Kategorie: Wszystkie | "Dziewczyny, bądźcie dla nas dobre na wiosnę" | ...bez końca | 0 | 100O i jeden Rabinów | A Puszkina też zapuszkują? | A moze to tylko pomieszanie zmyslow | A nie lepiej być purystą? | Aaaaaaaaaaaaaa...aalfabeta | Ach, gdzież jest litość lub wspolczucia pozór? | Ach, gdzież jest litość lub współczucia pozór? | Adam Mic - Kiewicz | Adaś i Ewka | Aforystyka | Amerykański sen | Autopsychoterapia | Bez sensu to to! | Bez szaleństwa... | Bezmyślne okrucieństwo | Bezradność | Biedna Szymborska | Biedny Kapturek! | Bliźni miłości | Bliźniego miłość... | Blondyn | Blue Bossa | Bojaźń i drżenie | Bratnie dusze | Bruner, ty świnio! | Buddyzm w życiu codziennym | Bóg mi poskapił tej anielskiej miary... | Bóg mi poskąpił tej anielskiej miary... | Bójstwo samo | Caritas | Chiziofrenia | Choroba na śmierć | Chwila ułudy | Chwila wytchnienia | Chłodne upojenie | Cierpienia i radości | Cierpienie i radość | Cleen feed | Cnota niedoli | Co slina na język przyniosła | Co tam panie w polityce? | Co w niebie piszczy | Co ślina na język przyniosła? | Corrida | Coś dla duszy... | Coś tak wulgarnego | Cudotwórstwo | Czarna Perła Tao | Czarny tulipan skrzyżowany z czarna różą | Czarny tulipan skrzyżowany z czarną różą | Czary Mary | Czego nie przysięgał Hipokrates? | Człowiek nie jest rzeczą | Człowiek to brzmi dumnie, ale nie u mnie | Często chowa | Częstochowskie rymy | Deficyt aniołów | Delightful! | Demokratyczne wybory w Oczodołach | Diabłoterapia | Dla wszystkich i dla nikogo | Dnieje | Do samego siebie | Dodatek | Dowcipas dnia | Duma narodowa | Dusze drzew | Dyskretna mgiełka autoironii | Dzielność | Dziki kapitalizm | Dzisiejsza młodzież | Dzisiejsza młodzież nosi ładną odzież | Egzystencjalizm jest chumanizmem | Ekonomia zbawienia | Elegancja Francja | Elegijnie | English gentelman | English gentleman | Epicurus | Ewa tylko ziewa | Falochron | Female | Filozofia bez uczoności | Forever Loving Jah | Gadu, gadu | Gadu, gadu, trochę więcej jadu | Gal Anonim | Gaz dla pedałów | Gaz dla pedałów, młot dla sierpów | Gdy rozum śpi... | Gendarme | Genek, gienialny gieniusz | Geno Typ | Gorący uczynek | Grabarz | Grabarz nonsensu | Gry i zabawy literackie | Głupota przysłowiem narodów | Głębie i tajnie Podświadomego | HIstoria nauczycielką bicia | Herbatka zen | Homo economicus | Homo sapiens czy Homo politicus | Humor absurdalny | Humor nieco absurdalny | Humor, satyra, panie... | I rekiny w oceani mają zębów cały rząd | I rekiny w oceanie mają zębów cały rząd | Indie Wschodnie i Zachodnie | Industrial | Istnieje również wrodzony brak poczucia humoru | Ja tam bynajmniej nie wiem | Jak długo będę jeszcze żył? | Jak uprawiać agresywne dziennikarstwo? Poradnik dla początkujących | Jakże cżęsto powtarza się ta historia | Jakże trudno czasami coś sklecić! | Jan i Małgorzata | Jan z Czarnolasu | Jesienna muzyka | Jeszcze smutniej! | Jeździec Apokalipsy | Językologia | Kaczuszki mandarynki | Karawana idzie dalej | Katedra Adamowego Żebra | Kawa z Kafką | Każdemu według naszych chęci | Każdemu według potrzeb | Każdemu, o czym tylko zamarzy | Kiciuś Miciuś! | Kicuś Micuś! | Kiedy człowiek staje się bestią | Kiedy owce nie milczą | Kij w mrowisku | Kniaź Wiktor | Kochani ludożercy | Kolacja Pani Sowy | Kometa tylko głownia nie ta | Konkwista | Koryfeusz nauki, milośnik sztuki | Koty i inne zwierzęta | Koty, głupoty, palikoty | Kości rzucone są | Kość słoniowa | Kto pierwszy był człowiekiem, kto będzie nim ostatni | Kto pisze teraz historię? | Kuchnia szamańska | Kwiatki Św. Franciszka | Kwiatostan śmierci | Kwitnienie kultury | Kwitnąca wiśnia | La colombina i ciche ukojenie | Lekarzu - lecz się sam! | Lenin wiecznie żywy | Leśmianiada | Lichwiarstwo polskie | Liryki i prztyki | Logika dziejów | Londyńska mgła niepamięci | Londyńskie przygody | Los ofiary | Los puka do moich drzwi | Lotosowy wpis | Ludzie ludziom... | Lunatyzm | Lęk społeczny | Made in Japan | Maligna | Marność nad marnościami | Marność nad marnościami. Rekoleksje Wielkopiątkowe | Marzenia senne | Marzeniologia stosowana | Maszkary i senne dziwadła | Maszkary i senne widziadła odbite w lustrze | Mała czarna z Kafką | Medycyna naturalna | Meine Liebe Augustin! | Melancholia | Melancholia stosowana | Memorabilia | Meszreiw | Meteo | Mgiełka autoironii | Mglisty dzień. Mgła | Mikołak | Mistrz i Małgorzatka | Mistycyzm lunarny | Mistyka i miłość | Mitologia osobista | Mitologia świata | Miłość | Miłość bliźniego | Miłość nie zawsze szczęśliwa | Miś Uszatek | Moc rytuałów | Monada nie ma okien | Mowa potoczna | Mowa ptaków | Mowa serca | Moze ktoś zrozumie, co teraz czuję | Może ktoś się ucieszy? | Może ktoś zrozumie, co teraz czuję | Może to trochę zbyt uszczypliwe | Musicology | Muza lekkich obyczjów | Muzyka przywraca ład serca | Myszoterapia dr Nezumi | Myśli prostego człowieka | Mądrość Natury | Mądrość jak z gazety | Mądrość narodów | Młot na faryzeuszy i hipokrytów | Męstwo bycia | Mówił sen do snu | NIe ma na świecie dwóch takich samych liści, ni kropel deszczu | Na jawie (lecz to, co niejawne pozstaje) | Na stos rzuciliśmy szcześcia los | Na stos rzuciliśmy szczęścia los | Na szczytach hipokryzji | Na zdrowie! | Nad piekną rzeką | Najokrutniejsze zwierzę | Najsłodsza tajemnica | Narastająca senność | Nic dzisiaj ciekawego nie napisałem | Nicość | Nie am dwóch takich samych liści, ni kropel wody | Nie bój się - najwyżej cię rozstrzelają! | Nie czas żałować burz, gdy płoną oczy | Nie czas żąłować burz, gdy płoną oczy | Nie każde szczere złoto jest szczerozłote | Nie ma na świecie dwóch takich samych liści ani kropel wody | Nie ma na świecie dwóćh atkich samych liści lub kropel deszczu | Nie ma takiego smutnego, co by na wesołe nie wyszło | Nie ma zazdrości bez miłości | Nie oddamy nawet guzika | Nie tylko dzielenie włosa na czworo | Nie wiem, ja w ogóle nie myślę | Nie zabijaj! | Nie zabijajcie drzew! | Nie zawsze urocza dzecinada | Niebiańskie szczyty głupoty | Niech pani będzie dzielna! | Niech zapłaczą na moim pogrzebie | Nieco drapieżny wpis | Niekoniecznie ptasi móżdżek | Nienawiść bliźniego | Nieosobiście | Nieprzesłane przesłanie | Niestworzone rzeczy | Nieszkodliwe głupotki | Niewczesna melancholia melomana | Niewczesne rozważania | Niewielka profanacja | Niewielkie przekłamanie | Niskolotnie | No No! Teatr No | No comments! | No no! | Nowa poezja lingwistyczna | Nędzne kabareciarstwo | O Leonardo, po cóż się tak trudzisz? | O dzieleniu włosa na czworo, czyli metodzie scholastycznej | O dzieleniu włosa na czworo, czyli o metodzie scholastycznej | Obciachy | Obscenia i parafrenalia | Obsesja dobrego biustu | Ojej! | Oko w oko z zębem mądrości | Okropieństwa | Okruchy odgrzebane z lawy | Okruchy życia wygrzebane zlawy | Okruchy życia wygrzebane z lawy | Okrutna losu ironia | Orientuj się na orient | Owczarek | Owczarki afgańskie | Owocożerni | PL jak piekło | PO PiS | POeci wszystkich krajów dzielcie się | Pan Tadeusz | Panie pośle, po chrześcijańsku panu wybaczam | Pańska satyra polityczna jest niegramatyczna | Pendant do pewnego przypisu | Perlikowski | Pewna elastyczność zasad | Pewne jak w banku | Piorunujący piorun! | Po owocach poznacie ich! | Po upadku | Pobożne życzenia | Podpatrywanie Natury | Podroby i inne podróbki | Pokolenie Kainowe | Pokorne ciele | Pokorne cielę | Pokusa | Polak potrafi | Polak potrafi! | Politolog i Politowska | Politycznie niepoprawne! | Polonica | Polonika rycerskie | Polucje i ablucje | Pomarańcze i mandarynki | Pomarznąć dobra rzecz | Pomarznąć dobra rzecz! | Pomoc psychologiczna | Poranna kawka z Kafką | Porąbane marzenia | Potężne i głębokie warstwy pierwotnego mitu | Powieść brukowa | Powszechna życzliwość | Powtórka z cynizmu | Poznaj samego siebie | Prawda | Prawda jest jedna i piękna, ale złożona | Prawda popłaca | Prawdziwa metropolia | Prawi i sprawiedliwi | Prawiezmartwychpowstanie | Prawiezmarwtychpowstanie | Prognoza pogody | Pruski smutek | Przecież cię zjem! | Przedagonalny polski agon | Przegląd sportowy | Przeinaczenia | Przez pychę do pokory | Przeżyjesz to, a pote już tylko grób | Przeżyjesz to, a potem już tylko grób! | Przminęło z wiatrem | Prztyczek | Psiapowiednia Majów | Psubrat | Pustka | Pytanie dość retoryczne | Raczej to nie będzie hit | Radosne gonitwy śnieżnych tygrysów | Radość wędrowania | Rejterada Rejtana | Religie nauczą cie pokory | Res Sacra Pecunia | Romans z pop kulturą | Roots, Rock, Reggae | Rozkosze reinkarnacji | Rozmowa nie na telefon | Rozpacz | Rozpacz na wieki wieków | Rozpacz, która podpełza pod gardło | Ruch i świeże powietrze... | Rybołówstwo cudzołożnika | Rycerz pokalany | Samokrytyka | Samotność egzystencjalna | Sekrety pewnego domu handlowego | Seraphic Flames and Heavenly Love | Siedź na dupie i potakuj! | Somatyka | Somatyka logiczna | Spełniona przepowiednia | Spleśniały ser | Sponsorem tej opowieści jest wydawnictwo Błękitny Wieloryb | Sport to zdrowie | Spowiedź morskiego wilka | Stary Sącz i Nowy Sącz | Stary mafioso | Stołeczne stołki | Stratyfikacja społeczna | Suma sumarum | Sumienie rachunku | Sweet Music and Poetry | Sygnały podprogowe | Szalchetne zdrowie | Szczęśliwa pomyłka | Szekspir do żadnej nie należy epoki | Szkarady | Szlachetna gravitas | Szlachetne zdrowie | Słodycze grafomanii | Słówka | Słówko do słówka, a uzbiera się sówka | Tadeusz Bój Jeleński | Taia chińska podróbka | Takie będą rzeczpospolite jakie tego blogu chowanie | Takie tam, pierdoły | Talking Heads | Tania chińska podróbka | Tatiana | Teorie świata nauki | Terapeutyczie | Terapeutycznie | Thames | The Doors. Uchylone drzwi | The Lion cub | The fruit of beauty and despair | To na pewno nie Lec | To nie żadna filozofia | Tragiczne pożegnania | Transformacja duchowa | Trudna sztuka dialogu | Trudno czasmi coś sklecić | Trzylogia | Trója z polskiego | Twarda rzeczywistość | Ty mi tutaj nie filozuj | Tygrysologia stosowana | Tysiac i jeden ptaków | Tysiąc i jeden kotów | Tysiąc i jeden ptaków | Tysiąc różowych kroliczków | Tęsknica | Tęsknota duchowa | Ubekistan | Ucone księgi | Uczeni ludożercy | Uderzenia losu | Uduchowienie | Umrzeć z miłości | Upadek Pierwszego Człowieka | Uroczy wegetarianin | Uszczelnienie systemu podatkowego | Utrata uzębienia | W czym mogę panu pomóc? | Wciąz powtarza się ta sama historia | Wciąż powtarza się ta sama historia | Wdzieczna muzyka przywraca ład serca | Wesola grafomania z morałem | Wiecej broi dla szaleńców w Teksasie | Wieczne powroty | Wiedza radosna | Wielka wygrana | Wielomówstwo, czyli plaga opowiadania | Wierzba płacząca | Wiosny i jesienie | Witch | Więcej broni dla szaleńców w Teksasie | Wojna totalna | Wpis o kształcie piramidy | Wprowadzenie do kruczków prawnych | Wrzucam wszystko do kosza | Wrzątek | Wspomneinei pewnego wspomnienia | Wspomnienie pewnego wspomnienia | Wspomnienie pewnego wspomnienia | Współczesny filister | Wszystkie rybki | Wszystko na A | Wszystko na sprzedarz | Wszystko na sprzedaż | Wygrana | Węzłowato | Wólka Węglowa | Xin Lu, typowa brunetka o granatowych oczach | Z Nietzschego nic nie powstaje | Z księgi wulgaryzmów | Z rupieciarni myśli | Zaczarowany świat zen | Zanim mnie wrzucą do dołu | Zapowiedź Apokalipsy | Zaraz wracam! | Zasada domniemanej winy | Zaskroniec | Zastał Polskę drewnianą... | Zatrzaśnięte drzwi | Zbaw mie Buddo Amido | Zbaw mnie, Buddo Amido | Zdrowy egoizm | Zegar dziejów | Zestrzelenie księżyca | Zginął z rąk słabej kobiety | Zima się nas nie ima | Zjawiskowe | Znak jaskółki | Zrozumieć wartość tego, co nieużyteczne | Zuch zawsze ochoczy! | Zwierzęta pod postacią ludzi | Zwyciestwo konsumpcjonizmu | Ząb mądrości | ie zabijajcie drzew! | ieosobiście | kosmos | Łagodne prawo, ale prawo | Łagodność tygrysa | Śmiechotki, chichotki | Śmiertelna powaga | Śmierć | Światełko w mroku | Świętość, wziętość, nadętość | Życie jest tragiczne | Życie samo | Życzliwe spojrzenia na całość ogródka | Żyć, nie umierać
RSS
wtorek, 20 lutego 2018

    

     Słuchałem dzisiaj jak za dawnych dobrych czasów

angielskiej muzyki żałobnej z 1612 r, anthemów i sonat

Purcella i Consorts to The Organ (utworów na viole

da gamba z organami w tle) Lawesa. Ostatnio poświęcam

czas nieco lżejszej muzie, ale cudowna melancholia tej

muzyki jest przeze mnie zawsze mile widziana. Oparte

na modelu włoskim sonaty Purcella są zresztą nie tylko

melancholijne, ale pełne finezji, wdzięku, życia i ulotne,

jak prawie wszystko, co komponował. (Jeśli oczywiście

należyte wykonanie odda im sprawiedliwość). A Anthemy

są chwilami niezwykle piękne...Zresztą z Lawsem też 

nie schodzi się do krypty, a wśród utworów żałobnych

pomniejszych kompozytorów zamawianych na pożegnanie

króla zdarzają się prawdziwe czarne perły. Może istnieją

dlatego, że życie było wtedy krótsze i bardziej ceniono

jego wartość.

     Dawno już nie byłem w Westminsterze, w którym

Purcell był kimś w rodzaju muzycznego dyrektora i

organistą. Zresztą w Londynie wołałem oglądać parki

niż zabytki, ale w tamtych chłodnych murach, muzyka

ta do dziś żyje, podobnie jak w katedrze w Exeter,

gdzie spędziłem cały długi dzień...Ta tradycja jest na

tyle żywa, że nawet Sting zdziera sobie gardło śpiewając

utwory Dowlanda i Purcella. Wprawdzie są to utwory

świeckie, ale nawiązują do tej muzycznej kultury.

      A u nas?  Poznałem kilku organistów. Narzekają,

że grają akompaniament do chórów starych, wyjących 

i fałszujących bab. Uczucia religijne prostego człowieka

trzeba szanować - mówią, ale czy nie można byłoby go

przy okazji czegoś nauczyć? Nie wiem akurat, czy stare

baby są muzykalne. Słyszałem kiedyś na podlaskiej wsi

przed zachodem słońca jak lamentowały pod Krzyżem.

Zrobiło to na mnie przejmujące wrażenie, bo co druga

była wdową, albo straciła dziecko...

     Koncerty i festiwale też oczywiście są i cieszą się

pewną popularnością. Ale codzienność bywa i taka.

Jeden z nich zazdrościł mi nawet, że mogłem słuchać

naprawdę wielkiej religijnej muzyki. Jest młody, więc

może jeszcze usłyszy...

     Dziki jest jeszcze nasz kapitalizm i nie szanuje

nikogo i niczego...


niedziela, 18 lutego 2018

 

          Pewien pająk lubił fuchę

          zamiast połknąć wypluł muchę

          inne snuły pajęczynę

          ten zaś miał szczęśliwą minę

          .........................................................

         

     

      Bardzo lubię Kamila Stocha.

Mając wielkie sukcesy pozostaje

skromny. Nie ma pretensji do

sędziów, że go krzywdzą, ani do

wiatru, który w złą stronę powiał.

Wierzy w to, że praca przynosi

dobre rezultaty. 

     Lewandowskiego obrzydzają

mi reklamy. Dla mnie męskość,

jaką w nich prezentuje bywa

cokolwiek uproszczona. Rozumiem

jednak, że to norma w świecie

reklamy.

     Od tego, czy Stoch skoczy, a

Lewandowski strzeli, nic w mym

życiu nie zależy.  Życzę im więc

sukcesów w sposób bezinteresowny.

Małysz też dla niektórych był 

wielki, bo sport leczy czasami

nasze kompleksy.

     Irytuje mnie natomiast wałkowanie

w telewizjach wątku himalaistycznego.

Po ostatniej tragedii należałoby może

mniej się tym zbiorowo ekscytować.

Oczywiście podziwiam ratowanie

ludzkiego życia w tak ekstremalnych

warunkach...Ale to, że zdobywca

wysokiej góry dochodząc do szczytu

utracił wzrok i nawet nie mógł cieszyć

się z tego zwycięstwa, a potem stracił siły

i zmarł, i nie można było mu pomocy

udzielić, powinno skłaniać do pewnego

zastanowienia. We mnie budzi to uczucie 

grozy i współczucie. Ale także skłania

do pytania, gdzie kończy się dzielność,

a zaczyna igranie ze śmiercią.

      We wszystkich relacjach

najważniejsze jest przy tym słowo Polak.

Papież też był Polak, a ten obecny nie

jest - jest wobec tego kimś obcym.;-)

    

sobota, 17 lutego 2018

..........................................................................................................................

 

 

zdjęcie nazumi13

piątek, 16 lutego 2018

 

   Ponieważ  upłynęło już dostatecznie

wiele wody w Tamizie od śmierci

doktora Watsona postanowiłem

przekazać potomności jego krótką

notatkę, która miała być opublikowana

najwcześniej w sto lat po jego odejściu.

     

     "Mój przyjaciel Holmes był

nieszczęsnym neurastenikiem,

człowiekiem słabym i pozbawionym

polotu, a w dodatku był uzależniony

od opium. Zdolny był jedynie do

wszelkiego rodzaju dziwactw i

włóczenia się po mieście do późna

w nocy.  Nie pisałem o tym za jego

życia z powodu współczucia, jakie

wobec niego żywiłem.

     Nie chcąc chwalić się swymi 

osiągnięciami w wykrywaniu

najtrudniejszych spraw przypisałem

mu wszystkie swe talenty:

spostrzegawczość, dedukcję,

wytrwałość, pasję...Musiałem to

uczynić, ponieważ głównym źródłem

moich dochodów była praktyka

lekarska. Pacjenci zaczęliby się mnie

obawiać, a panowie z policji mogliby

poczuć się zazdrośni o moje sukcesy.

     Kiedy rozpoczynałem praktykę

miałem jedynie trzystu pacjentów,

z których połowę odprawiłem na

tamten świat, a kiedy ją kończyłem

miałem już ich ponad dwa tysiące.

Nie zależało mi więc na sławie i 

korzyściach materialnych. Podczas

mego pobytu w Indiach, gdzie

poznałem wielu fakirów i mędrców,

nauczyłem się cnoty skromności,

tak cenionej przez naszą Królową.

       Holmes był jej jednak całkowicie

pozbawiony. Nadymał się i puszył,

kiedy go publicznie chwalono, a ja

patrząc na to uśmiechałem się jedynie

w duchu. Ale teraz, kiedy już nie

żyje, nie muszę się nad nim dłużej

litować i mogę wreszcie ujawnić

wszystkie fakty.

       Profesor Moriarty z łatwością

zwabił Holmesa w zasadzkę i pozbawił

go życia.  Nie potrafiłem temu niestety

zapobiec i mam w związku z tym

wyrzuty sumienia. Bo choć Holmes

był jedynie żałosną kreaturą, dałem

mu drugie życie, ponieważ łączyły mnie

z nim stosunki natury, że tak powiem

intymnej oraz to, że wymagał ode mnie

stałej opieki. Lubiłem ciepło jego

dłoni i miękkość włosów, a także 

pewną uległość, choć potrafił też być

arogancki.

     Holmes był fizycznie słaby, ze

skłonnością do wyczerpania nerwowego.

Dlatego napisałem, że jest świetnym

bokserem, a jego ataki przedstawiłem

jako sprytny podstęp, jakim się

posługiwał w trakcie prowadzenia

spraw.

     W istocie tak podziwiany przez

kobiety przyjaciel mój odwiedzał

te same podejrzane rewiry, w których

gościł słynny Kuba Rozpruwacz.

A fajka, której posiadaniem stale się

popisywał, ukrywała jedynie fakt, że

opium zniszczyło mu mózg.

    A jego  słynna spostrzegawczość?

Cóż - nie potrafił nawet odróżnić

mola od osy, ani kobiety od mężczyzny.

Kiedyś chciał zabić mola na sukni

Lady Diamond i tak wrzasnął...Ale

szkoda nawet o tym mówić!  

     Z logiką był zawsze na bakier...

 

     Doktor Nauk Medycznych

     Watson"

 

     Wyznaję, iż ta notatka nieco mnie

zasmuca. Kojarzy mi się bowiem

z bieżącą polityką informacyjną.

Ale poczciwy doktor Watson na

pewno nie ma z nią nic wspólnego :-)

Chwała mu za to, że czekał tak długo.

To niewątpliwe dowód wielkiej

sympatii, jaką żywił wobec istot

ludzkich...Po śmierci nie ma już

żadnych porachunków i wszystkim

nam rosną skrzydła.

czwartek, 15 lutego 2018

          Przechadzam się czasem w myślach nad

morzem, którego nie widziałem od tak dawna,

snując wspomnienia. 

        Pamiętam, jaki wiatr wiał, kiedy byłem tam

po raz ostatni z pewnym chłopcem, który obecnie

jest doktorem medycyny. Wyjechaliśmy nagle w

połowie września do małej wioski niedaleko miasta,

które obecnie nazywa się Kołobrzeg, a kiedyś

nazywało się Kolberg. To tzw. jak to kiedyś

eufemistycznie określano "ziemie odzyskane."

E. T. A. Hoffman, autor "Dziadka do orzechów"

pisał też opowiadania fantastyczne, a w nich co

nieco o Pomorzu, krainie ponurej, wietrznej,

gdzie pokręcone sosny rosną na piaskach...

     Na spacery po tej bezludnej o tej porze roku i

przy wietrze i deszczu okolicy chodziłem najczęściej

sam, bez Andrzeja i wracałem czasem późno w nocy.

Ubrany w nieprzemakalną kurtkę oglądałem,

kiedy niebo na chwilę się wypogodziło, zachody

słońca. Najczęściej jednak były to wędrówki donikąd

z powodu przesłaniającej wszystko mgły.  

       Jest wiele utworów muzycznych o morzu. 

Najbardziej znany skomponował Debussy.

Wzruszają mnie też piosenki, które o nim z

nostalgią opowiadają - czasami bardzo poruszające,

jak piosenki Evory. Ale, kiedy myślę o Bałtyku,

to przypomina mi się raczej pruski smutek i

literatura fantastyczna, C. P. E. Bach i obrazy

Caspara Friedricha.  Jedno z moich najciekawszych

opowiadań, ze względu na swą długość

nieopublikowane nigdy na bloxie, nawiązuje

do tej melancholijnej scenerii.  Z pewną

troską wracam do tego okresu mej twórczości.

Blox wymusza pisanie krótkich tekstów. Są

to czasami urocze lub przewrotne fantastyczne

opowieści-miniaturki, ale przy takim ujęciu

zatraca się trochę realizm i nie można głębiej

wejść w psychologię.

      Napisałem, że nasz wyjazd był nagły.  

I rzeczywiście tak było. Wsiadłem po prostu

do pociągu i pojechałem. Był to niezwykle

dramatyczny i ponury okres mojego życia,

nie do opisania tragiczny. A ten wyjazd

przyniósł mi wielkie ukojenie. Jakbym,

mówiąc nieco górnolotnie, na nowo odkrył

swą umęczoną duszę...

     A później już niestety miałem tylko

"Londyn w głowie" (jak ktoś kiedyś o

kimś napisał) i nie widziałem morza.

Zmienił się też mój nostalgiczny krajobraz.

Były nim teraz jesienne trawy londyńskich

parków i "starte czasu nogą" cmentarne

nagrobki. Miejsca uwielbiane przez 

moją artystycznie uzdolnioną, lecz nie

stroniącą od alkoholu partnerką życiową,

u której mieszkałem. Piękne jej zdjęcia

stamtąd przechowuję do dzisiaj nie bez

pewnej czułości i podziwu. 

       Ktoś złośliwie powiedział o niej,

że takie osoby wyznają zasadę "wszędzie

dobrze, gdzie nas nie ma."  A może jednak

i ja byłem do niej trochę podobny?

W końcu lubię te swoje przechadzki

po ustronnych miejscach i przenoszenie

się w czasie i przestrzeni do miejsc zgoła

nieoczekiwanych...



 

 



 

 

 

 

 

 

 

 Zdjęcie pochodzi ze strony internetowej Aforismando

środa, 14 lutego 2018

 

Zamiast walentynki, ale to oczywiście żart.


 

...................................................................................................

 ...Legenda zapisana przez neoplatoników mówi, że pewien byk z Tarentu

pustoszył pole, na którym uprawiano święty bób, ale Pitagoras przekonał

go, by tego nie robił. Bardzo znanym bykiem był jak wiadomo Minotaur

- nie wnikam tu w szczegóły jego po części ludzkiego wyglądu - który...

Ale przecież wszyscy to chyba wiemy, a jeśli nie, Wikipedia z pewnością

oświeci nas swą mądrością, która zeszła pod miejskie strzechy!  

    Człowiek jest dość okrutny. Pewien byk w Egipcie odgrywał rolę

boskiego byka Apisa. Dobrze go odżywiano, ale kiedy się zestarzał, bez

większych skrupułów topiono go i wyszukiwano kolejnego aktora. Jego

śmierć miała jednak charakter uroczysty i byk zachowywał swe poczucie

godności. Nie sądzę jednak, aby miało to dla niego większe znaczenie...

Ten byk jest smutny, jakby nie chciał brać udziału w corridzie, choć w

tamtych czasach corridy jeszcze nie było.

      Jeśli ktoś pamięta moje hymny do żaby i do gęsi, może nie zdziwi się

i strofom poświęconym bykowi...

 

             

                STROFY O BYKU

     

     mówią chwytaj byka za rogi

     ale pamiętam jeszcze

     jak głaskałem główkę cielaczka

     pomiędzy różkami

     i jak ufnie patrzył mi w oczy

     zanim zawieziono go na rzeź

    

     mówią mi chwytaj jej warkocz

     i twą główkę Jago pamiętam

     złożoną na mym ramieniu

     jak główka dziecka

     ty też ufnie patrzyłaś mi w oczy

     zanim zabrano mnie na rzeź

    

     dlatego nie chwytam

     byka za rogi   

     lecz wolę z ufnością poczekać

     aż sama do mnie przyjdziesz 

     choć może nie nastąpi to nigdy

     niech Apis da mi siłę i dzielność


    

                          

 

  

 

 

Zdjęcie i kolor na obrazku nazumi13

 

wtorek, 13 lutego 2018

  

     Słuchałem dzisiaj "Piosenki dla zmarłych"

i "Rapsodu" Niemena w angielskiej wersji,

i "Marionetek." Ciekaw jestem bardzo, co

Iwaszkiewicz myślał o tych pieśniach, a co

pomyśleć mógłby o nich Norwid...Albo o

pięknej modlitwie "Mój psalm" z muzyką

Kurylewicza.  Ja dziwnie jakoś je lubię.

Niemen nie tylko muzycznie eksperymentuje,

ale wyraża też szczere uczucia, a jego głos

żałobny i mocny, o ciemnej barwie,  ma w

sobie coś z patosu pieśni Wschodu. Wyraża

prawdziwą, a nie udawaną tylko melancholię.

      Smutne bardzo, że artysta tak wybitny

nie przebił się przez żelazną kurtynę, a i w

Polsce z jego koncertów ludzie wychodzili,

zawiedzeni, że nie śpiewa piosenek, które

pokochali. Los Ewy Demarczyk też jest

dość znamienny. Powiedziała niedawno:

"kocham kwiaty, ale na ludziach zawiodłam

się."  Wygląda na to, że prawdziwe piękno

nie zawsze się obroni...Z drugiej strony

oboje cieszą się dzisiaj zasłużoną, choć

raczej cichą sławą.

     Piosenka poetycka ze słowami wybitnych

poetów wywołująca takie wzruszenia jest

fenomenem na skalę światową. Wystarczy

przypomnieć piękne interpretacje wierszy

Tuwima: "Wspomnienie" z repertuaru

Niemena, "Tomaszów" Ewy Demarczyk

i "Pomarańcze i mandarynki" Marka

Grechuty. 

      Ale warto nie zapominać o samych 

poetach. Kiedyś umieściłem na bloxie tekst

"Piosenki dla zmarłej" i...okazało się,

że czytelnicy znają na ogół tylko pieśń

Niemena.

     Iwaszkiewicz żalił się, że pisząc

o sukcesie i wartości artystycznej "Matki

Joanny od Aniołów"niemal nie zauważa się,

że jest ona dość wierną ekranizacją jego

utworu.

     Warto więc podkreślić, że muzycznie

bardzo udana, a nawet zupełnie niezwykła

pieśń Niemena, nie jest w odbiorze tym

samym, co wiersz Poety. To nie są te same

przekazy.

     "Piosenka dla Zmarłej" to szczególnie

bliski mi w nastroju i przesłaniu wiersz

Iwaszkiewicza, bowiem i ja czuję, że 

"wszystko jest bez sensu, lecz bardzo

jest święte."

 


     

           

 

  

niedziela, 11 lutego 2018

..........

 

          Sylvia wysiadła z karety i od razu

potknęła się o jakiś kamień. Chciała zapytać

stangreta dlaczego stoją, ale ten gdzieś znikł.

Zabrał też ze sobą konie. Spojrzała w różowe

niebo, na którym unosił się z rozpostartymi

skrzydłami jakiś puszczyk, albo sowa.  "Nie

znam się na ptakach" - pomyślała - "Ale ten

patrzy na mnie tak, jakbym była myszą. Brr...

jak zimno!  I co ja teraz zrobię?...Nieszczęsna,

zapomniałaś dodać - nieszczęsna."

      Stała bezradna na pustkowiu. Zapadał

zmierzch. Zamknęła z przerażenia oczy, gdy

nagle usłyszała znajomy dźwięk klawikordu.

"Ach, Pan Anzelm też tu jest!"  Ale to nie

był Pan Anzelm. Przed nią na gałęzi drzewa

siedział Puszczyk albo Sowa. Nie zdziwiła

się wcale, kiedy podjął z nią konwersację,

choć głos, musiała to przyznać, miał nieco

chrapliwy.

      - Dhoga Pani, a właściwie jeszcze

dziecko, co byś rzekła na to, gdybym cię

teraz pożarł? -

      - Ach jesteś na to na szczęście zbyt

mały! - wysapała Sylwia. Chciała już

nawet zdjąć bucik z nogi i rzucić nim 

w to nieboskie stworzenie, ale była zima

i nóżki by jej zamarzły. Niestety nagle

ptak stał się o wiele większy. Tak, że

swą posturą zasłaniał już prawie księżyc.

I dziewczynka poczuła się tym nieco

przytłoczona.

      Widząc to Sowa albo Puszczyk

założyła sobie śliniaczek i wzięła w

szpony nóż i widelec. Zapowiadała się

wspaniała uczta, o ile oczywiście

dziewczynka nie ucieknie.

     Sylwia poczuła jak zasycha jej w

gardle. Cała trzęsła się z przerażenia.

      - A ku kuku!  To przecież ja,

Pan Anzelm, nie bój się mała!

Musimy zjeść podwieczorek

zanim udamy się do bawialni. -

     - Pan Anzelm nie miał skrzydeł -

zauważyła dziewczynka - A poza

tym jesteśmy w polu. -

     - Tak ci się tylko wydaje,

kochanie. Jesteś przemęczona!

Proszę ssij tego cukiereczka,

przywróci ci siły. -

    - Jest noc, a ty mówisz o

podwieczorku...-

    - Nie sprzeciwiaj mi się!

Jestem wielkim czarnoksiężnikiem.

Potrafię zmieniać swą postać.

Kończyłem alchemię wewnętrzną,

teologię i pedofilię stosowaną na

słynnym uniwersytecie w Toledo. 

Używając niewielu tylko narzędzi

tortur jako późniejszy inkwizytor 

przegnałem diabła z wielu wiedźm

i czarownic, które dzięki mnie

uratowały swą duszę. -

      - Nie poznaję ciebie!...Pan

Anzelm nosił monokl.  - broniła

się dziewczynka.

    - He, he...- zaśmiał się Ptak - Bystra

jesteś!  Jestem po prostu sobą, to znaczy

sową i jestem bardzo głodna! Nie

jadłam już od trzech dni! -

     Dziewczynka zaczęła uciekać,

ale choć myśl o zachowaniu życia

uskrzydlała ją, nie potrafiła fruwać.

Potknęła się znowu o coś i upadła w

śnieg... 

     Złowrogi cień pochylił się nad 

nią. Wyglądał zupełnie jak Pan

Anzelm.

    - Pardon! - powiedział nagle 

ludzkim głosem prześladowca

- Przepraszam, zapomniałem sztućców! 

Musiałem je gdzieś w przelocie upuścić.

Pani wybaczy, że skonsumuję Panią

innym razem...Może w tygodniu. 

Tymczasem się oddalam. -

        Biedna Sylvia została znów sama.

Schowała się do karety i chociaż

trzęsła się z zimna, a wiatr nawiał

tam sporo śniegu miała nadzieję

dotrwać do rana, gdy nagle ujrzała

przed sobą żółte ślepia wilka. Wilk

przyglądał się jej z niejakim

zaciekawieniem, aż w końcu rzekł:

      - Mam dzisiaj wilczy apetyt! -

      - Dobrze, możesz mnie zjeść, ale

nie mów mi, że jesteś Panem Anzelmem. -

westchnęła dziewczynka.

     - Ależ nie jestem nim! - uspokoił 

ją Pan Anzelm - Jestem tylko starym

wygłodniałym wilkiem z bajki, albo

raczej z baśni...Bo bajka jest zawsze

rymowana. Nie zrobię ci krzywdy,

zjem cię tylko. A może nawet nie

dojem do końca...-

     - Wolę to niż zamarznąć tutaj

na śmierć!  Zresztą wilk jest dostatecznie

duży, żeby mnie zjeść, więc jest to

całkiem naturalne. Nie tak jak to

okropne ptaszysko! -

     - Bardo słuszny wybór! - pochwalił

wilk. - W życiu najważniejszy jest

consensus i umiejętność dostosowania 

się do sytuacji. To podstawa coachingu. - 

     Co się dalej wydarzyło - nie wiem...

Poszedłem spać. Być może jakiś cud

uratował dziewczynkę...

    Ach, zapomniałem dodać, że moja

krótka opowieść odnosi się też do

tzw. życia politycznego i wyborów,

jakich często w nim dokonujemy...

 


   

 

 


 

     Meduza nie była raczej słodkim 

stworzeniem. Włosy miała wężowe,

a wzrokiem swym zamieniała

w kamień. I gdyby nie to, że

Perseusz podstępnie ją nakłonił,

żeby spojrzała na własne odbicie,

a potem uciął jej głowę, straszyłaby

jeszcze nie wiadomo jak długo.

      Rabbi Nachman mówił, że

powinniśmy unikać czyjegoś złego

spojrzenia, a w innych osobach

widzieć przede wszystkim dobro.

Ale żyjemy na świecie, w którym

ufność i dobroć są nieustannie

poddawane opresji. I znacznie

łatwiej jest napotkać złe niż dobre

spojrzenie, a ludzie przeważnie

nie życzą sobie wzajemnie dobrze.

     Chętnie pielęgnujemy złudzenia.

W XVIII wieku brytyjski filozof

moralny Hutcheson uważał, że

życzliwość jest tak powszechna,

iż ludzie oglądają publiczne

egzekucje ze współczucia dla

skazanych. 

     Przemoc jest bliżej nas niż 

nam się czasami wydaje.

Wystarczy dać komuś odrobinę

władzy. Wstrząsnęła mną dzisiaj

relacja matki 17 letniego chłopca,

któremu policjanci miażdżyli

jądra szufladą i stosowali wobec

niego inne okrutne tortury. Pięciu

oprawców stanęło przed sądem,

bo chłopak w dwa dni później

popełnił samobójstwo.  Nie był

niewinny, bo obrabował przedtem

z kolegami jubilera. Ale jego czyn

nawet w niewielkiej cząstce nie da

się porównać z sadyzmem osób

broniących rzekomo prawa. U nas

pisze się zwykle, że takie rzeczy

owszem zdarzają się, ale bardziej

na wschód, np. w Rosji.

      Grecy i Rzymianie układali

mozaiki z kamyków z wizerunkiem

Meduzy - tzw. gorgonejon, który

miał mieć moc odstraszania złych

mocy.

     Smutne, jak niewiele się od

tamtych czasów zmieniło.

    


      

 

_______________

Dwa poprzednie Mity przewrotne

opowiadały w sposób poetycki 

o Orfeuszu i Narcyzie. Ten ma 

nieco innych charakter...Ale

życie niesie ze sobą różne rzeczy.


sobota, 10 lutego 2018

 

 

      Smętny był dzisiaj cmentarz.

Może dlatego, że jesień. A w 

końcu wszystkich nas to czeka.

Jak liście jesteśmy!  Zimno było

i ręce mi trochę zgrabiały.

bluszczyk1

     Grabarka siedziała na ławeczce

i ostrzyła kosę. Była już trochę

wlana. Miała nawet podpite oko.

Spojrzała na mnie z ukosa.

     - Na kogo ta kosa? - zdziwiłem

się. 

     - To na ciebie kochaniutki! -

     - A moszna fiedzieć dlaszego? -

spytałem, bo też byłem trochę

wstawiony.

     - Głupi jesteś! - zarzęziła.

     Wyraziłem skruchę.

     - Faktycznie...Jestem trochę

wlany. Słyszałem przed chwilą

dźwięk harfy, przyciężki nieco i

słodki, i rogu, jakby z oddali. 

Wszystko kiedyś i tak porośnie

bluszczem...Pamiętam jak kiedyś

nad morzem łapałem na rękę

rybki. Takie maleńkie! Miałem

może ze trzy lata. Rybki unosiły

się na fali pod powierzchnią

wody. Włożyłem je do pudełka po

witaminie C, żeby pokazać

mamie. Ale kiedy otworzyłem

pudełko były MARTWE...

     - Nic z tego nie rozumie. Tyle nie pij!

...Meszczyzna, a pije jak ptaszek. A pół

litra przyniosłeś? -

     - Nie stać mnie jest...Tam gdzie cyprys

w Hadesie stoi biały i niemy, tam mnie

przewodniczko zaprowadź i dalszą wskaż

drogę, żebym nie pobłądził. Bo czysty

jestem jak łza...- powiedziałem, ale sam

nie wiem, do kogo.

     - I dlatego ci nie stoi!  Dawno cię

rzuciła ta twoja larwa? -

     - Jest ze mną i oboje jesteśmy

szczęśliwi. - skłamałem.

     - Chyba, że tak...Ale twoja godzina

wybiła! -

     - A która jest?- zaniepokoiłem się.

     - Dwunasta...znaczy się dwudziesta

czwarta piędź. No to cię wreszcie

przykarauliłam! -  

     Pożegnałem się grzecznie i jak to

mówią - chodu...Ale Grabarka też wstała

i ruszyła jak z kopyta, a była bardziej

rącza.

    Ja do bramy, a ona przede mną pierś

wypręża i mówi, że nie uiściłem się za

rabatki.

     Pełen uznania dla jej krzepy spytałem,

czy uprawia jogging.

    - Ty mi tu nie filozuj, bo ci łeb utnie! -

odpowiedziała grzecznie. I tak mnie jakoś

schwyciła za nadgarstek. O...tu!  A grabę

miała jak z lodu. Aż cały zesztywniałem...

     Strachu się tak najadłem, że przez

tydzień niczego nie mogłem tknąć.

I na Jadźkę nawet nie spojrzałem...

Na zdjęcie Jadźki.

 

 

_______________

zdjęcie nazumi13    

piątek, 09 lutego 2018

 

Gorący NEWS

 

PANDA URODZIŁA SWĄ MAMĘ

NA WIERZCHOŁKU PANDAPARWAT. 

JEJ MAMA PANDORA CZUJE SIĘ

JUŻ DOBRZE I PIJE MLEKO Z PUSZKI.

KIEDY EKIPA WSPIĘŁA SIĘ NA SZCZYT,

ABY W ŚWIETLE FLESZY WRĘCZYĆ JEJ

BIAŁO-CZERWONĄ FLAGĘ,

OKAZAŁO SIĘ, ŻE TO TYLKO

CHIŃSKA PODRÓBKA...

 

 

Kiedyś zamieszczałem tu sporo podobnie absurdalnych newsów,

potem już mi się nie chciało, ale problem wcale nie znikł.

Dziennikarze uważają zwykłych ludzi za idiotów, a ci ostatni

chętnie się na to godzą..."Chciał matkę zabić młotkiem buldożer

go zeżarł" - to parodystyczny tytuł poety Stanisława Grochowiaka,

który pokazuje, że za newsami goniono wieki temu ;-) 


czwartek, 08 lutego 2018

   

 

Nie pijąc wina marny ze mnie poeta.

Li Bai  po nocnej libacji patrzy na mnie 

z pobłażliwością. Nawet księżyc odpłynął!

- Ile to wieków temu żyłeś poeto? -

mówię - a sława twa ni trochę nie przemija.

- Świat zawsze będzie się upajał poezją,

a Ty, zacny Nezumi, nie zginiesz we mgle.

Kiedyś byłem człowiekiem, takim jak Ty.

Dziś nie jestem nawet pyłem moich kości.

A mimo to żyję!  I Ty także żyjesz,

Choć ludzie o twym istnieniu zapomnieli.

Ona o Tobie pamięta, a ja marzę, 

Snując twą miłość cierpliwie jak jedwabnik.

Spotkamy się w zaświecie i popijemy! - 

- Żegnaj Poeto, życie jak sen jest krótkie,

A mrok wieczny resztę milczeniem spowija...

 


 zdjęcie nazumi13 (Nezumi)

Jego sens wyjaśnia częściowo mój drugi komentarz.



    

    

środa, 07 lutego 2018

 

   Kiedyś już wyjaśniając sens słowa

melos, umieszczałem tę piosenkę

Bima Shermana. Jest słodka, jak

kilka innych z tej unikalnej płyty.

      Lubię jej brzmienie i kojącą łagodność śpiewu. 

I cieszę się, że przykry, masakrujący moje zdrowie

dzień mam już za sobą. 

      Ale była i chwila dość interesującej rozmowy z

poważną studentką...Chwila ta trwała z półtorej

godziny, aż zapadł zmrok i poczuliśmy się trochę

głodni. Rozmowa dotyczyła głównie naszych polskich

problemów - absurdów nauki, sytuacji służby zdrowia,

systemu politycznego, ale także wyuczonej bezradności

wielu młodych ludzi i pewnej ich beztroski w

traktowaniu własnej wolności, która została im dana, i

o którą nie potrafią i nie chcą walczyć.  Mówiła dość

krytycznie o swoim pokoleniu. W odróżnieniu od  

wielu moich podobnych spotkań ze studentami 

w przeszłości nasza rozmowa nie miała charakteru

osobistego i mieściła się całkowicie w ramach

czysto obiektywnej wymiany zdań, co nie znaczy,

że była beznamiętna. Nie było w niej zwierzeń,

wyznań wiary, ani kłopotliwej dla mnie czasem

fascynacji moją niepozorną osobą. Umiejętność

słuchania tego, co mówią ludzie, uważam jednak 

za pewien swój dar, nie każdemu chyba w takim

samym stopniu dany i nie dający się sprowadzić

do zawodowej rutyny.

     Najpierw posłuchaj tego, co ma do powiedzenia

druga osoba, wniknij w jej intencje i przeżycia,

a dopiero potem analizuj to (możesz to zrobić nawet

po rozmowie), a kiedy osoba ta otworzy się przed

Tobą intelektualnie lub emocjonalnie, możesz

zakomunikować jej własne myśli, i podjąć pewną

dyskusję.

    Niestety w kontaktach czysto wirtualnych,

kiedy nie widzę twarzy osoby ani jej reakcji na

to, co mówię, zdarza mi się reagować w sposób 

nieco odruchowy i mechaniczny (jak zresztą

pewnie wszystkim). Dlatego bardzo ważny  

jest czasem bezpośredni kontakt, rozmowa

i fizyczna niemal obecność drugiej osoby,

która przestaje być dla nas jakąś abstrakcją

lub członkiem grupy.

      Ostatnio w necie ktoś nazwał mnie

"filosemitą", a ktoś inny "śmierdzącym 

antysemitą."  Jeszcze ktoś inny napisał:

"Synu, pewnie masz ze dwadzieścia lat,

a ja od dwudziestu lat studiuję to

zagadnienie - Ciebie jeszcze na świecie

nie było." ;-) To pokazuje jakimi

beztroskimi idiotami potrafią być ludzie

formułując podobne opinie...




 

wtorek, 06 lutego 2018

          

     Zastanawiam się nad sensem

słów: "Życie nie polega na

tym, żeby po prostu przeminąć.

Polega na dotarciu w głąb siebie."

Odruchowo się z nimi zgadzam,

ale, czy nie wyrażają jednak

pewnego drogiego ludziom

takim jak ja złudzenia?

    Wieje wiatr i zasypuje mnie

mokrym śniegiem. Jakaś młoda

Japonka podchodzi do mnie

i prosi, żebym zrobił jej kilka

zdjęć. Jest przesympatyczna

i jej twarz jaśnieje czarującym

uśmiechem. W torbie mam

"Złotą pagodę" samobójcy Mishimy,

ale nie wspominam o niej. Dziewczyna

jest tak nieprawdopodobnie

serdeczna, że jestem rozpromieniony

jak zimowe słońce. Zwraca się do

mnie jakbyśmy znali się od dawna.

W którymś momencie nasze uśmiechy

połączyły się, a kiedy oddawałem

jej aparat byliśmy ze sobą tak blisko,

jakby miało tak już być zawsze.

      Dopiero co wyszedłem z 

gabinetu lekarskiego. Oznajmiając

rzeczy raczej niepokojące o moim

stanie zdrowia lekarka, starsza już

kobieta, co pewien czas ściszała głos

i mówiła o chłopaku, który przed chwilą

z nią rozmawiał: "Dziwnie jakoś się

zachowuje, a może to jakiś terrorysta?"

Przez drzwi wszystko słychać, więc tylko

uśmiechałem się do niej uspokajająco. 

Chłopak zachowywał się rzeczywiście

dość dziwnie i miałem nawet zamiar

zaczekać na korytarzu i zobaczyć jak

wychodzi, ale postanowił przepuścić

inną osobę...

       Z biologicznego punktu widzenia

sensem życia jest reprodukcja życia,

a nasze jednostkowe istnienie skazane

jest na zagładę. Człowiek oczywiście

wierzy, że życie nie polega na tym, żeby

przeminąć...Może sensem mego życia

było spotkanie tej dziewczyny?

Albo słowa, które wyszeptała Pani

Doktor?  Kto to wie?  ;-)

 


poniedziałek, 05 lutego 2018

 

 

Wędrując po Drodze mlecznej

napotykam wzrok zmarłych przyjaciół.

W jej kurzu ich rozgwieżdżone twarze

patrzą na mnie błagając

o chwilę zwykłego życia.

A przecież życie gwiazdy

jest prawie nieskończone

i tak jasne w porównaniu z naszym!

        

"Chcemy żyć!"  - wołają ich źrenice -

"Chcemy jak dawniej czuć radość, szaleć,

 cierpieć, zachwycać się, obojętnieć, 

 zapominać, trzymać w dłoni czyjąś dłoń,

 kwiat, muszelkę, albo rozwiązywać 

 krzyżówki i szukać wśród stery rupieci

 ulubionej książki o pożółkłych kartkach.

 Chcemy widzieć motyle w letnim słońcu

 i martwą naturę, myśleć o rzymskich

 cezarach i legionach poetów, słuchać

 muzyki, patrzeć w ekran, tańczyć,

 słyszeć śmiech dzieci, cierpieć

 na artretyzm, głaskać koty, zabijać mole,

 kochać życie, pierdolić to wszystko

 i znów kochać!  Pozwól nam

 choć na chwilę zejść na ziemię!"  

 

 "Kochani, Ziemi bym wam przychylił!

 Lecz nie jestem władny" - odpowiadam

 jak niski rangą urzędnik - "Ale może

 jest ktoś, kto może wam pomóc?

 Musicie go szukać znacznie wyżej!

 Ale czy naprawdę nie potraficie cieszyć się

 własnym szczęściem?"

        

        

niedziela, 04 lutego 2018

 

     Szli ogrodową ścieżką. 

     - Nie ma zbrodni doskonałych,

są tylko niewykryte - powiedział

prefekt Kobayashi, który bawił

się jakimś znalezionym przy

źródełku kamykiem.

   Inspektor Nezumi milczał. 

Nie palił i trudno mu było

udawać, że jest zamyślony

i nie słyszy tego truizmu.

   - No tak - odpowiedział.

   Ale dzień zapowiadał się

raczej smutno. Jeszcze nawet

nie opadła poranna mgła, a

już wiadomo było, że ofiary

są dwie. Ta druga dziewczyna

została pozbawiona życia

w zupełnie innym miejscu

miasta, ale w niemal identyczny

sposób.

       Kobayashi poczęstował

go bułką z indykiem. Rytuał

nakazywał poczęstunek

przyjąć, bowiem prefekt

chciał mieć najwyraźniej 

towarzysza w konsumpcji. 

Rzecz całkiem ludzka. Ale

jedzenie w świątynnym ogrodzie 

wygląda raczej na profanację

jego kosmicznego piękna.

     - Zwariować można! Od rana

taki kociokwik!  Wszyscy mnisi

co prawda już przesłuchani. To

ranne ptaszki, ale niemowy.

O siódmej zjawił się ostatni...

Oczywiście niewiele powiedzieli,

ale za to mają alibi. W tej samotni

nawet ptaka nie można wyjąć

tak, żeby inni o tym nie wiedzieli.

Zresztą oni szczają o tej samej

porze - jak w elektronicznym

zegarku. - Kobayashi był

wyraźnie zdegustowany.

       - A to drugie miejsce gdzie? -

       - Na ulicy - przy stacji metra.

Ale zwłoki denatki zostały tam

podrzucone...Też blondyneczka. 

Obie facetki przystojne. Turystki. -

      - Chyba raczej - zgrabne...- 

      - Nie denerwuj mnie, Nezumi.-

ostrzegł lojalnie prefekt.

      - W kwestiach językowych

zawsze możliwy jest kompromis -

rzekł inspektor. - A przypuszczalny

motyw zbrodni? -

     - Niesamowite! Przecież to twoja

sprawa Nezumi...Powiedz mi, czy

Noriko jeszcze z tobą mieszka?

Bo zachowujesz się jakoś dziwnie? -

sapał przełożony.

    - I tak i nie. -

    - Rozumiem. Zjawia się czasami...

To co, jedziemy? - zaproponował.

    - Wolałbym - nie. Jest ładny dzień,

wolę przejść się na spacer. -

    Prefekt prawie wrzasnął, ale w

końcu musiał zrozumieć, że Nezumi

trzy dni temu zwolnił się z pracy i że

jego podanie o zwolnienie

zaakceptowano.

    - To po co tu przyjechałeś? - zapytał.

    - Bo wiem chyba, kto jest mordercą! -

    - Faktycznie twojego alibi jeszcze nie

sprawdzałem. - zaśmiał się Kobayashi.  

- A może podejrzewasz mnie? -

    Nezumi milczał przez chwilę, a potem

ustosunkował się do postawionego

pytania:

    - Morderca najpierw przebrał się za

mnicha, a potem zamieszkał na terenie

świątyni. Było to mniej więcej w tym  

czasie, kiedy odpoczywał pan rzekomo

nad morzem. W nocy, podczas której

dokonano obu morderstw, pozostawił

dwie ulice dalej taksówkę. A potem,

udając taksówkarza, zwabił do niej

ofiarę, której ciało następnie podrzucił

przy stacji metra na peryferiach.  W

drodze powrotnej zabrał drugą pasażerkę

i jej ciało podrzucił w świątyni. Niedługo

potem pojawił się tam pan... -

       - Ale po co miałbym mordować

w miejscu, w którym wszyscy wszystko

widzą? -

       - Widziałem, jak bawi się pan tym

kamykiem. Obaj doskonale wiemy, że

powinien on być zabezpieczony. Mogły

być na nim ślady krwi. -

      - No i co z tego? -

      - Chodziło panu o to, żeby prowadzący

śledztwo nie dziwił się, że na kamyku są

pańskie odciski palców. -

      - A co ma kamyk do dziewczyny? -

      - Udusił ją pan, kiedy po niego się

schylała, a potem odruchowo go zabrał

i ściskał w dłoni, ale jego serce nie

przestawało bić!  Więc włożył go pan

do ust i zaczął ssać jak dziecko cukierek. -

      Prefekt nieźle się ubawił:

      - Nie znam wszystkich poradni

w Kioto. Ale jest pewien psychiatra,

którego z czystym sumieniem mogę

ci polecić. - rzekł. - Ach ta Noriko...

Ile to się czasem złego dzieje z powodu

jednej kobiety!  Słusznie mówią, że

to puch marny. Ale, żeby coś takiego  

sobie uroić - no, no...Może obejrzyjmy

materiał z kamery? -

       - Sprawdziłem to! Kamera zacięła

się na jakieś dwie godziny przed

przypuszczalną godziną zgonu denatki. -

       - No proszę, proszę...A ja już nie

wierzyłem w istnienie demonów.

Podejrzewasz mnie o tak prymitywną

grę Nezumi? Przecież jestem

profesjonalistą. Wstydzę się za ciebie

i kładę na karb stanu twego umysłu. -

      - No właśnie...Nikt pana o to nie

będzie podejrzewał. Będzie mi niezwykle

trudno przekonać kogokolwiek. -

     Padł strzał. Nezumi spojrzał w

znieruchomiałe oczy leżącego w kałuży

krwi prefekta i miał wrażenie, że z niego

drwią. A potem poszedł na długi spacer. 

Wiewiórka w parku grzebała w koszu

od śmieci, matki niańczyły dzieci, kaczki

goniły się po jeziorku, a wrony głośno

krakały. Zapowiadał się piękny, słoneczny

dzień. Taki, w którym wszystko dzieje się

samo przez się...

    

      



 


     

      


    


 

 



 

 


sobota, 03 lutego 2018

.............................................................................................................................

..................................................................................................................................

piątek, 02 lutego 2018

  

    W trudnych chwilach życia słucham

tej piosenki i zawsze mnie uspokaja.

      Nie wiem kim jest dzisiaj Willi - podobno ludzie zmieniają

się. Ale był człowiekiem uduchowionym. A hipnotyczny, powolny

rytm tej pieśni roots reggae koi mój smutek. Łagodna rezygnacja

w obliczu nieszczęść przemawia do mnie całkiem niezależnie

od biblijnego kontekstu wiary. To poddanie się z ufnością losowi

nie ma w sobie nic z resentymentu i poczucia bezsilności.

Nie zmienimy praw Natury, a wobec ludzkiej niedoskonałości

i niegodziwości właściwą postawą jest współczucie.

     Jego inną pieśń "Armagideon Time" nagrał później

popularny zespół "The Clash" i jest to jeden z najbardziej

znanych utworów reggae.

czwartek, 01 lutego 2018

 

     - Z Pana to taka memoza, galareta

    Panie Miglanc - powiedziała Ida

    Mendel. Pan dajesz dwa złote, a nie

    bierzesz za to czterech? A ja sze pytam,

    gdzie jest przychód?  W skarpetach?

    Tak nic pan nie odłożysz na czarną

    gadzinę! -

   

    Pan Miglanc zmartwił się:

    - Ja poezję piję duszkiem z każdej 

    chwili, z każdego liścia i kwiatu,

    z każdej kropli rosy.  Ale nazwisko

    trochę mnie przeszkadza. Ludzie

    mówią: Taki miglanc! Jak on może

    poezje pisać? A we Pani szanowna,

    sze ja nie wiem nawet, co to znaczy

    miglanc...Do tej pory.-

    - Miglanc to ty nie jesteś, rybko! 

    Powinienesz sze nazywać Memoza.

    Jak ten Portugalczyk. Od razu widać,

    że jesteś sefardyjski. Stałbyś se

    w szklarni, w cieplarnianych

    warunkach i tulił listki. Czy piszesz

    już memuary o nenufarach? Kleopatra,

    ta to miała nosa! -

   

    - Nie, pizdeczko kochana, zbyt

    nieśmiały jestem. Taję wszystko w

    mym sercu, które łka czasem cichutko,

    a chciałoby jak wierzba płacząca

    zapłakać. -

    - Wrażlywa z Ciebie dusza!...No, ale do

    trzech to ty zliczyć nie umiesz! Żeby

    wyjść na swoje, sieroto, musisz sze nauczyć

    liczyć. Pamiętaj, dajesz dwa złote, ale

    wyciągasz cztery. Ludzie widzą tylko,

    że dajesz dwa złote. Powiedzą: "Jesteś

    dobroczyńcą Goldman!" Masz złote serce...

    i codziennie jesz kawior. - 

   

    - Chałwa Bogu na chałę jeszcze

    mi starcza!  Z wódeczką i szledzikiem

    gorzy...Twórczości nie ma czym zapić! -

    - Zamieszkaj ze mną!  Latorośl nie

    umie grać na pianinie. Mógłbyś ją

    nauczyć, a mnie trochę zdeprawować. 

    Nieboszczyk mąż jak wiesz dorobił się

    na gumach do majtek. Rozumie sze,

    że to żarty...Ale Rebeka musi się nauczyć  

    grać. Chciałam nająć Horowitza albo

    Rubinsteina, zgodzili sze, ale terminarz

    mają napięty. Rubinstein to nawet w

    dekolt mnie zajrzał! -

   

    - A wiele za to dostanę? -

    - Dweście złotych na rok. A jak ją

    tkniesz - trzy lata paki. -

    - A ile będę dłużny Szanownej Pani? -

    - Tak ze czterysta na okoń. Jednakowoż

    nigdy nie wiadomo, co sze złowi. Ale

    wiersz pan musisz codziennie 

    napisać, żeby była kupa śmiechu. -

    - Ja tylko same poważne pisze. -

    - No właszne. Boki można zrywać!

    Najlepiej napisz pan poemat o sraniu.

    Mnie czasem ciekawi, czy nasi pierwsi 

    rodzice mieli taką potrzebe, albo 

    Batszeba czy ją miała?...Humor, satyra! - 

    - Muszeli mieć...Wszak pożywali 

    owoce z drzew rozmaitych. -

   

    - No idź już Pan, bo sze za chwile

    zsikam. - powiedziała uprzejmie

    Ida.

    - Jeśli potrzebuje pani do toalety,

    to oczywiszcze znikam!  Oto moja

    wizytówka. -

          I znikł.  Ale jakoś więcej się

    nie pojawił...


    --------

    To nie jest zapowiadana przeze mnie historia, ale coś całkiem

      nowego.


środa, 31 stycznia 2018

       W 2011 roku Ghalia Benali nagrała smętną bardzo płytę

"Romeo & Leila", której delikatną melancholię lubię...A tu

proszę! Trzeba to chyba zobaczyć. Bo może właśnie tak jest...Kto

czuje prawdziwą radość życia, ten bywa czasem zamyślony i smutny.

Z Suad Massi często sobie tańcuję i podśpiewuję, grając na

moich muzycznych instrumentach, ale Suad na koncercie jest

zupełnie inna - jest skupiona i akompaniuje sobie na gitarze.

A Ghalia zupełnie mnie tym tańcem zaskoczyła - podobnie jak

wesołością, która nie kojarzy mi się z tym, o czym i jak śpiewa...

      Taniec derwiszów,  czy chasydów też ma w sobie wiele

ekstatycznej radości...i zarazem głębokiego smutku. 

 

     Ale dzisiaj przed wyjściem wysłuchałem tylko 9 symfonii

Brucknera. Sir Simon Rattle nagrał kilka lat temu jej pełną

wersję. Czwarta jej część istniała jedynie we fragmentach

i szkicach, ponieważ pracę nad nią przerwała śmierć kompozytora,

i nie była dotychczas w całości wykonywana. Okazało się jednak, że

te fragmenty były obszerne i rekonstrukcja robi spore wrażenie.

Rattle dyryguje z pasją...To głęboko tragiczny utwór.

    Jeszcze kilka lat temu Bruckner należał do "moich niemożliwych."

Jego muzyka wydawała mi się pompatyczna i przytłaczająca,

pozbawiona tej cudownej ekonomii dźwięków i lekkości, jaka

charakteryzuje symfonikę młodego Haydna i Mozarta...Szczerze jej

nienawidziłem.  A w kompozytorze widziałem nawiedzonego religijnie

dziwaka, który podczas wieczornych przechadzek liczy drzewa i zwykł

z upodobaniem oglądać twarze nieboszczyków.

   Ale teraz nie tylko ją rozumiem, ale jej "absolutny" charakter

wydaje mi się czymś zupełnie naturalnym. Wprawdzie znam poza tym

jedynie 8 symfonię i dwie msze, jednak podziwiam ich skupienie, a

metafizyczny horror dziewiątki robi na mnie ogromne wrażenie.

Nic dziwnego, że podczas mej wizyty u znajomego wybitnego malarza

mówiłem o nim...i okazało się, że dla niego Bruckner jest niemal

Bogiem.

00:52, nazumi13
Link Komentarze (2) »
wtorek, 30 stycznia 2018

 

Kiedyś piosenki nie trwały nawet 3 minut...Swans pokazują,

że można wydłużyć ten czas dziesięciokrotnie nie powodując

uczucia nudy :-) i dostarczając niejakich (ale nie nijakich) 

przeżyć.

        Nie będzie we wpisie zapowiadanego (i napisanego już) tekstu...

Jest muzyka, której dzisiaj słuchałem. I chiński aforyzm, przetłumaczony

przez Piotra Plebaniaka, w książce o której kiedyś wspominałem (Starożytna

mądrość chińska w sentencjach, PWN 2010) 

    Świat pełen jest znajomych,

iluż jest jednak prawdziwych

przyjaciół, którzy znają sekrety

naszego serca?

     

     No iluż? :-)

 

02:04, nazumi13
Link Komentarze (9) »
poniedziałek, 29 stycznia 2018

 

    

    Moja znajoma Beata poprosiła mnie,

abym udostępnił jej w jakiś sposób

jedną z moich książek, ale, żebym

zrobił to jeszcze przed swą śmiercią, bo

nie chce jej czytać, kiedy mnie już nie

będzie. Odebrałem to jako miły przejaw

tzw. loving kindness. 

     Obiecuję, że jeśli będę jutro żył,

to wrzucę tutaj krótkie opowiadanko,

które napisałem dziś w nocy. Jest

absurdalne i dość drapieżne w swym

poczuciu humoru.

    Śmieję się z niego w duchu szczerze.

Ale zastrzegam sobie prawo nie

publikowania go, jeśli mój nastrój do

jutra się zmieni. Nie ma ono oczywiście

nic wspólnego z Beatą, której raczej

nie widuję, bo mieszka w innym

mieście. 

     Ale skąd się wzięło owo "przed

śmiercią?"  Niedawno pewna staruszka

westchnęła:

    "Chciałabym jeszcze zobaczyć morze,

no ale już go pewnie nie zobaczę!"

A ja uświadomiłem sobie, że widziałem

je trzydzieści lat temu. To wyznanie

stało się dla mnie czymś, jak oświecenie,

które przeżył Cioran, kiedy usłyszał od

staruszki słowa, które stały się mottem

jego filozofii: "Nic nie można na to

poradzić!"

     Uwielbiam morze! Ale widziałem

później tylko kanał nazywany

przez Anglików angielskim, a przez

Francuzów - francuskim. To zresztą

dość romantyczna historia.

    Rzecz jasna wiele razy mogłem

stracić życie!  Raz w czasie

niezapowiadanej burzy nocą

dosiadła się do mnie na promie kobieta

bez twarzy i to w chwili, kiedy

wyłączyło się światło...Dopiero, kiedy się

zapaliło, okazało się, że miała po prostu

czarną skórę. Śmieliśmy się z tego oboje.

Była młoda i pełna energii.

    Akurat w tym czasie w Ramsgate

zatonął prom, w którym przemieścił się

ładunek. Nic dziwnego, że poczułem się

trochę ramshackle.

      Kończę już, bo chciałbym jeszcze

"przed śmiercią" wykąpać się, wymyć

ząbki i zdrzemnąć, szczególnie,

że idę rano do lekarza, a lekarz jest

kobietą... :-)

     Może dlatego, że dawno nie

widziałem morza, piszę o nim tak

(podobno) sugestywnie...Tęsknota. 

    A może ktoś, czytając te słowa

namyśli się i zechce mnie zobaczyć? 

Nie wiem, jakie robię wrażenie jako

duch :-)

 


niedziela, 28 stycznia 2018

 

   

     Ktoś tak przetłumaczył zdanie

z "Makbeta":

    "Sen co potrafi rozwikłać splątaną

nić każdej troski."

     Od kilku dni w ogóle nie śpię.

Mam nadzieję, że organizm upomni

się o swe prawa i sen zmorzy mnie

snem może jeszcze nie wiecznym...

ale niosącym ukojenie.

    Smutne są chwile porannej tęsknoty

za kimś...kto może o tym wie, a może

nie wie.

   

 

 

 

  zdjęcie nazumi13

   Chciałem tu wyświetlić piosenkę Evory, ale na Bloxie "coś się

zacięło."  Może teraz się uda, ale to już zupełnie inna muzyka :-)

     Mój kult Coltrane' a obejmuje wszystkie okresy jego twórczości. 

A właściwie nie jest to kult, ale jakiś rodzaj miłości do tego artysty,

dla którego muzyka była samym życiem. Był na niej absolutnie

skoncentrowany...A ten utwór ma w sobie coś z medytacji, ale

medytacji egzystencjalnej i jest w swej cichości ciepły jakby płynął

prosto z serca. Słyszałem go po raz pierwszy kiedy zaczynałem 

dopiero słuchać muzyki. I później wiele razy do mnie wracał,

podobnie jak sama ta po jego śmierci dopiero wydana płyta

(jedna z najlepszych - "Expression").

 

01:05, nazumi13
Link Komentarze (6) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 184