Kategorie: Wszystkie | "Dziewczyny, bądźcie dla nas dobre na wiosnę" | ...bez końca | 0 | 100O i jeden Rabinów | A Puszkina też zapuszkują? | A moze to tylko pomieszanie zmyslow | A nie lepiej być purystą? | Aaaaaaaaaaaaaa...aalfabeta | Ach, gdzież jest litość lub wspolczucia pozór? | Ach, gdzież jest litość lub współczucia pozór? | Adam Mic - Kiewicz | Adaś i Ewka | Aforystyka | Amerykański sen | Autopsychoterapia | Bez sensu to to! | Bez szaleństwa... | Bezmyślne okrucieństwo | Bezradność | Biedna Szymborska | Biedny Kapturek! | Bliźni miłości | Bliźniego miłość... | Blondyn | Blue Bossa | Bojaźń i drżenie | Bratnie dusze | Bruner, ty świnio! | Buddyzm w życiu codziennym | Bóg mi poskapił tej anielskiej miary... | Bóg mi poskąpił tej anielskiej miary... | Bójstwo samo | Caritas | Chiziofrenia | Choroba na śmierć | Chwila ułudy | Chwila wytchnienia | Chłodne upojenie | Cierpienia i radości | Cierpienie i radość | Cleen feed | Cnota niedoli | Co slina na język przyniosła | Co tam panie w polityce? | Co w niebie piszczy | Co ślina na język przyniosła? | Corrida | Coś dla duszy... | Coś tak wulgarnego | Cudotwórstwo | Czarna Perła Tao | Czarny tulipan skrzyżowany z czarna różą | Czarny tulipan skrzyżowany z czarną różą | Czary Mary | Czego nie przysięgał Hipokrates? | Człowiek nie jest rzeczą | Człowiek to brzmi dumnie, ale nie u mnie | Często chowa | Częstochowskie rymy | Deficyt aniołów | Delightful! | Demokratyczne wybory w Oczodołach | Diabłoterapia | Dla wszystkich i dla nikogo | Dnieje | Do samego siebie | Dodatek | Dowcipas dnia | Duma narodowa | Dusze drzew | Dyskretna mgiełka autoironii | Dzielność | Dziki kapitalizm | Dzisiejsza młodzież | Dzisiejsza młodzież nosi ładną odzież | Egzystencjalizm jest chumanizmem | Ekonomia zbawienia | Elegancja Francja | Elegijnie | English gentelman | English gentleman | Epicurus | Ewa tylko ziewa | Falochron | Female | Filozofia bez uczoności | Forever Loving Jah | Gadu, gadu | Gadu, gadu, trochę więcej jadu | Gal Anonim | Gaz dla pedałów | Gaz dla pedałów, młot dla sierpów | Gdy rozum śpi... | Gendarme | Genek, gienialny gieniusz | Geno Typ | Gorący uczynek | Grabarz | Grabarz nonsensu | Gry i zabawy literackie | Głupota przysłowiem narodów | Głębie i tajnie Podświadomego | HIstoria nauczycielką bicia | Herbatka zen | Homo economicus | Homo sapiens czy Homo politicus | Humor absurdalny | Humor nieco absurdalny | Humor, satyra, panie... | I rekiny w oceani mają zębów cały rząd | I rekiny w oceanie mają zębów cały rząd | Indie Wschodnie i Zachodnie | Industrial | Istnieje również wrodzony brak poczucia humoru | Ja tam bynajmniej nie wiem | Jak długo będę jeszcze żył? | Jak uprawiać agresywne dziennikarstwo? Poradnik dla początkujących | Jakże cżęsto powtarza się ta historia | Jakże trudno czasami coś sklecić! | Jan i Małgorzata | Jan z Czarnolasu | Jesienna muzyka | Jeszcze smutniej! | Jeździec Apokalipsy | Językologia | Kaczuszki mandarynki | Karawana idzie dalej | Katedra Adamowego Żebra | Kawa z Kafką | Każdemu według naszych chęci | Każdemu według potrzeb | Każdemu, o czym tylko zamarzy | Kiciuś Miciuś! | Kicuś Micuś! | Kiedy człowiek staje się bestią | Kiedy owce nie milczą | Kij w mrowisku | Kniaź Wiktor | Kochani ludożercy | Kolacja Pani Sowy | Kometa tylko głownia nie ta | Konkwista | Koryfeusz nauki, milośnik sztuki | Koty i inne zwierzęta | Koty, głupoty, palikoty | Kości rzucone są | Kość słoniowa | Kto pierwszy był człowiekiem, kto będzie nim ostatni | Kto pisze teraz historię? | Kuchnia szamańska | Kwiatki Św. Franciszka | Kwiatostan śmierci | Kwitnienie kultury | Kwitnąca wiśnia | La colombina i ciche ukojenie | Lekarzu - lecz się sam! | Lenin wiecznie żywy | Leśmianiada | Lichwiarstwo polskie | Liryki i prztyki | Logika dziejów | Londyńska mgła niepamięci | Londyńskie przygody | Los ofiary | Los puka do moich drzwi | Lotosowy wpis | Ludzie ludziom... | Lunatyzm | Lęk społeczny | Made in Japan | Maligna | Marność nad marnościami | Marność nad marnościami. Rekoleksje Wielkopiątkowe | Marzenia senne | Marzeniologia stosowana | Maszkary i senne dziwadła | Maszkary i senne widziadła odbite w lustrze | Mała czarna z Kafką | Medycyna naturalna | Meine Liebe Augustin! | Melancholia | Melancholia stosowana | Memorabilia | Meszreiw | Meteo | Mgiełka autoironii | Mglisty dzień. Mgła | Mikołak | Mistrz i Małgorzatka | Mistycyzm lunarny | Mistyka i miłość | Mitologia osobista | Mitologia świata | Miłość | Miłość bliźniego | Miłość nie zawsze szczęśliwa | Miś Uszatek | Moc rytuałów | Monada nie ma okien | Mowa potoczna | Mowa ptaków | Mowa serca | Moze ktoś zrozumie, co teraz czuję | Może ktoś się ucieszy? | Może ktoś zrozumie, co teraz czuję | Może to trochę zbyt uszczypliwe | Musicology | Muza lekkich obyczjów | Muzyka przywraca ład serca | Myszoterapia dr Nezumi | Myśli prostego człowieka | Mądrość Natury | Mądrość jak z gazety | Mądrość narodów | Młot na faryzeuszy i hipokrytów | Męstwo bycia | Mówił sen do snu | NIe ma na świecie dwóch takich samych liści, ni kropel deszczu | Na jawie (lecz to, co niejawne pozstaje) | Na stos rzuciliśmy szcześcia los | Na stos rzuciliśmy szczęścia los | Na szczytach hipokryzji | Na zdrowie! | Nad piekną rzeką | Najokrutniejsze zwierzę | Najsłodsza tajemnica | Narastająca senność | Nic dzisiaj ciekawego nie napisałem | Nicość | Nie am dwóch takich samych liści, ni kropel wody | Nie bój się - najwyżej cię rozstrzelają! | Nie czas żałować burz, gdy płoną oczy | Nie czas żąłować burz, gdy płoną oczy | Nie każde szczere złoto jest szczerozłote | Nie ma na świecie dwóch takich samych liści ani kropel wody | Nie ma na świecie dwóćh atkich samych liści lub kropel deszczu | Nie ma takiego smutnego, co by na wesołe nie wyszło | Nie ma zazdrości bez miłości | Nie oddamy nawet guzika | Nie tylko dzielenie włosa na czworo | Nie wiem, ja w ogóle nie myślę | Nie zabijaj! | Nie zabijajcie drzew! | Nie zawsze urocza dzecinada | Niebiańskie szczyty głupoty | Niech pani będzie dzielna! | Niech zapłaczą na moim pogrzebie | Nieco drapieżny wpis | Niekoniecznie ptasi móżdżek | Nienawiść bliźniego | Nieosobiście | Nieprzesłane przesłanie | Niestworzone rzeczy | Nieszkodliwe głupotki | Niewczesna melancholia melomana | Niewczesne rozważania | Niewielka profanacja | Niewielkie przekłamanie | Niskolotnie | No No! Teatr No | No comments! | No no! | Nowa poezja lingwistyczna | Nędzne kabareciarstwo | O Leonardo, po cóż się tak trudzisz? | O dzieleniu włosa na czworo, czyli metodzie scholastycznej | O dzieleniu włosa na czworo, czyli o metodzie scholastycznej | Obciachy | Obscenia i parafrenalia | Obsesja dobrego biustu | Ojej! | Oko w oko z zębem mądrości | Okropieństwa | Okruchy odgrzebane z lawy | Okruchy życia wygrzebane zlawy | Okruchy życia wygrzebane z lawy | Okrutna losu ironia | Orientuj się na orient | Owczarek | Owczarki afgańskie | Owocożerni | PL jak piekło | PO PiS | POeci wszystkich krajów dzielcie się | Pan Tadeusz | Panie pośle, po chrześcijańsku panu wybaczam | Pańska satyra polityczna jest niegramatyczna | Pendant do pewnego przypisu | Perlikowski | Pewna elastyczność zasad | Pewne jak w banku | Piorunujący piorun! | Po owocach poznacie ich! | Po upadku | Pobożne życzenia | Podpatrywanie Natury | Podroby i inne podróbki | Pokolenie Kainowe | Pokorne ciele | Pokorne cielę | Pokusa | Polak potrafi | Polak potrafi! | Politolog i Politowska | Politycznie niepoprawne! | Polonica | Polonika rycerskie | Polucje i ablucje | Pomarańcze i mandarynki | Pomarznąć dobra rzecz | Pomarznąć dobra rzecz! | Pomoc psychologiczna | Poranna kawka z Kafką | Porąbane marzenia | Potężne i głębokie warstwy pierwotnego mitu | Powieść brukowa | Powszechna życzliwość | Powtórka z cynizmu | Poznaj samego siebie | Prawda | Prawda jest jedna i piękna, ale złożona | Prawda popłaca | Prawdziwa metropolia | Prawi i sprawiedliwi | Prawiezmartwychpowstanie | Prawiezmarwtychpowstanie | Prognoza pogody | Pruski smutek | Przecież cię zjem! | Przedagonalny polski agon | Przegląd sportowy | Przeinaczenia | Przez pychę do pokory | Przeżyjesz to, a pote już tylko grób | Przeżyjesz to, a potem już tylko grób! | Przminęło z wiatrem | Prztyczek | Psiapowiednia Majów | Psubrat | Pustka | Pytanie dość retoryczne | Raczej to nie będzie hit | Radosne gonitwy śnieżnych tygrysów | Radość wędrowania | Rejterada Rejtana | Religie nauczą cie pokory | Res Sacra Pecunia | Romans z pop kulturą | Roots, Rock, Reggae | Rozkosze reinkarnacji | Rozmowa nie na telefon | Rozpacz | Rozpacz na wieki wieków | Rozpacz, która podpełza pod gardło | Ruch i świeże powietrze... | Rybołówstwo cudzołożnika | Rycerz pokalany | Samokrytyka | Samotność egzystencjalna | Sekrety pewnego domu handlowego | Seraphic Flames and Heavenly Love | Siedź na dupie i potakuj! | Somatyka | Somatyka logiczna | Spełniona przepowiednia | Spleśniały ser | Sponsorem tej opowieści jest wydawnictwo Błękitny Wieloryb | Sport to zdrowie | Spowiedź morskiego wilka | Stary Sącz i Nowy Sącz | Stary mafioso | Stołeczne stołki | Stratyfikacja społeczna | Suma sumarum | Sumienie rachunku | Sweet Music and Poetry | Sygnały podprogowe | Szalchetne zdrowie | Szczęśliwa pomyłka | Szekspir do żadnej nie należy epoki | Szkarady | Szlachetna gravitas | Szlachetne zdrowie | Słodycze grafomanii | Słówka | Słówko do słówka, a uzbiera się sówka | Tadeusz Bój Jeleński | Taia chińska podróbka | Takie będą rzeczpospolite jakie tego blogu chowanie | Takie tam, pierdoły | Talking Heads | Tania chińska podróbka | Tatiana | Teorie świata nauki | Terapeutyczie | Terapeutycznie | Thames | The Doors. Uchylone drzwi | The Lion cub | The fruit of beauty and despair | To na pewno nie Lec | To nie żadna filozofia | Tragiczne pożegnania | Transformacja duchowa | Trudna sztuka dialogu | Trudno czasmi coś sklecić | Trzylogia | Trója z polskiego | Twarda rzeczywistość | Ty mi tutaj nie filozuj | Tygrysologia stosowana | Tysiac i jeden ptaków | Tysiąc i jeden kotów | Tysiąc i jeden ptaków | Tysiąc różowych kroliczków | Tęsknica | Tęsknota duchowa | Ubekistan | Ucone księgi | Uczeni ludożercy | Uderzenia losu | Uduchowienie | Umrzeć z miłości | Upadek Pierwszego Człowieka | Uroczy wegetarianin | Uszczelnienie systemu podatkowego | Utrata uzębienia | W czym mogę panu pomóc? | Wciąz powtarza się ta sama historia | Wciąż powtarza się ta sama historia | Wdzieczna muzyka przywraca ład serca | Wesola grafomania z morałem | Wiecej broi dla szaleńców w Teksasie | Wieczne powroty | Wiedza radosna | Wielka wygrana | Wielomówstwo, czyli plaga opowiadania | Wierzba płacząca | Wiosny i jesienie | Witch | Więcej broni dla szaleńców w Teksasie | Wojna totalna | Wpis o kształcie piramidy | Wprowadzenie do kruczków prawnych | Wrzucam wszystko do kosza | Wrzątek | Wspomneinei pewnego wspomnienia | Wspomnienie pewnego wspomnienia | Wspomnienie pewnego wspomnienia | Współczesny filister | Wszystkie rybki | Wszystko na A | Wszystko na sprzedarz | Wszystko na sprzedaż | Wygrana | Węzłowato | Wólka Węglowa | Xin Lu, typowa brunetka o granatowych oczach | Z Nietzschego nic nie powstaje | Z księgi wulgaryzmów | Z rupieciarni myśli | Zaczarowany świat zen | Zanim mnie wrzucą do dołu | Zapowiedź Apokalipsy | Zaraz wracam! | Zasada domniemanej winy | Zaskroniec | Zastał Polskę drewnianą... | Zatrzaśnięte drzwi | Zbaw mie Buddo Amido | Zbaw mnie, Buddo Amido | Zdrowy egoizm | Zegar dziejów | Zestrzelenie księżyca | Zginął z rąk słabej kobiety | Zima się nas nie ima | Zjawiskowe | Znak jaskółki | Zrozumieć wartość tego, co nieużyteczne | Zuch zawsze ochoczy! | Zwierzęta pod postacią ludzi | Zwyciestwo konsumpcjonizmu | Ząb mądrości | ie zabijajcie drzew! | ieosobiście | kosmos | Łagodne prawo, ale prawo | Łagodność tygrysa | Śmiechotki, chichotki | Śmiertelna powaga | Śmierć | Światełko w mroku | Świętość, wziętość, nadętość | Życie jest tragiczne | Życie samo | Życzliwe spojrzenia na całość ogródka | Żyć, nie umierać
RSS
czwartek, 31 stycznia 2019

.

 

 

 

 

.

zdjęcie nazumi13

 

 

 

   Wyszedłem z domu przy dźwiękach

Requiem Berlioza (Grande Messe des

Morts, 1837). Przed wyjściem, a

wyjątkowo tego dnia wyszedłem

późno wieczorem, pomyślałem przez

chwilę, że Augustus Pablo będzie

bardziej kojący i przyda mi trochę

dobrej energii. Ale rozejrzałem się po

pobojowisku po zmaganiach Mitsuko

ze śmiercią (są tam jeszcze ślady jej

krwi), wspomniałem na mój stan

zdrowia i wiek...Poza tym Augustus

był ofiarą "personal disorder" i 

jego muzyka nosi czasem ślady

pewnej melancholii. Grał na

niewielkim instrumenciku, który

jest właściwie raczej zabawką, a

uważany jest (słusznie) niemal 

za jakiegoś geniusza. 

    Pudełko z Requiem, nieco

podniszczone, ale zabytkowe i

piękne leżało na fotelu, na którym

po raz pierwszy zauważyłem, że

Mitsuko krwawi, obok

porozrzucanych  książek. Dałem

za nie ledwie 15 zł w second handzie

(jest praktycznie nie do znalezienia).

Teraz mi ich brakuje, ale muzyka

jest!  Nagranie, które mieści się na

dwóch CD jest stare, ale orkiestra

brzmi znakomicie - może trochę

mniej błyszczą chóry. 

      W rodzinie dramat, który 

mnie osobiście tak bardzo nie

dotyka, ale jednak budzi współczucie.

Żona mego ciotecznego brata, o której

bez przerwy mówi się źle, przewróciła

się na ulicy i straciła przytomność. 

Zrobili jej badania, a te wykazały,

że była już przedtem tak chora, że

żaden cud jej nie uratuje. Teściowa

smutna, bo przecież śmierci jej nie

życzyła (synowa jej podobno

dokuczała), brat wściekły, bo pewnie ją

kochał.  Zostaną mu do opieki dzieci

 - w tym jedno wspólne, a już tonie

w długach. Mieszkają daleko, więc

informacje mamy tylko przez telefon.

      Wyznam, że Berlioz nigdy mnie

zbytnio nie fascynował. Jednak

znam i czasem słucham Symfonię

fantastyczną i kilka jego innych

utworów (szczególnie w wykonaniach

na tzw. instrumentach z epoki).

Samo Requiem brzmi na ogół 

dość potężnie (stosownie do

użytych w nagraniu środków), co 

tłumaczą po części okoliczności

i miejsce, w jakim było pierwszy

raz wykonane (na wolnym powietrzu).

Jednak fragmenty pełne

dramatycznego patosu przechodzą

często w brzmienia refleksyjne

i ciche, wypełnione kontemplacją. 

I widać wyraźnie, że chodzi

tu nie tylko o patos Sądu Ostatecznego,

tradycyjną francuską "la glorie"

i króla, ale i o samą, chwilami 

poruszającą, muzykę i o wyrażenie

osobistej wizji i przeżyć w obliczu

śmierci.

      Po wyjściu z domu miałem

przeróżne zajęcia, także fizyczne

- musiałem poprzenosić dość ciężkie

rzeczy w domu matki przed wymianą

jakiejś instalacji i jak zwykle wiele

czasu zajęło mi pokonywanie miejskich

odległości.

     Ale wyobraźnia moja (jeśli tak

mogę nazwać pewne działanie mojego

umysłu) prowadziła mnie ku pustce

jakiegoś oceanu.  Siedziałem pośrodku

tego oceanu późno w nocy na malutkiej

łódce, a fale nie poruszały się i wszystko

zastygło w mroku. Księżyc był w pełni. 

Kiedy pogrążony w drzemce patrzyłem

w dal - woda zlewała się z niebem i nie

potrafiłem ich od siebie odróżnić. Potem

nagle obraz ten znikł i ogarnęła mnie

nieprzenikniona ciemność. A w chwilę

potem znikłem i ja.

 

 

 

 

środa, 30 stycznia 2019

 

...Zamieć przykryła śniegiem okno.

Ćmy cisnęły się do światełka lampy

naftowej. Makar Iwanowicz napalił

w piecu. Drwa miał przygotowane już

od końca lata. "Niech tam sobie zima

za oknem hula, a mnie tu będzie ciepło!"

Koty wygonił z sieni, żeby nie wypijały

mleka i śmietanki - zawsze któryś się

zakradnie! - a pies biegał po dworze,

bo lubi, jak to pies.

     Wszystko było w idealnym porządku,

tylko wiatr jakoś wył po polu. No i babki.

jak ją nazywał, to znaczy żony, nie było. 

Zeszła zeszłej wiosny. Pochował ją na

wiejskim cmentarzu obok starego wiązu. 

Czasami wydawało mu się, że słyszy

w porywach wichru łkanie, albo

głos niemowlęcia, ale koty pochowały

się w jakichś dziurach, więc to pewnie

ona. Niby baba z wozu, koniom lżej

- a jakoś nie tak!  Niechby nawet mordę

na niego wydarła, że butów nie zdjął,

albo do zupy dodała zbyt dużo soli. 

Tylko tego rachmistrza z dworu lepiej,

żeby nie wspominała. Ale dzięki Bogu

ten łajdak przecież nie żyje!

     W kuchni pod piecem w szczelinie 

mieszkała mysz.  Makar Iwanowicz

dokarmiał ją trochę. I tak w końcu

zemrze...Ale chyba zasnęła, bo od

jesieni jej nie widział. 

    Gdy tak sobie roił o tym i o owym

z drzemki wyrwało go głośne stukanie.

"Ki diabeł!" - zaklął i przeżegnał się.

- OTWIERAJ KANALIO! - usłyszał 

przez drzwi. Ale drzwi były otwarte

i po chwili posłyszał tupanie w sieni,

jakby wpadł do niej nie jeden, a sto

diabłów.

- Wódeczkę masz? - zapytał młody

oficer - A wnuczkę? Bo żołnierzowi

jebać się chce!  A może czerwoni

wychlali? - 

- Ano znajdzie się!  A dziewczyny nie

ma. Umarła... - 

- To może być jej matka.  Chyba, że

już ją wyruchali.  Choć nie zaszkodzi

drugi raz. -

- Wyjechała.  Denikin ich pogoni! - 

- Toś ty kułak jak wódkę masz, a może

i zagrychę! -

- Ano, kułak! - zaśmiał się chłop.

     Było ich sześciu, a może ośmiu,

ubranych w ładne mundury. Chłopaki

jak malowani, ale pili na umór.  Jeden

nawet po kuchennym stole tańczył,

drugi zasnął, a pozostali przekrzykiwali

się.  Zakąska owszem była - słoninka,

miód i ogóreczki z piwnicy. Ale nagle

oficer przywołał ich do porządku, wyjął

pistolet i powiedział:

    - Zachowujmy się godnie. Nie po to

krew przelewamy!  Nie jesteśmy tacy,

jak oni.  A ty dziadku nie patrz tak

na mnie, bo za chwilę cię kułaku

rozstrzelamy!  A wiesz za co?  Głód

po wsiach straszliwy, ludzie padają

jak muchy, sieroty płaczą,  kobiety nie

chcą dać, a ty tu sobie dogadzasz

w najlepsze. Prawdę mówię? - 

- To wy nie nasi! - wykrzyknął chłopina.

To prawda, że ostatnio niedowidział,

ale przecież oficer miał ryngraf z

Matką Bożą.  

        Za stodołą padł tylko jeden

wystrzał. Szkoda marnować kul! 

Po chwili w izbie zjawił się oficer.

Prowadził ze sobą białą, nakrapianą

klacz i niósł parę porządnych

butów. 

       Dziadek leżał w śniegu z bosymi

nogami, trząsł się z zimna i powoli

sztywniał. "O Boże!  A tacy kulturalni

byli i odprasowani, że pomyślałby kto...

nasi.  Człowiek już nie wie, kto biały,

a kto czerwony!"

      Pies podszedł do niego i głośno

zawył. Ale Makar Iwanowicz już tego

nie słyszał.

     Sprawdzili za ikoną, czy nie ma tam

jakich rubelków, a psa zastrzelili. 

Przespali do rana i ruszyli w dalszą 

drogę...Słonko zaświeciło i wrony

wesoło krakały.  

     Liaguszka znaczy żabka.

 

 

 

wtorek, 29 stycznia 2019

 

   Wczoraj na przystanku końcowym

pewnego autobusu znalazłem

prześmieszną bombkę choinkową

(w pozostawionym pudełku było ich

więcej).  Namalowano na niej trzy

koty. Niebieski po środku gra na

basetli, a dwa koty w kolorze

złotym po lewej i prawej stronie

grają na klarnecie i na skrzypcach.

Zabrałem ją sobie do domu. 

Ale ta kocia muzyka przypomniała

mi o tym, że Mitsuko nigdy już

nie wybiegnie mi na spotkanie. 

      W tym samym autobusie na

pętli spotykam teraz codziennie

tego samego młodego (jeszcze)

człowieka z czarną teczką. 

Widuje go zresztą już od bardzo

dawna,  ale ostatnio była przerwa. 

Jego rytuał jest niezmiennie taki:

Staje naprzeciwko miejsca, na

którym usiadłem i stoi tak przez

całą drogę, mimo, że autobus

jest pusty, a kiedy wysiadam

wysyła SMS-a.  Przypuszczam, że

jest to jakiś urzędnik biurowy

wyższego szczebla, którego praca

akurat się kończy.  Ubrany jest

dość elegancko - w cieplejszej

porze roku w garnitur.  Zauważyłem,

że przygląda mi się czasem,

ponieważ ja sam też zawsze siadam

na tym samym miejscu.  Przez

ostatnie kilka dni jestem tak

zmęczony, że od razu zasypiam.

Ale, kiedy się budzę, to mam wrażenie,

że obudziłem się w jakimś opowiadaniu

Kafki. 

      Napracowałem się trochę nad

poprzednim tekstem, którego pewnie

nikt nie przeczyta.  Jednak przez cały

dzień (ze względu na dzień wczorajszy)

przypomina mi się napis wydrapany

przez więźnia obozu koncentracyjnego

na ścianie baraku:

    "Jeśli Bóg istnieje,

będzie musiał błagać

mnie o wybaczenie."

 

      Ale Edelman mówił coś bardziej

nawet radykalnego:  "Nieba w górze

nie ma, a ludzie są źli."  Czy nawet

powiedział - "Człowiek jest zły"...

     Zwykle od autobusu mam jeszcze

spory kawałek do przejścia i czas na

to, aby pomyśleć o czymś, co zajmuje

moją uwagę. 

     Przez jakie piekło muszą przejść

ludzie, aby myśleć tak, jak ten więzień,

albo bojownik Powstania?  I czy w naszej

codzienności nie ma jednak czasem

czegoś z tego piekielnego żaru...


     

zdjęcie nazumi13


   

 

   Hugh Mundel jeden z najciekawszych,

prawdziwie uduchowionych wokalistów

muzyki reggae przeżył ledwie 21 lat.

A Jacob Miller, bardziej uwielbiany na

Jamajce od Marleya' a  tylko 25.  Ten

drugi zginął w wypadku samochodowym.

Jego "lionic voice" pozostał w pamięci

tylko niewielu. 

     Starsi, którym udało się przeżyć i

trzydzieści parę lat, a nawet czasem

więcej niż czterdzieści, umierali na

raka jak genialny Keith Hudson,

albo padali ofiarą mordu, jak cudowny

Prince Far I.  Niektórzy, jak Gregory

Isaacs, bożyszcze milionów kobiet na

świecie, przed przedwczesną śmiercią

byli już jedynie "wrakami" ludzi, na

których trudno było patrzeć bez wyraźnej

przykrości. (A podobny był los Dennisa

Browna, nazywanego księciem muzyki

reggae).  Ale to już wina ich miłości do

kokainy lub innych używek, która niszczyła

ich życie i twórczość. Natchnionego

Augustusa Pablo zabiła depresja, Juniora

Bylesa zbyt ciężka fizyczna praca. Wszystkim

skrócił życie wyzysk, bo profity od ich

popularności czerpały wytwórnie płytowe,

których nie obchodził los artystów, na

których nie mogły dostatecznie dużo

zarobić.

     Równie dobrze mógłbym pisać o krótkim

życiu wybitnych kompozytorów przeszłości,

albo takich sław jak Jim Morrison,

Jimi Hendrix, czy Ian Curtis. Ale w ich

wypadku śmierć nie oznaczała wykreślenia

ze zbiorowej pamięci.  Dlatego wybrałem

tych nieszczęśników, wykonujących reggae

i to nie Boba Marleya, którego każdy zna.

Oczywiście wszyscy przeze mnie

wymienieni wykonawcy są nadal przez

kogoś podziwiani, a czasem nawet

szczególnie uwielbiani.

      Czy można być szczęśliwym żyjąc

zbyt krótko?  Czy nie przeżywając życia

do końca można osiągnąć dojrzałość?

Czasem śmierć jest dodatkowym powodem

do powstania legendy i ogromnej sławy.

Ale ilu dochodzi ludzi, których twórczości

nikt prawie nie poznał.

      Całkiem świadomie pytam o to,

odwołując się do przykładu muzyki,

uważanej (raczej niesłusznie) za

beztroską i całkowicie pozbawioną

egzystencjalnego charakteru.

Wspominam o muzyce tworzonej przez

ludzi prostych, czasem nawet tzw.

naturszczyków, ale o muzyce

uduchowionej, i mistycznej, o

wyraźnym przesłaniu.

     Na drugie pytanie łatwo

odpowiedzieć.  Wielu ludzi młodych

miało doświadczenie i siłę duchową,

którą trudno nam sobie wyobrazić.

Budda osiągnął oświecenie przed

trzydziestką, Jezus umarł niewiele

tylko przekraczając ten wiek.  W tym

sensie obaj nie byli mędrcami, którzy

przeżyli "kawał życia", choć Budda w

końcu nim został.  (Według definicji

ojca Bocheńskiego mędrcem może

być tylko ten, kto długo żyje i nie daje

się zabić). Spinoza miał dwadzieścia

parę lat, kiedy tworzył swą metafizyczną

etykę.  A bardzo młody Goethe potrafił

niezwykle sugestywnie pisać o

przeżyciach ludzi, którym minęło całe

życie. A podobnie równie młody

Schubert potrafił to ukazać w swych

pieśniach.

      Tak więc to, czy jesteśmy

dojrzali, czy nie, niekoniecznie

zależy od wieku.  Wielki chiński

filozof Wang Bi miał chyba 21

lat, kiedy odszedł z tego świata,

czyli praktycznie nic o życiu

nie wiedział ;-)

 

 

 

 Zamordowany w 1983 r, w wieku 38 albo 39 lat 

największy prorok muzyki reggae Prince Far I

deklamuje Psalm 23 z Księgi Psalmów, rozpoczynający

się od słów: "Pan jest pasterzem moim..."

 

-----------------------

Mam nadzieję, że ten mój krótki

tekścik wyróżnia się przynajmniej

tym, że wspomina o życiu ludzi

wielkich i małych.  Ale tych małych,

czasem prawie już niezauważanych,

stara się ukazać w ich blasku,

ubolewając nieco nad tym, jak życie

ich niszczyło. A przecież czuli

i pragnęli wyrazić tak wiele...

 

 

 

 

 

poniedziałek, 28 stycznia 2019

 

        "Why? Wher is humanity, care about nature,

        respect for life on the Earth. Insane creatures! 

        Than are the same between people."

        (Komentarz Czytelniczki mojej strony

         internetowej, na której udostępniłem zdjęcia)

 

 

    W naszym kraju ma miejsce okrutna

i bezmyślna rzeź dzików.  Zabijane są

matki z malutkimi dziećmi.  To jest

widok rozdzierający serce.  Jest też

odstrzał żubrów w Puszczy Białowieskiej

i projekt posła PiS-u, żeby powystrzelać

żurawie.

    Pamiętamy jeszcze niedawną rzeź

drzew.  Wiemy o tym, że rząd lekceważy

smog i inne przejawy degradacji

środowiska naturalnego, że nie ma

litości dla chorych starszych i biednych

ludzi, bo ważny jest tylko rachunek

ekonomiczny, że pacjenci na onkologii

umierają, bo nie stosuje się optymalnej

(za drogiej niby) terapii, że chorym na

cukrzycę ucina się stopy, bo jest to

tańsze niż nieinwazyjne leczenie,

które w dziesiątkach tysięcy

przypadków byłoby możliwe, że skąpi

się pieniędzy na naukę, kulturę

i edukację, że są miliony niedożywionych

dzieci, że każdej zimy zamarzają setki

bezdomnych.

      Nie pytam, dlaczego wybieramy

takich polityków.  Fakt ten można

tłumaczyć różnie, ale bez szacunku

dla ludzi starych, słabych i chorych,

dla dzieci i bezbronnych zwierząt,

środowiska naturalnego, kultury

i wiedzy, jako społeczeństwo należymy

do trzeciego świata. Bez współczucia,

które chroni przed okrucieństwem

i zobojętnieniem na cierpienie innych

wszelka kultura jest jedynie fikcją.  


   

 

 

    To była chyba niedziela, koniec

tygodnia i jutro znowu trzeba było

wstawać do roboty. Charon splunął

tylko i rzekł:

    - Za dużo tych duszyczek!

Należy mi się chyba jakaś pauza.

Łódź ledwie wydoli.

    - Ano wojna! - warknął basem

Cerber - Troja padła!  Sami

bohaterowie na marach. Ten z

prawej to Hektor... -

    - Bohater, nie bohater, trup

zaważy tyle samo. Pluton obiecał

mi urlop jakieś tysiąc lat temu. -

   - Ten ciemny ch...j nigdy nie

dotrzymuje słowa! -

   Głos z wnętrza

ziemi:

   - UWAŻAJ, CO

SZCZEKASZ, TY

PSIE, BO KAŻĘ

CIĘ WYCHŁOSTAĆ!

   Słysząc słowa samego Boga

Poczciwy Cerber wywrócił się

na plecy i zwyczajem małych

piesków zaskamlał prosząc

o litość. Bóg był najwyraźniej

w dobrym humorze:

    - TYM RAZEM CI DARUJĘ! -

zagrzmiał - NIECH MI SIĘ TO

WIĘCEJ NIE POWTÓRZY! -

    - Przysięgam na brodę Zeusa

szefie! -

    - TYLKO NIE NA ZEUSA!

TU NIE MA ŻADNEJ WŁADZY

TEN MÓJ BRACISZEK. -

    Zrobiło się nagle całkiem

ciemno i słychać było tylko

brzęczenie czarnych pszczół.

Cisza zapadła śmiertelna.

   - Mam nadzieję, ze ten kutas

wyłączył podsłuch! - mruknął

Pies.

   - KUTAS!!!!! -

jeszcze nigdy głos

Boga nie był tak

przerażający

i nieszczęsny Pies rozpadłaby

się chyba ze strachu na kawałki,

albo zapadł pod ziemię.  Ale

przecież pod ziemią już był! 

Charon westchnął tylko ciężko

i powiedział:

   - Na mnie już czas. Cała nadzieja

w tym, że biedaków nie stać

nawet na obola i muszą tłoczyć

się przy innym wejściu do otchłani. -

   Minęło 2000 lat, a może nawet

trochę więcej i scena powtórzyła

się niemal toczka w toczkę. Choć

była już wtedy inna,  zimna wojna.

   - A ten, to kto? - spytał Cerber

- Boję się go prawie jak samego

Hadesa!  Dlaczego jest sam na

łodzi? - 

    - Ach...ten. To towarzysz Stalin,

Ojciec Narodu. Miejsce docelowe

- Elizjum. Podobno władzą

dorównywał bogom, a ludzie bardzo

go kochali.  Wygrał też wielką 

wojnę! -

    - A może raczej Tartar?  Obiło

mi się o uszy, że wygubił miliony. -

    - To już zależy od sędziów,

Psino!  Nie nam wyrokować! 

Masz szluga? -

    - Weź tego peta! - zlitował

się Cerber.  - Większość dusz

chyba nie pali...

 

 

 

   

 

 

 

niedziela, 27 stycznia 2019

 

 "Pewnego razu opowiedziano rabbiemu

o wielkiej nędzy, jaka panowała wśród

biedaków. Słuchał pogrążony w smutku.

"Ściągnijmy Boga na świat - wykrzyknął -

a wszystkie potrzeby zostaną zaspokojone!"

(Martin Buber, "Droga człowieka według nauczania Chasydów")

 

      Buber zastanawia się, czy to, aby nie

bezczelne, ale mówi, że Bóg chce, aby

człowiek go trochę przymusił. "Łaska

Boża polega właśnie na tym, że Bóg sam

chce być pokonany przez człowieka, że

w pewnym sensie oddaje się w ręce

człowieka...Taka jest tajemnica naszej 

egzystencji..."

     Trochę mi to przypomina Mistrza

Eckharta, który twierdził, że Bóg musi

zamieszkać w pokornej i czystej duszy.

Po prostu takiej mocy nie potrafi się

oprzeć.

     To wdzięczne przejawy mistycyzmu,

ale powstaje pytanie: Dlaczego ludzie

są tak niewrażliwi na potrzeby swych

bliźnich, że potrafią patrzeć jak inni

ludzie, często też dzieci, cierpią lub

giną z głodu? 

     Dlaczego Bóg wycofał się ze świata,

też jest zagadką, bo wpędził przez to

swych wiernych w niezłą Kabałę ;-)

    

sobota, 26 stycznia 2019

 

     Zawsze chętnie wracam do

wierszy Ryokana, dokądkolwiek

się udaję. Szkoda, że znam je

tylko w przekładzie (Piotra

Madeja).

      

      *** 

Kwiat bez umysłu zaprasza motyla do siebie;

Motyl bez umysłu odwiedza kwiat.

Kwiat się otwiera, motyl przybywa;

Motyl przybywa, kwiat się otwiera.

Nie znam innych.

Inni nie znają mnie.

Nie znając niczego poznaję naturę rzeczy.


 ***

Pusta i głucha, moja prosta chata

przetrzymała kolejny dzień bez gości.

Siedzę sam przy cichym oknie

i słyszę tylko spadające liście.

 

Chciałbym mieć chatkę w tak

pięknym miejscu jak Ryokan.

I niechby tam na mnie padał deszcz

lub sypała zamieć.

A tak mogę ją sobie tylko wyobrażać.

Zresztą, jak wiadomo, nie był on

jedynie samotnikiem. ;-)

 

 

 

zdjęcie nazumi13


...

...

...

Jest ich oczywiście znacznie więcej, ale wybrałem dzisiaj te

trzy o miłości i współczuciu raczej niż o rezygnacji i śmierci. 

Wszystkie trzy mają swe inne wersje na koncercie "Live in

Reykjavik" wydanym w 2017 roku. Jest to bardzo ciepły

koncert, ale wspominałem już o nim...

Zawsze je bardzo przeżywam i nie potrafię o nich mówić

bez jakiegoś miłosnego wyznania. (Stąd ten nie pozbawiony

patosu tytuł).    

piątek, 25 stycznia 2019

 

    Rano przypomniały mi się słowa

Danka, że powinienem czuć się

jak King David, bo Pan Bóg mnie

umiłował. 

    "To dobrze się składa"

- pomyślałem - "Mam piękną płytę

na flet i harfę. Flecistka imituje

śpiew ptaków, a harfistka szemrzący

strumień. Leśnie nimfy tańczą

w cieniu drzew, a zachodzące

słońce prześwituje delikatnie przez

ich konary...Posłucham jej, a potem

przez cały dzień będę szczęśliwy.

To się nazywa muzykoterapia!"

    Włączam płytę (CD w nieskazitelnym

stanie), słucham pierwszego utworu,

a przy drugim okazuje się niestety,

że CD jest do wyrzucenia, a odtwarzacz

kompletnie fiksuje. Ale na szczęście

nie na długo. 

    "Widocznie Pan Bóg chciał mi

uświadomić, że mam mu być wdzięczny

nie tylko za jego dobroć!" - mówię sobie 

- "Chce mi też chyba dać do zrozumienia,

że nie powinienem być hedonistą. Ale

dobrze, że przynajmniej nie zniszczył

odtwarzacza!"

     Wieczorem sąsiad ma przyjść do

mnie na prywatną lekcję filozofii.

Mama przez pół dnia wydzwania

i ponagla, żebym się aby nie spóźnił, bo

sąsiad to poczciwy i uczynny człowiek.

(A to jest prawda!)  W końcu jakoś

dojechałem...Ale zamiast o filozofii

gadamy o polityce: że Tusk to Kaszub,

a żaden Kaszub nie czuje się Polakiem.

Nic zatem dziwnego, że wysługuje się

Merkel...itd.  Choć na początku sąsiad

mądrze zagaja: "Religia uczy wiary, a

filozofia niewiary. Co kto sobie wymyśli!"

     I tak się zakończył mój dzień

poświęcony muzyce i filozofii. :-)

 

   

czwartek, 24 stycznia 2019

 

    "Cyt!  Otwórz okno! Zima cicha,

   Nie wiosny drżą w powietrzu dreszcze

   I ziemia jeszcze nie oddycha,

   Nie zmyta przedwiosennym deszczem. 

 

 

   Słuchaj!  A może głosem chorym

   Przyzywam wiosnę niepotrzebnie?

   I może moje brzmią klangory

   Melodią zimną, choć podniebną?

 

 

   Może nad moim głuchym domem

   Ciągną i gęsi, i żurawie,

   Jak nad zetlałym dawno grobem

   Odbitym w przezroczystym stawie?"

 

   (1 stycznia 1939)

 

 

         Coś mi ten nastrój przypomina...A teraz

mamy 2019.  W 1939 r poeta miał przed sobą

41 lat życia, a wiele jego najważniejszych

utworów jeszcze nie powstało. Trudno powiedzieć,

skąd biorą się takie nastroje, bo sam upływ czasu

ich nie przynosi, ale raczej to, co czas ze sobą

niesie - chwile, które przeżywamy w pewien

sposób. I chociaż perspektywa życiowa wraz

z wiekiem ulega dość gwałtownemu ograniczeniu,

to jak patrzymy na życie ma wiele przyczyn.  

Tak, czy owak, piękna bywa taka melancholia.

      Można oczywiście pytać, do jakiego stopnia

poezja, jako coś mglistego, przemija.  I czy 

skoro zmieniają się środki wyrazu, style i mody,

pozostaje coś, gdy ta mgła opada.  Mnie wydaje

się, że jeśli utwór wyraża jakieś przeżycia

autentyczne, to nawet, jeśli jego stylistyka, czy

forma nabiera cech pewnej archaiczności, jest

w stanie nie tylko przetrwać, ale wciąż wiele nam

mówi.

      Nie wszyscy rodzimy się poetami. A nawet

jest tak, że większość z tych, którzy utwory

poetyckie piszą i odnoszą w tym sukces, nie

wyraża czegoś istotnego, na czym warto by

zatrzymać dłużej uwagę. Ale jeśli poezja

wyraża jakiś nastrój egzystencjalny albo

przeżycie metafizyczne, to nawet, gdy z

pewnych przyczyn zagubi coś z konkretu

i niedopowiedzenia, zachowuje jednak swą

wartość, choć niekoniecznie zawsze jako

wypowiedź poetycka.



 

    To moja ulubiona piosenka z płyty

"So Tonight That I Might See" Mazzy

Star.  (Szkoda, że nie mogę tu umieścić

wersji nagrania z oryginalną okładką).

Brzmieniem przypomina nie tylko

Velvet Underground...

    Tak mi jakoś przychodzi do uszu 

w tych niewesołych dla mnie dniach.  

Choć ostatnie są nieco lepsze... :-)

Właśnie skończył się semestr.

   Ale uszczęśliwili mnie dzisiaj listem,

że przez pomyłkę przelali na moje konto

o 200 zł za dużo i proszą o

natychmiastowy zwrot, co oczywiście

jest chwilowo niewykonalne. (:  Opisali

też ze szczegółami, że ich pracownik

pomylił się i mają nadzieję, że więcej

się to już nie powtórzy.

 

środa, 23 stycznia 2019

 

    Ktoś za mną szedł. Nie lubię, kiedy ktoś

za mną idzie, bo nie mogę wtedy mówić

do siebie, ani spokojnie kląć. Obejrzałem

się - nikogo nie było.  Wiatr targał topolami,

a za mną był pusty chodnik. Jednak byłem

pewien, że ktoś był tuż za moimi plecami,

bardzo blisko.

     Kiedy przychodzę do domu wita mnie

umarły kot. Jest tu lub tam, w zależności

od tego gdzie spojrzę.  I mimo woli

przypomina mi się człowiek, który odwiedził

mnie we wrześniu, popatrzył na moją Mitsuko

i powiedział: "Ten kot niedługo umrze." 

     Człowiek ten miał ze sobą wielką torbę

wypełnioną narzędziami, bo przyszedł

naprawić mój głośnik, a przy okazji odwiedzić

okolice, w których kiedyś mieszkał. To

taka przyjacielska pomoc, a przy okazji

podróż sentymentalna.  Jest niezwykle

bystry i inteligentny, a jego komentarze

dotyczące drugiej wojny światowej albo 

ekonomii, nie mówiąc o muzycznych, 

bo obaj jesteśmy melomanami, wzbudzają

w towarzystwie podziw. Bywa zgryźliwy

i ma dość cięte poczucie humoru. Ale

Mitsuko dawno nie widziała już człowieka

(poza mną oczywiście) ani torby. Usiadła

więc obok. 

    Jednak znajomy nie mógł iść za mną.

Szybko zorientowałem się, że musiał

to być duch, a nie człowiek, którego

przecież bym zobaczył.  Próbowałem

domyślić się, czego może ode mnie

chcieć.  Zapytałem go nawet o to

wprost. 

      - Kiedy jutro będziesz słuchał

"Combat de la Mort et de la Vie"

Messiaena, pomyśl o mojej żonie

Mariannie.  Już nie żyje!  Zmarła

trzy miesiące temu.  Bardzo lubiła

utwory organowe Oliviera Messiaena.

Mam nadzieję, że wiesz już jak kończy

się walka życia ze śmiercią. Kiedy

Twój kot skonał i zesztywniał

definitywnie zakończyła się ta walka. 

Zresztą widziałeś to już wcześniej.

Na ludziach. -

      Rozejrzałem się, czy przypadkiem

nikt nie przechodzi i mówię:

     - Ale przecież Ty żyjesz, choć

niedawno umarłeś.  Kto odszedł

wcześniej? -

     - Marianna umarła trochę przede

mną. Zginęliśmy w wypadku

samochodowym. Była mgła i wjechałem

w coś. Całe szczęście, że nie trafiliśmy

do szpitala. Pokłóli by nas tam...Śledziłem

cię już od chwili, kiedy oglądałeś CD w

sklepie. Dawno tego nie robiłeś. A kiedy

zobaczyłem, że to Messiaen pomyślałem,

że mogę cię namówić na pójście do

filharmonii, ale powiedziałeś, że nie

masz pieniędzy. Po co oglądałeś to CD,

skoro miałeś takie samo w domu? -

      - Cieszyłem się, że jest. -

      - Jesteś człowiekiem życzliwym?

Widzę, że marzną ci ręce, a mimo to

ze mną rozmawiasz.  Mieszkam w Holandii,

więc nie będę tu częstym gościem.

Zresztą w pewnym sensie obaj już nie

żyjemy.  Przecież jutro, albo najpóźniej

za dziesięć lat, może cię nie być.

Wyobrażamy sobie tylko, że istniejemy.

...A temu przyjacielowi musisz wybaczyć.

On nie chciał uśmiercić twojego kota.

Przecież wypiliście razem tyle wódki.

To stwarza prawdziwą komunię!  Idź

zatem i nie oglądaj się za siebie. -

     Powiedziawszy to duch znikł, a ja

zacząłem szukać klucza od mieszkania,

myśląc, że Mitsuko już na pewno słyszy

moje kroki na schodach i czeka przed

drzwiami.

    Po wejściu zapaliłem światło i

zobaczyłem jakąś kartkę na biurku. 

Przeczytałem ją nie zdejmując płaszcza:

"Kłamie jak z nut!   Po pierwsze, to ja

prowadziłam.  Po drugie, to on pierwszy 

odwalił kitę. Po trzecie, on wcale nie

przejmuje się twoim kotem. Jest głęboko

obojętny.  A po czwarte, jest przy głuchy

i nigdy nie słyszał Messiaena...

      Z poważaniem

 

      Marianna"

 

 

     

 

 

      

 

 

 

wtorek, 22 stycznia 2019

 

   - Pewien podstępny człowiek zapragnął

zniszczyć boga Krisznę. Jak powiada

święta księga Śrimad Bhagavatam

"zaangażował wielkich czarnoksiężników,

którzy posiadali zdolność osiągnięcia

jakiejkolwiek upragnionej przez siebie

formy. Ale tak, jak dziecko z łatwością

rozbija lalki, tak Pan zabił ich podczas

swoich rozrywek." 

     Gdzie jakiś czarnoksiężnik będzie

się równał z boską istotą!  Bóg zabił

wszystkich jednego po drugim tak,

jakby bawił się lalkami. Dla niego

nawet najpotężniejsza istota jest

niczym lew-zabawka albo

tygrys-zabawka dla dziecka, które ją

rozbija. Tak wielka jest jego moc!

Głupiec myśli, że może zabić Boga. -

powiedział dziadek.

      - A Jezus? - spytała dziewczynka.

      - Nie słuchają go. To dranie!

Dlatego milczy.  Nawet prostego

przykazania "Nie zabijaj!" nie

przestrzegają. -  

      - Dziadku, a co się stało z tym

gniazdem szerszeni przy wejściu

do piwnicy? -

      - Jak to, co?  Zniszczyłem je,

a szerszenie spaliłem. -

      - Zabiłeś je, dziadku! -

      - A szerszeń to człowiek? -

      - Ludzie są czasami gorsi niż

szerszenie! -

      - E tam!  Jak ktoś nie jest

uczulony to jad go nie zabije!

      - A zniszczyłbyś gniazdo

ludzkich szerszeni, dziadku? -

      Ale dziadek nie odpowiedział.

Przez cały wieczór siedział w

pasiece i podbierał pszczołom 

plastry miodu.  W tym samym czasie

dziewczynka bawiła się w ogrodzie,

patrząc jak króliki skaczą, albo

ogryzają kapustę.  Ale kiedy

słońce już zachodziło jednego

rozszarpał pies.  Dziewczynka płakała.

     Dziadek poczęstował ją mlekiem

z miodem i pokazał na niebie pierwszą

gwiazdkę. Była to Gwiazda Wieczorna.

Dziewczynka przytuliła się do niego

i zasnęła.  A wtedy zjawił się przed nią

Duch Szerszenia i wyrzekł następujące

słowa:

     - Kiedy będziesz umierała, ukażę

się i będę wesoło bzykał dziadkowi do

ucha! -

     - Jesteś okrutny! - powiedziała

wnuczka. - Na pewno przeżyję dziadka.

Nie zauważyłeś, że to dobry człowiek?

     - Zauważyłem. Kiedy miałem

nadpalone skrzydełka, wepchnął mnie

do ognia. Jestem mu za to ogromnie

wdzięczny! -

    - No widzisz. - powiedziała

dziewczynka.

    

 

             

     

poniedziałek, 21 stycznia 2019

 

   "The Buddha once discoursed

on the condition of the wicked person and

that of the virtuous person. "The wicked

person", he says, "is one who is not 

grateful and who does not bear in mind

any good rendered to him."

    (Shundo Tachibana, "Ethics of Buddhism")

 

    Każdy chyba, kto coś dla innych robi,

zetknął się z taką osobą.  Przemilczanie

tego, co dobre, często takim ludziom nie

wystarcza i posuwają się do atakowania.

Szczególnie dobrze widać to w życiu

publicznym. Przykład odpłacania za dobro

Orkiestrze Świątecznej Pomocy jest tu dość

wyrazisty.

 

 

zdjęcie nazumi13  

niedziela, 20 stycznia 2019

 

             "Szlachetny

władca nie żywi

osobistych uraz."

       (Liezi) 

        

         Ale jest coś w polityce bieżącej

znacznie gorszego od pielęgnowania

uraz. To jest ich instrumentalne

traktowanie.

 

zdjęcie nazumi13


 

     Nie zdziwiłbym się :-) Choć mą ulubioną płytą pozostaje

"Leahkastin" (1994). Jest tam piękna piosenka "Maid Aiggot

Muinna Eallin", ale też i wyjątkowo udane, działające na

wyobraźnię, płynące aranżacje. I jak zwykle dobra, pozytywna

energia...Marie żyje teraz w samotności, z dala od świata

(cywilizacji).  A w 2017 roku nagrała nietypową dla siebie

angielskojęzyczną płytę "See The Woman."  Jest ona chwilami

bardzo melancholijna i uczuciowa, a jej teksty o czymś istotnym

mówią. Ostatnio sporo jej słucham, bo mnie wzrusza, ale język

angielski bliższy jest jednak stylistyce popu, a brzmienie

trochę odbiega od tego, jakie najbardziej u niej (i nie tylko)

lubię. Byłem nim trochę nawet zaskoczony...Ale złe nie jest.

 

sobota, 19 stycznia 2019

-  

   Na pewnym targu w Szirazie,

gdzie sprzedawano najpiękniejsze

latające dywany, miał stragan

pewien tajemniczy człowiek bez

twarzy. Przed nim na podwyższeniu

stały dwa kosze. Jeden był pusty,

ale kupiec stale coś z niego wyciągał,

a drugi stał zakryty, a po pewnym

czasie pokrył go kurz i pył.

- Chcę zajrzeć do tego kosza -

powiedziała Sheba wspinając się

na palce.

- Nie radzę do niego zaglądać, ale

o tym niech decyduje twój ojciec,

który jak widzę, jest potężnym

królem! -

- Proszę! - rzekł ojciec i księżniczka

zanurzyła dłoń w koszu, ale przecież

nic w nim nie było. - Chyba kpisz

sobie ze mnie! - wykrzyknął.

- Ależ skąd! Zapewniam Waszą

Wysokość, że tam coś było, ale

twoja córeczka przekona się o tym

dopiero w nocy. -

- Nie będę kupował kota w worku. - 

dodał uprzejmie król.

     Ale kupiec roześmiał się tylko

i wydobył z drugiego kosza pięknego

perskiego kota o oczach jak błękit.

Musiał być bardzo drogi i miał

na szyi złoty dzwoneczek z rubinem,

więc król w końcu dobił targu.

    Po powrocie do pałacu dziewczynka

przez cały dzień bawiła się z kotem,

a kiedy nadszedł wieczór, położyła się

spać. Ale nie spała dobrze! Przez całą

noc męczyły ją jakieś koszmary.

     Opowiedziała o tym ojcu, a ten

kazał przyprowadzić kupca. Jednak

właściciel kosza zniknął i nie można

go było nigdzie odnaleźć.

     Mijały miesiące i lata, Sheba

piękniała i trzeba byłoby ją wydać

za mąż zanim się całkiem nie

zestarzeje, ale była wciąż

niewyspana i blada, a król, który

nie miał więcej córek na wydaniu,

był tym mocno zatroskany.

     Którejś nocy w stolicy pojawił

się Wielki Mag o imieniu Zoroaster.

Władca zawezwał go na dwór,

złożył mu pokłony i rzekł:

     - O Wszechpotężny! Radziłem

się już Egipcjan i Chaldejczyków,

ale nie wiedzą jak jej pomóc. Jej

uroda więdnie...Skończyła już 13

lat i niedługo trudno będzie dla

niej znaleźć męża.

     - No problem! - uśmiechnął się

mag. - Za trzy złote wozy bojowe

z końmi uwolnię ją od tych sennych

mar.  Ale konie muszą być

najpiękniejsze - zarówno czarnej

maści, jak białej. -

     Król chętnie na to przystał i

obiecał dodać jeszcze 20 młodziutkich

niewolnic o gładkiej skórze, jednak

okazało się, że nawet dla tak wielkiego

maga nie było to wcale łatwe.

    - Potrafię sprawić, że zimą jest lato,

a jesienią liście nie opadają z drzew,

ale nie mogę przegnać jednej mary -

żalił się.

     - W takim razie pożegnaj się z

wozami. Otrzymasz jedynie konie. -

oznajmił król i zafrasował się tak

bardzo, że w ciągu jednej nocy

posiwiał, a wkrótce potem umarł.

A wtedy jego małżonka, zła i

podstępna kobieta, która nie była

matką dziewczynki, wtrąciła ją

do lochu. A tam przykuta do ściany

i obgryzana przez szczury zmarłaby

zapewne nie widząc słońca i nie

ukończywszy nawet 16 wiosen, gdyby

nie to, że nieoczekiwanie zjawił się

kupiec - sprawca jej nieszczęścia

i przywołał ową marę. A ta,

niezauważona przez nikogo,

wyłamała wszystkie zamki i kłódki,

i usypiając strażników wyprowadziła

w środku nocy dziewczynę, a po 

kilku dniach zmieniła się w

szlachetnego i przystojnego księcia.

Bóg jest wielki, a jego Światło przenika

przez wszystkie ciemności!  A smutek

w jednej chwili zamienia w wesele...

     Szkoda tylko, że jej ojciec tego

nie dożył!  A i strażnicy przedtem

nagwałcili się jej wielce, trochę z nudów,

częściowo dlatego, że była to jednak

księżniczka, a po części z powodu jej 

nadzwyczajnej urody. Ale w naturze

nie ma rozwiązań idealnych...

 

piątek, 18 stycznia 2019

 

 - "Gdy śmierć nadchodzi, ptak smutno

śpiewa, a człowiek dobre wypowiada

słowa."  Znałeś to? - spytała Kotomi. 

   Toru nawet się nie poruszył.  Był

napięty jak cięciwa łuku.

- Myślisz, że to niczego nie zmienia? -

- Co? -

- Świadomość, że niedługo stąd

odejdziemy.  -

- Muszę już iść! - powiedział - Nie mam

czasu na takie dywagacje.   

   Kiedy wyszedł, Kotomi przesunęła

doniczkę z pelargonią tak, że słońce

przestało na nią świecić i nalała z

konewki wody.  Utopiły się w niej

jakieś owady.  Miały długie odnóża,

tak jakby woda była ich naturalnym

środowiskiem.  Dziewczyna nie

rozumiała, jak mogły się utopić, ale

unosiły się bezwładnie na powierzchni

wody. 

      Toru prawie biegł.  "Policzę się

z tym sukinsynem!" - dyszał.  Sporo czasu

zajęło mu zanim dotarł do świątyni Buddy.

Podszedł do drewnianego posągu i kopnął

go w brzuch.

     - Wiesz za co! - wykrzyknął. 

     Wydawało mu się przez chwilę, że Budda

zajęczał.  Może częściowo spróchniał, albo

były w nim korniki?  To pozbawiło go części

satysfakcji.  Nie mógł mu wybaczyć, że

Kotomi jest chora!  Lekarz powiedział mu 

kilka dni temu, że ma "Paskudny nowotwór!"

     Usłyszał nagle czyjś głos:

     - Młody człowieku!  Nie usiłuj kopać

Buddy po jajach.  Widzisz, że siedzi w taki

sposób, że to niemożliwe. Oszczędź lepiej

trochę energii.  Czy przestał się choć na

chwilę uśmiechać? -

     - On się wcale nie uśmiecha! - odrzekł.

- Przyjrzyj się uważnie!  Widzisz łzę? -

     - Faktycznie...Coś takiego?  Nie

przypuszczałbym. A może to deszcz pada? -

     Młody i starszy człowiek nabrali dla

siebie sympatii. Poszli na długi spacer,

wypili razem herbatę.  A gdy nadeszła

chwila rozstania Toru wyraził życzenie.

    - Wiesz, chciałbym, żeby Kotomi

zaczęła kląć!  Nie mogę znieść tego, że

jeszcze czegoś od siebie wymaga.

Chciałaby być aniołem dobroci albo

bodhisattwą współczucia. -

    - A jaka to robota? - odpowiedział 

zwyczajem wieśniaków mnich -

Załatwione! - i szepnął chłopakowi

zaklęcie.  Ma to powiedzieć, jak

tylko wróci do domu i może być pewien,

że Kotomi dostanie ataku szału.

    Ale kiedy wrócił dziewczyna już

nie żyła...

  

    

zdjęcia nazumi13

    

 

    

    

 

 

 

 

czwartek, 17 stycznia 2019

   

    Komentarz internetowy do brutalnego

ataku na Prezydenta Adamowicza.

    "Cierp ciało, jak żeś nasrało"

    46 uśmiechów i polubień internautów.

To jest Polska, w której obecnie żyjemy.

Jasne, że sporo jest jeszcze ludzi

całkiem normalnych.  Cała w tym nadzieja...

   

    

     Miałem sen. Przyśniło mi się moje

życie. Sen się skończył, a moje życie

nie. Kiedyś moje życie się skończy,

a sen będzie trwał. Ale będzie to sen

bez marzeń.  Kamienie i nagrobki

znają takie sny. 

     Czasem śni mi się wielka rzeka,

po której płynę gdzieś. A może jest

to jezioro?  Na końcu i tak wszystko

tonie w pustce.

     Ale najczęściej nie śni mi się nic

poza kresem wszystkiego. To sen

na jawie, który nigdy śnić się nie

przestaje. Zaczynam coś robić i pytam:

"Po co?  Przecież za chwilę tego

wszystkiego nie będzie."

    Siedzę na ławeczce w parkowej

mgle, a przede mną zatrzymuje się

dziewczynka w białych podkolanówkach.  

Zamykam na chwilę oczy i widzę, jak

z alejki wychodzi staruszka.  A obok

niej druga. I rozmawiają ze sobą, jakby

to był ciepły, słoneczny dzień i jakby 

były małymi dziewczynkami. A już

nad wszystkim wisi zimowej nocy kir. 

Jakże miła musi być utrata pamięci. 

Co za pocieszne stworzenia!

 

środa, 16 stycznia 2019

 

 

            kiedy wychodzę z domu

            witają mnie bezlistne topole

            powietrze jest rześkie

            słońce wygrzewa się w śniegu

            gawrony przechadzają się

            przekrzywiając łebki

            mijam jakichś ludzi

            (choć może są to automaty)

            śpieszą się gdzieś

            czasem wloką ze sobą psy

            którym dają pięć sekund

            na załatwienie potrzeby

            (sobie niewiele więcej)

            młodzi śmieją się i przekrzykują             

            ale za jasnością dnia

            kryje się cisza zmierzchu

            i kiedy będę wracał

            (może po raz ostatni)

            spotkam już tylko senne mary

            wiedźmy i czcicieli

            Przenajświętszej Wódeczki

            dopóki mają mnie za ducha

            mogę przemykać w spokoju

            ale kiedy zorientują się

            że jestem człowiekiem

            będę musiał przyśpieszyć kroku

            wbiegnę do pokoju

            w którym nikt na mnie nie czeka

            (jej zesztywniałe w skonie ciałko

            oddałem na spalenie)

            usiądę przed ekranem laptopa

            i popatrzę w wirtualną

            pustkę bez twarzy 

            doczekam tak do rana

            kiedy wyjdę z domu

            drogą wśród bezlistnych topól 

 


 zdjęcie koteczki Mitsuko nazumi13

 Wierzchołki topól i księżyc nazumi13

 

 

 

  

   Ponieważ wypowiadasz tu sporo

myśli, które wynikają z dość

głębokiego niezrozumienia tego, co

na Lunie robię, przytoczę cytat, który 

sporo wyjaśnia:

"Każdy głęboki myśliciel

bardziej się obawia tego,

że jest rozumiany niż tego,

że jest niewłaściwie

rozumiany. W tym ostatnim

wypadku zapewne cierpi

jego próżność; w pierwszym

natomiast jego serce,

jego współczucie, które

zawsze mówi: "Ach, czemuż

chcecie, by również wam było

tak ciężko jak mnie."

(Friedrich Nietzsche)

 

       Tak naprawdę to dobrze, że

niewiele z tego, co piszę, rozumiesz

i że postrzegasz wszystko w kategoriach

mojej osobistej depresji i zastoju.  Być

może, gdybyś wiedziała, czym jest życie

(nie tylko moje życie) ciężko byś się

przestraszyła, a ja bym się wtedy martwił. 

Dlatego cieszę się, że wolisz tkwić w

nieświadomości i pędzić do przodu...

    

    

 

wtorek, 15 stycznia 2019

    

     Czasem nachodzi mnie taki

nastrój, że zastanawiam się, co

jeszcze w ogóle warto robić "przed

śmiercią."  Jak mówią czasem

ludzie w wieku mojej matki: "Przed

śmiercią chciałabym jeszcze

zobaczyć Wenecję...albo Neapol."

      Wprawdzie każdy dzień może być

ostatnim, ale słuchałem dzisiaj

przed wyjściem kilku wczesnych

kwartetów Haydna, a wśród nich był

"Razor" (op.55, no. 2 f-moll) i piąty

"Kwartet Słoneczny" w tej samej

tonacji.  Pozostałe trzy też ogromnie

mi się podobały, ale mniej niż te dwa.

Ciekawe, że najlepszy (w moim poczuciu)

kwartet Beethovena (Quartetto Serioso,

np. 11, op.95) jest również w tonacji f-moll.  

Kwartet Beethovena to niekwestionowane

arcydzieło, które łączy w sobie inwencję,

ekspresję i ogromną zwięzłość -

dyscyplinę formy.  Ale nigdy bym na

niego nie zamienił kwartetu f-moll

Haydna.  To prawdziwe cudo jest mi bliskie

w nastroju, w intensywnym i zarazem

głębokim, nie pozbawionym delikatności

przeżyciu, ale ma też walor eksperymentu. 

Na końcu jest np. całkiem barokowa fuga. 

      Wybitny znawca dzieł Haydna Ernst

Geiringer wyżej stawia jego późne kwartety. 

Takie stanowisko da się wprawdzie

uargumentować, ale nic nie zmieni

moich uczuć, które są całkowicie po stronie

"Kwartetów słonecznych", a w szczególności

najpiękniejszego z nich.  Być może forma

nie jest tu jeszcze ostatecznie wyszlifowana,

co ja akurat odbieram pozytywnie, nie

grzeszą też poczuciem humoru, ale

emocjonalnie dzieje się w nich bardzo wiele

i nie są ani trochę nudne.  Goethe podziwiał

Haydna i twierdził, że kwartety, to zajmująca

konwersacja między czterema inteligentnymi

osobami (głosami).  Trudno się z tym nie

zgodzić - to wyjątkowo szlachetny rodzaj

muzyki.  W utworach orkiestrowych da się

jeszcze to i owo zamarkować odpowiednim

brzmieniem, ale tutaj konstrukcja i nastrój

przemawiają bardzo kameralnie

i bezpośrednio.

      Wczoraj słuchałem zupełnie innej muzyki:

Morrisona, Hendrixa, Led Zeppelin i Pati Smith. 

To niby starocie, tzw. klasyka rocka (zawsze mnie

śmieszy to określenie), ale mam wrażenie, że

się nic a nic nie zestarzały. Dały mi za to sporo

energii koniecznej do pracy...Dzisiaj jednak

szukałem czegoś innego i pomyślałem: "No

dobrze, niech już  będzie ten Haydn!"  Odłożyłem

go sobie do słuchania kilka dni temu.  Dzień

bez muzyki jest dla mnie straconym dniem.

W niebie będę pewnie tylko słuchał ptaszków,

dziewic i aniołów.  A w piekle jęków potępionych

dusz...A jeśli w wyniku reinkarnacji zamienię

się w kamień lub w brzęczącego owada - być

może nie usłyszę nic!

 

 

 

 
1 , 2