Kategorie: Wszystkie | "Dziewczyny, bądźcie dla nas dobre na wiosnę" | ...bez końca | 0 | 100O i jeden Rabinów | A Puszkina też zapuszkują? | A moze to tylko pomieszanie zmyslow | A nie lepiej być purystą? | Aaaaaaaaaaaaaa...aalfabeta | Ach, gdzież jest litość lub wspolczucia pozór? | Ach, gdzież jest litość lub współczucia pozór? | Adam Mic - Kiewicz | Adaś i Ewka | Aforystyka | Amerykański sen | Autopsychoterapia | Bez sensu to to! | Bez szaleństwa... | Bezmyślne okrucieństwo | Bezradność | Biedna Szymborska | Biedny Kapturek! | Bliźni miłości | Bliźniego miłość... | Blondyn | Blue Bossa | Bojaźń i drżenie | Bratnie dusze | Bruner, ty świnio! | Buddyzm w życiu codziennym | Bóg mi poskapił tej anielskiej miary... | Bóg mi poskąpił tej anielskiej miary... | Bójstwo samo | Caritas | Chiziofrenia | Choroba na śmierć | Chwila ułudy | Chwila wytchnienia | Chłodne upojenie | Cierpienia i radości | Cierpienie i radość | Cleen feed | Cnota niedoli | Co slina na język przyniosła | Co tam panie w polityce? | Co w niebie piszczy | Co ślina na język przyniosła? | Corrida | Coś dla duszy... | Coś tak wulgarnego | Cudotwórstwo | Czarna Perła Tao | Czarny tulipan skrzyżowany z czarna różą | Czarny tulipan skrzyżowany z czarną różą | Czary Mary | Czego nie przysięgał Hipokrates? | Człowiek nie jest rzeczą | Człowiek to brzmi dumnie, ale nie u mnie | Często chowa | Częstochowskie rymy | Deficyt aniołów | Delightful! | Demokratyczne wybory w Oczodołach | Diabłoterapia | Dla wszystkich i dla nikogo | Dnieje | Do samego siebie | Dodatek | Dowcipas dnia | Duma narodowa | Dusze drzew | Dyskretna mgiełka autoironii | Dzielność | Dziki kapitalizm | Dzisiejsza młodzież | Dzisiejsza młodzież nosi ładną odzież | Egzystencjalizm jest chumanizmem | Ekonomia zbawienia | Elegancja Francja | Elegijnie | English gentelman | English gentleman | Epicurus | Ewa tylko ziewa | Falochron | Female | Filozofia bez uczoności | Forever Loving Jah | Gadu, gadu | Gadu, gadu, trochę więcej jadu | Gal Anonim | Gaz dla pedałów | Gaz dla pedałów, młot dla sierpów | Gdy rozum śpi... | Gendarme | Genek, gienialny gieniusz | Geno Typ | Gorący uczynek | Grabarz | Grabarz nonsensu | Gry i zabawy literackie | Głupota przysłowiem narodów | Głębie i tajnie Podświadomego | HIstoria nauczycielką bicia | Herbatka zen | Homo economicus | Homo sapiens czy Homo politicus | Humor absurdalny | Humor nieco absurdalny | Humor, satyra, panie... | I rekiny w oceani mają zębów cały rząd | I rekiny w oceanie mają zębów cały rząd | Indie Wschodnie i Zachodnie | Industrial | Istnieje również wrodzony brak poczucia humoru | Ja tam bynajmniej nie wiem | Jak długo będę jeszcze żył? | Jak uprawiać agresywne dziennikarstwo? Poradnik dla początkujących | Jakże cżęsto powtarza się ta historia | Jakże trudno czasami coś sklecić! | Jan i Małgorzata | Jan z Czarnolasu | Jesienna muzyka | Jeszcze smutniej! | Jeździec Apokalipsy | Językologia | Kaczuszki mandarynki | Karawana idzie dalej | Katedra Adamowego Żebra | Kawa z Kafką | Każdemu według naszych chęci | Każdemu według potrzeb | Każdemu, o czym tylko zamarzy | Kiciuś Miciuś! | Kicuś Micuś! | Kiedy człowiek staje się bestią | Kiedy owce nie milczą | Kij w mrowisku | Kniaź Wiktor | Kochani ludożercy | Kolacja Pani Sowy | Kometa tylko głownia nie ta | Konkwista | Koryfeusz nauki, milośnik sztuki | Koty i inne zwierzęta | Koty, głupoty, palikoty | Kości rzucone są | Kość słoniowa | Kto pierwszy był człowiekiem, kto będzie nim ostatni | Kto pisze teraz historię? | Kuchnia szamańska | Kwiatki Św. Franciszka | Kwiatostan śmierci | Kwitnienie kultury | Kwitnąca wiśnia | La colombina i ciche ukojenie | Lekarzu - lecz się sam! | Lenin wiecznie żywy | Leśmianiada | Lichwiarstwo polskie | Liryki i prztyki | Logika dziejów | Londyńska mgła niepamięci | Londyńskie przygody | Los ofiary | Los puka do moich drzwi | Lotosowy wpis | Ludzie ludziom... | Lunatyzm | Lęk społeczny | Made in Japan | Maligna | Marność nad marnościami | Marność nad marnościami. Rekoleksje Wielkopiątkowe | Marzenia senne | Marzeniologia stosowana | Maszkary i senne dziwadła | Maszkary i senne widziadła odbite w lustrze | Mała czarna z Kafką | Medycyna naturalna | Meine Liebe Augustin! | Melancholia | Melancholia stosowana | Memorabilia | Meszreiw | Meteo | Mgiełka autoironii | Mglisty dzień. Mgła | Mikołak | Mistrz i Małgorzatka | Mistycyzm lunarny | Mistyka i miłość | Mitologia osobista | Mitologia świata | Miłość | Miłość bliźniego | Miłość nie zawsze szczęśliwa | Miś Uszatek | Moc rytuałów | Monada nie ma okien | Mowa potoczna | Mowa ptaków | Mowa serca | Moze ktoś zrozumie, co teraz czuję | Może ktoś się ucieszy? | Może ktoś zrozumie, co teraz czuję | Może to trochę zbyt uszczypliwe | Musicology | Muza lekkich obyczjów | Muzyka przywraca ład serca | Myszoterapia dr Nezumi | Myśli prostego człowieka | Mądrość Natury | Mądrość jak z gazety | Mądrość narodów | Młot na faryzeuszy i hipokrytów | Męstwo bycia | Mówił sen do snu | NIe ma na świecie dwóch takich samych liści, ni kropel deszczu | Na jawie (lecz to, co niejawne pozstaje) | Na stos rzuciliśmy szcześcia los | Na stos rzuciliśmy szczęścia los | Na szczytach hipokryzji | Na zdrowie! | Nad piekną rzeką | Najokrutniejsze zwierzę | Najsłodsza tajemnica | Narastająca senność | Nic dzisiaj ciekawego nie napisałem | Nicość | Nie am dwóch takich samych liści, ni kropel wody | Nie bój się - najwyżej cię rozstrzelają! | Nie czas żałować burz, gdy płoną oczy | Nie czas żąłować burz, gdy płoną oczy | Nie każde szczere złoto jest szczerozłote | Nie ma na świecie dwóch takich samych liści ani kropel wody | Nie ma na świecie dwóćh atkich samych liści lub kropel deszczu | Nie ma takiego smutnego, co by na wesołe nie wyszło | Nie ma zazdrości bez miłości | Nie oddamy nawet guzika | Nie tylko dzielenie włosa na czworo | Nie wiem, ja w ogóle nie myślę | Nie zabijaj! | Nie zabijajcie drzew! | Nie zawsze urocza dzecinada | Niebiańskie szczyty głupoty | Niech pani będzie dzielna! | Niech zapłaczą na moim pogrzebie | Nieco drapieżny wpis | Niekoniecznie ptasi móżdżek | Nienawiść bliźniego | Nieosobiście | Nieprzesłane przesłanie | Niestworzone rzeczy | Nieszkodliwe głupotki | Niewczesna melancholia melomana | Niewczesne rozważania | Niewielka profanacja | Niewielkie przekłamanie | Niskolotnie | No No! Teatr No | No comments! | No no! | Nowa poezja lingwistyczna | Nędzne kabareciarstwo | O Leonardo, po cóż się tak trudzisz? | O dzieleniu włosa na czworo, czyli metodzie scholastycznej | O dzieleniu włosa na czworo, czyli o metodzie scholastycznej | Obciachy | Obscenia i parafrenalia | Obsesja dobrego biustu | Ojej! | Oko w oko z zębem mądrości | Okropieństwa | Okruchy odgrzebane z lawy | Okruchy życia wygrzebane zlawy | Okruchy życia wygrzebane z lawy | Okrutna losu ironia | Orientuj się na orient | Owczarek | Owczarki afgańskie | Owocożerni | PL jak piekło | PO PiS | POeci wszystkich krajów dzielcie się | Pan Tadeusz | Panie pośle, po chrześcijańsku panu wybaczam | Pańska satyra polityczna jest niegramatyczna | Pendant do pewnego przypisu | Perlikowski | Pewna elastyczność zasad | Pewne jak w banku | Piorunujący piorun! | Po owocach poznacie ich! | Po upadku | Pobożne życzenia | Podpatrywanie Natury | Podroby i inne podróbki | Pokolenie Kainowe | Pokorne ciele | Pokorne cielę | Pokusa | Polak potrafi | Polak potrafi! | Politolog i Politowska | Politycznie niepoprawne! | Polonica | Polonika rycerskie | Polucje i ablucje | Pomarańcze i mandarynki | Pomarznąć dobra rzecz | Pomarznąć dobra rzecz! | Pomoc psychologiczna | Poranna kawka z Kafką | Porąbane marzenia | Potężne i głębokie warstwy pierwotnego mitu | Powieść brukowa | Powszechna życzliwość | Powtórka z cynizmu | Poznaj samego siebie | Prawda | Prawda jest jedna i piękna, ale złożona | Prawda popłaca | Prawdziwa metropolia | Prawi i sprawiedliwi | Prawiezmartwychpowstanie | Prawiezmarwtychpowstanie | Prognoza pogody | Pruski smutek | Przecież cię zjem! | Przedagonalny polski agon | Przegląd sportowy | Przeinaczenia | Przez pychę do pokory | Przeżyjesz to, a pote już tylko grób | Przeżyjesz to, a potem już tylko grób! | Przminęło z wiatrem | Prztyczek | Psiapowiednia Majów | Psubrat | Pustka | Pytanie dość retoryczne | Raczej to nie będzie hit | Radosne gonitwy śnieżnych tygrysów | Radość wędrowania | Rejterada Rejtana | Religie nauczą cie pokory | Res Sacra Pecunia | Romans z pop kulturą | Roots, Rock, Reggae | Rozkosze reinkarnacji | Rozmowa nie na telefon | Rozpacz | Rozpacz na wieki wieków | Rozpacz, która podpełza pod gardło | Ruch i świeże powietrze... | Rybołówstwo cudzołożnika | Rycerz pokalany | Samokrytyka | Samotność egzystencjalna | Sekrety pewnego domu handlowego | Seraphic Flames and Heavenly Love | Siedź na dupie i potakuj! | Somatyka | Somatyka logiczna | Spełniona przepowiednia | Spleśniały ser | Sponsorem tej opowieści jest wydawnictwo Błękitny Wieloryb | Sport to zdrowie | Spowiedź morskiego wilka | Stary Sącz i Nowy Sącz | Stary mafioso | Stołeczne stołki | Stratyfikacja społeczna | Suma sumarum | Sumienie rachunku | Sweet Music and Poetry | Sygnały podprogowe | Szalchetne zdrowie | Szczęśliwa pomyłka | Szekspir do żadnej nie należy epoki | Szkarady | Szlachetna gravitas | Szlachetne zdrowie | Słodycze grafomanii | Słówka | Słówko do słówka, a uzbiera się sówka | Tadeusz Bój Jeleński | Taia chińska podróbka | Takie będą rzeczpospolite jakie tego blogu chowanie | Takie tam, pierdoły | Talking Heads | Tania chińska podróbka | Tatiana | Teorie świata nauki | Terapeutyczie | Terapeutycznie | Thames | The Doors. Uchylone drzwi | The Lion cub | The fruit of beauty and despair | To na pewno nie Lec | To nie żadna filozofia | Tragiczne pożegnania | Transformacja duchowa | Trudna sztuka dialogu | Trudno czasmi coś sklecić | Trzylogia | Trója z polskiego | Twarda rzeczywistość | Ty mi tutaj nie filozuj | Tygrysologia stosowana | Tysiac i jeden ptaków | Tysiąc i jeden kotów | Tysiąc i jeden ptaków | Tysiąc różowych kroliczków | Tęsknica | Tęsknota duchowa | Ubekistan | Ucone księgi | Uczeni ludożercy | Uderzenia losu | Uduchowienie | Umrzeć z miłości | Upadek Pierwszego Człowieka | Uroczy wegetarianin | Uszczelnienie systemu podatkowego | Utrata uzębienia | W czym mogę panu pomóc? | Wciąz powtarza się ta sama historia | Wciąż powtarza się ta sama historia | Wdzieczna muzyka przywraca ład serca | Wesola grafomania z morałem | Wiecej broi dla szaleńców w Teksasie | Wieczne powroty | Wiedza radosna | Wielka wygrana | Wielomówstwo, czyli plaga opowiadania | Wierzba płacząca | Wiosny i jesienie | Witch | Więcej broni dla szaleńców w Teksasie | Wojna totalna | Wpis o kształcie piramidy | Wprowadzenie do kruczków prawnych | Wrzucam wszystko do kosza | Wrzątek | Wspomneinei pewnego wspomnienia | Wspomnienie pewnego wspomnienia | Wspomnienie pewnego wspomnienia | Współczesny filister | Wszystkie rybki | Wszystko na A | Wszystko na sprzedarz | Wszystko na sprzedaż | Wygrana | Węzłowato | Wólka Węglowa | Xin Lu, typowa brunetka o granatowych oczach | Z Nietzschego nic nie powstaje | Z księgi wulgaryzmów | Z rupieciarni myśli | Zaczarowany świat zen | Zanim mnie wrzucą do dołu | Zapowiedź Apokalipsy | Zaraz wracam! | Zasada domniemanej winy | Zaskroniec | Zastał Polskę drewnianą... | Zatrzaśnięte drzwi | Zbaw mie Buddo Amido | Zbaw mnie, Buddo Amido | Zdrowy egoizm | Zegar dziejów | Zestrzelenie księżyca | Zginął z rąk słabej kobiety | Zima się nas nie ima | Zjawiskowe | Znak jaskółki | Zrozumieć wartość tego, co nieużyteczne | Zuch zawsze ochoczy! | Zwierzęta pod postacią ludzi | Zwyciestwo konsumpcjonizmu | Ząb mądrości | ie zabijajcie drzew! | ieosobiście | kosmos | Łagodne prawo, ale prawo | Łagodność tygrysa | Śmiechotki, chichotki | Śmiertelna powaga | Śmierć | Światełko w mroku | Świętość, wziętość, nadętość | Życie jest tragiczne | Życie samo | Życzliwe spojrzenia na całość ogródka | Żyć, nie umierać
RSS
wtorek, 31 grudnia 2013

                          Nie jestem wcale tego pewien.  Ale ile można pozostawać w sferze ducha!

                             "W ukrytym świecie są chmury i deszcz, ale innego rodzaju.

                               Niebo i światło słoneczne też są tam inne.

                               Widzą to tylko subtelni, którzy nie dadzą się zwieść

                               Pozornej pełni zwykłego świata"

                               (Rumi, przekład Tomasz Bieroń)

                             "Ludzie miłujący są ukryci przed ogółem,

                              Jak dobry człowiek otoczony przez złych ludzi" 

                                (Rumi)

                              Epitafium Rumiego

                              "Po mojej śmierci nie szukajcie mojego grobowca na cmentarzu, lecz w sercach ludzi"

                               

       W świecie psychicznej zdrady to pytanie staje się jednym z najważniejszych.  Istnieje też jednak inny świat, a w nim wszystko jest tym, czym naprawdę jest.  

        Mądrość nie zawsze bywa mądra w sposób bezwarunkowy. Tak jest na przykład z pewnym sugestywnym wywodem Seneki.  "Zaniechajmy tego wszystkiego, co nie może  się spełnić, a jeśli może to z wielką trudnością, i dążmy do tego, co jest w pobliżu i wabi naszą  nadzieję. Nie zapominajmy, że wszystkie rzeczy na tym świecie są w równej mierze marne i błahe. Na zewnątrz mają różne postacie, od wewnątrz jednakowo są puste"- powiada Seneka.  Na pewno lepsze to od taniego optymizmu.  Jednak uważać wszystkie rzeczy za marne i błahe, a zatem niegodne naszych pragnień, to znaczy patrzeć na życie z perspektywy śmierci i jej spokoju.  A kierować się ekonomią najmniejszego wysiłku, rezygnując z tego, co sprawia nam trudność i wybierać to, "co jest w pobliżu i wabi naszą nadzieję", to przeżywać życie bez miłości.  Pogoda ducha i spokój rezygnacji mają czasami zbyt wielką cenę.    

        O dwunastej wyda ostatnie tchnienie...Pomyśl o ludziach, którzy nie dożyli jego końca lub musieli go przeżyć w samotności, bez swoich najbliższych.  

             Zostanie po mnie tylko miazga, jak po rozgniecionym owadzie.   Na razie jeszcze przebieram łapkami i wyciekają ze mnie soki.  Nie sądzę, aby to kogoś mogło zaciekawić.  Chociaż przyrodników nie brak...   

poniedziałek, 30 grudnia 2013

            "W zamglonym świetle Londyn wydał się zbiorowiskiem grobowców, pośród których tłumy duchów się snuły."

            (S. T. Coleridge)

            

niedziela, 29 grudnia 2013

            Śnigrobek, to neologizm Leśmiana, a Gnębon Puczymorda to postać z Witkacego, z którego obfitej spuścizny nie od rzeczy będzie przypomnieć  autorskie przekleństwo:

                                                             PURWA JEGO SUCZ! 

            Poza tym jest jeszcze prokurator Scurvy i kilka innych równie wyrazistych postaci oraz miejscowość Mordowar. 

            Ja zaś cały czas uciekam przed Dusiołkiem, którego "potworzył" Pan Bóg, na równi ze szkapą i wołkiem. 

            Poza tym w okolicy roi się od włóczyzmór "w swym konaniu zwinnych". 

            Sam już nie wiem, gdzie jestem.  Na "Manowiec", czy na "Wiekuistej". Chociaż sądząc po świetle...Wszyscy już chyba zasnęli...

           

           

               ...oplatał moją mamę pajęczyną poezji jak pająk.  Aż w końcu nie wytrzymała i zawołała:

               - Ildefonsie, mam dość twoich czarów!  

               Co było dalej?  Nie wiem!  Nigdy już Mistrza nie spotkałem.  Czasami jestem zielony, jak ta gęś. 

               A może tak wcale nie było?  Chociaż, jeśli wierzyć Pajęczynowskiemu...

           - Nie będę dawała kotu jedzenia przez pół roku, ani nie podleję kwiatów.  Kot i tak będzie mnie potrzebował, a kwiaty będą rosły.

             Na razie ich nie wyrzucam, ale kot mnie znudził.  Wciąż mnie tylko molestuje o wodę i liże.  Nie dam mu.  Nie rozumie, że mam własne

             życie i chcę być wolna.  Zresztą wiedźma mi i tak nie pozwoli - powiedziała Isia.  

           - Jaki będziesz miała pożytek z martwego kota i z uschniętych kwiatów? - spytał Czarodziej Kawabata - Wiedźma też cię potrzebuje i

             nie musisz się jej wcale bać.  Powiedz jej, że inni też mają prawo do życia. Niech żyje i pozwoli żyć innym.  

           - Nie będę ciebie słuchała - rzekła Isia -  Mam swoje zdanie. Wkrótce będę miała o wiele lepszego kota i piękniejsze kwiaty.  Podlewanie było dla mnie traumą.  

           - Czujesz się wolna?  - spytał jeszcze Czarodziej przymrużając lewe oko.

           - Nie mogę z tobą rozmawiać, bo zaraz wejdzie tu wiedźma.  Mama lubi tylko, kiedy mam w ręku miotłę - zakończyła Isia.

           Kot zdechł.  Kwiatki uschły. A Czarodziej odleciał.  Isia siedzi na podłodze i bawi się zabawkami.  Jest bezpieczna. Za chwilę wiedźma

           znowu wyda jej jakiś rozkaz. Słuchanie rozkazów to najlepsza droga do wolności.  "Posłuszna dziewczynka" - mogłaby by powiedzieć mama,

           ale po co?  Czy nie lepiej wrzasnąć? 

                    "Są ludzie, którzy wcale nie błądzą, bo nie podejmują nic mądrego w życiu.

                    "Nie ma większego skarbu nad wartość dnia."

                    "Nie ma nic gorszego niż aktywna głupota."                    

                      (Goethe)

        Według Goethego wartość człowieka poznajemy po tym, czy czyni to, czego wymaga od niego chwila.  Jednak nie każda aktywność jest tak samo dobra.  Istnieje bowiem też i aktywna głupota...Ale nie jest również dobrze nigdy nie błądzić i niczego nie odnajdywać.  Trochę zdziwiony zajrzałem do tego tomu dzieł zebranych Goethego, książki, której wcale nie szukałem, a przypadkowo tylko wpadła mi w ręce.  Lubię takie nieoczekiwane odkrycia. W tomie tym odnalazłem też pewną kartkę, którą ktoś pozostawił tam przed laty - żywy ślad czyjejś nadziei i miłości. Wzruszyła mnie bardzo i pomyślałem - nic się nie zmieniło i u kresu życia odnajduję radość początku.              

sobota, 28 grudnia 2013

                                                       "Jest po prawej stronie źródło,

                                                        obok niego stoi biały cyprys:

                                                        tam dusze zmarłych schodzą się ożywić.

                                                        Blisko tego źródła nie podchodź."

                                                        (Z tabliczek orfickich, przekład K. Sekita) 

      Jeśli nie byłem nigdy w zaświatach, to skąd pamiętam ten biały cyprys?   Może błąkając się po Toskanii szedłem niegdyś cyprysową aleją i wtedy mój wzrok natrafił na drzewo, które spalił piorun.  Było białe od popiołu.  Pioruny zwykle nie uderzają w taki niskie drzewa.  Musiała się więc nagromadzić jakaś ogromna moc.  Podchodząc do tego drzewa prawie potknąłem się o pożółkłą czaszkę.  Pomyślałem od razu, że to czaszka poety, choć nie zdobił jej żaden wieniec.   Jakiś pies z kulawą nogą podszedł do mnie i ukazał mi swą dziwną twarz.  Kiedy jednak próbował szczeknąć, jego głos zamarł w podksiężycowym mroku.  Cisza była tego wieczoru wielka, choć to był sierpień.  Donna Cecylia zatrzymała się obok mnie i ujmując czaszkę w dłonie powiedziała:                                     

                                                      - Biedny rozbitku, skąd ty się tutaj wziąłeś na tej drodze. 

       Donna Cecylia miała oczy, jak miód i nikt tak chyba delikatnie nie stąpał po ziemi, muskając ją błękitną suknią.  Obejmowała przez chwilę głowę poety, a potem ucałowała ją i cisnęła w dół - droga bowiem wiodła nieco powyżej łąki.  Czaszka tłukła się jeszcze trochę i obijała, aż całkiem znikła. Błądziliśmy dalej w księżycowej poświacie.  A ja spytałem Cecylkę, czy znała tego jegomościa.

                                                      - Owszem - powiedziała - uczył mnie starożytnej filozofii i wady wymowy, a także jąkania.

                                                      - Nie wątpię Najpiękniejsza Istoto na Tej Ziemi, że nauczył cię wspaniale dukać i połykać słowa. 

                                                        A Platona i Cycerona masz w małym palcu.

                                                      - Możesz to sprawdzić - powiedziała Donna Cecylia i podała mi do ucałowania swoją jedwabną dłoń.

       Poczułem nagle słodycz jej maleńkiego paluszka, wzniosłem więc oczy ku przysłoniętemu mgłą niebu jej twarzy, ale wtedy właśnie me serce przeszyła pełzająca jak wąż błyskawica.  Zdrętwiałem i umarłem, a moje serce spopielało.  Znam swoje wszystkie przeszłe żywoty, ale ten wspominam najrozkoszniej.  Może z powodu upojnej aury, jaka tam panowała lub melancholii wieczoru.  Już w następnym wcieleniu ułożyłem Symfonię żałobną dla pięknej Donny Cecylii, którą właśnie chowano. Jednak nie była to ta sama Donna Cecylia, lecz jej córka.  Kiedy biskup odprawiał mszę, do katedry wbiegł pies z kulawą nogą i próbował zawyć, a później łasił się w nogach sarkofagu, w którym umieszczono ową damę i  skamlał, lecz jego głos pozostawał niemy, dopóki go stamtąd nie przegnano.  A malutka dziewczynka, która stała obok mnie, z lewej strony, bawiła się czaszką, której wygląd doskonale zapamiętałem, podrzucając ją jak piłkę lub unosząc nad sobą w dłoniach. Bo trzeba ci wiedzieć, że czaszka ta była złota.  Nie mogła to być zatem czaszka nikogo innego, tylko owego poety, którego ujrzałem o zmierzchu poprzedniego żywota.  A kiedy wyszedłem wraz z orszakiem z katedry ktoś schwycił mnie mocno za prawą dłoń:

                                                      - Pamiętasz mój paluszek? - ale w dłoniach czułem tylko podmuch wiatru.

       "Nadajmy innym status cieni, a wówczas łatwo rozdzielimy się z nimi. Jeśli jesteśmy na tyle niemądrzy, by wierzyć, że oni  i s t n i e j ą, narażamy się na niewyobrażalne pomyłki. Zdobądźmy się na trochę trzeźwości a zrozumiemy, że wszystko, co nam się przytrafia, wszelkie zdarzenia, a także wszelkie więzi są niesubstancjalne; jeżeli zaś istnieje jakaś mądrość, to jej zadaniem jest uświadamiać nam, jak to wspaniale krążyć wśród zjaw."

        (Emile Cioran, przekład Ireneusz Kania)

        Rozdzielić się można łatwo.  Kiedy inna osoba jest dla nas tylko cieniem, to nie zastanawiamy się, czy jest tą osobą, którą była i dlaczego nienawidzi nas lub sztywnieje na nasz widok, chociaż wcześniej nas kochała, a może i nie kochała...A kiedy osoba ta umiera, to już naprawdę jest tylko cieniem dawnej osoby, a czy można lgnąć do cienia?...Cienie nie mają stałej tożsamości i w ten sposób udaje się nam ominąć pajęczą sieć rozpaczy i przygnębienia.  

        Jednego tylko nie potrafimy - kochać.  Bowiem miłość do cieni jest raczej metafizyczna niż realna.  Budda powiada: "To co się kocha jest tylko źródłem cierpienia".  Jeśli tak, to matki powinny się dwa razy zastanowić, zanim urodzą dziecko, które przecież będzie cierpieć i kiedyś umrze, a kochankowie cztery razy, zanim się ze sobą splotą w miłosnym uścisku.  (Świat bez matek, kochanków i dzieci byłby jednak trochę smutny i wyludniony)...Wobec cienia nie musimy się też za nic czuć odpowiedzialni. Wszystko przecież płynie i nie można dwa razy pokochać tego samego cienia (jak mówią)...

        Nie jestem też do końca pewien, czy przekonanie o niesubstancjalności wszystkich rzeczy jest wyrazem trzeźwości. 

           

                                 A.   Dzwonowi...

                                 B.   Dzwonieniu...

                                 C    Dzwońcowi...

      Wybierz poprawną odpowiedź i wygraj milion złotych!  (Aby wygrać milion złotych lub więcej, wystarczy wypełnić kupon lotto dostępny w każdej kolekturze i powiadomić nas SMS-em o jego wysłaniu pod numer 64818).

Pani Tekla do męża: - Ciekawe komu bije ten dzwon?  Pijakowi nie, bo mu nie dzwoni żaden dzwon, mnie nie, bo opłacam wszystkie rachunki...

może bije on Tobie?  Przecież Ty nie pijesz...

Mąż: - Wiesz, że dzwonią Teklusiu, ale nie wiesz, w jakim kościele. 

Pani Tekla: - Ale tutaj jest napisane wybierz poprawną odpowiedź.  Zakreślam C.  A ty Mietek biegnij do kolektury. Mam w tym tygodniu spore wydatki.

Mąż:  - Ja tam wolałbym tójkie, żeby chociaż na ten keliszek chleba było...              

                                    

        "W zaroślach po drodze do parku Midori nadepnęłam na węża" - tak zaczyna się opowiadanie Hiromi Kawakami, laureatki kilku japońskich nagród literackich.  To bardzo interesujące opowiadanie.  Ale mnie ono skłoniło do napisania własnego, chociaż znacznie krótszego i mniej fantastycznego.  Być może nie uda mi się go dopowiedzieć do końca.  Ale wtedy zakończy się trzema kropkami.

         Była zima, kiedy wybraliśmy się z B. na Hampstead Heath i przy samym wejściu do parku (nie głównym wprawdzie), którym przechadzał się niegdyś poeta Keats i gdzie znajduje się siedziba Lorda Mansfielda, zobaczyliśmy dziesiątki białych króliczków.  B. była trochę wstawiona, ale ja byłem trzeźwy i te króliczki liczyłem.  Biegały jednak w tę i z powrotem, tak, że w końcu nie wiedziałem, czy jest ich osiemdziesiąt, czy może trochę więcej.  Księżyc świecił na jasnym niebie i lekko prószył śnieg.  Nie zauważyliśmy nawet, że na ogłoszeniu przy wejściu umieszczono zdjęcie japońskiej studentki, którą ostatni raz widziano któregoś wieczoru w tym parku.  Zobaczyliśmy je dopiero wracając późno w nocy.

                                   - Wydaję mi się, że już ją gdzieś spotkałam  - powiedziała B. - Może na wyprzedaży książek z biblioteki? 

                                   - Ja też ją gdzieś widziałem - odpowiedziałem nieco zmieszany. 

          Minęło może pół minuty, kiedy B. spytała, wpatrując mi się prosto w oczy:                                   

                                   - Zamordowałeś ją? Wiesz, że ją znaleźli?  Czytałam o tym w szmatławcu -

                                   - Przecież nigdzie nie ruszam się bez Ciebie - przypomniałem.

          Wracaliśmy już ulicami.  Śnieg przestał padać i bałem się, że niedługo już zrobi się widno i że ten świt porazi mnie swym światłem.  Nie wyobrażałem sobie niczego gorszego.       

                                   - Tamtej nocy, kiedy wróciłeś o wpół do czwartej.

                                   - Byłem wtedy z tą Mitsuko.  Opowiadałem ci o niej.  To miła dziewczyna.  Bardzo się tobą interesowała.

                                   - A jak ma na imię ta dziewczyna? - spytała B.

                                   - Nie mam pojęcia -

                                   - To przeczytaj!  -

                                   - Przeczytałem  - powiedziałem.

             Szliśmy dość długo w milczeniu i dopiero przy otwieraniu drzwi B. spytała:

                                   - Zabiłeś Mitsuko Yasunari?...Mnie to byś nie udusił.  Zazdroszczę jej!

                                   - Nigdy nikogo nie zabiłem - broniłem się - Czy nie moglibyśmy porozmawiać o tych króliczkach? Były takie urocze!

                                     A potem nagle znikły.            

            B. ugotowała nudle i zaprosiła mnie na kolację, odrywając tym samym od książki i muzyki Mozarta.  

                                   - I wszystko miała malutkie, prawda? - pytała - Malutkie paluszki, malutkie stópki, malutkie usteczka...

            Dość długo wyliczała wszystko, co mogło być małe, aż doszła do miejsca, o które jej w tej zabawie chodziło.

                                   - Ciasną miała szparkę? - spytała.

                                   - Nie mam pojęcia - odpowiedziałem.                                    

                                   - Przysięgasz, że jej nie widziałeś? - zasyczała nagle jak kotka.  

                                   - Jak wiesz, uciekłem od niej, bo nie chciałem, żebyś na mnie czekała.                     

                                   - I dlatego wróciłeś o wpół do czwartej?  Ze śladami szminki na szyi...

                                   - Nie było autobusu.  Wiesz jak tutaj jest z nocnymi.

                                   - Udusiłeś ją? - 

                                   - Ja jej w ogóle nie znałem.  Tamta wyglądała inaczej.  Dała mi swój telefon - możesz do niej zadzwonić.

                                   - Jak na mordercę jesteś wyjątkowo spokojny - zauważyła B. 

                                   - Jak na mordercę - tak - zgodziłem się - Ale ja jej przecież nie zabiłem. Jak mogłem zabić kogoś, kogo nawet nie widziałem!  

            Leżeliśmy już w łóżku utworzonym z jakiegoś wyjątkowo szerokiego niebieskiego materaca, a mnie ogarnęła senność. 

                                   - Zimno mi!  Ogrzejesz mi trochę dupę? -  spytała B.

            Nie byłem zachwycony jej propozycją, jednak przywarłem brzuchem do jej pleców i mimo przykrego uczucia chłodu zasnąłem nawet na chwilę, ale B. obudziła mnie i spytała:  

                                   - Czy mógłbyś mnie udusić?  Ale tak, jak ją udusiłeś...No, przyduś mnie trochę!   

                                   - Nie chcę Cię dusić, ale jak mi powiesz, jak mam to zrobić, to oczywiście, chętnie - chciałem być dla niej miły.

                                   - Pewnie miała cieniutką szyjkę.  Żebyś się tylko nie zmęczył!   

                                   - Poduszką? - spytałem.

                                   - Możesz palcami - powiedziała i naprawdę rozmarzyła się - Chcesz, to ci pokażę, jak.  Masz tu rękawiczki. 

             Położyłem się na plecach, a B. zaczęła mnie dusić.  Trochę za bardzo wczuła się w rolę, ale pod koniec zabrakło jej trochę sił.                                  

                                   - A teraz Ty!  - rozkazała.

                                   - Ale ja tego nigdy nie robiłem -

                                   - Dasz radę!  - zachęcała. 

             Śmierć B. zaskoczyła mnie.  Prawdę mówiąc wczułem się prawie w rozkosz prawdziwego mordercy.  Przeleżałem przy niej do rana, a następnego dnia popołudniu byłem już we Wrocławiu, a potem w Krakowie i stamtąd wróciłem pociągiem do Warszawy.  Byłem przekonany, że mam doskonałe alibi. Nie mogłem udusić Mitsuko Yasunari, bo B. zmarła w zupełnie inny sposób.  Inna była zapewne też sama technika duszenia, co na pewno wykryją.  Okaże się też pewnie, że to nie ja - A.  zabiłem B., lecz zwykły zawał.  Dusiłem ją, ale ostatecznie nie udusiłem, mimo to B. zmarła, jednak Wysoki Sąd nie dopatrzy się związku między tymi dwoma zdarzeniami, a sam czyn zakwalifikuje jako usiłowanie zabójstwa na życzenie ofiary.  Rozumowanie to podnosiło mnie na duchu.  Od tego czasu męczy mnie jednak pewien straszliwy sen.  W środku nocy skrada się do mnie B., zakłada czarne rękawiczki i dusi mnie tak długo, aż zaczynam rzęzić.  Przyznam się, że z opresji ratuje mnie dopiero, budząc z owego snu Mitsuko Yasunari, z którą ożeniłem się po śmierci B.  Ale, czy ratunek nie bywa czasami zagładą?

                                   - Pozbyłam się rywalki! - śmieje się i pyta, czy przynieść mi kawę do łóżka.  

                                   - Uduszę cię chyba, jak będziesz tak żartowała - mówię.

                                   - Sama nakleiłam to ogłoszenie - chichocze rozbawiona Mitsuko i pochyla się nade mną nakładając rękawiczki.

              Zawsze uważałem, że ta historia jest zmyślona, jednak...                   

        Wracając dziś w nocy do domu prawie zamarzłem.  W ciągu dnia nie było chyba zimno, ale skoncentrowany na tym, co chciałem komuś zakomunikować, zapomniałem o tym, że mam również ciało.  Zdarza mi się to ostatnio dość często.  Jednak dzisiaj od rana czułem się fizycznie źle, a późniejsza rozmowa z kimś skierowała moje myśli ku chłodowi śmierci. Starałem się przestać o niej myśleć, ale wyglądałem chyba dość nieszczęśliwie, bo jakaś młoda dziewczyna powiedziała do swojego chłopaka:

                                                  -  Boże, jaki on musi być samotny!  Strasznie mi go szkoda.

        Rozejrzałem się dookoła.  W tym miejscu byłem tylko ja, a oczy dziewczyny nie pozostawiały wątpliwości. Wpatrywała się we mnie naprawdę współczującym wzrokiem, wzrokiem, który zdawał się tłumaczyć jej obcesowość.  Na szczęście chłopak nie odezwał się.  Kiedy się oddalili - dusza moja zdążyła już powrócić do ciała i ruszyłem dalej krokiem nieco szybszym,  pocieszając się tym, że przecież nie widzieli mnie roniącego łzę, ale raczej zatopionego w kontemplacji.  Poruszałem się powoli. Może, kiedy przechodzili, przystanąłem na chwilę i wystukiwałem coś w telefonie?  

        Ludzie bywają mili.  Dzisiaj dostałem w sklepie mleczko kosmetyczne gratis.  Było przecenione, ale ja dostałem je za darmo wraz z uśmiechem kasjerki.  Może nawet podświadomie marzyłem o tym mleczku?  Kosztowało ze dwa razy więcej niż cały mój zakup.  A na dzień przed wigilią jakaś dziewczyna zostawiła mi pierogi wyniesione z restauracji, w której pracowała.  I oczywiście uroiłem sobie, że kobiety mnie lubią, bo jestem sympatyczny. (Wiem, że to prawda, ale wolę sobie czasami to wyobrazić). 

        Kiedy myślę o miłości, często mi się przypomina fragment z czyjejś recenzji sztuki Czechowa: "Każdy kogoś kocha, ale każdy kogoś innego, nie tego, kogo sam kocha i wszyscy są nieszczęśliwi".   Uwielbiam Czechowa.  Dociekałem nawet kiedyś, jak w języku oryginału mógł brzmieć jego aforyzm:  "Kto mało i leniwie pierdoli, ten na starość zostanie impotentem."  Czechow był pracowitym człowiekiem, pisarzem, lekarzem, sporo podróżował...Aż trudno sobie wyobrazić, że te słowa mogłyby się odnosić do niego samego.  Lekarze chyba dobrze wiedzą, że dusza jest w ciele. A pisarze, że czasami nie można o czymś mówić ze śmiertelną powagą.  

        ...zawiesił się gdzieś nad moim ulubionym białym kubkiem z gałązką oliwki.  Nitki, po której się wspina, w ogóle nie widzę.  Może czeka mnie szczęście?

        Nawet Mitsuko zapomniała mi dzisiaj obsikać łóżko.  Muszę Jej zwrócić uwagę na to niedopatrzenie...

piątek, 27 grudnia 2013

                    

                    

           Półmrok spytał Północy: - Dlaczego nie śpisz?

           - Śpię dopiero po północy - odpowiedziała Północ - A ty dlaczego nigdy nie śpisz?

           - Bo tylko w połowie jestem mrokiem - rzekł Półmrok - I moja jasność zawsze

           mnie budzi.  

 

 

 

           Nazwisko Bernstein wiele dla mnie znaczy.  Nosił je nie tylko słynny dyrygent i kompozytor, ale też pewien szachowy arcymistrz, i kilka innych godnych szacunków postaci.  Niestety, nosi je też znany psycholog kliniczny, felietonista i doradca biznesowy Albert J. Bernstein, autor poczytnej i nie pozbawionej sensu książki "Wampiry emocjonalne".  Przeczytałem już kilka równie dowcipnych książek na ten temat, aby zorientować się, jakim sam jestem wampirem i kto z moich bliskich jakim jest, bo wszyscy jesteśmy przecież emocjonalnymi wampirami. Chciałem więc tylko nieco rozszerzyć swoją wiedzę.  Jednak pewna sugestia Bernsteina wzbudziła we mnie głębokie politowanie.  Według Bersteina miarą wartości życia jest materialny sukces, a na szacunek społeczny zasługuje nie ten, kto coś istotnego tworzy, ale  w y ł ą c z n i e  ten, kto potrafi to sprzedać.  Dopiero o takim człowieku można powiedzieć, że jest emocjonalnie i społecznie dojrzały, i że zasługuje na miłość.  Obawiam się, że sugestia ta nie jest, jak można by przypuszczać,  rezultatem swoistego daltonizmu, ale świadomą manipulacją.  Chętnie nazwałbym więc Bersteina wampirem intelektualnym, bowiem wysysa ludziom mózgi z wrażliwości i zdrowego rozsądku.  "Rozpoznaj "wampiry" i naucz się z nimi walczyć"  - głosi reklama książki.  Jednego już rozpoznałem!                        

         Obok tych najbardziej znanych - skrzypcowych, najpiękniejsze są koncerty wiolonczelowe, obojowe, fletowe i koncerty "con molti instrumenti".  Magiczne są też koncerty smyczkowe, koncerty na fagot, mandolinowe i lutniowe, i koncerty na violę d'amore. (Wszystkie je możemy sobie przypomnieć dzięki dobrodziejstwu francuskiej firmy Naive, która przedstawia je w najlepszych obecnie włoskich wykonaniach, chociaż piękne są też nagrania orkiestry Hogwooda). 

         Co w tych innych koncertach jest takiego, czego nie ma w skrzypcowych?  Przede wszystkim dodatkowy kolor, jaki dają instrumenty dęte, w tych koncertach, w których zostały użyte.  Koncerty na instrumenty strunowe mają natomiast w sobie szczególną słodycz, a koncerty wiolonczelowe głębokość brzmienia i szlachetność.  Te ostatnie to chyba najpiękniejsze orkiestrowe utwory Vivaldiego.  Z kolei, "Concerti di Dresda", skomponowane dla kapeli w Dreźnie, mają obsadę instrumentalną przypominającą "Koncerty Brandenburskie".  Kiedy przypominam sobie całe to cudowne bogactwo brzmieniowe muzyki Vivaldiego i jego siłę ekspresji, to ze smutkiem myślę o tym, że prawie nikt ich nie słucha, choć tak wiele jest utworów pełniejszych i ciekawszych od tych czterech koncertów, które znają wszyscy.  Niektóre z nich są zachwycająco piękne.  Nie jest to na ogół muzyka programowa - jednak jej nastrój jest niepowtarzalny. Bardzo znanym programowym utworem Vivaldiego jest koncert fletowy "La notte" (Noc). Składa się on nie z trzech, lecz z pięciu części. 

        Pod koniec życia, a nawet sporo wcześniej, Vivaldi zdał sobie sprawę, że muzyka tworzona w Wenecji wychodzi z mody i że wszyscy podziwiają szkołę neapolitańską.  Jednak późne koncerty skrzypcowe Vivaldiego, choć technicznie bardziej wymagające i opracowane, a także zawierające sporo nowych idei, nie mają przeważnie melodyjności, świeżości i uroku wcześniejszych i są czasem zbyt wirtuozowskie, a mówiąc już całkiem otwarcie - nie przepadam za nimi.  Jednak ich istnienie ośmiesza słowa Strawińskiego, że Vivaldi skomponował tylko jeden koncert w kilkuset wersjach.

        Prawdziwą perłą muzyki instrumentalnej Vivaldiego (który, jak wiadomo, komponował przede wszystkim opery, a także muzykę sakralną) są jednak nie koncerty, lecz sonaty wiolonczelowe, chyba najpiękniejsze i najgłębsze kameralne utwory całej muzyki baroku oprócz, oczywiście, tych, które skomponował Bach. Posłuchaj kiedyś "Preludio: Largo" z szóstej sonaty B-dur, a usłyszysz tam najpiękniejszego Bacha, jakiego usłyszeć można!  A przecież to Bach jest z Vivalidego, a nie Vivaldi z Bacha.  * (Najpiękniejszym znanym mi wykonaniem tych sonat są nagrania Christopha Coina z Christopherem Hogwoodem, z towarzyszeniem jeszcze trzech innych muzyków dla firmy Decca (seria L' Oiseau Lyre) z lat 1989 i 1991. Ale piękne są też nagrania Bylsmy/Sony Music 2000 i Roela Dieltiensa z Ensmble Explorations/Etcetera Records 2009.  Wszyscy ci wiolonczeliści są wybitnymi muzykami.  Bylsma nagrał, jak wiadomo, chyba najlepsze z istniejących wykonań suit wiolonczelowych Bacha, Dieltens znakomicie brzmiące koncerty wiolonczelowe Vivaldiego, a Christoph Coin jest nie tylko znanym wiolonczelistą, ale i dyrygentem, a także duszą doskonałego kwartetu smyczkowego - Mosaique, który wsławił się szczególnie interpretacjami kwartetów Haydna i Mozarta.  O wartości interpretacji Coina nie decyduje jednak wyłącznie sama biegłość i umiejętność wczuwania się w styl wykonywanej muzyki, ale przede wszystkim jego cudowne wyczucie szczerej melancholii, która nadaje tym utworom wartość kontemplacyjną).   

        Kiedy w ostatnim roku mojego żywota groziła mi w wyniku utraty etatowej pracy bezdomność i zaczynałem się powoli przyzwyczajać do czekającej mnie konieczności odnajdywania na śmietniku pokarmu innego niż duchowy, wyniosłem z domu prawie wszystkie płyty z muzyką Vivaldiego, bowiem cała ta kultura miała mi już przestać być potrzebna, podobnie jak ja, jej nosiciel, przestałem być potrzebny światu.  W sposób zatem nieunikniony myślałem o śmierci, a nie o karnawale w Wenecji.  Zmienny jest czasami ludzki los i nie sposób go przewidzieć.  A neoliberalna doktryna niszczy wszystkich równo, rzucając ich na mętną, a czasem i brudną wodę konkurencji o przetrwanie.

czwartek, 26 grudnia 2013

              Na rzece Zambezi jest wodospad, który jest jednym z cudów świata. Spotkało się tam kiedyś dwóch mędrców:

                              - Kiedy patrzę na ten wodospad i widzę na niebie tęczę, to czuję, że to ja jestem sprawcą tego cudu.

                                Pewnie stuknąłem w tym miejscu swoją laską.  Czy jest coś piękniejszego?

                              - Zapytaj o to świętych drzew i wędrownych duchów.  Po co przelewać z pustego w próżne, jak ten wodospad?

                                Prawdziwa mądrość nie piętrzy się, niczego ze sobą nie porywa i nie krzywdzi żadnej istoty.  

                              - I może jeszcze żal ci tych kropelek wody, które spadły. Oj, bardzo się chyba potłukły!

                              - Żal mi słońca, które świeci nad tym wodospadem, tworząc jeszcze jedną iluzję. I gwiazd, które mienią się

                                nad tą żałosną przepaścią. I ciszy, którą zniszczył ten huk.

                - To prawdopodobnie samobójstwo.  Róża poraniła się swoimi cierniami. Wnioskuję o umorzenie - powiedział inspektor Kraemer .   

                - A może przyczyną jej śmierci było zamarznięcie?  Ściął ją szron...

                - Nic mi o tym nie wiadomo - rzekł inspektor - Róża przebywała stale w klimatyzowanym pomieszczeniu.

               

               

          W "Filozofii japońskiej" Blockera i Starlinga jest bardzo interesujący dla mnie cytat z najważniejszego filozofa tzw. szkoły narodowej Motooriego (1730-1801).  Motoori pisze:

          "Po swojej śmierci człowiek musi zostawić wszystko za sobą[...] i odejść na zawsze ze świata, który znał. Musi nieuchronnie udać się do tej odrażającej krainy śmierci - jest to fakt czyniący śmierć najsmutniejszym ze wszystkich wydarzeń[...]Niektóre zagraniczne doktryny uczą, że nie powinno się myśleć o śmierci jako o czymś głęboko smutnym. [...] Są to teorie do cna fałszywe, sprzeczne z ludzkim odczuciami i podstawowymi prawdami. Nie radować się tym, co radosne i nie smucić tym, co smutne, nie dziwić się temu, co niecodzienne, , słowem, uważać, że lepiej jest być nieporuszonym, niezależnie od tego, co się dzieje, są to zagraniczne oszustwa i błędy.  Są one niezgodne z ludzką naturą i skrajnie wstrętne dla mnie."

          Jak odbieram te słowa?  Nie podoba mi się wroga retoryka odrzucająca "zagraniczne oszustwa i błędy" oraz wyrażona na końcu deklaracja odrazy wobec nich.  Słowa te również mocno godzą w bliskie mi przez wieki całe filozofie buddyzmu i stoicyzmu, a co więcej godzą w sens filozofii samej (jako myślenia autonomicznego w stosunku do naszych przeżyć). 

          Poza tym jednak są mi bardzo bliskie.  Zmodyfikowałbym więc chętnie przedostatnie zdanie i powiedział tak: "Nie radować się tym, co radosne i nie smucić tym, co smutne, nie dziwić się temu, co niecodzienne, słowem, uważać, że lepiej być nieporuszonym, niezależnie od tego, co się dzieje, to oddalać się od życia i nadawać słowom podwójny sens, jakby coś mogło zarazem być i nie być dobrem lub być i nie być złem, co jest dla mnie niepokojące."  Filozofia słusznie wprowadza dystans wobec naszych przeżyć, ale zachowywanie dystansu nie powinno być zaprzeczaniem ich istnienia i naturalnego sensu.           

          Mój rozum i serce buntują się natomiast całkowicie przeciwko tym oto słowom japońskiego filozofa:

          "Ludzkie serce jest skłonne do miłości; nikt jej nie uniknie. I kiedy ona ogarnie człowieka, zawładnie nim, to, czy jest on mądry, czy głupi, będzie się zachowywał niemądrze, irracjonalnie, na przekór samemu sobie, aż straci zupełnie nad sobą kontrolę[...] i wyniszczy swoje ciało oraz zaprzepaści reputację. I tak się dzieje, pomimo, że zdajemy sobie sprawę, iż takie zachowanie jest złe i że trzeba się strzec przed niszczącym zauroczeniem. Ale nie każdy człowiek jest mędrcem [...] I człowiek, nawet gdy świetnie wie, że działanie przeciwne temu, co dyktuje mu rozum jest złe, nie potrafi się kontrolować."

          Dlaczego nie potrafiłbym poddać się jarzmu tych słów?  Bo istnieje rozumna miłość i nie ma żadnego dowodu na to, że niepokój i cierpienie miłości muszą być złem.  Gdyby miłość prowadziła zawsze do szaleństwa, wyniszczenia ciała i ruiny, to połowa ludzkości składałaby się z szaleńców, a życie na Ziemi ustałoby.  To prawda, że miłość łatwo może nami zawładnąć i pchnąć nas w kierunku, nad którym nie mamy kontroli.  Ale jeszcze wyraźniej widać, że Motooriemu chodzi o destruktywna miłosną namiętność i o miłość nieszczęśliwą lub taką, w której człowiek zaprzecza samemu sobie, jakby innej miłości nie było.  Jest i nie musi być nieszczęśliwa, choć oczywiście bliskość drugiej osoby jest dla nas zawsze sporym wyzwaniem. Prawdziwa miłość istnieje, gdy zauroczenie mija (co według psychologów zajmuje podobno zwykle od roku do czterech lat).  Od strony czysto psychologicznej istotne jest to, aby nauczyć się kochać w sposób, który nie pociąga za sobą nadmiernej zależności emocjonalnej.

          Wygodnie jest niszczyć miłość, bo zyskuje się wtedy chętnych do realizacji obowiązku...Nawet, jeśli jest to obowiązek, który czyni z nas kamikadze lub odbiera nam poczucie sensu istnienia.  

środa, 25 grudnia 2013

                            "Nikt nie może przeskoczyć swego cienia; ale poeci przeskakują śmierć".

                            "Miłość jest duszą życia, a muzyka życiem duszy."

                             (S. T. Coleridge)

        Wystarczy to przeczytać, aby poczuć się trochę raźniej.  Dlatego, kiedy miłość nie ożywia już duszy, nie mamy też potrzeby słuchania muzyki.   A kto nie jest poetą, ten potyka się o własny cień.   

        Dlaczego wolimy żyć świecie pozorów niż w świecie prawdy? - pytał pewien mistyk.  Bo to, co rzeczywiste zbytnio nas absorbuje i jest dla nas źródłem nie tylko radości, ale i niepokoju.  Nie ma miłości bez niepokoju.  Poczucie bezpieczeństwa jest jednak tak podstawową potrzebą, że miłość przestaje być ważna i zamiast otwierać - zamykamy się, sztywniejemy i uciekamy.  Ale poczucie bezpieczeństwa jest iluzją.  Jest szczęśliwy i beztroski dzień - jak pięknie świeci słońce! - gdy złośliwy (i głodny) wąż skrada się do kołyski pisklęcia, a rodzice "ofiary" przylatują zbyt późno. Buddyści mówią, że życie jest jak przyczajony tygrys i że prawdziwa wolność polega na tym, że ktoś potrafi się odnaleźć, kiedy jest wyrzucanym z gniazda.  W jednej chwili możemy utracić wszystko, czym żyliśmy.  Kiedy jaszczurki są czymś zaniepokojone, biegają w tę i z powrotem, a potem chowają się do swoich norek.  Lękamy się życia i staramy się przed nim ukryć, a wtedy całe piękno miłości znika, jak poranna mgła...Jak trudno czasami odnaleźć w sobie ufność wobec życia, a bez niej nie potrafimy kochać... 

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 6