Kategorie: Wszystkie | "Dziewczyny, bądźcie dla nas dobre na wiosnę" | ...bez końca | 0 | 100O i jeden Rabinów | A Puszkina też zapuszkują? | A moze to tylko pomieszanie zmyslow | A nie lepiej być purystą? | Aaaaaaaaaaaaaa...aalfabeta | Ach, gdzież jest litość lub wspolczucia pozór? | Ach, gdzież jest litość lub współczucia pozór? | Adam Mic - Kiewicz | Adaś i Ewka | Aforystyka | Amerykański sen | Autopsychoterapia | Bez sensu to to! | Bez szaleństwa... | Bezmyślne okrucieństwo | Bezradność | Biedna Szymborska | Biedny Kapturek! | Bliźni miłości | Bliźniego miłość... | Blondyn | Blue Bossa | Bojaźń i drżenie | Bratnie dusze | Bruner, ty świnio! | Buddyzm w życiu codziennym | Bóg mi poskapił tej anielskiej miary... | Bóg mi poskąpił tej anielskiej miary... | Bójstwo samo | Caritas | Chiziofrenia | Choroba na śmierć | Chwila ułudy | Chwila wytchnienia | Chłodne upojenie | Cierpienia i radości | Cierpienie i radość | Cleen feed | Cnota niedoli | Co slina na język przyniosła | Co tam panie w polityce? | Co w niebie piszczy | Co ślina na język przyniosła? | Corrida | Coś dla duszy... | Coś tak wulgarnego | Cudotwórstwo | Czarna Perła Tao | Czarny tulipan skrzyżowany z czarna różą | Czarny tulipan skrzyżowany z czarną różą | Czary Mary | Czego nie przysięgał Hipokrates? | Człowiek nie jest rzeczą | Człowiek to brzmi dumnie, ale nie u mnie | Często chowa | Częstochowskie rymy | Deficyt aniołów | Delightful! | Demokratyczne wybory w Oczodołach | Diabłoterapia | Dla wszystkich i dla nikogo | Dnieje | Do samego siebie | Dodatek | Dowcipas dnia | Duma narodowa | Dusze drzew | Dyskretna mgiełka autoironii | Dzielność | Dziki kapitalizm | Dzisiejsza młodzież | Dzisiejsza młodzież nosi ładną odzież | Egzystencjalizm jest chumanizmem | Ekonomia zbawienia | Elegancja Francja | Elegijnie | English gentelman | English gentleman | Epicurus | Ewa tylko ziewa | Falochron | Female | Filozofia bez uczoności | Forever Loving Jah | Gadu, gadu | Gadu, gadu, trochę więcej jadu | Gal Anonim | Gaz dla pedałów | Gaz dla pedałów, młot dla sierpów | Gdy rozum śpi... | Gendarme | Genek, gienialny gieniusz | Geno Typ | Gorący uczynek | Grabarz | Grabarz nonsensu | Gry i zabawy literackie | Głupota przysłowiem narodów | Głębie i tajnie Podświadomego | HIstoria nauczycielką bicia | Herbatka zen | Homo economicus | Homo sapiens czy Homo politicus | Humor absurdalny | Humor nieco absurdalny | Humor, satyra, panie... | I rekiny w oceani mają zębów cały rząd | I rekiny w oceanie mają zębów cały rząd | Indie Wschodnie i Zachodnie | Industrial | Istnieje również wrodzony brak poczucia humoru | Ja tam bynajmniej nie wiem | Jak długo będę jeszcze żył? | Jak uprawiać agresywne dziennikarstwo? Poradnik dla początkujących | Jakże cżęsto powtarza się ta historia | Jakże trudno czasami coś sklecić! | Jan i Małgorzata | Jan z Czarnolasu | Jesienna muzyka | Jeszcze smutniej! | Jeździec Apokalipsy | Językologia | Kaczuszki mandarynki | Karawana idzie dalej | Katedra Adamowego Żebra | Kawa z Kafką | Każdemu według naszych chęci | Każdemu według potrzeb | Każdemu, o czym tylko zamarzy | Kiciuś Miciuś! | Kicuś Micuś! | Kiedy człowiek staje się bestią | Kiedy owce nie milczą | Kij w mrowisku | Kniaź Wiktor | Kochani ludożercy | Kolacja Pani Sowy | Kometa tylko głownia nie ta | Konkwista | Koryfeusz nauki, milośnik sztuki | Koty i inne zwierzęta | Koty, głupoty, palikoty | Kości rzucone są | Kość słoniowa | Kto pierwszy był człowiekiem, kto będzie nim ostatni | Kto pisze teraz historię? | Kuchnia szamańska | Kwiatki Św. Franciszka | Kwiatostan śmierci | Kwitnienie kultury | Kwitnąca wiśnia | La colombina i ciche ukojenie | Lekarzu - lecz się sam! | Lenin wiecznie żywy | Leśmianiada | Lichwiarstwo polskie | Liryki i prztyki | Logika dziejów | Londyńska mgła niepamięci | Londyńskie przygody | Los ofiary | Los puka do moich drzwi | Lotosowy wpis | Ludzie ludziom... | Lunatyzm | Lęk społeczny | Made in Japan | Maligna | Marność nad marnościami | Marność nad marnościami. Rekoleksje Wielkopiątkowe | Marzenia senne | Marzeniologia stosowana | Maszkary i senne dziwadła | Maszkary i senne widziadła odbite w lustrze | Mała czarna z Kafką | Medycyna naturalna | Meine Liebe Augustin! | Melancholia | Melancholia stosowana | Memorabilia | Meszreiw | Meteo | Mgiełka autoironii | Mglisty dzień. Mgła | Mikołak | Mistrz i Małgorzatka | Mistycyzm lunarny | Mistyka i miłość | Mitologia osobista | Mitologia świata | Miłość | Miłość bliźniego | Miłość nie zawsze szczęśliwa | Miś Uszatek | Moc rytuałów | Monada nie ma okien | Mowa potoczna | Mowa ptaków | Mowa serca | Moze ktoś zrozumie, co teraz czuję | Może ktoś się ucieszy? | Może ktoś zrozumie, co teraz czuję | Może to trochę zbyt uszczypliwe | Musicology | Muza lekkich obyczjów | Muzyka przywraca ład serca | Myszoterapia dr Nezumi | Myśli prostego człowieka | Mądrość Natury | Mądrość jak z gazety | Mądrość narodów | Młot na faryzeuszy i hipokrytów | Męstwo bycia | Mówił sen do snu | NIe ma na świecie dwóch takich samych liści, ni kropel deszczu | Na jawie (lecz to, co niejawne pozstaje) | Na stos rzuciliśmy szcześcia los | Na stos rzuciliśmy szczęścia los | Na szczytach hipokryzji | Na zdrowie! | Nad piekną rzeką | Najokrutniejsze zwierzę | Najsłodsza tajemnica | Narastająca senność | Nic dzisiaj ciekawego nie napisałem | Nicość | Nie am dwóch takich samych liści, ni kropel wody | Nie bój się - najwyżej cię rozstrzelają! | Nie czas żałować burz, gdy płoną oczy | Nie czas żąłować burz, gdy płoną oczy | Nie każde szczere złoto jest szczerozłote | Nie ma na świecie dwóch takich samych liści ani kropel wody | Nie ma na świecie dwóćh atkich samych liści lub kropel deszczu | Nie ma takiego smutnego, co by na wesołe nie wyszło | Nie ma zazdrości bez miłości | Nie oddamy nawet guzika | Nie tylko dzielenie włosa na czworo | Nie wiem, ja w ogóle nie myślę | Nie zabijaj! | Nie zabijajcie drzew! | Nie zawsze urocza dzecinada | Niebiańskie szczyty głupoty | Niech pani będzie dzielna! | Niech zapłaczą na moim pogrzebie | Nieco drapieżny wpis | Niekoniecznie ptasi móżdżek | Nienawiść bliźniego | Nieosobiście | Nieprzesłane przesłanie | Niestworzone rzeczy | Nieszkodliwe głupotki | Niewczesna melancholia melomana | Niewczesne rozważania | Niewielka profanacja | Niewielkie przekłamanie | Niskolotnie | No No! Teatr No | No comments! | No no! | Nowa poezja lingwistyczna | Nędzne kabareciarstwo | O Leonardo, po cóż się tak trudzisz? | O dzieleniu włosa na czworo, czyli metodzie scholastycznej | O dzieleniu włosa na czworo, czyli o metodzie scholastycznej | Obciachy | Obscenia i parafrenalia | Obsesja dobrego biustu | Ojej! | Oko w oko z zębem mądrości | Okropieństwa | Okruchy odgrzebane z lawy | Okruchy życia wygrzebane zlawy | Okruchy życia wygrzebane z lawy | Okrutna losu ironia | Orientuj się na orient | Owczarek | Owczarki afgańskie | Owocożerni | PL jak piekło | PO PiS | POeci wszystkich krajów dzielcie się | Pan Tadeusz | Panie pośle, po chrześcijańsku panu wybaczam | Pańska satyra polityczna jest niegramatyczna | Pendant do pewnego przypisu | Perlikowski | Pewna elastyczność zasad | Pewne jak w banku | Piorunujący piorun! | Po owocach poznacie ich! | Po upadku | Pobożne życzenia | Podpatrywanie Natury | Podroby i inne podróbki | Pokolenie Kainowe | Pokorne ciele | Pokorne cielę | Pokusa | Polak potrafi | Polak potrafi! | Politolog i Politowska | Politycznie niepoprawne! | Polonica | Polonika rycerskie | Polucje i ablucje | Pomarańcze i mandarynki | Pomarznąć dobra rzecz | Pomarznąć dobra rzecz! | Pomoc psychologiczna | Poranna kawka z Kafką | Porąbane marzenia | Potężne i głębokie warstwy pierwotnego mitu | Powieść brukowa | Powszechna życzliwość | Powtórka z cynizmu | Poznaj samego siebie | Prawda | Prawda jest jedna i piękna, ale złożona | Prawda popłaca | Prawdziwa metropolia | Prawi i sprawiedliwi | Prawiezmartwychpowstanie | Prawiezmarwtychpowstanie | Prognoza pogody | Pruski smutek | Przecież cię zjem! | Przedagonalny polski agon | Przegląd sportowy | Przeinaczenia | Przez pychę do pokory | Przeżyjesz to, a pote już tylko grób | Przeżyjesz to, a potem już tylko grób! | Przminęło z wiatrem | Prztyczek | Psiapowiednia Majów | Psubrat | Pustka | Pytanie dość retoryczne | Raczej to nie będzie hit | Radosne gonitwy śnieżnych tygrysów | Radość wędrowania | Rejterada Rejtana | Religie nauczą cie pokory | Res Sacra Pecunia | Romans z pop kulturą | Roots, Rock, Reggae | Rozkosze reinkarnacji | Rozmowa nie na telefon | Rozpacz | Rozpacz na wieki wieków | Rozpacz, która podpełza pod gardło | Ruch i świeże powietrze... | Rybołówstwo cudzołożnika | Rycerz pokalany | Samokrytyka | Samotność egzystencjalna | Sekrety pewnego domu handlowego | Seraphic Flames and Heavenly Love | Siedź na dupie i potakuj! | Somatyka | Somatyka logiczna | Spełniona przepowiednia | Spleśniały ser | Sponsorem tej opowieści jest wydawnictwo Błękitny Wieloryb | Sport to zdrowie | Spowiedź morskiego wilka | Stary Sącz i Nowy Sącz | Stary mafioso | Stołeczne stołki | Stratyfikacja społeczna | Suma sumarum | Sumienie rachunku | Sweet Music and Poetry | Sygnały podprogowe | Szalchetne zdrowie | Szczęśliwa pomyłka | Szekspir do żadnej nie należy epoki | Szkarady | Szlachetna gravitas | Szlachetne zdrowie | Słodycze grafomanii | Słówka | Słówko do słówka, a uzbiera się sówka | Tadeusz Bój Jeleński | Taia chińska podróbka | Takie będą rzeczpospolite jakie tego blogu chowanie | Takie tam, pierdoły | Talking Heads | Tania chińska podróbka | Tatiana | Teorie świata nauki | Terapeutyczie | Terapeutycznie | Thames | The Doors. Uchylone drzwi | The Lion cub | The fruit of beauty and despair | To na pewno nie Lec | To nie żadna filozofia | Tragiczne pożegnania | Transformacja duchowa | Trudna sztuka dialogu | Trudno czasmi coś sklecić | Trzylogia | Trója z polskiego | Twarda rzeczywistość | Ty mi tutaj nie filozuj | Tygrysologia stosowana | Tysiac i jeden ptaków | Tysiąc i jeden kotów | Tysiąc i jeden ptaków | Tysiąc różowych kroliczków | Tęsknica | Tęsknota duchowa | Ubekistan | Ucone księgi | Uczeni ludożercy | Uderzenia losu | Uduchowienie | Umrzeć z miłości | Upadek Pierwszego Człowieka | Uroczy wegetarianin | Uszczelnienie systemu podatkowego | Utrata uzębienia | W czym mogę panu pomóc? | Wciąz powtarza się ta sama historia | Wciąż powtarza się ta sama historia | Wdzieczna muzyka przywraca ład serca | Wesola grafomania z morałem | Wiecej broi dla szaleńców w Teksasie | Wieczne powroty | Wiedza radosna | Wielka wygrana | Wielomówstwo, czyli plaga opowiadania | Wierzba płacząca | Wiosny i jesienie | Witch | Więcej broni dla szaleńców w Teksasie | Wojna totalna | Wpis o kształcie piramidy | Wprowadzenie do kruczków prawnych | Wrzucam wszystko do kosza | Wrzątek | Wspomneinei pewnego wspomnienia | Wspomnienie pewnego wspomnienia | Wspomnienie pewnego wspomnienia | Współczesny filister | Wszystkie rybki | Wszystko na A | Wszystko na sprzedarz | Wszystko na sprzedaż | Wygrana | Węzłowato | Wólka Węglowa | Xin Lu, typowa brunetka o granatowych oczach | Z Nietzschego nic nie powstaje | Z księgi wulgaryzmów | Z rupieciarni myśli | Zaczarowany świat zen | Zanim mnie wrzucą do dołu | Zapowiedź Apokalipsy | Zaraz wracam! | Zasada domniemanej winy | Zaskroniec | Zastał Polskę drewnianą... | Zatrzaśnięte drzwi | Zbaw mie Buddo Amido | Zbaw mnie, Buddo Amido | Zdrowy egoizm | Zegar dziejów | Zestrzelenie księżyca | Zginął z rąk słabej kobiety | Zima się nas nie ima | Zjawiskowe | Znak jaskółki | Zrozumieć wartość tego, co nieużyteczne | Zuch zawsze ochoczy! | Zwierzęta pod postacią ludzi | Zwyciestwo konsumpcjonizmu | Ząb mądrości | ie zabijajcie drzew! | ieosobiście | kosmos | Łagodne prawo, ale prawo | Łagodność tygrysa | Śmiechotki, chichotki | Śmiertelna powaga | Śmierć | Światełko w mroku | Świętość, wziętość, nadętość | Życie jest tragiczne | Życie samo | Życzliwe spojrzenia na całość ogródka | Żyć, nie umierać
RSS
sobota, 31 grudnia 2011

                 Prace w toku     

                       Będzie to oznaczało nieuchronny kres cywilizacji białego człowieka i początek ery mongoidalnej.

               Niespełna kilka tygodni temu profesor Reinchardt Lemke z uniwersytetu w Tybindze odnalazł napisany w 1662 roku list niejakiego Ludwiga von Klausa do jego narzeczonej hrabiny Ameli z Ratyzbony.  Po wstępnych czułościach pułkownik Ludwig von Klaus pisze w nim "Koniec świata zbliża się wielkimi krokami i nastąpi w roku 2012.  Miałem niedawno widzenie odnośnie tej daty.  Za oceanem powstanie nowe państwo w którym będzie się linczować dzikusów rodem z Afryki i mordować miejscowych dzikusów.  W XX wieku będą miały miejsce dwie wielkie wojny. Państwo to zarobi na drugiej z nich tyle, że stanie światowym mocarstwem.  Już wcześniej będą budować domy wysokie aż do nieba, na podobieństwo wieży Babel i sprzedawać całemu światu gumki od majtek i gumę do żucia.  W 2012 roku zrzucą bombę na Persów i będzie to oznaczało koniec świata.  Ale ty, moja ukochana i ja, będziemy już w owym czasie stałymi bywalcami nieba. Nie musimy się więc tym martwić.  Zaprawdę ukochana powiedzą kiedyś, że człowiek pochodzi od goryla, że jego miłość to spółkowanie cielesne a celem życia bogatych jest wyzysk biednych.  Jakże słodko będzie przebywać wtedy na zielonych rajskich łąkach, pić wodę z przeczystego nieba i wylegiwać się na obłokach w otoczeniu anielskich istot.  Nie martw się więc, jak ci powiedzą, że rozwaliłem sobie czaszkę kulą od muszkietu.  Spotkamy się tam już niedługo.  A ty donoś naszą córeczkę i wydaj ja na świat dokładnie w dziewięć miesięcy po naszym rozstaniu, żeby przypadkiem nikt nie pomyślał, że dziecko nie jest moje.  Twój von Klaus".  

              - "Chciałabym jeszcze przed śmiercią zobaczyć Florencję" - powiedziała Beata.

              -  "Jak możesz tak mówić wnusiu, przecież masz dopiero dziesięć lat?" - spytała babcia i pogłaskała Beatkę po główce.

             Dziewczynka zmarszczyła brwi z niezadowolenia i rzekła: "Zleci, nie wiadomo kiedy!"

             Następnego dnia babcia wyszła na spacer na słońce, przewróciła się i umarła.  Dziewczynka wybiegła za nią i zobaczyła ją martwą a obok niej Śmierć.

              - "Nie wiedziałam, Śmierci, że jesteś Panem. Zawsze mówiono mi o tobie Pani Śmierć".

              Pan Śmierć zaśmiał się tylko i zaklekotał: "Tu w Prusach jestem rodzaju męskiego, ale już w Czechach staje się ponownie kobietą.  Taki już mój los! Wasza Książęca Mość"

              Dopiero teraz dziewczynka zapłakała.  Zrozumiała bowiem, że nie jest ksieżniczką.

              - "Ile lat żyła twoja babcia?" - zapytał Pan Śmierć

             -  "108 albo 109.  Może mamusia będzie wiedziała...zaraz po nią pójdę!"

             - "Nie nie, nie fatyguj się moja mała. Jest tak zimno. Lepiej podaj mi swoją rączkę a coś ci pokażę!"

             - "Mama zabroniła mi rozmawiać ze śmiercią. Nigdzie z tobą nie pójdę!" - zawołała dziewczynka.

             - "W takim razie podpisz o tutaj...odbiór listu" - i Pan Śmierć wyjął z torby pełnej listów różową kopertkę z napisem Beata i wręczył ja dziewczynce wraz z gęsim piórem.

             - "Co mam napisać?" - zapytała

             - "Kwituję odbiór listu i...podpisać się!"

             Dziewczynka uczyniła to a wtedy Pan Śmierć zapytał: - "A nie chcesz go przeczytać moja mała?" i dziewczynce wydawało się, że zachichotał na mrozie...Wzięła więc kopertę, otworzyła ją i wyjęła stamtąd list, ale nie przeczytała go, tylko osunęła się na ziemię.

             A było tam napisane: "Niniejszym kwituję własnoręcznym podpisem zgodę na własną śmieć.  Zgodnie z zawartą dopiero co umową mój zgon nastąpi niezwłocznie po jej podpisaniu. Z wyrazami szacunku - Śmierć".

             Zaraz potem Pocztylion oddalił się i utonął w zamieci.  A przybyły w jakiś czas potem doktor Hans Edwin Moltke napisał w swym dzienniku: "Przyczyna śmierci - pęknięcie serca. Nie jest konieczne dokonanie oględzin zwłok tej małej!"

             "A może Pan zajdzie do nas?" - spytała Babcia Beatki, która właśnie o dżyła. "Poczęstuję pana nalewką.  A może chciałby pan też poczytać "Przegląd Kapitanatu w Hamburgu" - niezwykle zajmująca lektura! - "Nasz poczciwy Pocztylion nie mógł się od niej oderwać..."

            "Szczerze mówiąc, chętnie, ale czy ma pani u siebie w  domu truciznę na szczury, Dobrodziejko?"

            - "Ach, niestety przed chwilą zużyłam już cały flakon. Na starość to człowiek nie pamięta co robi"

czwartek, 29 grudnia 2011

            Dziękuję Panu za pełen zrozumienia komentarz,

            Oczywiście, często czujemy się zranieni przez innych, ale nie jest to jedyny powód dla którego brakuje nam życzliwości. 

            Resentyment jest w moim przekonaniu równie istotnym powodem... Jaką bowiem krzywdę wyrządzam Czarnemu, tym, że jestem Biały, jeśli odnoszę się do niego jak do każdego innego człowieka.  A podobnie jest w przypadku urody, niektórych cech struktury psychicznej, talentu i innych dóbr niemożliwych do nabycia, które wyróżniają nas spośród innych ludzi...a także, niestety, wewnętrznej wolności i szlachetności (o ile mają one swoje źródło w rodzaju psychicznej materii z jakiej jesteśmy stworzeni).   

          Jeśli chodzi o kwestię zachowywanie dystansu, to w najbardziej zdroworozsądkowy sposób wyraził to Epikur twierdząc, że powinniśmy żyć w gronie najbliższych przyjaciół, być życzliwymi dla tych, którzy nas nie ranią i unikać wszystkich pozostałych.   

          Trzeba patrzeć na świat z ufnością dziecka - z pewnością jednak nie należy być bezbronnym.  Tak więc praktycznie konieczna jest jakaś przezorność zapobiegająca kolejnym zranieniom.  Moje osobiste doświadczenie jest pod tym względem bardzo negatywne.  Nawet w pisemnej opinii mojego terapeuty jestem określany jako osoba "nadmiernie ufna" i "chorobliwie altruistyczna"...Jednak w sposób całkiem świadomy,  zawsze, o ile to tylko możliwe, chciałbym wyjść poza odgrywaną rolę i mieć bliższy kontakt z innym człowiekiem, o ile nie budzi on we mnie lęku lub nie wydaje mi się podstępny albo przewrotny.  Nie potrafiłbym nie wierzyć w potencjalną dobroć człowieka.  Niestety najczęściej spotyka mnie zawód i ludzie traktują mnie jak idiotę, który niczego nie zauważy. W istocie jednak wiedziałem o tym już wcześniej tylko miałem nadzieję, że tym razem będzie inaczej, że nikt mnie nie oszuka, nie zmasakruje psychicznie i nie zdradzi a ktoś dla kogo byłem dobry nie odpłaci mi niewdzięcznością.   

         Współczująca postawa (mam na myśli nie maskę, ale najgłębszą postawę wewnętrzną i pewnego rodzaju "czucie") wymaga jak wiadomo praktycznej mądrości a dobroć rozumności.  Zarówno w jednej jak i w drugiej istotną role odgrywa dystans.  Pisałem już o tym kiedyś, nawiązując do buddyjskiego tekstu o chorej kobrze, którą ktoś litościwie nakarmił mlekiem i przytulił i o człowieku, który widząc jak jego przyjaciela zagryzają pszczoły ruszył mu z pomocą z siekierą...Tej praktycznej mądrości uczymy się zwykle długo. Niektórzy niestety jak książę Myszkin nie nauczą się jej nigdy, ponieważ cechuje ich "przyrodzony brak doświadczenia".     

         "Nic dwa razy się nie zdarza i zapewne z tej przyczyny, zrodziliśmy się bez wprawy i pomrzemy bez rutyny" - napisała poetka o miłości wprawdzie a nie o ufności, ale do ufności też to się odnosi.

         Pozdrawiam Pana serdecznie

         Aurelio

                                                     

         Trzy rzeczy rażą mnie najbardziej we współczesnej kulturze Zachodu:  pośpiech, rywalizacja i przecenianie wartości utylitarnych.  Trzech rzeczy w niej najbardziej dzisiaj brakuje:  kontemplacji, bezinteresowności i wrażliwości.   Od ich istnienia zależy nasze zdrowie duchowe a być może nawet egzystencja homo sapiens (trudno o bardziej przewrotną nazwę).

          Kiedyś mama kupiła mi (to znaczy chłopcu, którym wtedy byłem) akwarium z rybkami.  Nie było w nim Welonów ani innych efektownych rybek a tylko Gupiki Pawie Oczko, których matki pożerały własne dzieci.  Przyglądałem się wspinając na palce temu akwarium, ponieważ było tam inne życie, spokojniejsze od tego jakie było moim udziałem...chociaż w moim domu nikt nikogo przecież nie zjadał.

         A kiedyś pojawiła się tam piękna czarna rybka (zapewne samiczka) Molinezja Księżycowa a ponieważ zjawiła się tam przypadkowo nazwę ją Czarną Perłą Tao, bowiem jak napisał Czuang-tsy (Zhuangzi) to Przypadek odnalazł Czarną Perłę. 

         Filozofowie nie lubią Przypadku i rozprawiają o karmanie lub Łasce Bożej.  Zapewne mają rację, chociaż niezbyt jest to w życiu przydatne (bardziej w nauce, która oczywiście ma wpływ na praktyczne życie, jak. np. medycyna).  Przypadkowo bowiem rodzimy się (nie za bardzo wierzę w planowanie rodziny), przypadkowo odnajdujemy w życiu miłość, przypadkowo zabijamy kogoś lub ratujemy komuś życie, cieszymy kogoś lub udręczamy, przez przypadek bogacimy się lub popadamy w ubóstwo, w sławę i w pohańbienie.  Egzystencjaliści mówili w związku z tym, że nasze życie jest "przygodne", że zostaliśmy w nie "rzuceni", itp. Przez całe wieki toczono boje z Przypadkiem. Ginęli nawet ludzie, którzy zbyt lekko przypisywali wszystko Przypadkowi. Jednak tłumaczenie przypadkowych zdarzeń splotem wielorakich przyczyn prowadzi jak wiadomo do pytania, skąd wziął się ów splot i tak w ciągu przyczyn i skutków możemy się cofać do początku świata (o ile miał on w ogóle jakiś początek).  Dlatego próbowano tłumaczyć pewne zdarzenia boską ingerencją.  Zstępująca z wysokości Łaska Boża podnosi nas i wiedzie ku zbawieniu a jej brak, czyli Boża Niełaska może spowodować jedynie upadek w piekło.  Absurdalność owej koncepcji predestynacji w odniesieniu do Boga, który Jest Miłością sprawia, że zaczynamy wierzyć w to, iż Bóg zbawi wszystkich...i wszyscy w końcu trafimy do Nieba.

      Nie chciałbym, żeby czytelnik tego wpisu pomyślał, że uważam te uwagi za filozoficznie wystarczająco głębokie. Mój intelekt jest teraz uśpiony a ciało udręczone chorobą i stąd owa chwilowa być może skłonność do pewnego sceptycyzmu w kwestiach filozoficznych. Bowiem cała reszta jest marzeniem sennym i poezją.

     A jak  "było naprawdę" z moją Molinezją Księżycową?

     1.  Zjawiła się w moim akwarium przypadkowo. Któregoś dnia zobaczyłem, że tam pływa, zanim jeszcze mama mi powiedziała, że dostałem ja od kogoś w prezencie. Nie mogłem od niej oderwać wzroku - tak wydawała mi się hipnotyzująca i piękna...Czułem, że ta malutka rybka jest szlachetna i że nigdy nie zjadłaby własnego dziecka.

     2.  Otrzymałem ją w prezencie od osoby z mojej rodziny, która szczególnie mnie lubiła i która: 1. wiedziała, ze mam akwarium z rybkami, 2. widziała, jak mnie ono zaciekawia i cieszy, 3. chciała, żebym się ucieszył z prezentu, 4. nie mógł on być zbyt drogi za to ów podarunek miał być darem serca, 5. osoba ta przechodziła przypadkiem obok sklepu, z którego pochodziła Molinezja lub miała ją w swoim własnym akwarium, 6. chciała ucieszyć moją mamusię tym, że zrobi mi urodzinowy prezent, 7. nie miała żadnego innego pomysłu, który dałby się równie łatwo zrealizować, itd.

     3. To Pan Bóg dał mi rybkę. Chciał bowiem abym podziwiał piękno Jego stworzenia.  Zajrzał w moje serce i pomyślał: "To dobry chłopak!"  Gdybym był niegrzeczny jak kolega z 1C, który przypalał białym myszkom łapki elektryczną grzałką, to pan Bóg na pewno dałby Molinezję komuś innemu a ja dostałbym pająka.

      Niestety Moja Cudowna Rybka nie pożyła długo. Może dlatego, że była taka samotna? Pamiętam chwilę, kiedy zdjęty trwogą widziałem, że jest nieruchoma. Robiłem wszystko, żeby odżyła, jednak nie miałem takiej mocy.  Nie spałem całą noc a na kolorowym suficie mojego pokoju widziałem trzy ogromne, włochate i tańczące pająki...Czułem jak ich cienie rzucają się na mnie i zatruwają mnie swym jadem...Po szczepieniu przeciw ospie "oczywiście musiałem" (jak to widział mój Ojciec) zachorować na ospę...ponieważ byłem delikatny jak mimoza, co jest winą matki, która mnie rozpieszcza.  Ojciec niestety nie mógł wszystkiego dopilnować.  Na jego pełnym papierów biurku, obok maszyny do pisania, stało popiersie gipsowego bożka.  Wydawało mi się, że to Darwin, ale mamusia powiedziała, że to Karol Marks i że tatuś ciężko pracuje i nie można mu przeszkadzać w robieniu kariery.       

      Byłem wylęknionym dzieckiem. W domu rządził Groźny i Nieobliczalny Ojciec, na podwórku dzieci z tzw. lumpen-proleatriatu czekały na kolejną rozrywkę a w klasie rządziła dziewczyna, która biła wszystkich chłopaków.   Uciec z jednego piekła oznaczało wejść w drugie...W pierwszym pieklił się Ojciec, którego entuzjazm przejawił się jeszcze przed moimi narodzinami. "Aleś mnie urządziła!" - powiedział tatuś na wieść o tym, że mamusia jest w ciąży...W drugim pastwiły się nade mną dzieci, żądając ode mnie abym przynosił im zabawki i znaczki pocztowe z królową brytyjską lub z Hitlerem (w różnych kolorach) albo z barwnymi ptaszkami z napisem Mauritius.  Ponieważ szybko skończył mi się cały zapas musiałem im obiecywać, ze następnym razem już je przyniosę.  Na mój widok wołały: "Stój!", albo "Znaczki. Czekam!" albo "Uważaj bo cię zaraz samochód przejedzie" (mali oprawcy znali wszystkie moje lęki).  Musiałem ich omijać, kiedy tatuś mówił: "Skocz po piwo!".  A kiedy z powodu ich omijania tatuś musiał czekać i denerwował się bo myślał, że wpadłem pod tramwaj (wysyłał mnie już po piwo, kiedy miałem pięć lat), z drżeniem słuchałem jego natarczywego pytania " Gdzie jest pas?" ...Ale najgorzej było w mojej klasie.  Kiedyś wyrzucono tam nauczycielkę przez okno a jeden z moich kolegów po każdym rozdaniu świadectw darł je z rozpaczy na strzępy. Mówiono tam na mnie "Miły" od nazwiska Miłosz, ponieważ mylono mnie z moim kolegą o podobnie dużej głowie i mimozowatym wyglądzie a także "Cztery Oczy Piąty Nos", "Platfus"  i "Żyd" (ponieważ tatuś nie pozwolił mamie posłać mnie na religię). Nie mogłem być "twardy", bowiem jeden z kolegów z podwórka rzucił we mnie kamieniem i rozbił mi głowę tak dotkliwie, że o mało mnie nie zabił.      

      Dlaczego o tym wspominam?  Może dlatego, że znam już to "piekło na ziemi" o którym pisał Św. Augustyn, mając na myśli życie bez miłości.  Później widziałem o wiele straszniejsze rzeczy, chociaż nie przeżyłem żadnej wojny a moje życie tylko raz było poważnie zagrożone...Nie mógłbym więc chyba zgodzić się z podtrzymywanym czasami poglądem, że w gruncie rzeczy to my sami się krzywdzimy, produkując własne cierpienie.  Ale to już temat na inną rozmowę.

      Czego nauczyła mnie malutka czarna rybka Molinezja Księżycowa?  Piękna i kontemplacji. Całymi godzinami tkwiłem z nosem przy szybie...ale nauczyła mnie też Śmierci.  A wszystko stało się tak przypadkowo - przynajmniej z mojego punktu widzenia. A ponieważ tak długo przyglądałem się wodzie, jestem Wodnikiem i nade wszystko cenię intuicję. 

środa, 28 grudnia 2011

       Największy indywidualista naszych czasów Krishnamurti cenił ciszę samotności, ponieważ jak napisał "tylko w samotności można odkryć prawdę".  Kontemplacja sprzyja odsłanianiu się przed nami (w mistycznym przeżyciu) prawdy. A kontemplacja jest w całej swej pełni możliwa jedynie w pustce samotności.   Tak więc samotność nie tylko nie jest złem, lecz jednym z największych dóbr. Czymś negatywnym jest natomiast osamotnienie, czyli wyobcowanie pośród ludzi - produkt naszych frustracji, lęków, poczucia niemocy i braku życzliwości wobec innych. Najczęściej rozpaczliwie lękamy się zarówno samotności jak i  osamotnienia i staramy się uciec od nich "w inną osobę".  Kiedy znajdziemy kogoś bliskiego lgniemy psychicznie do niego, byle tylko o niczym nie myśleć i uciec od siebie.  Dalajlama radzi żartobliwie kobietom malować się a mężczyznom ćwiczyć mięśnie, aby mogli znaleźć kogoś, kto uwolni ich wreszcie od poczucia samotności.  Buddyzm zakłada bowiem w swej dojrzałej postaci istnienie pustki (wszystkich zjawisk - dharm), której doświadczamy najpełniej właśnie w samotności. 

      Jestem daleki od żartowania sobie z ludzi samotnych. W moim odczuciu nie chodzi bowiem o to, aby przeżyć życie w odosobnieniu, lecz w psychicznej harmonii z najbliższą osobą.   Jednak w poszukiwaniu najbliższej osoby nie możemy kierować się przede wszystkim lub jedynie lękiem przed pozostawaniem w samotności,  ponieważ trudno jest nam wtedy spotkać odpowiednią dla nas osobę.  Lęk ten jest zwykle tak wielki, że nawet rodzice spodziewają się, że dostaną na starość od dzieci przysłowiową "szklankę wody".  Samotność starości wydaje się bowiem niemal absolutna, gdy towarzyszy jej fizyczna bezradność. Nierzadko jednak dzieci żyją krócej od rodziców, zdarza się, że nie mogą się nimi opiekować, bo same są chore lub poświęcają życie komuś innemu albo po prostu nie odnajdują w sobie takiej potrzeby...Tak więc nawet taka kalkulacja, poparta wieloletnim staraniem, nie gwarantuje niczego.

        Powiesz Czytelniku, że niesłusznie przypisuję owo rozróżnienie między samotnością (duchową) a osamotnieniem (społecznym) akurat Krishnamurtiemu. Jednak prawdy tego rodzaju odkrywane są przez wieki całe wciąż na nowo.  Na przykład jedna ze starożytnych buddyjskich sutr porównuje żyjącego w ascetycznej samotności mnicha do nosorożca, który pewnie kroczy swą drogą.  To oczywiście jedynie dość ułomna metafora, bowiem nosorożec tratuje wszystko po drodze i trudno go uznać za istotę wrażliwą.  Chodzi tu jednak o spokój ducha jaki jest udziałem człowieka pogrążonego w kontemplacji - w pozornym zobojętnieniu omija on wszystkie pułapki wynikające z nadmiernego przywiązania do życia.  Piękna muzyka Purcella ożywia tekst XVII wiecznej mistyczki, "O solitude, my sweetest, sweetest choice". Poetka gardzi zgiełkiem i rozkoszami tego świata odnajdując prawdziwą słodycz życia w samotności.

        Jednym z najbardziej intelektualnie wyrafinowanych filozoficznych tekstów na temat samotności jest poświęcony jej fragment dziennika Elzenberga ("Kłopot z istnieniem"), w którym autor twierdzi, że czujemy się najbardziej samotni w tym, w co najgłębiej wierzymy, w naszym poczuciu wartości istnienia, w tym, co jest w naszym myśleniu najbardziej intymne i własne i na czego zrozumieniu lub współodczuwaniu najbardziej nam zależy. Znajdziemy wiele osób, które zechcą z nami przyjemnie spędzać czas, ale jesteśmy osamotnieni w tym wszystkim, co jest w nas najbardziej niepowtarzalne i własne.  Dlatego Elzenberg powiada, iż wszyscy jesteśmy "Berkeleyami" - istniejemy dla innych o tyle, o ile jesteśmy przez nich postrzegani (jesteśmy dla nich jedynie tymi jakimi nas widzą).  Mistyk powiedziałby, że nikt nie zna naszej wewnętrznej prawdy a psycholog, że nie ma dwóch ludzi o identycznym wewnętrznym doświadczeniu i historii życia. Nie wiem jednak, czy w jakikolwiek sposób można to wyjaśnić nie popadając w pułapkę schematycznego myślenia. (Elzenberg nie odróżnia samotności od osamotnienia, bowiem w kontekście jego wypowiedzi nie jest ono istotne).

      Że osamotnienie nie zawsze musi być zawinione przez osobę, ktróra pada jego ofiarą, przekonują aż nazbyt liczne sytuacje życia. Nonkonformista czuje się zwykle wyobcowany w otoczeniu służalców i pochlebców, chociaż nie musi być wcale mizantropem, tak samo czuje się człowiek poważny wśród wesołków, ofiara wśród prześladowców lub przeciwnik tyrana w tłumie jego zwolenników.  Mądry Sokrates czuł się osamotniony, chociaż był najlepszym z obywateli Aten.  Osamotniony w swym szlachetnym ubóstwie i w dziwactwie poetyckiej mądrości był C. K. Norwid, któremu polski ziemianin w Paryżu ofiarował jako wsparcie butelkę wódki.  "Kiedy wejdziesz między wrony musisz krakać jako one" (to oczywiście nie jest cytat  z Norwida). Bardzo sugestywnie na temat udręk samotności osób bardziej od innych wrażliwych i podatnych na urok kontemplacji wśród tych mniej wrażliwych i "tępych", pisał  Schopenhauer.  Jego zdaniem to cena, jaką trzeba płacić za duchową wielkość.

      Nie osamotnienie jest zatem złe, lecz przede wszystkim to zjawisko psychiczne, które Nietzsche a później fenomenolog Scheler nazwali resentymentem.  Jest to w swej istocie uczucie bezinteresownej zawiści odczuwanej wobec ludzi, który wydają się nam silniejsi i bardziej wolni. Samo ich istnienie w pewien sposób nas obraża. Nie potrafimy nad takimi ludźmi górować i dlatego wyczekujemy dogodnej do zemsty chwili - odwlekając nasz odwet i przekonując siebie samych, że kierujemy się wobec nich dobrocią i miłością. Na charakterze ludzi szlachetnych staramy się wykryć plamy a wartości, które ludzie ci cenią człowiek staramy się poniżyć.  Sami zaś żyjemy w atmosferze "duchowego samozatrucia" (jak to wyraził Scheler) (To oczywiście trochę uproszczony opis tego złożonego zjawiska jakim jest resentyment, ale w zupełności wystarczy on dla wyrażenia tego, co tu mamy na myśli). Resentyment jest przy tym zawsze wyrazem złudzenia, że wyższe wartości są niższe i na odwrót. Scheler dosyć się natrudził próbując wyjaśnić jak to jest możliwe, że padamy ofiarą takiej iluzji... 

       Źródłem resentymentu jest rywalizacja i dążenie do nieustannego porównywania się z innymi ludźmi, od których czujemy się lepsi lub gorsi.  Zamiast kształtować poczucie własnej wewnętrznej wartości mierzymy innych ludzi własną miarą a nas samych cudzą.  A w jaki sposób możemy podnieść własne poczucie wartości, jeśli nie kosztem poczucia wartości innej osoby?  Tak nas oczywiście wychowują: Mama mówi Basi, "Zobacz jaka ta Zosia zdolna i jak sobie świetnie radzi w życiu, ma wszystko, dom, samochód, dzieci, męża, stać ją na luksusowe wczasy a ty co, nawet jeszcze chłopa nie masz".  Ksiądz mówi do wiernego: "Ten to daje na tacę, zbawienie pewne. A ty, niemoto, chcesz liczyć na odpuszczenie grzechów?"  Rodzice posyłają syna do szkoły muzycznej, gdzie ćwiczy w klasie oboju.  I oto nadchodzi moment rywalizacji. Biedny Janek nie kwalifikuje się do pierwszej setki najlepszych młodych oboistów świata a Tadek - tak!"  Najbardziej jednak bolesne jest domaganie się od rodziców abyśmy mieli takie cechy psychiczne lub fizyczne, których akurat nie możemy mieć. Mój ojciec z uporem godnym lepszej sprawy starał się wyrobić we mnie "humaniście" (humanistą nazywamy osobę, która nie zna matematyki i ma awersję do przedmiotów ścisłych) cnotę młodego technika.  A kiedyś od wszystkich kobiet "na poziomie" domagano się umiejętności haftowania i szycia. To, że nie jestęś tym kim pragną cię widzieć inni nie oznacza, że nie masz wielu zalet.  Nie porównuj siebie z innymi, lecz spokojnie kształtuj własną wartość - pouczy nas chętnie terapeuta.  Staraj się i ty być wolnym, bo bez wolności przykro żyć - powie filozof. Jednak ludzie, jak to trafnie określił Fromm, uciekają od wolności w złudne poczucie bezpieczeństwa, jakie zapewnia podporządkowanie się silniejszemu i bardziej bezwzględnemu człowiekowi, i naśladowanie jego zachowań wobec słabszych (fenomen faszyzmu).  W naszej represyjnej kulturze od dzieciństwa jesteśmy przyzwyczajani do tłumienia wszelkich spontanicznych zachowań i uczuć, które spotykają się z karą ze strony rodziców. Pozostawia to w nas trwały uraz psychiczny a czasami nawet deformuje osobowość. Człowieka wewnętrznie dojrzałego cechuje pewien dystans wobec przeżywanych emocji, jednak dystans ten  rzadko rodzi się w atmosferze zastraszenia i wewnętrznego przymusu.  Kiedy zamiast zastanawiać się nad słusznością tego, co czynimy lub poczuć siłę własnej dobroci chcemy być komuś bezwzględni posłuszni i pokornie wysłuchujemy rozkazów wtedy czujemy się wprawdzie bezpieczni, lecz często też krzywdzimy inne czujące istoty a zawsze także siebie. 

       Kontemplacja, wewnętrzna prawda, życzliwość a przede wszystkim miłość wzrastają w samotności, po to, aby przejawiać się praktycznie w życiu wśród innych ludzi.  Jak czytamy bowiem w jednym z komentarzy chińskiej "Księgi Przemian" (I Ching) kontemplacja jest zarazem braniem i dawaniem.  Pragniemy dzielić się z innymi tym, czego dzięki kontemplacji doświadczamy.

       W "dzisiejszych czasach" (już Goethe zwracał na to uwagę) żyjemy nazbyt szybko i bezrefleksyjnie.  Wielu ludzi nie znajduje czasu nawet na jakieś wytchnienie lub odpoczynek w pracy lub w poszukiwaniu rozrywek. Ten brak czasu i pośpiech bywa zgubny dla ludzkiej duszy (że użyję tutaj tego staroświeckiego określenia)...Nie mówiąc o miłości.  Dlatego tak dobrze jest znaleźć w sobie jakieś wewnętrzne "ustronie" (jak to określił Marek Aureliusz) czy też "schronienie" albo "punkt oparcia", które pozwalają nam żyć wśród innych własnym życiem, ale żyć w sposób nie pozbawiony pogody ducha i życzliwości.  Bowiem w sobie samym - jak mówi starożytna mądrość chińska - możesz się ukryć tak, że nikt cię nie znajdzie.    

 

poniedziałek, 26 grudnia 2011

                 Nezumi13 jako ostatni uświetnił swym popisem Festiwal Muzyki Organowej w Leżajsku, którego sponsorem jest miejscowa wytwórnia piwa.  Po brawurowym występie ulubieńca publiczności Piotra Ciamajdy, który odegrał na organach 15 kolęd polskich (w tym trzy niemieckie) zabytkowy kościół w Leżajsku opustoszał i nasz sprawozdawca doliczył się w ławkach jedynie dwóch osób, nie liczą oczywiście siebie.  Oprócz niego widzami byli jeszcze tylko Pan Ogawa znany z roli wieloryba samobójcy w filmie Nezumiego13 "Samobójstwo z wyboru" (o którym niedawno donosiliśmy) oraz jego małżonka Yoko, największa gwiazda japońskiej odmiany portugalskiego fado.  

               Nie dostrzegając obecności publiczności na sali Nezumi13 odstawił wspaniały recital folgując do woli swej artystycznej wyobraźni. A jest ona niemała!  Japoński artysta, który z pochodzenia jest Polakiem (podobnie jak niegdyś Fryderyk Szopen) potrafił wydobyć z kompozycji najdrobniejsze niuanse, nie rezygnując zarazem z próby dokonania potężnej syntezy późnej twórczości Jana Sebastiana Bacha oraz wczesnych utworów mało znanego rumuńskiego kompozytora Drakuli.  

             Całość recitalu od 26 sekundy od rozpoczęcia do jego końca śledził też inspektor George z Interpolu, który przeszukał również po jego zakończeniu wszystkie tutki organowe (a jest ich niemało) w poszukiwaniu podejrzanych substancji narkotycznych takich jak konopie indyjskie, marichuana, ganja itp.  Piszący te słowa obserwował natomiast pracę brytyjskiego speca pod kątem jej zgodności z Prawami Człowieka. O wynikach swojej inwestygacji poinformuje opinie publiczną zaraz tylko jak wytrzeźwieje.

 

          "Niezumi13 napisał swą kolejną powieść w dość niezwykłych okolicznościach - budząc się podczas choroby ze snu.  Po jej napisaniu natychmiast zapragnął ją zniszczyć, ale nie miał już siły walczyć o to z przyjacielem Panem Ogawą, który wprawdzie obiecał spalić arcydzieło, jednak ostatecznie tego nie uczynił.  W jakiś czas po śmierci Nezumiego13 jego duch naniósł jeszcze na rękopis pewne poprawki a następnie cała trzecia część powieści zaginęła i pan Ogawa zastąpił ją swoimi własnymi przemyśleniami - analizując styl i przesłanie powieści, ale również nierzadko dodając to i owo dla smaku z posiadanych przez niego rozproszonych notatek przyjaciela dotyczących innych literackich tematów.  Powstało w ten sposób dzieło - tak tak proszę mi wybaczyć ten wyświechtany zwrot - niezwykłe!  Nigdy nie zapomnę tego przerażającego i zarazem zniewalającego poczucia piękna, jakie wzbudziły we mnie pewne zdania lub ustępy tej powieści i uczucia litości nad jej autorem, który przecież - widzimy to! - bardziej cierpieć już nie mógł!

         Treść powieści jest banalna.  Jej bohater przygotowuje kobiecą rolę dla teatru Kabuki, ćwicząc przed lustrem gesty i miny.  Ma grać piękną kurtyzanę Etsuko, która doprowadziła do szaleństwa sprzedawcę chryzantem, który porzucił dla niej swój dochodowy zawód i uciekając od świata włóczył się dniem i nocą po plaży w Kodomo i po okolicznych lasach aż w końcu z rozpaczy rzucił się ze skały w morską toń...Jednocześnie nasz bohater przygotowuje rolę owego szaleńca, co jego samego omal nie doprowadza do obłędu.  Bowiem aktor nasz zna sekrety miłosne i lęki  obojga kochanków.  Podczas tych zajęć w jego mieszkaniu zjawia się duch sprzedawcy chryzantem i z zazdrości o ukochaną przebija aktora mieczem, czyniąc to jednak tak dyskretnie iż ów nie zauważając swej śmierci żyje dalej i chodząc po komnacie przygotowuje swą rolę.  Następnie sam popełnia samobójstwa, jednak ponieważ jest duchem, wiec zabić się nie może.

        Zdarzenia owe służą Nezumiemu13 do snucia tej samej filozofii, którą w innej formie przedstawił już w "Zapiskach myszy polnej" i w "Zapiskach myszy domowej", wyrażając przy tym proste doświadczenie egzystencjalnej rozpaczy...

       Polecam zatem czytelnikowi ową powieść, której subtelne walory literackie i humanitarne  doceni dopiero podczas czytania nie zdając sobie sprawy z tego, że to autor powieści nieustannie obserwuje go i czyta w jego duszy jak w lustrze.

                               

niedziela, 25 grudnia 2011

            Jak świetnie tłumaczy to buddyjski autor "Cudu istnienia" - kiedy patrzysz na kartkę papieru, to możesz intuicyjnie uchwycić jej związek z drzewem, z ziemią i jej życiodajnymi sokami, lasem i z całym światem...A czy za piękne przeżycia nie moglibyśmy być wdzięczni? Ja nigdy nie wyrzucałem nawet swoich zabawek. Ale ojciec, gdy miałem w wieku lat sześciu pójść do szkoły zebrał je do kosza i wyrzucił. Odtąd miałem już być tylko mężczyzną...Do tej pory na przekór temu nie wyrzuciłem ze swego życia żadnej czującej istoty, która była mi bliska.

                  Nie mogę już niestety "ciągnąć" tego poetyckiego wątku...A może jednak coś po mnie pozostanie...jakiś niedojedzony szczątek?

                 - Cóż za lekkomyślność wchodzić do wody i płynąć! - powiedziała moja ciotka -Ja nigdy nie pływałam! Wiadomo, że w wodzie są piranie....

               Gloomy Sunday, to inna moja ulubiona pieśń.  Czy istnieje jakaś różnica między samobójcą a ofiarą linczu? W pewnych sytuacjach nie.  Wie o tym każdy, kogo zaszczuto lub wrzucono do dołu...lub kto musi w nocy i na wietrze szukać schronienia u samego Boga. 

Jest jednak pewna zasadnicza różnica. Samobójca szuka często cichych zakątków i jego śmierć nikogo nie porusza.  

"Here is a fruit for the crows to pluck, for the rain to gather, for the wind to suck, for the sun to ripe, for the tree to drop, here is a strange and bitter crop"

             

                                 Łabędzie zimują słodko,

                                 Chociaż jeden z nich?

                                 Tak, jeden z nich...

                                 Śpiewa swą ulubioną pieśń

                                 O odlocie łabędzi...

                                 -Młody jeszcze...szkoda go!

                                 - Czy ja wiem? Trochę puchu miał,

                                 Ale nawet poduszki tym nie wypchasz!

                                 - Faktycznie, że tak...

                                 On nawet czarny nie był.

                                 - No właśnie...A głos jakiś zachrypnięty

                                 On ma...i po co tak wydziwiać?

                                 - Może się zakochał?

                                 - Może...A może cierpi na psychozę.

                                 - To, to samo!

                                 Niech sobie nuci

                                 I tak nas nie zasmuci!

 

 

                                

                Ty Pytajniku!...Wszyscy mnie już opuścili i nawet dziewczyna tu nie zajrzała. A przecież jestem taki mądry, subtelny, delikatny...chociaż może nie zawsze, może jednak zbyt wiele mi brakuje do Jamesa Bonda...zastanawiam się.  Chyba z rozpaczy skoczę, albo...Ale w taki dzień...nie wolno!  mogłoby to zaszkodzić moim interesom w Niebie.  A może jednak ktoś by się zmartwił?  Może wyślę moją wypowiedź do "Wysokich Obcasów" i dostane książkę z wodą toaletową

               Blondyn

                       Faktycznie mam pewne kłopoty z przebudzeniem się i ze wstaniem.  Postaram się jednak wziąć przykład z Łazarza...Nie gniewaj się na mnie o Panie! ...Ale ja wiem, że Twój gniew nie jest na wieki!...Może za mało robię gimnastyki?...ale poprawie się, poprawię...tylko mi daj tę swoją łaskę!

                       "Jak tylko wstanie, to trzeba go będzie przykaraulić...za bluźnierstwo!" - Lucyper

               "Przecież dawno już obróciłeś się w proch a ja wciąż żyję...Ale ostatecznie daruję ci! Przekonaj się o potędze mojej miłości. Piekło już znasz wiec zaprowadzę cie do nieba. W niebie może trochę nudno, ale spokojnie i w okół same anioły, co nie pocą się mówiąc o miłości bliźniego...Jak ja nie znoszę tych faryzeuszy!  Czasami żałuję, że jestem Bogiem"   

                Czy płonie już dla mnie stos?...Nie, przecież to najlepszy dowcip w tygodniu parafialnym.  Sam ksiądz go opowiada...bo jest na luzie! ...I wszyscy zmartwychwstaniemy? - pyta dalej Grześ. - Tak, synku! Z wyjątkiem tego Rubinsteina, co mieszka piętro wyżej i ciągle brzdąka jakieś polonezy na fortepianie.  On na pewno nie!

                - A jak sobie załatwi u Świętego Piotra?

                - Synku, Święty Piotr nie jest Żydem! a teraz zakładaj buty i pójdziemy malować jajka.

                     Znane jako koan Nezumiego13. D. T.  Suzuki pisze, że Nezumi otrzymał potem od mistrza trzydzieści kijów!...Cóż  z tego, kiedy już nie żył...

                             Znaczy się doznałem oświecenia! To chyba dobrze? Kedyś musiało to nastąpić!

                             A może by tak jeszcze wrócić?  W środę jest mecz!

                             Umarł, to umarł i po co się tym martwić. Są ważniejsze sprawy! 

                      I to chyba już wszystko na dzisiaj, Koteczku!

                  Po klęsce w godach stary wieloryb Ogawa, zwycięzca wielu walk godowych postanowił popełnić sepuko.   Jednak Duch Wody poradził mu aby wypłynął na powierzchnię i zatrzymał oddech.  Zapytany przez dziennikarza Chicago Tribune Duch Wody odpowiedział: "Bezkrwawa śmierć wydaje mi się szczególnie pożądana ze względu na rozmiary ofiary.  Krwawiący Pan Ogawa mógłby bowiem spowodować katastrofę ekologiczną o niespotykanych dotąd rozmiarach!"

                 Rosi Nezumi13

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 12