Kategorie: Wszystkie | "Dziewczyny, bądźcie dla nas dobre na wiosnę" | ...bez końca | 0 | 100O i jeden Rabinów | A Puszkina też zapuszkują? | A moze to tylko pomieszanie zmyslow | A nie lepiej być purystą? | Aaaaaaaaaaaaaa...aalfabeta | Ach, gdzież jest litość lub wspolczucia pozór? | Ach, gdzież jest litość lub współczucia pozór? | Adam Mic - Kiewicz | Adaś i Ewka | Aforystyka | Amerykański sen | Autopsychoterapia | Bez sensu to to! | Bez szaleństwa... | Bezmyślne okrucieństwo | Bezradność | Biedna Szymborska | Biedny Kapturek! | Bliźni miłości | Bliźniego miłość... | Blondyn | Blue Bossa | Bojaźń i drżenie | Bratnie dusze | Bruner, ty świnio! | Buddyzm w życiu codziennym | Bóg mi poskapił tej anielskiej miary... | Bóg mi poskąpił tej anielskiej miary... | Bójstwo samo | Caritas | Chiziofrenia | Choroba na śmierć | Chwila ułudy | Chwila wytchnienia | Chłodne upojenie | Cierpienia i radości | Cierpienie i radość | Cleen feed | Cnota niedoli | Co slina na język przyniosła | Co tam panie w polityce? | Co w niebie piszczy | Co ślina na język przyniosła? | Corrida | Coś dla duszy... | Coś tak wulgarnego | Cudotwórstwo | Czarna Perła Tao | Czarny tulipan skrzyżowany z czarna różą | Czarny tulipan skrzyżowany z czarną różą | Czary Mary | Czego nie przysięgał Hipokrates? | Człowiek nie jest rzeczą | Człowiek to brzmi dumnie, ale nie u mnie | Często chowa | Częstochowskie rymy | Deficyt aniołów | Delightful! | Demokratyczne wybory w Oczodołach | Diabłoterapia | Dla wszystkich i dla nikogo | Dnieje | Do samego siebie | Dodatek | Dowcipas dnia | Duma narodowa | Dusze drzew | Dyskretna mgiełka autoironii | Dzielność | Dziki kapitalizm | Dzisiejsza młodzież | Dzisiejsza młodzież nosi ładną odzież | Egzystencjalizm jest chumanizmem | Ekonomia zbawienia | Elegancja Francja | Elegijnie | English gentelman | English gentleman | Epicurus | Ewa tylko ziewa | Falochron | Female | Filozofia bez uczoności | Forever Loving Jah | Gadu, gadu | Gadu, gadu, trochę więcej jadu | Gal Anonim | Gaz dla pedałów | Gaz dla pedałów, młot dla sierpów | Gdy rozum śpi... | Gendarme | Genek, gienialny gieniusz | Geno Typ | Gorący uczynek | Grabarz | Grabarz nonsensu | Gry i zabawy literackie | Głupota przysłowiem narodów | Głębie i tajnie Podświadomego | HIstoria nauczycielką bicia | Herbatka zen | Homo economicus | Homo sapiens czy Homo politicus | Humor absurdalny | Humor nieco absurdalny | Humor, satyra, panie... | I rekiny w oceani mają zębów cały rząd | I rekiny w oceanie mają zębów cały rząd | Indie Wschodnie i Zachodnie | Industrial | Istnieje również wrodzony brak poczucia humoru | Ja tam bynajmniej nie wiem | Jak długo będę jeszcze żył? | Jak uprawiać agresywne dziennikarstwo? Poradnik dla początkujących | Jakże cżęsto powtarza się ta historia | Jakże trudno czasami coś sklecić! | Jan i Małgorzata | Jan z Czarnolasu | Jesienna muzyka | Jeszcze smutniej! | Jeździec Apokalipsy | Językologia | Kaczuszki mandarynki | Karawana idzie dalej | Katedra Adamowego Żebra | Kawa z Kafką | Każdemu według naszych chęci | Każdemu według potrzeb | Każdemu, o czym tylko zamarzy | Kiciuś Miciuś! | Kicuś Micuś! | Kiedy człowiek staje się bestią | Kiedy owce nie milczą | Kij w mrowisku | Kniaź Wiktor | Kochani ludożercy | Kolacja Pani Sowy | Kometa tylko głownia nie ta | Konkwista | Koryfeusz nauki, milośnik sztuki | Koty i inne zwierzęta | Koty, głupoty, palikoty | Kości rzucone są | Kość słoniowa | Kto pierwszy był człowiekiem, kto będzie nim ostatni | Kto pisze teraz historię? | Kuchnia szamańska | Kwiatki Św. Franciszka | Kwiatostan śmierci | Kwitnienie kultury | Kwitnąca wiśnia | La colombina i ciche ukojenie | Lekarzu - lecz się sam! | Lenin wiecznie żywy | Leśmianiada | Lichwiarstwo polskie | Liryki i prztyki | Logika dziejów | Londyńska mgła niepamięci | Londyńskie przygody | Los ofiary | Los puka do moich drzwi | Lotosowy wpis | Ludzie ludziom... | Lunatyzm | Lęk społeczny | Made in Japan | Maligna | Marność nad marnościami | Marność nad marnościami. Rekoleksje Wielkopiątkowe | Marzenia senne | Marzeniologia stosowana | Maszkary i senne dziwadła | Maszkary i senne widziadła odbite w lustrze | Mała czarna z Kafką | Medycyna naturalna | Meine Liebe Augustin! | Melancholia | Melancholia stosowana | Memorabilia | Meszreiw | Meteo | Mgiełka autoironii | Mglisty dzień. Mgła | Mikołak | Mistrz i Małgorzatka | Mistycyzm lunarny | Mistyka i miłość | Mitologia osobista | Mitologia świata | Miłość | Miłość bliźniego | Miłość nie zawsze szczęśliwa | Miś Uszatek | Moc rytuałów | Monada nie ma okien | Mowa potoczna | Mowa ptaków | Mowa serca | Moze ktoś zrozumie, co teraz czuję | Może ktoś się ucieszy? | Może ktoś zrozumie, co teraz czuję | Może to trochę zbyt uszczypliwe | Musicology | Muza lekkich obyczjów | Muzyka przywraca ład serca | Myszoterapia dr Nezumi | Myśli prostego człowieka | Mądrość Natury | Mądrość jak z gazety | Mądrość narodów | Młot na faryzeuszy i hipokrytów | Męstwo bycia | Mówił sen do snu | NIe ma na świecie dwóch takich samych liści, ni kropel deszczu | Na jawie (lecz to, co niejawne pozstaje) | Na stos rzuciliśmy szcześcia los | Na stos rzuciliśmy szczęścia los | Na szczytach hipokryzji | Na zdrowie! | Nad piekną rzeką | Najokrutniejsze zwierzę | Najsłodsza tajemnica | Narastająca senność | Nic dzisiaj ciekawego nie napisałem | Nicość | Nie am dwóch takich samych liści, ni kropel wody | Nie bój się - najwyżej cię rozstrzelają! | Nie czas żałować burz, gdy płoną oczy | Nie czas żąłować burz, gdy płoną oczy | Nie każde szczere złoto jest szczerozłote | Nie ma na świecie dwóch takich samych liści ani kropel wody | Nie ma na świecie dwóćh atkich samych liści lub kropel deszczu | Nie ma takiego smutnego, co by na wesołe nie wyszło | Nie ma zazdrości bez miłości | Nie oddamy nawet guzika | Nie tylko dzielenie włosa na czworo | Nie wiem, ja w ogóle nie myślę | Nie zabijaj! | Nie zabijajcie drzew! | Nie zawsze urocza dzecinada | Niebiańskie szczyty głupoty | Niech pani będzie dzielna! | Niech zapłaczą na moim pogrzebie | Nieco drapieżny wpis | Niekoniecznie ptasi móżdżek | Nienawiść bliźniego | Nieosobiście | Nieprzesłane przesłanie | Niestworzone rzeczy | Nieszkodliwe głupotki | Niewczesna melancholia melomana | Niewczesne rozważania | Niewielka profanacja | Niewielkie przekłamanie | Niskolotnie | No No! Teatr No | No comments! | No no! | Nowa poezja lingwistyczna | Nędzne kabareciarstwo | O Leonardo, po cóż się tak trudzisz? | O dzieleniu włosa na czworo, czyli metodzie scholastycznej | O dzieleniu włosa na czworo, czyli o metodzie scholastycznej | Obciachy | Obscenia i parafrenalia | Obsesja dobrego biustu | Ojej! | Oko w oko z zębem mądrości | Okropieństwa | Okruchy odgrzebane z lawy | Okruchy życia wygrzebane zlawy | Okruchy życia wygrzebane z lawy | Okrutna losu ironia | Orientuj się na orient | Owczarek | Owczarki afgańskie | Owocożerni | PL jak piekło | PO PiS | POeci wszystkich krajów dzielcie się | Pan Tadeusz | Panie pośle, po chrześcijańsku panu wybaczam | Pańska satyra polityczna jest niegramatyczna | Pendant do pewnego przypisu | Perlikowski | Pewna elastyczność zasad | Pewne jak w banku | Piorunujący piorun! | Po owocach poznacie ich! | Po upadku | Pobożne życzenia | Podpatrywanie Natury | Podroby i inne podróbki | Pokolenie Kainowe | Pokorne ciele | Pokorne cielę | Pokusa | Polak potrafi | Polak potrafi! | Politolog i Politowska | Politycznie niepoprawne! | Polonica | Polonika rycerskie | Polucje i ablucje | Pomarańcze i mandarynki | Pomarznąć dobra rzecz | Pomarznąć dobra rzecz! | Pomoc psychologiczna | Poranna kawka z Kafką | Porąbane marzenia | Potężne i głębokie warstwy pierwotnego mitu | Powieść brukowa | Powszechna życzliwość | Powtórka z cynizmu | Poznaj samego siebie | Prawda | Prawda jest jedna i piękna, ale złożona | Prawda popłaca | Prawdziwa metropolia | Prawi i sprawiedliwi | Prawiezmartwychpowstanie | Prawiezmarwtychpowstanie | Prognoza pogody | Pruski smutek | Przecież cię zjem! | Przedagonalny polski agon | Przegląd sportowy | Przeinaczenia | Przez pychę do pokory | Przeżyjesz to, a pote już tylko grób | Przeżyjesz to, a potem już tylko grób! | Przminęło z wiatrem | Prztyczek | Psiapowiednia Majów | Psubrat | Pustka | Pytanie dość retoryczne | Raczej to nie będzie hit | Radosne gonitwy śnieżnych tygrysów | Radość wędrowania | Rejterada Rejtana | Religie nauczą cie pokory | Res Sacra Pecunia | Romans z pop kulturą | Roots, Rock, Reggae | Rozkosze reinkarnacji | Rozmowa nie na telefon | Rozpacz | Rozpacz na wieki wieków | Rozpacz, która podpełza pod gardło | Ruch i świeże powietrze... | Rybołówstwo cudzołożnika | Rycerz pokalany | Samokrytyka | Samotność egzystencjalna | Sekrety pewnego domu handlowego | Seraphic Flames and Heavenly Love | Siedź na dupie i potakuj! | Somatyka | Somatyka logiczna | Spełniona przepowiednia | Spleśniały ser | Sponsorem tej opowieści jest wydawnictwo Błękitny Wieloryb | Sport to zdrowie | Spowiedź morskiego wilka | Stary Sącz i Nowy Sącz | Stary mafioso | Stołeczne stołki | Stratyfikacja społeczna | Suma sumarum | Sumienie rachunku | Sweet Music and Poetry | Sygnały podprogowe | Szalchetne zdrowie | Szczęśliwa pomyłka | Szekspir do żadnej nie należy epoki | Szkarady | Szlachetna gravitas | Szlachetne zdrowie | Słodycze grafomanii | Słówka | Słówko do słówka, a uzbiera się sówka | Tadeusz Bój Jeleński | Taia chińska podróbka | Takie będą rzeczpospolite jakie tego blogu chowanie | Takie tam, pierdoły | Talking Heads | Tania chińska podróbka | Tatiana | Teorie świata nauki | Terapeutyczie | Terapeutycznie | Thames | The Doors. Uchylone drzwi | The Lion cub | The fruit of beauty and despair | To na pewno nie Lec | To nie żadna filozofia | Tragiczne pożegnania | Transformacja duchowa | Trudna sztuka dialogu | Trudno czasmi coś sklecić | Trzylogia | Trója z polskiego | Twarda rzeczywistość | Ty mi tutaj nie filozuj | Tygrysologia stosowana | Tysiac i jeden ptaków | Tysiąc i jeden kotów | Tysiąc i jeden ptaków | Tysiąc różowych kroliczków | Tęsknica | Tęsknota duchowa | Ubekistan | Ucone księgi | Uczeni ludożercy | Uderzenia losu | Uduchowienie | Umrzeć z miłości | Upadek Pierwszego Człowieka | Uroczy wegetarianin | Uszczelnienie systemu podatkowego | Utrata uzębienia | W czym mogę panu pomóc? | Wciąz powtarza się ta sama historia | Wciąż powtarza się ta sama historia | Wdzieczna muzyka przywraca ład serca | Wesola grafomania z morałem | Wiecej broi dla szaleńców w Teksasie | Wieczne powroty | Wiedza radosna | Wielka wygrana | Wielomówstwo, czyli plaga opowiadania | Wierzba płacząca | Wiosny i jesienie | Witch | Więcej broni dla szaleńców w Teksasie | Wojna totalna | Wpis o kształcie piramidy | Wprowadzenie do kruczków prawnych | Wrzucam wszystko do kosza | Wrzątek | Wspomneinei pewnego wspomnienia | Wspomnienie pewnego wspomnienia | Wspomnienie pewnego wspomnienia | Współczesny filister | Wszystkie rybki | Wszystko na A | Wszystko na sprzedarz | Wszystko na sprzedaż | Wygrana | Węzłowato | Wólka Węglowa | Xin Lu, typowa brunetka o granatowych oczach | Z Nietzschego nic nie powstaje | Z księgi wulgaryzmów | Z rupieciarni myśli | Zaczarowany świat zen | Zanim mnie wrzucą do dołu | Zapowiedź Apokalipsy | Zaraz wracam! | Zasada domniemanej winy | Zaskroniec | Zastał Polskę drewnianą... | Zatrzaśnięte drzwi | Zbaw mie Buddo Amido | Zbaw mnie, Buddo Amido | Zdrowy egoizm | Zegar dziejów | Zestrzelenie księżyca | Zginął z rąk słabej kobiety | Zima się nas nie ima | Zjawiskowe | Znak jaskółki | Zrozumieć wartość tego, co nieużyteczne | Zuch zawsze ochoczy! | Zwierzęta pod postacią ludzi | Zwyciestwo konsumpcjonizmu | Ząb mądrości | ie zabijajcie drzew! | ieosobiście | kosmos | Łagodne prawo, ale prawo | Łagodność tygrysa | Śmiechotki, chichotki | Śmiertelna powaga | Śmierć | Światełko w mroku | Świętość, wziętość, nadętość | Życie jest tragiczne | Życie samo | Życzliwe spojrzenia na całość ogródka | Żyć, nie umierać
RSS
niedziela, 31 stycznia 2016

                           

                           "Jak księżyc w niebie błękitnym jestem sam

                       w swej komnacie. Zgasiłem lampę, płaczę.

                           Płaczę, bo jesteś daleko ode mnie i nie będziesz

                       wiedzieć nigdy, jak cię kocham."

 

                          Wieki mijają, a uczucia ludzkie się nie zmieniają.

                      Ten wiersz napisała w VII wieku n.e tancerka Wu Hao. 

                      W XIX w przetłumaczył go na francuski Fr. Toussaint. 

                      A w 1922 roku opublikował swój przekład z francuskiego

                      Leopold Staff. Aż nadszedł rok 2016, w którym na

                      swym blogu umieściłem go ja.

                          Jak myślisz, co teraz czuję? Tancerka Wu Hao

                      doskonale by mnie rozumiała.   

sobota, 30 stycznia 2016

   

    Po północy Widmo odprowadziło mnie do cmentarnej

bramy. Im bliżej tej bramy było, tym stawało się mniejsze

- najpierw podobne do dużego psa, a potem do kota...

Tak więc całkowicie zatraciło swą ludzką postać.

Trzymałem w dłoniach chryzantemy, które zapomniałem

położyć na jej grobie. Złociły się w księżycowej

poświacie. Kiedy przechodziłem przez furtkę Widmo

zawyło jak pies, a potem ciszę rozdarł koci grymas,

przypominający płacz niemowlęcia. A może to nie

było Widmo tylko Licho? Sam nie wiem, jaka tajemna

moc każe mi o tym pisać?  Dobrze, że skreśliłem ten

dialog:

      Cyprys I:  - Stoję tu martwy, a może zmartwiony.

Senny jak mara i nieporuszony. I nie drgną nawet

me przeszyte dreszczem chłodu igiełki...

     Cyprys II: - To jakbym ja powiedział!

     JA: - Ale jesteście zielone, podczas gdy inne drzewa,

wyzbyte listowia, straszą. Lubicie zimę? Płatki śniegu,

zamieć?

     Cyprys I: - Stoimy tu rześkie i nieustraszone.

     Widmo: - Po co przyszedłeś na jej grób, Aurelio?

     JA: - Bo za nią tęsknię. Często z nią rozmawiam.

Szukam jej we dnie i w nocy!  Czuję się tak, jakby wcale

nie umarła...E morta la mia cara Euridice!

     Cyprys II: - Kiedy tu jutro przyjdziesz

nas już nie będzie. Twoja Donna nie żyje i nic ani nikt

nie przywróci jej życia.  

     ...Wróciłem w to miejsce po dwudziestu latach. 

Wiecie jak to czasem bywa! Każdego roku chciałem

przyjechać, ale to albo tamto stawało mi na drodze.

Za bardzo może chciałem! Przez cały czas myślałem o

niej.  A czas tak szybko mija!  Powitał mnie ten

sam wynędzniały cmentarny piesek - jakby sekunda

upłynęła między tamtą zimą, a wiosną. 

     - Ładnie wyglądasz. Nic się nie zmieniłeś!...A gdzie 

są te cyprysy? - zapytałem.

     Widmo rozłożyło bezradnie ręce i powiedziało:

     - To smutna historia. Umarłeś i dlatego ich nie

widzisz.  Ale one stoją na straży twojego milczenia. 

My, widma nie starzejemy się.

     - To pokaż mi drogę do jej grobu! - powiedziałem

     - Nazrywałem jej niezapominajek...

     - Ona żyje! To ty nie widzisz słońca - zachrypiało 

Widmo - A grób jest rozkopany...Nikt nie płaci, to położą

kogoś innego.

     Ach, jakże się ucieszyłem, kiedy zapachniało ziemią! 

Ale Widmo zmarszczyło brwi i zagęgało jak dzika gęś.

Chciało mi coś powiedzieć, ale wydawało z siebie tylko

jakieś żałośliwe jęki. Spojrzałem na wierzbę płaczącą.

Szumiała cicho.

     - Nie ma drugiego życia - oznajmiła przeraźliwie szara

postać.  A potem poszła grabić jesienne liście. 

     - Boję się jej! - powiedziałem. 

     - Głuptasku! - zaszumiała Wierzba - Przecież już nie

żyjesz! 

 

 

 


piątek, 29 stycznia 2016

      "Jak żyć z neurotycznym kotem?"

Pisałem już tu kiedyś o tej książeczce,

bo bardzo ją lubię. A oto, co autor mówi

w Podsumowaniu na temat kociego snu.

      "1. Przeciętny kot potrzebuje 24

godzin snu na dobę. Niektórym potrzeba

więcej.

        2. Staraj się nie chrapać i nie

przeszkadzać kotu.

        3. Legowiska dla zwierząt są dobre dla

psów albo dla dzieci. Koty potrzebują

prawdziwych łóżek.

        4. Pamiętaj by nigdy nie pomylić swego

kota z poduszką, nawet jeżeli nie różnią się

wyglądem.

        5. Nie trać czasu na spychanie kota z łóżka.

 I tak wróci.

       6. Przeważnie na łóżku mieści się sześć

kotów. Dziesięć bez właściciela". 

       (Stephen Baker, przekład A.D. Kamińska)

       Nie zawaham się nazwać książki Bakera

ilustrowaną biblią wiedzy na temat zwyczajów

kotów domowych, choć jest to biblia małego

formatu. Rysunki są fantastyczne! Przykazania

też. Ale Dr Kot wydziwia! Wczoraj powiedział mi, że

"Baker to neurotyk" i że od czasów kota Garfielda

"nie widział czegoś równie głupiego i szowinistycznego."

Chętnie pozwałby szkodnika do sądu, ale podejrzewa,

że Baker sprytnie opisał zwyczaje swej kochanki.

"Nie chcę niszczyć ich związku" - wyznał.


czwartek, 28 stycznia 2016

     

     ;;;;;;;;;;;;;;;             ;;;;;;;;;;;;;;;;      

        

      **********           **********

           ( .  )                             ( .  )

                           /        \

                         

                         ///////////

 

                             ----   

 

            ZBAW MNIE BUDDO AMIDO!

środa, 27 stycznia 2016

                - Nie da rady, oba samce! - powiedział Pan Mietek. 

                - Czy to aluzja polityczna? Nie zapominaj, Miecioro,

                że rewolucja w naukach biologicznych jest nieunikniona,

                a to znaczy, że w końcu mężczyzna urodzi coś więcej niż

                kamień i to być może po podjęciu seksu analnego, bo

                po co pozbawiać klienta jego zwierzęcej przyjemności?

                - Na razie chomik dominant zagryzł swojego współtowarzysza

                i Jola od rana jest chora.

                - I po co tak rozpaczać? Przecież oba mógłby zeżreć kot!

                Nie możesz dać Joli po pupie?...A jak tam twoje kanarki?

                - Nie chcę jej pozbawiać jej wrażlywości! A kanarki

                przelatywały nad gotującym się rosołem...Byłem ubrany

                do rosołu i w końcu się ugotowały.

                - I pamiętaj Mieciu - u Boga jest wszystko możlywe, a

                nadzieja jest matką głupich - rzekł Pan Franek. 

                - Ale jest coś znacznie gorszego! 

                - No cio?

                - Jestem Frankowiczem. Kupiłem sobie parę mieszkań,

                bo żyję głównie z wynajmu, a państwo, kurna, chce mi jeszcze

                dopłacić. Jak odwrócić ten dobry los?

                - Masz francę? Je suis Frankowicz!

                - Ale franka w złotówki nawet biskup nie zamieni.

                - Kto wie, Mietek?  Nie takie rzeczy się zdarzały. A poza tym,

                nie każdy Frankowicz jest tak przedsiębiorczy jak myślisz. 

                Znam Frankowiczów, których budżet ma dziury jak ser szwajcarski.     

                Nie możesz sądzić po sobie!

wtorek, 26 stycznia 2016

                              Mówią, że to końcówka banderoli

                              I że to człowieka nic nie boli.

                              Mówią, że to jest szczęśliwa panda,

                              Ale to przecież ich propaganda.

                              (Ten, kto tak mówi, mocno świergoli!).

                              Życie wymyka się spod kontroli

                              I trudno chodzić w aureoli.

                              Mówią - król Krak i królewna Wanda,

                              Ale to moje krocze toczy Wandal.

                              A ty dziewczyno masz w kroczu oczy?

                              Czy w oczach moje senne kroki?   

                              Jeżeli lubisz kokę, to jest w koli.

                              A może jesteś Konopnicka z Woli?

                              To taka dzielnica w Warszawie,

                              Przypomnisz ją sobie na rozprawie.

                              Bo chyba dobrze prawię,

                              Choć nie jestem po prawie.

                              Hip-hop to jest moje towarzystwo,

                              W nim zawarte jest chyba wszystko. 

                              A kiedy jesteś trochę pijana,

                              To nie przepijaj piany do Jana. 

                              Pomyśli, że jesteś najebana

                              I postawi na Tolka Banana.

                              Ja wulgaryzmów raczej unikam

                              I w pewne sprawy ku...nie wnikam. 

                              Nie głosowałem na ku...kukiza

                              I pies mu mordę mocno wylizał.

                              A tak w ogóle, to co słychać,

                              Bo u mnie dzisiaj kompletna cisza. 

                              Reprezentuję południową Walię,

                              Bo oni mają tam piękne konwalie!

                             

niedziela, 24 stycznia 2016

       Zimowe, rześkie powietrze przenika do pokoju,

po którym wieje wiatr. Słucham "Trauerode" Bacha

i suit Marais'a. To ledwie szóste, czy siódme wykonanie

tej ody na śmierć polskiej królowej, jakie słyszałem,

ale nie wszystkie przemówiły do mnie tak, jak można

oczekiwać od  tej pięknej i głęboko poruszającej  muzyki 

(Gardiner, Herreweghe, Parrott, Suzuki stworzyli jej

najlepsze chyba interpretacje).  Suzuki, mimo

nadzwyczajnej koncentracji i szlachetności wykonania, nie

dorównuje w budowaniu dramatyzmu Gardinerowi, co słychać

szczególnie w dwóch cudownych chórach ody (początkowym i

końcowym), które nie są tu równie porywające.  Muzyka

pozostaje jednak przejmująca i mimo obecności patosu

niezwykle czasami w brzmieniu delikatna (jak głos violi da

gamba w altowej arii "Wie starb die Heldin so vergnugt!")    

       Dzień jest jasny, a światło muzyki rozprasza wszelkie

mroki. Myślę o swoim zanikającym życiu bez żalu, skoro

mogłem poświęcić je poznawaniu tak pięknej muzyki, filozofii

i poezji, co nie każdemu śmiertelnikowi jest dane.

      Ale jeszcze bardziej cieszy mnie to, że mimo zamiłowania do

samotności i kontemplacji, kogoś w życiu kochałem, i niejednemu

stworzeniu pomogłem w jego troskach, a może też i czymś

obdarowałem? Choć częściej, co czasami przywodzi mnie do rozpaczy,

pomóc nie mogłem lub nie umiałem.  I jeśli wszystko to zostanie

zniszczone, w obliczu ostateczności tej zagłady,  w pewnym sensie

istnieć nie przestanie. Bo chociaż nasze istnienie jest absolutnie

chwilowe i nietrwałe, i nie pozostawia po sobie żadnego śladu,

każda chwila istnieje wiecznie zapisana jak znak w pamięci

wszechświata.   

     Nie miałem raczej w życiu szczęścia (to temat zbyt obszerny

i delikatny by go tutaj podejmować), ale czułem się często beztroski

i zadowolony z własnego istnienia, co mimo cierpienia, jakiego

doznawałem i poczucia tragiczności życia, skłania mnie do pewnej

wdzięczności wobec tego, co mnie stworzyło. W życiu bowiem,

jak Szekspir napisał, "nić szara i złota przeplatają się ze sobą." 

      Nie byłem nigdy zapobiegliwy i bardzo lubię słowa Zhuangzi, że

człowiek mądry "żyje jak błąkająca się po polu przepiórka i żywi się

jak pisklę."  Zawsze ogromnie się cieszę spotykając takich ludzi...

sobota, 23 stycznia 2016

       

     Zastanawiam się nad sformułowaniem

- "ogrom zła i odrobina dobroci", którego

użył pewien autor - człowiek szlachetny i

mądry. Czasami wydaje mi się nawet, że to

właściwa metafizyczna charakterystyka świata. 

To prawda, że piękno świata i twórcza moc w nim

obecna, wydają się być czasami cudowne i

oszałamiające...podobnie jak owa odrobina

dobroci. Ale światem, także światem społecznym,

ludzkim, rządzi często zniewolenie i przemoc...

Tak, jakby miłość ukryła się gdzieś głęboko i

nieskończenie daleko.

     Wprawdzie samo nasze istnienie wydaje się 

być cudem, co skłania nas do szczerej

wdzięczności, jednak cierpienie i destrukcja

wydają się nie mieć kresu...

            

     ...We Florencji ktoś ułożył tę pieśń. Ale nie 

Petrarka.  Jeden z wielu poetów, którzy wtedy

pisali.  "Opuściłaś mnie, chociaż moje cnoty są

tak doskonałe."  Ach, gdybym i ja mógł tak się

przechwalać!  Ale wtedy moje cierpienie byłoby

pełne słodyczy, a tak pozostają mi na pocieszenie

moje rozliczne wady.  

      Piękna ta i słodka muzyka jest jak balsam dla

mojej duszy. I gdyby ze szczątków poety coś

pozostało, dodałbym do nich swą zmieszaną z

winem i imbirem krew, wznosząc za jego miłość

toast.  Dlaczego nie jestem zimnokrwisty jak wąż,

który wkradł się w jej serce?

      Biedak po napisaniu tej pieśni powiesił się

na sznurze od dzwonu. A wtedy ciężkie od win

serce jego ukochanej na chwilę zabiło. 

       Wszedłem do baru mlecznego. Zauważyłem,

że łańcuch do spuszczania wody w toalecie

utrzymałby moje ciało w powietrzu przez czas

dostatecznie długi. Zjadłem pomidorową z kilkoma

ziarenkami ryżu... 

środa, 20 stycznia 2016

 

              Smutno zadrżał głos świerszcza.

              Czy przytłoczyła go tak kropla rosy?

              Co robi moja dusza w tym uwięzieniu?

              Czyżby świat zbliżał się już do końca czasu?

              Gdybym był poetą, to też bym śpiewał!

              Ale przytulę cichutko twarz do ziemi i zasnę,

              A mając ramię zamiast poduszki

              Ujrzę w marzeniu miliardy gwiazd,

              Którymi roziskrzone jest niebo.  

              Może jedną z nich będzie twoja

              Szczęśliwa gwiazda?

wtorek, 19 stycznia 2016

          

     Czasami w kosmosie istnieją tylko dwie osoby:

Mitsuko, która obejmuje mnie łapkami za szyję

i ja. Nazwijmy to czułością i obustronną sympatią. 

A jeśli niedługo będzie już tylko jedna z tych 

osób. Co zrobi ta druga? I jak (to) przeżyje?

    Podobno pewien imam (są nawet zdjęcia),

otworzył meczet dla okolicznych kotów,

które przechadzają się między modlącymi. 

    Pewien filozof z Krakowa zauważył, że

Instytut Filozofii UW zmienia się w szkółkę,

w której zajęcia prowadzi się po angielsku.

Spodobał mi się komentarz jego rozmówcy.

"Świadomość postkolonialna." Ja bym powiedział,

że to po prostu głupota. Gadali przez chwilę 

o smutnej kondycji polskiej humanistyki, ale 

ja byłem już wysoko w górze - z wędrownymi

ptakami leciałem do jakiegoś cieplejszego kraju,

w którym szarość nie trwa od końca października

do połowy kwietnia. 


poniedziałek, 18 stycznia 2016

                           

                              "Ktoś kocha popa, a ktoś inny popadię."

                              (przysłowie rosyjskie)

       

       Wiało nieźle pod wieczór  i Arkadiusza Ardalionowicza

ogarnął nagły strach, choć dawno już skończył z nihilizmem. 

       - To jak to tak? Nie zobaczę już więcej morza, ani

mojej Wieroczki? Więc to już koniec? A dopiero co, pamiętam,

stałem w łóżeczku, takim ogrodzonym i mama zaglądała

zobaczyć, czy nie wypadnę...

      - Jaki tam koniec! - ucięła Matriona - Chciałeś

być nieśmiertelny? Nie tak prędko! Najpierw muszą cię trochę

pomęczyć, a dopiero potem rozstrzelają, albo i powieszą. Zaczniesz

o tym marzyć!  Warto było opowiadać dowcip o towarzyszu Stalinie?      

       - Przysięgam na ikonę Św. Mikołaja, że nie żartowałem

z towarzysza Stalina - wymamrotał poeta. 

       - Czort jeden wie, czyś nie żartował! Jeszcze będziesz srał

pod siebie jak świnia i zjadał własne odchody - westchnęła

Matriona - Ależ z ciebie dureń, Arkadiuszu Ardalionowiczu!

      - A może niczego nie podsłuchali? A Jegorka nie doniósł?

Przecież to jeszcze szczawik.      

      - Może?- wysapała baba.

      - Bo i dlaczego miałby donieść, skoro nic nie powiedziałem?

      - Powiedzieliście, powiedzieliście znacznie więcej niż wam

się wydaje ...Rumiańcew! - przedstawił się oficer, który właśnie

wszedł do izby. Jego towarzysze czekali na niego na dole w

samochodzie.  

      - Napiszę list do towarzysza Stalina. Bo nawet, jeśli myślą

tylko zgrzeszyłem...

      - To zbędna fatyga, towarzyszu!  Za późno na samokrytykę.

Za chwilę was osądzimy, a potem zarzucimy worek na głowę i

rozstrzelamy w piwnicy tamtego domu - w trybie natychmiastowym! 

Ale nie martwcie się - po śmierci was oczywiście zrehabilitują...

Gorąc dzisiaj!  Nie warto się pocić dla takiej kanalii.

      - To wielkie szczęście! - zauważyła, zwracając się do znajomego, 

Matriona - Przynajmniej nie będziesz cierpiał, bratku.

      Ale Arkadiusz Ardalionowicz był innego zdania i wpadł nawet

w jakieś osobliwe uniesienie.

      - Towarzyszu Stalin!  - napiszę - rzekł - Wiem, jak bardzo

zgrzeszyłem wobec was i całego pracującego ludu miast i wsi,

choć po prawdzie nie wiem, jak to się stało.  Ale może moglibyście mi

darować? Niech wszyscy myślą, że zostałem rozstrzelany, a  ja zmienię

nazwisko i gdzieś na Syberii będę sobie cichutko żył i pracował w swojej

malutkiej izdebce dla dobra naszego ludu. Jestem wszak tylko prostym

poetą - a kiedy to poeta miał rozum! 

      - Zabrać go! - rozkazał pułkownik, wydymając z pogardą wargi

- Poniża się jak prostytutka!  Won!

      I rozstrzelali!  Trzeba powiedzieć, że faktycznie miał biedak szczęście!

Pro forma wyrwali mu dwa paznokcie i zdeformowali nieco twarz, żeby nie

było.

      - A co on takiego powiedział, towarzyszko Liaguszka? - spytała

kiedyś Matriona. 

     - Prawdę powiedział, szczerą prawdę...że karalucha bez wąsów

nie uświadczysz - zarechotała Liaguszka.

     A morze tak pięknie szumi!  A Wieroczka warkocze złote plecie dla

innego.  Ot, pożyłby człowiek trochę!   Ale Pan Bóg kule nosi! Taki los... 

A profesor Kitajcew z moskiewskiego uniwersytetu, jegomość światowej,

że tak powiem, sławy, powiada, że Arkadiusz Ardalionowicz musiał

nieźle nagrzeszyć w poprzednim wcieleniu - no bo ludzie przecież tak

bez powodu nie znikają!  

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

     

         

sobota, 16 stycznia 2016

 

                          Spopielałe słońca

                          Księżyce bez twarzy

                          Nieba mętny ocean

                          Sny wyzbyte marzeń

 

                          Rozkładają ręce

                          Osoby i drzewa

                          Wiatr po nocy szaleje

                          Ptak żaden nie śpiewa                         

 

                          I trzeba to życie

                          Aż do kresu przeżyć

                          I nie patrząc za siebie

                          Odejść i uwierzyć

                          ---------------------------- 

                          Widziałeś śnieg biały

                          I trawę zieloną

                          A w jej oczu błękicie

                          Miłość nieskończoną


                          Mówią że nie jest biały

                          I że nie zielona

                          A oczy nic nie widzą

                          I że jest skończona    

 

                          I możesz tę miłość

                          Do początku przeżyć                   

                          I nie patrząc przed siebie

                          Wrócić i uwierzyć


piątek, 15 stycznia 2016

 

          Zjawił się nieoczekiwanie...

 

          Duch Nezumiego:       

              Na chwilę się tu zjawiam

          I sprawę mą wyjawiam. 

 

          Publius Marus:

              Pochodnia właśnie zgasła

          I z hukiem się rozstrzasła!

          Mysz w spichrzu ziaren szuka        

          Potrzebna jest nam nauka.

              Deszcz, wiatr, burza, lamparty,

              To nie są wcale żarty...

         

          Duch:

              Z zaświatów mrocznych przybywam

          I to, com ujrzał, odkrywam!

 

          Publius Marus:

             Więc jak tam jest opowiedz?

          Bo prawda jest jak razowiec!

 

          Duch:

             Spotkałem w mroku dwie dusze,

          Niewielkie cierpiały katusze. 

          A pierwsza z nich była dusza

          Zacnego Morfe...Orfeusza. 

              Gdy w struny swej liry uderzył,

              Zwierz żaden się już nie wyszczerzył.                

 

          Publius Marus:

              Mów dalej, a kto ten drugi?

          Bo czas do świtu niedługi! 

 

         Duch:

              Ateńczyk pewien, Sokrates

         Znańszy niż Isokrates.

         Ulizał mowę Lizjasza,

         Ale znów nową wygłasza.

 

         Publius Marus:

            Że miłość to upojenie?

 

         Duch:

            Tak rzekł i tego nie zmienię!

 

         Publius Marus

            Więc tam tamto piękno jest?

         Czy może to pusty gest?

         Gdzie biały cyprys stoi        

         Wśród wijących powoi?

        

         Duch:

            Piękno jest tu...i słońce

         I skowronki na łące.

         Gdyby się mary kochały,

         Gdzie by się podział świat cały?

piątek, 08 stycznia 2016

 

      Moje realne życie stało się chwilowo

zbyt trudne do uniesienia. I nie wynika to

z moich przeżyć (takich lub innych),

czy z upadania na duchu, albo z braku

życzliwości wobec kogokolwiek, lecz po

prostu z uwarunkowań losu (bo wbrew

pozorom wszelkim coś takiego, jak los,

istnieje). Czy trzymam się blisko ziemi,

jak przepiórka, czy wznoszę ku niebu,

jak żuraw, nie ma to wpływu na moje

położenie w czasie i przestrzeni.

     Dziękując więc wszystkim za chwile

spędzone tu razem i oczywiście nie bez

wzruszenia żegnam się z Czytelnikami Luny...

o ile tacy jeszcze istnieją, życząc wszystkim

spełnienia ich pragnień, czy po prostu szczęścia

w życiu.   

     Chwilowo przynajmniej ograniczę się

do komentowania tekstów i utworów, które

piszą inni. A jest co :-) 

      

czwartek, 07 stycznia 2016

      Już tu kiedyś o nim pisałem,

ale lubię je, choć zawsze czuje się

czemuś winne i zamiast wypić ze mną

kieliszeczek dobrego wina, woli się

obwiniać, ale przenigdy nie przyzna się

do tego. 

     Jak winorośl, pnie się w górę,

oplata i omracza wszystko i na

dobre uczynki rzuca cień.  Dawno mnie

już osądziło, bo to przecież ja byłem

wszystkiemu winien, a winien ktoś musi

być koniecznie w winnicy...bo przecież

nie winniczek!

     Mam nadzieję, że wybaczysz mi ten

niewinny żart.  I, że Herody już dawno

śpią snem niesprawiedliwych w przekonaniu

o swej nieomylności.

    

środa, 06 stycznia 2016

          

         Spragniony pięknej poezji

zajrzałem na kilka sąsiednich blogów,

ale, mimo, że nie poczułem zawodu, 

ostatecznie umieściłem tu ten wiersz. 

 

"Powołał mnie do bytu wśród mąk rodzenia,

Wobec życia postawił pełnym zdumienia,

Aż odchodzę - z odrazą i nieświadom celu

Tego przyjścia, tego trwania, tego odchodzenia..."

 

       Strofy te ułożył Omar Chajjam, a z perskiego

przełożył je Andrzej Gawroński. Wcale bym się nie

zdziwił, gdyby się okazało, że już je kiedyś tutaj

przytaczałem. Ale tak bliskie są mi jego (Poety)

upojenie życiem i refleksja nad nieuchwytnym

sensem istnienia...Przekład Gawrońskiego, nie zawsze

literacko równy, tu wydaje mi się godny podziwu. 

Zastanawiam się tylko nad tym, czy musimy odchodzić

z odrazą. Może niektórzy odchodzą jednak z miłością?

     Lew Tołstoj, dla którego to było szczególnie ważne,

napisał w swym dzienniku, że kiedy będzie czuł miłość,

poruszy powieką.  

    Oddechem poezji jest czucie miłości do życia...miłości,

której nie rozproszy najbardziej nawet gorzki sceptycyzm.

wtorek, 05 stycznia 2016

         

     Mojej mamie przyśniły się w nocy

niemieckie bombowce, ale z tygrysimi

głowami. Coś więc nadciąga - choć nie

wiadomo skąd i dlaczego, ale jest

groźne.

     Mnie śniło się, że idziemy gdzieś nocą

ze Swedenborgiem po zamarzniętej

tafli jeziora.  Nagle mój towarzysz ujrzał

fioletowego motyla, a kiedy próbował go

chwycić - utonął w przeręblu. Ja zaś,

jak doświadczony lis, ostrożnie stawiałem

kroki i wróciwszy do domu ocaliłem jego

notatki.  Jego samego nie potrafiłem

jednak uratować. Chociaż w Wikipedii

napisane jest, że Swedenborg nie utonął.

Muszę koniecznie to sprawdzić, albo

wygóglać na jakiejś innej świętej stronie, bo

net to przecież rzecz święta. Jeśli miał wisieć,

to na pewno nie utonął, ale o tym też nie

słyszałem...   

       Powiedziałem mamie, że zdumiewa mnie

to, że najważniejszy dzień w roku liturgicznym 

- Wielki Piątek, jest u nas dniem pracującym, 

a Trzech Króli wolnym od pracy. Przeraża mnie

trochę kolejne święto...Brakuje w tym chyba

jednak jakiegoś umiaru.

      Podobno David S. Ware, muzyk, którego 

bardzo lubiłem, nie żyje już od kilku lat.

Miał chorą nerkę. Jakaś fanka oddała mu swoją,

ale przeszczep nie przyjął się i ten wybitny,

choć przez długi czas niedoceniany artysta zmarł.

Kiedy słucham jego płyt przypomina mi się też

John Coltrane i duch jego muzyki staje przede

mną...Takie rzeczy bardzo jakoś mnie poruszają.


 

        

poniedziałek, 04 stycznia 2016

                                         

                      szukając wiatru w polu

                      nie odnajdziesz igły

                      w stogu siana

                      a jeśli ktoś

                      pod ziemię się zapadł

                      to nie znaczy że zniknął

                      jak kamfora

 

                      wiatr czasem

                      w polu znaleźć można

                      wiedzą o tym i żuraw

                      i przepiórka

                      trudniej odnaleźć 

                      włos podzielony na czworo

                      w starym zegarze

 

                     gdzie nie ma śladów zbrodni

                     jest tylko domniemanie morderstwa

                     ale kamfora pozostawia po sobie

                     fizyczny ślad

                     więc jeśli diabeł

                     ogonem nakrył twą miłość

                     nie znaczy to że ona nie istnieje

                    

                     szukaj a może odnajdziesz

                     dzikie kwiaty i pierwszą niewinność łąki

niedziela, 03 stycznia 2016

       

       Nie zawsze potrafimy być wdzięczni za to,

co ktoś dla nas robi. A oto przykład:

       "Pewien człowiek przyjechał do Chełma

i zatrzymał się w zajeździe. Przed snem

poprosił służącego, aby go obudził o piątej

rano, nie później, żeby się nie spóźnił na

odjazd woźnicy. 

       O godzinie trzeciej w nocy służący

zapukał do drzwi.  

       - Jest już piąta rano? - zapytał rozgniewany

podróżny.

      - Nie, dopiero trzecia - odparł chełmianin -

ale obudziłem pana umyślnie po to, aby powiedzieć,

że może pan sobie pospać jeszcze dwie godziny."

(Menachem Kipnis, przekład B. Szwarcman-Czarnota) 

     Oczywiście pewne realia świadczą o odległych

już czasach, w których zdarzenie to miało miejsce, ale

czy nie powtarza się ono w ten, czy inny sposób stale,

dzięki naszym dobroczyńcom?

      Przy okazji jednak przypomniała mi się rzecz

nieco inna. Czasami ktoś, np. lekarz, uświadamia nam,

jak niewiele mamy życia przed sobą, zapewne dlatego,

abyśmy mogli cieszyć się...że to dopiero trzecia, a nie

piąta. Złości z tego powodu nie czuję, ale zastanawiam się,

czy powinienem być za to wdzięczny. 

     Niektórzy nie zauważają, że czas mija - za to inni

wybiegają zbytnio w przyszłość, w przekonaniu, że

mija zbyt szybko.  Tym przezornym i zapobiegliwym

radziłbym, aby zaraz po urodzeniu, a najpóźniej we

wczesnym dzieciństwie, zadbali o sporządzenie

testamentu i wybrali sobie spokojne i piękne miejsce

spoczynku. A najlepiej chyba spocząć z małżonką

w jakimś ustronnym i cichym, przytulnym miejscu

pod lasem, gdzie pięknie śpiewają ptaki.  

     Nie martwmy się tak bardzo tym, że ktoś inny

przespał swe życie - ważne jest może tylko to, byśmy

sami je pięknie prześnili.

sobota, 02 stycznia 2016

        

     Ciotka Jaga dodała do budyniu ocet z

siarką, larwami muchy plujki i odwłokami

pająków, a do smaku sól i pieprz, i wypowiadając

po cichu zaklęcie "Podjedz krzynę, a obrócisz się

w perzynę!" głośno zaskrzeczała:

     - Naści Pelasiu, przesłodki budyń na

świeżym mleczku. Mniamuśna pychota, mniam,

mniam!  Skosztuj trochę, bo ciocia cię kocha! 

Miód i niebo w gębie! Rozpływa się jak kluseczki z

pupki dzieciątka.

     - Ojej! - załkała dziewczyna, kiedy jedząc

poczuła, że z nią koniec.

     - He, he - rozpromieniła się Ciotka - Dodam

jeszcze muchomorów, odrobinę żabiego moczu

i szerszenich żądeł, a będzie z ciebie potrawka

dla mojego Lejzorka Antysemity. Oby zdechł

w ciężkich męczarniach!

    I gdy Pelasia zbladła i nikła w oczach,

Czarownica rozpaliła ogień, pies zaś krzątał się

po izbie z wywalonym językiem i ciekła mu ślinka.

Wydawało się, że nic już nie zmąci ciocinego 

szczęścia. Atoli leśną ścieżką zaszedł do niej

Żołnierz, co nie wylewał za kołnierz i stukając głośno

w drzwi rzekł:

      - Wracam z wojny, niech ten dom będzie

spokojny!

      - Już, już, otwieram generale!  Wie pan, my

kobiety nie znosimy tandety, ni przez chwilę, ni stale...

Muszę jeszcze poprawić włosy i wypalić papierosy,

bo jestem po zawale. Dawno nie miałam gościa, takiego

jegomościa! 

      - Tylko niedługo, bo tu zamarznę! - zniecierpliwił się

żołnierz. - Dawno nie brałem od frontu kobiety, ani

sympatii, ani antypatii. Dekowałem się na tyłach.   

      A gdy to mówił, Jaga tymczasem dziewczynę sznurem

krępuje i do piekarnika kładzie.  

      - Co tak u diabła wyje i kwiczy po nocy? - zaniepokoił

się żołnierz. 

      - To przecież wiatr po polu hula! - rzekła wiedźma,

rada, że słoninka z Pelasi już się topi, a Lejzorek

przestępuje łapami.

       Ale Żołnierz  wszystkiego się domyślił i bagnetem

szybę rozbija z furią...

       Nie miał chyba jednak biedak dość sił, bo

upadł w śnieg i zamarzł.  Jaga wrzuciła jego drewnianą

nogę w ogień i w piekarniku zawrzało. Wyjęła mu oczy,

odpiłowała czaszkę i wyciągnęła z niej zawartość, a

skosztowawszy nieco owych przysmaków, podroby rzuciła

na pożarcie krukom, z którymi utrzymywała dobrosąsiedzkie

stosunki. Lejzorek zaś pożarł całą Pelasię - był bowiem

bardzo głodny!  Nie wyszło mu to na zdrowie i konając

płakał ludzkimi łzami.

       - Co tak jęczysz, kundlu?  Podjadłeś sobie. Inni na

twoim miejscy byliby zachwyceni.  Malkontent!...  La comedia

finita! - rzekło w końcu Babsko i rozwaliło się w łożu,

przełączając telewizor na swój ulubiony program

rozrywkowy i podjadając popcorn.  Powiadają, że Ciotka

Jaga miała dobre geny i że dożywszy 225 lat oddała duszę

diabłu, ale ten jej nie przyjął.

      Przyczyna i skutek! Tylko przyczyna i skutek. Reszta, to

tylko nasze pobożne życzenia.  

    

       Trzeci brat Grimm

 

       A może jednak było inaczej?

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 



piątek, 01 stycznia 2016

 

      Oglądałem dzisiaj z mamą "Dzień Świra."

Potem leciały reklamy ;-)