trudu, a różowa koperta od

hrabiny J. pachniała aromatem chińskich róż, stwarzając iluzję mile spędzonego

wieczoru.  Gawriła Iwanowicz wyjął z kieszeni rewolwer.

     - W imieniu naszej rewolucyjnej organizacji zastrzelę pana jak psa! - 

wrzasnął.

     Książę wyrwał mu z dłoni niebezpieczną broń, puścił do niego oko i rzekł

spokojnie:

     - Mam cię, bratku!  Teraz mi się już nie wywiniesz! Więc, jak mówiłem?...

Po wnikliwym rozważeniu wszystkich istotnych aspektów sprawy Sąd taki a

taki w mieście Iwanowsku, gubernia taka a taka, postanowił, zgodnie z

paragrafem...Pójdziesz z tym listem do hrabiny J. - powiedział, wręczając

mu jakiś zapieczętowany list - Zakupisz po drodze herbaciane róże, powiedzmy

44 i powiesz jej, że książę Lwow bardzo się dzisiaj rozsierdził. Wyglądał jak

tygrys, którego ugryzł szerszeń i omal cię nie rozszarpał. Zapamiętałeś,

bęcwale?

     - Tak jest, Mój Dobrodzieju! - pokornie zgodził się Gawriła, całując po

rękach księcia. "Jak przyjdę do domu - fantazjował - to nastawię samowar

i napijemy się z Nadią ciepłej herbaty z konfiturą z płatków róż." 

     - Tfu! Nie śliń mnie już tak! Język masz szorstki jak stara wyleniała suka.

A teraz won! -     

     Hrabina przeciągnęła się i ziewnęła odbierając od posłańca kopertę z nadrukiem:

"Do rąk własnych."  Ale nie spieszyła się z jej otworzeniem. 

     - Co mam odpowiedzieć księciu? - spytał absolwent.

     - Nic!...Że nudno mi!  Trochę...Bardzo!  Napijesz się czegoś, szczeniaczku? -

     Nie wypadało odmówić kobiecie. Ale potem pobiegł do cukiernika po konfitury

z róży. I za pierwszą pensję kupił doskonałą herbatę pierwszego sortu. Wbiegł na

czwarte piętro po schodach. Ale Nadia już nie żyła...

 

    

środa, 14 grudnia 2016

                   

                  

 

                   dotykam listków mojej kalanchoe

                   wciąż mają jeszcze w sobie żywotne soki

                   choć kwiaty dawno już zwiędły

                   ale wrzos przy kaloryferze nie miał szans

                   na moim blogu opuszczonym przez Boga i ludzi

                   jakby nie istniała miłość zamieszczam wpisy

                   których nikt nie czyta poza tobą

                   mówisz że nikt nie pisze tak jak ja

                   może dlatego nie mam szans na przeżycie 

                  

 

                   

wtorek, 13 grudnia 2016

 

      ...Te słowa z "Umarłej klasy" Kantora

wloką się za mną w mojej wieczornej

wędrówce.  Oglądałem przez chwilę Kantora

z matką, dopóki się nie zbuntowała. Idę

i myślę o umarłym Kantorze, o mojej klasie

w radomskim liceum imienia Tytusa

Chałubińskiego, które mieściło się w dawnym

budynku klasztornym i pełne było przedwojennych 

nauczycieli, i o tym, że za chwilę i mnie nie będzie.

      Ale akurat dzwoni do mnie znajomy

przyjaciel z Poznania, który obchodzi

wieczorem różne knajpy i zawsze mówi coś

ciekawego. Jest to zwykle barwna i wesoła

opowieść w odcinkach, poświęcona często

różnym aspektom polskiego dzikiego

kapitalizmu, w którym wyzysk wiąże się z

monstrualnym absurdem, a ludzie cierpią... 

    Szczęśliwy ten, kto życia takiego nie zna.

 

 

       

     Hiszpański XVI- wieczny mistycyzm jest tak dobrze znany

i podziwiany, że nie byłoby sensu objaśniać komuś, kto nigdy 

o nim nie słyszał, jego sens.  Św. Teresa z Avili jest

doktorem Kościoła, a jej pisma są szczególnie podziwiane 

przez tych, którzy pragną się rozwijać duchowo w oparciu

o przesłanie ewangeliczne.  

    Słowa, które tu wybrałem są właściwie westchnieniem.

Usłyszałem je przypadkiem, tyko dlatego, że nie podążałem

za jej wywodem. To żarliwa skarga, która wyrwała się

z jej zacnej duszy, odczuwającej "zadziwiającą samotność,

gdyż stworzenie całej ziemi nie stanowi już jej towarzystwa..." 

    

    " Och, na Boga, Panie,

jakże przyciskasz

miłujących Ciebie!"

    Wyobraźmy sobie teraz otchłań ciszy (a może też otchłań czasu

i doświadczenia), jaka oddziela to westchnienie od następujących

po nim zdań. 

 

    "Jednak to wszystko jest znikomym wobec tego, co dajesz im

później. Słusznym jest, aby to, co wielkie, kosztowało wiele.

Tym bardziej, że jest to uszlachetnianie duszy..."

    

    To bolesne doświadczenie jest znikome jak kropla wody

w bezkresnym morzu. Poczucie tęsknoty za Bogiem nie jest

czymś, co można złagodzić - jest równoznaczne z pozostawaniem

w stanie ciągłego umierania, zauważa z egzaltacją Święta.

   Piękny jest płomień tej miłości Bożej, ale, patrząc na to

z perspektywy ludzkiej, czujemy jednak współczucie dla jej

duchowej udręki. Być może ból jest tylko kropelką, która

przepełnia jednak czasami miarę goryczy.

   Kto miałby te wzniosłe przeżycia naśladować? - chciałoby się

zapytać z troską. Autorka mistycznego "Zamku wewnętrznego"

uważała, wpatrując się w to, co "wielkie" - zapewne w obraz

miłości Bożej, że ktoś może podążać jej drogą. 

   Daleki od tego, aby powątpiewać w tego rodzaju oczyszczające

duszę przeżycia oraz w sens wiary wielkiej mistyczki,

przypominam sobie jednak celną uwagę Spinozy:

- Jakie to bóstwo - pyta on - pragnęłoby, aby człowiek tonął

we łzach? 

   Spinoza był nie tylko jednym z największych myślicieli, jacy

kiedykolwiek istnieli, ale przede wszystkim mądrym i niezwykle

szlachetnym człowiekiem. I on szedł przez życie własną,

wyjątkową drogą, ale była to droga rozumu, a nie uczuciowej

egzaltacji, choć i ta bywa jak noc ciemna głęboka.  Człowiek

mądry - pisał - o niczym nie myśli mniej niż o śmierci.  Nie

pragnie umierać za życia, lecz istnieć i powiększać swą moc

rozumnego działania.  Jego filozofia, choć tak mi bliska, nie

ucisza jednak egzystencjalnego niepokoju, ponieważ cierpienie

przeżywmy zawsze indywidualnie, nawet, jeśli z perspektywy

całości praw Natury wydaje się ono czymś nieistotnym.   

poniedziałek, 12 grudnia 2016

 .                             .

  ..   Pan Watanabe zobaczył rankiem upiora.

Stała przed nim świetlista, blada postać                     ...

o przerażającej twarzy. Gdyby nie ta twarz  ..

sprawiałaby wrażenie czegoś nierealnego.        .                ..

Najstraszniejsze maski Azteków nie są nawet       .                  

w połowie tak straszne.    .

      "Chyba już nie położę się spać" - pomyślał   .        ..   ..

"Zniknął, ale jestem pewien, że gdzieś się przyczaił.

Jego cień pochyli się nad moim posłaniem i z

pewnością mnie udusi. Mogę jednak temu

przeciwdziałać wyrzekając się na zawsze snu."

 .    Tak też się stało. Żeby nie zasnąć Pan               . 

Watanabe nocami modlił się do księżyca w pełni          .          ..

lub do przebiegających ulicą szczurów, a brak snu    .

tak go zmienił, że sam stał się podobny do upiora

i ludzie przed nim uciekali. Aż w końcu którejś nocy  .                    ...

wszedł do rzeki i utopił się. Chociaż inni mówią, że

wskoczył pod pociąg metra.                                       ..

  .   Być może Pan Watnabe zabił się, bo dziewczyna   .               .

go opuściła.  Zawsze, kiedy widzę nocą szczura,         ..

kunę kub inne zwierzątka nocy, myślę o nim. Może        .

po śmierci wcielił się w jedno z tych stworzeń?       .               ..

     Kiedy widzisz upiora nigdy, ale to nigdy nie patrz  .                     .

mu w twarz.                                                 .

niedziela, 11 grudnia 2016

 

...Gdybym był politykiem, to rozbieżność dotyczyłaby sposobu

rozwiązania tego problemu. 

 

 

   (Czasami lepiej, kiedy słów jest za mało niż, kiedy jest ich za dużo

- stąd krótkość mojego dzisiejszego wieczornego wpisu. O tym

zresztą już kiedyś, w innych okolicznościach, pisałem i dyskutowałem

na blogach. Politycy muszą zrozumieć swoje błędy. Do neoliberalnego

doktrynerstwa nie ma już powrotu nie tylko w Polsce, ale przede wszystkim

w skali świata, bo jego rezultatem są drastyczne i niczym nieusprawiedliwione

nierówności społeczne.)

 

 

           Liezi w "Prawdziwej Księdze Pustki" napisał:

"W księstwie Wei żył Dongmen Wu. Gdy zmarł mu syn,

nie rozpaczał. Szef służby zapytał:

          - Twojej miłości do syna, panie, nikt na świecie

nie mógłby dorównać. Dziś syn umarł, a ty, panie, nie

rozpaczasz. Jak to możliwe?

         - Kiedyś nie miałem syna - odparł Dongmen Wu. 

W czasie, gdy nie miałem syna, nie rozpaczałem. Dziś

mój syn umarł. Jest tak, ja wtedy, gdy go nie miałem.

Czemu więc miałbym rozpaczać?"

        (Przekład M. Jacoby)

 

        To jeden z piękniejszych starożytnych taoistycznych

tekstów poświęconych utracie bliskiej osoby. (Pomijam

tu nie zawsze fortunną stylistykę tłumaczenia, które jest

jednak precyzyjne). Mistrz Lie żył tak dawno (ok. VI w p. n. e),

a jednak jego spokojne słowa przemawiają do dzisiaj.

...Oczywiście zdanie "Jest tak, jak wtedy, gdy go nie miałem"

nie wyraża czegoś bardzo istotnego dla naszych przeżyć.

Jakkolwiek przed przemianą, jaką są narodziny i po przemianie,

jaką jest śmierć bliskiej osoby, byliśmy i jesteśmy w podobnej

sytuacji, nasze przeżycia nie są te same.  Liezi akceptuje

przemianę i straty nie uznaje za stratę, co skutecznie chroni

go przed poczuciem rozpaczy.  Jednak czyni tak za cenę pewnego

paradoksu.  Przecież ten, kto miał syna i ten, czyj syn się nie

narodził, to osoby o zupełnie różnym doświadczeniu życiowym. 

A nawet, jeśli śmierć jest powrotem do Natury - wraca do niej

już ktoś inny niż ten, kto z jej łona wyszedł. Istnieć i nie istnieć,

to nie całkiem to samo...

   

sobota, 10 grudnia 2016

 

 

 

    

    W japońskiej szkole buddyzmu tendai wyróżnia się,

nawiązując do tradycji indyjskiej i chińskiej, następujące

rodzaje pustki:

     pustkę wewnętrzną

     pustkę zewnętrzną

     pustkę wewnętrzno - zewnętrzną

     pustkę pustki

     wielką pustkę

     pustkę pierwszej zasady

     pustkę tego, co uwarunkowane

     pustkę tego, co nieuwarunkowane

     pustkę ostateczną

     pustkę bez początku

     pustkę rozproszenia

     pustkę natury

     pustkę charakterystycznych właściwości rzeczy

     pustkę wszystkich dharm

     pustkę nieosiągalną

     pustkę niebytu

     pustkę bytu

     pustkę niebytu i bytu 

    

     Ja myślę dzisiaj tylko o trzech rodzajach pustki:

    

     pustce samotności

    

     pustce tęsknoty

    

     i pustce śmierci

 

 

 

 

piątek, 09 grudnia 2016

 

...Paolo Conte należy do tych nielicznych dziś artystów, którzy na

koncercie porywają bardziej niż w nagraniach studyjnych. "Tournee 2"

to nagrania koncertowe zamieszczone na dwóch CD. Drugie z nich

jest fantastyczne...Odnalazłem je w antykwariacie, w którym

przeleżało przez pięć lat i udało mi się je wymienić za inne CD.  

Conte, podobnie jak Tom Waits, czy Daniel Melingo, albo Nick Cave ma

w głosie coś demonicznego i mimo różnicy stylów, tę samą melancholię

i drapieżne, nieco kabaretowe, poczucie humoru. Daniel Melingo jest

nieco mniej szeroko znany, bo argentyńskie tango lubimy często w

wersji bardziej popularnej i nie tak mrocznej (poza tym nie każdy

zna hiszpański z przedmieść Buenos Aires) - ale w niczym nie ustępuje

pozostałym wymienionym przeze mnie demonicznym artystom. Określenie

demoniczny nie odnosi się do ich realnej osobowości, a jedynie do osobowości

artystycznej, którą też charakteryzuje skrótowo i w sposób nieco prowokujący.         

      Tak naprawdę to świat jest w wielu swych przejawach demoniczny, 

a nie ci, którzy to zauważają. Muszą mieć w sobie światło, żeby to widzieć

i nie ulegać przerażeniu...Jedni biorą za dużo, a inni umierają z głodu.

Czyjaś niewinność jest gwałcona. Istnieje przemoc fizyczna, psychiczna

i ekonomiczna. Życie jest krótkie i mało w nim dobroci i miłości. Jedni

ludzie porzucają innych na pastwę rozpaczy. Istnieje rozłąka i niespełniona

tęsknota, utrata najbliższych, wyobcowanie, zdrada, okrucieństwo i

niewdzięczność. Choroby i psychiczny, i fizyczny ból...Nie znaczy to oczywiście,

że świat jest z istoty swej zły, a życie niewarte przeżycia.

00:40, nazumi13
Link Komentarze (4) »
 
1 , 2