Blog > Komentarze do wpisu

Cienie i jasność Keitha Hudsona

 

    Uwielbiam tego człowieka i piosenkę. 

 

     Keith Hudson nie miał tak wyćwiczonego, ani ładnego głosu

jak wielu jamajskich wokalistów i działał głównie jako producent.

A mimo to kilka płyt jakie pozostawił (choć nie ta, z której

pochodzi piosenka), to najlepsze płyty reggae, wyjątkowe

i unikalne. Muzykę tworzą talent, determinacja i przesłanie, a

przede wszystkim swoboda posługiwania się środkami muzycznymi.  

Hudson pisał teksty, które coś wyrażały, komponował piosenki

oparte na wyrazistym rytmie i do tego świetnie je aranżował.

Jednak to, co mogłoby być jego piętą achillesową, czyli tzw. wokal

nie tylko nią nie jest, ale to właśnie on tworzy niepowtarzalny,

mroczny i poważny nastrój. Nie sposób go nie pokochać!

Hudson eksperymentował, łącząc czasem reggae z funkiem,

albo tworząc posępne dabowe brzmienia. 

      "Rasta Communication" (1978) to jego najbardziej

konsekwentna twórcza kreacja, mroczna, ale z momentami

pięknych przejaśnień. Jednak najbardziej eksperymentalną

jego płytą jest "Flesh of My Skin, Blood of My Blood" (1974).  

(Wypada tylko żałować, że nie mogła być ona lepiej

akustycznie zrealizowana i jej brzmienie jest trochę

spłaszczone, "garażowe"). Tu też mrok bywa głęboki, jak w

krótkich utworach instrumentalnych i w pieśni "Darkest Night"

(która ma jeszcze lepszą wersję na innej płycie). Oba te nagrania

są cudowne - o ile oczywiście ktoś lubi roots reggae ;-)

(Prezentowane są też na Yutube). Przedwczesna śmierć Keitha

Hudsona sprawiła, że stał się prawdziwą legendą reggae,

choć należy go zaliczyć do wykonawców ezoterycznych,

znanych jedynie wtajemniczonym (nie zawsze tak było).

      Kiedy myślę o takich przedwczesnych odejściach, to

przypomina mi się gorzkie pytanie genialnego perskiego

poety Omara Chajjama: Dlaczego Bóg tworzy ludzkie

życie po to, żeby je zniszczyć?  Jest jak garncarz, który

rozbija własne wytwory.

      

czwartek, 19 lipca 2018, nazumi13

Polecane wpisy

Komentarze
2018/07/19 02:25:47
Z tym Bogiem to same problemy. Danek ma prostą odpowiedź: nie ma co się nad tym zastanawiać, bo i tak nie zrozumiemy. :-)

Reggae jest dobre na wszystko. :-)
-
2018/07/19 02:51:40
W takiej odpowiedzi jest wiele
mistycznego wdzięku. :-)

Lubię reggae (oczywiście to
o dobrym brzmieniu) i dla
mnie jest dobre na wszystko :-)
-
2018/07/19 06:53:55
Cześć Nezumi:)))

Taki Cohen muzyki reggae? Każdy garnek ma swoją wytrzymałość, ale nawet jeśli ucho się oberwie może nosić wodę na swój własny sposób, co oznacza, że mimo słabości i zawirowań zdrowotnych mamy szansę ozdrowieć mentalnie od przekonania, iż stworzył nas po to, by nas zepsuć. Oczywiście jeśli uznamy, że jest. I tym optymistycznym akcentem zażyczam Ci (czemu nie ma słowa "zażyczam" to nie wiem?) spokoju w dniu dzisiejszym, no i jakichś rytmów weselszych do zasłuchania:))))
-
2018/07/20 00:00:14
Dobry wieczór Osho :-))

Poeta pyta, dlaczego niszczy też te twory,
które mu się udały. A tak jest szczególnie
często...Nie wiem, czy z takiego poglądu
można ozdrowieć. To pytanie, na
które każdy Bóg- stwórca powinien móc
odpowiedzieć. Ale kiedy o to pytamy,
odpowiedzią jest milczenie. Ja mam kilku
swoich ulubionych artystów, którzy żyli
o wiele za krótko i ich los zawsze głęboko
mnie wzrusza.
W reggae jest mnóstwo wesołych rytmów
- z tego jest przede wszystkim znane ;-)
Bardzo np. lubiłem Josepha Hilla ("Culture"),
który w całej swej karierze zaśpiewał ze
trzy smutne pieśni. Często jest tak, że jego
tekst jest poważny, a muzyka euforyczna.
Ale te minorowe utwory reggae też bywają
ciepłe...Hill zrobił nam kawał. Czekaliśmy
na jego koncert, a on niestety po drodze
do Polski odszedł i publiczność nie była
szczęśliwa. Ale zmarł w średnim wieku.
Miał zresztą udaną końcówkę - jego
ostatnia płyta była solidna i miała tylko
jeden utwór "restauracyjny", jak mówi
znawca reggae i "czarnej" muzyki Włodek
Kleszcz. (Mnie się bardzo podoba to jego
określenie "muzyka restauracyjna.)"

Z weselszych rytmów proponuję Joy Division,
Bauhaus, Cure (z okresu, kiedy grali taką
muzę), Nicka Cave' a i Toma Waitsa. Osobiście
nie znam niczego weselszego ;-) Może jeszcze
Soap and Skin i czasem Swans.

-
2018/07/20 04:25:34
Nazumi, nie zgadzam sie z kilku powodow z Omar Chajjama.
Po pierwsze, styl zycia prowadzi absolutna wiekszosc ludzi do samozaglady,
po drugie, obecne nasze zycie nie jest ani naszym pierwszym zyciem w fizycznym ciele ani ostatnim.
Keith Hudson umierajac na raka pluc w wieku 41 lat sam zapracowal swoim zyciem na swoje wszesne odejscie z tego swiata. Spiewal jak piszesz "mroczne" utwory czyli mocno zaprawiane narkotykami, alkoholem oraz papierosami.
-
2018/07/20 05:16:48
Cześć:)))

Właśnie słucham Hilla "rocznik 96""Culture one stone" - podoba mi się luzik związany z muzyką reggae, tak lekko podjarany klimat i coś mi się zdaje, że nikt inny oprócz Jamajczyka nie bardzo umie odtworzyć styl klimatu...ponoć reggae pochodzi w ogóle z Trynidadu i Tobago? Twórców i zespoły, które wymieniłeś na końcu są mi "znane", lecz słyszalność ich jest w moim przypadku wyrywkowa...no cóż trzeba nadrobić zaległości.

Dobrego piątku, wszak to kolejny weekend od początku:))))
-
2018/07/20 05:55:06
Danek

Marihuanę na pewno palił, a co do reszty nie mam
pewności...Ale jego muzyka nie jest destrukcyjna.
Jest pozytywna.
Lhasa, która na pewno niczym się nie stymulowała
też umarła na raka. A podobnie Kathleen Ferrier,
osoba wolna od jakichkolwiek nałogów.
Nie zawsze jest tak, że rak jest konsekwencją
niewłaściwego trybu życia. W polskich miastach np.
normy skażenia powietrza są często aż dziesięciokrotnie
przekroczone. A gdzie indziej, choć na pewno nie wszędzie,
może być podobnie.
-
2018/07/20 06:39:52
Część Osho :-)))

Jamajczycy na pewno najlepiej grają, czy może raczej
grali reggae - czują je w sposób naturalny. Luzik jest...
Podobnie jak pozytywne wibracje. Ale świetnie grają też
roots reggae Latynosi (z Brazylii, Argentyny, Panamy,
Puerto Rico). Często świadomie nawiązują do tego, co
w brzmieniach reggae było najlepsze. Są niezwykle
muzykalni, a problemy społeczne budzą w nich rewolucyjnego
ducha. Pointo de Equilibrio, popularny zespół z Brazylii, walczy
z kapitalistycznymi hipokrytami, a Elijah Emanuel
(z Panamy) przypomina kulturę Inków, Azteków i Majów.
(Oczywiście czymś innym jest popularny tam również tandetny
reggaeton). W "Misty in Roots", jednym z najlepszych zespołów
reggae w historii, nie było muzyków z Jamajki i to jakoś można
jednak zauważyć. "Two Sevens Clash" to legendarna płyta
Culture. Jest niezwykle spontaniczna i witalna. Po śmierci
Marley' a brzmienie reggae wiele straciło, ale był to nie
najlepszy okres dla wszystkich rodzajów muzyki i gdyby
Marley w porę nie odszedł, to jego brzmienie też pewnie
uległoby zepsuciu. Widać to też na przykładzie jazzu.
Na szczęście później zaczęto świadomie wracać do
wcześniejszych brzmień "starej szkoły."
Ewenementami są bardzo udane nagrania Correy' a
Harrisa, cenionego bluesmana, który zaczął grać reggae.
Albo króla hip-hopu, który jako Snoop Lion też nagrał płytę
reggae - ocenianą jednak nie najlepiej. No i oczywiście
jest ta świetna płyta "Dub Side of The Moon", odtwarzająca
efekty i materiał z płyty Pink Floyd. Ten sam zespół nagrał
też Sierżanta Pieprza i Radiohead ;-)

Oby po piątku, nadeszła mniej burzliwa sobota :-)
-
2018/07/20 07:02:39
Nazumi, Kathleen Ferrier zmarla na raka piersi w czasach gdy jeszcze nie bylo zadnej terapii przeciwrakowej.
Warunki otaczajacego nas srodowiska sa rzeczywiscie istotne, jednak my sami potrafimy byc najwiekszym swoim wlasnym wrogiem.
Zwykle emocje zabijaja ludzi. Jesli rano wstajesz czujesz negatywne emocje z poprzedniego dnia, jest po Tobie, to tylko kwestia czasu :))
Nikt ludzi nie naucza higieny emocjonalnej.
Oczywiscie mowa o tym na stronach Biblii ale kto poważnie bierze sobie nauki plynace od Boga.
Ludzie sa na tyle madrzy, ze zadnych rad nie potrzebują :))
-
Gość: nazumi13, *.sds.uw.edu.pl
2018/07/20 07:39:37
Danek

W tym, co napisałeś, jest sporo racji.
Emocje mogą wyczerpywać nasze siły
i zmniejszać odporność organizmu.
Ale to nie znaczy, że one jedynie i
brak odpowiedniej higieny życia,
odpowiadają za nowotwory.
...Zgadzam się z tym, że ludzie
odrzucają najczęściej dobre rady,
choć bywa i tak, że właśnie to ratuje
im życie. (Choć częściej pewnie bywa
odwrotnie).
-
2018/07/20 14:04:16
Gdyby emocje zabijały, to już dawno wszyscy by nie żyli. Takie gadanie ma podobny sens do stwierdzenia, że przyczyną utonięć jest zwykle woda. Pewnie, że nie wchodząc do wody nie utoniemy, ale to i tak, prędzej czy później, nie uchroni nas od śmierci. ;-)
-
2018/07/21 01:28:58
Piotrze,
silne emocje powodują powstanie tzw "energetycznej blokady" w otaczającej nas inteligentnej energii.
Taka blokada powoduje, ze wirująca energia nie moze przedostac sie przez tą blokade.
W nastepstwie po jednej stronie blokady powstaje nadmiar energii, po drugiej stronie blokady mamy niewystarczajacą ilosc energii. W efekcie zaburzony zostaje balans energetyczny w naszym energetycznym polu.
Ludzie gromadza ogromne ilosci roznych negatywnych emocji, czesto sa to tez traumy, wyjatkowo silne.
Jesli nie uwalniamy tych emocji z naszego systemu jest tylko kwestią czasu, gdy te zaburzenie pola energetycznego przelozy sie na nasze fizyczne cialo.
Nasze energetyczne pole jest niejako kopią naszego fizycznego ciala. Tam gdzie powstaje energetyczna blokada, tam wkrotce fizyczne cialo zaczyna chorowac.