Kategorie: Wszystkie | "Dziewczyny, bądźcie dla nas dobre na wiosnę" | ...bez końca | 0 | 100O i jeden Rabinów | A Puszkina też zapuszkują? | A moze to tylko pomieszanie zmyslow | A nie lepiej być purystą? | Aaaaaaaaaaaaaa...aalfabeta | Ach, gdzież jest litość lub wspolczucia pozór? | Ach, gdzież jest litość lub współczucia pozór? | Adam Mic - Kiewicz | Adaś i Ewka | Aforystyka | Amerykański sen | Autopsychoterapia | Bez sensu to to! | Bez szaleństwa... | Bezmyślne okrucieństwo | Bezradność | Biedna Szymborska | Biedny Kapturek! | Bliźni miłości | Bliźniego miłość... | Blondyn | Blue Bossa | Bojaźń i drżenie | Bratnie dusze | Bruner, ty świnio! | Buddyzm w życiu codziennym | Bóg mi poskapił tej anielskiej miary... | Bóg mi poskąpił tej anielskiej miary... | Bójstwo samo | Caritas | Chiziofrenia | Choroba na śmierć | Chwila ułudy | Chwila wytchnienia | Chłodne upojenie | Cierpienia i radości | Cierpienie i radość | Cleen feed | Cnota niedoli | Co slina na język przyniosła | Co tam panie w polityce? | Co w niebie piszczy | Co ślina na język przyniosła? | Corrida | Coś dla duszy... | Coś tak wulgarnego | Cudotwórstwo | Czarna Perła Tao | Czarny tulipan skrzyżowany z czarna różą | Czarny tulipan skrzyżowany z czarną różą | Czary Mary | Czego nie przysięgał Hipokrates? | Człowiek nie jest rzeczą | Człowiek to brzmi dumnie, ale nie u mnie | Często chowa | Częstochowskie rymy | Deficyt aniołów | Delightful! | Demokratyczne wybory w Oczodołach | Diabłoterapia | Dla wszystkich i dla nikogo | Dnieje | Do samego siebie | Dodatek | Dowcipas dnia | Duma narodowa | Dusze drzew | Dyskretna mgiełka autoironii | Dzielność | Dziki kapitalizm | Dzisiejsza młodzież | Dzisiejsza młodzież nosi ładną odzież | Egzystencjalizm jest chumanizmem | Ekonomia zbawienia | Elegancja Francja | Elegijnie | English gentelman | English gentleman | Epicurus | Ewa tylko ziewa | Falochron | Female | Filozofia bez uczoności | Forever Loving Jah | Gadu, gadu | Gadu, gadu, trochę więcej jadu | Gal Anonim | Gaz dla pedałów | Gaz dla pedałów, młot dla sierpów | Gdy rozum śpi... | Gendarme | Genek, gienialny gieniusz | Geno Typ | Gorący uczynek | Grabarz | Grabarz nonsensu | Gry i zabawy literackie | Głupota przysłowiem narodów | Głębie i tajnie Podświadomego | HIstoria nauczycielką bicia | Herbatka zen | Homo economicus | Homo sapiens czy Homo politicus | Humor absurdalny | Humor nieco absurdalny | Humor, satyra, panie... | I rekiny w oceani mają zębów cały rząd | I rekiny w oceanie mają zębów cały rząd | Indie Wschodnie i Zachodnie | Industrial | Istnieje również wrodzony brak poczucia humoru | Ja tam bynajmniej nie wiem | Jak długo będę jeszcze żył? | Jak uprawiać agresywne dziennikarstwo? Poradnik dla początkujących | Jakże cżęsto powtarza się ta historia | Jakże trudno czasami coś sklecić! | Jan i Małgorzata | Jan z Czarnolasu | Jesienna muzyka | Jeszcze smutniej! | Jeździec Apokalipsy | Językologia | Kaczuszki mandarynki | Karawana idzie dalej | Katedra Adamowego Żebra | Kawa z Kafką | Każdemu według naszych chęci | Każdemu według potrzeb | Każdemu, o czym tylko zamarzy | Kiciuś Miciuś! | Kicuś Micuś! | Kiedy człowiek staje się bestią | Kiedy owce nie milczą | Kij w mrowisku | Kniaź Wiktor | Kochani ludożercy | Kolacja Pani Sowy | Kometa tylko głownia nie ta | Konkwista | Koryfeusz nauki, milośnik sztuki | Koty i inne zwierzęta | Koty, głupoty, palikoty | Kości rzucone są | Kość słoniowa | Kto pierwszy był człowiekiem, kto będzie nim ostatni | Kto pisze teraz historię? | Kuchnia szamańska | Kwiatki Św. Franciszka | Kwiatostan śmierci | Kwitnienie kultury | Kwitnąca wiśnia | La colombina i ciche ukojenie | Lekarzu - lecz się sam! | Lenin wiecznie żywy | Leśmianiada | Lichwiarstwo polskie | Liryki i prztyki | Logika dziejów | Londyńska mgła niepamięci | Londyńskie przygody | Los ofiary | Los puka do moich drzwi | Lotosowy wpis | Ludzie ludziom... | Lunatyzm | Lęk społeczny | Made in Japan | Maligna | Marność nad marnościami | Marność nad marnościami. Rekoleksje Wielkopiątkowe | Marzenia senne | Marzeniologia stosowana | Maszkary i senne dziwadła | Maszkary i senne widziadła odbite w lustrze | Mała czarna z Kafką | Medycyna naturalna | Meine Liebe Augustin! | Melancholia | Melancholia stosowana | Memorabilia | Meszreiw | Meteo | Mgiełka autoironii | Mglisty dzień. Mgła | Mikołak | Mistrz i Małgorzatka | Mistycyzm lunarny | Mistyka i miłość | Mitologia osobista | Mitologia świata | Miłość | Miłość bliźniego | Miłość nie zawsze szczęśliwa | Miś Uszatek | Moc rytuałów | Monada nie ma okien | Mowa potoczna | Mowa ptaków | Mowa serca | Moze ktoś zrozumie, co teraz czuję | Może ktoś się ucieszy? | Może ktoś zrozumie, co teraz czuję | Może to trochę zbyt uszczypliwe | Musicology | Muza lekkich obyczjów | Muzyka przywraca ład serca | Myszoterapia dr Nezumi | Myśli prostego człowieka | Mądrość Natury | Mądrość jak z gazety | Mądrość narodów | Młot na faryzeuszy i hipokrytów | Męstwo bycia | Mówił sen do snu | NIe ma na świecie dwóch takich samych liści, ni kropel deszczu | Na jawie (lecz to, co niejawne pozstaje) | Na stos rzuciliśmy szcześcia los | Na stos rzuciliśmy szczęścia los | Na szczytach hipokryzji | Na zdrowie! | Nad piekną rzeką | Najokrutniejsze zwierzę | Najsłodsza tajemnica | Narastająca senność | Nic dzisiaj ciekawego nie napisałem | Nicość | Nie am dwóch takich samych liści, ni kropel wody | Nie bój się - najwyżej cię rozstrzelają! | Nie czas żałować burz, gdy płoną oczy | Nie czas żąłować burz, gdy płoną oczy | Nie każde szczere złoto jest szczerozłote | Nie ma na świecie dwóch takich samych liści ani kropel wody | Nie ma na świecie dwóćh atkich samych liści lub kropel deszczu | Nie ma takiego smutnego, co by na wesołe nie wyszło | Nie ma zazdrości bez miłości | Nie oddamy nawet guzika | Nie tylko dzielenie włosa na czworo | Nie wiem, ja w ogóle nie myślę | Nie zabijaj! | Nie zabijajcie drzew! | Nie zawsze urocza dzecinada | Niebiańskie szczyty głupoty | Niech pani będzie dzielna! | Niech zapłaczą na moim pogrzebie | Nieco drapieżny wpis | Niekoniecznie ptasi móżdżek | Nienawiść bliźniego | Nieosobiście | Nieprzesłane przesłanie | Niestworzone rzeczy | Nieszkodliwe głupotki | Niewczesna melancholia melomana | Niewczesne rozważania | Niewielka profanacja | Niewielkie przekłamanie | Niskolotnie | No No! Teatr No | No comments! | No no! | Nowa poezja lingwistyczna | Nędzne kabareciarstwo | O Leonardo, po cóż się tak trudzisz? | O dzieleniu włosa na czworo, czyli metodzie scholastycznej | O dzieleniu włosa na czworo, czyli o metodzie scholastycznej | Obciachy | Obscenia i parafrenalia | Obsesja dobrego biustu | Ojej! | Oko w oko z zębem mądrości | Okropieństwa | Okruchy odgrzebane z lawy | Okruchy życia wygrzebane zlawy | Okruchy życia wygrzebane z lawy | Okrutna losu ironia | Orientuj się na orient | Owczarek | Owczarki afgańskie | Owocożerni | PL jak piekło | PO PiS | POeci wszystkich krajów dzielcie się | Pan Tadeusz | Panie pośle, po chrześcijańsku panu wybaczam | Pańska satyra polityczna jest niegramatyczna | Pendant do pewnego przypisu | Perlikowski | Pewna elastyczność zasad | Pewne jak w banku | Piorunujący piorun! | Po owocach poznacie ich! | Po upadku | Pobożne życzenia | Podpatrywanie Natury | Podroby i inne podróbki | Pokolenie Kainowe | Pokorne ciele | Pokorne cielę | Pokusa | Polak potrafi | Polak potrafi! | Politolog i Politowska | Politycznie niepoprawne! | Polonica | Polonika rycerskie | Polucje i ablucje | Pomarańcze i mandarynki | Pomarznąć dobra rzecz | Pomarznąć dobra rzecz! | Pomoc psychologiczna | Poranna kawka z Kafką | Porąbane marzenia | Potężne i głębokie warstwy pierwotnego mitu | Powieść brukowa | Powszechna życzliwość | Powtórka z cynizmu | Poznaj samego siebie | Prawda | Prawda jest jedna i piękna, ale złożona | Prawda popłaca | Prawdziwa metropolia | Prawi i sprawiedliwi | Prawiezmartwychpowstanie | Prawiezmarwtychpowstanie | Prognoza pogody | Pruski smutek | Przecież cię zjem! | Przedagonalny polski agon | Przegląd sportowy | Przeinaczenia | Przez pychę do pokory | Przeżyjesz to, a pote już tylko grób | Przeżyjesz to, a potem już tylko grób! | Przminęło z wiatrem | Prztyczek | Psiapowiednia Majów | Psubrat | Pustka | Pytanie dość retoryczne | Raczej to nie będzie hit | Radosne gonitwy śnieżnych tygrysów | Radość wędrowania | Rejterada Rejtana | Religie nauczą cie pokory | Res Sacra Pecunia | Romans z pop kulturą | Roots, Rock, Reggae | Rozkosze reinkarnacji | Rozmowa nie na telefon | Rozpacz | Rozpacz na wieki wieków | Rozpacz, która podpełza pod gardło | Ruch i świeże powietrze... | Rybołówstwo cudzołożnika | Rycerz pokalany | Samokrytyka | Samotność egzystencjalna | Sekrety pewnego domu handlowego | Seraphic Flames and Heavenly Love | Siedź na dupie i potakuj! | Somatyka | Somatyka logiczna | Spełniona przepowiednia | Spleśniały ser | Sponsorem tej opowieści jest wydawnictwo Błękitny Wieloryb | Sport to zdrowie | Spowiedź morskiego wilka | Stary Sącz i Nowy Sącz | Stary mafioso | Stołeczne stołki | Stratyfikacja społeczna | Suma sumarum | Sumienie rachunku | Sweet Music and Poetry | Sygnały podprogowe | Szalchetne zdrowie | Szczęśliwa pomyłka | Szekspir do żadnej nie należy epoki | Szkarady | Szlachetna gravitas | Szlachetne zdrowie | Słodycze grafomanii | Słówka | Słówko do słówka, a uzbiera się sówka | Tadeusz Bój Jeleński | Taia chińska podróbka | Takie będą rzeczpospolite jakie tego blogu chowanie | Takie tam, pierdoły | Talking Heads | Tania chińska podróbka | Tatiana | Teorie świata nauki | Terapeutyczie | Terapeutycznie | Thames | The Doors. Uchylone drzwi | The Lion cub | The fruit of beauty and despair | To na pewno nie Lec | To nie żadna filozofia | Tragiczne pożegnania | Transformacja duchowa | Trudna sztuka dialogu | Trudno czasmi coś sklecić | Trzylogia | Trója z polskiego | Twarda rzeczywistość | Ty mi tutaj nie filozuj | Tygrysologia stosowana | Tysiac i jeden ptaków | Tysiąc i jeden kotów | Tysiąc i jeden ptaków | Tysiąc różowych kroliczków | Tęsknica | Tęsknota duchowa | Ubekistan | Ucone księgi | Uczeni ludożercy | Uderzenia losu | Uduchowienie | Umrzeć z miłości | Upadek Pierwszego Człowieka | Uroczy wegetarianin | Uszczelnienie systemu podatkowego | Utrata uzębienia | W czym mogę panu pomóc? | Wciąz powtarza się ta sama historia | Wciąż powtarza się ta sama historia | Wdzieczna muzyka przywraca ład serca | Wesola grafomania z morałem | Wiecej broi dla szaleńców w Teksasie | Wieczne powroty | Wiedza radosna | Wielka wygrana | Wielomówstwo, czyli plaga opowiadania | Wierzba płacząca | Wiosny i jesienie | Witch | Więcej broni dla szaleńców w Teksasie | Wojna totalna | Wpis o kształcie piramidy | Wprowadzenie do kruczków prawnych | Wrzucam wszystko do kosza | Wrzątek | Wspomneinei pewnego wspomnienia | Wspomnienie pewnego wspomnienia | Wspomnienie pewnego wspomnienia | Współczesny filister | Wszystkie rybki | Wszystko na A | Wszystko na sprzedarz | Wszystko na sprzedaż | Wygrana | Węzłowato | Wólka Węglowa | Xin Lu, typowa brunetka o granatowych oczach | Z Nietzschego nic nie powstaje | Z księgi wulgaryzmów | Z rupieciarni myśli | Zaczarowany świat zen | Zanim mnie wrzucą do dołu | Zapowiedź Apokalipsy | Zaraz wracam! | Zasada domniemanej winy | Zaskroniec | Zastał Polskę drewnianą... | Zatrzaśnięte drzwi | Zbaw mie Buddo Amido | Zbaw mnie, Buddo Amido | Zdrowy egoizm | Zegar dziejów | Zestrzelenie księżyca | Zginął z rąk słabej kobiety | Zima się nas nie ima | Zjawiskowe | Znak jaskółki | Zrozumieć wartość tego, co nieużyteczne | Zuch zawsze ochoczy! | Zwierzęta pod postacią ludzi | Zwyciestwo konsumpcjonizmu | Ząb mądrości | ie zabijajcie drzew! | ieosobiście | kosmos | Łagodne prawo, ale prawo | Łagodność tygrysa | Śmiechotki, chichotki | Śmiertelna powaga | Śmierć | Światełko w mroku | Świętość, wziętość, nadętość | Życie jest tragiczne | Życie samo | Życzliwe spojrzenia na całość ogródka | Żyć, nie umierać
RSS
czwartek, 18 kwietnia 2019

 

 

       W pustce tego dnia

       ujrzałem gawrona

       pochylonego nad kałużą

       pił wodę tak łapczywie

       jakby w padającym deszczu

       utopiło się słońce

       być może od tego zależało jego życie

       pomyślałem

       a gawron skinął głową

      

 

      

      

 

 

      Wczoraj blogerka Irsilla, osoba

skądinąd sympatyczna, nazwała

forum blogowe Luny schizofrenicznym,

wpisujących komentarze osobami

chorymi, Danka - "idiotum nienazwanym,

poza wszelką logiką", a mnie określiła

mianem rzucającego kalumnie.

Tak jej się zebrało w przypływie

szczerości, choć zupełnie nie wiem

- dlaczego!  Czuję się niemal zaszczycony,

ale i niewinny, bo kalumnii nigdy na

nikogo nie rzucałem.

     A ponieważ trzeba też trochę ludzi

dzielić czy sortować, wyraziła uznanie dla

zdrowego rozsądku Piotraratyńskiego, co

przyjąłem z uznaniem, choć jak widać,

sama go nie posiada...Dodam przy okazji,

że nedzny.padol i kilka innych osób

wykazuje również sporo zdrowego

rozsądku.

     Powinienem też jej zdaniem

"przeanalizować swe utwory pod względem

literackim czy innym." To chyba jeszcze

żadnemu autorowi nie zaszkodziło i Jej by się

z pewnością czasem przydało. :-) 

     Autorka rzeczonego komentarza

uważa, że powinien się poddać rygorom

filozofii, skoro ją wykładam. To akurat

uważam za dość istotną uwagę, choć

Luna nie jest blogiem filozoficznym, lecz

właśnie literackim. Sądzę jednak, że

moja filozofia życia jest w niej mimo

wszystko widoczna i mogłaby i dla niej

mieć pewną wartość, gdyby zechciała

ją bez uprzedzeń zauważyć.

     Na zakończenie składa zelżonemu

nieco gronu świąteczne życzenia. :-)

Wyczuwam w tym jednak jakiś

resentyment...Dlatego na Jej komentarz

odpowiedziałem tak, żeby bez wahania

mogła mi oddać, nie czekając na

lepszą okazję. ;-) 

    

 

 

 

środa, 17 kwietnia 2019

    

     W księgarni taniej książki przejrzałem

książkę, która trochę mną wstrząsnęła.

Były w niej krótkie opisy życia hitlerowskich

dygnitarzy (zbrodniarzy), a przy tym różne

zdjęcia i ocena, jak zachowywali się w

oczekiwaniu na wykonanie wyroku (ktoś 

zachowywał się jak tchórz, inny popadł w

zobojętnienie, a jeszcze inny dzielnie

stawił czoła sytuacji), a także ich zdjęcia

po jego wykonaniu, a czasem i

wypreparowane mózgi.  Ta książka to

widome świadectwo tego, że zwycięzcy

czasem niewiele byli więcej warci od

pokonanych w tej wojnie. Jej perspektywa

jest wyraźnie sadomasochistyczna

i jest wyrazem satysfakcji z zemsty.

Podobnie jak rozkaz oprawcy, który

żąda od wieszanego, aby podał swe

nazwisko.  Czasem mam wrażenie, że

tylko przypadek lub zbieg okoliczności

sprawia, że jakiś człowiek staje

po stronie sił dobra w walce ze złem

(a nie odwrotnie).  Ci, którzy pastwili 

się nad hitlerowcami czasem nie byli

od nich lepsi i to niekoniecznie akurat

ludzie Stalina...Choć oczywiście

rozumiem, że zbrodnie rozpalają

nienawiść i pragnienie zemsty, nawet,

jeśli ktoś osobiście nikogo nie zabija,

a jedynie wydaje rozkazy zza biurka

lub jest ideologiem zbiorowego obłędu.

    Kiedy jednak osądzamy innych,

to warto się strzec tego, aby się do

nich nie upodobnić.

    W innej książce czytałem o tym jak

Anglicy i jankesi zmuszali jakiegoś

hitlerowca do tego, aby się rozbierał

podczas mrozu, a przy tym pluli na

niego i okładali go pięściami. A jeszcze

bardziej wstrząsnął mną opis

niemieckiego miasta, w którym 

żołnierze Armii Czerwonej brutalnie

gwałcili kobiety i dziewczynki,

a potem wkładali im potłuczoną

butelkę w miejsce intymne i

umieszczali na wystawie sklepowej.

(Niemcom nie wolno było później

skarżyć się na podobne zbrodnie). 

W jednym z obozów koncentracyjnych

w Polsce na Śląsku Rosjanie, za

zgodą polskich władz (lub może

nie pytając ich o zgodę) wrzucili

kobiety przyłapane na tym,

że opłakują zmarłych, do dołów, w

których rozkładały się ciała

niemieckich żołnierzy.  Wiele z nich

zmarło...Zbrodnie hitlerowskie

w Rosji i na Ukrainie miały często

charakter apokaliptyczny, a do

rosyjskiego wojska brano też kryminalistów

i sadystów. Jednak ta druga zbrodnia

miała miejsce już po wojnie, w czasach

pokoju, na terytorium innego państwa.

      Te impresje zatytułowałem "Chwila

historii" - nie "Chwila histerii."  Ale

martwi mnie to, że całe pokolenie

młodych ludzi nie ma świadomości,

czym była nie tak dawna historia i

chyba dlatego tylko mogą mówić, że

wojna jest czymś dobrym...a ich 

wolność nie jest w niczym zagrożona,

bo mają net i elektryczne hulajnogi.

 

 

 

wtorek, 16 kwietnia 2019

 

    Stałem obok Św. Piotra i widziałem,

jak bogacz próbuje wejść do nieba. 

Niestety nie zmieścił się w bramę i nie

przeszedł przez ucho igielne ;-)

     - A to, co? - spytał mnie Klucznik.

- Coś płonie?   Ten malutki punkcik,

o tutaj! -

    Jest dla mnie rzeczą zadziwiającą

godzenie chrześcijańskich przekonań

z apologetyką zachłanności, wyzysku,

bankowej lichwy, korporacyjnego terroru

i poniżenia człowieka. 

     Podobno w Afryce dzieci umierają z

głodu obok pól, na których rośnie zboże

zachodni korporacji. 

     Wśród lamentów z powodu zagłady

katedry usłyszałem, że jest tam korona

samego Chrystusa, którą papież zhandlował

ongiś królowi francuskiemu. ;-)

    Nie, nie cieszę się z tego, że katedra,

zamieniona niegdyś przez rząd rewolucyjny

w magazyn, płonie.  Okazuje się, że remonty

są niebezpieczne, bo łatwo o zaprószenie

ognia i że we francuskiej straży pożarnej

nie było chyba ludzi, którzy chcieliby

ryzykować życie. Jej szef powiedział, że

najważniejsze jest chronienie życia

strażaków. Katedra płonęła sobie

w najlepsze, a oni bardzo ostrożnie ją

ratowali, żeby niczego przypadkiem nie

uszkodzić ;-)  Ale to być może tylko takie

zewnętrzne wrażenie. Nie wiadomo, jak

było naprawdę i dobrze, że nikt ze

strażaków nie zginął. (Niestety jeden

ze strażaków odniósł poważne obrażenia,

a kilkudziesięciu zatruło się oparami).

    Moi znajomi z Facebooka wylewają

łzy rozpaczy, podobnie jak historyk

sztuki dr Ogórek, która mówi przy okazji,

że "Marcon kłamie, albo będzie kłamał." ;-)

Mnie też katedry szkoda. Niewiele

widziałem średniowiecznych katedr, a

każda z nich to cudo...Ale może

jeszcze bardziej szkoda mi milionów

ludzi, którzy na tym cierpiącym z

przejedzenia świecie codziennie umierają

z głodu, albo żyją w skrajnej nędzy

i poniżeniu. Dla wielu ludzi świat jest

płonącym piekłem...A miłości, bez

której prawdziwe piękno nie istnieje

jakoś nie widać.

     

 

    

niedziela, 14 kwietnia 2019

 

 

       Sen

       śmierć

       mrok

       nie ma nawet mroku

       czyste nic

   

       Himmler nie strzela

       wyjmuje notes

       i zapisuje w nim cyferki

       przy dole z wapnem

       robi mu się niedobrze

       skarży się na to

       w liście do żony

  

       współczesny doktryner

       wylicza ile zaoszczędzić

       na szpitalnym łóżku

       papce dla chorego

       i zabiegach

       aby nie dopuścić

       do pożałowania godnej

       nieoszczędności

       odwraca głowę

       nie może patrzeć

       na to gówno ludzkie

             

             

      

sobota, 13 kwietnia 2019

 

     Napisałem kilka nowych tekstów

dla Bloxa, który za chwilę każe mi się

stąd wyprowadzać...Niedługo będę

musiał też wyprowadzić się z pokoju,

w którym mieszkam i piszę swe teksty

- być może na ulicę.  Dobrze, że Pan

Bóg nie każe mi się wyprowadzać z

życia...Wiem, że "wszystko płynie", ale

system społeczny, który wciąż podtapia

ludzi nie jest racjonalny. Prawdę mówiąc,

to szczyt głupoty!

      Podoba mi się tekst o Suitach na

wiolonczelę solo Bacha, a raczej o ich

skrzypcowej transkrypcji.  Jest jasny,

a nawet wchodzi w wiele istotnych

szczegółów dotyczących interpretacji. 

Zauważyłem jednak, że nikt prawie 

nie czyta moich tekstów o muzyce,

nawet gdy są o wiele łatwiejsze w

odbiorze i bardziej ogólne.

      Drugi odrzucony przeze mnie tekst,

to dość osobisty liryk.  Podoba mi się

jego nastrój i szczery ton, ale nie chcę

słuchać strofowania, że brakuje

mi optymizmu króla Dawida, albo, że

mam świadomość postkomunistyczną.  

     Trzeci tekst, to krótki esej o wartości

współczucia. Nie chodzi w nim o to,

aby ładnie napisać o tym, że warto

zauważać potrzeby i sytuację

innych i czasem komuś pomóc.  Tekst

mówi krótko o tym, czym jest etyka

współczucia i jakie trudności trzeba

pokonać, aby współczucie pogodzić 

z racjonalnym działaniem.  Jak na

potrzeby bloga jest jednak za długi...

      Dlatego przychodzę tu dzisiaj z

pustymi rękami. 

      Wspomnę tylko o tym, jak wzburzył

mnie tekst o polityce prywatności

pewnej firmy. Jest tak długi i pokrętny,

że nikt go nie przeczyta, a konkluzja

jest taka:

       Zaakceptuj nasze zasady (kliknij

"akceptuję"), albo wy...dalaj!  Możesz

też nie udzielić nam zgody na

przetwarzanie niektórych danych, które

zbieramy o twoim życiu prywatnym,

kontaktach i zainteresowaniach oraz

poglądach, ale wpłynie to bardzo

niekorzystnie na jakość usługi, jeśli 

jej zgoła nie uniemożliwi.  Zniszczymy

oczywiście twoje dane, kiedy przestaną

nam być potrzebne. Ale do tego czasu

będziemy cię śledzić i udostępniać

informacje o Tobie innym podmiotom.

To dla twojego dobra, żebyśmy mogli

Tobą manipulować.

     Przecież to przemoc tak jawna, że

mówienie o demokracji, o zachodniej

kulturze, o prawach człowieka, o wolności,

to kpina!

    Tak więc istnieją obecnie, poza 

przymusem ekonomicznym, dwa

podstawowe mechanizmy zniewolenia: 

    - podtapianie człowieka tak, aby

z obawy przed utonięciem zmienił się

w posłuszny automat;

    - gromadzenie informacji na temat

osoby po to, aby móc ją wykorzystać

ze szkodą dla niej.

    Trzeci potężny mechanizm to

wszechwładne ogłupianie...

 

 

 

piątek, 12 kwietnia 2019

     

     Izolda Furman i jej siostra Sybilla

mieszkały w małym dworku w okolicy

Pardw.  Nieopodal są słynne leśne

grzęzawiska, w których podczas

każdej wojny topią się całe armie.

    Ojciec sióstr był młynarzem, ale

Izolda uwiodła młodszego od siebie

i delikatnego hrabiego Bukszpana,

który pojął ją za żonę, i wkrótce

zmarł na galopujące suchoty. Hrabia

pozostawił po sobie oprócz dworku

fortepian, zapuszczony ogród i

dwanaście skomponowanych

przez siebie nokturnów, raczej w

stylu Faure niż Chopina, czy Fielda.

Izolda była dla niego uosobieniem

zdrowej jurności i witalności ludu.

A już wprost uwielbiał jej prostackie

poczucie humoru. Na jego pogrzebie

również dało ono o sobie znać:

      - Zostałam wdową, bo mój mąż

nieboszczyk to gruźlyk. Ile kompletów

pościelowych zabrudził zanim raczył

wyzionąć ducha!  Ręce sobie urobiłam

po łokcie. -

      Po słowach tych wybuchnęła płaczem

tak szczerym, że wszystkim żałobnikom

podeszły serca pod gardło. A wzruszona

matka denata przytuliła ją mocno nie

mając pojęcia o tym, że jej synowa

podawała mężowi w polewce trutkę

na szczury, ostrożnie i przemyślnie 

dawkowaną.

      Po jego śmierci wdowa sprowadziła

do siebie starszą siostrę. Sybilla miała,

jak to się mówi, dobre serce, ale ulegała

podszeptom Izoldy. 

     Siostry miały dość osobliwe

zainteresowania, które jednak

skrzętnie ukrywały przed światem, o co

w odludnej i nieco ponurej okolicy nie

było trudno. Dopiero po nagłym zgonie

Izoldy Furman-Bukszpanowej zainteresował

się nimi Lange, policmajster z Kresowic,

człowiek nie bardzo bystry, ale za to

dociekliwy.  Ustalił on ponad wszelką

wątpliwość, że kobiety zwabiały do siebie

zamożnych mężczyzn, których zapoznawały 

w kresowieckich kawiarniach, a także

podczas spacerów i mszy i po krótkim z nimi

obcowaniu uśmiercały ich, a zwłoki

topiły w nieużywanej studni albo tuczyły

nimi inwentarz. Lange szybko wykluczył 

jednak zarówno motyw rabunkowy,

jak i ekonomiczny.  Zachodził w głowę,

czemu miały służyć zagadkowe mordy.

Była to najtrudniejsza sprawa od

czasu, kiedy dostarczył prokuratorowi 

dowody winy Rebeki Jonasz, która,

jak był przekonany, zamordowała

niemowlę dla pozyskania jego krwi

w celach rytualnych.  Ubolewał jednak

głęboko nad tym, że prokurator

zlekceważył jego niezbite dowody.

Tym razem było jednak inaczej i 

w pewien sierpniowy wieczór Sybilla

Furman została powieszona w

kresowieckim więzieniu.  Jej ostatnim

życzeniem była prośba, aby

wypreparowano z jej czaszki mózg

i umieszczono go w galerii sławnych

zbrodniarzy. Jednak po wykonaniu wyroku

lekarz więzienny doszedł do wniosku, że

obiekt ten nie był zbyt interesujący.

Wyglądał banalnie jak wszystkie inne.

Trochę przypominał zawartość

rozłupanego włoskiego orzecha. Ale był już

też nieco zniszczony przez brak dopływu

krwi...I tak pamięć o zbrodniarce i jej siostrze

stopniowo zaginęła.

     Wskrzesił ją dopiero niedawno

grafoman i wizjoner, poeta Jan Powolny,

który w swych "Memuarach dla Lizaviety

i jej jaszczurki Nais" napisał, że

kiedy po śmierci klinicznej znalazł się

na chwilę w niebie, ujrzał tam dwie

piękne kobiety, będące niewątpliwie 

siostrami, z których jedna miała pętlę

na szyi. Od razu rozpoznał w nich

siostry Furman. A co więcej, kiedy w

chwilę potem znalazł się w czeluściach

piekła, zobaczył tam pomordowanych

przez te anielskie istoty, lizanych przez

płomienie lub topiących się w oceanie

ognia. Pan Prokurator zaś smażył się

w najlepsze w oleju.

    "Żałuję, że nie mogłem pozostać

tam dłużej, aby cieszyć się podobnymi

widokami.  Atoli należy to do boskiej i

nieprzeniknionej poezji, że Bóg osądza

często ludzkie winy i niewinność inaczej

niż się tego spodziewamy.  I ten, kogo

uważamy za niewinnego lub świętego,

cierpi męki w płomieniach, podczas gdy 

potępieniec spaceruje po niebiańskich

ogrodach." - konkluduje Powolny.

      Przyznam się, iż nie wiem, co o owej

historii sądzić. Powolny to dla mnie

żaden naukowy autorytet.  Raczej mistyk

i fantasta.  Nawet, jeśli nie miał złych

intencji, być może coś sobie uroił, jak

wielu z tych , którzy opowiadają o wizjach

podczas śmierci klinicznej.  Z drugiej 

strony psiogłowe mścicielki Erynie,

to postacie mitologiczne całkiem realne...

Kto wie?

 

 

 

 

 

     

czwartek, 11 kwietnia 2019

    

   - Życie jest kroczeniem nad przepaściami -

powiedziała Pani Ogawa.

   - I chyba wiemy już, jak skończy się 

nasza wędrówka? - dopowiedziałem.

   - O tak!  Choć niektórzy wierzą w duchy

i roją sobie, że jest coś po śmierci. -

   -  W takich sprawach musimy chyba

polegać na własnym rozsądku. - dodałem.

- Niech każdy wierzy w to, w co chce

wierzyć. -

    Pani Ogawa uśmiechnęła i schwyciła

paluszkami martwą ćmę. Skrzydełka miała

biedaczka jasno szare, ale na nich

znajdowały się czarne niby-oczy. 

    - Tej małej wydawało się, że jest

nieśmiertelna.  Ale wystarczyło, że mój

Neko zahaczył ją pazurem, żeby 

uprzytomnić nam nicość jej pragnień.

Wstrętne kocisko! -

    - Dzięki temu nie spłonęła w płomieniu

lampki. - zauważyłem.

    - Tak Nezumi, jesteśmy skazani na

śmierć. Nie wiemy tylko, kiedy ona nastąpi.

Przecież człowiek może się przeziębić,

zadławić, albo potknąć na prostej drodze. 

A ty każdego dnia możesz spodziewać się

końca.  Współczuję ci... -

    - Dlaczego Neko się oblizuje? - spytałem.

    - Polował na ćmę, a ja mu przeszkodziłam.

Uważam, że w Sparcie był dobry zwyczaj.

Takich jak ja zrzucano ze skały. Z drugiej

strony, biorąc pod uwagę mój intelekt i

współczujące serce powinnam chyba być

nieśmiertelna. Opowiem ci historię o

Marii Sybilli Merian. Całe życie poświęciła

zdobywaniu przyrodniczej wiedzy i cudownie

malowała motyle i kwiaty, we wszystkim 

widząc boskie piękno.  Ale z woli Boga

w Surinamie zapadła na malarię, a po

powrocie dopadł ją paraliż i zmarła w

nędzy i w zapomnieniu. Tak się jej

Najwyższy odwdzięczył za to, że Go

wielbiła! -

     - Za to teraz jest sławna... -

     - I co z tego ma? -

     Mówiąc to Pani Ogawa zirytowała się,

pokruszyła i roztarła w palcach ćmę i

wrzuciła ją do kosza od śmieci. Neko od

razu tam pobiegł.

     - I tak kończy nieśmiertelna dusza! -

rzekła Staruszka. - Nawet ten głupi

kot o tym wie!  A ty wciąż unikasz tematu. 

Zauważyłem, że nigdy nie mówisz wprost,

co myślisz. Albo boisz się, że uderzysz   

w niewłaściwy ton, albo chcesz chronić

spokój swoich rozmówców.  Doceniam

twoją dobroć i estetyczny gust, ale czy

nie lepiej byłoby, gdyby ludzie odchodzili

stąd bez złudzeń?  Dobrze, że chociaż nie

zasłaniasz się wymówką, że nie wiadomo,

co jest prawdą, a co złudzeniem. -

     - Nie jestem tego pewien. Ludziom

potrzebna jest nadzieja. Pewien chłop

wziął do ręki pszeniczny kłos i ściskając

go czule powtarzał: "Narodzi się nowe

życie!" -

     - I nie powiedziałeś mu prawdy?

Przecież nasze dzieci i wnuki zupełnie

nas nie przypominają. Jak można trwać

w złudzeniu, że jesteśmy nieśmiertelni?

Może będą nas klonować czy duplikować,

jak to czynią od wieków bakterie. Ale co

to ma wspólnego z naturą i pięknem

życia? -

     Rozmawialiśmy jeszcze trochę, a

tymczasem Neko zjadł szczątki ćmy.

Był zimowy wieczór i oboje z Panią Ogawą

wiedzieliśmy, że może po raz ostatni

patrzymy razem na pełnię księżyca przez

przymgloną okienną szybę...

    

 

 

 

 

 

 

 

    

środa, 10 kwietnia 2019

 

    Siostry Grobówny spały spokojnie

w jednym grobie na cmentarzu w Dziurze

Przyłąckiej. Spoczywały tam ledwie

osiemdziesiąt lat, ale ponieważ nikt

z ich rodziny nie płacił już za grób,

rozkopano go i pochowano w nim

inną osobę. I stała się rzecz straszna.

Ich upiory poczęły dusić każdą

odwiedzającą to miejsce osobę.

Jednej tylko stryjecznej siostrze

nieboszczyka udało się uciec do

pobliskiego lasu. Zdyszana próbowała

złapać powietrze, ale w krzakach czaił

się morderca.  Tak więc nie usłyszymy

od niej relacji o tym zdarzeniu. A słuch

o samym mordzie zaginął, bowiem

prokuratura zamorzyła śledztwo z braku

dowodów, kiedy podejrzenie padło na

stójkowego.

     Ksiądz Alfred Dobrodziej próbował

sprzedać tę cmentarną działkę firmie

zajmującej się utylizacją odpadów.

Wcześniej jednak sprowadził ekipę

filmową i nakręcono tu film zatytułowany

"Tajemnicze śmiercie w niewyjaśnionych

okolicznościach." Premiera filmu odbyła

się w kinie "Jutrzenka" w mieście

powiatowym.  Ale podczas projekcji,

a trzeba ci wiedzieć, że filmy wyświetlano

w drewnianym baraku, kino doszczętnie

spłonęło wraz z trzema widzami: babcią

Jadwigą,  robotnikiem, który przyszedł

tu w nadziei nawiązania romansu i

starym krytykiem filmowym.

     Po śmierci księdza, która nastąpiła

wkrótce potem - złośliwi twierdzą, że

nieszczęśnik udławił się podczas 

Wieczerzy Pańskiej - parafię objął

Antoni Klecha, człowiek o bez porównania

szerszych  horyzontach, ukształtowanych

przez edukację w seminarium duchownym

i późniejszą, który wielokrotnie bywał w

Rzymie. Postanowił on wyjaśnić upiorną

zagadkę.  Niestety potknął się na plamie

z oleju rozlanej na posadzce świątyni i

uderzył w głowę tak niefortunnie... 

      Ja, Mysz polna, miałam więcej      

szczęścia.  Nawiązałam kontakt z

Myszą kościelną, osobą wprawdzie

ubogą, ale niezwykle bystrą, a ta

zaprowadziła mnie do podziemnej krypty,

gdzie znajdował się sarkofag biskupa

Adalberta, który zmarł w r 1262 lub w

w dwieście lat później.  

      Ku mojemu ogromnemu zdumieniu

w grobie biskupa znalazły swe przytulisko

siostry Grobówny.  Po nocy budziły się

ze śmiertelnej drzemki, aby być w dobrej

kondycji, kiedy trzeba będzie udusić

kolejną ofiarę. Tyle tylko, że wystraszeni

członkowie rodziny nieboszczyka przestali

odwiedzać jego grób i nie było już kogo

dusić. Ta bezczynność wywołała w

siostrach głębokie zwątpienie w sens

ich pośmiertnej egzystencji.

     - Nuda! - żaliła się Hortensja Grobówna.

A jej siostra Azalia miotała się w

sprzecznościach:

     - A może to jednak dobrze, że nikogo

już nie udusimy? Nie jesteśmy przecież

takie złe! ...Tylko, co stanie się

z naszą zemstą? -

    Pan Bóg jednak, wbrew temu, co

wydaje się niedowiarkom, czuwa i

którejś nocy biskup Adalbert przebudził

się na chwilę ze snu wiecznego i tak

przeraził tym siostry, że uciekły stamtąd

w popłochu, a skutki tego były rzecz

jasna dobroczynne. Od tej pory przy

kolejnych wymianach osób spoczywających

w tym zakątku cmentarza, nigdy jeszcze

nie zdarzyło się, aby ktoś kogoś udusił.

      Wszelako licho czasem budzi się z

drzemki, a magia tego miejsca przyciąga

młodych, a nawet i starszych małżonków,

którzy popadają w melancholię na myśl

o tym, że nie tak prędko uwolnią się od

swej teściowej...

 

    

 

wtorek, 09 kwietnia 2019

     

  

         trzej przyjaciele zimy

         to jak mówią starzy Chińczycy

         sosna bambus i śliwa

         sosna i bambus są zawsze zielone

         a kwiatów śliwy

         nie odstrasza nawet szron

         jeśli masz takich przyjaciół

         zima nie jest ci straszna

         a samotność nie zabije cię

 

 

 

         

 

 

 

 

 

 

poniedziałek, 08 kwietnia 2019

 

...Zdjęcie autora bloga lunamigotliwa.blox 

 

     to ja

 

 

     Może to już ostatnia okazja, żeby polubić (pokochać)

Autora?  "ŚPIESZMY SIĘ KOCHAĆ BLOGI, TAK SZYBKO

JE LIKWIDUJĄ"...

niedziela, 07 kwietnia 2019

 

    Madame Papillon uwielbiała kwiaty,

zioła, motyle i inne owady, a także

jaszczurki i  egzotyczne węże, i być może

nawet poświęciłaby swe życie ich badaniu,

ale byłoby to wbrew woli męża, który

uważał, że kobieta jej stanu nie powinna

zajmować się entomologią ani żadną

inną dziedziną przyrodniczej wiedzy,

a poza tym brakowało jej malarskich

zdolności, które pozwoliłyby amatorce

przedstawić wygląd badanych obiektów.

Była też z natury trochę leniwa i nie

chciałoby jej się podróżować do kolonii

w poszukiwaniu najcenniejszych okazów.

A że nie mogła mieć dzieci, usychała

z tęsknoty za jakimś markizem.

      Messie Pierre Papillon cenił dobre 

malarstwo, muzykę i literaturę, a także

wino, polowania i piękne kobiety.  Ale

którejś zimy popadł w melancholię i przez

roztargnienie utopił się w przeręblu.

    Wdowie pozostawił taką obfitość dóbr,

że nie musiałaby się o nic troszczyć, gdyby 

nie to, że majątkiem zarządzał jego brat

Augustyn, człowiek skąpy i nieobliczalny.

O każdą prawie rzecz musiała go prosić.

A kiedy zorientował się, że brakuje jej

stanowczości, począł ją molestować i głodzić.

Zamykał też czasem w jakimś mrocznym

pokoju lub piwnicy, gdzie niewolił ją ku swej

uciesze.  Ale wkrótce mu się to znudziło.

     Kobieta nikła w oczach i całe dnie

spędzała błąkając się po łąkach i ogrodach. 

W pewien ciepły, sierpniowy dzień zdrzemnęła 

się nad stawem, w którym raczył utopić się

jej małżonek. A kiedy się obudziła, ujrzała

przed sobą ogromną ważkę.

     Ważka furkotała tak głośno, że Madame

Papillon usłyszała, co do niej mówi. 

     - Zabij go!  Zabij go! Zabij go! -

     Przy pewnym stanie ducha słowa takie

brzmią jak proroctwo. Madame Papillon

zamordowała swego oprawcę i wylądowała

wprawdzie nie w Bastylii, ale w jakimś

bardziej poślednim więzieniu.  A ponieważ

gryzła i kąsała swoich gwałcicieli uznano

ją za obłąkaną i wtrącono do lochu, w

którym wkrótce zgniła.

      Podobno tego lata, w którym oddała duszę 

Bogu, w całym królestwie wyginęły nie tylko

motyle, ale i pszczoły, i musiano je sprowadzić

z zagranicy. 

      Tymczasem Messie Papillon już jako 

Duch podjął starania o przywrócenie honoru

swej małżonce, rozpowiadając wszystkim

napotkanym ludziom, że swego brata

Augustyna widział w piekle, jęczącego i

wyjącego z bólu w jeziorze ognia. A pytany,

jak się tam dostał, odpowiadał, że przekupił

Cerbera kawałkiem suszonej słoniny.  Było

to możliwe, bowiem sama Prozerpina mu

sprzyjała.

     Starania te przyniosły jednak skutek

dopiero w sto lat później.  Z rozkazu samego

Marata rozbito sarkofag Augustyna Papillon,

a jego kości spalono i wrzucono do Sekwany.

Obywatel Duch sprytnie bowiem przekonał

rewolucyjne władze, że zgnilizna moralna

brata zasługuje na najsurowsze potępienie.

Obywatelka Marie Papillon została

pośmiertnie zrehabilitowana. Sam zaś Papillon

powrócił do pałacu, w którym za drobną

opłatą do dzisiaj starszy.

      Tak więc trudno chyba o bardziej

optymistyczne zakończenie...

 

    

sobota, 06 kwietnia 2019

...

... Albo płonąca dusza.

 

 

zdjęcie nazumi13

piątek, 05 kwietnia 2019

 

 

   Dałem dzisiaj bezdomnej dwa złote.

W chwilę potem zabrakło mi ich, kiedy

chciałem kupić w aptece lek.  Ale

osoba ta, wyglądająca na całkowicie

załamaną, uśmiechnęła się do mnie

i poczuła przez chwilę jakby znowu

stałą się dla kogoś ludzką istotą.

Wiedziałem, że te grosze w niczym

praktycznie jej nie pomogą, poza

poczuciem, że ktoś w końcu zauważył

jej istnienie. Była zmarznięta i głodna...

    Żebrać też trzeba umieć. Ona nie

umiała. Wcisnęła się w jakiś kącik tak,

że ledwie ją było widać i była

zawstydzona...Ale, kiedy przywróciłem

jej uśmiech, zareagowała w sposób tak

ludzki, że poczułem ciepło jej radości...

 

 

..........................................

zdjęcie nezumi13

czwartek, 04 kwietnia 2019

 

 

     Obrazy przemawiają do nas czasem mocniej niż słowa.

"Skromnie przyjmować, spokojnie

tracić." - napisał kiedyś Marek Aureliusz.

To być może cała sztuka życia. Przez całe

życie można by też kontemplować sens

tych słów...Ale, kto tak żyć potrafi?

    Sadi słusznie napisał, że "Osioł nie

ma pojęcia, czy niesie mądre księgi, czy

kilka gałęzi na opał." Co z tego, że czytasz

książki i że zdobywasz wiedzę, skoro nie

przenika ona do głębi twojego życia i nie

owocuje czynami?  "Filozofia uczy czynów, 

a nie słów - mawiali stoicy." 

     Ale powstaje pytanie, czy rezygnacji

można się nauczyć i czy jest ona właściwą

postawą wobec życia?  Z pozoru niesie ze

sobą bezgraniczny spokój. Ale czy nie bywa

on bliski martwoty?  Czym jest pustka

umysłu starego człowieka, który

przygląda się życiu jak rybak płynącej

rzece? 

     Życie, Natura, wciąż nam coś

odbiera, a to, co daje po niedługiej chwili

tracimy, aż w końcu istnieć przestajemy.  

Rzeka niesie ze sobą nie tylko czystą wodę,

ale także, jak zauważył hrabia Tołstoj,

błoto, brud i muł. Godzimy się z tym

brzemieniem losu nie bez pewnego

smutku. Jakże łatwo przy tym o znużenie

i zobojętnienie ukryte pod maską

spokoju i pogody ducha. Czy nawet, jak

Eliott bodajże napisał, zatwardziałość i

otępienie...Po wygaszeniu emocji, po 

"zdmuchnięciu" ich, pozostaje nam

często nie piękna poezja samotności,

lecz oschłe serce.

      Pewien mój student, człowiek bystry,

ale dość niegodziwy, zauważył kiedyś

słusznie, że późny stoicyzm "Wyraża afirmację

życia z gniciem w tle. To zakrawa na sarkazm!"

- skomentował. Cioran był podobno przekonany,

że afirmacja życia to czysta hipokryzja. Ale,

co poza rozpaczą, nie było dla tego

nieszczęśnika hipokryzją? 

     Jedynie ona jest prawdziwa i zawsze

szczera, jak słowa pewnej staruszki, które

uczynił czymś w rodzaju motta swego

radykalnego sceptycyzmu: "Nic nie można na

to poradzić!" 

     Na przemijanie czasu i związaną

z tym destrukcję i na ludzkie okrucieństwo

i podłość. I na to, że jesteśmy nieświadomi,

czym jest życie i to płynięcie od niebytu do

niebytu.  To już jednak sam dopowiadam,

niekoniecznie godząc się z taką konstatacją.

     

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

środa, 03 kwietnia 2019

     

    Lenora uklękła przed tablicą grobową.

Księżyc był w pełni.  Nad cmentarzem

unosiły się w powietrzu zabłąkane

nietoperze. 

    - Wybacz mi Eugenio, że pozbawiłam

cię życia. Zrobiłam to z miłości do ciebie. -

    - WIEM O TYM! - zawołał jakiś zduszony

głos, wydobywający się spod ziemi.

     Kobieta wstała i ukucnęła przy grobie.

Strużka żółtego moczu pokryła śnieg.

     - Dziękuję ci Eugenio. Miałam już nasikać

na twój grób, ale ponieważ się odezwałaś,

naszczałam obok.  Wybaczasz mi? - 

     - WYBACZAM! -

     - No i dobra! - powiedziała Lenora - Zawsze

byłaś głupia...Przepraszam, nieinteligentna.

Żegnam! -

     Kobiety są praktyczne. Po co robić jakąś

sprawę, kiedy ktoś nie żyje?  Zresztą Eugenia

wiedziała, że jej przyjaciółka i morderczyni

nie dojdzie do bramy.  Prochor Iwanowicz

dusi nocą każdą odwiedzającą.  Pochowają

ją w drugiej alejce i zawsze będzie jeszcze

czas pogadać...

 

wtorek, 02 kwietnia 2019

 

       

       Cicho spłonęła ćma,

       gdy słowik śpiewał słodko.

       Nie wydała z siebie

       najmniejszego jęku.

       Ale, czy jej ofiara

       była mniejsza niż miłość

       pierzastego śpiewaka,

       którego słychać nocą

       pod drzewem ukochanej?

       Perski poeta nazwał

       słowika hipokrytą. 

       Ja bym tak o nim jednak

       nigdy nie powiedział...

       Zdarzają się prawdziwe

       wyznania miłosne. 

    

             

                           

      

       zdjęcie nazumi 13

niedziela, 31 marca 2019

    

     Po wczorajszym dniu (spędzonym

niemal w całości wśród ludzi) mam

niestety wrażenie, że w Polsce może 

dojść do konfrontacji o nieprzewidywalnych

skutkach. Ludzie naładowani są agresją,

którą wywołuje chęć obrony własnych

egoizmów albo zatrucie resentymentem, 

a głos rozsądku zanika.  Na wrażliwość

i solidarność nie ma co liczyć. Została

uśmiercona, albo zamieniona w karykaturę. 

     Kiedy krytyczne myślenie zostaje

zastąpione instynktem stadnym i nie 

szanuje się już nikogo ani niczego poza

przywódcami stada i myślowymi atrapami,

rodzą się upiory. A w pogoni za zyskiem

i wygodą życia nie ma miejsca na

życzliwość, otwartość i szczere współczucie. 

Jest tylko wzajemne tratowanie się...Kiedy

w jakimś społeczeństwie zanikają

podstawowe wartości ludzkie, jego

kulturalna egzystencja jest zagrożona.

     Jest wiosna i żyjące jeszcze

zwierzęta i niezniszczone rośliny cieszą

się z niej...A martwi duchowo i

zautomatyzowani ludzie też mają swoje

drobne upiorne radości ;-) Jak na przykład

uciecha ze złośliwości i obmawiania innych,

albo szydzenie z nieszczęśliwego.

    Poza tym, w każdym właściwie

społecznym systemie poczciwi ludzie mają

swe radości i troski, i życie toczy się dalej...

Ten instynkt życia jest zasadniczo czymś

dobrym. Choć nie zawsze można na nim

polegać.

    W swym przejmującym dzienniku z getta

Korczak pokazuje, że dzieci nadal grają w

piłkę, chociaż ich kolega umarł i leży na

chodniku...Do takiej sytuacji jest obecnie

u nas tak daleko, jakby wydarzyła się w

innym rejonie kosmosu.  (Choć na świecie

istnieją one przez cały czas). A jednak

pewne symptomy podobnego zobojętnienia

nie trudno zaobserwować.

   

   

 

 

    

 

    

 

    

 

sobota, 30 marca 2019

    

     Na kilka miesięcy przed śmiercią Schubert opłacił u znajomego

lekcje kontrapunktu.  Ale był tylko na jednej, ponieważ choroba

nie pozwoliła mu uczyć się dalej.  Ta fuga, skomponowana do

wykonania na cztery ręce brzmi jak fuga Bacha napisana przez

Schuberta ;-)   To "ćwiczenie" jest jednak czasem wykonywane

przez pianistów...Wzruszyłem się nieco, słuchając jej, choć tak

niewiele znaczy w porównaniu ze słynną Fantazją f-moll.

I przypomniał mi się tekst wiersza, do którego słów kompozytor

napisał piękną pieśń.  W jej zakończeniu trzykrotnie powtarza się

słowo "zniszczone" w odniesieniu do kruchości życia...

zdjęcie nazumi13

czwartek, 28 marca 2019

 

 

   "ŚLEPA

 

    Ślepa jestem. Oślepiona majem.

    Nic nie wiem, prócz, że pachną bzy.

    I ustami tylko poznaję,

    żeś ty nie ty..."

    (Maria Janina z Kossaków Bzowska

     Pawlikowska-Jasnorzewska

     "Pocałunki")

 

       Dzisiaj w ogóle sporo czasu poświęcam kobietom. Czytam

dzienniki Madame La Fayette. Z pozoru nie ma w nich nic, co  

mogłoby mnie zainteresować, a jednak okazują się fascynującą

lekturą.  Jest tu mnóstwo opisów dworskich ceremonii, pretensji

arystokratów do różnych odznaczeń i tytułów, królewskich trosk

i okrucieństwa wojen (mordowanie rannych, palenie miast). 

Jest pewna królowa otruta filiżanką czekolady, która do końca

twierdzi, że umiera z przyczyn naturalnych, co zwiększyło tylko

podejrzliwość związaną z jej zgonem, Ale najbardziej groteskowa

jest ucieczka angielskiego króla, jego strach przed własnymi

poddanymi i to, że aresztowano Jego Wysokość biorąc go za

katolika...To nie tylko opis świata,który po tym rozkwicie musiał

umrzeć, jego przesądów i wynaturzeń,do których autorka nie ma

żadnego dystansu, nie tylko wytworny język, ale i wytrawna

obserwacja psychologiczna. Jak np. powód, dla którego dwaj

zasługujący na królewski order ludzie nie otrzymali go. Byli tak

pokorni w znoszeniu królewskiej niełaski, że panowało

przekonanie, iż zniosą z pokorą kolejny dyshonor.

Największym chyba kuriozum dworskiej obyczajowości był

spór między królami, kto z ich rodzin, gdzie i na czym godzien

jest siedzieć podczas ich oficjalnego spotkania. A oprócz

tego oczywiście zabawy, polowania i bale. Podobno Delfin

uwielbiał bale maskowe, bo mógł sobie nierozpoznany pogadać

z tym i owym...

   

      A ten wiersz poetki, czy nie przypomina bajek

Leonarda da Vinci?

     "SAMOBÓJSTWO  DĘBU   

 

DĄB SAMOTNIK SPOGLĄDAŁ NA WSZYSTKO Z POGARDĄ!

POZNAŁ ŻYCIE, KTO WIDZIAŁ GENERACYJ TYLE!

NAGLE ZDJĄŁ Z NIEBA PIORUN,

JAK ZŁOCISTY SZTYLET -

I WBIŁ GO SOBIE W PIERŚ TWARDĄ."

 

 

 

 

 

 

 

 

środa, 27 marca 2019

 

   Już jestem w domu. Wyszedłem o 7.30; wróciłem

o 0.30.  A teraz opiszę niektóre zdarzenia tego dnia,

pomijając nieco przerażające kłopoty ze zdrowiem. 

   

    Około czwartej po południu burza gradowa.

Wiatr omal mnie nie porwał. Piorun uderza tuż

obok mnie...Wchodzę do Instytutu Filozofii,

gdzie trwa wyprzedaż książek zupełnie

nieprawdopodobna i kupuję po 10 zł same

perły:

    "Mozarta" Alfreda Einsteina,

    "Psychologię Junga" pani Jacobi (autoryzowaną

    przez samego Junga),

    japońskie "Opowieści niesamowite" z pięknym

    tekstem Kawabaty,

    tomik Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej 

    z serii Biblioteki Narodowej

    i "Hedonizm Epikura" Krokiewicza. 

    Na pozostałe zabrakło mi pieniędzy. Sam Alfred

Einstein jest do kupienia po 20-krotnie wyższej

cenie. To, jak wiadomo, książka genialna

i poszukiwana, i nigdy nie było mnie na nią stać. 

    Przy okazji miało miejsce znamienne

zdarzenie.

    Wpadliśmy na siebie - ja i pewien wysoko

postawiony w hierarchii profesor, który

również interesował się książkami. To

sprawa losowa, ale on chmurzy się groźnie

i przestrzega swego dawnego kolegę:

    - Niech pan na mnie uważa! -

    - Uważać będę, ale obawiać się pana

nie zamierzam! - odpowiadam.

    (Jasne, że nie chodziło jedynie o dostęp

do półki z książkami

    

     Do lekarza nie było mi łatwo się dostać. 

Ale ma on niejakie poczucie humoru

i przeprowadzając wywiad pyta:

    - ...Narkotyki twarde lub miękkie? -

    Mówię, że nie.

    - Coś pan tak niewyraźnie odpowiada!

Musi pan napisać podanie do Rektora 

o podwyżkę. A w podaniu podkreślić,

że nie stać pana na narkotyki i że powinien

dofinansować! -

 

    Żeby sobie poprawić nastrój informuję

sprzedawcę w sklepie muzycznym, że

posiada niedozwolony produkt, o czym 

uprzedzam go zanim zainteresują się tym

odpowiednie służby. Chodzi o płytę z

jamajskim reggae zespołu "Black Stalin."

(To pionierzy reggae - grali jeszcze rock

steady). Sprzedawca ogląda okładkę, na

której widnieją kobiece piersi i pyta:

     - To cycki, czy dupa? -

     Ale nie daję się zbić z tropu i pytam,

czy nazwisko Stalin mu coś mówi, a ten

z niewinną miną bierze podręczny słownik

języka angielskiego i sprawdza słowo

Stalin. Wyszło mu, że to znaczy rozwalić

kogoś lub coś...To dlatego, że na wstępie

zaskoczył mnie całkiem poważnym

pytaniem, czy pracuję w Akademii Sztuk

Pięknych.

 

 

    W autobusie przypominam sobie, co

znaczy słowo persona u Junga,

dlaczego Bóg kabalistów skurczył

się i zapadł w sobie, jaka była recepcja

filozofii Spinozy w Niemczech czasów

Goethego, kim był dla Becketta Godot,

"Ptaszka idiotę" Jasnorzewskiej, historię

o kobiecie, która pożyczyła komuś swą

rękę i przesmutne zdanie napisane przez

Mozarta o śmierci "tej najlepszej

przyjaciółce człowieka"...

 

 

 

...........................................

      Dwie wiadomości dobre, o ile się

ziszczą. Być może zostanie wydana

książeczka, w której będą też moje

opowieści niesamowite. A w sobotę

nagranie telewizyjne...

     Jedna nieco gorsza - czekają mnie

trzy wizyty u lekarza. Trzęsę się trochę

z zimna, bo oczywiście wiatr wywalił

okno...

 

 

    

 

   

   

 

 

 

   

 

  

wtorek, 26 marca 2019

 

    Kłopoty ze zdrowiem i rozmowa

z przyjacielem (jeśli tak mogę go

nazwać) o sprawach środowiska 

naukowego sprawiły, że

dopadł mnie przeraźliwy smutek.

Trudno mi odzyskać dla siebie dzień.

Dzisiaj miałem jakieś dziwne kłopoty

z pamięcią, co nie zdarzało mi się

nigdy.  Najpierw rano zasnąłem przy

muzyce (trwało to chwilę) i po obudzeniu

nie mogłem sobie przypomnieć

czego słuchałem. A potem w nocy

zasnąłem na pętli autobusowej w

autobusie i nie pamiętałem, że

przesiadłem się tam z innego autobusu. 

W ogóle nie pamiętam tego, że

przechodziłem.

     Mój przyjaciel używał określeń

dosadnych, wśród których słowa

takie jak gangster, mafia i cynizm

nie należały do rzadkości. Jest bardzo

kulturalny i nie używa wulgaryzmów.

    Ja dość beznamiętne wspomniałem

o tym, że nie ma racjonalnego działania

osób i instytucji bez poszanowania

praw ludzkich.

    Słowo racjonalny bywa nadużywane.

Można mówić nawet o racjonalnej utylizacji

zwłok pomordowanych. Często uważa się 

niestety, że jakaś działalność jest racjonalna,

choć narusza ludzkie wartości.

     W niektórych środowiskach przez

racjonalne działanie rozumie się niszczenie

ludzi niewygodnych i to tak, żeby nie pozostał

po nich ślad.  Miejsce jest zawsze dla

ambitnych, dyspozycyjnych miernot, dla

konformistów, którzy chętnie przystają na

nieskażone refleksją warunki tępej

pseudo-rywalizacji. Dla ludzi naprawdę

twórczych trudno je znaleźć.

     W żaden sposób nie wypowiadam się

tutaj na temat działalności naukowej

jako takiej.  Wierzę, że jest szlachetna i że

w nauce jest sporo mądrych i produktywnych

ludzi. Ale tzw. humanistyka jest niestety

niszczona, a jej etos upadł. 

 

 

 

niedziela, 24 marca 2019

   

    Wysłuchałem u znajomego zaginionej

i zrekonstruowanej Pasji według Św. Marka

Bacha.  (Oficjalna premiera - 29 marca. Pasja

Markowa jakoś nie brzmi dobrze). Ta Markus

Passion była już wcześniej wykonywana

(Koopman). Ale nagranie Mistrza Savalla

ma sporo wybitnych zalet. I Ewangelista

David Szigetvari podoba mi się w tej roli. 

Pytanie o sens takich rekonstrukcji

pozostawiam historykom muzyki i

muzykologom. Pewne fragmenty Bach

wykorzystał w "Odzie żałobnej" (jak np.

przepiękny początkowy chór i altowa aria).  

Wskrzeszeni (muzykologicznie) nie

przemawiają jednak tak jak żywi. 

Pasja Mateuszowa ma więcej

cudownie kontemplacyjnych arii, a

Janowa jest bardziej dramatyczna.

Ale interpretacja Savalla jest głęboka

i uduchowiona, jak tego wymaga historia,

którą opowiada.  A recytatywy, których

jest tu nieco za dużo, przechodzą gładko

i budują odpowiedni nastrój...

sobota, 23 marca 2019

 

 "Skrada się cicho

   po łące pnączem porosłej

   bezpańska kotka

   nie daje się oswoić

   czyż nie jak twoje serce?"

 

   (Minamoto Nakamasa, XI/XII wiek

    przekład Anna Zalewska)

 

  "Zapada zmierzch,

    a moja miłość płonie

    silniej niż płomień świetlika.

    Niewidoczny dla innych

    zmaga się z twoją obojętnością"

 

    (Ki no Tomori, przekład

    Iwona Kordzińska Nawrocka)

 

     Westchnąć czasem wypada nad losem poety :-)

   

 

 

 

........

Oba teksty pochodzą z książki:

"Zwierzęta w kulturze japońskiej"

wydanej w serii Japonica pod

bardzo naukową redakcją

Beaty Kubiak Ho-Chi oraz

Yoko Fujii- Karpoluk.

Można tu poczytać teksty wybitnych

znawców kultury japońskiej

o psach, kotach, myszach i świetlikach

(między innymi).  Niektóre z przytoczonych

utworów poetyckich są cudowne. (Można

je tu też przeczytać w języku oryginału).

Jest tu poza tym "Koci zeszyt" (Neko no

soshi) i opowieść "O księżniczce

kochającej owady" (Mushi mezuru himegimi)

:-)  Cenne są oczywiście też i same eseje

i komentarze. 

     Gorąco polecam!

 

     nezumi13

 

piątek, 22 marca 2019

 

             

    Podobno kiedy poeta Li Bo

    wychylił się z łodzi,

    żeby objąć odbity w toni księżyc,

    wpadł do wody i utonął.

    Był szczęśliwy, kiedy

    budząc się z upojenia, nie wiedział,

    jaka jest pora dnia i roku.

    Kiedy drzemał na dworze

    mógł padać wiosenny deszcz i śnieg,

    i nawet nie zauważał różnicy.

    Życie jest wieczystą tęsknotą. 

    Trwa chwilę i można je tylko

    przeżyć w marzeniu albo przespać. 

    A po śmierci kości poety

    i kości prostaka

    wyglądają tak samo...  

 

 

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 204