Kategorie: Wszystkie | "Dziewczyny, bądźcie dla nas dobre na wiosnę" | ...bez końca | 0 | 100O i jeden Rabinów | A Puszkina też zapuszkują? | A moze to tylko pomieszanie zmyslow | A nie lepiej być purystą? | Aaaaaaaaaaaaaa...aalfabeta | Ach, gdzież jest litość lub wspolczucia pozór? | Ach, gdzież jest litość lub współczucia pozór? | Adam Mic - Kiewicz | Adaś i Ewka | Aforystyka | Amerykański sen | Autopsychoterapia | Bez sensu to to! | Bez szaleństwa... | Bezmyślne okrucieństwo | Bezradność | Biedna Szymborska | Biedny Kapturek! | Bliźni miłości | Bliźniego miłość... | Blondyn | Blue Bossa | Bojaźń i drżenie | Bratnie dusze | Bruner, ty świnio! | Buddyzm w życiu codziennym | Bóg mi poskapił tej anielskiej miary... | Bóg mi poskąpił tej anielskiej miary... | Bójstwo samo | Caritas | Chiziofrenia | Choroba na śmierć | Chwila ułudy | Chwila wytchnienia | Chłodne upojenie | Cierpienia i radości | Cierpienie i radość | Cleen feed | Cnota niedoli | Co slina na język przyniosła | Co tam panie w polityce? | Co w niebie piszczy | Co ślina na język przyniosła? | Corrida | Coś dla duszy... | Coś tak wulgarnego | Cudotwórstwo | Czarna Perła Tao | Czarny tulipan skrzyżowany z czarna różą | Czarny tulipan skrzyżowany z czarną różą | Czary Mary | Czego nie przysięgał Hipokrates? | Człowiek nie jest rzeczą | Człowiek to brzmi dumnie, ale nie u mnie | Często chowa | Częstochowskie rymy | Deficyt aniołów | Delightful! | Demokratyczne wybory w Oczodołach | Diabłoterapia | Dla wszystkich i dla nikogo | Dnieje | Do samego siebie | Dodatek | Dowcipas dnia | Duma narodowa | Dusze drzew | Dyskretna mgiełka autoironii | Dzielność | Dziki kapitalizm | Dzisiejsza młodzież | Dzisiejsza młodzież nosi ładną odzież | Egzystencjalizm jest chumanizmem | Ekonomia zbawienia | Elegancja Francja | Elegijnie | English gentelman | English gentleman | Epicurus | Ewa tylko ziewa | Falochron | Female | Filozofia bez uczoności | Forever Loving Jah | Gadu, gadu | Gadu, gadu, trochę więcej jadu | Gal Anonim | Gaz dla pedałów | Gaz dla pedałów, młot dla sierpów | Gdy rozum śpi... | Gendarme | Genek, gienialny gieniusz | Geno Typ | Gorący uczynek | Grabarz | Grabarz nonsensu | Gry i zabawy literackie | Głupota przysłowiem narodów | Głębie i tajnie Podświadomego | HIstoria nauczycielką bicia | Herbatka zen | Homo economicus | Homo sapiens czy Homo politicus | Humor absurdalny | Humor nieco absurdalny | Humor, satyra, panie... | I rekiny w oceani mają zębów cały rząd | I rekiny w oceanie mają zębów cały rząd | Indie Wschodnie i Zachodnie | Industrial | Istnieje również wrodzony brak poczucia humoru | Ja tam bynajmniej nie wiem | Jak długo będę jeszcze żył? | Jak uprawiać agresywne dziennikarstwo? Poradnik dla początkujących | Jakże cżęsto powtarza się ta historia | Jakże trudno czasami coś sklecić! | Jan i Małgorzata | Jan z Czarnolasu | Jesienna muzyka | Jeszcze smutniej! | Jeździec Apokalipsy | Językologia | Kaczuszki mandarynki | Karawana idzie dalej | Katedra Adamowego Żebra | Kawa z Kafką | Każdemu według naszych chęci | Każdemu według potrzeb | Każdemu, o czym tylko zamarzy | Kiciuś Miciuś! | Kicuś Micuś! | Kiedy człowiek staje się bestią | Kiedy owce nie milczą | Kij w mrowisku | Kniaź Wiktor | Kochani ludożercy | Kolacja Pani Sowy | Kometa tylko głownia nie ta | Konkwista | Koryfeusz nauki, milośnik sztuki | Koty i inne zwierzęta | Koty, głupoty, palikoty | Kości rzucone są | Kość słoniowa | Kto pierwszy był człowiekiem, kto będzie nim ostatni | Kto pisze teraz historię? | Kuchnia szamańska | Kwiatki Św. Franciszka | Kwiatostan śmierci | Kwitnienie kultury | Kwitnąca wiśnia | La colombina i ciche ukojenie | Lekarzu - lecz się sam! | Lenin wiecznie żywy | Leśmianiada | Lichwiarstwo polskie | Liryki i prztyki | Logika dziejów | Londyńska mgła niepamięci | Londyńskie przygody | Los ofiary | Los puka do moich drzwi | Lotosowy wpis | Ludzie ludziom... | Lunatyzm | Lęk społeczny | Made in Japan | Maligna | Marność nad marnościami | Marność nad marnościami. Rekoleksje Wielkopiątkowe | Marzenia senne | Marzeniologia stosowana | Maszkary i senne dziwadła | Maszkary i senne widziadła odbite w lustrze | Mała czarna z Kafką | Medycyna naturalna | Meine Liebe Augustin! | Melancholia | Melancholia stosowana | Memorabilia | Meszreiw | Meteo | Mgiełka autoironii | Mglisty dzień. Mgła | Mikołak | Mistrz i Małgorzatka | Mistycyzm lunarny | Mistyka i miłość | Mitologia osobista | Mitologia świata | Miłość | Miłość bliźniego | Miłość nie zawsze szczęśliwa | Miś Uszatek | Moc rytuałów | Monada nie ma okien | Mowa potoczna | Mowa ptaków | Mowa serca | Moze ktoś zrozumie, co teraz czuję | Może ktoś się ucieszy? | Może ktoś zrozumie, co teraz czuję | Może to trochę zbyt uszczypliwe | Musicology | Muza lekkich obyczjów | Muzyka przywraca ład serca | Myszoterapia dr Nezumi | Myśli prostego człowieka | Mądrość Natury | Mądrość jak z gazety | Mądrość narodów | Młot na faryzeuszy i hipokrytów | Męstwo bycia | Mówił sen do snu | NIe ma na świecie dwóch takich samych liści, ni kropel deszczu | Na jawie (lecz to, co niejawne pozstaje) | Na stos rzuciliśmy szcześcia los | Na stos rzuciliśmy szczęścia los | Na szczytach hipokryzji | Na zdrowie! | Nad piekną rzeką | Najokrutniejsze zwierzę | Najsłodsza tajemnica | Narastająca senność | Nic dzisiaj ciekawego nie napisałem | Nicość | Nie am dwóch takich samych liści, ni kropel wody | Nie bój się - najwyżej cię rozstrzelają! | Nie czas żałować burz, gdy płoną oczy | Nie czas żąłować burz, gdy płoną oczy | Nie każde szczere złoto jest szczerozłote | Nie ma na świecie dwóch takich samych liści ani kropel wody | Nie ma na świecie dwóćh atkich samych liści lub kropel deszczu | Nie ma takiego smutnego, co by na wesołe nie wyszło | Nie ma zazdrości bez miłości | Nie oddamy nawet guzika | Nie tylko dzielenie włosa na czworo | Nie wiem, ja w ogóle nie myślę | Nie zabijaj! | Nie zabijajcie drzew! | Nie zawsze urocza dzecinada | Niebiańskie szczyty głupoty | Niech pani będzie dzielna! | Niech zapłaczą na moim pogrzebie | Nieco drapieżny wpis | Niekoniecznie ptasi móżdżek | Nienawiść bliźniego | Nieosobiście | Nieprzesłane przesłanie | Niestworzone rzeczy | Nieszkodliwe głupotki | Niewczesna melancholia melomana | Niewczesne rozważania | Niewielka profanacja | Niewielkie przekłamanie | Niskolotnie | No No! Teatr No | No comments! | No no! | Nowa poezja lingwistyczna | Nędzne kabareciarstwo | O Leonardo, po cóż się tak trudzisz? | O dzieleniu włosa na czworo, czyli metodzie scholastycznej | O dzieleniu włosa na czworo, czyli o metodzie scholastycznej | Obciachy | Obscenia i parafrenalia | Obsesja dobrego biustu | Ojej! | Oko w oko z zębem mądrości | Okropieństwa | Okruchy odgrzebane z lawy | Okruchy życia wygrzebane zlawy | Okruchy życia wygrzebane z lawy | Okrutna losu ironia | Orientuj się na orient | Owczarek | Owczarki afgańskie | Owocożerni | PL jak piekło | PO PiS | POeci wszystkich krajów dzielcie się | Pan Tadeusz | Panie pośle, po chrześcijańsku panu wybaczam | Pańska satyra polityczna jest niegramatyczna | Pendant do pewnego przypisu | Perlikowski | Pewna elastyczność zasad | Pewne jak w banku | Piorunujący piorun! | Po owocach poznacie ich! | Po upadku | Pobożne życzenia | Podpatrywanie Natury | Podroby i inne podróbki | Pokolenie Kainowe | Pokorne ciele | Pokorne cielę | Pokusa | Polak potrafi | Polak potrafi! | Politolog i Politowska | Politycznie niepoprawne! | Polonica | Polonika rycerskie | Polucje i ablucje | Pomarańcze i mandarynki | Pomarznąć dobra rzecz | Pomarznąć dobra rzecz! | Pomoc psychologiczna | Poranna kawka z Kafką | Porąbane marzenia | Potężne i głębokie warstwy pierwotnego mitu | Powieść brukowa | Powszechna życzliwość | Powtórka z cynizmu | Poznaj samego siebie | Prawda | Prawda jest jedna i piękna, ale złożona | Prawda popłaca | Prawdziwa metropolia | Prawi i sprawiedliwi | Prawiezmartwychpowstanie | Prawiezmarwtychpowstanie | Prognoza pogody | Pruski smutek | Przecież cię zjem! | Przedagonalny polski agon | Przegląd sportowy | Przeinaczenia | Przez pychę do pokory | Przeżyjesz to, a pote już tylko grób | Przeżyjesz to, a potem już tylko grób! | Przminęło z wiatrem | Prztyczek | Psiapowiednia Majów | Psubrat | Pustka | Pytanie dość retoryczne | Raczej to nie będzie hit | Radosne gonitwy śnieżnych tygrysów | Radość wędrowania | Rejterada Rejtana | Religie nauczą cie pokory | Res Sacra Pecunia | Romans z pop kulturą | Roots, Rock, Reggae | Rozkosze reinkarnacji | Rozmowa nie na telefon | Rozpacz | Rozpacz na wieki wieków | Rozpacz, która podpełza pod gardło | Ruch i świeże powietrze... | Rybołówstwo cudzołożnika | Rycerz pokalany | Samokrytyka | Samotność egzystencjalna | Sekrety pewnego domu handlowego | Seraphic Flames and Heavenly Love | Siedź na dupie i potakuj! | Somatyka | Somatyka logiczna | Spełniona przepowiednia | Spleśniały ser | Sponsorem tej opowieści jest wydawnictwo Błękitny Wieloryb | Sport to zdrowie | Spowiedź morskiego wilka | Stary Sącz i Nowy Sącz | Stary mafioso | Stołeczne stołki | Stratyfikacja społeczna | Suma sumarum | Sumienie rachunku | Sweet Music and Poetry | Sygnały podprogowe | Szalchetne zdrowie | Szczęśliwa pomyłka | Szekspir do żadnej nie należy epoki | Szkarady | Szlachetna gravitas | Szlachetne zdrowie | Słodycze grafomanii | Słówka | Słówko do słówka, a uzbiera się sówka | Tadeusz Bój Jeleński | Taia chińska podróbka | Takie będą rzeczpospolite jakie tego blogu chowanie | Takie tam, pierdoły | Talking Heads | Tania chińska podróbka | Tatiana | Teorie świata nauki | Terapeutyczie | Terapeutycznie | Thames | The Doors. Uchylone drzwi | The Lion cub | The fruit of beauty and despair | To na pewno nie Lec | To nie żadna filozofia | Tragiczne pożegnania | Transformacja duchowa | Trudna sztuka dialogu | Trudno czasmi coś sklecić | Trzylogia | Trója z polskiego | Twarda rzeczywistość | Ty mi tutaj nie filozuj | Tygrysologia stosowana | Tysiac i jeden ptaków | Tysiąc i jeden kotów | Tysiąc i jeden ptaków | Tysiąc różowych kroliczków | Tęsknica | Tęsknota duchowa | Ubekistan | Ucone księgi | Uczeni ludożercy | Uderzenia losu | Uduchowienie | Umrzeć z miłości | Upadek Pierwszego Człowieka | Uroczy wegetarianin | Uszczelnienie systemu podatkowego | Utrata uzębienia | W czym mogę panu pomóc? | Wciąz powtarza się ta sama historia | Wciąż powtarza się ta sama historia | Wdzieczna muzyka przywraca ład serca | Wesola grafomania z morałem | Wiecej broi dla szaleńców w Teksasie | Wieczne powroty | Wiedza radosna | Wielka wygrana | Wielomówstwo, czyli plaga opowiadania | Wierzba płacząca | Wiosny i jesienie | Witch | Więcej broni dla szaleńców w Teksasie | Wojna totalna | Wpis o kształcie piramidy | Wprowadzenie do kruczków prawnych | Wrzucam wszystko do kosza | Wrzątek | Wspomneinei pewnego wspomnienia | Wspomnienie pewnego wspomnienia | Wspomnienie pewnego wspomnienia | Współczesny filister | Wszystkie rybki | Wszystko na A | Wszystko na sprzedarz | Wszystko na sprzedaż | Wygrana | Węzłowato | Wólka Węglowa | Xin Lu, typowa brunetka o granatowych oczach | Z Nietzschego nic nie powstaje | Z księgi wulgaryzmów | Z rupieciarni myśli | Zaczarowany świat zen | Zanim mnie wrzucą do dołu | Zapowiedź Apokalipsy | Zaraz wracam! | Zasada domniemanej winy | Zaskroniec | Zastał Polskę drewnianą... | Zatrzaśnięte drzwi | Zbaw mie Buddo Amido | Zbaw mnie, Buddo Amido | Zdrowy egoizm | Zegar dziejów | Zestrzelenie księżyca | Zginął z rąk słabej kobiety | Zima się nas nie ima | Zjawiskowe | Znak jaskółki | Zrozumieć wartość tego, co nieużyteczne | Zuch zawsze ochoczy! | Zwierzęta pod postacią ludzi | Zwyciestwo konsumpcjonizmu | Ząb mądrości | ie zabijajcie drzew! | ieosobiście | kosmos | Łagodne prawo, ale prawo | Łagodność tygrysa | Śmiechotki, chichotki | Śmiertelna powaga | Śmierć | Światełko w mroku | Świętość, wziętość, nadętość | Życie jest tragiczne | Życie samo | Życzliwe spojrzenia na całość ogródka | Żyć, nie umierać
RSS
sobota, 31 stycznia 2015

                  Czy zbieżność preferencji może być przyczyną rozstania?

                  Przeczytałem na jakimś blogu:  "Decyzja już podjęta. W dupie mam jego miłość!"

                  Pojawiło się kilka solidaryzujących z autorką komentarzy i jeden tylko zaniepokojony głos:

                  "Czy Twój ukochany preferował seks analny?  Jeśli nie, to może jeszcze nie wszystko do stracenia :-)

                  Autorka bloga, dziewczyna o wdzięcznym nicku, którego tutaj nie powtórzę, odpowiedziała:

                  "To on miał wszystko w dupie!"

                  "To rozumiem Cię.  Musiał być tym bardzo zaabsorbowany!  Ale wiesz, może mu z tym było dobrze?

                  Tak, czy inaczej, powinien chyba uszanować Twoją decyzję, jeśli oczywiście preferujecie ten sam rodzaj seksu." 

       Pisałem o tym jakieś pół roku temu.  Ale wczoraj pokazano w jakiejś telewizji dziewczyny z Norwegii, które sprzedawały w butikach koszulki szyte przez dziewczyny z Azji i postanowiły popracować trochę tak, jak one.  Te dziewczyny z Kambodży otrzymywały dokładnie 1% wartości szytego przez siebie produktu, wykonywały przez kilkanaście godzin dziennie pracę przerażająco monotonną i w straszliwym zaduchu, były głodne i spragnione, a zarabiały za tę pracę trzy dolary dziennie. Wiele z nich traci zdrowie i przedwcześnie umiera.  Norweżki po kilku dniach eksperymentu załamały się psychicznie i zaczęły płakać przed kamerami. Jedna z nich doszła do głębokiego współczucia dla ofiar światowego systemu, w jakim żyjemy.  Komentarz tej telewizji był raczej naiwny - taka praca to i tak dla tych Azjatek dobrodziejstwo, trzeba wiec pisać petycję do władz. Ani słowa o tym, że kiedy te wyzyskiwane kobiety zastrajkowały, to strzelano do nich z karabinów maszynowych. Żyjemy w świecie zakłamanym do absurdu przez polityków, marketingowców i ludzi biznesu, którzy swoje bogactwo zawdzięczają zniewalaniu, a więc cierpieniu innych.  Często jest to zniewalanie kobiet, które zmusza się do jakiejś formy prostytuowania się. Niestety nie widzimy nędzy i ekonomicznej przemocy nawet dwa kroki od nas samych.  Dalajlama słusznie napisał niedawno, że stoimy przed wyborem - nie użyję tu jego łagodnych słów, ale własnych, które znaczą jednak dokładnie to samo - albo będziemy uśmiechniętymi skurwysynami (piszę to bez gniewu), albo zrozumiemy, że inni ludzie są takimi samymi ludźmi, jak my, chcą być szczęśliwi i mają podobne potrzeby, a ich cierpienie w każdej chwili może być naszym własnym.

piątek, 30 stycznia 2015

                                                    Nam strzelać nakazano Wstąpiłem na działon

                                                    i spojrzałem na pole Tysiąc armat grzmiało 

       Po pierwsze - kazano nam strzelać, lecz ja miałem tę cywilną odwagę i odmówiłem wykonania rozkazu, czy raczej udawałem, że strzelam, podczas gdy mierzyłem w samego siebie.  Po drugie, wstąpiłem na działon, podczas gdy Adaś wstąpił jedynie na działo. Po trzecie - u mnie grzmiało tysiąc armat, podczas gdy u niego ledwie dwieście i to przestarzałych. No i rzecz najważniejsza!  Kto dziś pisze "harmata"?  (Może tylko jeden Sarmata).


                                                       Ów, błądząc wśród lichtarzy,

                                                       płomień świecy pochwycił

                                                       i się nim wnet poparzył...

                                                       Lecz to nie świeca była,

                                                       a miłość...co oświeca.

                                                       Stąd losu dziwna zawiłość!

                                                      

                                                       Przebiegła mysz kościelna.

                                                       Prawda, że była biedna?

                                                       Ale, czy była przebiegła?

                                                       Ale, czy była wredna?                                                       

                                                       Najlepiej powołać biegłych.

                                                       Może miłości okruszek,

                                                       pochwycił ten leniuszek!

                                                       Czy to nie świętokradztwo,

                                                       ukraść tak coś w niedzielę?

                                                      

                                                       Rzekł Pan:

                                                       "Ja łączę, nie dzielę!"

                                                       "A ćma?

                                                       Czy to nie przez nią,

                                                       jest to całe zaćmienie?

                                                       Tak sądzę!

                                                       I zdania nie zmienię"

                                                       - rzekł pewien pająk,

                                                       ćmę połykając.

                                                       I nawet poczciwe koty,

                                                       nie miały nic do roboty.

                                                      

                                                       "Zdrzemnę się trochę

                                                       do rymu,

                                                       bo gdzie byłby Rzym

                                                       bez Krymu?"

                                                       - powiedział obrazoburca

                                                       i szczur mu w brzuchu zaburczał. 

                                                       Okazał też sporą wiedzę,

                                                       w sporze o miedzę...

                                                     Gdzie

                                                               wióry lecą,

                                                     tam drwa rąbią.

                                                     Ktoś w dołek wpadł, który wykopał.

                                                     To nie poezja,

                                                     lecz

 

                               proza przecież.

                                                     Każdemu jakiś dołek kopią.

                                                     W życiu podobno

                                                     nic się nie zmienia.            

                                                     Nie będzie utwór ten miał zakończenia,

                                                     Dopokąd ludzkość

                                                     ze sobą

 

 

                                                                                                                                     nie skończy.

                                                    

                                                    


czwartek, 29 stycznia 2015

        Kiedy mój nastrój na skutek przeciwieństw losu obniża się i naturalną rzeczą wydaje mi się przezwyciężyć lęk przed śmiercią i cichutko odjeść z życia, wyciągam czasami swe muzyczne zabawki i słucham ody żałobnej Blowa (An ode on the death of Mr Henry Purcell). W okresie mojego życia, który spędziłem głównie na podróżach do Londynu (w tym czasie były to podróże, bowiem autobus jechał i ze trzydzieści sześć godzin, a samolotem latałem rzadko) słuchałem tego utworu w wykonaniu dwóch cudownych śpiewaków (kontratenorów) - Jamesa Bowmana i Michaela Chance'a.  Bowmana uwielbiałem, a Miss Barbara, też go bardzo lubiła.  Miał mocny, pełny i słodki głos, i nawet w "Agnus dei" z Mszy h-moll Bacha śpiewał jak namiętny kochanek, choć jak prawie wszyscy wtedy zaczynał karierę w chłopięcym chórze.  Nikt tak pięknie nie interpretował pieśni i arii Purcella, w których wciąż jestem zakochany - ani przedtem, ani potem.  Śpiewakom towarzyszył The King' s Consort  (Hyperion, 1988 r).  Na tej płycie jest też sporo utworów, pieśni i duetów samego Purcella, w tym takie cuda jak "O Solitude, My Sweetest Choice" i "In Vain The Am'rous Flute".  Po latach doceniam bardziej Michaela Chance' a - to bardzo inteligentny śpiewak, o ogromnej kulturze śpiewu, a słuchając jego "O Tuneful Voice" Handla nieraz już się szczerze popłakałem.  Niemniej to Bowman, a nie Chance był naszym bogiem, no bo kto, by tak słodko zaśpiewał: "Jedna czarowna noc daje więcej zadowolenia, niż tysiąc szczęśliwych dni" (Szekspir/Purcell)?

        Po śmierci Miss Brabary słuchałem owej ody Blowa już z innej płyty.  Nagrał ją francuski kontratenor, też mój ulubiony - Gerard Lesne. I na tej płycie są piękne i słodkie rzeczy Purcella, jak choćby "Sweetness of Nature" lub "Music for a While." Steve Dugardin, drugi kontratenor z tej płyty nigdy nie był zbyt znany.  Na okładce tego CD grafik umieścił "Dziewczynę czytającą list" Vermeera (Virgin Veritas 2000). Następne pół roku po tym odejściu spędziłem w szpitalu, gdzie leczyłem się z melancholii, nazywanej nie całkiem słusznie - depresją.  

        Półnaga Maria Magdalena, czule obejmująca czaszkę widnieje na okładce CD "Blow/Purcell Odes & Songs" (Mirare 2010), na której również znajduje się owa żałobna oda.  Oda ta jest wzruszająca, bo wyraża wdzięczność Purcellowi za całe piękno, jakie pozostawił ten, jak wtedy mówiono, "Angielski Orfeusz".  Blow, który był nauczycielem Purcella, przeżył go o kilkanaście lat, dożywając astronomicznego wieku lat 59.  Purcell to jedyny wielki angielski kompozytor w dziejach i zarazem mój ulubiony kompozytor.  I to wykonanie jest znakomite.  Carlos Mena to wspaniały interpretator, a Ricercar Consort, to jeden z najlepszych, jak wiadomo, zespołów kameralnych, grających muzykę barokową. (Choć  muzyczny partner Meny, Damien Guillon jest raczej jedynie partnerem).  I tu są te cuda Purcella, także instrumentalne (między innymi "Symphony for the Flutes" i aria "Strike the Viol").  Niedługo po przesłuchaniu tej płyty poznałem Marzenką. I to był jeszcze jeden cud.  Tym razem pozamuzyczny.

       Czy istnieje coś cenniejszego od uczucia wdzięczności, piękniejszego, niż miłość i szczery żal?  Dzięki takim wykonaniom, te delikatne i piękne uczucia ożywają w nas.

      


                                                  Dwie jaskółki i dwie jaskółki...Zawsze jaskółki latają parami.

                                            Czy to ujrzą wierzę  z jadeitu, czy pawilon z laki, nie siądzie nigdy

                                            jedna bez drugiej. Czy to ujrzą balustradę z marmuru, czy okno

                                            złocone, nie rozłączą się zgoła.

                                                  Były dwie jaskółki...Gdy zapaliła się belka cedrowa, strzegąca

                                            ich gniazda schroniły się do pałacu króla Ou, lecz pałac króla Ou

                                            zgorzał i samiec i małe spaliły się również. Wróciwszy, samica

                                            patrzyła na ruiny pałacu.

                                                  Ta powieść smuci mnie nieskończenie. 

                                                  (Li Tai-Po, Fr. Toussaint, Leopold Staff)

 


środa, 28 stycznia 2015

                                    Przez szczeliny wiało niemiłosiernie, a morskie fale wznosiły swe grzbiety jak wieloryby.

                                    Wszyscy przechodnie pogubili parasole. I nawet mysz nie miałaby się tu gdzie ogrzać.

                                    - "Na śmierć nigdy nie jest za późno" - rzekł Mistrz.

                                    - Mówisz pożyczonymi cytatami.  Więc i ja ci coś powiem - odrzekł Książę.

                                       "Kto nadzieję w innych pokłada celu nie osiągnie." 

                                    - A już miałem postawić przed tobą tę czarkę z zatrutą herbatą! - powiedział Mistrz.

                                    - A ja miałem ci przedtem odciąć dłonie - zaśmiał się Książę, chowając miecz do pochwy. 

                                    Nie wiemy dalej, jak potoczyła się ta przyjacielska rozmowa.  Nezumi w swych

                                    "Kronikach spraw dawnych" pisze jednak, że "Kiedy los bywa podobny do osy,

                                    pomyłką jest widzieć w nim motyla."   To jego własne powiedzenie. Mistrz przytaczał

                                    je po swej śmierci równie często, jak Książę.  

            "Nie ma ludzi bardziej mi wstrętnych niż tacy, którzy sądzą, że ex officio muszą być dowcipni przy każdej sposobności."

            "Zawsze nosi ostrogi, nigdy wszakże nie dosiada konia."

            "Łatwiej na tym świecie znaleźć pouczenie niż pociechę."

            Te trzy aforyzmy

                                  Lichtenberga, człeka małego wzrostu,

                                                                                       lecz wielkiego duchem (a poza tym wybitnego uczonego)

                                                                                                                                                                       są mi bliskie. 

             Dalecy są mi natomiast ludzie, których opisują.  Ten, który musi być dowcipny przy każdej sposobności.  Ten, który nosi ostrogi, ale nigdy nie dosiada konia. I ten, który poucza, gdy koniecznie jest szczere pocieszenie.  Nie trudno zauważyć, że najczęściej jest to ta sama osoba.  Nawet, jeśli była kiedyś moim przyjacielem, to już nim nie jest, bo takie próżne osoby potrafią kochać tylko same siebie, unoszą się fałszywą dumą i są wrażliwe na wszelkie drgnienia miłości własnej.

            

wtorek, 27 stycznia 2015

                  

                                                   "Koniec mojej powieści jest ten, że Praścieżka

                                                     Odbiera sobie życie...W mgle o tym są wzmianki...

                                                     Ginie świat..."

                                                     (Bolesław Leśmian)


niedziela, 25 stycznia 2015

                                  OKO SŁOŃCA, CZYLI WPROWADZENIE DO WSZELKIEJ OSOBISTEJ MITOLOGII                          

 

                                                             Na początku nie było chaosu,

                                                             bowiem nie było niczego,

                                                             co można byłoby poukładać,

                                                             ani nikogo, kto zrobiłby bałagan.

                                                             Nie było ani mnie, ani mojego brata.

                                                             Nie wątpię, że w głębi mrocznego oceanu,

                                                             pływałaby ogromna ryba z oczami jak brylanty,

                                                             gdyby istniały jakiś początek, ryba i mrok.

                                                             Albo, gdyby mój brat otworzył w łazience kran! 

                                                            

                                                             Kiedy pływając w wodach płodowych

                                                             począłem wykonywać pierwsze ruchy kopulacyjne,

                                                             mama (słowo indoeuropejskie) wydała mnie na świat

                                                             ...i na śmierć.

                                                             "Uła, uła, uła!" - zapłakało niemowlę,

                                                             a jego matka nie zaznała już odtąd spokojnego snu.

                                                             "Dlaczego muszę umrzeć?" - spytało niemowlę,

                                                             kiedy trochę podrosło.

                                                             "Dałam Ci życie" - powiedziała.

                                                             A wtedy zjawił się ojciec i skarcił mnie!

                                                            

                                                            Tak zraniony, byłem świadkiem

                                                             powstania świata z oceanu chaosu.

                                                             Nie zdziwiłem się wcale, gdy nagle z wód

                                                             pod postacią pagórka narodził się bóg Atum,

                                                             który najpierw zgwałcił samego siebie,

                                                             a potem wypluł bożka o imieniu Szu i boginię Tefnut.

                                                             Ci zaś połączyli się w miłosnym uścisku,

                                                             wskutek czego zjawiła się na świecie

                                                             kolejna para szlachetnych bóstw...

                                                            

                                                             Na ich widok zaparzyłem zieloną herbatę,

                                                             pogłaskałem kota i spoglądając w lwie oko Tefnut,

                                                             którą odnalazłem gdzieś w pustynnej kuwecie,

                                                             nakarmiłem ją przysmakami i opowiedziałem trzy bajki.

                                                             A wtedy lwica Tefnut - dla mnie to naprawdę drobiazg! -

                                                             przeistoczyła się w łagodną koteczkę Baset,

                                                             usiadła mi na kolanach, zamruczała

                                                             i nawilżyła wilgocią świat. 

                                                            

                                                             To ja mądrością swą sprawiłem, że księżyc

                                                             ukazuje się po nowiu, a nie zniknął na zawsze.

                                                             I pamiętaj, jeśli twoje serce jest zbyt ciężkie od trosk,

                                                             to na koniec pożre Cię ta ponura pożeraczka Ambit! 

                                                             Ocaliwszy w ten sposób świat przed całkowitym wyschnięciem

                                                             i zapewniwszy mu nocne oświetlenie,

                                                             a także - wszędzie ta biurokracja! - zapisując wagę każdego serca,

                                                             postanowiłem ostatecznie skończyć z urojeniami wielkościowymi. 

                                                            

                                                             Usiadłem w kąciku ciemnego pokoju,

                                                             objąłem głowę dłońmi

                                                             i poczekałem na śmierć...

                                                             Przyjęła mnie bez kolejki.

                                                           

sobota, 24 stycznia 2015

       "Les Elemens" - najbardziej znany utwór Jeana-Fery Rebela (1666-1747), to wspaniała, choć stosunkowo rzadko nagrywana muzyka.  Niemniej istnieje jej kilka świetnych nagrań, między innymi Reinhardta Goebla i Michi Gaigg.   Szczególnie początek tego utworu - mroczny i przypominający rodzajem ekspresji raczej muzykę współczesną, niż barok, wydaje się szokujący i nie ma żadnego odpowiednika w całej znanej mi muzyce epoki baroku.  Dlatego kiedyś nawet włączyłem go do mojego nagrania "Ptasiej muzyki", w którym przedstawiłem kilka znakomitych utworów muzyki baroku, zestawiając je z moimi ulubionymi ptasimi głosami.  Głosy ptaków, ale w postaci już muzycznie przetworzonej, pojawiają się zresztą w utworze samego kompozytora. W niewielkim gronie moich znajomych nagranie to cieszyło się niegdyś sporym powodzeniem (było to w roku 2008), jednak ponieważ już o nim kiedyś pisałem, teraz chciałbym napisać jedynie, że "Les Elemens" to jeden z ciekawszych muzycznych utworów epoki baroku.  A ta jego pierwsza część "Le Chaos" przywodzi na myśl początek "Stworzenia świata" Haydna, choć powstała przecież wcześniej, a jej ekspresja różni się trochę od haydnowskiej.  Nawet, gdyby Rebel nie skomponował już żadnego innego utworu - ten jest cudownym przejawem muzycznego geniuszu i zapewnia mu nieśmiertelność.   

       Parę już lat temu przed zmierzchem wracałem leśną drogą, kiedy usłyszałem śpiew słowika tak tęskny, jakby wyśpiewywał raczej niepokój śmierci, niż miłosną tęsknotę. Byłem wtedy samotny, choć może inaczej niż teraz i nie wyobrażałem sobie, że przeżyję jeszcze kiedykolwiek miłość.  Pamiętam nawet miejsce, w którym skrył się ów śpiewak. Bardziej jednak tego wieczoru pochłonęło mnie inne leśne zdarzenie, majestatyczne w swej prostocie i zarazem melancholijne, i groźne - pogrzeb pewnego żuka, którego na miejsce wiecznego spoczynku (i konsumpcji) odprowadzały mrówki. Kiedyś już tu chyba o nim wspominałem (choć na pewno jest częścią mojego poza-blogowego dziennika).  Cały wieczór przesiedziałem potem otulony pledem na tarasie pewnego domu, czytając książkę. A po kilku dniach zapomniałem o tym słowiku. A kiedy zeszłej wiosny, w maju usłyszałem go (oczywiście nie był to już ten sam słowik) znowu, przypomniałem sobie najpierw naszą cudowną nieśmiałość, która wymagała takiej odwagi - Twoją i moją, i cichą radość ze spotkania i nadzieję...a potem ów zmierzch i niewypowiedzianą tęsknotę. Ptasia inteligencja przewyższa czasami ludzką. Jest niezawodna w swym instynkcie. Podczas gdy ludzie oszukują swe serce, a pełna lęku kalkulacja niszczy miłość. Ale z podobnymi odczuciami i ze śpiewem słowika kojarzy mi się już zupełnie inny fragment mojej "Ptasiej muzyki". Cudowne powolne części utworów mojego ukochanego Carla Philippa Emanuela Bacha. 

 

                                                             Księżyc i słowik, i róża,

                                                             Dlaczego się wynaturza?

                                                             Nie ma gwiazd przecież bez cierni.

                                                             Musimy być tak mizerni?

                                                             To przecież życia zaledwie ćwierć.                                                            

                                                             Poza miłością jest tylko śmierć!

 

                                                             (Róża Słowik-Księżyc,

                                                             poetka z Niebieskiego Obłoku)

piątek, 23 stycznia 2015

                                                                  "Prawdziwych bajek nie pisze się nigdy dla dzieci.

                                                                    Bajki które pisze się dla dzieci, nie są prawdziwe."

                                                                                          (Yang Xiaolian)

       W ogrodzie było już całkiem pusto.  Chryzantemy i inne kwiaty stroszyły jesiennie swe głowy.  Mgła powoli opadała i zbliżał się zmierzch. "Niedługo pewnie zamkną" - pomyślał Wang. I nie wiadomo dlaczego wydawało mu się, że pełna marzeń ogrodowa ścieżka zmieniła się w cmentarną alejkę.  "Na świecie jest tylu Wangów, że nikt nie zauważy mojego zniknięcia."

                              - Ja zauważę! - powiedział kret, który właśnie wygrzebał się z ziemi - Za chwilę wpadniesz w dołek.

                              - Słusznie!  Ty jeden widzisz wszystko - rzekł Wang. 

                              - No i jeszcze Pan Bóg i poliszynel - roześmiał się kret.

       Robiło się trochę chłodno i ostatnie promyki słońca utonęły w mroku i we mgle.  

                              - Kiedyś przychodziłem tutaj ze swoją ukochaną. Pamiętasz to? - spytał poeta. 

                              - Jak mógłbym nie zauważyć tak ślicznej dziewczyny i tak uroczej pary!  To zresztą było całkiem niedawno. Ale powiem ci Wang - już wtedy czułem, że ona od ciebie odejdzie.  Wyglądaliście na bardzo sobie bliskich i może nawet powtórnie w sobie zakochanych. Ale ona o tym nie wiedziała. Buszowaliście w jesiennych kwiatach i robiliście mnóstwo zdjęć. Ona fotografowała kwiaty, a ty kwiaty i ją, fotografującą w rozmarzeniu kwiaty.  Z pewnością wszystko ułożyłoby się inaczej, gdyby kawiarnia przy ogrodzie nie była przez kogoś zajęta. Musieliście pojechać do innej, ale najpierw jeszcze dojść do samochodu, który zostawiliście zbyt daleko.  Poczuła się zmęczona.  Jechała przecież na spotkanie kilka godzin, a czekał ją jeszcze nocny powrót do domu gdzie ktoś, kogo się bała, miał na nią nakrzyczeć.  W dodatku chyba przyniosła ci kawę do stolika.  Czułeś się jak zaczarowany. Byłeś szczęśliwy, że byliście razem w Ogrodzie Marzeń. Pomyślałem wtedy - "Biedny Wang nie wie, co go czeka". Życie i ludzkie myśli są tak zawikłane, że moje podziemne korytarze wydają się przy nich prostą ścieżką. 

                              - A teraz co myślisz? - spytał Wang -

                              - Że nadal za nią tęsknisz, jak ów szaleniec, którego spotkał niegdyś Konfucjusz i który był od niego mądrzejszy, ale, że udało im się ją zakrzyczeć i omamić tak, że nie słucha już pewnie swego serca, choć ono przecież nadal bije...

                              - Nie słyszałem o tym.  To pewnie jakaś stara przypowieść. - 

                              - W takim razie muszę ci o tym opowiedzieć - rzekł kret i wypił kilka kropel deszczowej wody. 

      

czwartek, 22 stycznia 2015

       Podobno w Rosji kot uratował od śmierci małe dziecko.  Wciągnął je gdzieś, gdzie było cieplej i ogrzewał własnym ciałem, a jednocześnie miaucząc wzywał pomoc.   Na filmie można było zobaczyć jak kot tuli i ogrzewa to dziecko.

      Świat się zmienia.  Zwierzęta stają się ludzkie, a ludzie...Nie dokończę...(I nie o Rosję, czy o politykę tutaj chodzi). 

      Miłośnicy kotów, w tym i ja, są dumni i szczęśliwi  :-)    

środa, 21 stycznia 2015

                             "Nić życia jest mieszanym włóknem, dobro i zło przewijają się razem."

                                                                            (Szekspir)          

                            

wtorek, 20 stycznia 2015

        Żartuję trochę z użytku, jaki robimy często z języka, który deprecjonuje niepotrzebnie wiele rzeczy, skłaniając nas czasami do cynizmu lub hipokryzji, bowiem z tego, jak go używamy, wynika też często stosunek do rzeczywistych osób.  Istnieją ludzie, którzy w ogóle nie potrafią mówić o niczym w sposób poważny, ponieważ nie potrafią też poważnie żyć. Florian Znaniecki nazwał ich kiedyś ludźmi zabawy. Tak naprawdę nie mają nic do roboty, bo albo ktoś im zapewnia utrzymanie, albo zarabiają pieniądze w sposób względnie łatwy (choć nie zawsze uczciwy) i pławią się w luksusie. I oni jednak bywają smutni, co wynika bardziej z ich neurotyzmu, niż z warunków życia, a potrafią też mimo zwodniczego uśmiechu i pozorów otwartości, być despotyczni i interesowni, o czym przekonuje się dopiero ktoś, kto im nadepnął na odcisk.  

        Pewną przyjemność sprawia mi rozkodowywanie różnych kodów językowych, niekoniecznie głębokich. Mogę występować tutaj zresztą w tylu niezgodnych ze sobą często rolach, od ludycznych, czy szczerze naiwnych, do bardziej refleksyjnych, a nawet czasami tragicznych.  Ale to tylko pozory.  Staram się być sobą, jednak nie wyrażam mojej najgłębszej melancholii, przy której melancholia fiordów wydaje się jedynie przyjemnym snem, ani w ogóle najistotniejszych moich przeżyć. Tak jest czasami lepiej. Myślę, że gdybym opisał swe przeżycia i sytuację, niejednym bardziej wrażliwym czytelnikiem mogłoby to wstrząsnąć, jednak współczucie dla mojego losu niczego w mym życiu by nie zmieniło i w niczym nie zmieniłoby sytuacji innych ludzi, którzy cierpią na tym świecie niewyobrażalnie bardziej, niż ja, czy bliskie mi osoby.  Może, gdybym miał prawdziwego przyjaciela, opowiedziałbym mu o tym. Ale przyjaźń i miłość w świecie, w którym żyję, niemal nie istnieją. (Nie są uznawane za wartości.  Wartości są tu tylko biologiczne i materialne).  Jestem człowiekiem pogodnym z usposobienia, jednak w świecie tak skrajnie uproszczonej psychologii społecznej nie odnajduję się. Może dlatego, że miałem szczęście znać ludzi, którzy byli inni i których sposób życia nie był tak konformistyczny i zautomatyzowany...Tęsknię za nimi. Za ich szlachetną samotnością i głębokim poczuciem wspólnoty z drugim człowiekiem. 

        Ludzie w większości utracili poczucie wartości nieskończonego życia. Potrafią żyć tylko dniem dzisiejszym i niewiele z życia najczęściej rozumieją.  Uciekają z lękiem od własnej wolności, podglądają nieżyczliwie lub w sposób interesowny innych, szukając w kontakcie z nimi korzyści i myślą najczęściej tylko o sobie samych. Ale, czy tak nie było zawsze?   Przecież dwa wieki temu napisał pewien mądry nauczyciel: "Pragnę jedynie trzech rzeczy: żebyście nie szukali ukradkiem poza sobą, nie podglądali innych i nie nastawiali się wyłącznie na siebie samych."  

 

poniedziałek, 19 stycznia 2015

 

                                                        Księżyca świeciła laska

                                                        i jakaś ładna laska

                                                        robiła w lasku laskę

                                                        panu o lasce                                               

                                                        co łaska

                                                       

                                                        A na łaskawym niebie

                                                        śpiewał Laskowik

                                                       

                                                        "Piękna ta nasza polszczyzna!"

                                                        rzekł szczajonc w lasku

                                                        meszczyzna...

                                                        A może to był zajonc?

                                                      

                                                       (Obscenia i parafrenalia. Antologia

                                                        poezji niepoetyckiej,

                                                        red. Cezary Przemysław Kundel,

                                                        WC Wydawnictwo Ciekawe)   

 

                                                        A może to dać do alternatywnej "Tfurczości"?

                                                        Ale bez laski dynamitu i bez kasku,

                                                        ot tak, dla kaski...Nie jestem przecież

                                                        kaskaderem z "Kaskady."

                        Kiedyś lista warszawskich kin w gazetach zaczynała się od

                        Albatros,  Skoczylasa

                        Na ulicy Skoczylasa było piękne zapewne kino "Albatros."

                        Nie wiem, dlaczego to dla mnie takie śmieszne.

                        Może ktoś mi to wytłumaczy, bo Skoczylas to poważny patron. 

                        Może dlatego, że to gdzieś na Pradze?

                        Aaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaby do kina dojechać!  

                                                                     

 


                                                       maleńka łódka płynie po oceanie

                                                       za chwilę sztorm w nią uderzy

                                                       i z łupinki już nic nie pozostanie

                                                       kto chce niech w to nie wierzy

 

                                                       maleńka za chwilę

                                                       nic nie pozostanie z łupinki

                                                       kto chce niech łódka płynie po oceanie

                                                       sztorm w to już nie wierzy i w nią uderzy

               Wypuściłem Mitsuko na balkon i na chwilę zapomniałem, że wyszła. Wyglądam - balkon pusty. Kota nie ma!

               Narzuciłem szybko kurtkę i pędzę do drzwi.  A kot wpada mi prawie pod nogi.

               To zdarzenie pozwoliło mi jeszcze raz poczuć, jaka jest różnica między istotą żywą a rzeczą.

               Jaka szkoda, że o niej zapominamy...

               Czy kiedy myślisz o kimś, kto jeszcze przed chwilą był Ci bardzo bliski, nie czujesz żadnego niepokoju o niego?

               A czy nie czujesz też żadnego niepokoju o siebie, kiedy samego siebie porzucasz? 

 


                                                                                                                                                                                                                       

niedziela, 18 stycznia 2015

                        Człowiek mądry nosi zwykłe ubrania, a skarby gromadzi w sercu - mówił podobno Laozi.

         "Agata Christie is known throughout the world as the Queen of Crime. Her books have sold over a bilion copies in English with another bilion in 100 foreign languages. She is the most wildely published author of all time and in any language, outsold only by  the Bible and Shakespeare."

        - Zastanawiałem się przez chwilę, dlaczego. Odpowiedź jest prosta - uwielbiamy zbrodnie i zagadki, prawie jak dramat i Słowo Boże.  Może jednak zamiast rozwiązywać zagadki, warto je samemu tworzyć. Czy nie tak myślą niektórzy z nas?   Większości nie chce się tego robić i wolą niszczyć drugiego człowieka w inny, mniej zauważalny sposób pewni, że unikną odpowiedzialności.  Dlatego straszy się ich czasami piekłem.  Ale, czy to skuteczne w swołeczeństwie, w którym piekło możemy mieć na co dzień?   - spytał Toru.

       Nezumi zamyślił się przez chwilę.  

       -  Zapomniałeś o jednym. Chcemy też sprawiedliwości i dlatego zwykle wolimy naśladować Agatę i Stary Testament, niż Ewangelie.  Przyjemnie jest pomarzyć o tym, że ktoś podobny do osób, których nie lubimy "zawiśnie na stryczku."  

       -  A ty nie chciałbyś popełnić jakiejś zbrodni?  - spytał Toru - Wiem, że nie skrzywdziłeś dotąd nawet muchy, ale na pewno masz jakiś motyw. Ludzie lubią zaglądać innym pod kołdrę, ale jeszcze bardziej uwielbiają krew. 

       -  Przeceniasz chyba trochę moje możliwości.  Nie znajduję na to dość czasu. Nie sądzę, aby można było pozytywnie wyróżnić się przez zbrodnię. A motywy mamy chyba wszyscy.  Chociaż niektórzy myślą inaczej. Za czasów Agaty seryjne zabójstwa popełniane według jakiegoś klucza należały chyba do rzadkości, o czym świadczy sukces "The ABC Murders."  To chyba raczej amerykański i trochę nowszy zwyczaj.  Nie znam jednak dobrze historii przedmiotu, choć trochę podobnych zagadek już w życiu rozwiązałem - zauważył skromnie Nezumi.  - Mściwość, to piękna rzecz - dodał - Nawet goryle ją uwielbiają.   

       -  Jeżeli oko Twoje zgrzeszy, wyjmij je - rzekł Toru i wyjął na chwilę z szyderczym uśmiechem swoje prawe oko. Było szklane.  

       Smętna mucha przeleciała przez pokój. Mole radośnie harcowały w szafie. Zjawił się nawet pająk i zajął miejsce po środku thanki, nieco powyżej płonących ogniem namiętności demonicznych istot.  

       - Muchę najlepiej zmiażdżyć na ścianie. Mole wytruć, a pająka upoluje Mitsuko - powiedział ugodowo Toru.

sobota, 17 stycznia 2015

       Spotkałem dzisiaj dwóch znajomych melomanów. Jeden zarzekał się, że nie chce mu się iść do księgarni, ale później jakoś przypadkowo przebył ze mną kilkukilometrową trasę. Rozmowa po drodze była bardzo inspirująca. Spotkaliśmy trzeciego!  A ponieważ na półce pojawił się nowy "Mesjasz" Handla, znajomy zapytał mnie, ile mam Mesjaszy:

                               - Chyba z dziesięciu - powiedziałem.

                               - O, to jest pan naprawdę wyjątkowo wybredny. Ja mam ze trzydzieści...

       Liczę w drodze powrotnej te Mesjasze, ale okazało się, że nawet ich dziesięciu nie mam...Ale później ten trzeci, który doskonale zna się na pianistyce, zapytany przez niego o jakąś artystkę, mówi:

                              - Nie będę sobie zawracał głowy jakąś trzeciorzędną pianistką! -

       Podobno robiła straszne błędy podczas koncertu.  Zainteresowałem się z ciekawości, jakie.

                              - Podstawowe. Przez kilka minut grała coś innego, niż jest w partyturze.

       Nie chce mi się czekać na kolejnego MesjaszaMoże to już ostatni, jakiego widziałem? 

       Ale miło mi spotykać ludzi, dla których prawdziwa muzyka coś znaczy.

       Niestety, przypomniała mi się przed chwilą ze smutkiem "Podróż zimowa" Barańczaka, o której nie tak dawno tu wspominałem...

piątek, 16 stycznia 2015

                           "Rośliny są oddane, ale na ludziach się zawiodłam." 

                           Takimi słowami kończy się książka poświęcona Ewie Demarczyk. To podobno Jej słowa.

                           (Mogłem nie zapamiętać ich dokładnie, ale ich sens pozostaje taki).

                            

                                                           Dawno już drzew nie witałem,

                                                           Nie rozmawiałem z duchami.

                                                           Twej dłoni nie ściskałem!

                                                           Czuję, jak ściska mnie w krtani...

             

                                                           Ach! Zmoro moja codzienna,

                                                           Cierpienia mego podporo!

                                                           Ty jedna Jesteś niezmienna,

                                                           A nieszczęść zawsze jest czworo.

 

                                                           Pierwsze nieszczęście, to radość!

                                                           Drugie nieszczęście - nadzieja.

                                                           Trzecie nieszczęście, to miłość.

                                                           A czwarte - beznadzieja...

 

                                                           Ach słowa wy archaiczne!

                                                           Tak się już dawno nie pisze.

                                                           Lecz to wyznanie liryczne

                                                           Ukoi niejedną ciszę.

 
1 , 2