Kategorie: Wszystkie | "Dziewczyny, bądźcie dla nas dobre na wiosnę" | ...bez końca | 0 | 100O i jeden Rabinów | A Puszkina też zapuszkują? | A moze to tylko pomieszanie zmyslow | A nie lepiej być purystą? | Aaaaaaaaaaaaaa...aalfabeta | Ach, gdzież jest litość lub wspolczucia pozór? | Ach, gdzież jest litość lub współczucia pozór? | Adam Mic - Kiewicz | Adaś i Ewka | Aforystyka | Amerykański sen | Autopsychoterapia | Bez sensu to to! | Bez szaleństwa... | Bezmyślne okrucieństwo | Bezradność | Biedna Szymborska | Biedny Kapturek! | Bliźni miłości | Bliźniego miłość... | Blondyn | Blue Bossa | Bojaźń i drżenie | Bratnie dusze | Bruner, ty świnio! | Buddyzm w życiu codziennym | Bóg mi poskapił tej anielskiej miary... | Bóg mi poskąpił tej anielskiej miary... | Bójstwo samo | Caritas | Chiziofrenia | Choroba na śmierć | Chwila ułudy | Chwila wytchnienia | Chłodne upojenie | Cierpienia i radości | Cierpienie i radość | Cleen feed | Cnota niedoli | Co slina na język przyniosła | Co tam panie w polityce? | Co w niebie piszczy | Co ślina na język przyniosła? | Corrida | Coś dla duszy... | Coś tak wulgarnego | Cudotwórstwo | Czarna Perła Tao | Czarny tulipan skrzyżowany z czarna różą | Czarny tulipan skrzyżowany z czarną różą | Czary Mary | Czego nie przysięgał Hipokrates? | Człowiek nie jest rzeczą | Człowiek to brzmi dumnie, ale nie u mnie | Często chowa | Częstochowskie rymy | Deficyt aniołów | Delightful! | Demokratyczne wybory w Oczodołach | Diabłoterapia | Dla wszystkich i dla nikogo | Dnieje | Do samego siebie | Dodatek | Dowcipas dnia | Duma narodowa | Dusze drzew | Dyskretna mgiełka autoironii | Dzielność | Dziki kapitalizm | Dzisiejsza młodzież | Dzisiejsza młodzież nosi ładną odzież | Egzystencjalizm jest chumanizmem | Ekonomia zbawienia | Elegancja Francja | Elegijnie | English gentelman | English gentleman | Epicurus | Ewa tylko ziewa | Falochron | Female | Filozofia bez uczoności | Forever Loving Jah | Gadu, gadu | Gadu, gadu, trochę więcej jadu | Gal Anonim | Gaz dla pedałów | Gaz dla pedałów, młot dla sierpów | Gdy rozum śpi... | Gendarme | Genek, gienialny gieniusz | Geno Typ | Gorący uczynek | Grabarz | Grabarz nonsensu | Gry i zabawy literackie | Głupota przysłowiem narodów | Głębie i tajnie Podświadomego | HIstoria nauczycielką bicia | Herbatka zen | Homo economicus | Homo sapiens czy Homo politicus | Humor absurdalny | Humor nieco absurdalny | Humor, satyra, panie... | I rekiny w oceani mają zębów cały rząd | I rekiny w oceanie mają zębów cały rząd | Indie Wschodnie i Zachodnie | Industrial | Istnieje również wrodzony brak poczucia humoru | Ja tam bynajmniej nie wiem | Jak długo będę jeszcze żył? | Jak uprawiać agresywne dziennikarstwo? Poradnik dla początkujących | Jakże cżęsto powtarza się ta historia | Jakże trudno czasami coś sklecić! | Jan i Małgorzata | Jan z Czarnolasu | Jesienna muzyka | Jeszcze smutniej! | Jeździec Apokalipsy | Językologia | Kaczuszki mandarynki | Karawana idzie dalej | Katedra Adamowego Żebra | Kawa z Kafką | Każdemu według naszych chęci | Każdemu według potrzeb | Każdemu, o czym tylko zamarzy | Kiciuś Miciuś! | Kicuś Micuś! | Kiedy człowiek staje się bestią | Kiedy owce nie milczą | Kij w mrowisku | Kniaź Wiktor | Kochani ludożercy | Kolacja Pani Sowy | Kometa tylko głownia nie ta | Konkwista | Koryfeusz nauki, milośnik sztuki | Koty i inne zwierzęta | Koty, głupoty, palikoty | Kości rzucone są | Kość słoniowa | Kto pierwszy był człowiekiem, kto będzie nim ostatni | Kto pisze teraz historię? | Kuchnia szamańska | Kwiatki Św. Franciszka | Kwiatostan śmierci | Kwitnienie kultury | Kwitnąca wiśnia | La colombina i ciche ukojenie | Lekarzu - lecz się sam! | Lenin wiecznie żywy | Leśmianiada | Lichwiarstwo polskie | Liryki i prztyki | Logika dziejów | Londyńska mgła niepamięci | Londyńskie przygody | Los ofiary | Los puka do moich drzwi | Lotosowy wpis | Ludzie ludziom... | Lunatyzm | Lęk społeczny | Made in Japan | Maligna | Marność nad marnościami | Marność nad marnościami. Rekoleksje Wielkopiątkowe | Marzenia senne | Marzeniologia stosowana | Maszkary i senne dziwadła | Maszkary i senne widziadła odbite w lustrze | Mała czarna z Kafką | Medycyna naturalna | Meine Liebe Augustin! | Melancholia | Melancholia stosowana | Memorabilia | Meszreiw | Meteo | Mgiełka autoironii | Mglisty dzień. Mgła | Mikołak | Mistrz i Małgorzatka | Mistycyzm lunarny | Mistyka i miłość | Mitologia osobista | Mitologia świata | Miłość | Miłość bliźniego | Miłość nie zawsze szczęśliwa | Miś Uszatek | Moc rytuałów | Monada nie ma okien | Mowa potoczna | Mowa ptaków | Mowa serca | Moze ktoś zrozumie, co teraz czuję | Może ktoś się ucieszy? | Może ktoś zrozumie, co teraz czuję | Może to trochę zbyt uszczypliwe | Musicology | Muza lekkich obyczjów | Muzyka przywraca ład serca | Myszoterapia dr Nezumi | Myśli prostego człowieka | Mądrość Natury | Mądrość jak z gazety | Mądrość narodów | Młot na faryzeuszy i hipokrytów | Męstwo bycia | Mówił sen do snu | NIe ma na świecie dwóch takich samych liści, ni kropel deszczu | Na jawie (lecz to, co niejawne pozstaje) | Na stos rzuciliśmy szcześcia los | Na stos rzuciliśmy szczęścia los | Na szczytach hipokryzji | Na zdrowie! | Nad piekną rzeką | Najokrutniejsze zwierzę | Najsłodsza tajemnica | Narastająca senność | Nic dzisiaj ciekawego nie napisałem | Nicość | Nie am dwóch takich samych liści, ni kropel wody | Nie bój się - najwyżej cię rozstrzelają! | Nie czas żałować burz, gdy płoną oczy | Nie czas żąłować burz, gdy płoną oczy | Nie każde szczere złoto jest szczerozłote | Nie ma na świecie dwóch takich samych liści ani kropel wody | Nie ma na świecie dwóćh atkich samych liści lub kropel deszczu | Nie ma takiego smutnego, co by na wesołe nie wyszło | Nie ma zazdrości bez miłości | Nie oddamy nawet guzika | Nie tylko dzielenie włosa na czworo | Nie wiem, ja w ogóle nie myślę | Nie zabijaj! | Nie zabijajcie drzew! | Nie zawsze urocza dzecinada | Niebiańskie szczyty głupoty | Niech pani będzie dzielna! | Niech zapłaczą na moim pogrzebie | Nieco drapieżny wpis | Niekoniecznie ptasi móżdżek | Nienawiść bliźniego | Nieosobiście | Nieprzesłane przesłanie | Niestworzone rzeczy | Nieszkodliwe głupotki | Niewczesna melancholia melomana | Niewczesne rozważania | Niewielka profanacja | Niewielkie przekłamanie | Niskolotnie | No No! Teatr No | No comments! | No no! | Nowa poezja lingwistyczna | Nędzne kabareciarstwo | O Leonardo, po cóż się tak trudzisz? | O dzieleniu włosa na czworo, czyli metodzie scholastycznej | O dzieleniu włosa na czworo, czyli o metodzie scholastycznej | Obciachy | Obscenia i parafrenalia | Obsesja dobrego biustu | Ojej! | Oko w oko z zębem mądrości | Okropieństwa | Okruchy odgrzebane z lawy | Okruchy życia wygrzebane zlawy | Okruchy życia wygrzebane z lawy | Okrutna losu ironia | Orientuj się na orient | Owczarek | Owczarki afgańskie | Owocożerni | PL jak piekło | PO PiS | POeci wszystkich krajów dzielcie się | Pan Tadeusz | Panie pośle, po chrześcijańsku panu wybaczam | Pańska satyra polityczna jest niegramatyczna | Pendant do pewnego przypisu | Perlikowski | Pewna elastyczność zasad | Pewne jak w banku | Piorunujący piorun! | Po owocach poznacie ich! | Po upadku | Pobożne życzenia | Podpatrywanie Natury | Podroby i inne podróbki | Pokolenie Kainowe | Pokorne ciele | Pokorne cielę | Pokusa | Polak potrafi | Polak potrafi! | Politolog i Politowska | Politycznie niepoprawne! | Polonica | Polonika rycerskie | Polucje i ablucje | Pomarańcze i mandarynki | Pomarznąć dobra rzecz | Pomarznąć dobra rzecz! | Pomoc psychologiczna | Poranna kawka z Kafką | Porąbane marzenia | Potężne i głębokie warstwy pierwotnego mitu | Powieść brukowa | Powszechna życzliwość | Powtórka z cynizmu | Poznaj samego siebie | Prawda | Prawda jest jedna i piękna, ale złożona | Prawda popłaca | Prawdziwa metropolia | Prawi i sprawiedliwi | Prawiezmartwychpowstanie | Prawiezmarwtychpowstanie | Prognoza pogody | Pruski smutek | Przecież cię zjem! | Przedagonalny polski agon | Przegląd sportowy | Przeinaczenia | Przez pychę do pokory | Przeżyjesz to, a pote już tylko grób | Przeżyjesz to, a potem już tylko grób! | Przminęło z wiatrem | Prztyczek | Psiapowiednia Majów | Psubrat | Pustka | Pytanie dość retoryczne | Raczej to nie będzie hit | Radosne gonitwy śnieżnych tygrysów | Radość wędrowania | Rejterada Rejtana | Religie nauczą cie pokory | Res Sacra Pecunia | Romans z pop kulturą | Roots, Rock, Reggae | Rozkosze reinkarnacji | Rozmowa nie na telefon | Rozpacz | Rozpacz na wieki wieków | Rozpacz, która podpełza pod gardło | Ruch i świeże powietrze... | Rybołówstwo cudzołożnika | Rycerz pokalany | Samokrytyka | Samotność egzystencjalna | Sekrety pewnego domu handlowego | Seraphic Flames and Heavenly Love | Siedź na dupie i potakuj! | Somatyka | Somatyka logiczna | Spełniona przepowiednia | Spleśniały ser | Sponsorem tej opowieści jest wydawnictwo Błękitny Wieloryb | Sport to zdrowie | Spowiedź morskiego wilka | Stary Sącz i Nowy Sącz | Stary mafioso | Stołeczne stołki | Stratyfikacja społeczna | Suma sumarum | Sumienie rachunku | Sweet Music and Poetry | Sygnały podprogowe | Szalchetne zdrowie | Szczęśliwa pomyłka | Szekspir do żadnej nie należy epoki | Szkarady | Szlachetna gravitas | Szlachetne zdrowie | Słodycze grafomanii | Słówka | Słówko do słówka, a uzbiera się sówka | Tadeusz Bój Jeleński | Taia chińska podróbka | Takie będą rzeczpospolite jakie tego blogu chowanie | Takie tam, pierdoły | Talking Heads | Tania chińska podróbka | Tatiana | Teorie świata nauki | Terapeutyczie | Terapeutycznie | Thames | The Doors. Uchylone drzwi | The Lion cub | The fruit of beauty and despair | To na pewno nie Lec | To nie żadna filozofia | Tragiczne pożegnania | Transformacja duchowa | Trudna sztuka dialogu | Trudno czasmi coś sklecić | Trzylogia | Trója z polskiego | Twarda rzeczywistość | Ty mi tutaj nie filozuj | Tygrysologia stosowana | Tysiac i jeden ptaków | Tysiąc i jeden kotów | Tysiąc i jeden ptaków | Tysiąc różowych kroliczków | Tęsknica | Tęsknota duchowa | Ubekistan | Ucone księgi | Uczeni ludożercy | Uderzenia losu | Uduchowienie | Umrzeć z miłości | Upadek Pierwszego Człowieka | Uroczy wegetarianin | Uszczelnienie systemu podatkowego | Utrata uzębienia | W czym mogę panu pomóc? | Wciąz powtarza się ta sama historia | Wciąż powtarza się ta sama historia | Wdzieczna muzyka przywraca ład serca | Wesola grafomania z morałem | Wiecej broi dla szaleńców w Teksasie | Wieczne powroty | Wiedza radosna | Wielka wygrana | Wielomówstwo, czyli plaga opowiadania | Wierzba płacząca | Wiosny i jesienie | Witch | Więcej broni dla szaleńców w Teksasie | Wojna totalna | Wpis o kształcie piramidy | Wprowadzenie do kruczków prawnych | Wrzucam wszystko do kosza | Wrzątek | Wspomneinei pewnego wspomnienia | Wspomnienie pewnego wspomnienia | Wspomnienie pewnego wspomnienia | Współczesny filister | Wszystkie rybki | Wszystko na A | Wszystko na sprzedarz | Wszystko na sprzedaż | Wygrana | Węzłowato | Wólka Węglowa | Xin Lu, typowa brunetka o granatowych oczach | Z Nietzschego nic nie powstaje | Z księgi wulgaryzmów | Z rupieciarni myśli | Zaczarowany świat zen | Zanim mnie wrzucą do dołu | Zapowiedź Apokalipsy | Zaraz wracam! | Zasada domniemanej winy | Zaskroniec | Zastał Polskę drewnianą... | Zatrzaśnięte drzwi | Zbaw mie Buddo Amido | Zbaw mnie, Buddo Amido | Zdrowy egoizm | Zegar dziejów | Zestrzelenie księżyca | Zginął z rąk słabej kobiety | Zima się nas nie ima | Zjawiskowe | Znak jaskółki | Zrozumieć wartość tego, co nieużyteczne | Zuch zawsze ochoczy! | Zwierzęta pod postacią ludzi | Zwyciestwo konsumpcjonizmu | Ząb mądrości | ie zabijajcie drzew! | ieosobiście | kosmos | Łagodne prawo, ale prawo | Łagodność tygrysa | Śmiechotki, chichotki | Śmiertelna powaga | Śmierć | Światełko w mroku | Świętość, wziętość, nadętość | Życie jest tragiczne | Życie samo | Życzliwe spojrzenia na całość ogródka | Żyć, nie umierać
RSS
czwartek, 31 grudnia 2015

           - Jakie życzenia złożyć Czytelnikom

             Lunymigotliwej? - zapytał Nezumi.

           Tłoku raczej nie było, ale Dr Kot, jak to on,

           zaproponował:

           - Obyśmy obudzili się w wolnym i demokratycznym 

           kraju.

           - Zwalniam Cię. - zauważył beznamiętnie Nezumi -

           Tylko nie myśl, że to z powodu tych życzeń.

           Zadecydował o tym całokształt. Twoje Porady Kulinarne

           dla Sów i Kotów były  po prostu  m e r y t o r y c z n i e 

           słabe.  Tak więc od Nowego Roju na widok słoninki będziesz

           musiał obejść się smakiem. Serdecznie ci współczuwam!

           - Szefie, a może w takim razie po prostu życzyć zdrówka,

           bo zdrowie jest zawsze najważniejsze - tak? - spytała Jola.

           - No tak, Jolu, ale komu ty właściwie życzysz zdrowia?

           Tym świńskim ryjom? - zaniepokoił się Pan Zdzichu. 

           - Boże broń! - zaoponowała Jola - Życzę zdrowia tylko 

           tym, którzy mają czyste ręce. Ja niczego nie ukradłam! 

           Bożenka też jest czysta, bo u nas na zlewie ręka rękę

           myje.  A jak nie, to się wrzuci do zmywarki. Więc ja życzę

           zdrowia Bożence i mnie.  A inni, to już nie wiem...

           - Nie można szerzyć prywaty za publiczną mamonę -

           rzekł inżynier Mamoń.

           - Odbieram panu prawo głosu! - odpowiedział ktoś z kuchni.

           I wtedy stało się coś zupełnie nieoczekiwanego.

           Pomysł był genialny w swej prostocie.

           - Życzmy po prostu ludziom dobrej zmiany - miauknął Dr Kot.    

           - A wiesz - zmiękł w końcu Naczelny - To wspaniały pomysł!

           To naprawdę fantastyczne i merytoryczne życzenia.   

           Chociaż niektórzy uważają, że Nezumi mówiąc to strzelił sobie

           w kolano. I szampana trzeba umieć otwierać!

środa, 30 grudnia 2015

                  

                        "Che pena e quest'al cor."

       

      Ostre dysfunkcje organizmu,

brak snu, samotność i lęk wprawiły mnie

w nastrój raczej trudny do uniesienia dla

zwykłej ludzkiej istoty. Zmieniłem się więc

w Istotę Anielską, a przemiany tej dokonała

muzyka - Ars Subtilior i pieśni Dufay'a.  

       Słodka melancholia tej muzyki przypomniała

mi pewną piękną i eteryczną Istotę, która podobnie

jak ja, taką muzykę uwielbiała.  Istota ta śni mi się

czasami i przypomina o wszystkim, co w moim życiu 

bezpowrotnie umarło.  Pamiętam z jaką fascynacją

poznawałem świat przeżyć młodej kobiety, która

właśnie przestała być dzieckiem. Uczucie, jakie nas

wtedy połączyło, choć czysto platoniczne, było 

piękne i dobre.   Równie cudowne było to, że nie

istniała między nami żadna różnica wieku.

      Był to dość burzliwy okres mojego życia

i czasami z radości wznosiłem się ku niebu z

poczucia szczęścia, by w chwilę później upaść w

dół najgłębszej rozpaczy. Moje życie rozdarte było

między Londynem, a  Warszawą (co nie znaczy, że

miałem "Londyn w głowie" - jak ktoś o kimś kiedyś

powiedział), i między miłością do osoby, która była

często daleko, a obowiązkami zawodowymi.  Wkrótce

miała nastąpić katastrofa - minęło już bowiem siedem

lat takiego życia w dwóch różnych miejscach świata. 

Ta piękna muzyka, choć opowiadała o miłosnych

cierpieniach, była zarazem pełna jakiegoś cudownego

spokoju i harmonii.      

       Ale chociaż muzyka ta obudziła we mnie te

nieco już zamierzchłe wspomnienia i przeżycia,

słuchając jej zupełnie o nich nie myślałem. Istniała i 

istnieje niezależnie od nich. Jest pięknym światem, do

którego można wejść z poczuciem zaciekawienia i z

którego można wyjść z poczuciem wdzięczności, i

bycia hojnie obdarowanym. A kiedy to misterium się

kończy, można pomyśleć o ludziach i szlachetnej kulturze,

których już nie ma, o złożonych do grobu szczątkach honoru 

i miłości, o umarłym pięknie, które cud muzyki potrafi

ożywić.  

       Istnieje całkiem sporo zespołów wykonujących tę

subtelną i "sofistyczną" muzykę z wyobraźnią i wspaniałym 

wyczuciem stylu i zawartych w niej przeżyć, na najwyższym,

jak się czasami mówi, światowym poziomie. Istnieje dość

liczna publiczność, która tej muzyki słucha, a starofrancuskie,

starowłoskie i łacińskie teksty nadal poruszają...jakby na przekór

temu, że świat zmierza ku ostatecznej zagładzie.

      Jak napisał pewien filozof - tam, gdzie istnieje wieczność, 

nie istnieje czas... 

wtorek, 29 grudnia 2015

 

                               BYK

                    "Złakniony łąki

                      wytrawny trawożerca

                      nie bał się nieba

                      szczając w deszcz"

                     - przetłumaczyła strofę Isia.

 

                     - Kongenialny przekład! -

                     wykrzyknął Pan Puchacz

                     - Apoteoza witalności i radości życia!

                     Proponuję jednak inną lekcję:

                              

                              BYK

 

                    "Zełkany łąką

                      strwożony trawożerca

                      nabawił się nieba

                      śpiąc w deszcz."

                    

                     - Mam poważne wątpliwości, co

                     do pewnych miejsc twojego przekładu.

                     Otóż kluczowe dla tekstu poety słowo 

                     "szczaty" oznacza po prostu sikać,

                     oddawać mocz, olewać, szczać...a

                     spać znaczy "spaty"...

 

                    - To zależy, w jakim języku, koleżanko!

                    Nigdy nie należy tłumaczyć z przekładu

                    przekładu. Szczególnie, kiedy tekst jest

                    orientalny. Czasami jedno słowo powoduje

                    wielką różnicę w nastroju. Ba! Zmienia go!

 

                    - Ba! - powiedziała Isia.

                    - No to pa!  

                             

                    A dla redakcji tylko kłopot... 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 


niedziela, 27 grudnia 2015

         

       Istnieją pułapki losu, z których nie potrafimy

już się wydostać.

       Zegar wybił właśnie dwunastą. Rok 1799

dobiegł nieuniknionego końca, a wraz z nim skończył się

cały ten wiek oświecenia i grozy.

       -Wychodzisz gdzieś? - spytała Lenora, która w swej 

czarnej sukni wydawała się szczególnie blada. Hrabia

nie odpowiedział, a właściwie przed odpowiedzią uciekł.

      Lenora oglądała przez okno swego pokoju fajerwerki.

Była przekonana, że jej ukochany za chwilę się zjawi i 

otoczy ją ramieniem. Przecież na pewno przyjechał

i czeka teraz w zajeździe w miasteczku, w obawie przed 

złymi językami.

     Kiedy ojciec wyszedł, przyszykowała mu mnóstwo 

drobnych, uroczych prezencików, opakowanych w ozdobny,

chiński papier.  Ugotowała też dla niego jedzenie.

A potem siedziała przed lustrem i czesała swe ciemne włosy.

    - Dokąd mam to zanieść? - spytała służąca. 

    - Ach, pewnie tu gdzieś go spotkasz na dworze, w

parku, albo w lesie...A jeśli go nie znajdziesz, to pojedź do

zajazdu. Na pewno tam czeka!  Będziesz miała miły spacer. -

    Służąca ukryła garnek w swoim pokoju. Wiedziała już

bowiem, że nie sposób spełnić życzenia pani.

     - Zostawiłaś je tam, gdzie powiedziałam? - spytała

Lenora.

    - Tak! - okłamała ją dziewczyna.  A potem wróciła do siebie

i strasznie płakała. 

    Tymczasem Hrabia błądził po parku, który od czasu do czasu

rozświetlały błyskawice, odsłaniające zakryte kirem nocy gipsowe

postaci nimf, skrzydlatych aniołów i pasterzy. Myślał o jakobinach. 

(Bonaparte go nie interesował). Burza w grudniu nie zdziwiła go więc

wcale. Są przecież tacy, którzy, kładąc wszystko na ostrzu gilotyny,

dekretami odwracają porządek pór roku.  I nawet prochy królów nie

mogą czuć się przy nich bezpieczne!  Nie były to jednak fajerwerki,

które uroiła sobie jego najstarsza córka. 

     Myśląc o tym zamyślił się tak bardzo, że nie zauważył nawet,

jak wyszedł przez boczną, zdziczałą parkową bramę i znalazł się w

lesie.  Leżał tu jeszcze śnieg, a w świetle księżyca na ścieżce widać

było linie zakreślone przez sanie i bruzdy po kołach wozu.  Na myśl

o gilotynie poczuł wyraźny chłód, a później gorąco.  Zobaczył, jak

umarłe dzieci lepiły bałwana. Nie widziały i nie wiedziały, gdzie mają

mu umieścić oczy.  

      - Magdalene! - wykrzyknął Hrabia na widok wątłej dziewczynki

z rudymi włosami.  

     - To ja, tatusiu! - odpowiedziała mu radośnie i

podbiegła ku niemu, rzucając mu się na szyję.

Hrabia wziął ją na ręce i przytulił. A kiedy zęby kuny wbiły

mu się mocno w szyję, zdążył jeszcze powiedzieć:

     - Mówiłem ci, Kruszynko, żebyś nie chodziła sama po lesie,

bo wiatr może cię porwać! 

     Krew trysnęła mu z tętnicy, pobladł i wyzionął ducha. Na

jego twarzy malował się wyraz największego szczęścia.

     Szczęście bywa czasami drapieżne!

     Lenora położyła się w końcu spać. Tylko godzina dzieliła

ją od świtu. Postanowiła budzić się co kilka minut, żeby nie

przespać nadejścia ukochanego, ale w końcu zmorzył ją

ciężki, grobowy sen.  I chociaż Dorothee zapewniała ją, że

jej kochanek pochylił się nad nią we śnie i ucałował, wieczorem

znaleziono ją martwą. W czarnej sukni z białymi koronkami

wyglądała jak piękna lalka wisząca na gałązce choinki. 

      Trudno mi zakończyć tę historię, ale nie ma w niej już chyba

nic więcej do opowiedzenia... 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 


            

          Z siedmiu poprzednich zagadek muzycznych

tylko jedna pozostała nierozwiązana. Mam więc

nadzieję, że i ta nie sprawi nikomu kłopotu. Zagadkowe

pytanie wydaje się bowiem dziecinnie łatwe.

         Jak nazywa się najsławniejsza w epoce baroku

sonata skrzypcowa i kto był jej autorem?

        Dodam, że jest bardzo piękna i w pełni zasługiwała

na swą popularność...choć jest trochę diabelska.

Wykonywana bywa zarówno z basso continuo 

(wiolonczela, klawesyn), jak i na skrzypce solo. 

Ja wysłuchałem jej dzisiaj w znakomitym wykonaniu

THE LOCATELII TRIO (Hyperion, 1990), z Elizabeth

Wallfisch (skrzypce), a potem posłuchałem jeszcze

"Czekoladowego Jezusa" Toma Waitsa, ponieważ 

w tym tak samotnym dniu "tylko czekoladowy Jezus

satysfakcjonuje mą duszę."

       Kiedy kogut pieje, wiemy już, że jesteśmy na wsi,

może na głębokim południu, a w atmosferę beznadziejności

wprowadza nas ten smętny i bezlitośnie sarkastyczny,

ale i wzruszający do łez, blues.

      Oczywiście w epoce baroku skomponowano wiele

cudownych sonat skrzypcowych i niektóre z nich, jak np.

utwory Bacha, czy sławna "La Folia" Corellego są i dzisiaj

dość popularne. O jednej z nich, słynnej sonacie "Sangwinik

i melancholik" C.P.E. Bacha, już tu kiedyś pisałem. Trochę

paradoksalnie, sonaty Vivaldiego nie należą chyba do

najczęściej słuchanych. Ale też nie są tak piękne jak jego

sonaty wiolonczelowe.    

 

 

 

 


       

     


sobota, 26 grudnia 2015

 

                        usiadłem obok Śmierci

                        szpakowaty pan

                        miał kamienną twarz

                        nabrał powietrza

                        i nie oddychał

                        chciałem biec przed siebie

                        ale w autobusie

                        nie było wolnych miejsc

                        przepraszam

                        warknął Pan Śmierć                       

                        chcę wysiąść

                        pomogę pani

                        zwrócił się

                        do dziewczyny z wózkiem

                        w którym leżało owinięte szmatą

                        martwe dziecko

                       

                        słyszałem jak wózek

                        terkotał po chodniku

                        dalej już nic nie pamiętam

 

 

 

 

 

 

 

czwartek, 24 grudnia 2015

 

               "Jak odtąd

                 ma zaufać światu

                 pszczoła w zimie?"

          (Tanko, przekład

          M.Pluta)

          _______________________

          Wprawdzie zima właściwie

jeszcze nie nadeszła, jednak pytanie

poety ma sens bardziej ogólny. Niby

każda przemiana w życiu jest naturalna,

lecz niektóre tworzą wielką opresję.

Czujemy chyba jak marznie i drętwieje 

ta pszczoła i nam samym robi się zimno.

       Na luniemigotliwej opublikowałem

sporo różnych haiku - nie tylko tych

najpiękniejszych, ale i własnych. Kilku

bloxowych przyjaciół wpisało też swoje,

choć nie tyle o samą formę, co raczej o

ducha uważnej i nie pozbawionej 

delikatnego poczucia humoru obserwacji

w nich chodziło.  

      Miłej rodzinnej atmosfery, gwiazdki

z nieba i ulubionych wigilijnych dań życzy

wszystkim

      nazumi13

 

 

* Sponsorem tego wpisu jest...;-)

 


środa, 23 grudnia 2015

 

                              śniło mi się

                              że kładzie kwiaty

                              na moim grobie

                              astry lub chryzantemy

                              trochę nieśmiała

                              i trochę zawstydzona

                              jak przy pierwszym wejrzeniu

                                                        

                              co za nierealistyczny sen                             

                              komu by się chciało

                              na tych piaskach i wólkach

                              szukać grobu biedaka

                              zagrzebanego w ziemi

                              na publiczny koszt

                              z pijakami i bezdomnymi

                              zresztą taki tu wiatr wieje

 

                              odkąd zamknęła przed nim

                              swe serce umarł za życia

                              a po śmierci nie pozostało po nim

                              NIC

wtorek, 22 grudnia 2015

     

      Słuchaliśmy dzisiaj z Mitsuko Schumanna. 

Kot wyciągnął się na mnie na całą długość, a

ja odsunąłem od siebie wszelkie myśli.

Dobry odpoczynek przed dyskusją o etyce Kanta

z osobami, które niewielkie mają o niej pojęcie. 

Kant gorszył się opieraniem moralności na uczuciu

i nazywał to "marzycielstwem moralnym."

       Nie przypuszczałem jednak, że muzyka ta

wzbudzi we mnie taki podziw. "Leśne

sceny", Sonata g-moll (Nr 2, op.22) i "Pieśni

zmierzchu" zrobiły na mnie ogromne wrażenie,

ale też  a b s o l u t n a  koncentracja, z jaką gra

japońska pianistka, Mitsuko Uchida, jest imponująca.

      Nagrań Uchidy słucham już od wieków i w pewnym

sensie, mimo różnicy wieku, razem z nią się starzeje,

choć ona, jako delikatna kobieta zmienia się 

znacznie szybciej niż ja. Jej dusza pozostaje jednak

młoda i pełna entuzjazmu, i jest w niej jakaś nadzwyczajna

d u c h o w a   s i ł a. Chopina, czy Beethovena nie gra może

tak cudownie jak Mozarta, Schuberta i Schumanna, ale

kiedy słucham jej nagrań, mam poczucie, że jej interpretacja

opiera się zawsze na głębokim przeżyciu.  Cieszę się, że

Schumann, którego kiedyś skreśliłem, tak do mnie teraz

przemawia...  

      Wczoraj wieczorem wzruszyło mnie pożegnanie z pewną      

osobą (kobietą). Było zupełnie zwyczajne, ale, kiedy zapewniła

mnie z uśmiechem, że na pewno się jeszcze spotkamy, miała łzy

w oczach i koniecznie chciała mnie czymś obdarować. Wyciągnęła

z torby jakiś słodki owoc, którego nigdy dotąd nie widziałem

i dała mi go, a potem uścisnęliśmy się i poszedłem. To osoba,

która troszczy się o mnie przy każdej okazji, chociaż nie musi. 

Ktoś sobie z niej nawet żartuje, że chyba mnie kocha i że

mam u niej szczególne względy...Ale ona po prostu kocha ludzi. 

Jej istnienie przywraca mi trochę nadwątloną ostatnio wiarę

w człowieka. Choć się z tym kryje, bardzo przeżywa

różne rzeczy ze mną związane...To, że się jeszcze spotkamy

jest zdarzeniem prawdopodobnym, ale nie jest zdarzeniem

pewnym.

 

 

 

 

 

 

poniedziałek, 21 grudnia 2015

 

   Późno w nocy ktoś dobijał się do drzwi.

Sumiko od razu domyśliła się, że mógł

to być jedynie Dr Mara. W rękawie jednej

z sukni, które miała na sobie, ukryła więc

sztylet. A zatruta szpila do włosów też

łatwo mogła utkwić w sercu napastnika.

Otworzyła mu jednak, zapominając, że

Mara, który był blady jak śmierć, dawno już     

nie żyje.

       Doktor skłonił się niedbale i rzekł:

       - Bodhisattwa Awalokiteśwara ma

nie tylko wiele rąk, by skutecznie pomagać

innym, ale także oczu, aby dostrzegać ich

cierpienie. Nie jest zarozumiały, ani zaślepiony,

a ponieważ poznał własne cierpienie - rozumie też

i cudze, w przeciwieństwie do tych zarozumiałych

głupców, którzy z bezmyślnym okrucieństwem

pastwią się nad wadami innych, nie dostrzegając

błędów własnych.  "Do czego służą ręce bodhisattwie!"

kpią, choć sami nigdy nikomu nie pomogli i nauczyli się

żyć cudzym kosztem. Tacy ludzie nie czują nic, oprócz

zawiści.  Bo tylko ten, kto rozumie własne cierpienie

i słabość, potrafi ująć się za innymi czującymi istotami

nie niewoląc ich.  Ale zarozumiały głupiec tego nie pojmie,

dopóki sam nie zacznie kwiczeć jak zarzynane prosię. -

       - On nie zasługuje na podobną wyrozumiałość. To zwykły

prostak! Myśli, że jak kogoś oczerni, to da dowód szczerości i

pewnie dolepi do tego swój sztuczny uśmiech. Nie zauważyłeś, że

jest uczuciowym impotentem? Nie potrafi nikogo szczerze kochać,

a jego nienawiść jest żałosna i godna politowania. Kipiąc z

rozbuchanych emocji prawi o umiarze i zdrowiu. Ale tak naprawdę

nie czuje nic. Znam go już dość długo. - powiedziała Sumiko parząc

herbatę - Nie myśl teraz o swoim bracie. Pomyśl, że pokorne ciele

dwie matki ssą...Mogę być jedną z nich. 

       Mara uśmiechnął się. 

       - Za życia na pewno miałbym na to ochotę. Ale martwy szerszeń

nikogo nie użądli!  

       - To, co ci tu wystaje spod szaty? - śmiała się dziewczyna.

       - Ach...to?  To tylko miecz, który schowam zaraz do pochwy. -

       - To dobrze, że nie wolisz młodzieńców! -

       - "Zostałem wzięty w krzyżowy ogień pytań i zupełnie nie

wiedziałem, jak odpowiedzieć." - zażartował Mara.

      - W takim razie i ja ci odpowiem cytatem z tego sławnego dzieła.

"Shi ya semashi, sezu ya aramashi" - a to znaczy, jak wiesz, w

potocznej mowie: "Czy mam to zrobić, czy też może nie?"

       - Zawstydziłaś mnie! - odrzekł Duch - Przecież ja już nie mam

ciała!

       I choć nie była to prawda, zrobiło mu się trochę smutno.

W tym momencie jednak książę, który stał ukryty za kotarą,

dobył miecza i zawołał ochrypłym głosem:

      - Sprawiłeś mi, Panie, ogromny zawód, pozbawiając mnie

oczekiwanego widoku miłosnej sceny.  Kara- śmierć! 

      Nie chcę już opowiadać, jak skoczyła się ta historia.

Panom trudno jest czasami wytłumaczyć, że ktoś nie potrafił

odgadnąć ich zamiarów. Ale człowiek, który umarł za życia

jest groźniejszy od tygrysa!  Kiedy polecę do Japonii, odnajdę

grób pięknej Sumiko i pewnie dowiem się czegoś na temat

zakończenia tej historii. A teraz - jeśli nie macie czystych serc - 

strzeżcie się! 

 

 

 

 


      

niedziela, 20 grudnia 2015

 

                                           strofy o bólu

 

                                   "Smętnej nocy nade mną kir,

                                   w duszy mrok i bolu wir."                         

                                  

                                   Klamka zapadła milczenia

                                   nad smętarzem nieistnienia.

 

                                   W tęsknocie tonę daremnej                                  

                                   chwilą odeszłą brzemiennej.

 

                                   Lemury, larwy i lary

                                   straszą mnie niczym mary.

 

                                   Mrę tutaj niezbyt korzystnie,

                                   a czas przemija zawistnie. 

                                  

                                   Gdy zniknie już ten wiatru jęk,

                                   zostanie pustka, a w niej lęk.

 

                                   Ślepe kocię od zarania

                                   we śnie śmiertelnym się słania.                                   

 

                                  A kiedy los się uśmiechnie

                                  - nie umrze nawet, lecz zdechnie...                                                                                                        

 

                                   Ach, zobacz, jaki jest (prze)śliczny

                                   ten pomiot wiersza (de)liryczny!

 

     Pierwszą strofę mego natchnionego wiersza zaczerpnąłem od

Wierszoklety, jak sam siebie nazywa, Zygmunta Krasińskiego.

Ponieważ jednak nie mam jego utworu przed sobą, mogłem ją

nieco zmienić, sam o tym nie wiedząc. Resztę sam skleciłem w sposób

już daleki od wszelkiej cudowności. Szczerze podziwiam wielkiego

Poetę, a jednocześnie współczuje mu, że jego utwory stały się

przedmiotem tylu szkolnych analiz.  Przecież nie jest niczemu 

winien!  Nikt nie wybiera sobie ojca, społecznego pochodzenia, 

czasów, w których żyje, ani rodzaju wrażliwości...  

sobota, 19 grudnia 2015

     

     Kiedy skończyłem cztery lata, czytałem

mojej babci baśnie Andersena i bajki La Fontaine'a 

w przekładzie polskich poetów  (do księgi owej

przyciągały mnie też ilustracje Grandville'a,

choć czasami mnie również, podobnie jak same opowieści,

przerażały). I chociaż teraz chętniej czytam bajki, które

napisał Leonardo da Vinci, ta mi się przypomniała:

                        LIS I WINOGRONA

     

      LIS PEWIEN, ŁGARZ I FILUT, WYCHUDŁY, ZGŁODNIAŁY,

      ZOBACZYŁ WINOGRONA ROSNĄCE WYSOKO.

      OWOC, PRZEJRZYSTĄ OKRYTY POWŁOKĄ,

      ZDAŁ SIĘ LISOWI DOJRZAŁY.

WIĘC RAD Z UCZTY, WYTĘŻYŁ SWOJĄ CHUDĄ POSTAĆ,

SKOCZYŁ, SIĘGNĄŁ, LECZ NIE MÓGŁ DO JAGÓD SIĘ DOSTAĆ.

      W PRĘDCE PRZETO ZANIECHAŁ DAREMNYCH PODSKOKÓW

      I RZEKŁ: "KWAŚNE, ZIELONE, DOBRE DLA ŻARŁOKÓW."

                 (La Fontaine, przekład W. Noskowski)

     I oto cały sens wyrzeczenia wielu ludzi, stworzeniu owemu

podobnych. Nie znaczy to jednak, że nie istnieją wyrzeczenie,

czy rezygnacja, których powody są głębsze i które mają istotny

dla życia sens.  Nie chciałbym jednak na ten temat opowiadać bajek,

bowiem każdy może poszukać we własnym doświadczeniu rzeczy,

z których słusznie kiedyś zrezygnował (i takich, z których

zrezygnował niepotrzebnie - co nie było zbyt mądre - pod wpływem

lęku lub dla pozornej wygody). Przekonujemy czasem samych siebie,

że przedmiot naszych pragnień lub dążenie do niego jest czymś złym.

Są jednak rzeczy, z których nie warto rezygnować...Z drugiej strony,

wiele naszego wysiłku, to zwykłe marnotrawstwo, które wiedzie nas na

bezdroża...Z pewnością warto czytać niektóre książki, dopóki jeszcze

istnieją.

czwartek, 17 grudnia 2015

         

            Pan Atanazy Rosołek, człek zacny,

a właściwie dusza - człowiek, przehandlował

wołu i osiołka, i to tuż przed samym Bożym

Narodzeniem. A było to tak:

            - Po czemu ten osiołek, przyjacielu? -

spytał kupiec odziany w purpurową szatę.

            - Na ile ten wołek, dobry człowieku? -

zapytała zawoalowana kupcowa o wielkim wolu.

           - Oddam za dobre słowo! Znaczy się

za dobrą nowinę, bo taką mam wolę - rzekł

Pan Atenazy.

          - A co dla ciebie, Cuduś, jest dobre słowo,

dobra nowina? - zainteresował się łupiec.

          - Też pytanie!  Jak ten Lewi straci wszystkie

pieniądz i strzeli sobie w łeb!

          - Tak też i jest z woli samego Najwyższego!

Należy mnie się wołek! - zawołała głupcowa.

          - Potwierdzam! - rzekł kipiec - Osiołek mój!

          - To sze nazywa bezinteresowność! - powiedział

 Pan Atanazy.

          - Bezinteresowność? A po ile ona stoi?


środa, 16 grudnia 2015

         

          Szli przez park obsypany

czerwonymi i brązowymi liśćmi, ale

wodę w jeziorku ściął już lód.

          - Po co piszesz Nezumi, przecież i tak

nikt tego nie czyta? - spytał Pan Wiąz.

          Nezumi nie odpowiedział. Zastanawiał

się, dlaczego gęsi i kaczki nie marzną.

Muszą mieć na sobie dużo puchu i podściółkę

tłuszczową. Było już po zmroku, ale jeziorko

było oświetlone.  Nie wszystkie ptaki spały.

Niektóre kąpały się w przeręblu. 

         - Dlaczego, kiedy widzisz małe dzieci,

łzy napływają ci do oczu? - zapytało Drzewo. 

         - Jesteś za wysoki i na wszystko

patrzysz z góry.  Nie na każde pytanie jest

jakaś odpowiedź - mruknął Nezumi. 

        - No tak. - rzekł Pan Wiąz - My, drzewa,

nie zawsze rozumiemy ludzkie serca.

Posiadamy cudowną moc. Umieramy i

zmartwychwstajemy, a z jednej naszej

komórki można odtworzyć nową roślinę.  

Ale i nas trafia czasami szlag!  Powiadają:

"Im wyższe drzewo, tym groźniejsza burza."

Ale twoje słowa są równie wyniosłe i samotne,

i wszyscy uciekają od ciebie. - 

        - Z wyjątkiem tej wiewiórki - zauważył

Nezumi.

      Czy to nie dziwne, że wiewiórka w samym

środku nocy skakała radośnie po nim, jak

po wielkim drzewie i goniła własny ogon.

"Muszę ułożyć o  niej jakąś strofę"- pomyślał.  

        - Będę przy tobie, kiedy zamarzniesz na śmierć -

powiedział Pan Wiąz - Nie chciałbym cię strofować,

ale za lekko jesteś ubrany.

       Duch Jeziora przysłuchiwał się tej rozmowie,

ale nic z niej nie rozumiał.  Wybiła północ i księżyc

przywdział na siebie czapę ze srebrnego lisa.

Próżno we mgle Pan Wiąz wyciągał swe ramiona. 

Nezumi zniknął i nie pojawił się już więcej...  

wtorek, 15 grudnia 2015

     

     - Przeciwności losu bywają czasami zupełnie absurdalne -

powiedział Toru - Ot, na przykład dzisiaj!  Popsuła mi się klawiatura,

a oczywiście nie mam pieniędzy na nową.  I to, kiedy koniecznie

musiałem wyjść z domu. Ale, jak dziwnie się popsuła! Tak, że nie

mogłem wstawiać niektórych znaków, chociaż odpowiadały za to

dwa przyciski, a nie jeden...Poza tym, litery się już całkiem

zatarły i muszę zgadywać, gdzie która jest...

     Nezumi zmartwił się. Jak tak dalej pójdzie, to Toru nie będzie

mógł pisać.  Jaka to byłaby jednak strata dla literatury!

     - Ale przecież coś napisałeś? - zapytał.

     - Udało mi się znaleźć jeszcze jeden przycisk :)

Ale co będzie jak i ten się popsuje? ...Ostatecznie można

jeszcze żyć bez wielkich liter, znaków zapytania, nawiasów

i wykrzykników. Tylko, że jak nie mówi się "ś", to myślą, że

człowiek sepleni.

     - Całe Twoje życie wisi na włosku? - zauważył Nezumi.

     - Wiesz przecież, że tak jest z powodów, o których nie mogę

napisać. Ale najbardziej niepokoi mnie to, jak drobna zmiana

może zakłócić wszelkie nawykowe czynności. Szukam klawisza

z lewej strony, gdy on jest z prawej.  Czuję się jak zdezorientowana

małpa. -

      - To bardzo smutne! - powiedział Nezumi - Martwi mnie twoje

zdrowie i cała obecna sytuacja. A przyzwyczajenia, to temat dla

filozofa. Przyzwyczailiśmy się żyć, a musimy odejść - jak to się

w sposób eufemistyczny określa...  

     - Chyba już nie zdążę! - rzekł Toru - Kochałem ją.

    

     Wiśnie zakwitną dopiero w przyszłym roku.  Niedługo zima...

   

poniedziałek, 14 grudnia 2015

     Poważne kłopoty ze zdrowiem uczyniły

mój dzień krótkim, mrocznym i przykrym.

Była w nim jednak i jaśniejsza chwila.

      Zawsze cieszę się, kiedy ludzie młodzi

grają muzykę dawną z takim entuzjazmem

i polotem, jak zespół "L' Acheron" (kieruje

nim Francois Joubert -Caillet). Po bardzo

udanym nagraniu  z utworami na zespół viol

Holborne' a, nagrali podobne utwory Scheidta. 

Muzyka Holborna bardziej mi się podoba. 

Ma w sobie więcej melancholii i szlachetnej    

powagi (podobnie jak piękna pavana niemieckiego

kompozytora - "Paduam dolorosa" i kilka innych

utworów z CD z jego muzyką - "Ludi musici",

skomponowaną w 1623 roku).

     Zgodnie z modą ukształtowaną przez

badania muzykologiczne, nagranie ma bardzo

bogatą instrumentację. Obok zespołu viol, słyszymy tu

w tle harfę, teorban, lutnię, cytrę, organy, wirginały

i ottavino.  Nagranie takie ma brzmienie bardziej

pełne i urozmaicone.  Instrumenty te tworzą bowiem coś

w rodzaju pajęczyny na winnym krzewie nagrania, czy

jak ktoś zauważył, wnoszą w muzyczną fakturę element 

światła.

    Niby nic oryginalnego w świetle współczesnej wiedzy,

ale muzycy robi to ze sporą finezją. A wykonanie jest

tak żywe, że stwarza wrażenie jakby grał dużo większy

zespół.  Grają z entuzjazmem i o muzycznych grach

mistrza Scheidta piszą z zachwytem, po części tylko dla

mnie zrozumiałym.  Scheidt był solidnym majstrem,

który w swej muzyce opierał się nie tylko na protestanckim

chorale, ale wykorzystywał włoski manieryzm. Widoczne są

też w jego muzyce wpływy niderlandzkie, francuskie i 

angielskie. 

      Muzyka była w tamtych czasach także wiedzą, a

kompozytorzy (mimo swej stosunkowo niskiej pozycji społecznej)

w pewnym sensie także uczonymi, albo przynajmniej alchemikami.

Wymagało to nie tylko wrażliwości, ale i inteligencji. Muzyka

Scheidta jest dla mnie trochę zbyt taneczna i ludyczna - choć

nie w tak archaicznym sensie, jak np. muzyka Pretoriusa.

Jest tu pewien krok w kierunku powagi i jak słusznie zauważono,

to raczej muzyka dla kompozytorów i koneserów, niż dla

dworskiej gawiedzi.  Ale ów Hadesowy lament, który sugeruje

nazwa zespołu, miesza się tu z radością w proporcjach dla moich

uszu niezbyt odpowiednich.  Kiedy słucham Lawsa lub późniejszych

kompozytorów francuskich, jak Marais, czuję, jak czystą formą

jest ten lament i muzyczna gravitas - mimo, że ich utwory to 

przeważnie suity..."Phantasm" i "Les Voix Humaines", to obecnie

chyba najlepsze zespoły grające podobną, ale często też piękniejszą, 

muzykę.    

       Szukam obola w moich ustach - mam nadzieję, że go nie

połknąłem przez roztargnienie...

sobota, 12 grudnia 2015

 

                                              krzyk ptaków

                                              obudził świt

 

                                              o zmierzchu

                                              ułożyły się razem do snu

 

                                              przez cały dzień

                                              szukały gestów i słów

                                              żeby wyrazić swą miłość

 

                                              ale rankiem odleciały

                                              w przeciwne strony

 

                                              myślisz że to nie boli

                                              że niczego się nie czuje

 

                                              że w niebie nie ma rozłąki

                                                

czwartek, 10 grudnia 2015

                     

                       "Kiedy ugryzie pies - znajdzie się lekarstwo,

                       gdy pogryzą się ludzie - nie sposób ich uleczyć.''

                       (Przysłowie chińskie)

    Ciało Jasnowidza No leżało dokładnie

w miejscu, w którym spodziewał się je znaleźć

inspektor Nezumi.

    - Jak Pan je odnalazł? - spytała Mitsuko Neko

z "Kioto Journal."   

    - Intuicja! - mruknął inspektor.

    - Czy to prawda, że No zamordował inny jasnowidz?

    - Nie jestem jasnowidzem!

    - Obaj pracowali dla policji. Może chodziło o kobietę?  

    - Albo o pieniądze? Nonsens!...Czy to już wszystko? 

    Reporterka spojrzała na Nezumiego błagalnym wzrokiem.

    - Więc może to spór kompetencyjny?...Jak pan przerwie, to

szef utnie mi głowę! 

    - W pani zawodzie lepiej nie mieć głowy, bo wtedy nie ma

powodów do zawodu - zażartował inspektor.  

    Morze szumiało uspokajająco i Nezumi zdrzemnął się w

trzcinowym fotelu. Śniło mu się, że wierna suka oparła głowę na

jego kolanach. "Biedna staruszka!" -pomyślał.  Obudził się

dopiero nad ranem i poczuł na kolanach głowę dziewczyny.  Spała! 

Inspektor próbował wydedukować, co mogła robić wcześniej...

zanim zasnęła.  

    - Mitsuko - zapytał - czy pamiętasz, dlaczego poczułem się

senny? 

    Reporterka uśmiechnęła się, jakby była z siebie bardzo

zadowolona.

    - Zaraz zrobię ci kawę. Ale musisz odpowiedzieć na moje

pytanie? - oznajmiła -...Zabójcą jest?

    Nezumi popatrzył na nią z pewnym zaciekawieniem.    

Ale nic nie odpowiedział. Dziewczyna jednak nie przestawała

molestować go o odpowiedź.

    - To ty go zabiłaś - Mitsuko! - powiedział w końcu.  

    - Ja? - zdziwiła się dziewczyna - Jak to - ja?

    - To proste!  Jesteś najmniej podejrzana. Twoje alibi jest doskonałe,

bo spędziłaś przecież noc z inspektorem.  I zapytałaś go, czy jasnowidza

No nie zabił inny jasnowidz, wiedząc doskonale, że żadnego zabójstwa

jeszcze nie było... 

     - Nigdy bym na to nie wpadła. Więc to naprawdę ja?

     - Po pierwsze - miałaś motyw...Byłabyś pierwszą reporterką, która

wysłała newsa z wiadomością o śmierci słynnego jasnowidza. Po drugie...

     Mitsuko wymierzyła rewolwer w środek czoła Nezumiego i przypomniała

jej się tarcza strzelnicza z dzieciństwa.  Jeżeli jednak zabije Nezumiego,

to nikt nigdy nie zainteresuje się jej materiałem o śmierci jasnowidza. 

     - Możemy dobić targu, Nezumi - powiedziała - Przymkniesz oko na

moje morderstwo. Powiedzmy, że to był wypadek. Niebezpieczny wypadek! 

Jasnowidz No wypił trochę i zmętniałym wzrokiem nie był w stanie

zauważyć naszej Tamizy.  Uspokoisz media, a wtedy ja nagle przyznam się 

do winy i ze szczegółami opowiem, co zrobiłam. Oczywiście, nikt w to nie

uwierzy, ale ty powiesz, że byłam doskonałym medium i że to jasnowidz

wydał mi podprogowe polecenie, abym go zabiła. Sąd będzie się w związku

z tym zastanawiał, czy to nie było samobójstwo, a ja w areszcie napiszę

książkę wartą miliony. -

      - Nie będzie to potrzebne - zauważył inspektor - Znalazłem już jego ciało.

Jest w zaroślach nad rzeką, przykryte trochę piaskiem.  Zgubiłaś tam 

słonika z jadeitu...

      - Jak mogłeś je znaleźć, skoro nie ruszyłeś się z tego miejsca? - spytała

dziewczyna, szukając bezskutecznie niebieskiego słonika przy prawym uchu. 

      - Bilokacja - odrzekł Nezumi.

      A wtedy ktoś, kto stał za nią, rzucił się na Mitsuko i odebrał jej broń. 

Był to jasnowidz No.   Cały pokryty wodorostami, przypominał czarnoksiężnika

z groźnej bajki.   Kiedy No zacisnął palce na gardle dziewczyny inspektor

wykrzyknął: "No to mamy gorący uczynek!"

      Cała ta historia zakończyła się więc pomyślnie...

środa, 09 grudnia 2015

 

 

            Nad spienionym morzem piany,

            wśród wysokopiennych sosen,

            słuchając szumu fallicznych fal,

            siedział Pieniacz pewien

            patrząc w pienistą dal. 

           

           - Strasznie mnie wpienia,

            gdy ktoś, nie mając sumienia,

            ubija pianę - zapiał -  

            pnąc się po szczeblach

            pijanej kariery

            i stąd czerpie swój zapał!  

           

            I jeśli mam być szczery

            nie mam litości dla tych zakał!  

            Bo niektórym pieniądze się pienią,

            zanim ich, złodziei, wyplenią!

           

            A wszystkie te pienia

            członków ich plemienia

            nie są warte nawet

            pianki do golenia! 

 

            Bo, gdy Afrodyta

            piana od wina się zatacza,

            z piany morskiej zrodzona,

            to każdego krętacza

            tuli do swego łona.

 

            A stąd i wszy łonowe,

            i wstydliwe choroby nowe...

            Więc zagram piano,

            tym Stanowisk Piastunom

            i ich mamon mamom...

 

            Wkrótce pomrzecie,

            a tego i tak nie przejecie!

            A jak, który gębę rozdziawi,

            to się tą mamoną udławi! - 

 

            To rzekłszy Pieniacz

            rozpromieniał

            - To proste. Umrą z przejedzenia! 

            A reszta - z głodu...

            I po co tyle Zachodu!

wtorek, 08 grudnia 2015

      

        Jest wiatr, co nigdy nie ustaje - we dnie,

ni w nocy, za życia, ani po śmierci.

       - Leżałem właśnie w grobie wiecznie

zaspany, a tu małżonka daje mi sójkę w bok

i krzyczy: "Załatwiłeś już Mieciu sprawę?" 

       - Jakom sprawe? - pytam.

       - Uszczelka w niebie pękła i leje się

nam na głowę. Piotra trzeba zawezwać, tego

świętego. Ma klucze od zaworu. Bo całkiem

się potopimy!

       - Ciasno tu - zauważył Pan Mieczysław -

Nie idzie iść!  Zajmujesz więcej jak połowę

posesji. Nie mogłaś zaparkować gdzie indziej?

       - To przez oszczędność, Mieciu. A ty tak

się wyperfumowałeś!  Do panny ci się śpieszy,

stary dziadu?

      - Wypiłem deczko za zdrowie mojej

stryjecznej siostry brata zięcia wujka...

     

sobota, 05 grudnia 2015

    

    Moja miłość do Bruno Waltera jest duża.

To był wspaniały człowiek - łagodny, wielkoduszny 

i pełen współczucia. Kiedy chora na nowotwór

artystka (którą niemniej kocham) połykała łzy,

śpiewając "Pieśń o Ziemi" Mahlera, pocieszył ją i

powiedział, że był wspaniała. Nigdy nie był tyranem i nie

tresował orkiestry, a jednak wszyscy go słuchali.

A kiedy musiał opuścić Niemcy, w których

triumfy święcił inny wielki dyrygent i sympatyk 

Hitlera, wyszedł stamtąd, jak niegdyś jego

przodkowie z niewoli...Dobroć i wielkość rzadko

idą ze sobą w parze. Ale jest to jeden z cudów

miłości, jak Jego Mozart, czy Mahler...Schubert

i Beethoven.  Jaka potęga jest w zwykłym byciu

człowiekiem!  Jaki geniusz - w dobroci!    

piątek, 04 grudnia 2015

 

     - Jeśli zdążę umrzeć przed jutrem, to go nie będzie. 

A wtedy nikt nie wyrzuci mnie z pracy, z domu, z serca.

Nie mając zaś żadnych rozczarowań, ani powodów do

obaw, zaznam błogiego spokoju nieistnienia, które jest jak

sen. I nie będę miał już fałszywych przyjaciół, ani

serdecznych wrogów. Umrzeć cichutko, jak kot, który

schował się w kącie pokoju - oto moje pragnienie!  A wtedy

cała moja miłość powróci do źródła. Drzewa zazielenią się

marzeniami  i nie będzie za późno na śpiew słowika lub innego

jakiego ptaka - rzekł Kohachiro.

      - Rozmarzyłeś się! - powiedziała Keiko - To my, kobiety,

jesteśmy uczuciowe. Dlatego potrzebujemy rozsądku. Kiedy 

mnie ktoś prosi o wsparcie, mam dwie zasady. Nigdy nie

daję pieniędzy, ale kupuję pożywienie. Wącham i upewniam się,

że nie wyczuwam zapachu alkoholu.

      - A jak jest z dawaniem miłości? - zażartował Kohachiro -

Czy też jesteś taka praktyczna?  Mam na myśli oczywiście

twojego małżonka? 

      - Przykro mi, że Noriko od ciebie odeszła - powiedziała

Keiko - Ja bym pewnie tak nie zrobiła.  Gdybym była twoim

szefem, przedłużyłabym umowę i nigdy nie wyrzuciłabym cię

z mieszkania.  A gdybym była Panem Bogiem, to zostawiłabym

ci jeszcze trochę życia i oszczędziła cierpień samotności i

choroby.

      - Twoje serce, Keio, jest bezkresne jak niebo. Ale powiedz

mi jeszcze, co zrobiłabyś, gdybyś poczuła od niego alkohol?

      - Już ja wiedziałabym, co zrobić! - żartowała dziewczyna.

      Następnego dnia Keiko wyszła rano do pracy, a Kohachiro

utonął w rzece.  

      - Jak tam jest? - spytała wieczorem.

      - Tam nie ma nic. - odpowiedział Duch - A teraz muszę się

trochę przejść...

      Keiko przełożyła do drugiej ręki torbę z zakupami i próbowała

sfotografować myszy, które wychodziły z labiryntu norek pod 

skasowanym kioskiem.

środa, 02 grudnia 2015

                                   

           "Pisarze powinni mieć duszę silną i nieustraszoną,

        gdyż ich brzemię jest ciężkie i długa jest droga,

        którą przebyć muszą" - głosi starożytna chińska

        sentencja.  Ale czy nie dotyczy to każdego człowieka,

        który drogą lub bezdrożem, świadomie przemierza swe

        życie? 

            Nie jest to może myśl tak naturalna, jak ta, że sowy

        polują często w nocy, a człowiek ma dwoje oczu

        (pomijając tych, którzy mają Trzecie Oko lub któreś

        z oczu, albo oba utracili) niemniej wydaje się mieć w

        sobie coś z prawdy.  Kto ma odwagę zdobyć się na

        nieśmiałość, może poznać i doświadczyć czegoś

        wyjątkowego, a wtedy rzeczywistość sama się przed nim

        ukorzy.                                                                 

wtorek, 01 grudnia 2015

    

     A oto, co w swoim dzienniku napisał Sasaki Hachiro,

student Cesarskiego Uniwersytetu w Tokio, który zginął w

samobójczym ataku 14 kwietnia 1945 r. 

    "U Hegla wyczuwam piękno, prawdę i wolność

oraz intuicyjną racjonalność Greków. Jak sugeruje

Kierkegaard Hegel oferuje coś więcej niż filozofia 

niemiecka - romantyzm wzorowany na Grekach." 

     Romantyk Sasaki przeciwstawiał się japońskiemu

militaryzmowi, ale postanowił umrzeć dla piękna. Jego

obszerna biografia intelektualna ukazała się w pięknej

i poruszającej książce "Dzienniki Kamikadze..." Emiko

Ohnuki-Tierney, o której już kiedyś tu wspominałem.

     Ogromny smutek otacza postaci studentów- kamikadze.

Niektórzy z nich, przeznaczeni na śmierć, rozliczali się ze

swoimi ideami. Inni, wrażliwi poeci, z czułością i troską

żegnali się w wierszach i listach z najbliższymi.

     Matka jednego z nich napisała przed śmiercią

(przeżyła 88 lat) wiersz, z którego przytoczę niektóre

strofy:

     "Kiedy słowo "lojalność" rządzi wszystkim

            Jak smutno urodzić się w takim czasie.

 

       Kiedy przypatruję się chmurom na południowym niebie,

            Widzę ciebie pośród nich.

 

       Pokój z tobą, moje dziecko. Wyruszam pośpiesznie

            Do nieba, gdzie na mnie czekają mąż i syn."

           (przekład W. Sadkowski)

 

      Jej syn, Hayashi Ichizo, poległ w samobójczym ataku na

amerykański okręt 12 kwietnia 1945 r. 

      "Nawet z krótkiego życia zachowuje się wiele wspomnień.

- napisał - Bardzo trudno rozstać się z życiem, w którym zaznało

się tyle dobra. Ale wkroczyłem na ścieżkę bez prawa powrotu...

Szczerze mówiąc nie mogę powiedzieć, żebym z całego serca pragnął

umrzeć za cesarza. Ale i tak przeznaczono mnie na śmieć za cesarza 

i umrę za cesarza."