Blog > Komentarze do wpisu

Rozmowa samobójców

zdjęcie nazumi13

     To był ich ostatni wspólny spacer.  Trzymali się

za ręce, ale Sasaki wiedziała już, że zamierza go

opuścić. Litowała się trochę nad nim, a poza tym

chciała uniknąć sprzeczki. Ale on wyczuwał fałsz

w jej jeszcze czułych słowach i wyuczonych

gestach, choć jak skazaniec wiedział już, że nie

ma odwołania od jej wyroku.

      Chciał ją prosić, żeby wszystko jeszcze

przemyślała, ale znał ją na tyle dobrze, że był

prawie pewien, że swe tchórzostwo poczyta

za akt odwagi, a zniewolenie uzna za wolność.

Jej decyzja musiała być nieodwołalna,

podobnie jak niemożliwe było, aby nie czuła

się nią zakłopotana. Jednak zmiana byłaby

w jej poczuciu przyznaniem się do słabości

i do uczucia, które postanowiła uciszyć 

z lęku przed życiem.

      Mimo wszystko jej zawstydzenie sprawiało

mu jakiś rodzaj radości. Kiedy ktoś robi coś

złego i jest zawstydzony lub smutny, to

znaczy, że nie jest taki zły.  Współczuł

jej bardzo, bo wiedział, że rozstanie

ugodzi w nią bardziej niż w niego, choćby

udawała przed sobą, że jest inaczej. I jak

ktoś, kto po raz ostatni widzi słońce, cieszył

się każdym jego promykiem na chwilę przez

nadejściem zmierzchu.

      Sasaki nie pozwalała mu już robić zdjęć,

a kiedy przysuwał się zbyt blisko, odsuwała

się od niego, zwiększając dystans. Bawiło

go to trochę, kiedy przypominał sobie

wieczory wypełnione pocałunkami.

      Ten, kto kocha, nie może uwierzyć w to,

że przestał być kochany. Wydaje mu się to

absolutnie niemożliwe i we wszystkim szuka

potwierdzenia, że miłość mimo wszystko

istnieje. Nie jest przecież namiętnością,

która znika nagle jak duch. Wytrzeźwieć

można z zakochania, ale nie z miłości.

       Na jakieś trzy tygodnie przed

śmiercią, a była to już zima, przyszedł

do mnie i powiedział, że się zabije.

Odpowiedziałem mu, że w życiu zawsze

jest nadzieja i że kiedy wydaje ci się, że

to już koniec, to dopiero początek...

Ale ponieważ wiedziałem, że wszystko to

nie jest takie proste, wspomniałem o tym,

chcąc uniknąć zbyt łatwych pocieszeń.

      Popatrzył na mnie wzrokiem szaleńca

i odpowiedział bardzo cicho:

     - Jesteś dobrym człowiekiem Nezumi.

Ale ja już wszystko przemyślałem.

Kochałem ją, a ona skrzywdziła samą

siebie. Kiedy się zabiję, może zrozumie,

że kochałem ją bardziej niż życie. -

     - Wątpię w to Toru. Taka śmierć jest

piękna, ale i niepotrzebna. Ona tego nie

poczuje. Ten sam lęk, który porwał ją do

krainy mroku, sprawi, że jej wewnętrzne

światło nie będzie dla niej widoczne.

Tam gdzie jest lęk, miłość przygasa. Nie

mówię, że przestaje istnieć, ale jest zbyt

mocno stłumiona. Pomyśli, że byłeś chory,

albo, że chciałeś ją ukarać lub zranić.

A najprawdopodobniej nic nie pomyśli.

Zresztą może miała już inne plany. Albo

zbyt mocno ją zaszczuto i uwierzyła, że

powinna dać sobie spokój. Bardzo często 

nie potrafimy też komunikować się z

najbliższą osobą. Nie ty jeden!  Gdyby 

dała ci drugą szansę, jak się czasami mówi,

a przede wszystkim dała ją sobie, to być

może ta komunikacja poprawiłaby się

i bylibyście wciąż razem.  Zdarza się tak

podobno w dziewięciu na dziesięć

przypadków. Bo miłość to także wola...- 

      - Nezumi, czuję, że zwariuję, jeśli

tego nie zrobię i będziesz musiał odwiedzać

mnie w szpitalu. Sam mówiłeś kiedyś, że

miłość to psychoza. -

      - Nigdy tak nie mówiłem. Jeśli ją

kochasz, to odrzucenie nie zniszczy twej

miłości. To chyba mówiłem. Być może

nawet umrzesz z jej imieniem na ustach. -

      - Romantyk z ciebie, przyjacielu. 

Podejdź do tego bardziej praktycznie.

Czujesz niepokój i tęsknotę, a twoje życie

jest jedną wielką raną.  Chodzi tylko o to,

aby skutecznie się zabić. Wiesz, że one

zwykle zabijają się tak, żeby można je

było odratować. A ty masz to zrobić tak,

żebyś nie musiał potem żyć z uszkodzonym

mózgiem lub połamanymi żebrami. Klikasz

na stronę w necie i mówią ci tam, jak to

masz zrobić - skurwysyny! -  

      - Toru...Zbyt chłodno o tym myślisz.

W rozpaczy przywołuje się inne myśli.

Przede wszystkim nie wiesz, czy ona

do Ciebie nie wróci. - skłamałem - A poza

tym, kiedyś życie wyda ci się zbyt krótkie.

Wiesz jak szybko mija czas? Nigdy, ale to

nigdy nie porzucaj nadziei. Nawet w piekle.-

      - Byłeś moim jedynym przyjacielem

Nezumi. -

      - No i chyba wciąż nim jestem. -

      - To zrozumiesz, że muszę Cię opuścić.

Nie miałem szczęścia. Gdyby sprawy

potoczyły się choć trochę inaczej, ona

by ze mną była. Wiesz, jakie są kobiety.

Poczuła się zmęczona. -

     Rozmawialiśmy jeszcze do późna w

nocy błądząc po opustoszałym parku.

Toru tłumaczył mi, że popełniłem błąd

nie zabijając się, kiedy Noriko ode mnie

odeszła. Nie był to dla mnie zbyt miły

temat, a poza tym nie wiedziałem, czy

należy te rzeczy ze sobą łączyć. Nigdy

nie mówiłem mu o naszym rozstaniu.

     - Kochałeś ją i ona też na swój sposób

Cię kochała, ale nie była swemu uczuciu

wierna. Zdradziła je i samą siebie. Chciała

już tylko czuć się bezpieczna.  To była

jej bezwarunkowa kapitulacja, ale musiała

mieć poczucie, że zwycięża i dlatego była

tak okrutna.  Przecież nawet największe

rany goją się, kiedy potrafimy wybaczać. -

     - Wiem, że mnie kochała Toru. Ale 

miłości trzeba czasem dopomóc. Jeśli

poczuła się zraniona lub straciła nadzieję,

to powinna sobie zaufać. Uwierzyć we własne 

siły. Jednak nie nazywałbym tego zdradą. -

     - A ja - tak! -

     - Więc chyba ją obwiniasz? -

     - Nie. -

     Rozmowa stawała się zbyt długa, a

słowa zaczęły tracić wszelki sens.

Powiedziałem, że idę do domu.

     - Ale wiesz, że już mnie nie zobaczysz? -

spytał.

     - Wiem. - odpowiedziałem. - Ale może

lepiej, żebyś pomyślał, że to ty nie zobaczysz

mnie. -

     - Masz rację. Dziękuję Ci, że nigdy mnie

nie pouczałeś, choć jesteś ode mnie dwa

razy starszy. I za to, że próbowałeś odwieść

mnie od mojej decyzji. Ale ja, tak jak ona,

nie zmieniam swych decyzji. Muszę być

nieomylny. Nie można przecież dwa razy

wejść do tej samej rzeki. -

    - Nie zabijaj się...Będzie jej przykro. -

powiedziałem i wsiadłem do nocnego

autobusu. - I mnie też będzie bardzo

smutno...

    Ale było już za późno. Toru podjął

decyzję. A skoro ją podjął, to nie mógł

przecież się pomylić. Chciał zabić siebie,

tak, jak ona zabiła swą miłość do niego. 

Chciał myśleć, czuć i działać tak, jak ona.

Reszta jest tajemnicą...

    Kiedy zapalam lampkę na jego grobie,

a robię to prawie codziennie w mniej

lub bardziej symboliczny sposób, widzę

jego uśmiechniętą twarz i przypominam

sobie chwilę, w której go poznałem.

Wszystkie nasze wspólne radości, fascynacje

i nadzieje.  Myślę o jego odwadze w chwili

śmierci i żartuję: "Mój biedny Toru, gdybyś

znał lepiej filozofię, to wiedziałbyś,

że do tej samej rzeki nie można wejść

nawet raz. I przestałbyś o tym myśleć.

Ale kochać byś nie przestał. Miłość

to wieczysta tęsknota..."

     

 

    

 

 

czwartek, 13 września 2018, nazumi13

Polecane wpisy

  • Wieczorne ukojenie

    Zagubiony w pejzażu późnego lata jestem jednym z tych pociesznych ludzików które wraz z pieskami kotami i kretami krzątają się po ogrodzie ach jaką muszę bu

  • O żałobie i melancholii nieco namiętnie

          "Żałoba oznacza zerwanie po kolei wszystkich więzów, które każą nam odczuwać utratę przedmiotu naszej miłości jako utratę nas samych."

  • Książka, czy winogrona?

          W taniej książce pojawił się "Syntetyczny Bóg", wybór esejów i drobiazgów Huxleya. Twórczość nieliteracka Huxleya nie jest mi oczywiśc

Komentarze
2018/09/13 09:32:26
Umrzeć z miłości niespełnionej... to jakoś do mnie nie dociera. Zawsze samobójstwo takie wygląda mnie na demonstracyjne pokazanie kochanej osobie - zobacz co mnie zrobiłaś/łeś. Cóż, ja się na tym zupełnie pewnie nie znam, rozstania mam też za sobą trudne, ale we wczesnej młodości, a wtedy wszystko to miało jakąś inną perspektywę i nie wiem czy to były jedynie zakochania czy też miłości. Cierpiałem też czasami, jednak nigdy nie miałem wrażenia, że rozstanie kończy wszystko, łącznie z możliwością dalszego życia.
-
2018/09/14 00:25:54
Problem pojawia się wtedy, kiedy miłość
jest spełniona i wydaje się, że będzie trwać,
a nagle zwycięża destrukcja. Oczywiście w
młodości częściej się tak to przeżywa...

Opowiadanko jest trochę inne niż chciałbym,
aby było. Miało zresztą nosić tytuł "Spacer
samobójców." Trzeba je było bardziej
dopracować w tym, co jest poza samym
dialogiem i bardziej jednoznacznie umieścić
w Japonii. Tam samobójstwa są nader częste,
choć próby samobójcze z miłości były kiedyś
surowo karane. Ale Polska niestety goni
Japonię, jeśli chodzi o samobójstwa
popełniane przez mężczyzn, którzy zabijają
się u nas pięciokrotnie częściej niż Panie.
(na świecie te proporcje nie są tak drastyczne).
Główny powód, to podobno efekt
twardych reguł kapitalistycznego świata,
czy raczej naszego, dzikiego kapitalizmu.
Życie jest czasem zbyt ciężkie (stresujące).
Ale myślę, że ma to też związek z osłabieniem
relacji międzyludzkich opartych na poczuciu
bliskości.
-
2018/09/14 00:29:34
Racje przedstawiane przez osoby występujące
w tym opowiadanku są jednak, jak sądzę,
przedstawione dość realistycznie. Opiera
się ono bowiem na moim doświadczeniu
w kontakcie z osobami, które próbowały
odebrać sobie życie...Choć te rozmowy
bywały o wiele bardzie depresyjne i
dramatyczne.
-
2018/09/14 00:41:49
Rację przedstawione w opowiadaniu to dla mnie ciekawy temat do przemyślenia, choć trudno mnie je wszystkie zrozumieć.
A samobójstwa to poważny problem współczesnego świata, w Polsce podobno co roku małe miasteczko odchodzi z tego świata śmiercią samobójczą.
-
2018/09/14 01:04:00
To racje głęboko subiektywne.
Iwaszkiewicz pewnie cieszyłby się
widząc, że mężczyźni przedstawiani
są tu trochę jako ofiary kobiet
(bo tak jest u niego) ;-)
W rzeczywistości jest
to o wiele bardziej złożone.
Ale prawdą jest, że lęk i depresja
zabijają miłość. Dlatego wymaga
ona dzielności i zdolności do ofiary.
I że dla mężczyzny odrzucenie jest
większym problemem i częściej
prowadzi do samobójczej śmierci
(przeprowadzano jakieś naukowe
badania), a kobiety łatwiej się
przystosowują i bagatelizują problem.