Kategorie: Wszystkie | "Dziewczyny, bądźcie dla nas dobre na wiosnę" | ...bez końca | 0 | 100O i jeden Rabinów | A Puszkina też zapuszkują? | A moze to tylko pomieszanie zmyslow | A nie lepiej być purystą? | Aaaaaaaaaaaaaa...aalfabeta | Ach, gdzież jest litość lub wspolczucia pozór? | Ach, gdzież jest litość lub współczucia pozór? | Adam Mic - Kiewicz | Adaś i Ewka | Aforystyka | Amerykański sen | Autopsychoterapia | Bez sensu to to! | Bez szaleństwa... | Bezmyślne okrucieństwo | Bezradność | Biedna Szymborska | Biedny Kapturek! | Bliźni miłości | Bliźniego miłość... | Blondyn | Blue Bossa | Bojaźń i drżenie | Bratnie dusze | Bruner, ty świnio! | Buddyzm w życiu codziennym | Bóg mi poskapił tej anielskiej miary... | Bóg mi poskąpił tej anielskiej miary... | Bójstwo samo | Caritas | Chiziofrenia | Choroba na śmierć | Chwila ułudy | Chwila wytchnienia | Chłodne upojenie | Cierpienia i radości | Cierpienie i radość | Cleen feed | Cnota niedoli | Co slina na język przyniosła | Co tam panie w polityce? | Co w niebie piszczy | Co ślina na język przyniosła? | Corrida | Coś dla duszy... | Coś tak wulgarnego | Cudotwórstwo | Czarna Perła Tao | Czarny tulipan skrzyżowany z czarna różą | Czarny tulipan skrzyżowany z czarną różą | Czary Mary | Czego nie przysięgał Hipokrates? | Człowiek nie jest rzeczą | Człowiek to brzmi dumnie, ale nie u mnie | Często chowa | Częstochowskie rymy | Deficyt aniołów | Delightful! | Demokratyczne wybory w Oczodołach | Diabłoterapia | Dla wszystkich i dla nikogo | Dnieje | Do samego siebie | Dodatek | Dowcipas dnia | Duma narodowa | Dusze drzew | Dyskretna mgiełka autoironii | Dzielność | Dziki kapitalizm | Dzisiejsza młodzież | Dzisiejsza młodzież nosi ładną odzież | Egzystencjalizm jest chumanizmem | Ekonomia zbawienia | Elegancja Francja | Elegijnie | English gentelman | English gentleman | Epicurus | Ewa tylko ziewa | Falochron | Female | Filozofia bez uczoności | Forever Loving Jah | Gadu, gadu | Gadu, gadu, trochę więcej jadu | Gal Anonim | Gaz dla pedałów | Gaz dla pedałów, młot dla sierpów | Gdy rozum śpi... | Gendarme | Genek, gienialny gieniusz | Geno Typ | Gorący uczynek | Grabarz | Grabarz nonsensu | Gry i zabawy literackie | Głupota przysłowiem narodów | Głębie i tajnie Podświadomego | HIstoria nauczycielką bicia | Herbatka zen | Homo economicus | Homo sapiens czy Homo politicus | Humor absurdalny | Humor nieco absurdalny | Humor, satyra, panie... | I rekiny w oceani mają zębów cały rząd | I rekiny w oceanie mają zębów cały rząd | Indie Wschodnie i Zachodnie | Industrial | Istnieje również wrodzony brak poczucia humoru | Ja tam bynajmniej nie wiem | Jak długo będę jeszcze żył? | Jak uprawiać agresywne dziennikarstwo? Poradnik dla początkujących | Jakże cżęsto powtarza się ta historia | Jakże trudno czasami coś sklecić! | Jan i Małgorzata | Jan z Czarnolasu | Jesienna muzyka | Jeszcze smutniej! | Jeździec Apokalipsy | Językologia | Kaczuszki mandarynki | Karawana idzie dalej | Katedra Adamowego Żebra | Kawa z Kafką | Każdemu według naszych chęci | Każdemu według potrzeb | Każdemu, o czym tylko zamarzy | Kiciuś Miciuś! | Kicuś Micuś! | Kiedy człowiek staje się bestią | Kiedy owce nie milczą | Kij w mrowisku | Kniaź Wiktor | Kochani ludożercy | Kolacja Pani Sowy | Kometa tylko głownia nie ta | Konkwista | Koryfeusz nauki, milośnik sztuki | Koty i inne zwierzęta | Koty, głupoty, palikoty | Kości rzucone są | Kość słoniowa | Kto pierwszy był człowiekiem, kto będzie nim ostatni | Kto pisze teraz historię? | Kuchnia szamańska | Kwiatki Św. Franciszka | Kwiatostan śmierci | Kwitnienie kultury | Kwitnąca wiśnia | La colombina i ciche ukojenie | Lekarzu - lecz się sam! | Lenin wiecznie żywy | Leśmianiada | Lichwiarstwo polskie | Liryki i prztyki | Logika dziejów | Londyńska mgła niepamięci | Londyńskie przygody | Los ofiary | Los puka do moich drzwi | Lotosowy wpis | Ludzie ludziom... | Lunatyzm | Lęk społeczny | Made in Japan | Maligna | Marność nad marnościami | Marność nad marnościami. Rekoleksje Wielkopiątkowe | Marzenia senne | Marzeniologia stosowana | Maszkary i senne dziwadła | Maszkary i senne widziadła odbite w lustrze | Mała czarna z Kafką | Medycyna naturalna | Meine Liebe Augustin! | Melancholia | Melancholia stosowana | Memorabilia | Meszreiw | Meteo | Mgiełka autoironii | Mglisty dzień. Mgła | Mikołak | Mistrz i Małgorzatka | Mistycyzm lunarny | Mistyka i miłość | Mitologia osobista | Mitologia świata | Miłość | Miłość bliźniego | Miłość nie zawsze szczęśliwa | Miś Uszatek | Moc rytuałów | Monada nie ma okien | Mowa potoczna | Mowa ptaków | Mowa serca | Moze ktoś zrozumie, co teraz czuję | Może ktoś się ucieszy? | Może ktoś zrozumie, co teraz czuję | Może to trochę zbyt uszczypliwe | Musicology | Muza lekkich obyczjów | Muzyka przywraca ład serca | Myszoterapia dr Nezumi | Myśli prostego człowieka | Mądrość Natury | Mądrość jak z gazety | Mądrość narodów | Młot na faryzeuszy i hipokrytów | Męstwo bycia | Mówił sen do snu | NIe ma na świecie dwóch takich samych liści, ni kropel deszczu | Na jawie (lecz to, co niejawne pozstaje) | Na stos rzuciliśmy szcześcia los | Na stos rzuciliśmy szczęścia los | Na szczytach hipokryzji | Na zdrowie! | Nad piekną rzeką | Najokrutniejsze zwierzę | Najsłodsza tajemnica | Narastająca senność | Nic dzisiaj ciekawego nie napisałem | Nicość | Nie am dwóch takich samych liści, ni kropel wody | Nie bój się - najwyżej cię rozstrzelają! | Nie czas żałować burz, gdy płoną oczy | Nie czas żąłować burz, gdy płoną oczy | Nie każde szczere złoto jest szczerozłote | Nie ma na świecie dwóch takich samych liści ani kropel wody | Nie ma na świecie dwóćh atkich samych liści lub kropel deszczu | Nie ma takiego smutnego, co by na wesołe nie wyszło | Nie ma zazdrości bez miłości | Nie oddamy nawet guzika | Nie tylko dzielenie włosa na czworo | Nie wiem, ja w ogóle nie myślę | Nie zabijaj! | Nie zabijajcie drzew! | Nie zawsze urocza dzecinada | Niebiańskie szczyty głupoty | Niech pani będzie dzielna! | Niech zapłaczą na moim pogrzebie | Nieco drapieżny wpis | Niekoniecznie ptasi móżdżek | Nienawiść bliźniego | Nieosobiście | Nieprzesłane przesłanie | Niestworzone rzeczy | Nieszkodliwe głupotki | Niewczesna melancholia melomana | Niewczesne rozważania | Niewielka profanacja | Niewielkie przekłamanie | Niskolotnie | No No! Teatr No | No comments! | No no! | Nowa poezja lingwistyczna | Nędzne kabareciarstwo | O Leonardo, po cóż się tak trudzisz? | O dzieleniu włosa na czworo, czyli metodzie scholastycznej | O dzieleniu włosa na czworo, czyli o metodzie scholastycznej | Obciachy | Obscenia i parafrenalia | Obsesja dobrego biustu | Ojej! | Oko w oko z zębem mądrości | Okropieństwa | Okruchy odgrzebane z lawy | Okruchy życia wygrzebane zlawy | Okruchy życia wygrzebane z lawy | Okrutna losu ironia | Orientuj się na orient | Owczarek | Owczarki afgańskie | Owocożerni | PL jak piekło | PO PiS | POeci wszystkich krajów dzielcie się | Pan Tadeusz | Panie pośle, po chrześcijańsku panu wybaczam | Pańska satyra polityczna jest niegramatyczna | Pendant do pewnego przypisu | Perlikowski | Pewna elastyczność zasad | Pewne jak w banku | Piorunujący piorun! | Po owocach poznacie ich! | Po upadku | Pobożne życzenia | Podpatrywanie Natury | Podroby i inne podróbki | Pokolenie Kainowe | Pokorne ciele | Pokorne cielę | Pokusa | Polak potrafi | Polak potrafi! | Politolog i Politowska | Politycznie niepoprawne! | Polonica | Polonika rycerskie | Polucje i ablucje | Pomarańcze i mandarynki | Pomarznąć dobra rzecz | Pomarznąć dobra rzecz! | Pomoc psychologiczna | Poranna kawka z Kafką | Porąbane marzenia | Potężne i głębokie warstwy pierwotnego mitu | Powieść brukowa | Powszechna życzliwość | Powtórka z cynizmu | Poznaj samego siebie | Prawda | Prawda jest jedna i piękna, ale złożona | Prawda popłaca | Prawdziwa metropolia | Prawi i sprawiedliwi | Prawiezmartwychpowstanie | Prawiezmarwtychpowstanie | Prognoza pogody | Pruski smutek | Przecież cię zjem! | Przedagonalny polski agon | Przegląd sportowy | Przeinaczenia | Przez pychę do pokory | Przeżyjesz to, a pote już tylko grób | Przeżyjesz to, a potem już tylko grób! | Przminęło z wiatrem | Prztyczek | Psiapowiednia Majów | Psubrat | Pustka | Pytanie dość retoryczne | Raczej to nie będzie hit | Radosne gonitwy śnieżnych tygrysów | Radość wędrowania | Rejterada Rejtana | Religie nauczą cie pokory | Res Sacra Pecunia | Romans z pop kulturą | Roots, Rock, Reggae | Rozkosze reinkarnacji | Rozmowa nie na telefon | Rozpacz | Rozpacz na wieki wieków | Rozpacz, która podpełza pod gardło | Ruch i świeże powietrze... | Rybołówstwo cudzołożnika | Rycerz pokalany | Samokrytyka | Samotność egzystencjalna | Sekrety pewnego domu handlowego | Seraphic Flames and Heavenly Love | Siedź na dupie i potakuj! | Somatyka | Somatyka logiczna | Spełniona przepowiednia | Spleśniały ser | Sponsorem tej opowieści jest wydawnictwo Błękitny Wieloryb | Sport to zdrowie | Spowiedź morskiego wilka | Stary Sącz i Nowy Sącz | Stary mafioso | Stołeczne stołki | Stratyfikacja społeczna | Suma sumarum | Sumienie rachunku | Sweet Music and Poetry | Sygnały podprogowe | Szalchetne zdrowie | Szczęśliwa pomyłka | Szekspir do żadnej nie należy epoki | Szkarady | Szlachetna gravitas | Szlachetne zdrowie | Słodycze grafomanii | Słówka | Słówko do słówka, a uzbiera się sówka | Tadeusz Bój Jeleński | Taia chińska podróbka | Takie będą rzeczpospolite jakie tego blogu chowanie | Takie tam, pierdoły | Talking Heads | Tania chińska podróbka | Tatiana | Teorie świata nauki | Terapeutyczie | Terapeutycznie | Thames | The Doors. Uchylone drzwi | The Lion cub | The fruit of beauty and despair | To na pewno nie Lec | To nie żadna filozofia | Tragiczne pożegnania | Transformacja duchowa | Trudna sztuka dialogu | Trudno czasmi coś sklecić | Trzylogia | Trója z polskiego | Twarda rzeczywistość | Ty mi tutaj nie filozuj | Tygrysologia stosowana | Tysiac i jeden ptaków | Tysiąc i jeden kotów | Tysiąc i jeden ptaków | Tysiąc różowych kroliczków | Tęsknica | Tęsknota duchowa | Ubekistan | Ucone księgi | Uczeni ludożercy | Uderzenia losu | Uduchowienie | Umrzeć z miłości | Upadek Pierwszego Człowieka | Uroczy wegetarianin | Uszczelnienie systemu podatkowego | Utrata uzębienia | W czym mogę panu pomóc? | Wciąz powtarza się ta sama historia | Wciąż powtarza się ta sama historia | Wdzieczna muzyka przywraca ład serca | Wesola grafomania z morałem | Wiecej broi dla szaleńców w Teksasie | Wieczne powroty | Wiedza radosna | Wielka wygrana | Wielomówstwo, czyli plaga opowiadania | Wierzba płacząca | Wiosny i jesienie | Witch | Więcej broni dla szaleńców w Teksasie | Wojna totalna | Wpis o kształcie piramidy | Wprowadzenie do kruczków prawnych | Wrzucam wszystko do kosza | Wrzątek | Wspomneinei pewnego wspomnienia | Wspomnienie pewnego wspomnienia | Wspomnienie pewnego wspomnienia | Współczesny filister | Wszystkie rybki | Wszystko na A | Wszystko na sprzedarz | Wszystko na sprzedaż | Wygrana | Węzłowato | Wólka Węglowa | Xin Lu, typowa brunetka o granatowych oczach | Z Nietzschego nic nie powstaje | Z księgi wulgaryzmów | Z rupieciarni myśli | Zaczarowany świat zen | Zanim mnie wrzucą do dołu | Zapowiedź Apokalipsy | Zaraz wracam! | Zasada domniemanej winy | Zaskroniec | Zastał Polskę drewnianą... | Zatrzaśnięte drzwi | Zbaw mie Buddo Amido | Zbaw mnie, Buddo Amido | Zdrowy egoizm | Zegar dziejów | Zestrzelenie księżyca | Zginął z rąk słabej kobiety | Zima się nas nie ima | Zjawiskowe | Znak jaskółki | Zrozumieć wartość tego, co nieużyteczne | Zuch zawsze ochoczy! | Zwierzęta pod postacią ludzi | Zwyciestwo konsumpcjonizmu | Ząb mądrości | ie zabijajcie drzew! | ieosobiście | kosmos | Łagodne prawo, ale prawo | Łagodność tygrysa | Śmiechotki, chichotki | Śmiertelna powaga | Śmierć | Światełko w mroku | Świętość, wziętość, nadętość | Życie jest tragiczne | Życie samo | Życzliwe spojrzenia na całość ogródka | Żyć, nie umierać
RSS
piątek, 31 stycznia 2014

         Metafora lustra i umysłu ma swoją długą historię w buddyjskich tekstach.  Jedni mistrzowie mówili, że lustro nie powinno być zakurzone, ale byli też i tacy, którzy byli przekonani, że nie ma lustra.  Ten ostatni pogląd najbardziej do mnie przemawia.  Nie ma żadnego umysłu, ani substancji duchowej.  Nie mamy się w czym przeglądać.  Istniejemy po prostu.  Kiedy wybieram się do lasu, patrzę w niebo lub oglądam na łące kwiaty, nie myślę o umyśle i o duszy.  Czy wszystko ma naturę Buddy, czy nie ma, jest mi to całkowicie obojętne.  Kiedy patrzymy na własną twarz lub poszukujemy swego duchowego oblicza, widzimy zwykle jedno lustro a nie osiem, czy szesnaście, załamujących światło i ukazujących różne nasze odbicia, co byłoby bliższe prawdy.  Na pewno przynajmniej jedno z tych luster ukaże naszą twarz wykrzywioną w grymasie lęku, złości lub bólu. 

         Istnieje też podobno zwierciadło społeczne. Jesteśmy jakoś przez innych postrzegani. Istnieje jakaś opinia na nasz temat, czasami ktoś ją urabia, a czasami kształtuje się ona spontanicznie i jest kwestią przypadku.  Owo zwierciadło społeczne kaleczy nas czasami niepokojem sumienia lub poczuciem odrzucenia (czy nawet śmierci społecznej), ale bywa, że wbija w pychę.  Wystarczy jednak, że na chwilę znajdziemy się w środowisku, w którym nas nie rozpoznają, a lekarz nie usłyszy znajomego "Panie Doktorze", artysta znajomego :Mistrzu", a ksiądz... Wtedy dopiero zdajemy sobie sprawę, ze jesteśmy tylko ludźmi. 

         Automatyczna zmywarka sumienia to nie mój wynalazek. Jest w powszechnym użyciu.  Kiedy komuś przypadkiem dokuczymy - wrzucamy jego sumienie do zmywarki ustawionej w miejscu publicznym i włączamy odpowiedni guzik. Każdy zresztą może przyjść w to miejsce i w miłej, towarzyskiej  atmosferze włączyć zmywarkę.  Po kilku tygodniach nasze sumienie staje się czyste...Miłego zmywania.

czwartek, 30 stycznia 2014

      Mój dziennik rozdzielił się właśnie na dwie części.  Rozwijał się teraz będzie głównie poza blogiem ze względu na osobisty charakter tego, co komunikuje. Tu nie mógłbym pisać o pewnych rzeczach bez poczucia, że mówię o czymś, co dla innych byłoby w jakiś sposób absorbujące, a może nawet kłopotliwe, chociaż bezpośrednio ich w najmniejszym stopniu nie dotyczy.  Bowiem chociaż blog nazywany jest dziennikiem, w istocie nie jest nim.  O wielu rzeczach nie można pisać bez poczucia, że wprowadza się innych w osobiste życie, tworząc atmosferę zwierzeń i albo niepotrzebnie się ich zasmuca, albo zbyt pochopnie wprowadza w radosny nastrój.  Ale ponieważ prawda jest prawdą, istnieje też potrzeba uwolnienia się od poczucia, że o pewnych rzeczach nie można mówić i spojrzenia na życie w sposób, który może nie dla wszystkich jest atrakcyjny (blogi pisze się zwykle dla czyjejś rozrywki lub ze względu na coś, co zewnętrznie przyciąga naszą uwagę), jednak ją wyraża.  I nie jest to kwestia takiego czy innego sposobu narracji, lecz faktów składających się na życie moje i czasami też bliskich mi osób, które w sposób dość prosty można opisać.  Dlaczego więc wspominam o tym?  Na wypadek, gdybym się trochę stąd oddalił.  Jak prawie każdy, kto pisze "na blogu" mam sporo, czasami bardzo dużo, innej pracy.  Ale to nie ona jest powodem, dla którego muszę ograniczyć częstotliwość obecności tutaj.   Przede wszystkim mam poczucie, że zdarza mi się pisać tu rzeczy przypadkowe, których mogłoby równie dobrze nie być po to, aby podtrzymać kontakt z czytelnikiem.  Nawet i 27 000 wejść tygodniowo w sposób naturalny sprawiało, że czułem się zobowiązany do dostarczania jakiegoś następnego tekstu, wiedząc o tym, że spotyka się on z zainteresowaniem lub podtrzyma jakąś istotną dla mnie rozmowę. To wszystko nie przestało być dla mnie ważne i teraz.  Jednak istnieje też potrzeba ocalenia jakiegoś skupienia.  Bez względu na to, co tu robiłem, od opowiadania dowcipów, poprzez opowiadanie bajek lub dziwnych opowieści, a kończąc na wypowiedziach, które odwołują się do jakiejś mniej lub bardziej istotnej myśli, pozostał po tym może jakiś ślad - może kogoś całkiem przypadkowo wprowadziłem w lepszy nastrój swoim tekstem lub przeciwnie - wzbudziłem niepokój, który będzie mógł jakoś zużytkować na własne potrzeby.  W pewnych chwilach jednak życie jest zbyt ciężkie lub powikłane, aby można było nieustannie dzielić się z kimś przypisanym do roli entuzjazmem.  Wrażenie, że to, co starałem się tutaj wyrazić jest smutne lub mroczne, lub przeciwnie - jak twierdzą niektórzy - niepoważne lub nazbyt lekkie, jest tylko złudzeniem.  Pisałem tu rzeczy bardzo różne i z tego  właśnie braku konsekwencji czy skrupulatnej kontroli najbardziej się chyba cieszę.  Przypadkowość, która jest jedną z głównych właściwości życia nie powinna być może najważniejszą cechą twórczości, jednak pewien jej nadmiar sprawia czasami, że jest ona bardziej żywa.  Jak aktor, który grał tu wiele przypadkowych i drugoplanowych ról będę zadowolony, jeśli ktoś polubił lub docenił chociaż jedną, choć aktorem przecież być nie pragnę i jak prawie wszyscy jestem mimo woli...

        "Zaklęcia to piękne słowa" - napisał Apulejusz, cytując słowa Platona o pewnym Traku, który był magiem, a ja je przytaczam, żeby popisać się swoją uczonością.  Zima pewnie sama, bez zaklęć, w końcu odejdzie, bo nie będzie miała już nic więcej do roboty.  Na wiosnę nie jestem jeszcze wewnętrznie przygotowany.  Pewien pułkownik mówił na swoim wykładzie (podczas moich studiów), że "na wiosnę ptaki świergolą" i on wtedy każe żołnierzowi nosić się na barana.  Pewnie mu to sprawiało jakąś przyjemność.  Wykład zaczynał od stwierdzenia: "Ale mnie dzisiaj głowa boli" i robiąc zbolałą minę mówił: "To wy się teraz przygotowujcie do odpowiedzi, a ja sobie poczytam". Czytał jakąś gazetę, a później wracał do wykładu na temat "Marksiz, leniniz o wojnie i wojsku".  Kiedy  snuł swą opowieść o wiośnie, włączył później audycję radiową zatytułowaną "Honor żołnierza".  Był z tego potem niezły egzamin. Nie wszyscy go zdawali.  Miał człowiek poczucie humoru.

                - Dlaczego właściwie ludzie coś mówią?  Jeśli moje słowa służą próżności i głaskaniu ego, to czemu służą Twoje słowa? - spytał wojownik Toru.

          Nezumiego wtedy nie było i nie mógł odpowiedzieć.  Zresztą pytanie nie było skierowane do niego.

                - Może język jest czasami lekarstwem na hemoroidy bliźniego?  - spytała Natsumi. 

             

środa, 29 stycznia 2014

        Dwa razy już słuchałem "Innego świata" Herlinga-Grudzińskiego.  W dwójce ktoś go bardzo dobrze czyta.  Przypomniała mi się lektura tej książki sprzed lat i zauważyłem, że odbieram ją teraz zupełnie inaczej.  Kiedyś wydawało mi się, że to rzeczywistość choć niewysłowienie ponura, a przede wszystkim wstrząsająco nieludzka, ale jednak dawno już zamknięta.  Teraz miałem zupełnie inne wrażenie.  Potworna opowieść mówiła przecież o ludziach, a w pewnym sensie ludzie są wszędzie tacy sami.  Ostatecznym powodem niewysłowienie okrutnej, powolnej, niewyobrażalnej śmierci bohatera dzisiejszej opowieści było nie to, że uwierzył w stalinowską religię, a ta go zniszczyła, ale że nie potrafił odnaleźć się w stadzie.  Zastanawiałem się, jak mogłem przeoczyć fakt, że niszczenie miłości i ludzkich uczuć ma właśnie taki grupowy mechanizm (podobnie jak w przypadku zbiorowego gwałtu opisanego przez autora w "poprzednim odcinku").  Aż wierzyć się nie chce, że słucham tej opowieści dla rozrywki, bo skończyła się już poprzednia (znacznie weselsza), a to jedyna okazja, aby pobyć z bliską osobą.  Dzielny Wojak Szwejk, którego niedawno w podobnych okolicznościach słuchałem opowiada równie wstrząsające rzeczy, które uchodzą czasami uwadze z powodu sposobu narracji - bo nawet o trupach kobiet i dzieci płynących rzeką Haszek potrafi mówić opowiadając dowcipną i pełną swoistego wdzięku anegdotę.  Jeśli jednak tak jest, a jest tak, jak opisują to owe słuchane przeze mnie dla rozrywki książki, to czy można jeszcze uważać, że człowiek, nie jako jednostka, lecz jako istota społeczna jest dobry, choć dobrym może się rodzi? Czy słusznym jest również zakładać, że człowiek jest tylko produktem swoich czasów i warunków życia?...Wracając później ze spaceru serdecznie zmarzłem i poczułem, że ciągnie mnie do ludzi. Przecież jestem jednym z nich.

      

     

        "Życie jest rzeczą udzieloną przez porządek Natury. Gdy Natura go nam użyczy - jest życie...Życie i śmierć są jak dzień i noc. Ja i ty spoglądamy właśnie na zmianę i jeżeli ta zmiana dosięgnie mnie, jakżebym miał jej się lękać?"

         "Dlaczego siebie określamy jako "ja"?   Śniąc, że jesteś ptakiem, dosięgasz nieba;  śniąc, że jesteś rybą, pogrążasz się w otchłani wodnej. I nie wiadomo teraz, czy mówiący czuwa, czy też śni.  Szczyt zadowolenia nie wyraża się śmiechem, a wymuszony śmiech nie jest zgodny z porządkiem rzeczy. Zgodnie z porządkiem wychodzi się z życia przez przeistoczenie, żeby wejść w nieograniczoną jedność przyrody."

         (Czuang-tsy, "Prawdziwa księga Południowego Kwiatu")

         "Każdy człowiek jest niczym. A równocześnie każdy jest całym światem. "Połóż się już i przestań, i nie myśl już, i nie myśl już." Potem w końcu znużenie zwycięża. Gdy rezygnacja, zmęczenie, poczciwe, łagodne, przychodzą do mnie z pierwszym brzaskiem świtu, mogę wreszcie iść do łóżka, okryć się, zdrzemnąć, zasnąć.

         Każdy świt jest początkiem, albo zaczątkiem. To zmartwychwstanie. Śmierć się oddala, kryje się poza dniem. Ranek jest odrodzeniem i to nie tylko jako symbol. Odczuwamy to fizycznie i psychicznie."

         (Ionesco, "Samotnik")

         Może nie odczuwam tego aż tak dramatycznie. Nie zapalam światła, nie wyskakuję z łóżka i nie biegam po pokoju jak oszalały, na myśl, że umrę, jak robi to ów duży chłopiec u Ionesco.  Jest we mnie trochę więcej rezygnacji u samego początku i mniej buntu na końcu. 

                                                   Patrzą na mnie z tamtego świata Jej ogromne, wilgotne oczy.

                                                   Są jak ciemne winogrona, nad którymi unosi się rój motyli.

                                                   Wpatrzone w nicość, uśmiechają się, ale uśmiech dawno zetlał.

                                                   Nie istnieją już ani wieczna chwila, ani zapomnienie.   

                                                  

       Fotografia mojej poprzedniej koteczki Kitusi stoi w czarnych ramkach.  Jest czarno-biała, bo na niej najlepiej widać futerko kotka, którego pochowaliśmy pod kamieniem nie tak daleko od domu, w miejscu trochę dostojnym i zarośniętym.  Pyszczek i łapki miała białe, ale od lewego oka w górę zaczynała robić się czarna. Ma niezwykle delikatną twarz i jak już kiedyś napisałem była wrażliwa i skłonna do współczucia. Zmarła po dwóch operacjach na chorobę nowotworową.  Mitsuko nie ma zbyt wielu zdjęć, bo nie muszę za nią tęsknić. Taka jest czasami delikatna różnica między światem żywych, a światem zmarłych, czy to są bliskie nam osoby, czy inne czujące istoty (w moim przypadku na ogół koty). Ten drugi świat nabiera czasami powagi, która niewiele ma wspólnego z rzeczywistym życiem, ale istnieje całkiem realnie.  Kitusia była psychicznie delikatniejsza od Mitsuko, która jest istotą niezwykle przystosowaną do życia.  Nie znam drugiej osoby (włączając w to ludzi), która tak łatwo by się relaksowała i której tak niewiele potrzeba do szczęścia.  A kiedy patrzę na zdjęcie Miss Barbary z jej czarnym kotem, który był moim ulubieńcem, dopóki nie przygniótł go worek z cementem  (spadł z rusztowania), myślę o tym, że nigdy nie widziałem tak ogromnego i pokaleczonego po nocnych wyprawach kota.  Było jeszcze w moim życiu kilka.  Ale te trzy na zawsze już pozostaną mi najbliższe.  

wtorek, 28 stycznia 2014

        Słuchałem wczoraj w radiowej "Dwójce" audycji o tym, dlaczego z całej historii muzyki pamiętamy tylko o najbardziej znanych kompozytorach, a inni odchodzą często w mrok zapomnienia i nawet o Vivaldim zapomniano na 200 lat (jacyś tylko szperacze wiedzieli, że był ktoś taki i znali jego niektóre koncerty).  Audycja była trochę rozwlekła, bo trzeba było czymś wypełnić chyba ze dwie godziny i nie miałem czasu posłuchać jej do końca. Pewien kompozytor, o którym mało kto teraz pamięta, był podobno dla Chopina niemalże bogiem - jego znali wszyscy, a młodego Polaka - nikt.  Ale najbardziej sugestywny jest przykład Bachów.  W XVIII wieku, kiedy mówiono Bach, tak jak teraz mówimy (bez dodawania imienia) miano na myśli Karola Filipa Emanuela Bacha, a nie Jana Sebastiana. I były po temu, jak słusznie ktoś w tej audycji mówił, powody, ponieważ to on zrewolucjonizował muzykę i dokonał przejścia od epoki baroku w klasycyzm.  Był też sławnym teoretykiem muzyki. A Jego jeszcze bardziej genialnego ojca ceniono "w części Saksonii" i to głównie jako organistę i uczonego, który produkował zawiłe fugi.  Poza tym prawie nikt o nim nie słyszał, co jak wiadomo zmieniło się później...Ostatecznej odpowiedzi na to pytanie nie poznałem, bo można o tym gadać i gadać bez końca. Istnieją mody, mówiono, reklama i autoreklama, ludzie gonią za nowościami, a świat pędzi cały czas do przodu w szaleńczym tempie...Ale można też o ty myśleć tak, jak stoicy, że i Cezar i Marek Aureliusz, i Dante i Szekspir, i Bach i Leonardo, zostaną wszyscy kiedyś zapomniani.  Wszystko na tym świecie przemija i nie ma nic bardziej złudnego niż pragnienie sławy, o czym mówiono w tej audycji w sposób bezlitosny. Jedynie Mozart płakał po J. Ch. Bachu, który był tak sławny za życia (To ten, który swego ojca Jana Sbastiana, nazwał "upudrowaną peruką"), a inny kompozytor - Hasse, którego utwory wszyscy sobie podobno w całej Europie nucili, został zapomniany w dniu własnej śmierci i tylko pozytywki przypominały jego melodie.  Myśli takie nie pocieszają mnie specjalnie, ale przypominają o tym, że świat istnieje też w swoim wymiarze ponadhistorycznym i że w historii nawet może coś się nie zagubić, ale wkrótce przestanie istnieć i nasza historia, i gatunek ludzki (nie mówiąc już o zachodniej Cywilizacji).  Przez kilka lat byłem członkiem Towarzystwa Miłośników Astronomii. Może dlatego bliski mi jest ten gwiezdny punkt widzenia, chociaż Hindusi doprowadzili go niemalże do absurdu, ukazując niezliczone światy, w których miliardy istnień przechodzą przez samsarę, i w których żadne zjawisko tego świata nie jest uznawane za realne.  Pewnym ryzykiem przyjęcia takiego opartego na kosmicznym dystansie punktu widzenia jest jednak całkowite zobojętnienie, przed którym chronić może tylko bezgraniczne współczucie...Jeśli życie trwa tylko chwilę, to tak ważne jest to, aby ta chwila nie była dla nas i dla innych koszmarem...

       Coraz częściej myślę o śmierci nie jako o czymś, co sam wybrałem, lecz o tym, co nadejść musi.  Byłaby to myśl odważna, gdyby nie poczucie pewnego żalu i lęku.  Niektórzy pogodni i spełnieni ludzie nie boją się śmierci i nie tęsknią za życiem.  O lęku nie ma sensu mówić, bo jest on całkowicie pozaracjonalny. Żal może mieć różne przyczyny.  Każdy może czuć lub myśleć, że za mało w życiu kochał, albo, że czegoś tam nie doświadczy lub nie zrobi i że to, co miało zaistnieć, w związku z tym nie zaistnieje, a także o bliskich, których pozostawi.  Niezwykle pogodny człowiek i wielki filozof David Hume w swoich ostatnich słowach wyraża wdzięczność losowi, że właśnie umiera, bo jego życie jest spełnione, ale spod tego pełnego akceptacji przekonania wyziera pewien smutek - może mógłby jeszcze trochę pożyć.  Hume (może ze względu na swe pochodzenie) lubił myśleć, kiedy i ile miał w życiu pieniędzy i czy to mu wystarczało, czy nie.  Majątek jego rodziny nie był zbyt wielki, a sukcesy literackie nie zawsze przynoszą pieniądze.  W końcu miał dobrą sytuację finansową, ale właśnie wtedy zdrowie go zawiodło. Pozostał jednak do końca bardzo dzielny w znoszeniu cierpienia choroby.  Rousseau z kolei potrafił sobie perswadować, że umrze pogodzony - nie z ludźmi wprawdzie, bo kochał ich tak mocno, że większości aż nie znosił, choć jak był przekonany oferował im wolność, ale z Naturą.  Hume chciał pomóc Rousseau, który miał kłopoty, ale kiedy ten przyjechał do Anglii, dał się wciągnąć w atmosferę niezdrowych publikacji i uśmieszki, i docinki innych traktował zbyt serio.  Ostatni okres życia Rousseau, mimo pewnego materialnego ubóstwa, wydaje się jednak w jakimś sensie piękny, bowiem, jak sobie perswadował, mimo słabnących sił, poczuł w całej pełni, że istnieje i że jest człowiekiem wolnym.  Nie cierpiał, bo pochłaniała go kontemplacja Natury, z którą się utożsamiał.  Hume był podobno człowiekiem wyjątkowo życzliwym, a Rousseau wyjątkowo szczerym. Wspominam o tym z upodobania dla niektórych myśli tych ludzi.        

 

 

     

        Nezumi poszedł w góry i ujrzał w granitowych szczytach lazur nieba.  "Wygląda sztucznie" - pomyślał - "Ale, kiedy zejdę na dół, znów zobaczę łąkę, zieloną trawę, kwiaty i zioła". 

- Penetree de la plus tendre amour - rzekł hrabia wpatrując się prosto w oczy Nastazji.

- Ależ, Makarze Pawłowiczu!  Zupełnie pan zapomniał, że musi pan już iść - powiedziała Nastazja opuszczając głowę.

- Niech mi pani wierzy, Nastazjo Pietrowna, że pluton egzekucyjny może poczekać.  Beze mnie i tak niczego nie zrobią -

- Ale niech pan już idzie!  Wiem, że panu ciężko. W gruncie rzeczy nie lubi pan tego -

- Wolę to niż wieszanie.  Wieszanie jest bardziej uciążliwe i kiedy o nim myślę, ściska mnie za gardło, a kulka...

Zresztą, co ci będę mówił.  Niewinnego nie skazują.  A do krzyku można się przyzwyczaić.  Najgorsze, jak w ostatniej chwili przychodzi ułaskawienie.

Człowiek zwyciężył już samego siebie i jest, uważasz, gotowy na śmierć, ale mówią, że car może nawet od samego początku żartował. Tak, czy owak,

cała walka na próżno.  Niektórzy nie wytrzymują.  No i taki człowiek nie może mieć nawet moralnej satysfakcji z tego, że wytrwał.  To tak, jakby ktoś

ci napluł w twarz, a potem wytarł chusteczką i cała twoja wyniosła pogarda na nic.  Niejeden zbzikował... 

- Ale ty nie jesteś temu winien - rzekła Nastazja - Przecież nawet muchy byś nie skrzywdził! 

- Ach, pardonsik!  Muchy na pewno nie...- uśmiechnął się przyjaźnie hrabia. 

- A nie boisz ty się Sądu Bożego? - wtrąciła się Matriona - Podcierałam cię maleńkiego, byłam jak matka, a ty co robisz?

- Wstyd mi, że takie rzeczy wygadujesz, Matriono!  Służyłaś przecież jeszcze u mojego nieboszczyka ojca.  Boję się!  Nawet  nie wiesz, jak bardzo się

boję.  Sądu i nie tylko.  Boję się, że nie będę potrafił tego żałować. Pan Bóg nie dozwala zabijać człowieka.  Ale, co na to poradzisz?  Duszy diabłu nie

zwrócisz, jak to mówią.                       

-  No i po co tak filozofować? My ludzie prości, matriono -rzekła z przekąsem Nastazja - Nie mamy takich szlachetnych zasad, jak ty... A ty musisz już

iść, Makarze Pawłowiczu - 

          Rano idę Newskim Prospektem, a tu taka wiadomość.  Makar Pawłowicz zastrzelił się!  Nie mogłem w to uwierzyć.  Powiadają, że miał jakiś

karciany dług.  Inni, że z powodu baby.  A jeszcze inni gadają, że to sumienie go zabiło.  Przecież dobro, to dobro, a zło, to zło.  A tu człowiek sam

siebie zabił, bez żadnego prikazu...I tylu ludzi, co na niego przed śmiercią , jak na ojca czekali, osierocił.  Niektórzy powiadają, że to car wszystkiemu

winien i urządzają na niego polowania.  Mówisz, że car nie winien, ale nikt nie słucha - wszystkie gazety się z tego śmieją. Marionetka, bez żadnej

osobowości - piszą. A ta kanalia Bułganin powiada, że to bezduszny system ludzi jak robactwo niszczy.  Myślę o tym od samego rana i strasznie

szkoda mi Makarego Pawłowicza.  Bardzo!...Nie myśleć już o niczym.  Ze spokojem iść przez zamieć.  Na pewno wszystko będzie dobrze...

         2, 49 kosztował mnie owoc granatu, ale nigdy jeszcze takiego nie jadłem.  Był cudownie słodki i zupełnie pozbawiony części oddzielających. Na jednej ze stron poświęconych owocom (jest bardzo łatwa do znalezienia kiedy wstukasz "owoc granatu") przeczytałem przed chwilą, że "w tradycji żydowskiej uważa się, że owoc granatu zawiera 613 nasion na podobieństwo 613 przykazań Tory".  W przypadku owoców zawsze pociąga mnie ich mistycyzm. Jednak pozostaje pytanie, czy dobrze jest pochłaniać wszystkie przykazania w takim tempie.  (Na serce też działa, antyoksydanty zawiera i wielki z niego afrodyzjak - ale o tym akurat już wiedziałem, choć nie wszystkie z tych funkcji są dla mnie równie użyteczne).  Naprawdę nigdy chyba w życiu nie jadłem czegoś równie soczystego i słodkiego...Trudno powiedzieć, dlaczego człowiek pisze takie rzeczy. Ale w "Zeraim", w traktacie "Maaserot" przeczytać możemy coś interesującego na temat kosztowania owoców. "Jeśli drzewo figowe stoi na podwórzu, to ten, kto z niego je owoce jest zwolniony [z wydzielania dziesięciny]. Ale jeśli je połączy, podlega [prawu dziesięciny]...Z winorośli, posadzonej na podwórzu, można wziąć całą kiść [bez wydzielania dziesięciny]; tak samo jest też z granatem i tak samo z arbuzem -słowa rabbiego Tafrona. Rabi Akiwa mówi: Można brać palcami grona za gronem z winogron, wybierać z granatu ziarnko po ziarnku oraz kroić arbuz [bez wydzielania dziesięciny]" (redakcja przekładu R. Marcinkowski). 

poniedziałek, 27 stycznia 2014

                  "To, co ładne, nie może być piękne."

                  "Gdy używasz słowa "Bóg", nie wskazuje to, k o g o  masz na myśli - a raczej, co myślisz."

                  "W walce byków byk jest bohaterem tragedii.  Rozwścieczony zrazu bólem, umiera długa i straszną śmiercią."

                   "Nie można  b u d o w a ć  chmur.  I dlatego  w y ś n i o n a przyszłość nigdy się nie ziści".

                   "Często boje się obłędu. Czy mam jakieś powody, by przyjąć iż lęk ten nie wypływa, że tak powiem, z optycznego złudzenia:

                    brania czegoś za rozwierającą się pod nogami przepaść, choć niczego tam nie ma?"

                   "Czy niespełniona tęsknota jest tym, co czyni człowieka szalonym? (Myślę o Schumannie, lecz także o sobie.)

                   "Filozofując należy zstąpić w pradawny chaos i czuć się tam dobrze."

                   "To, co teraz piszę, jest może kiepskie; tak więc nie jestem obecnie w stanie wydobyć nic wielkiego, ważnego.

                    Lecz te słabowite uwagi kryją w sobie wielkie perspektywy." 

                    "Ja przystaję tam, gdzie inni idą dalej."

                    (Ludwig Wittgenstein, przekład M. Kawecka)

          Film ma nosić tytuł "Duszna niedziela" i już wkrótce ukaże się na ekranach naszych plazmowych telewizorów.  Opowiada on smutną historię romsko- polskiej relacji widzianej oczami nieszczęśliwie zakochanej w starym Romie nastoletniej Miry W.                  

                               "Na dancyngu tańczą goście, Cygan na gitarze gra" - podśpiewywał smętnie Pan Głodek.

                               - Ja to bym ich wszystkich spalił - powiedział Zdzisiek Twardziel - Poważnie mówię. Żywym Ogniem, jak Sodomę I Gomorę.

                                Dla mnie to jest nieczłowiek...                              

                               - A mnie byłoby szkoda tych koni, co ukradli - zauważyła Jola Osa. 

                               - I przede wszystkim patelni - dodała Mirka - Poza tym ty też jesteś złodziej, choć konia z tobą bym nie ukradła.

                               "Cygan na gitarze gra..." kontynuował z przejęciem Pan Głodek.

                               - Nie Cygan tylko w (...tu następowała wiązanka) Rom - rzekł Zdzisiek - A pożyczać fury z Rzeszy to dobre zajęcie. 

                               - Poszłabym z kimś na dancyng, ale z tobą Zdzizisek nie, nawet gdybyś się odjebał...- żaliła się Mira

                               - No to która ze mną pójdzie, laski? - zaniepokoił się Zdzisiek.

                               "Na dancyngu tańczą goście..." - zaintonował Pan Głodek.

              Żurawie i łabędzie właśnie odleciały i dyrektor Królewskiego Parku Hans Andersen sporo się musiał tłumaczyć królewskiemu kamerdynerowi.

              - Najjaśniejszy pan uznał za niedopuszczalne tolerowanie na stanowisku dyrektora królewskiego parku osoby, która nie ma pojęcia o podcinaniu ptakom lotek.  Na razie jednak polecił mi powstrzymać egzekucję i obniżyć szanownemu panu uposażenie o  300 talarów w miesiącu, co powinno pana nauczyć jego obowiązków.   Gdyby nie pańska siostrzenica, która wpadła w oko generałowi Blombergowi już byś pan nie żył, to znaczy musiałbyś pan szukać sobie innej posady. 

              - Kłaniam się do stóp Najwierniejszemu Królewskiemu Słudze i z pokorą przyjmuję swój los - ślinił się trochę Andersen - Oby pańska małżonka była zawsze zdrowa i w dobrym humorze i za bardzo cię nie łajała, a konkubina, o której głośno...wie pan chyba kogo mam na myśli? doczekała się pięknego dzidziusia.

              - To niesłychana wprost bezczelność - rzekł Blomberg - Dzisiaj jeszcze opowiem Najjaśniejszemu Panu o tym, co tutaj zastałem.    

              - A co zastałeś Blomberg?

              - Nie udawaj!  Wszystkie mimozy w cieplarni zamarzły. Odpowiesz gardłem za ten skandal... - złościł się Blomberg.

              - Czy to będzie taka wiadomość jak ta, którą otrzymają ode mnie "Wiadomości kopenhaskie"? - wycelował chłodno Andersen _ Proponuję pewien interesik.

              Blomberg pochwycił swą laskę i począł nią okładać Andersena. Biegali po śniegu jak dzieci drocząc się ze sobą, gdy nagle przed nimi zjawił się sam król we własnej osobie. 

              - Widzę, że miło o czymś rozmawiacie.  Ale czy to przypadkiem nie korupcja zżera wasze urzędy? Słyszałem Blomberg, że przepuściłeś w karty fundusz na łakocie dla mojej Klary, a może i królewski powóz. A ty Andersen przejadłeś karmę dla ptactwa wodnego, tak że co poniektóre ptaki zamarzły i zbudowałeś sobie z tego altanę. 

              - Ja? - spytał Andersen.

              - Ależ to jakieś nieporozumienie - rzekł Blomberg.

              - Możecie to jednak wszystko naprawić - powiedział łaskawie król - Niech Blomberg wyzwie na pojedynek Andersena, a ten który przeżyje będzie miał moją łaskę.  W przeciwnym razie będę was musiał rozstrzelać, oczywiście nie ja wydam wyrok, lecz jak się domyślacie - sąd wojskowy, bo to mi pachnie zdradą stanu.

              - A nie lepiej, Panie, upozorować wypadek Blomberga. Potknął się podczas przechadzki, złamał sobie nogę i tak nieszczęśliwie uderzył o bruk, jakby go koń kopnął. 

              - Chętnie osobiście zastrzelę Andersena, ale bez żadnego pojedynku.  Włożę mu pistolet dłonie i wyjdzie na to, że miał migrenę - zaproponował kamerdyner.

              - Jest jeszcze trzecie wyjście z sytuacji - rzekł Król - daruję wam, ale chce dziś wieczorem posłuchać śpiewu umierającego łabędzia. Przy czym musi być czarny.  Moja panienka sobie tego życzy.  

         Sporo się nabiegali po parku obaj panowie tego wieczoru, jednak czarnego łabędzia nie znaleźli.  Złapali więc białego, który jakimś cudem nie odleciał, bo prawdopodobnie był kulawy i uderzyli go młotkiem w głowę, aż zaczął śpiewać.  A potem jeszcze zanurzyli w smole, żeby wyglądał na czarnego.  Cały Dwór świętował Wieczór Umierającego Łabędzia, choć wielu dostojników i wiele dam miało pewne podejrzenia. Była muzyka i ognie sztuczne.  Rankiem Król kazał odesłać Andersena i Blomberga pod sąd wojskowy.  Reputacja Królewskiego Parku była uratowana.

             - Wszyscy kochamy Naturę mademoiselle - rzekł nazajutrz król do swej ulubienicy- Nie jesteśmy rosyjskim carem - zażartował.

             - Czy mogłabym dzielić swe łoże z carem? - wybuchnęła śmiechem Klara - Jest naprawdę rozkosznie!

        Ale kiedy to dokładnie było - nie pamiętam.  Zima była taka jak teraz - trochę surowa i mroźna.  I nawet dzikie ptaki gdzieś się pochowały, choć z karmików znika czasami jakaś słoninka.      

           Osho.  Dla Ciebie specjalnie utworzyłem ten wpis, ponieważ kładę się spać i nie wiem, czy się obudzę...tak wcześnie (:  Miłego dnia :)

 

 

 

 

 

          Nie pomyśl tylko, że to jakaś autoreklama. "Specjalnie dla Ciebie stworzyliśmy ten szampon dwa w jednym..." 

niedziela, 26 stycznia 2014

        Jak zwykle zimą uchwyciłem kontury mojego cienia. Tym razem tańczył, jak sufi na tle białego śniegu.  Nie przypuszczałem, że znajduje się w takim radosnym upojeniu.  Ale jest niczym przy kryształowym cieniu pewnej ogromnej choinki.  Za trzecim razem przy robieniu zdjęcia (pierwszą jego wersję zrobiłem dwa miesiące temu) udało mi się osiągnąć ten właśnie kosmiczny niczym nieskażony efekt.  Bardzo się dzisiaj cieszyłem, bo choinka zniknęła.

       W moim pokoju jest tak przeraźliwie ciemno, że pomyślałem nagle o Św. Janie od Krzyża, hiszpańskimi mistyku, który pisał o nocy ciemnej zmysłów.  W mistyce jest przecież utajone światło. To całkiem bezsensowne skojarzenie spowodowało, że zacząłem się rozglądać po pokoju i okazało się, że kot jest na swoim miejscu, a ja muszę zaraz wyjść z domu i że za oknem jest widniej, na co składa się kolor nieba i odblask śniegu.  Sporo jałowej muzyki wylało się z moich głośników. Muzyka jest czasami, choć nie zawsze, piękna, ale słuchałem jej tylko po to, żeby dotrwać do pory, kiedy będę mógł być nieco bardziej życiowo aktywny.  Poczułem się nagle żywą istotą - nie chcę powiedzieć, osobnikiem. Okazało się, że moje ciało (prawie tutaj zamarzam) ma jakąś temperaturę i wiele innych objawów świadczy o moim istnieniu.  Szczególnie pomocny jest kontakt z kotem - to też żywa istota o swoistej temperaturze i właściwościach fizycznych. Wszystkie inne ciała fizyczne - kamyki, muszelki, książki, łyżeczka od herbaty, są przeraźliwie chłodne.  Wyjątek, nie wiem dlaczego, stanowi kromka chleba graham.  Czas zapalić światło.     

       Są ludzie, którzy wiedzą, co powinni czuć inni, skąd się biorą ich negatywne emocje i psychiczne zahamowania, i jaka jest recepta na powszechne szczęście.  Dobrze, kiedy znają siebie samych, jeśli opierają się na jakiejś wiedzy i kiedy nie czują się nieomylni...W sferze dotyczącej psychiki wszelka arbitralność bywa jedynie szkodliwa.

       A oto jedna z najbardziej udokumentowanych literacko psychologicznych prawd.  "Dla współczucia z cierpieniem wystarczy serce ludzkie; ale dla pełnego odczuwania cudzej radości, na miarę radości - trzeba serca anielskiego."  (S.T. Coleridge).  Kiedy mówi tak prawdziwy poeta, czujemy, że możemy w to wierzyć lub nie wierzyć, ale że jest w tym wyraz jakiegoś głębszego ludzkiego doświadczenia.  I niezależnie od tego, czy myślał tak Budda, czy ktokolwiek inny z tych, którzy znali ludzką duszę, prawda taka intuicyjnie do nas przemawia.  Gdybyśmy jednak z tego powodu czuli się w posiadaniu prawdy, to przypominalibyśmy ludzi, którzy trzymając w dłoniach piękny bukiet opadłych liści są przekonani, że pomieszczą w nich wszystkie liście z całego lasu.  Intuicyjność pewnych prawd nie jest wystarczającym dowodem ich prawdziwości i dlatego psychologia rozwijać się musi jako nauka, ku wiecznej udręce serc spragnionych poczucia oczywistości.

         Co wiemy o cierpieniu innych ludzi?  Zwykle niewiele i sądzimy często po pozorach lub opierając się na szczątkowej, często nieadekwatnej komunikacji.  Dlatego buddyjska koncepcja współczucia (karuna) mówi o konieczności jego rozszerzania.  Łatwo jest współczuć najbliższym lub tym, których cierpienie w sposób widoczny nas porusza (np. bezdomnym dzieciom, katowanym zwierzętom, ludziom starym i chorym). Trudniej osobom obojętnym, których cierpienie nie jest na pierwszy rzut oka widoczne, a bywa bardzo głębokie i bolesne.  Jeszcze trudniej wrogom, których odruchowo nienawidzimy, lub którymi gardzimy. Tu już nie możemy liczyć na spontaniczny odruch serca.    

        Jak słusznie pisał Adam Smith w swej "Teorii uczuć moralnych", współczucie dotyczy nie tyle samego cierpienia, co sytuacji drugiego człowieka, która nie zawsze jest dla nas łatwa do ogarnięcia, a bywa i tak, że osoba poszkodowana nie jest świadoma tego,że w danej chwili cierpi (jak np. często dzieci lub ludzie psychicznie chorzy).  Dlatego z pewną pokorą należy wyrokować o tym, kto ile cierpi, czy z odczuwaniem czegoś przesadza i czy sam jest swojemu bólowi winien.  Zdarza się również, że ktoś zupełnie nietrafnie opisuje swe przeżycia i we własnym niepokoju i bólu odsłania to, co jest w nim względnie przypadkowe, nie uświadamiając sobie istotnych przyczyn własnych przeżyć.  Już w starożytności zdawano sobie również sprawę z tego, że pewne cierpienia psychiczne lub moralne mogą być większe od fizycznego bólu (na czym opiera się koncepcja tragedii).

       Schopenhauer mówi o trzech ludzkich uczuciach. Są to współczucie (kiedy utożsamiamy się z innymi ludźmi, jakby ich niepokój i ból były naszym własnym niepokojem i bólem), egoizm (kiedy się od nich oddzielamy) i złość (kiedy się z nimi utożsamiamy, ale chcąc im zadać ból).  Nie egoizm jednak jest według niego sam w sobie złem, lecz złość, czyli czerpanie zadowolenia z dokuczania komuś, z czyjegoś nieszczęścia i bólu (nie należy ich mylić ze złością rozumianą jako rodzaj gniewu).  Niewielu jest ludzi, którzy świadomie kierują się złością.  W przypadku innych jest ona najczęściej nieświadomym odreagowywaniem...  

sobota, 25 stycznia 2014

              Słowa na dzisiaj odczytane z Księgi:  "Niech twoich słów będzie niewiele..." (5, 1) 

              "Nasi mędrcy pouczają: niech usta wydają ci się dwoma ciężkimi kamieniem, które trudno poruszyć" - komentuje komentator.

              Czy nie wystarczy, że serce mam czasami ciężkie jak kamień?  Żadna westchnienie się z niego i tak już nie wyrwie...

             

           Łasiczka i gronostaj pokłóciły się o to, które jest najwdzięczniejszym zwierzątkiem pewnej damy.  Kuśnierz, który dopiero przed chwilą zdjął miarę z damy powiedział jednak: "To z was, które jest piękniejsze będzie kołnierzem mojej Pani".  A wtedy zwierzątka zaczęły się przekrzykiwać: "To ty jesteś piękniejsza! To ty jesteś piękniejszy!".  Dama, jak to dama pozwoliła sobie na kaprys i rzekła:

                              - Jeśli ty jesteś brzydszy gronostaju, to doskonale nadajesz się na futerko -

           Kuśnierz pochwycił więc zwierzątko i zaniósł je do swojej komory.

                              - A ty łasiczko, skoroś taka brzydka, nie będziesz mi więcej szpeciła komnaty. A zatem wynoś się stąd na mróz!

           Kiedy to powiedziała, ziewnęła i poszła spać.  Ale rano zrobiło jej się smutno.

                             - Gdzie jest mój gronostaj? - pyta kuśnierza.

                             - Proszę - rzekł z radością kuśnierz - Mam już lewą część kołnierza. Potrzebuję jeszcze zwierzątka na prawą -

           Dama zezłościła się i kazała wtrącić go do lochu.

                             - W takim razie, gdzie jest moja łasiczka? - spytała służkę. 

                             - Kazałaś ją wygonić Pani i psy ją zjadły - odpowiedziała dziewczyna.

           Po tych słowach służąca znalazła się w tym samym lochu, co kuśnierz i było jej z nim naprawdę trochę niewygodnie. Dama była nieco zafrasowana, jednak z łowów powrócił właśnie jej kochanek i zawołał od progu:

                             - Mam dla Ciebie radosną wiadomość. Kazałem powiesić Marcella, dla którego tak się ostatnio stroiłaś.  Zazdrość jest rzeczą ludzką.  

        Mitsuko właśnie wyszła z szafy, w której spędziła noc oddychając ciężko (szafa to jedyne zaciszne miejsce w moim mieszkaniu, po którym wieje wiatr), a ja po krótkiej nocnej przechadzce napełniłem jej miseczkę.  Gryzie teraz ciasteczka.  Przez całą noc czekałem na coś lub na kogoś.  Mój zmarły przyjaciel, człowiek niezwykle serdeczny, który pamiętał jeszcze wojnę, zwykł w takich sytuacjach pytać: "Na co czekasz?  Na flotę brytyjską!"  Nikt jednak się nie pojawił ani z żywych, ani ze zmarłych.  Za to na lodowatym spacerze dokonałem pewnego ciekawego odkrycia. Sporo pewnie czasu upłynie zanim je zinterpretuję.  Na razie mogę powiedzieć tylko, że odkryłem pewną przedziwną i niezwykle realną formę życia. Coś, co istnieje znacznie bardziej niż ja sam.  Mam zamiar opublikować swoje notatki na ten temat, kiedy tylko literki odtają.  Mam nadzieję, że stanie się to już niedługo.  

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 6