Kategorie: Wszystkie | "Dziewczyny, bądźcie dla nas dobre na wiosnę" | ...bez końca | 0 | 100O i jeden Rabinów | A Puszkina też zapuszkują? | A moze to tylko pomieszanie zmyslow | A nie lepiej być purystą? | Aaaaaaaaaaaaaa...aalfabeta | Ach, gdzież jest litość lub wspolczucia pozór? | Ach, gdzież jest litość lub współczucia pozór? | Adam Mic - Kiewicz | Adaś i Ewka | Aforystyka | Amerykański sen | Autopsychoterapia | Bez sensu to to! | Bez szaleństwa... | Bezmyślne okrucieństwo | Bezradność | Biedna Szymborska | Biedny Kapturek! | Bliźni miłości | Bliźniego miłość... | Blondyn | Blue Bossa | Bojaźń i drżenie | Bratnie dusze | Bruner, ty świnio! | Buddyzm w życiu codziennym | Bóg mi poskapił tej anielskiej miary... | Bóg mi poskąpił tej anielskiej miary... | Bójstwo samo | Caritas | Chiziofrenia | Choroba na śmierć | Chwila ułudy | Chwila wytchnienia | Chłodne upojenie | Cierpienia i radości | Cierpienie i radość | Cleen feed | Cnota niedoli | Co slina na język przyniosła | Co tam panie w polityce? | Co w niebie piszczy | Co ślina na język przyniosła? | Corrida | Coś dla duszy... | Coś tak wulgarnego | Cudotwórstwo | Czarna Perła Tao | Czarny tulipan skrzyżowany z czarna różą | Czarny tulipan skrzyżowany z czarną różą | Czary Mary | Czego nie przysięgał Hipokrates? | Człowiek nie jest rzeczą | Człowiek to brzmi dumnie, ale nie u mnie | Często chowa | Częstochowskie rymy | Deficyt aniołów | Delightful! | Demokratyczne wybory w Oczodołach | Diabłoterapia | Dla wszystkich i dla nikogo | Dnieje | Do samego siebie | Dodatek | Dowcipas dnia | Duma narodowa | Dusze drzew | Dyskretna mgiełka autoironii | Dzielność | Dziki kapitalizm | Dzisiejsza młodzież | Dzisiejsza młodzież nosi ładną odzież | Egzystencjalizm jest chumanizmem | Ekonomia zbawienia | Elegancja Francja | Elegijnie | English gentelman | English gentleman | Epicurus | Ewa tylko ziewa | Falochron | Female | Filozofia bez uczoności | Forever Loving Jah | Gadu, gadu | Gadu, gadu, trochę więcej jadu | Gal Anonim | Gaz dla pedałów | Gaz dla pedałów, młot dla sierpów | Gdy rozum śpi... | Gendarme | Genek, gienialny gieniusz | Geno Typ | Gorący uczynek | Grabarz | Grabarz nonsensu | Gry i zabawy literackie | Głupota przysłowiem narodów | Głębie i tajnie Podświadomego | HIstoria nauczycielką bicia | Herbatka zen | Homo economicus | Homo sapiens czy Homo politicus | Humor absurdalny | Humor nieco absurdalny | Humor, satyra, panie... | I rekiny w oceani mają zębów cały rząd | I rekiny w oceanie mają zębów cały rząd | Indie Wschodnie i Zachodnie | Industrial | Istnieje również wrodzony brak poczucia humoru | Ja tam bynajmniej nie wiem | Jak długo będę jeszcze żył? | Jak uprawiać agresywne dziennikarstwo? Poradnik dla początkujących | Jakże cżęsto powtarza się ta historia | Jakże trudno czasami coś sklecić! | Jan i Małgorzata | Jan z Czarnolasu | Jesienna muzyka | Jeszcze smutniej! | Jeździec Apokalipsy | Językologia | Kaczuszki mandarynki | Karawana idzie dalej | Katedra Adamowego Żebra | Kawa z Kafką | Każdemu według naszych chęci | Każdemu według potrzeb | Każdemu, o czym tylko zamarzy | Kiciuś Miciuś! | Kicuś Micuś! | Kiedy człowiek staje się bestią | Kiedy owce nie milczą | Kij w mrowisku | Kniaź Wiktor | Kochani ludożercy | Kolacja Pani Sowy | Kometa tylko głownia nie ta | Konkwista | Koryfeusz nauki, milośnik sztuki | Koty i inne zwierzęta | Koty, głupoty, palikoty | Kości rzucone są | Kość słoniowa | Kto pierwszy był człowiekiem, kto będzie nim ostatni | Kto pisze teraz historię? | Kuchnia szamańska | Kwiatki Św. Franciszka | Kwiatostan śmierci | Kwitnienie kultury | Kwitnąca wiśnia | La colombina i ciche ukojenie | Lekarzu - lecz się sam! | Lenin wiecznie żywy | Leśmianiada | Lichwiarstwo polskie | Liryki i prztyki | Logika dziejów | Londyńska mgła niepamięci | Londyńskie przygody | Los ofiary | Los puka do moich drzwi | Lotosowy wpis | Ludzie ludziom... | Lunatyzm | Lęk społeczny | Made in Japan | Maligna | Marność nad marnościami | Marność nad marnościami. Rekoleksje Wielkopiątkowe | Marzenia senne | Marzeniologia stosowana | Maszkary i senne dziwadła | Maszkary i senne widziadła odbite w lustrze | Mała czarna z Kafką | Medycyna naturalna | Meine Liebe Augustin! | Melancholia | Melancholia stosowana | Memorabilia | Meszreiw | Meteo | Mgiełka autoironii | Mglisty dzień. Mgła | Mikołak | Mistrz i Małgorzatka | Mistycyzm lunarny | Mistyka i miłość | Mitologia osobista | Mitologia świata | Miłość | Miłość bliźniego | Miłość nie zawsze szczęśliwa | Miś Uszatek | Moc rytuałów | Monada nie ma okien | Mowa potoczna | Mowa ptaków | Mowa serca | Moze ktoś zrozumie, co teraz czuję | Może ktoś się ucieszy? | Może ktoś zrozumie, co teraz czuję | Może to trochę zbyt uszczypliwe | Musicology | Muza lekkich obyczjów | Muzyka przywraca ład serca | Myszoterapia dr Nezumi | Myśli prostego człowieka | Mądrość Natury | Mądrość jak z gazety | Mądrość narodów | Młot na faryzeuszy i hipokrytów | Męstwo bycia | Mówił sen do snu | NIe ma na świecie dwóch takich samych liści, ni kropel deszczu | Na jawie (lecz to, co niejawne pozstaje) | Na stos rzuciliśmy szcześcia los | Na stos rzuciliśmy szczęścia los | Na szczytach hipokryzji | Na zdrowie! | Nad piekną rzeką | Najokrutniejsze zwierzę | Najsłodsza tajemnica | Narastająca senność | Nic dzisiaj ciekawego nie napisałem | Nicość | Nie am dwóch takich samych liści, ni kropel wody | Nie bój się - najwyżej cię rozstrzelają! | Nie czas żałować burz, gdy płoną oczy | Nie czas żąłować burz, gdy płoną oczy | Nie każde szczere złoto jest szczerozłote | Nie ma na świecie dwóch takich samych liści ani kropel wody | Nie ma na świecie dwóćh atkich samych liści lub kropel deszczu | Nie ma takiego smutnego, co by na wesołe nie wyszło | Nie ma zazdrości bez miłości | Nie oddamy nawet guzika | Nie tylko dzielenie włosa na czworo | Nie wiem, ja w ogóle nie myślę | Nie zabijaj! | Nie zabijajcie drzew! | Nie zawsze urocza dzecinada | Niebiańskie szczyty głupoty | Niech pani będzie dzielna! | Niech zapłaczą na moim pogrzebie | Nieco drapieżny wpis | Niekoniecznie ptasi móżdżek | Nienawiść bliźniego | Nieosobiście | Nieprzesłane przesłanie | Niestworzone rzeczy | Nieszkodliwe głupotki | Niewczesna melancholia melomana | Niewczesne rozważania | Niewielka profanacja | Niewielkie przekłamanie | Niskolotnie | No No! Teatr No | No comments! | No no! | Nowa poezja lingwistyczna | Nędzne kabareciarstwo | O Leonardo, po cóż się tak trudzisz? | O dzieleniu włosa na czworo, czyli metodzie scholastycznej | O dzieleniu włosa na czworo, czyli o metodzie scholastycznej | Obciachy | Obscenia i parafrenalia | Obsesja dobrego biustu | Ojej! | Oko w oko z zębem mądrości | Okropieństwa | Okruchy odgrzebane z lawy | Okruchy życia wygrzebane zlawy | Okruchy życia wygrzebane z lawy | Okrutna losu ironia | Orientuj się na orient | Owczarek | Owczarki afgańskie | Owocożerni | PL jak piekło | PO PiS | POeci wszystkich krajów dzielcie się | Pan Tadeusz | Panie pośle, po chrześcijańsku panu wybaczam | Pańska satyra polityczna jest niegramatyczna | Pendant do pewnego przypisu | Perlikowski | Pewna elastyczność zasad | Pewne jak w banku | Piorunujący piorun! | Po owocach poznacie ich! | Po upadku | Pobożne życzenia | Podpatrywanie Natury | Podroby i inne podróbki | Pokolenie Kainowe | Pokorne ciele | Pokorne cielę | Pokusa | Polak potrafi | Polak potrafi! | Politolog i Politowska | Politycznie niepoprawne! | Polonica | Polonika rycerskie | Polucje i ablucje | Pomarańcze i mandarynki | Pomarznąć dobra rzecz | Pomarznąć dobra rzecz! | Pomoc psychologiczna | Poranna kawka z Kafką | Porąbane marzenia | Potężne i głębokie warstwy pierwotnego mitu | Powieść brukowa | Powszechna życzliwość | Powtórka z cynizmu | Poznaj samego siebie | Prawda | Prawda jest jedna i piękna, ale złożona | Prawda popłaca | Prawdziwa metropolia | Prawi i sprawiedliwi | Prawiezmartwychpowstanie | Prawiezmarwtychpowstanie | Prognoza pogody | Pruski smutek | Przecież cię zjem! | Przedagonalny polski agon | Przegląd sportowy | Przeinaczenia | Przez pychę do pokory | Przeżyjesz to, a pote już tylko grób | Przeżyjesz to, a potem już tylko grób! | Przminęło z wiatrem | Prztyczek | Psiapowiednia Majów | Psubrat | Pustka | Pytanie dość retoryczne | Raczej to nie będzie hit | Radosne gonitwy śnieżnych tygrysów | Radość wędrowania | Rejterada Rejtana | Religie nauczą cie pokory | Res Sacra Pecunia | Romans z pop kulturą | Roots, Rock, Reggae | Rozkosze reinkarnacji | Rozmowa nie na telefon | Rozpacz | Rozpacz na wieki wieków | Rozpacz, która podpełza pod gardło | Ruch i świeże powietrze... | Rybołówstwo cudzołożnika | Rycerz pokalany | Samokrytyka | Samotność egzystencjalna | Sekrety pewnego domu handlowego | Seraphic Flames and Heavenly Love | Siedź na dupie i potakuj! | Somatyka | Somatyka logiczna | Spełniona przepowiednia | Spleśniały ser | Sponsorem tej opowieści jest wydawnictwo Błękitny Wieloryb | Sport to zdrowie | Spowiedź morskiego wilka | Stary Sącz i Nowy Sącz | Stary mafioso | Stołeczne stołki | Stratyfikacja społeczna | Suma sumarum | Sumienie rachunku | Sweet Music and Poetry | Sygnały podprogowe | Szalchetne zdrowie | Szczęśliwa pomyłka | Szekspir do żadnej nie należy epoki | Szkarady | Szlachetna gravitas | Szlachetne zdrowie | Słodycze grafomanii | Słówka | Słówko do słówka, a uzbiera się sówka | Tadeusz Bój Jeleński | Taia chińska podróbka | Takie będą rzeczpospolite jakie tego blogu chowanie | Takie tam, pierdoły | Talking Heads | Tania chińska podróbka | Tatiana | Teorie świata nauki | Terapeutyczie | Terapeutycznie | Thames | The Doors. Uchylone drzwi | The Lion cub | The fruit of beauty and despair | To na pewno nie Lec | To nie żadna filozofia | Tragiczne pożegnania | Transformacja duchowa | Trudna sztuka dialogu | Trudno czasmi coś sklecić | Trzylogia | Trója z polskiego | Twarda rzeczywistość | Ty mi tutaj nie filozuj | Tygrysologia stosowana | Tysiac i jeden ptaków | Tysiąc i jeden kotów | Tysiąc i jeden ptaków | Tysiąc różowych kroliczków | Tęsknica | Tęsknota duchowa | Ubekistan | Ucone księgi | Uczeni ludożercy | Uderzenia losu | Uduchowienie | Umrzeć z miłości | Upadek Pierwszego Człowieka | Uroczy wegetarianin | Uszczelnienie systemu podatkowego | Utrata uzębienia | W czym mogę panu pomóc? | Wciąz powtarza się ta sama historia | Wciąż powtarza się ta sama historia | Wdzieczna muzyka przywraca ład serca | Wesola grafomania z morałem | Wiecej broi dla szaleńców w Teksasie | Wieczne powroty | Wiedza radosna | Wielka wygrana | Wielomówstwo, czyli plaga opowiadania | Wierzba płacząca | Wiosny i jesienie | Witch | Więcej broni dla szaleńców w Teksasie | Wojna totalna | Wpis o kształcie piramidy | Wprowadzenie do kruczków prawnych | Wrzucam wszystko do kosza | Wrzątek | Wspomneinei pewnego wspomnienia | Wspomnienie pewnego wspomnienia | Wspomnienie pewnego wspomnienia | Współczesny filister | Wszystkie rybki | Wszystko na A | Wszystko na sprzedarz | Wszystko na sprzedaż | Wygrana | Węzłowato | Wólka Węglowa | Xin Lu, typowa brunetka o granatowych oczach | Z Nietzschego nic nie powstaje | Z księgi wulgaryzmów | Z rupieciarni myśli | Zaczarowany świat zen | Zanim mnie wrzucą do dołu | Zapowiedź Apokalipsy | Zaraz wracam! | Zasada domniemanej winy | Zaskroniec | Zastał Polskę drewnianą... | Zatrzaśnięte drzwi | Zbaw mie Buddo Amido | Zbaw mnie, Buddo Amido | Zdrowy egoizm | Zegar dziejów | Zestrzelenie księżyca | Zginął z rąk słabej kobiety | Zima się nas nie ima | Zjawiskowe | Znak jaskółki | Zrozumieć wartość tego, co nieużyteczne | Zuch zawsze ochoczy! | Zwierzęta pod postacią ludzi | Zwyciestwo konsumpcjonizmu | Ząb mądrości | ie zabijajcie drzew! | ieosobiście | kosmos | Łagodne prawo, ale prawo | Łagodność tygrysa | Śmiechotki, chichotki | Śmiertelna powaga | Śmierć | Światełko w mroku | Świętość, wziętość, nadętość | Życie jest tragiczne | Życie samo | Życzliwe spojrzenia na całość ogródka | Żyć, nie umierać
RSS
środa, 31 stycznia 2018

       W 2011 roku Ghalia Benali nagrała smętną bardzo płytę

"Romeo & Leila", której delikatną melancholię lubię...A tu

proszę! Trzeba to chyba zobaczyć. Bo może właśnie tak jest...Kto

czuje prawdziwą radość życia, ten bywa czasem zamyślony i smutny.

Z Suad Massi często sobie tańcuję i podśpiewuję, grając na

moich muzycznych instrumentach, ale Suad na koncercie jest

zupełnie inna - jest skupiona i akompaniuje sobie na gitarze.

A Ghalia zupełnie mnie tym tańcem zaskoczyła - podobnie jak

wesołością, która nie kojarzy mi się z tym, o czym i jak śpiewa...

      Taniec derwiszów,  czy chasydów też ma w sobie wiele

ekstatycznej radości...i zarazem głębokiego smutku. 

 

     Ale dzisiaj przed wyjściem wysłuchałem tylko 9 symfonii

Brucknera. Sir Simon Rattle nagrał kilka lat temu jej pełną

wersję. Czwarta jej część istniała jedynie we fragmentach

i szkicach, ponieważ pracę nad nią przerwała śmierć kompozytora,

i nie była dotychczas w całości wykonywana. Okazało się jednak, że

te fragmenty były obszerne i rekonstrukcja robi spore wrażenie.

Rattle dyryguje z pasją...To głęboko tragiczny utwór.

    Jeszcze kilka lat temu Bruckner należał do "moich niemożliwych."

Jego muzyka wydawała mi się pompatyczna i przytłaczająca,

pozbawiona tej cudownej ekonomii dźwięków i lekkości, jaka

charakteryzuje symfonikę młodego Haydna i Mozarta...Szczerze jej

nienawidziłem.  A w kompozytorze widziałem nawiedzonego religijnie

dziwaka, który podczas wieczornych przechadzek liczy drzewa i zwykł

z upodobaniem oglądać twarze nieboszczyków.

   Ale teraz nie tylko ją rozumiem, ale jej "absolutny" charakter

wydaje mi się czymś zupełnie naturalnym. Wprawdzie znam poza tym

jedynie 8 symfonię i dwie msze, jednak podziwiam ich skupienie, a

metafizyczny horror dziewiątki robi na mnie ogromne wrażenie.

Nic dziwnego, że podczas mej wizyty u znajomego wybitnego malarza

mówiłem o nim...i okazało się, że dla niego Bruckner jest niemal

Bogiem.

00:52, nazumi13
Link Komentarze (2) »
wtorek, 30 stycznia 2018

 

Kiedyś piosenki nie trwały nawet 3 minut...Swans pokazują,

że można wydłużyć ten czas dziesięciokrotnie nie powodując

uczucia nudy :-) i dostarczając niejakich (ale nie nijakich) 

przeżyć.

        Nie będzie we wpisie zapowiadanego (i napisanego już) tekstu...

Jest muzyka, której dzisiaj słuchałem. I chiński aforyzm, przetłumaczony

przez Piotra Plebaniaka, w książce o której kiedyś wspominałem (Starożytna

mądrość chińska w sentencjach, PWN 2010) 

    Świat pełen jest znajomych,

iluż jest jednak prawdziwych

przyjaciół, którzy znają sekrety

naszego serca?

     

     No iluż? :-)

 

02:04, nazumi13
Link Komentarze (9) »
poniedziałek, 29 stycznia 2018

 

    

    Moja znajoma Beata poprosiła mnie,

abym udostępnił jej w jakiś sposób

jedną z moich książek, ale, żebym

zrobił to jeszcze przed swą śmiercią, bo

nie chce jej czytać, kiedy mnie już nie

będzie. Odebrałem to jako miły przejaw

tzw. loving kindness. 

     Obiecuję, że jeśli będę jutro żył,

to wrzucę tutaj krótkie opowiadanko,

które napisałem dziś w nocy. Jest

absurdalne i dość drapieżne w swym

poczuciu humoru.

    Śmieję się z niego w duchu szczerze.

Ale zastrzegam sobie prawo nie

publikowania go, jeśli mój nastrój do

jutra się zmieni. Nie ma ono oczywiście

nic wspólnego z Beatą, której raczej

nie widuję, bo mieszka w innym

mieście. 

     Ale skąd się wzięło owo "przed

śmiercią?"  Niedawno pewna staruszka

westchnęła:

    "Chciałabym jeszcze zobaczyć morze,

no ale już go pewnie nie zobaczę!"

A ja uświadomiłem sobie, że widziałem

je trzydzieści lat temu. To wyznanie

stało się dla mnie czymś, jak oświecenie,

które przeżył Cioran, kiedy usłyszał od

staruszki słowa, które stały się mottem

jego filozofii: "Nic nie można na to

poradzić!"

     Uwielbiam morze! Ale widziałem

później tylko kanał nazywany

przez Anglików angielskim, a przez

Francuzów - francuskim. To zresztą

dość romantyczna historia.

    Rzecz jasna wiele razy mogłem

stracić życie!  Raz w czasie

niezapowiadanej burzy nocą

dosiadła się do mnie na promie kobieta

bez twarzy i to w chwili, kiedy

wyłączyło się światło...Dopiero, kiedy się

zapaliło, okazało się, że miała po prostu

czarną skórę. Śmieliśmy się z tego oboje.

Była młoda i pełna energii.

    Akurat w tym czasie w Ramsgate

zatonął prom, w którym przemieścił się

ładunek. Nic dziwnego, że poczułem się

trochę ramshackle.

      Kończę już, bo chciałbym jeszcze

"przed śmiercią" wykąpać się, wymyć

ząbki i zdrzemnąć, szczególnie,

że idę rano do lekarza, a lekarz jest

kobietą... :-)

     Może dlatego, że dawno nie

widziałem morza, piszę o nim tak

(podobno) sugestywnie...Tęsknota. 

    A może ktoś, czytając te słowa

namyśli się i zechce mnie zobaczyć? 

Nie wiem, jakie robię wrażenie jako

duch :-)

 


niedziela, 28 stycznia 2018

 

   

     Ktoś tak przetłumaczył zdanie

z "Makbeta":

    "Sen co potrafi rozwikłać splątaną

nić każdej troski."

     Od kilku dni w ogóle nie śpię.

Mam nadzieję, że organizm upomni

się o swe prawa i sen zmorzy mnie

snem może jeszcze nie wiecznym...

ale niosącym ukojenie.

    Smutne są chwile porannej tęsknoty

za kimś...kto może o tym wie, a może

nie wie.

   

 

 

 

  zdjęcie nazumi13

   Chciałem tu wyświetlić piosenkę Evory, ale na Bloxie "coś się

zacięło."  Może teraz się uda, ale to już zupełnie inna muzyka :-)

     Mój kult Coltrane' a obejmuje wszystkie okresy jego twórczości. 

A właściwie nie jest to kult, ale jakiś rodzaj miłości do tego artysty,

dla którego muzyka była samym życiem. Był na niej absolutnie

skoncentrowany...A ten utwór ma w sobie coś z medytacji, ale

medytacji egzystencjalnej i jest w swej cichości ciepły jakby płynął

prosto z serca. Słyszałem go po raz pierwszy kiedy zaczynałem 

dopiero słuchać muzyki. I później wiele razy do mnie wracał,

podobnie jak sama ta po jego śmierci dopiero wydana płyta

(jedna z najlepszych - "Expression").

 

01:05, nazumi13
Link Komentarze (6) »
sobota, 27 stycznia 2018

 

             

Pośrodku jeziora drzemię w małej łódce

księżyc w pełni i nie ma nawet drgnienia wiatru

ptaki krzyczą gdzieś jakby ktoś je nagle spłoszył

niedługo mgła przesłoni mroczną nocy pustkę

                  (nazumi13)

        

         


     

piątek, 26 stycznia 2018

 

      Jakoś szybko zrobił się wieczór. Przy

samowarze czas mija niepostrzeżenie,

a wszystko, cokolwiek było choćby 

przed chwilą, staje się już historią.  

  -  Do stu diabłów! - zaklął Ojciec Makary.

- Człowiek starzeje się jak grzyb. Nie wiem

nawet, czy dzisiaj jest lato, czy zima? -

   - Dla jednych lato, Ojczulku, a dla innych

zima. Bies jeden raczy wiedzieć! Na polu

jest śnieg, a za oknem burza. I tak niedługo

zaśniemy snem wiecznym! -

   - E tam, Matriono!  Po co to głupoty gadać?

Ja, jak towarzysz Lenin, będę żył wiecznie. -

   - He, he...A ziemniaczki, co je  zrucili w

twojej cerkwi szybko nie porosną. Prędzej

już trawa na umrzykach. Wiadomo w świątyni

chłód jest, na magazyn się nadaje. Tylko

Boga psubraty wygnały! -

   - Boga nie wygnasz, Mateczko. Jest we

wszystkim! - zamyślił się pop.

   - Święty z Ciebie człowiek! Ano, tak się

mówi...A jaka jest prawda, nie wiem.

A w stakanie ze spirytusem Bóg jest? - 

   - A diabeł Matriono - jest na tym

świecie? -

   - A jest! Boga może nie być, jak gdzieś

się zawieruszy, ale czart zawsze będzie!

Tfu, na psa urok, jak to we wsi gadają. -

   - Nie mówcie tak lepiej, towarzyszko

Murził- Kirził. Licho nie śpi!  Jakiś 

diabeł do drzwi chyba puka.

   Ojczulek nieźle się przestraszył.

   - Otwieraj - gadzie! Pojedziesz z nami. -

wrzasnął głos zza drzwi.

   Otworzył.

   - A wy, towarzyszko Kirził- Murził,

co robicie u tego klechy? -

   - Murził - Kirził, towarzyszu

poruczniku. - Ano filozofujemy...

   - Wy już mnie tutaj nie oszukujcie,

towarzyszko Suko!...A ty - zbieraj się! 

Przyznasz się, że jesteś japońskim

szpiegiem! -

    - Ależ, co ty mówisz, chłopcze! Ja po

ichniemu słowa nawet nie pojmę, tak

jak i po kitajsku. A pismo to mają takie,

jak supełki. - bronił się Ojczulek. 

    - Sprawdzimy. - zauważył beznamiętnie

porucznik.

    A ponieważ gość miał w ręku pistolet, 

pop zaczął się zbierać. Matriona już go więcej

nie zobaczyła. Bito go tak, że pluł krwią

i nurzał się we własnych ekskrementach,

i w końcu przyznał się, ujawnił kontakty

i podpisał, co trzeba. Na szczęście Pan Bóg

się nad nim zlitował i zaraz potem biedak

wyzionął ducha. Czasami dobrze mieć

słabe zdrowie.

      - Nie jestem japońskim szpiegiem! -

krzyczała towarzyszka Murził - Kirził, kiedy

wyrywano jej paznokcie. Jednak prawda

zawsze prędzej, czy później zwycięży i

poprawi śledczym statystykę.  Podobno

chciała się powiesić w celi. Ale nie było

jak...

    "Tacy zawsze tak wydziwiają. Jest na

piśmie, że należała do siatki. Godności

nie ma - kanalia, job twoju mać!" -

ekscytował się porucznik, który zdążył 

już uwierzyć we własną wersję zdarzeń.

Ale Daszeńka uspokoiła go na chwilę,

zapraszając do łóżka. Nie wyszło mu

jednak...

    - A może...- wycedził przez zęby -

Ty też należysz do tej siatki? Mówiłaś

kiedyś, że twój dziadek urodził się

w Nankinie. -

     Dasza zbladła. W podwórku zapiał

kogut, ale jej narzeczony nie znikał. 

Jak to się można czasami przestraszyć!

Zrobiła wszystko, żeby go udobruchać.

    - No dobra, powiedzmy na razie, że

żartowałem. - powiedział, przyglądając

się jej uważnie...

     Ale rano pułkownik powitał go

następującymi słowami:

    - Wy coś chyba przede mną ukrywacie,

towarzysz porucznik. Chodzą słuchy, 

że macie romans...że tak powiem -

orientalny. O widzę, nawet szmineczkę

na licku. Jak można się było przedtem

nie ogolić? -

     Porucznik Strielcow zrozumiał aluzję

i w trzy dni później podczas przesłuchania

osobiście wybił Daszy zęby. Zrobił to z

ciężkim sercem. Czuł, że to go już nie

uratuje...

    Złowroga siatka wywiadowcza wciąż

działała, a nawet rozrastała się, oplatając

mackami coraz więcej osób, nie wyłączając

samego pułkownika, który także nie 

uniknął swego losu. Ale od czego są ci,

którzy strzegą naszego bezpieczeństwa?




  

 


czwartek, 25 stycznia 2018

 

        

          "UMIERAMY CO DZIEŃ. CODZIENNIE BOWIEM TRACIMY

          JAKĄŚ CZĄSTKĘ ŻYCIA..." (Seneka)

        

         Stoicyzm jako koncepcja życia jest

mi pod wieloma względami bliski.

Spokój ducha, zgoda na los, poczucie 

istnienia jakiegoś racjonalnego ładu

w świecie, uwolnienie się od smutku

i lęku i ta cudowna umiejętność

perswadowania sobie, że nieszczęście

nie jest nieszczęściem, a cierpienie 

cierpieniem i że w gruncie rzeczy nic

złego nas spotkać nie może.

     Ale chociaż kontemplacja w duchu

stoicyzmu otwiera swobodną perspektywę

na świat ducha, stoicka ścieżka wydaje

mi się zbyt stroma i wąska, jak górska

ścieżka prowadząca między przepaściami.

Widoki są piękne, a przy tym masz

poczucie, że dzielnie przemierzasz

życie i że nie każdego stać na

podobny hart ducha. Ale to tylko

złudzenie, że wszystkie troski 

pozostawiłeś na dole i że jakieś

urwisko nie stanie się kresem

twej wędrówki...Wiadomo nawet,

że na końcu tej drogi jest śmierć

i że chociaż z pozoru od wszystkiego

się uwolniłeś, w istocie zawsze

wleczesz ze sobą jakiś ciężar.

     Tłumaczysz sobie, że to wejście

w nicość nie musi być niczym złym.

Kto wie, może nawet bywa

dobroczynne. Ale masz coraz

mniej czasu i nie myślisz o

tranquilitate animi, ale o tym,

że wraz z twym istnieniem,

kończy się poznawanie i miłość,

i że wewnętrzna równowaga

ducha nie zmieni tego bolesnego

faktu, nawet, gdybyś miał kiedyś 

beztrosko rozwiać się jak zjawa

albo wejść w tło.

     Stoicka rezygnacja nie uwalnia

od udręki cierpienia, bowiem

bolesny w życiu jest nie tylko

opór przed przemianą, ale

często i sama owa przemiana.

A to, że straty nie nazwiemy

stratą, pomoże nam tylko przez

chwilę. Podobnie wyobrażenie,

że świat jako całość jest dobry,

nie sprawia, że jakakolwiek

istota na tym świecie mniej cierpi.

      Tak więc zamiast pocieszenia,

być może szukać należy

raczej tego, co uwolni nas od

złudzeń, rozjaśniając naszą

egzystencję i autosugestię

warto zastąpić widzeniem rzeczy 

takimi, jakimi one są. Jeśli nasza

jednostkowa egzystencja jest

zawsze tragiczna, to kontemplacja

porządku świata może dobrze

na nas psychicznie działać, ale

jedynie wtedy, kiedy w jakiś

sposób zakwestionujemy istnienie

cierpienia. A to jest pewnego rodzaju

terapeutyczną manipulacją.

     Żaba, nadymając się może do

woli wmawiać sobie, że jest

potężną i rozumną istotą, ale jej

duma nie uczyni z niej nikogo

innego niż jest. "Zwyciężyłam

swą słabość!" - woła - "I jestem

już na zawsze zadowolona ze

swego istnienia. Pod lodem nie

zamarznę, a ogień mnie nie spali." 

      Filozof Elzenberg słusznie

zauważył, że po to, aby ugruntować

w sobie postawę rezygnacji

musimy sobie w pewien sposób

obrzydzić albo przedmioty naszych

pragnień, albo dążenie do nich. W tym

duchu Marek Aureliusz pytał: "Czy

śmierć jest straszna, bo cię tego oto

pozbawia?" A w ten sposób uczymy

się kochać to, co się nam przydarza,

ale za cenę radości i pogardy dla

większości przejawów naszego życia.

    Stoicka "afirmacja życia z gniciem w

tle" (jak do dobrze określił kiedyś

pewien mój student), wydaje się,

przy wszystkich swych obietnicach

i powodach do dumy, wątpliwa, a

pogoda ducha jaką ze sobą niesie

podszyta jest głęboką melancholią.  

Kamieniowi może i obojętne, kto

gdzie go rzuci i gdzie upadnie, ale

nam nie...

      Wiara w celowość istnienia

zjawisk tego świata niewiele zmienia.

Jest rzeczą raczej wątpliwą, czy

cel, dla którego istnieje Natura albo

wszechświat, w jakikolwiek sposób

tłumaczy nasze własne istnienie. 

 


środa, 24 stycznia 2018

      Uwielbiam Rokię. Jest szlachetna i

delikatna. W jej kraju było nie tak dawno

wiele cierpienia...

Nie zdajemy sobie często sprawy z tego,

jaki jest współczesny świat. A moglibyśmy

mieć bardziej otwarte, współczujące

serce.

      W nagraniu płyty uczestniczył jako

gość basista zespołu Led Zepellin ;-)

Rokia pięknie gra na gitarze i śpiewa

obok własnych piosenek "Strange Fruit",

kultową pieśń Billy Holiday nawiązującą

w przejmujący sposób do ciemnej karty

amerykańskiej historii, jaką jest rasizm.

(W ostatnim zdaniu celowo używam

określeń nieco stereotypowych. W istocie

są to eufemizmy, ukrywające ogrom

cierpienia...Słowa "kultowy" wyjątkowo

nie lubię, ale trzeba przecież jakoś

komunikować się w sposób dla innych

zrozumiały. Zdarzało się, że Billy Holiday

po odśpiewaniu swych piosenek nie mogła

usiąść, bo czarni nie mieli do tego prawa

w tym lokalu).

 

wtorek, 23 stycznia 2018

 

        Kiedy zostawiłem na blacie

kuchennym resztki po zjedzonym

granacie, pojawił się tam rój

muszek sokówek, a później

wprowadził się pająk. Obserwuję

go niezwykle uważnie i bardzo mnie

jego obecność cieszy. (Chociaż drżę

o istnienie owych muszek).

     Kiedy moje ciało zostanie 

pochowane w ziemi, zjedzą je

mrówki i inne stworzenia, których

wyglądu, ani dotyku wolę sobie

nie wyobrażać. I tak nie będę

czuł jak pełzają po mym kręgosłupie.

W przyrodzie nic nie ginie i nie

marnuje się.

      Kiedyś lekarz, który leczył mnie

z depresji, spytał, czy chciałbym

coś pozostawić po sobie. Powiedziałem,

że napisałem ponad pięć tysięcy

tekstów, ale że piszę je dla osób mi

bliskich i dla przyjaciół.  Spytał więc,

czy nie czuję się samotny. A na końcu

rzekł:

      - Zrobił pan ogromne postępy. Gdyby

jeszcze nauczył się pan zarabiać pieniądze,

to byłby pan zdrowy jak inni. -

      Uśmiechnął się przy tym czarująco.

I oboje wiedzieliśmy, że to całkiem niezły

żart.  Choć owocna bywa konsumpcja,

z pracy trudno się czasami wyżywić!

     

      

    

poniedziałek, 22 stycznia 2018

 

         

     Wśród wielu zajęć dnia słuchałem

dzisiaj "Don Giovanniego"

z Currentzisem. Ze względu na brak 

czasu jedynie 2/3 pierwszego aktu

i zakończenia, ale i tak zrobiło na mnie

to wykonanie spore wrażenie. Mam chyba

tylko czterech "Don Giovannich" - z

Giullinim, Marrinerem, Gardinerem

i Jacobsem. (Może jeszcze z Norringtonem?)

  Recenzje były różne - od entuzjastycznych,

do analizujących na chłodno różne braki,

np. brak wybitnych osobowości wśród

śpiewaków, bo przecież każda postać

opery to osobny charakter. Nie zwróciłem

jakoś na to uwagi (nie wysłuchałem

przecież nawet całego utworu), ale gra

orkiestry jest porywająca... 

      Czy to jest właściwe, stylowe granie

Mozarta - nie wiem, zahacza jakoś o

barok i być może przeocza pewne istotne

niuanse. Nie analizując tego na szczęście

miałem sporo przyjemności ze

słuchania tej pięknej i pełnej magii

i erotyzmu muzyki, która ma swe aspekty

bardziej i mniej poważne, jak ludzkie

życie i miłość. (Mam nadzieję, że

niedługo posłucham całości utworu).

      Kiedy słucham "Don Giovanniego"

staram się wymazać z pamięci błyskotliwe

sugestie Kierkegaarda i muzykologiczne

analizy Alfreda Einsteina.

     Z drugiej strony - nie chodzę często do

opery i dobrze znam jedynie z nagrań operę

barokową (Monteverdi, Purcell, Handel,

Lully,Vivaldi, Charpentier, Rameau i inni).

To daje mojemu kontaktowi z muzyką

Mozarta nieco inną perspektywę, nieskażoną

za bardzo znajomością Verdiego czy bel canto.

(Lepiej już znam operę współczesną, ale

Belliniego lubię).

    Niektórzy moi znajomi znają doskonale

szacowną tradycję interpretacji

mozartowskich i z niezawodną intuicją

potrafią określić, czy jakieś wykonanie do

niej należy. Ja, chociaż kocham Mozarta, nie

jestem aż tak znakomicie w jego utworach

osłuchany.

     Poza tym słuchałem bardzo wiele muzyki

religijnej, a także madrygałów i pieśni, czyli

tego wszystkiego, w czym niesłychanie ważna

jest kultura śpiewu i jego związek z wizją

poetyckiego tekstu. Dlatego bardziej niż

wokalne wyczyny zwierząt operowych o

nadzwyczajnej skali głosu i ogromnym

"rejestrze piersiowym" imponuje mi

delikatność interpretacji i pewien rodzaj

psychologicznego wczucia w tekst. 

      Ta naiwność bywa wynagradzana.

Nie uprzedzam się do interpretacji zgoła

nietypowych i nie nadstawiam

recenzenckiego ucha (choć recenzje

muzyczne sam kiedyś pisałem), a po

prostu słucham muzyki...

     Współczuję bardzo memu znajomemu,

wybitnemu melomanowi, który po każdym

koncercie pianistycznym opowiada o tym,

kto fałszował, albo pozwolił sobie na 

wątpliwą interpretację jakiegoś utworu

lub koncert potraktował, delikatnie mówiąc,

ulgowo. Kiedy dotyczy to uznanych sław,

bywa interesujące, ale mam wrażenie, że

psuje mu trochę przyjemność z odbioru

samej muzyki.

      Ktoś mógłby słusznie powiedzieć, że

nie trzeba być ornitologiem ani

muzykologiem, aby zachwycać się śpiewem

ptaków w godzinie zmierzchu. "Ja muzyki

słucham - nie analizuję jej" - napisała

kiedyś jedna z moich przemiłych

czytelniczek. To prawda, piękno muzyki

wymaga przede wszystkim wrażliwego

odbiorcy, ale na szczęście śpiew ptaków

nie podlega zmianom stylów i nie wiąże

się z jakimś uchwytnym kontekstem

kulturowym. 

      Warto pamiętać, że poznawanie

muzyki, podobnie jak poznawanie

czegokolwiek innego, wymaga pewnej

wiedzy. A wiedza ta dotyczy właśnie

z pozoru czasami nieistotnych szczegółów

interpretacyjnych. Taką wiedzę zdobywa

się latami i naprawdę pozwala ona

inaczej słyszeć muzykę, choć nigdy nie

zastąpi głębszych przeżyć.

      Cieszę się, że również i ja czegoś

się nauczyłem i mogę się uważać za

znawcę pewnych rodzajów muzyki.

Na szczęście, kiedy muzyki słucham,

najczęściej o tym zapominam ;-)



 





niedziela, 21 stycznia 2018

  

    Pewnego jesiennego dnia Madame

Lully zrobiło się trochę rzewnie. Miała

dość wyszywania koronek, modlitwy 

i gry na violi da gamba. Skończyła już

siedemnaście lat, a w jej życiu wciąż

nie było kawalera.  Ojciec spoglądał

czasami na nią surowo i karcił tępymi

jak kamień słowami.

     - Gdybyś miała trochę

rozumu, to porzuciłabyś

to wierszoklectwo. I tak nie

dorównasz Erynii ani Safonie.

A ta twoja przyjaciółka to

płocha gęś. Wyślę cię do

klasztoru. Może tam nauczysz

się moresu! -

     Zdarzało się nawet, że ją uderzył.

Ale dziewczyna pomyślała, że to już

koniec - nie będzie jej więcej

prześladował! Dlatego umówiła się

ze swą Filenide w leśnej grocie. 

W tym ustroniu miały sobie odebrać

życie, na zawsze już połączone

miłością.  "Przecież życie jest jak

sen!" - zgodziła się Filenide - "I tak

niedługo się rozwieje. Niech świat

się dowie, że ja i Madame Lully

wybrałyśmy Hadesa. I żaden

dureń nas nie posiądzie!"

     W jaskini oświetlały sobie

drogę świecą, rozglądając się

trwożnie i widząc w okół tylko

cienie. Ale choć pragnęły

zachować czystość, nie było

im to dane i jak zbłąkane

owieczki nie uniknęły zębów

wilków. Prawie stu mężczyzn

cieszyło się ich wdziękami, 

po czym przywódca stada

poderżnął im gardło.

    Smutne bywają pogrzeby

młodych osób, a jesienią

otacza je aura jakiejś

szczególnej melancholii.

    - Jak ryby złowione w

zdradziecką sieć...- mówił

kapłan ściskając w dłoni

Pismo. Ale jego słowa

tonęły w złowrogiej ciszy.

I chociaż poprzedniego dnia

przykładnie powieszono trzech

wieśniaków (morderca gdzieś

uciekł) wielu zgromadzonych

na cmentarzu miało poczucie

jakiegoś niesmaku.

     - Masz jeszcze druga córkę! -

pocieszał Hrabiego przyjaciel.

- Ta jest przynajmniej normalna! -

    - Taa...Może i dobrze się

stało. Ale...serce mi pęka, kiedy

pomyślę, że moja krew zmieszała

się ze spermą tej hołoty. Przecież

oni nawet nie umieją czytać!

A słowa znają tylko plugawe! -

    - Pomyśl, że to tylko satyry

i że niejedną nimfę taki ścigał. -

    - Nie - to stado wilków! - rozpaczał

ojciec - Powiesiłbym wszystkich

jak ścierwo! -

    - Bóg dał i Bóg wziął - rzekł

kapłan. - Trzeba się pogodzić!

...Chociaż nie powiem, że twoja

córka jest teraz w niebie. Obawiam

się niestety, że rozpala żądze

diabłów w piekle. Dobrze chociaż

i szczęście całe, że pochowane w

oddzielnych mogiłach. Takich rzeczy

Bóg nie wybacza! -

    - Skąd to wiesz? - spytał

książę Racine, który był filozofem.

- Przecież one ze sobą nie współżyły.

Miałyby się po śmierci gzić?  Nie żal

ich księdzu? -

    - Jak burych suk! - warknął

Wielebny.  - Zasłużyły na to, co

je spotkało. -

    - Nie powiesz chyba, że Bóg tak

chciał? - nastawał Książę.- A może

nic na to poradzić nie mógł? -

    - Nie czas teraz na dysputę drogi

książę!  To chwila wieczystej

kontemplacji. Nocą, kiedy dopalą się

płomyki świec, pomyśl, czy lepiej

by się stało, gdyby targnęły się na

własne życie? -

     - Nie włóczę się nocą po

cmentarzach! - zaśmiał się młodzieniec.

     Jeszcze tej nocy, gdy na niebie

pojawił się księżyc Madame Lully

myślała o tym, żeby zjawić się

w pałacu jako duch. Ale komu miałaby

się objawić? Okrutnikowi ojcu?

     Rano ktoś doniósł kapłanowi, że

Madame przeszła w nocy do grobu

Filenidy i pewnie się w nim położyła,

bo do świtu nie widać było, żeby

wracała.

    - Było je pochować na oddzielnych

cmentarzach - zafrasował się ksiądz

- A tu takie zgorszenie!

     Czasami ludzie kochają się aż

po grób, ale bywa, że przekraczają

razem próg grobu. Tak wielka jest

potęga miłości!  Kiedy w cmentarnej

trawie usłyszysz łkającego świerszcza

wspomnij o nich...i nie myśl, że to

diabelski tryl!


   

    


 


sobota, 20 stycznia 2018

...................................................................................................................................

       Topole to drzewa kojarzone z zaświatami, z mrocznym Hadesem...

 

zdjęcie nazumi13

 

   Indyjski sufi Idris Shah nie żyje już od

ponad dwudziestu lat (zmarł w Londynie

w listopadzie 1996 r), ale jego opowieści

żyją. (Także w polskim przekładzie

I. Nowickiej). A oto jedna z nich:

   Żył sobie kiedyś

młody kot. Pewnego

dnia pokazano mu

tygrysa, który był

pięćdziesiąt razy większy

od niego.

    - Stworzenie o tak

ogromnych rozmiarach

nie może sobą wiele

reprezentować - miauknął

kot. - Gdyby był coś wart,

nie musiałby być aż tak

wielki. -

piątek, 19 stycznia 2018

 

   - Dzień dobry!  Niech pan mi tu da

swoje ucho - rzekł znajomy Żyd,

który przechodził właśnie Krakowskim

Przedmieściem. Wciąż ruchliwy i pełen

energii, ale postarzał się. Ja rzecz jasna

- nie.

    Nadstawiłem ucha. Poszeptał

trochę, wstąpiliśmy też na chwilę 

do kawiarni i poszedł. Jest historykiem.

Byłem mu wdzięczny, że nie mówił

o pogromach, a on chyba mnie, że

nie opowiadałem mu o Spinozie.

    Tak, czy owak - ma być wojna!

Hitler nie pozostawia raczej złudzeń.

Mojego wujka zmobilizowali, ale

wrócił do domu, bo nie starczyło

dla niego broni ani munduru.

    Podobno ma być piękna jesień.

Gdybym nie był chory, to na pewno

bym się cieszył. Chcesz wiedzieć,

co powiedział mi ten znajomy?

Teraz to nie jest już tajemnicą.

 "Wszystko się zmieni. Zobaczysz

- nic już nie będzie takie jak było.

A Boga trzeba będzie przywołać,

bo wycofał się zbyt daleko w

chmury."


  

środa, 17 stycznia 2018

 

       W końcu chyba nie przepiszę

swej opowieści (zapowiedzianej

w poprzednim wpisie). Czytam

"Przeklęte dni" Bunina i serce

podchodzi mi czasami do gardła.

Co można myśleć o człowieku

i o ludzkiej historii? Niewiele

z tych zapisków pozostało, bo

pisarz zakopał przed ucieczką

resztę swego dziennika w ziemi.

     Jednak, żeby nie pozostawiać

Czytelnika z niczym, przytoczę

tu przypowieść sufiego Idriesa

Shaha (być może jest ona

zaczerpnięta z wielowiekowej

tradycji) tak podobną do

niektórych moich ;-) Ta jest

piękna...

    

     "RYBY  I  WODA

 

     Jeśli chodzi o wodę, nikt chyba nie

wie o niej mniej niż ryby. Kiedy pływają,

nie zdają sobie sprawy z istnienia wody.

Zauważają dopiero jej brak. Ryba

pozbawiona wody nie rozumie, co się

dzieje i wpada w rozpacz.

Powiadają, że kiedy wyłowiona z wody

leży na brzegu i ciężko dyszy, za swoje

nieszczęście wini wszystko, co tylko

przyjdzie jej do łebka. Chwilę próbuje

walczyć, ale szybko się poddaje. Czasem

jej się wydaje, że to przez drzewa, trzcinę,

czy nawet muł rzeczny znalazła się w

opałach. Jedynie przez przypadek czasem

udaje się jej wskoczyć do wody. Wtedy

wyobraża sobie, że była bardzo mądra.

Z reguły jednak zdycha marnie na brzegu.

Ryby nigdy nie dostrzegają sieci ani nie

widzą haczyka. W najlepszym wypadku

obwiniają nieszczęsnego robaka na

haczyku albo liny podtrzymujące sieć.

Jakże smutny jest ich los! Jakie to

szczęście być człowiekiem!"

   

    A wracając na chwilę do

Bunina...Po wszystkich tych

wstrząsających rzeczach, które

tak sugestywnie opisuje 

(zdziczenie rewolucji) największe

wrażenie robią dwa skromne

zdania:

    "Tak, tak. Właśnie optymizm

nas zgubił. Trzeba to dobrze

zapamiętać."

   

    A ja?...No cóż - żyję! Wczoraj

moja matka miała sen, że jakieś

małe dziecko wpadło pod

samochód, a ona nie mogła go

uratować (bo nie może chodzić).

Dzisiaj w nocy, wracając od niej,

niewiele brakowało, a sam

wpadłbym pod samochód.

Policjantka wyjrzała zza szyby

i powiedziała:

 - I oczywiście to byłaby wina

kierowcy! -

  - Nie - odpowiedziałem nieco

skruszony.

  - A gdyby pana przejechał, to

co by było? -

  - Nie byłoby najlepiej - rzekłem.

  Stałem jeszcze przez jakiś czas

na przejściu, bo coś się zacięło

i światło długo się nie zmieniało,

i poczułem jakąś wdzięczność

do tego człowieka...


 

    

 


 

 

 


 


      

    Tyle komentarzy jest na moim

skromnym i opuszczonym przez

Boga i ludzi blogu, który przypomina

leśną samotnię, do której nikt z

dawnych mych znajomych nie może

znaleźć drogi.  A że ta liczba nie

wiem dlaczego wydała mi się okrągła,

odkładam swą (napisaną już) opowieść

na jutro. Życie mija. Blogi przemijają.

Jedynie miłość nie przemija.

 



*zdjęcia nazumi13

wtorek, 16 stycznia 2018

 

"W końcu, czym jest życie?

Przypomina trop gęsi na rozmiękłym śniegu."

        

"Życie jest jak upadające pod ciosem siekiery

drzewo."

 

"Życie jest tygrysem przyczajonym."

__________________________________________

      Te trzy metaforyczne określenia życia,

które odnaleźć można w klasycznej poezji

Wschodu, sporo o życiu mówią.

      1. Przemija i niewiele po nim zostaje.

      2. Jest chwilą.

      3. Nie można mu ufać. 

___________________________________________

       Taka wizja życia jest w moim odczuciu bardziej realistyczna

niż pesymistyczna. Jest w niej wiele z prawdy. Ale, jeśli tak jest,

to dlaczego ludzie nie potrafią cenić życia takim, jakim ono jest

i szukają w nim raczej tego, czego w nim nie ma? 

      Złudzenia są nam chyba potrzebne i uznajemy je za 

sensotwórcze (nadające życiu sens).  Wydaje nam się, że w życiu

możemy wiele osiągnąć, a nie pamiętamy o tym, jak wiele możemy

stracić i że poza naszymi ambicjami, entuzjazmem i lękami, istnieje

jeszcze coś innego.  Kontemplacja życia mogłaby być jego cząstką,

a jakże często nią nie jest...Zobaczyć w tej plątaninie i mgle piękno

i radość nie zawsze jest łatwo. Poczuć miłość - jeszcze trudniej...

 

 


poniedziałek, 15 stycznia 2018

   

 

    Nieszczęście jednego człowieka 

może być szczęściem innego, choć

nie wiadomo nigdy, jaka przewrotność

losu się za tym ukrywa...Czy i Ty,

drogi Czytelniku, słyszysz czasem

diabelski chichot?

   Rico Rodriguez to jeden z moich

ulubionych muzyków reggae.

W prawdziwym roots reggae

instrumenty dęte spełniają niezwykle

ważną rolę. A Rico mógłby być bardzo

dobrym muzykiem jazzowym, grającym

etno- jazz.  Jego płyta "Man From Wareika"

jest znakomita, podobnie jak koncert

z 1994 r. Wspaniała jest też jego

interpretacja znanego utworu "Children

of Sanchez."  A można go też usłyszeć na

być może najlepszej, jeśli chodzi o brzmienie

instrumentalne płycie reggae "Social Living"

Burning Speara (1978).

      Wcale nie jest łatwo zdobyć jego najlepsze

nagrania. Ja miałem trochę szczęścia. Właśnie

jakaś wdowa wyprzedawała w antykwariacie

kolekcję płyt męża.

     Przez kilka ostatnich lat, dzięki innej

wdowie, noszę ubrania jej zmarłego męża.

Przekazała je mojej matce. Zmarły miał dobry

gust i zawdzięczam mu piękny japoński

T-shirt z widokiem pluskającej się ryby.

    To smutna historia. W pewien letni dzień

zobaczyłem na ulicy kogoś w tej koszulce

i pomyślałem, że chciałbym ją mieć. I

niedługo potem rzeczywiście ją miałem.

Okazało się, że człowiek ten, którego

wcześniej nie znałem, w kilka dni później

zmarł, a ja zostałem obdarowany jego

rzeczami. Mieszkał w Kanadzie i jak

mówiłem, mieli z żoną  (o niej chyba nie

wspomniałem) niezły gust.

      Nie jestem zbyt bogatym człowiekiem,

mimo, że moją wiedzą i zdolnościami

mógłbym może obdzielić wielu innych.

Tak więc los się do mnie uśmiechnął. Ale

było mi czasem nieswojo, kiedy myślałem

o tym, co jest źródłem mojej radości.

       Kruche jest i moje życie, i nie wiadomo,

na ile go starczy. Ale, mimo pewnego smutku,

uwielbiam podobne historie, chociaż

wolałbym, aby nie przydarzały się mnie.

Pocieszam się myślą, że niejeden posiadł nie

tylko rzeczy zmarłego, ale i samą wdowę. 

...Biedna kobieta, bo chociaż moje ubrania

dawno już zjadły mole, ona wciąż nie

może wyjść z depresji.  

    

    

      

 

niedziela, 14 stycznia 2018

    

     To jedno z najbardziej lubianych

moich publikowanych zdjęć. Teraz

na świecie (tym obok nas) jest już

trochę inaczej.

     

................................................................................

sobota, 13 stycznia 2018

      

    Szybka i bezbolesna śmierć nie

zawsze nas cieszy i nie zawsze daje

satysfakcję mordercy.

    Zjawa miała białą twarz, a kiedy

uśmiechnęła się, odsłoniła zęby

pomalowane na czarno. W przeszłym

życiu musiała być gejszą. Można by

nawet pomyśleć, że i teraz nią jest,

gdyby nie była pozbawiona nóg.

     Pan Tanaka poczekał aż złoży mu

stosowny pokłon - zjawa jednak

bezczelnie zwlekała. Jak gdyby nigdy

nic unosiła się w powietrzu. Starał się

więc nadać swej twarzy surowy wygląd,

zmarszczył brwi, a potem zdmuchnął

świecę. Jednak nie wywarło to na niej

żadnego wrażenia.

     Kątem oka zauważył jeszcze, że

dziewczyna wyciąga z włosów szpilę,

poczuł jak przeszywa go ból i upadł

na matę.

     Zjawa pokręciła się trochę po

pokoju, wyciągnęła zakrwawioną

szpilę z serca Pana Tanaki i zaczęła

śpiewać kołysankę,a potem znikła 

w mroku za jakimś parawanem.

    Wszystko to Ja, Mysz Polna, widziałam

pewnej księżycowej nocy, kiedy zakradłam

się do domostwa i najdokładniej opisuję.

    Gdyby zjawa była rodzaju męskiego,

Pan Tanaka z pewnością dobyłby miecza

na taki dyshonor. Ale słaba kobieta wzbudziła

w nim czułość.

    Tak mnie to wszystko zmartwiło i

przeraziło, że ukryłam się i chciałam

przeczekać do rana, zwłaszcza, że było

dość zimno, jak to na jesieni,  ale jakiś

włochaty pająk zaczął mi się narzucać. 

Nie chcąc okazywać mu swych względów

wybiegłam więc na dwór i ułożyłam ten

wiersz:

 

              "Strzeż się kobiety,

                która zjawia się nocą

                wbijając szpilę."   

 

             

   

piątek, 12 stycznia 2018

,

 

     Dzisiaj było mi trochę smutno. I gdyby

nie świadomość, że ktoś może o tym

przeczytać, napisałbym - dlaczego. Ale blog

to dość dziwny rodzaj dziennika, który 

czyta bardzo wiele (czasami jak ten -

tysiące) ludzi. Czyta, to nie zawsze 

znaczy rozumie lub traktuje z taką samą

życzliwością. Powiem więc tylko, że jeden

z tych powodów dotyczy mojego zdrowia,

drugi - bliskiej mi osoby, a trzeci...Ale i tak

już za dużo może powiedziałem.

      Nastroje i uczucia pojawiają się i

odchodzą.

      Pracę mam pod pewnym względem

niekomfortową. Kilka razy w tygodniu

opowiadam i rozmawiam o rzeczach

ostatecznych, które są przedmiotem 

mojej dziedziny wiedzy - o cierpieniu, walce,

miłości i śmierci. Z pozoru to abstrakcja, ale

filozofia jest znacznie bliższa życiu niż

to się wydaje, a ja nigdy nie uciekam

w zawodową rutynę.

     Moja studentka, która straciła matkę,

pisze pracę magisterską o cierpieniu w

filozofii stoickiej. Dzięki przeniesieniu

uwagi na pewien problem ogólny, ale 

dotkliwy dla każdego, w dużym

stopniu uwolniła się od rozpaczy, w jakiej

była jeszcze niedawno. Jest to oczywiście

wyłącznie jej zasługą.

     Wśród moich studentów były też osoby,

które próbowały popełnić samobójstwo i

które udało mi się uchronić przed kolejną próbą.

Wymagało to ode mnie wejścia w ich prywatne

i psychiczne życie oraz pewnego poświęcenia.

Ale to, że sobie z tym poradziły, jest przede

wszystkim ich zasługą i wyobrażam sobie równie

dobrze sytuację, w której nie potrafiłbym im

pomóc.  Nieoczekiwanie dla siebie występowałem

jednak w roli terapeuty.

      Lekarz, który codziennie widzi śmierć

chorych i ksiądz, który udziela im ostatniej

posługi, nie mówiąc już o pielęgniarkach,

są w jeszcze mniej komfortowej

sytuacji. Ale odgradzają się często od niej

gruboskórnością albo mechanicznym

rytuałem. Odbywa się to już na poziomie

językowym.

     Pytałem kiedyś znajomego młodego

lekarza, dlaczego jest przygnębiony:

"Pacjent mi zszedł!" - powiedział lekko 

zirytowany. Wtedy jeszcze w ogóle to

zauważał.

    Nie powiedział - "umarł", ale "zszedł."

...Bezduszny system opieki zdrowotnej

sprawia, że pacjenci umierają często w

szpitalach nie doczekawszy się godziwej

opieki. W takich sytuacjach często myślę,

że prawdą jest, iż zło, to po prostu tylko

brak dobra (czy raczej dobroci).

    Poczułem kiedyś wielkie współczucie

na widok starego księdza, który na

pogrzebie bliskiej mi osoby marzł i

sprawiał wrażenie człowieka opuszczonego.

Był ponad dwukrotnie starszy od

niej.

    Na pogrzebie tym występowałem

w głównej roli, bo osoby, które były

Zmarłej znacznie bliższe, nie przejęły

się jej odejściem. Kiedy rzucałem

grudę ziemi, jej partner umawiał się

właśnie z inną młodą kobietą, którą od

pewnego czasu próbował uwieść. Na

cmentarz przywiozły go matka i siostra,

bo podobno nie chciało mu się wstać z

łóżka. Życie nie zawsze jest przyjemne,

a on lubił przyjemności. Kiedy osoba

ta ciężko zachorowała powiedział, że

z racji jej fizycznego stanu "przestała

już być osobą, którą wcześniej znał."

     Idąc jako pierwszy za trumną

słyszałem złośliwe i zgorszone

komentarze. A przecież do tej roli

wyznaczyła mnie rodzina Zmarłej.

To prawda - byłem dla niej

kimś bliskim, ale na pewno nie

najbliższym. Jej matka nie mogła

podjąć się tej roli, ponieważ była

niewidoma.

     Zdarzyło się to przed chwilą...

czyli dwadzieścia lat temu. A za

krótką chwilę tego wszystkiego,

co jest treścią mojego wspomnienia,

już nie będzie. Nie będzie bowiem 

i wspominającego. Chociaż w pewnym

istotnym sensie, to, co zaistniało,

nie może już nigdy przestać istnieć.

      Czy wobec kruchości życia i

ogromu cierpienia, jakie ze sobą niesie,

jedynym wyjściem z mroku nie jest

miłość?  Ale miłość, to nie tylko radość...

   


 

 


czwartek, 11 stycznia 2018

 

      Kiedy Cyntia wyszła na podwórko,

dziewczynek już tam nie było. Potknęła

się i starła sobie kolano.

    W ciemnym kącie podwórka stał

jakiś pan w czarnym cylindrze. Na

jej widok wydął usta, napiął mięśnie 

i obnażył pierś. Cyntia przestraszyła

się.

   - Pozwolisz dziewczynko, że się

przedstawię. Nazywam się Johannes

Christoph Schwartz i jestem, że tak 

powiem, wędrownym cyrkowcem. -

   Mówiąc to wyciągnął w stronę

dziewczynki włochatą, pokrytą 

tatuażem rękę. Następnie,

przypierając ją nieco do muru

pokazał jej swój kapelusz. Był pusty.

    - A teraz zobacz! - zawołał nagle,

głośno dysząc i wyciągnął z kapelusza

królika.

    Dziewczynka klasnęła w dłonie.

    - Masz chęć na cukierka? - zapytał.

    - Pan jest Żydem? Mama powiedziała

mi, żebym uważała na nieznajomych. -

    - Ależ ja nie jestem nieznajomy!

Jaki tam ze mnie nieznajomy. Czy tak

wygląda ktoś nieznajomy? - rzekł

Schwartz i wyciągnął dziewczynce

królika spod sukienki. - Zabrudziłaś

sobie podkolanówki. Mama będzie

krzyczeć! -

    W tej samej chwili ktoś otworzył

okno na trzecim piętrze kamienicy

i zawołał:

   - Cyntio! Jeżeli tam jest nieznajomy,

natychmiast wracaj do domu. Po

okolicy kręci się niebezpieczny

morderca. -

   Cyrkowiec zasłonił dziewczynce

dłonią twarz i lekko ją przydusił.

   - Mordercy zawsze są niebezpieczni. -

zażartował.

   - Cyntio! - krzyczała mama - Jesteś

niegrzeczna. Zaraz mi wracaj do domu,

bo dostaniesz ścierką po pupie! -

   - Cóż za uhocza konwersacja - rzekł

Schwartz, gdy dziewczynka osunęła

się na bruk.

   - Cyntio, powiem ojcu i pas będzie

w robocie! - wołał głos z góry. Pani Angst

była naprawdę zaniepokojona.

    W bramie Dusiciel na chwilę zatrzymał

się, jakby chciał coś jeszcze przemyśleć,

ale skręcił kark królikowi i rzucił go na

ziemię.

    - Cyntio - masz zakaz jedzenia ciastek

i lodów. Nie ma nawet mowy o pańskiej

skórce i cukrowej wacie!...Pójdziesz

do księdza i się wyspowiadasz! -

    Ale dziewczynka już tego nie słyszała.

Była w siódmym niebie.

    - Ech! - jęknął policmajster na widok

dziecięcego ciałka - Pewnie ten cyrkowiec

tędy przechodził, job jego mać! -

    Spadł deszcz i zaczęło robić się widno...


środa, 10 stycznia 2018

 

     Nie wyobrażam sobie życia bez pięknej

muzyki (czyli takiej, której niby prawie 

nikt nie słucha, co jest na szczęście

złudzeniem). Więc kiedy wpadło mi w ręce

prześlicznie wydane CD z trzema dość

rzadko wykonywanymi utworami

Roussela, Debussy' ego i Poulenca

bardzo się ucieszyłem.

    Suit "Bachchus et Ariane" Roussela

już kiedyś w innym wykonaniu

słuchałem. Temat utworu jest

mitologiczny, a muzyka chwilami

dość ekstatyczna. Ale "Six epigraphes

antiques" to transkrypcja orkiestrowa

własnego utworu, której chciał dokonać

Debussy, a ostatecznie zrobił to po jego

śmierci wybitny dyrygent Ansermet.

Oba te utwory są znakomite, ale ten

drugi to prawdziwe cudo. A założoną

kiedyś przez Ansermeta orkiestrą

"Orchestre de la Suisse Romande"

dyryguje z wielką energią, ale i

subtelnością niezwykle zdolny młody

japoński dyrygent Kazuki Yamada.

Utwór ten jest pełen nadzwyczajnej

magii. 

      To, że muzykę skomponowaną 

prawie i ponad sto lat temu uważa

się za muzykę współczesną wydaje

się mieć dwie przyczyny. Pierwsza

z nich jest taka, że wciąż się nie

zestarzała i zachowuje swą  żywotność.

(Oczywiście jej język pozostaje jednak

dla wielu ludzi niezrozumiały, ponieważ

wszystkie niemal emocje zawłaszczyła

muzyka popularna). Druga, bardziej

smutna, że tzw. muzyka poważna

przeżywa obecnie kryzys.  Po śmierci

Witolda Lutosławskiego nie powstały

już żadne naprawdę wielkie utwory,

a minimalizm tej muzyki bywa

czasami czymś owocnym i twórczym,

ale znacznie częściej jednak nie

tworzy niczego oryginalnego.

       Podobny kryzys przeżywają jednak

także poezja i filozofia. Krytykowi,

który to konstatuje jest to uczynić łatwo,

ale jeśli nie jesteśmy jedynie

konsumentami, ale także twórcami, to

w jakiś sposób przykładamy do tego

rękę. 

     Przyczyn tego stanu rzeczy może

być wiele, jednak najważniejszą jest

kryzys zachodniej kultury, która ceni

jedynie wartości hedoniczne i utylitarne,

zapominając o wartości miłości i samego

życia. Ludzie pragną żyć wygodnie i

ogólnie rzecz biorąc nic im się tworzyć

nie chce, ale oczywiście chcą, aby ich

twórczość była podziwiana i chcieliby ją jak

najlepiej sprzedać. Niestety wyścig

szczurów nie służy wybitnej twórczości,

a świerszcze są jednak bardziej muzykalne

niż mrówki.

     Demokracja zrównała ze sobą rzekomo

gusty, co sprawia, że zachwyt nad namiastką

lub szmirą jest czymś powszechnym. Nie

gustuję w takich negatywnych określeniach,

ale wyrażają one dość dobrze ubóstwo ducha,

z jakim mamy do czynienia.

    



wtorek, 09 stycznia 2018

    

    Epigramaty były pierwotnie krótkimi napisami. Część z nich to napisy

nagrobne. Ale później  Grecy stworzyli liryczną formę wyrazu,

zwięzłą, ale pełną uczuć i refleksji nad życiem i jego przemijaniem.  

Jest to chyba najbliższa mi forma poetyckiej wypowiedzi.

Bliższa nawet niż haiku, czy inne formy poezji

japońskiej. Dzięki geniuszowi Zygmunta Kubiaka

mamy piękny przekład zbioru epigramatów

z "Antologii Palatyńskiej", gdzie są również

wiersze przypisywane Platonowi. Tłumacz 

wielokrotnie swój przekład poprawiał i nie

wiadomo czasem, którą wersję wybrać. Rzadko

się zdarza, aby dokonujący przekładu

miał typ poetyckiej wrażliwości tak

cudownie dostosowany do utworów,

które pragnie wyrazić w swoim języku.

    To była wrażliwość czuła na kruchość

i tragizm życia, i delikatność uczuć. 

Czas obrócił w pył wieki całe, a ludzie

wciąż przeżywają te same rzeczy -

pragną czegoś, troszczą się o drobne

i wielkie korzyści, kontemplują piękno,

cieszą i martwią, kochają się i nienawidzą,

nie znając własnego losu, a na końcu tej

krótkiej chwili istnienia jest śmierć.

Zygmunt Kubiak dawno już nie

żyje, ale ja wciąż pamiętam o jego

entuzjastycznym zainteresowaniu

moją propozycją dla redagowanej

przez niego Biblioteki Poetów,

która niestety wkrótce potem

przestała istnieć.

________________________________

                     POCIECHA W PIĘKNIE

 

Któż by ci sprostał o życie, gdyby nie śmierć? Niezliczone

Twoje niedole i umknąć im trudno, i dźwigać je ciężko.

 

Błogie w tobie to, co z natury jest piękne: ziemia

I morze, i kręgi te dwa, księżyc i słońce.

 

A poza nimi lęk tylko i ból . Jeśli czasem

Dobrze się komuś powiedzie, wnet go dopada Nemezis

 

 

            PLATON: W gwiazdy patrzysz

 

W gwiazdy patrzysz ma gwiazdo? Bodaj bym stał się niebem,

Abym wieloma oczami wpatrywać w ciebie się mógł.

 

           poetka ANYTE:  Łzy  dziecięce

 

Dla pasikonika, słowika pól, i dla świerszcza,

Tego z dąbrowy, Miro wspólny usypała grób,

 

Płacząc dziecięcymi łzami, że te dwie jej zabawki

Ulubione Hades nieubłagany wziął.

 

        ANYTE: Ostatnia prośba

 

Zapłacz po mnie tak cicho, z serca. I powiedz dobre słowo.

Pamiętaj o mnie i wtedy, gdy już nie będzie mnie tu.

 

        PALLADES: Córka gramatyka

 

Córka pewnego gramatyka, gdy złączyła się z ukochanym,

Powiła dziecię w rodzaju męskim, żeńskim i nijakim.

 

 

 

 

_________

Epigramaty greckie były bezimienne. Tytuły nadał im

Zygmunt Kubiak.


           


 
1 , 2