Kategorie: Wszystkie | "Dziewczyny, bądźcie dla nas dobre na wiosnę" | ...bez końca | 0 | 100O i jeden Rabinów | A Puszkina też zapuszkują? | A moze to tylko pomieszanie zmyslow | A nie lepiej być purystą? | Aaaaaaaaaaaaaa...aalfabeta | Ach, gdzież jest litość lub wspolczucia pozór? | Ach, gdzież jest litość lub współczucia pozór? | Adam Mic - Kiewicz | Adaś i Ewka | Aforystyka | Amerykański sen | Autopsychoterapia | Bez sensu to to! | Bez szaleństwa... | Bezmyślne okrucieństwo | Bezradność | Biedna Szymborska | Biedny Kapturek! | Bliźni miłości | Bliźniego miłość... | Blondyn | Blue Bossa | Bojaźń i drżenie | Bratnie dusze | Bruner, ty świnio! | Buddyzm w życiu codziennym | Bóg mi poskapił tej anielskiej miary... | Bóg mi poskąpił tej anielskiej miary... | Bójstwo samo | Caritas | Chiziofrenia | Choroba na śmierć | Chwila ułudy | Chwila wytchnienia | Chłodne upojenie | Cierpienia i radości | Cierpienie i radość | Cleen feed | Cnota niedoli | Co slina na język przyniosła | Co tam panie w polityce? | Co w niebie piszczy | Co ślina na język przyniosła? | Corrida | Coś dla duszy... | Coś tak wulgarnego | Cudotwórstwo | Czarna Perła Tao | Czarny tulipan skrzyżowany z czarna różą | Czarny tulipan skrzyżowany z czarną różą | Czary Mary | Czego nie przysięgał Hipokrates? | Człowiek nie jest rzeczą | Człowiek to brzmi dumnie, ale nie u mnie | Często chowa | Częstochowskie rymy | Deficyt aniołów | Delightful! | Demokratyczne wybory w Oczodołach | Diabłoterapia | Dla wszystkich i dla nikogo | Dnieje | Do samego siebie | Dodatek | Dowcipas dnia | Duma narodowa | Dusze drzew | Dyskretna mgiełka autoironii | Dzielność | Dziki kapitalizm | Dzisiejsza młodzież | Dzisiejsza młodzież nosi ładną odzież | Egzystencjalizm jest chumanizmem | Ekonomia zbawienia | Elegancja Francja | Elegijnie | English gentelman | English gentleman | Epicurus | Ewa tylko ziewa | Falochron | Female | Filozofia bez uczoności | Forever Loving Jah | Gadu, gadu | Gadu, gadu, trochę więcej jadu | Gal Anonim | Gaz dla pedałów | Gaz dla pedałów, młot dla sierpów | Gdy rozum śpi... | Gendarme | Genek, gienialny gieniusz | Geno Typ | Gorący uczynek | Grabarz | Grabarz nonsensu | Gry i zabawy literackie | Głupota przysłowiem narodów | Głębie i tajnie Podświadomego | HIstoria nauczycielką bicia | Herbatka zen | Homo economicus | Homo sapiens czy Homo politicus | Humor absurdalny | Humor nieco absurdalny | Humor, satyra, panie... | I rekiny w oceani mają zębów cały rząd | I rekiny w oceanie mają zębów cały rząd | Indie Wschodnie i Zachodnie | Industrial | Istnieje również wrodzony brak poczucia humoru | Ja tam bynajmniej nie wiem | Jak długo będę jeszcze żył? | Jak uprawiać agresywne dziennikarstwo? Poradnik dla początkujących | Jakże cżęsto powtarza się ta historia | Jakże trudno czasami coś sklecić! | Jan i Małgorzata | Jan z Czarnolasu | Jesienna muzyka | Jeszcze smutniej! | Jeździec Apokalipsy | Językologia | Kaczuszki mandarynki | Karawana idzie dalej | Katedra Adamowego Żebra | Kawa z Kafką | Każdemu według naszych chęci | Każdemu według potrzeb | Każdemu, o czym tylko zamarzy | Kiciuś Miciuś! | Kicuś Micuś! | Kiedy człowiek staje się bestią | Kiedy owce nie milczą | Kij w mrowisku | Kniaź Wiktor | Kochani ludożercy | Kolacja Pani Sowy | Kometa tylko głownia nie ta | Konkwista | Koryfeusz nauki, milośnik sztuki | Koty i inne zwierzęta | Koty, głupoty, palikoty | Kości rzucone są | Kość słoniowa | Kto pierwszy był człowiekiem, kto będzie nim ostatni | Kto pisze teraz historię? | Kuchnia szamańska | Kwiatki Św. Franciszka | Kwiatostan śmierci | Kwitnienie kultury | Kwitnąca wiśnia | La colombina i ciche ukojenie | Lekarzu - lecz się sam! | Lenin wiecznie żywy | Leśmianiada | Lichwiarstwo polskie | Liryki i prztyki | Logika dziejów | Londyńska mgła niepamięci | Londyńskie przygody | Los ofiary | Los puka do moich drzwi | Lotosowy wpis | Ludzie ludziom... | Lunatyzm | Lęk społeczny | Made in Japan | Maligna | Marność nad marnościami | Marność nad marnościami. Rekoleksje Wielkopiątkowe | Marzenia senne | Marzeniologia stosowana | Maszkary i senne dziwadła | Maszkary i senne widziadła odbite w lustrze | Mała czarna z Kafką | Medycyna naturalna | Meine Liebe Augustin! | Melancholia | Melancholia stosowana | Memorabilia | Meszreiw | Meteo | Mgiełka autoironii | Mglisty dzień. Mgła | Mikołak | Mistrz i Małgorzatka | Mistycyzm lunarny | Mistyka i miłość | Mitologia osobista | Mitologia świata | Miłość | Miłość bliźniego | Miłość nie zawsze szczęśliwa | Miś Uszatek | Moc rytuałów | Monada nie ma okien | Mowa potoczna | Mowa ptaków | Mowa serca | Moze ktoś zrozumie, co teraz czuję | Może ktoś się ucieszy? | Może ktoś zrozumie, co teraz czuję | Może to trochę zbyt uszczypliwe | Musicology | Muza lekkich obyczjów | Muzyka przywraca ład serca | Myszoterapia dr Nezumi | Myśli prostego człowieka | Mądrość Natury | Mądrość jak z gazety | Mądrość narodów | Młot na faryzeuszy i hipokrytów | Męstwo bycia | Mówił sen do snu | NIe ma na świecie dwóch takich samych liści, ni kropel deszczu | Na jawie (lecz to, co niejawne pozstaje) | Na stos rzuciliśmy szcześcia los | Na stos rzuciliśmy szczęścia los | Na szczytach hipokryzji | Na zdrowie! | Nad piekną rzeką | Najokrutniejsze zwierzę | Najsłodsza tajemnica | Narastająca senność | Nic dzisiaj ciekawego nie napisałem | Nicość | Nie am dwóch takich samych liści, ni kropel wody | Nie bój się - najwyżej cię rozstrzelają! | Nie czas żałować burz, gdy płoną oczy | Nie czas żąłować burz, gdy płoną oczy | Nie każde szczere złoto jest szczerozłote | Nie ma na świecie dwóch takich samych liści ani kropel wody | Nie ma na świecie dwóćh atkich samych liści lub kropel deszczu | Nie ma takiego smutnego, co by na wesołe nie wyszło | Nie ma zazdrości bez miłości | Nie oddamy nawet guzika | Nie tylko dzielenie włosa na czworo | Nie wiem, ja w ogóle nie myślę | Nie zabijaj! | Nie zabijajcie drzew! | Nie zawsze urocza dzecinada | Niebiańskie szczyty głupoty | Niech pani będzie dzielna! | Niech zapłaczą na moim pogrzebie | Nieco drapieżny wpis | Niekoniecznie ptasi móżdżek | Nienawiść bliźniego | Nieosobiście | Nieprzesłane przesłanie | Niestworzone rzeczy | Nieszkodliwe głupotki | Niewczesna melancholia melomana | Niewczesne rozważania | Niewielka profanacja | Niewielkie przekłamanie | Niskolotnie | No No! Teatr No | No comments! | No no! | Nowa poezja lingwistyczna | Nędzne kabareciarstwo | O Leonardo, po cóż się tak trudzisz? | O dzieleniu włosa na czworo, czyli metodzie scholastycznej | O dzieleniu włosa na czworo, czyli o metodzie scholastycznej | Obciachy | Obscenia i parafrenalia | Obsesja dobrego biustu | Ojej! | Oko w oko z zębem mądrości | Okropieństwa | Okruchy odgrzebane z lawy | Okruchy życia wygrzebane zlawy | Okruchy życia wygrzebane z lawy | Okrutna losu ironia | Orientuj się na orient | Owczarek | Owczarki afgańskie | Owocożerni | PL jak piekło | PO PiS | POeci wszystkich krajów dzielcie się | Pan Tadeusz | Panie pośle, po chrześcijańsku panu wybaczam | Pańska satyra polityczna jest niegramatyczna | Pendant do pewnego przypisu | Perlikowski | Pewna elastyczność zasad | Pewne jak w banku | Piorunujący piorun! | Po owocach poznacie ich! | Po upadku | Pobożne życzenia | Podpatrywanie Natury | Podroby i inne podróbki | Pokolenie Kainowe | Pokorne ciele | Pokorne cielę | Pokusa | Polak potrafi | Polak potrafi! | Politolog i Politowska | Politycznie niepoprawne! | Polonica | Polonika rycerskie | Polucje i ablucje | Pomarańcze i mandarynki | Pomarznąć dobra rzecz | Pomarznąć dobra rzecz! | Pomoc psychologiczna | Poranna kawka z Kafką | Porąbane marzenia | Potężne i głębokie warstwy pierwotnego mitu | Powieść brukowa | Powszechna życzliwość | Powtórka z cynizmu | Poznaj samego siebie | Prawda | Prawda jest jedna i piękna, ale złożona | Prawda popłaca | Prawdziwa metropolia | Prawi i sprawiedliwi | Prawiezmartwychpowstanie | Prawiezmarwtychpowstanie | Prognoza pogody | Pruski smutek | Przecież cię zjem! | Przedagonalny polski agon | Przegląd sportowy | Przeinaczenia | Przez pychę do pokory | Przeżyjesz to, a pote już tylko grób | Przeżyjesz to, a potem już tylko grób! | Przminęło z wiatrem | Prztyczek | Psiapowiednia Majów | Psubrat | Pustka | Pytanie dość retoryczne | Raczej to nie będzie hit | Radosne gonitwy śnieżnych tygrysów | Radość wędrowania | Rejterada Rejtana | Religie nauczą cie pokory | Res Sacra Pecunia | Romans z pop kulturą | Roots, Rock, Reggae | Rozkosze reinkarnacji | Rozmowa nie na telefon | Rozpacz | Rozpacz na wieki wieków | Rozpacz, która podpełza pod gardło | Ruch i świeże powietrze... | Rybołówstwo cudzołożnika | Rycerz pokalany | Samokrytyka | Samotność egzystencjalna | Sekrety pewnego domu handlowego | Seraphic Flames and Heavenly Love | Siedź na dupie i potakuj! | Somatyka | Somatyka logiczna | Spełniona przepowiednia | Spleśniały ser | Sponsorem tej opowieści jest wydawnictwo Błękitny Wieloryb | Sport to zdrowie | Spowiedź morskiego wilka | Stary Sącz i Nowy Sącz | Stary mafioso | Stołeczne stołki | Stratyfikacja społeczna | Suma sumarum | Sumienie rachunku | Sweet Music and Poetry | Sygnały podprogowe | Szalchetne zdrowie | Szczęśliwa pomyłka | Szekspir do żadnej nie należy epoki | Szkarady | Szlachetna gravitas | Szlachetne zdrowie | Słodycze grafomanii | Słówka | Słówko do słówka, a uzbiera się sówka | Tadeusz Bój Jeleński | Taia chińska podróbka | Takie będą rzeczpospolite jakie tego blogu chowanie | Takie tam, pierdoły | Talking Heads | Tania chińska podróbka | Tatiana | Teorie świata nauki | Terapeutyczie | Terapeutycznie | Thames | The Doors. Uchylone drzwi | The Lion cub | The fruit of beauty and despair | To na pewno nie Lec | To nie żadna filozofia | Tragiczne pożegnania | Transformacja duchowa | Trudna sztuka dialogu | Trudno czasmi coś sklecić | Trzylogia | Trója z polskiego | Twarda rzeczywistość | Ty mi tutaj nie filozuj | Tygrysologia stosowana | Tysiac i jeden ptaków | Tysiąc i jeden kotów | Tysiąc i jeden ptaków | Tysiąc różowych kroliczków | Tęsknica | Tęsknota duchowa | Ubekistan | Ucone księgi | Uczeni ludożercy | Uderzenia losu | Uduchowienie | Umrzeć z miłości | Upadek Pierwszego Człowieka | Uroczy wegetarianin | Uszczelnienie systemu podatkowego | Utrata uzębienia | W czym mogę panu pomóc? | Wciąz powtarza się ta sama historia | Wciąż powtarza się ta sama historia | Wdzieczna muzyka przywraca ład serca | Wesola grafomania z morałem | Wiecej broi dla szaleńców w Teksasie | Wieczne powroty | Wiedza radosna | Wielka wygrana | Wielomówstwo, czyli plaga opowiadania | Wierzba płacząca | Wiosny i jesienie | Witch | Więcej broni dla szaleńców w Teksasie | Wojna totalna | Wpis o kształcie piramidy | Wprowadzenie do kruczków prawnych | Wrzucam wszystko do kosza | Wrzątek | Wspomneinei pewnego wspomnienia | Wspomnienie pewnego wspomnienia | Wspomnienie pewnego wspomnienia | Współczesny filister | Wszystkie rybki | Wszystko na A | Wszystko na sprzedarz | Wszystko na sprzedaż | Wygrana | Węzłowato | Wólka Węglowa | Xin Lu, typowa brunetka o granatowych oczach | Z Nietzschego nic nie powstaje | Z księgi wulgaryzmów | Z rupieciarni myśli | Zaczarowany świat zen | Zanim mnie wrzucą do dołu | Zapowiedź Apokalipsy | Zaraz wracam! | Zasada domniemanej winy | Zaskroniec | Zastał Polskę drewnianą... | Zatrzaśnięte drzwi | Zbaw mie Buddo Amido | Zbaw mnie, Buddo Amido | Zdrowy egoizm | Zegar dziejów | Zestrzelenie księżyca | Zginął z rąk słabej kobiety | Zima się nas nie ima | Zjawiskowe | Znak jaskółki | Zrozumieć wartość tego, co nieużyteczne | Zuch zawsze ochoczy! | Zwierzęta pod postacią ludzi | Zwyciestwo konsumpcjonizmu | Ząb mądrości | ie zabijajcie drzew! | ieosobiście | kosmos | Łagodne prawo, ale prawo | Łagodność tygrysa | Śmiechotki, chichotki | Śmiertelna powaga | Śmierć | Światełko w mroku | Świętość, wziętość, nadętość | Życie jest tragiczne | Życie samo | Życzliwe spojrzenia na całość ogródka | Żyć, nie umierać
RSS
piątek, 16 listopada 2018

 

...Takie teksty najlepiej pisze się siedząc

bezpiecznie w Londynie lub w innym

miejscu świata i mając poczucie, że

jest się wśród przyjaciół.  

    Stoję na uboczu i jestem jedynie

obserwatorem. Choć jak się okaże

- nie beznamiętnym! ;-) Nie mam sympatii

dla kolein neoliberalizmu, w które

Polska wpadła (umowy śmieciowe,

afera reprywatyzacyjna, zanik funkcji

socjalnych państwa, brak skutecznej

ochrony zdrowia i środowiska naturalnego,

bezkrytyczny kult rywalizacji i

działalność biznesowej, wyzysk bankowy,

niejaka pogarda dla kultury, nauki,

humanistyki, zależność państwa od

kościoła, luki prawne pozwalające na

gigantyczne nadużycia finansowe).

Już z samego tego wyliczenia

widać, że chodzi tu o specyficznie polski,

dziki i zarazem nieubłaganie doktrynerski

kapitalizm. Z użycia tego ostatniego słowa

pewnie też musiałbym się tłumaczyć, więc

kładę nacisk na te dwa przymiotniki

- dziki i doktrynerski, bo w taki właśnie

sposób dokonała się transformacja

ustrojowa w Polsce, aby bogaci mogli

się bogacić, a biedni znosić jarzmo

braku środków do życia.  Zanikła

solidarność społeczna i poczucie

ludzkiej wspólnoty.  A ekonomiści 

wmawiają ludziom, że we współczesnym

świecie nie ma wyzysku ;-)

     Frustracja społeczna zrodziła 

poparcie dla obecnej politycznej

władzy, w której widoczne są

wyraźne elementy autorytarne.

Daleki jestem od poglądu, że

obecna władza wszystko robi źle,

a tzw. opozycja demokratyczna

składa się z aniołów.  Jednak

sytuacja jest niepokojąca.

     Miałem jeszcze jakieś złudzenia,

dopóki nie zobaczyłem przesłuchania

Donalda Tuska przed komisją Pani

Wasserman.  Widać było jak

inteligentnie radzi sobie z poczynaniami

tej rzekomo ludowej sprawiedliwości,

z jej pytaniem "Jak się pan czuje będąc

kanalią?"  Wiem, że nikt takiego pytania

otwarcie nie postawił, ale za tymi, które

postawiono skrywała się sugestia tego

rodzaju moralnego osądu i braku

elementarnego szacunku dla osoby

i jej uprawnień. (Pomijając może fakt, że

klienci Amber Gold do biednych raczej nie

należeli i podjęli zbyt duże ryzyko, przed

którym byli przestrzegani).

     Oczywiście Tusk nie zostanie

rozstrzelany.  Choć trzeba zdawać sobie

sprawę, że jest przez wielu ludzi 

znienawidzony.  Dwa lata temu późnym

wieczorem na przystanku zaczepił mnie

młody człowiek.  Powiedział, że był

stolarzem, ale obecnie stracił pracę

i jest spragniony i głodny i że jeśli

nie dostanie za chwilę jakiejś wody, to

umrze z odwodnienia. Nie pił alkoholu.

Nikt mu nie chciał pomóc. Ja to zrobiłem,

ale przy okazji usłyszałem, że winien

temu wszystkiemu jest Tusk, którego

należałoby powiesić i ta "żydowica

Walcowa."  Mówił to z wielkim

przekonaniem i najchętniej sam by to

zrobił.

    Co ciekawsze, tej nagonce na

"Ryżego" towarzyszy zarzut, że popiera

interesy niemieckie, wysuwany często

przez tych, którzy mają niejaką sympatię

dla poczynań Adolfa Hitlera. Tusk mówią:

"liże patelnię Merkelowej."  (Przepraszam

za ten cytat, ale słyszałem to już parę

razy od różnych osób).  Jest to smutne

(i wstrętne) bowiem Pani Merkel, w moim

poczuciu, jest wyjątkowo przyjazna Polsce.

Nie mówię tutaj o motywach jej postawy.

Tych nie oceniam.  Na pewno uważa, że

to jest w interesie Niemiec i Europy.

     Oczywiście,  usłyszę zaraz, że

jest pośrednictwo pracy i że w Polsce

tego rodzaju problemy realnie nie istnieją,

a jeśli są to dotyczą ludzi nie całkiem

psychicznie zdrowych lub

zdemoralizowanych. 

    Dlaczego więc mówię, że to dotyczy

wielu ludzi?  Dlatego, że udało się

skutecznie rozpalić nienawiść

i skierować ją ku przedstawicielom

starego reżimu.  Ci chętnie szermują 

zarzutem populizmu i tłumaczą, jak

niską rzeczą jest zawiść nieudaczników

wobec ludzi z inicjatywą.  Nie uczą

się na błędach i wydaje im się, że

poparcie dla obecnej władzy wzięło się

z powietrza.  

      Zdaję sobie sprawę z tego, że 

mój dzisiejszy wstępniak jest trochę

"wariacki" i pewnie nikomu się nie

spodoba.  Ale mimo to rezygnuję z

autocenzury.



     

    



czwartek, 15 listopada 2018

 

    Król Ludwik XIV urządził konkurs

na posadę nadwornego kompozytora.

Specjalna komisja wybrała trzech z

czterech kandydatów, którzy się

zgłosili i z nich miał być wybrany

jeden szczęśliwiec.  Ale, jakie było

zdziwienie szacownego grona, gdy

Król Słońce powiedział:

    - Pie...dolę!  Dokonałem już wyboru! -

i przedstawił wszystkim 26 letniego

de Lalanda, którego na liście nie

było.

    Być może król wyraził się nieco 

inaczej, ale żyjemy w czasach pop

kultury i teraz królowie tak mówią.

Wybór dokonany przez władcę

okazał się znakomity, bo Lalande

stworzył nie tylko wspaniałe barokowe

motety, Ludwik był bardzo pobożny ;-)

ale także muzykę instrumentalną dla

królewskiej orkiestry. Ale przepadł

Charpentier, kompozytor jak wiadomo

nadzwyczaj wybitny.  

      Przypominam sobie konkurs na

stanowisko adiunkta w pewnej

warszawskiej uczelni. Przed drzwiami

kolejka kandydatów.  Wszyscy z

niecierpliwością czekają i nagle

wychodzi sekretarka i mówi, że

posadę dostał właśnie ktoś inny,

a profesor opuścił lokal tylnymi

drzwiami wraz z owym wybrańcem.

Tak więc Królów Słońce było

chyba w dziejach trochę więcej

niż ten jeden, najbardziej znany ;-)

      Tak, czy owak twórczość Lalanda,

jak ktoś słusznie napisał, wypełnia

lukę między Lully a Rameau.  A kiedy

trafi się na jakieś znakomite wykonanie 

nie można oprzeć się podziwowi dla

szlachetnego majestatu jego muzyki.

Jego wspaniałe "Te Deum" wykonywano

przez dobre kilkadziesiąt lat (1684 -1755),

co rzadko zdarzało się w dziejach muzyki. 

(choć kompozytor uzupełniał je i

poprawiał).  Aż dziwne, że poznałem

je dopiero kilka miesięcy temu, podczas

gdy "Te Deum" Charpentiera znam od

wczesnej młodości. Mogłem mieć 19 lat,

kiedy je usłyszałem po raz pierwszy.

Ja oczywiście wolę inne w nastroju

motety Lalalanda - bardziej minorowe,

melancholijne, pełne patosu.

     Bóg jeden wie, po co o tym piszę!

    

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

środa, 14 listopada 2018

 

       

      W coraz głębszą wchodzę jesień, jak to w

listopadzie. Przed zamknięciem mojego ogrodu

zrobiłem trochę zdjęć.  Te dwa bardzo się

podobały poetce z Japonii.  Cenię ją, ponieważ

z powodzeniem uprawia tradycyjne formy poezji

japońskiej, co wcale takie łatwe, zważywszy ich

subtelność, nie jest.  Bardzo lubię niektóre jej

utwory. Sama też robi ładne zdjęcia. Niestety

mój przyjaciel Akio chyba zachorował i nie

publikuje zdjęć, ani nie widział też ostatnio

moich.  Chociaż jest amatorem, jest tak

znakomitym fotografem, że znajomość z nim

i to, że wyraźnie lubił moje zdjęcia, odbieram

jako piękne zrządzenie losu. 

     Zdarza się, że w ogrodzie spotykam także

osoby z Japonii skupione na każdym kwiatku

i listku. Ale tylko raz rozmawiałem z

dziewczyną, która chciała zrobić zdjęcie

dokładnie w tym samym miejscu.  (Myślę, że

moja estetyczna wrażliwość jest czasami

trochę orientalna).  Zostałem nagrodzony

przez tą miłą osobę cudownie tajemniczym

uśmiechem, łagodnym i czułym - jakby 

chciała powiedzieć:  "Zobacz, jesteśmy

tacy podobni. Wiemy, że każda chwila

przemija."

   

      Ja wyróżniłbym może inne swoje zdjęcia, ale

kwiaty o tej porze roku (która właśnie przeminęła)        

są czasem wyjątkowo piękne.

wtorek, 13 listopada 2018

 

     Lokomotywa dyszała ciężko, spocona 

jakby ktoś ją zaruchał na śmierć.  Był

upalny sierpniowy dzień. Siemion

Siemionowicz Liaguszka otarł czoło chustką

i wziął do ręki bagaż.

     - Żegnaj Taniu! - powiedział. - Napiszę

do ciebie z Tyflisu. - 

     - Tylko uważaj, bo tam jest syfilis! -

wykrzyknęła Tania, kiedy wsiadł już

do pociągu.

     Zupełnie zapomniał się z nią pożegnać.

Roztargnienie!   W biurze wciąż jakieś

akta do przeglądania. Roboty od cholery,

a wieczorem nijak odpocząć, bo powieść

trzeba ciągnąć.  Kiedyś to było życie! 

Człowiek usiadł sobie na ganku i przez

cały dzień czytał ciekawy romans, a jak

poszedł do sadku, to medytował o tym

i o owym słuchając słowików. Na spacer

bywa się przeszedł i patrzył jak baby

zboże układają w stogi, albo wracając

z pola śpiewają.  Piękny jest nasz lud!

     Na szczęście przedział był pusty.

Siemon zamyślił się. A jak wróci, a okaże

się, że Tania z tym Jakowlewem? 

A Nachalny, może nawet i bardziej

niebezpieczny.  To dysydent!  Albo może

nawet spiskuje przeciwko carowi, bomby

podkłada. Kto wie?  Żadnej nie przepuści.

Dziwna ta Tania.  Od razu syfilis wymyśliła! 

Choć dziewczyny ponoć tam ładne,

przeważnie brunetki.  Trzeba mieć się na

baczności!  Zwłaszcza, jak się dowiedzą,

że z Petersburga.

      Każdemu chyba zdarzają się w życiu

chwile podobnej refleksji. Dusza wtedy

robi się głęboka, jak studnia i aż w skoczyć

się w nią z miłości chce.

      Wyjrzał trochę przez okno, a w około

pola równiutko poukładane i lasy nieopodal.  

Grzybów tam pewnie w bród! Piękna jest

nasza wieś! 

       Ale długo nie cieszył się spokojem.

     - Aleksander Fiodorowicz Umnyj! -

przedstawił się ktoś i zajął miejsce na

przeciwko.  I jak do bywa w podróży

cały czas gadał: o nowej kolei w tajdze,

o zwyczajach dam z Petersburga,

o kursie rubla, a nawet o finansowych

nadużyciach przy budowie moskiewskiej

cerkwi i to na grube miliony.  Ale jego

rozmówca był jakiś smutny, nie mógł

skoncentrować się na rozmowie, a w

końcu nawet zauważył:

      - Pan, jako człowiek myślący, drogi

Aleksandrze Fiodorowiczu, choć za dobrze

się nie znamy, powinien rozumieć, że

samotny pasażer może czasem mieć

wszystkiego dość i że pojawia się

nieraz jakaś nostalgia podczas podróży,

szczególnie gdy wszystko tam zostało,

a jedzie się w nieznane. -

      - Rozumiem to doskonale młody

człowieku. Zapewne chodzi o kobietę? -

     - Jakby pan zgadł!  Więc chyba 

uszanuje pan moje milczenie? - 

     - A pan moją gadatliwość!...No mów

pan, co to za kobitka!  Warta chociaż

grzechu?  Skrwawiłeś już pan jej cipkę? -

     - Waż pan słowa, Aleksandrze 

Fiodorowiczu, gdyby nie to, że z pana

człowiek serdeczny, za coś takiego

dałbym w mordę... -

     - He, he...Kiedyś też taki byłem!  

Pomilczmy zatem.  Choć to straszna

nuda!  I diabeł tylko na to czeka! -

     - Diabeł?  Chyba pan nie wierzysz

w ich istnienie.  Pop gada o piekle,

żeby dostać miskę żuru.  Ja wierzę

tylko w naukowy światopogląd! -

     - Taa...Wszyscy tak mówią. A ta

twoja Tania, za przeproszeniem,

w co wierzy?  - spytał Jegomość, ale

tak jakoś całkiem serio, a nawet

grobowym głosem, że Liaguszkę

zdjął nagle jakiś lęk i przeżegnał się.

     - A tfu!  Ot i cały twój naukowy

światopogląd.  - roześmiał się intruz.

- Kto wie, co teraz robi!  Może pije

kawę w kawiarni?  A tam, dajmy na to,

jak powiedziałeś? ...Ten Nachalny,

job jego mać! Ale mylisz się, że to

spiskowiec. Bies jest z Ochrany! 

A z takimi trzeba uważać. To pies

na baby!  A i pistolet ma zawsze

przy sobie, jak z nim zadrzesz i donieść

gdzie trzeba wie. Ale nie martw się,

na pewno znajdziesz inną!  Przystojny

jesteś!  Tylko trochę może za niski i

przygarbiony.  Ale wobec twej aparycji,

inteligencji i statusu materialnego to

rzecz wyraźnie drugorzędna. -

     Mówiąc to nieznajomy przygryzł

jakoś dziwnie wargi, jakby palił papierosa,

a przecież tego nie robił.  Co mógł

oznaczać ten dziwny grymas? 

    - Ale naprawdę niebezpieczny jest 

dla ciebie Poniatowski.  Ten Polaczek

wygrał ostatnio od Smierdziakowa

dwieście rubelków.  -

    Nasz bohater w końcu dał się

uśpić rozmowie. Droga była monotonna.

Drzemał właściwie przez cały czas

i tylko muchy go budziły.  Głowa mu

sama opadała. Żałował, że nie wziął

pierwszej klasy. 

    Przy którymś kolejnym przebudzeniu,

choć jego towarzysz bez przerwy gadał,

zauważył, że wyjmuje coś z kieszeni

marynarki. Przyglądał się uważnie. 

Tak, to był pistolet! 

    - Macie pistolet? - zapytał przerażony.

    - Ano, mam!   W Tyflisie czeka na mnie

towarzysz Dżugaszwili.  Zastrzelę was,

Siemionie Siemionowiczu i zamelduję mu

o wykonaniu zadania.  Wprawdzie nie

ciebie miałem zabić, ale nikt dzisiaj z

wytypowanych do pociągu nie wsiadł.

Polubiłem was, więc zrobię to bez

przyjemności.  No i jak widzisz syfilis

ci nie grozi!  Gin psie! - 

     Biedny Liaguszka upadając mamrotał

jeszcze:

     - Dlaczego Aleksandrze Fiodorowiczu,

nazwałeś mnie psem?  To takie poniżające! -

     - Nie przejmuj się!  Mnie też ktoś śledzi.

Nie mogę strzelać do kogoś, kogo poważam. -

wyjaśnił. - To podstawowa zasada terroru

przedrewolucyjnego. -

     Pociąg zahamował i zatrzymał się na

stacji Arbuzy.  Morderca wysiadł z niego

i spokojnie oddalił się w kierunku drogi

do najbliższego dużego miasta, pijąc kwas

chlebowy, który nabył od jakiegoś chłopa.  

     A ponieważ listy od ukochanego nie

przychodziły Tania pomyślała o kimś innym. 

Szczególnie podobał jej się Poniatowski,

ale i Nachalny miał co w sobie, choć trochę

zbytnio się narzucał.  Przestraszył nawet

sunię...Jakowlew za bardzo łysy i w tym

surducie wygląda jak nie przymierzając

pokraka.  W pewnym wieku mężczyźni

wyraźnie oszczędzają ciepło.

     To właściwie wszystko. Banalna

historia jakich wiele. Ale pociąg, trzeba

ci wiedzieć, nie ruszył dalej.  Lokomotywa

zaparła się całkiem i w końcu padła

jak krowina!  Widać przez całą drogę

rzęziła! 

 

    

 

 

poniedziałek, 12 listopada 2018

     Po bolesnej dla mnie stracie przyjaciela

rzadko teraz słucham muzyki improwizowanej.

To jemu zawdzięczam poznanie

"The David S. Ware Quartets "Live in The

World" jednej z moich ulubionych płyt, 

zawierających trzy różne koncerty Davida

S. Ware' a.  

    David S. Ware to cudowny muzyk i cieszę

się, że poznałem jego twórczość w chwili,

kiedy jeszcze żył.  "Aquarian Sound" to mój

ulubiony jego utwór (1/4 prezentuje

zamieszczone tutaj nagranie).  Ware to

nie tylko wybitny saksofonista i improwizator,

nawiązujący do tradycji wielkiego i ukochanego

Johna Coltrane' a, ale także świetny

kompozytor.  A w tym utworze fantastyczni

są też pozostali muzycy: Matthew Shipp,

mój ulubiony pianista jazzowy w ostatnim

czasie, William Parker, który jak nikt inny

wymiata na basie i Susie Ibarra (drums). 

      Czasami jakaś muzyka nie pasuje

do nastroju, w jakim jestem, ale z

"Aquariusem" jak go nazywam, ponieważ

jestem wodnikiem, nie zdarzyło się to 

nigdy.

     Mój dzisiejszy koncert uzupełniało

jeszcze nagranie Dennisa Gonzalesa z

"Lisbon Improvisation Players."  To jedna

z jego najlepszych płyt.  Nazywa się

"Spiritualized" i ma już prawie 14 lat,

czego w ogóle się nie zauważa.  Pierwszy

raz słuchałem jej osiem lat temu. Ale

tak udana i dobrze nagrana muzyka w

ogóle się nie starzeje.

      Ja trochę - tak!  Przed moim odejściem

zrobiła się w moim życiu pustka, jakiej nigdy

nie było. Straciłem właściwie wszystkich

najbliższych i uczę się samotności.  Jest

czego!  Poznaję całą nędzę kondycji ludzkiej,

bezsilność wobec choroby i uczucia

opuszczenia, ale i piękno kontemplacji

świata, życia, także muzyki...

     To prawda, że brakuje mi czasem

elementarnych środków do życia, a to,

co robię, nie zawsze spotyka się z

uznaniem, na jakie zasługuje.  Ktoś mi

kiedyś powiedział, że to inni powinni się

wstydzić, ale dla mnie smutne byłoby

jedynie to, gdybym to ja się na kimś

nie poznał.

     Cieszę się, że choć moje życie było 

tak niszczone, nie utraciłem nic z ciekawości

świata i że moja współczująca postawa

wobec innych czujących istot sprawia

czasem, że łatwiej im na tym świecie żyć.

     Łatwo zasklepić się w bólu i smutku,

i w uczuciu odosobnienia. Ale nie ja jestem

winien temu wykluczeniu i izolacji,  i staram

się mu też nie przypisywać zbyt wielkiego

znaczenia.

    W radości i melancholii istnienia jest piękno,

o jakim trudno czasem nawet marzyć...Mimo

ogromu cierpienia, przemijania wszystkiego 

i bolesnego rozkładu (czy jak mawiał mój wielce

zdolny student "gnicia w tle").





03:37, nazumi13
Link Komentarze (9) »
niedziela, 11 listopada 2018

 

    Przykre to bardzo i miałem nawet

o tym nie pisać, ale atmosfera

dzisiejszego święta przypomina

powody, dla których Polska utraciła

kiedyś niepodległość, a mniej te,

dla których ją odzyskała. 

    Zrobiono niemal wszystko, żeby

wszystkich ze wszystkimi skłócić,

a wielu przy tej okazji wykluczyć.

Z drugiej strony jedyną odpowiedzią

na haniebne ekscesy faszystów z

poprzednich lat jest otoczenie ich

opieką i zaproszenie do udziału w

oficjalnym marszu.  A politycy pytani

o to bełkoczą coś o lewakach

i o prawie do demonstrowania. Jest

to przygnębiające i nie wróży niczego

dobrego.

 

 

sobota, 10 listopada 2018

 

       "Kto raz zobaczył ducha, ten się boi

        ciemności."

        (przysłowie chińskie)

 

    - Nie będę tędy szła. - powiedziała

Rika - Podobno na tym drzewie powiesił

się jakiś pasterz.-

    - Ależ kochanie! Ze mną nie musisz

się bać. Nawet po zmroku i kiedy wieje

wiatr. Znam sposób na wisielców! - rzekł

Toru.

    - W życiu tędy nie pójdę! Chodźmy    

inną drogą. -

    Chłopak nie upierał się zbytnio. 

Jak to się czasem mówi: Wszystkie drogi

prowadzą do Kioto." Poszli w przeciwną

stronę. Ale na tym nie koniec!

    - Co tak wyje? - spytała dziewczyna

- Może jaki wilk? Uciekajmy stąd! - 

    - W tej okolicy nie ma wilków. Chyba,

że to we mnie widzisz wilka...- zażartował

Toru.- Nie ukrywam, że chętnie bym cię

schrupał! -

    - Ale ja go słyszę! Musi być blisko.- 

    - A może...Może to po prostu ten wisielec.

Czy wilk by gwizdał? -spytał Toru.

    - Przecież idziemy w drugą stronę.- 

    - Dla głodnego ducha to żaden problem.

Może być wszędzie, w każdym miejscu! -

    - Nic z tego nie rozumiem, ale lepiej     

stąd uciekajmy! - zawołała dziewczyna.

    - Możesz sobie uciekać, ale ja jako

szlachetny wojownik nie wiem, co to lęk.

Jeśli ten wisielec tu się pojawi, to

przebiję go tym mieczem! -

    - Ha, ha...- zaśmiał się ktoś we mgle.

- Tylko spróbuj! -

    Toru dobył miecza, ale dziewczyna

o mysim sercu uciekła w popłochu...I od

razu wpadła w ręce Wisielca, który zaczął

ją dusić. 

    - Wyjaw mi tylko przed mą śmiercią,

jak to się stało, że jesteś tutaj, a nie

tam?  A może jesteś w obu miejscach naraz?

Albo masz brata? - poprosiła nieszczęsna.  

    - Dopiero po śmierci wyjawię ci ten

sekret. - zaśmiał się Duch.

    Tymczasem Toru walczył z Wisielcem.

Ale, co go rozrąbał mieczem, okazywało się,

że to tylko jego cień. W końcu zmęczył się

tym i powiedział:

    - Umrę z honorem! -

    - Nie musisz! - odrzekł Wisielec -

Wcale nie zamierzam cię zabić. Przed chwilą  

udusiłem tę młódkę i wypiłem duszkiem jej

duszę. To postawiło mnie na nogi. Zostańmy

przyjaciółmi! -

    - Nie zawieram przyjaźni z głodnymi

duchami. - oświadczył młodzieniec - Wolę

umrzeć z honorem! -

    Słysząc te słowa Wisielec złamał 

gałąź wielkiego drzewa i rozbił nią

czaszkę wojownika.

    .....................................

   - To wszystko? - spytała wnuczka

o imieniu Złoty Promyczek. - Pójdziemy

tam jutro dziadku? Ale tylko po północy! -

   - Ależ oczywiście mój Promyczku! 

I niczego nie będziemy się bali.- 

   - A co zrobisz, jak zobaczysz wisielca? -

   - Pogadam z nim...A teraz już śpij! -

   - A weźmiesz ze sobą miecz? -

   - A na ch...mnie miecz? - spytał 

Dziadek. - Przecież to wszystko

wymyśliłem!

   - A ładnie to tak dziadku okłamywać

swoją wnuczkę? -

   - Po pierwsze nie jesteś moją wnuczką,

tylko żoną...

   

 

 

 

       

piątek, 09 listopada 2018

 

                      

                  czy harpie grają na harfie

                  czy strunę strunowiec szarpie

                  czy może wyschło już morze

                  czy są nornice w tej norze

                  czy każda gwiazda jest gwiazdą

                  czy każda jazda jest jazdą

                  czy raki mają czyraki

                  czy raczej się dają we znaki

                  czy jednorożec ma rogi

                  czy jedzą sowy stonogi

                  gdy jutro zapytasz o to

                  odpowiem z wielką ochotą

 

 

środa, 07 listopada 2018

 

  

     Dwa bezgłowe manekiny za szybą wpatrywały

się we mnie szukając jakiegoś pocieszenia.

       - Dlaczego nie żyjemy? - pytały - Przecież

nie dawno jeszcze żyłyśmy!  Miałyśmy głowy

na karku...Nie, wcale nie jesteśmy ubrane na

czarno. Lepiej przyjrzyj się bliżej. -

      - Bóg jeden wie!  Ogromnie wam

współczuję. Wiem jak to jest - nie żyć.

Musiałyście być bardzo piękne! Ale jesienie

są teraz wietrzne. Może zwaliło się na was

jakie drzewo? -

      - Śliczne mam buciki, prawda? - spytał

Manekin-dziewczynka. - Całkiem już chyba

dla nich straciłam głowę...-

      - Ale mama też ładnie wygląda! -

      - Dlaczego nic nie mówisz, mamo? -

      - Chyba mama chce trochę odpocząć. -

powiedziałem.

      - Obie nie żyjemy. - wyszeptał

Manekin-matka. I zaczął szlochać.

      - Mama chce, żeby pan ją przytulił! -

      - Chętnie. - zgodziłem się. I objąłem

matkę tak jakoś jowialnie, kładąc ręce

na jej ramionach. Poczułem chłód

ciała młodej kobiety. -

      - Szkoda, że mamusia nie żyje!

Jest pan takim dobrym człowiekiem,

że aż się pana boimy. -

      - Pomyliłaś mnie chyba z Panem

Śmiercią, po niemiecku der Tod. On

zamiast twarzy ma srebrną czaszkę,

a na głowie czarny cylinder.-

      - Chodźmy już córeczko!  W trumnach

przynajmniej się zagrzejemy.  Podziękuj

panu za cukierki. -

      - Ależ ja nie mam cukierków. Tak mi

przykro! -

      - Ale, gdyby pan miał, to by pan dał? -

      - Ależ oczywiście!  Wiem, że umarłe

dziewczynki uwielbiają miodowe cukierki.

W zaświatach czarne pszczoły lepią je

dla nich. -

      - To jednak coś pan wie! - uśmiechnął

się Manekin-matka.

      - Jak umrzesz, to znowu się spotkamy. -

ucieszyła się Dziewczynka - Jutro, pojutrze,

za miesiąc...

     - Już niedługo. Obiecuję! - powiedziałem.

     - Będziemy za panem tęskniły - rzekł

głucho Manekin-matka. - Zawsze zresztą

może pan się zabić, żeby przyśpieszyć ten

moment...Będzie miło! Zapalimy świeczki

na choince! A teraz wracamy na wystawę.

Zrobi pan za nas nasze selfie?  Ręce

wprawdzie mamy, ale, jak pan pewnie

zauważył, nie mamy twarzy, ani oczu. -

      A mimo to, idąc nocą przez puste,

wymarłe miasto, czułem na sobie ich wzrok.

Płakałem, płakałem i płakałem...Choć to

przecież tylko manekiny.

 

 

 

     

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

zdjęcie nazumi 13

 

Zdjęcie nazumi13 (29 X 2018)

 

wtorek, 06 listopada 2018

 

   Wczoraj wracając do domu wszedłem

na chwilę do znajomego parku. Ale

mgły unosiły się nad ziemią wytwarzając

całkiem nierealną atmosferę.

   - Śmierć jest jak piękna muzyka. -

powiedziała Zjawa.

    Na to Widmo po lewej stronie ścieżki

zawołało zza drzewa:

   - Deszcz jest jak piękna muzyka.- 

   - Czy mogę się wtrącić? - spytałem.

   - Ależ oczywiście! Będzie to nawet

mile widziane. My duchy ziemi rzadko

konwersujemy z ludźmi. Poznałyśmy

wszystkie ludzkie namiętności i prawdę

mówiąc wiemy już wszystko. Ale widok

szlachetnej osoby zawsze budzi pewne

zainteresowanie. - rzekła uprzejmie

Zjawa.

   - Protestuję! - wykrzyknęło Widmo -

Wszystko, co ten człowiek powie, to

będą słowa rzucone na wiatr! -

   - Faktycznie, trochę wieje. -

zauważyłem z niejaką życzliwością.  

- Ale powiem tak: Życie jest jak

piękna muzyka.-

   - Oryginalne stanowisko.-

pochwaliła Zjawa.

   - Bzdura! - zawołało Widmo. 

   - Spytajmy o to Mgłę.- 

zaproponowała Dzika Kaczka. 

   Mgła ociągała się trochę. 

Nie miała chyba jasnego umysłu

i powiedziała tylko:

   - Muzyka...-

   Wszyscy zamilkli. Poczułem

rozpacz, że wszystko w moim życiu

już skończone i że za chwilę tego

życia nie będzie. Ale Widmo

postanowiło trochę mnie indagować:

- "Kiedy Księżyc srebrzy się na niebie,

   myśli me płyną miła do Ciebie."

   Słyszałem jak nuciłeś sobie tę

piosenkę. Ale nagle przestałeś...

Dlaczego? -

   Zanim zdążyłem jeszcze cokolwiek

powiedzieć, Mgła położyła mi palec

na ustach:

   - Nic nie mów! Będę tu do rana. 

A rano ptaki wykrzyczą odpowiedź.

Widma nie grzeszą inteligencją.-

   - Zgadza się! - rzekła Zjawa

   - A szczególnie to! - powiedziało

Licho, które nie spało.- Jednak

Mgła może się mylić. Zwłaszcza,że

jest jedną z wielu mgieł, jakie

spotkać można po nocy. -

   Chciałem powiedzieć Widmu coś

miłego. Ale robiło się już późno. 

Potem słyszałem tylko jakiś chichot

w oddali i łkanie wiatru. I własne     

kroki dudniące jak kroki olbrzyma.

Na ulicy pies chłeptał wodę z kałuży,

liżąc po twarzy Księżyc...

 

   

 

   

     Jak wszyscy chyba uwielbiam, kiedy ktoś, kto nie mając pojęcia

o moim życiu, w sposób autorytatywny wypowiada się na jego temat.

A już szczególnie zabawne wydaje mi się, kiedy ktoś pisze, że

"słucham muzyki, od której zamiera puls."  Chciałbym więc zapytać,

czy to o taką muzykę chodzi?  Przecież z faktu, że ktoś słucha pięknej

klasycznej muzyki nie wynika automatycznie, że nie słucha innej

ciekawej muzyki. A z tego, że ktoś lubi ciszę i spokój, nie wynika,

że nie potrzebuje całkiem innych wrażeń. Posłuchaj zatem, co 

komunikuje nam pan Gira, artysta wybitny i potrafiący dość długo

prawda? budować nastrój. 

 

 

 

 

 

poniedziałek, 05 listopada 2018

 

   Pani Ogawa zasępiła się. W klatce

nie było jej ulubionej papużki.

Podejrzenie padło oczywiście na mnie

i na kota.

   Ja musiałam wypuścić ptaka, a wtedy

kot go pożarł. Jej wnioskowanie nie było

jednak niezawodne.  Poza tym, opierało

się na fałszywej przesłance - ja przecież

nie wypuszczałam papużki.

    - To sama się wypuściła? - ironizowała

staruszka. - A może jeszcze sama się

zjadła?

    Na szczęście kot stanął po moje stronie.

    - Służę u pani już dziesięć lat, znałem

też Pani męża, ale nigdy nie przyszłoby mi

do głowy polować na jakiegoś ptaka... -

    - A może pani sama go wypuściła 

i ugotował się w zupie przelatując nad

garnkiem ? - spytałam nieśmiało. 

    Pani Ogawa pobiegła do kuchni. 

Usłyszeliśmy stamtąd przeraźliwy krzyk.     

Przybiegliśmy tam natychmiast.  Papużka

faktycznie się ugotowała, a staruszka

leżała na podłodze z przebitą nożem

klatką piersiową.

    - Nie mogła znieść myśli o swej demencji

i odebrała sobie życie - rzekł ze smutkiem

kot.

    - O nie!  A skąd wiesz, że do kuchni

nie wszedł morderca?  Trzeba myśleć

logicznie. - powiedziałam. 

    Kot podrapał się w głowę i zrobił

zakłopotaną minę.  Ale już za chwilę

musiałam uciekać.  Koty przecież

polują na myszy!

 

 

 

niedziela, 04 listopada 2018

 

                     

                      Jesieni pewnej

                      ale niepewnej                        

                      w głuchym zakątku           

                      gdzieś w Głuchołazach

                      szukałem wątku

                      w pięknych obrazach              

                      i obraziłem 

                      niejedną głuszę

                      wciąż się modliłem

                      dzisiaj nie muszę

                      bo z wyobraźnią

                      podobno raźniej

                      gdy głucho łażę

                      we śnie mi się marzy

                      pokorna mniszka

                      na dzikiej plaży

                      pewnie modliszka

                      lecz tylko łażę

                      i mniszek parzę                                          

                      potem w pokoju

                      odpoczywając

                      w pustym spokoju

                      woda bulgocze

                      bo grzeję grzałką

                      na jej warkocze

                      patrzę oczną gałką

                      w wieczory mgliste

                      w noc nadaremną

                      światło zajebiste

                      świeci pode mną 

                      a wiatr za oknem wieje

                      odbierając nadzieję        

                      raczyłeś dać mi Panie

                      wietrzne odpoczywanie

                     

sobota, 03 listopada 2018

 

 

 

Dwoje w świetle księżyca

 

      Snuć się nocą po plaży i słuchać szumu

morskich fal i wycia jesiennego wiatru.

Czy nie jest to czasem bardzo przyjemne?

Ale tych dwoje nie myślało o tym.

Przyszli tu po śmierć. W dawnych czasach

gdyby ich na tym złapano, zostaliby

okrutnie ukarani i i tak by umarli, ale 

już nie z własnej woli. 

    Właściwie nie wiadomo, czyj to był

pomysł - jej czy jego. Yoko była przekonana,

że to on jej o tym powiedział, ale Toru

usłyszał to po raz pierwszy od niej.

W każdym razie w szkole nikt się niczego

nie domyślał. Nikt nawet nie wiedział, że

w ogóle się znają. Była to ich słodka

tajemnica. Słodka jak śmierć.

     Jedyną osobą, która o tym wiedziała,

była matka Toru.  Zobaczyła ich kiedyś

razem w miejscu bardzo oddalonym od

domu i szkoły. A później próbowała się

czegoś dowiedzieć z laptopa i telefonu

syna, ale nie było tam najmniejszego

śladu, że mogliby się znać. To bardzo

ją zaniepokoiło. Kiedy ich widziała,

trzymali się za ręce i byli sobą 

zainteresowani. Postanowiła dyskretnie

wypytać o to Toru.

     - Wiesz synku, źle się ostatnio czuję,

ale ty chyba nie jesteś tak samotny jak

ja?  Nie mówiłam Ci, ale kiedy wracam

z pracy, wstępuję na chwilę do baru na

jednego. To mnie rozluźnia...Nie myślę

wtedy o tym, co chciałabym zrobić.

Nawet skończyć ze sobą jest raźniej we

dwoje. -

    - Nie robisz nic złego. -

    - Ale jestem bardzo samotna...-

    - Co zrobić?  Ja chyba też. Możemy

jutro pójść do kina na "Śmierć meduzy."

Ja już na tym byłem trzy razy podczas

lekcji. - 

    - Sam?  Czy z kolegami? -

    - Sam. -

    - O czym to jest? -

    - Zobaczysz!  Muszę już iść... -

    Yoko czekała na niego dwie ulice dalej.

Wydawało mu się, że jest w jakimś

uroczystym nastroju.

    - Wiesz, jestem szczęśliwa. Zdecydowałam

się!  Ale to musi być dzisiaj. Boję się, że

jutro będę się bała. A ty, czy jesteś na to

przygotowany? -

    Toru milczał.  Milczał tak uporczywie, że

Yoko poczuła jak ogarnia ją złość.

    - Zdeterminowanej osy bój się bardziej

niż drzemiącego tygrysa. - powiedziała

wzburzona. - Stało się coś? -

    - Boję się o matkę! -

    - Wiedziałam! -

    - Niczego nie mogłaś wiedzieć! Powiedziała

mi dopiero przed chwilą. -

    Dziewczyna była naprawdę wściekła.

    - To może zaproś ją na spacer po plaży.

Ostatecznie sex we troje może być dość

przyjemny. Szczególnie w oczekiwaniu na

wspólną śmierć! -

    - Jesteś beznadziejna! -

    - Ani na chwilę nie możemy być sami!

Ona cały czas tu jest!  Ta stara meduza. -

    - Przecież nic o nas nie wie. Ja nie mam

czasu na takie rozmowy. Wracam...-

    - Myślisz, że jesteś niezastąpiony?

Jeśli mnie teraz zostawisz, to zadzwonię

do kogoś innego. Przewidziałam to. Masz

rywala!  Ukradł nawet ojcu pistolet. -

    Teraz Toru się zezłościł. Jeśli mówiła

prawdę, to była to zdrada, a jeśli kłamie,

to jest to wyjątkowo podłe.

    - Jest ładna pogoda. Może rzeczywiście

lepiej się przejść. - zaproponował.

    - W taką pogodę najlepiej się umiera.

Kiedy będziesz miał taki wiatr i deszcz? -

    Nie zeszli do metra i droga zajęła im

kilka godzin, przez które prawie się do

siebie nie odzywali. Po drodze minęli

jakąś pijaną kobietę.  Toru wydawało się,

że to jego matka. Na plaży, w księżycowej

poświacie wyglądali jak para duchów. 

Może, żeby przypomnieć sobie o istnieniu

fizycznego świata i swej cielesnej kondycji

zaczęli się całować.

    - Mieliśmy umrzeć, jak para kochanków,

a odejdziemy nienawidząc się wzajemnie. -

zauważyła dziewczyna. 

    - Ale nienawiść nas nie rozdzieli. -

odpowiedział Toru.

    Schwycili się za ręce i weszli w morze.

Szli tak, nie odwracając się za siebie w

stronę księżyca, aż oboje utonęli.

    Kiedy następnego dnia policjanci

wypytywali matkę Toru, powiedziała tylko:

    - To przeze mnie! -

    Przydzielono jej psychologa, który miał

jej pomóc przezwyciężyć traumę. Był to

młody człowiek, który wyglądem przypominał

trochę jej syna.

    - Czy pójdzie pan ze mną do kina? -

spytała. Grają "Cień meduzy." -

    - "Śmierć meduzy"...Ale nie powinna pani

tego oglądać!-

    - To niech mnie pan podwiezie do baru. -

    Ostatecznie poszli do kina. Usiedli w

ostatnim rzędzie. W połowie filmu psycholog

udusił kobietę i wyszedł. 

    - Nie chce pan wiedzieć, dlaczego to 

zrobiłem? - spytał podczas przesłuchania.

    - Nie interesuje mnie to. - odpowiedział

inspektor Nezumi.

 

   

 

 

 

 

 

 

 

 

 

[Na Bloxie opublikowałem już kiedyś krótki

utwór na ten temat, ale ten jest inny,

mniej może zaskakujący i przewrotny.

A ponieważ tytuł wpisu zaczerpnąłem z

opowiadanka pewnego japońskiego autora,

które zresztą niezbyt mi się podoba,

wewnątrz umieszczam inny. ]

piątek, 02 listopada 2018

 

 

- Nie cierpię takich osów! - rzekła

Sowa.

Puchacz skinął głową na znak, że

się zgadza.

- I powiem ci, że ona tak przez

cały czas!  -

- To już na nikim nie robi wrażenia! -

potwierdził Puchacz. -

- Takie osowniki należy eliminować.

Nie wiadomo, kiedy taki użądli! -

kontynuowała Sowa.

    Puchacz, który był trochę osowiały,

zaczął wyskubywać sobie puch. Acz

robił to niezbyt uważnie. Uwagi Sowy

miały jednak swoją powagę.

- Jak możesz w takiej sytuacji milczeć! -   

skarciła go Sowiooka.

- Może spytajmy, co na to powiedzą,

Puszczyk i Uchatka? - zaproponował

Puchacz.

- A ty, co, języka w gębie zapomniałeś!

Nie potrzebuję tu żadnego Puchatka.-

- Kiedy pogryzałem korzeń żeń się,

jakiś szerszeń zapuścił mi jad i ugryzłem

się w język! -

- To natychmiast leć do lekarza! Sowicie

ci się to opłaci, bo jak wiesz, bez języka

trudno się teraz porozumieć. -

   Mówiąc to Sowa mrugnęła do niego

porozumiewawczo.

   - Najważniejsze być zawsze Sową! -

dodała.

 

czwartek, 01 listopada 2018

 

    

    Na Północnym Pustkowiu można

było zobaczyć samotną czaplę. Zatopiona

w wieczornej mgle wpatrywała się w

wodę.  W świetle księżyca bił od niej jakiś

złotawy blask.  Podobno czapla ma złe oczy,

tak mówią, ale potrafi zawsze wyłowić cenną

zdobycz. Lubił tu zaglądać.

   

    Kiedy nadeszła zima czapla odleciała, ale 

on nadal przychodził.  I chociaż nigdy więcej

już się nie pojawiła, nazwał to miejsce Pustelnią

Czapli i siadał nad wodą w miejscu, w którym 

czatowała, przez całą noc aż do rana patrząc

przed siebie i wsłuchując się w ciszę.   

     A kiedy został księciem wybudował obok

okazały pawilon, w którym hodował kwiaty

i słuchał muzyki świerszczy. Damy dworu

uwielbiały tę muzykę. Podobnie jak sztukę

pięknej, powściągliwej konwersacji. Ale

niektórzy mówią, że był bardzo biedny

i rzucał tylko przepływającym rybom ziarenko

ryżu. A zatopiony w samotności zapominał

o całym świecie i o upływie czasu. 

      Jedni powiadają, że za młodu popełnił

samobójstwo z powodu dręczącej tęsknoty,

a inni, że umarł kiedy był już tak stary jak

najstarszy żółw i że widziano, jak po śmierci

siedzi w tym samym miejscu i rozmawia

z Duchem Czapli.

      - Nie łowisz już ryb, Przyjaciółko? -

pytał.

      - Teraz chwytam ich cienie. I trochę

się przeglądam w zwierciadle wody. Kiedyś

tego nie robiłam.  Ale po śmierci czuję

taką potrzebę...-

      - Niewiele chyba możesz zobaczyć

w tym mroku poza podtopionym

księżycem.  Co chciałabyś o sobie wiedzieć?

      - Że po śmierci nic się nie zmieniło 

i że wyglądam tak samo.  A ty, dlaczego się

stąd nie ruszysz?  Co można robić na takim

pustkowiu? -

      Takie to dziwy o nich opowiadają! Jak

chcesz, możesz w to wierzyć. Jak chcesz

- nie...Jesienią, kiedy przez pola wieje wiatr,

możesz usłyszeć jeszcze wiele podobnych

rozmów.  Bo nawet nie wiesz, jak wiele

różnych stworzeń zamieszkuje takie pustkowia.

(Pewnie, że mysz nie pogada sobie z sową).  

Ale mimo wszystko dobrze jest być

samotnikiem...   

      

 

 

 zdjęcie nazumi13   

środa, 31 października 2018

 

     Moje dzisiejsze cierpienia fizyczne

i psychiczne być może zaszkodziły trochę

komentarzom do Księgi Hioba.  Wczułem

się dość głęboko w jego sytuację. 

     Kiedy przytaczam skargi Hiobowe,

stoi mi zwykle przed oczami wstrząsająco

czasem piękna barokowa muzyka pisana

do tych słów. 

     "Człowiek z kobiety zrodzony

krótkich jest dni i pełen troski. Jak kwiat

wyrasta i więdnie, jak cień umyka

i nie ostaje się."

     To słowa jednego z utworów Purcella

poświęconego przedwcześnie zmarłej

królowej Marii.  W angielskim tłumaczeniu

brzmią tak:

     "Man that is born of a woman hath but

      a short time to live, and is full of misery.

      He cometh up, and is cut down, like

      a flower; he fleeth as it were a shadow,

      and never continueth in one stay."

    

      Ale i francuskie barokowe motety bywają

wyjątkowo poruszające, kiedy wykorzystują

łaciński przekład Księgi Hioba.  Szczególnie

utkwił mi w pamięci utwór Brossarda. 

     Jeśli chodzi o sam tekst Księgi, to miałem

ze sobą przekłady rabina Izaaka Cylkowa

i Czesława Miłosza, oba piękne. I chociaż

oczywiście zwracałem uwagę na pewne

interpretacyjne trudności w określeniu

jej sensu, to udzielił mi się listopadowy,

świąteczny nastrój. Sala była zresztą ciemna,

a studentów ledwie garstka, bo większość

już pewnie wyjechała.  

      Zdumiały mnie nieco słowa przytoczone

przez rabina Schudricha (zmieszczone w

nowym wydaniu przekładu Cylkowa):

      "Sens pojęcia "opatrzność Boża"w niczym

nie jest podobny do znaczenia, jakie ludzie

nadają pojęciu "opieki" - w stosunku do tego

świata Bóg nie wypełnia żadnego obowiązku.

To boże objawienie, które "ujrzał" Hiob,

świadczy o tym, iż poznał on Boga nie jako

łaskawego i sprawiedliwego, litościwie

udzielającego nagrody i karzącego, lecz po

prostu jako Boga...jak Tego, którego boskość

w niczym nie jest uzależniona od istnienia

świata."

      W takim nastroju przypomniał mi się

też mimo woli szpital, w którym zrobiono mi

w młodości operację i w którym, leżąc na

wielkiej i zatęchłej sali widziałem z bliska

gaśnięcie kilku osób.

     Do chłopa zatrutego kwasem moczowym

przychodziła młoda żona. Przynosiła mu

jedzenie, którego już nie mógł jeść. A

któregoś dnia ubrała się na czarno, nawet buty

założyła czarne i chłopina wściekł się, że czeka

już na jego pogrzeb, a ona się popłakała. 

Początkowo myślałem, że to jego córka.

     Młodą i wyjątkowo troskliwą żonę miał też

pewien inteligent z Warszawy.  Sporo rozmawiali.

Nie opuszczała go ani na chwilę (dopóki jej nie

wyrzucono) i była dla niego wyjątkowo czuła.

Ale ten uroił sobie, że jak umrze, to ona pewnie

znajdzie sobie innego i zaczął kląć jak szewc.

    Wiedziałem, że odchodzący z życia często

przechodzą przez fazę takiej agresji, ale wtedy

widziałem to po raz pierwszy.

    Kiedy trafiłem na salę przed operacją

pacjent z sąsiedniego łóżka, starszy już

człowiek (ja miałem dwadzieścia parę lat)

pocieszał mnie jak mógł. Wyglądało na to,

że jestem już jedną nogą na tamtym świecie. 

Do szpitala trafiłem w trzy dni po przypadkowej

wizycie u lekarza i zaraz potem miałem operację,

która miała ratować mi życie.

     Tymczasem mój sąsiad, który nie wiedział, 

że jest aż tak poważnie chory, zrobił badanie,

z którego dość jednoznacznie wynikało, że

wkrótce jego życie się zakończy. To go

całkowicie zaskoczyło i jego stosunek do mnie

zmienił się. Zaczął mnie gwałtownie obwiniać

o to, że będę żył, podczas gdy on umrze.

Towarzyszyły temu jego cierpienia fizyczne,

ale ja nie mogłem mu nawet podać szklanki wody,

bo po operacji nie mogłem się ruszać.

      Na szczęście na sali był kowal. Miał może

80 lat i był wyjątkowo spokojnym człowiekiem.

Postawny, barczysty, o dużych ramionach

i dłoniach, trochę gdy mówił, flegmatyczny. I ten

kowal stanął w mojej obronie:

      - Dlaczego na niego napadasz?  To przecież

dobry chłopak jest!  Czy on jest winien, że z Tobą

jest tak źle? -

      A mnie powiedział:

      - Nie martw się. Jeszce będziesz brykał! -

      Ta obrona była konieczna, bo dogorywało tam

jeszcze kilka osób przekonanych, że to ja odejdę.

      Niedługo potem sąsiad umarł, a kowal

szedł na operację i wszyscy byli przekonani,

że umrze. Ordynator nie ukrywał, że jego stan

jest ciężki.

     - Nie boisz się, kowalu? - zapytał ktoś.

     - A czego tu się bać? Co będzie, to będzie! -

odpowiedział kowal i...przeżył, a to podobno

graniczyło z cudem.  

     A przed moją operacją wpada salowa

- była piąta rano i mówi do mnie:

     - Panie, w prosektorium nieboszczyk za

nogę mnie złapał... - A chichotała przy tym!

     No, ale potem współczucie ją naszło,

zrobiła smutną minę i mówi tak:

     - Pan to wygląda jak mój zięć. On też

na to umarł! - 

      O dziesiątej wzięli mnie na operację

i zrobili narkozę, a ja czegoś pytam:

     - Pani doktor, czy ja będę żył? -

     Widać narkoza nie zadziałała i lekarz

krzyczy: - Zastrzyk mu zrobić! -

     Dwa dni przeleżałem na intensywnej

terapii, bo ordynator był przekonany, że

zejdę na serce. Pamiętam jego radosną

minę po moim przebudzeniu i jak

uspokajającym głosem mówi:

    - Stan bardzo dobry! -

    A ręce miał, co zauważyła moja żona, 

duże i silne jak rzeźnik, ale i serce chyba

bardzo dobre. Tłumaczył później, że operacja

trwała długo, ponieważ była "technicznie

skomplikowana."

    Z intensywnej terapii pamiętam dwie

rzeczy - pacjentce przez pomyłkę zamiast

kroplówki podano powietrze...I czarne koty

rozciągające po podłodze gazę. 

    Starszy wiekiem pacjent, Pan Leszczyński,

zasnął w toalecie i było potem szukania

i sprawdzania, czy go przez pomyłkę

na wózku z nieboszczykami nie wywieźli.

W końcu znalazł się i nie ominął go

zastrzyk:

    - Panie Leszczyński, dupsko! -

powiedziała pielęgniarka. 

    Żona musiała zrobić awanturę

salowej, bo leżałem po operacji na

zaszczanym przez kogoś innego

prześcieradle.  Poskutkowało

i prześcieradło zmieniono.  Pamiętam,

że salowa miała do mnie pretensje,

że jestem nieogolony, chociaż nie

mogłem się poruszać, ani nawet usiąść

na łóżku, a rana była tak duża, że każdy

ruch sprawiał mi wielki ból. 

      Do staruszka nieopodal przychodził

syn mecenas i zostawiał mu jedzenie

w lodówce.  Staruszek po operacji zjadł

i ordynator skarcił go słowami:

     - Panie kochany!  Wyciąłem panu

nowotwór wielkości śliwki, a pan się

skarży na ból? Niech pan się cieszy, że

pan jeszcze żyje!...To skandal!  Ja ratuję

panu życie, a pan je sobie odbiera. Ty

łakomczuchu jeden!  -

    Ale był też moment, którego nie

zapomnę. Przywieziono z wypadku

młodego chłopaka. Nie do końca był

przytomny, ale pytał, czy będzie żył.

Obok łóżka stała jego dziewczyna.

A ordynator wyjął jakieś zdjęcie i mówi:

    - Widzi pan?...Pana życie wisi dosłownie

na włosku!  Jak pęknie ta cienka nitka

podczas operacji, to pan umrze. Nie mogę

panu niczego obiecać... -

    Mówił to raczej do niej. Okazało się, że

biedak za szybko jechał na "motorze"

i wpadł na jakieś drzewo.

    Na skargi pacjentów, że bardzo boli,

ordynator odpowiadał niezmiennie:

    - To normalne!  Musi boleć!  Dlaczego

ma nie boleć?  Przecież rozciąłem panu

połowę brzucha. To nerwoból! - 

    I środków przeciwbólowych nie

podawał.  A później często śmieliśmy

się żoną, kiedy coś nas bolało, że to

na pewno nerwoból.

  

     

 

 

 

 

 

 

 

poniedziałek, 29 października 2018

 

    Przeglądam jeszcze raz "Świadomą

drogą przez depresję" Kabata- Zinna.

Kluczowe jest tu rozróżnienie między

trybem działania, a trybem świadomego

bycia.  Kiedy włącza się tryb działania

uruchamia wiele niepotrzebnych myśli,

które są przeszkodą w afirmacji istnienia.

Dobrze jest więc rozpocząć trening

tzw. uważności i zwracać większą 

uwagę na własne emocje, doznania

i stany ciała, poznając w ten sposób

siebie i koncentrując się na chwili...

i na oddechu. Wczucie to oznacza bowiem

zarazem otwartość wobec świata i niesie

ze sobą głęboką relaksację uwalniającą

od niepotrzebnego cierpienia, wywołanego

przez natłok myśli, przymuszanie się do

czegoś i nawyk oceniania wszystkiego.

    Nie ma potrzeby krytykowania tej mądrej

terapeutycznej książki, ale warto zwrócić

uwagę na to, że przyjęty w niej punkt

widzenia i związana z nim praktyka to

nie wyłącznie same korzyści i że o pewnych

rzeczach można mówić innym nieco

językiem - pozbawionym może takiego

waloru praktycznego, ale bliższym chyba

prawdy, a tym samym i wewnętrznej

wolności. 

     Już samo określenie "tryb" sugeruje

możliwość jakiegoś psychicznego 

przełączania lub zdania się na przełączanie

naturalne, zachodzące niejako automatycznie.

To, co nazywano kiedyś kontemplacją,

koncentracją albo medytacją, nazwane

zostaje inaczej, ale nie dzieje się to bez

pewnego naruszenia pierwotnego sensu

związanego z tymi pojęciami, a szczególnie

z pojęciem i możliwością kontemplacji

świata i życia. W kontemplacji wszelki

trening czy metoda są jedynie przeszkodą.

     Kiedy patrzę na puste pole o zmierzchu

i na zamglony księżyc, to nie potrzebuję

wskazówek w rodzaju - koncentruj się tylko

na tym, odrzuć wszelkie myśli, wyobrażenia

i oceny.  Te wskazówki, to przecież także

myśl.  Nawet, jeśli uzupełnia się je uwagą:

"Wyluzuj!  Tak naprawdę nie musisz nic

zobaczyć. Po prostu patrz!" 

      Terapeuta musi mieć koniecznie

dwie rzeczy: ucznia (lub ofiarę) i metodę.

Bez nich nie mógłby uprawiać swego

zawodu ani nikomu pomóc.  Rzecz w tym,

że często przy okazji pomagania szkodzi.

W przypadku kontemplacji jedyne, co

można sensownego zrobić, to nie narzucać 

się człowiekowi z uwagami typu "Wyłącz

swój wewnętrzny autopilot!"  Myślę, że

nie tylko mnie takie uwagi wpędzają w

depresję, podobnie jak odwoływanie się

do stoicko-buddyjskich przekonań w rodzaju:

Nie oceniaj czegoś, a nie będziesz cierpiał!

Przyglądanie się chorobie jak czemuś, co

nas mentalnie nie dotyka, jest tworzeniem

iluzji.

      Do książki dołączono tekst, który

czyta Małgorzata Braunek, która "przegrała

walkę z rakiem."  Nie dotykam tego CD.

Nie chcę się wikłać w niepotrzebne myśli

z tym związane, ani puszyć z powodu

swojego szacunku dla osoby zaawansowanej

w buddyjskiej praktyce lub współczucia dla

niej. Żaden terapeuta nie ma mocy, jaką w

istocie sobie przypisuje. Nie może zmienić

reguł rządzących życiem i ludzkim losem,

poprzez wywołanie iluzji wolności i

końcowego sukcesu.  Takie myślenie jest

skażone nadmiernym praktycyzmem

i paradoksalnie tym samym nie do końca

praktyczne. Zresztą Autor doskonale o tym

wie, skoro gdzie indziej nazywa życie

"piękną katastrofą."

 

 

 

 

 

    

     

 

 

 

niedziela, 28 października 2018

 

   - Pion na e4! - powiedział Pan Bernstein.

Ale w chwilę potem bomba rozwaliła

pokój i jego rywal Pan Goldstein trafił

do szpitala polowego...Nie widzieli się   

przez czterdzieści lat i spotkali dopiero

na jakiejś konferencji w Kalifornii.

   - To, co, kontynuujemy? - spytał Pan

Goldstein.

   - Jasne!  Twój ruch...A co z Rachelą  

i jej rodziną?  Nie żyje? -

   - Wszyscy nie żyją, poza Gołdą. Może

dlatego, że taka brzydka! -

   - Może...O żywych nie mówi się źle!

Ale Pan brzydkie też kocha, a nie tylko

Batszebę.  Chociaż, czy Batszeba była

taka piękna?...A Asia Grzebyk żyje? -

    - Żyje...Ale wiesz, z kim ona żyje? 

Z tym Steinem, co handlował gumą od

damskich majtek, a teraz jest...żebym

nie skłamał, wielkim milionerem. -

    - A wiesz, że chciałem się z Aśką

ożenić?  Ale mi ojciec powiedział, że

ma garbaty nos i że nie mogę ufać

dziewczynie, która przysłała mi list

w różowej kopercie. Poza tym jej

ojciec niczego się nie dorobił jako

krawiec. Do końca klepał biedę... -

    - To sobie nie poruchałeś!  Chyba,

że z małżonką, ale to się nie liczy!

Nadal handlujesz bronią? -

    - Ty mnie nawet o to nie pytaj.

Handel jest handel!  A Aśka też

mnie kochała i dała mi nawet

kanarka. -

    - Kanarka, szczurka...Ale tego,

co trzeba nie dała. -

    - Nie filozofuj Goldstein!  Ty

nigdy nie zrozumiesz, czym jest

miłość. To jest dla ciebie kabała! -

    - A mnie dała! -

    - Kto to sprawdzi, no nie? -

    - Aśka to moja żona! -

    - Jak twoja żona,  to sobie nie

poruchałeś, bo z żoną się nie liczy. -

    - Poddaję partię! - powiedział

Goldstein. - Królówka nie ma gdzie

się ruszyć! -

    - A gdybyś mógł swoje życie

przeżyć jeszcze raz, to byłbyś z nią? -

    - To zależy...Tak przez połowę życia

to może tak, ale przez drugą połowę

- to już może nie. Strasznie jest gderliwa

i nazywa mnie starym dziadem, kiedy

nakryje mnie z sekretarką. -

    - Cała Aśka! - 

    Poszli jeszcze później do hotelowego 

barku. Wypili trochę whisky. Ściemniało

się.

    - To, co? Za kolejne czterdzieści lat

spotkamy się pewnie. - rzekł Pan Bernstein.

    - Z miłą chęcią! - odpowiedział Pan

Goldstein.- Tym razem gram białymi!

   

 

    Nie było mnie w domu dokładnie

dwanaście godzin, ale Mitsuko to

jakoś przeżyła.  Kiedy o siódmej 

rano skończyłem poprzedni "wpis"

postanowiłem nie kłaść się już

spać, a o dwunastej wyszedłem,

bo musiałem się z kimś pilnie

spotkać.  A skoro byłem już w

pobliżu Alei Ujazdowskich, 

przyszedłem pożegnać się z

Ogrodem Botanicznym, który

za kilka dni zostanie zamknięty

aż do kwietnia.  Ucieszyła mnie

obecność wielu ludzi, mimo, że bilety 

są drogie (12 zł). Zdjęć zrobiłem

niewiele, ale udane i jedno jest

nawet nieoczekiwanie świetną

abstrakcją.  Jestem z niego dumny. 

Przed piątą zabrałem stamtąd dla

mojej matki złamaną piękną żółtą

georginię i kupiłem kartkę z

czerwoną dziką różą. Wczoraj

wróciła od kardiologa.

    Próbowałem się później spotkać

z moim przyjacielem, ale go nie

zastałem. To wprawiło mnie w przykry

nastrój.  Ale zatrzymałem się w kawiarni,

gdzie maiłem szczęście, bo do bitej

śmietany za 3.50 dano mi dwa

ogromne wafle.  Przeczytałem tam

tekst o ostatnim cyklu klawesynowym

Couperina, w tonacji h - moll, w którym

jest już podobno silnie zaznaczona

melancholia śmierci.  W trzy lata później

wielki kompozytor rzeczywiście umarł.

Tyle słucham Couperina, ale tego

"porządku" nie znałem. Nie wyobrażam

sobie mojego życia bez jego muzyki

i bez obrazów Watteau, które podobno

szczególnie lubił.

      Zatopiłem się na chwilę w nieistnieniu,

a potem - późno już było raczej, dotarłem

do domu, w którym spędziłem dzieciństwo

i młodość.  Matka bardzo się ucieszyła

z kwiatu, choć była to tylko sama głowa.

Opowiedziałem jej, jak po drodze zaczepiła

mnie jakaś kobieta i wywodziła, że ten

kwiat to piękna nostalgia, zwłaszcza teraz,

kiedy idzie się na groby.

      - Georginie nie mają żadnych konotacji

cmentarnych. - powiedziała mama - A pani

pewnie chciała sobie z tobą trochę

porozmawiać. 

      Miałem już wychodzić, a tu nagle

okazało się, że wszyscy oglądają film

o carze Mikołaju i jego kochance baletnicy.

(Rosja 2017). Wciągnął mnie nawet trochę

swoim przepychem i nie tylko. Choć

Mikołaj to żałosna postać, co film całkiem

nieźle, zapewne wbrew intencji reżysera,

pokazał.  Baletnica miała charakter i przeżyła

cara i jego rodzinę, do której zresztą została

przyjęta, żyjąc 99 lat ;-)  A jej konkurentka...

Caryca i jej dzieci miały, jak wiadomo,

przerażająco tragiczny los zgotowany im

przez bolszewików. Luba aż klaskała w ręce,

kiedy wyświetlił się napis informujący

o tym!  

     Scena z wywoływaniem duchów

przypomniała mi książkę Suworowa

o Aleksandrze i tępocie carskiego

otoczenia oraz bezwzględności 

i głupocie rosyjskich liberałów

i anarchistów.  Pomyślałem też o

tym, że pewnie Putin ten imperialny

film oglądał ;-)  Scena koronacji

w cerkwi, której złoto aż kapało robi

wrażenie. To nic, że 2000 biednych

ludzi zadeptało się przy okazji na

śmierć w walce o ślubne prezenty

od cara (żywność). No i przede

wszystkim, jak świetnie działały już

wtedy służby specjalne... 

     ...Ale byłem też dość silnie

wzruszony, jak czasem, kiedy oglądam

jakieś romanse. I pomyślałem nawet,

że pojadę nad Wisłę, w miejsce mi 

dobrze znane, w którym ktoś, kogo

znałem utopił się. Dobrze jest znać takie

miejsce...  

     Dziwne jest czasem życie ludzkie.

Człowiek niby inteligentny śmieje się

w duchu z czegoś takiego, a nagle 

włącza się jakiś zupełnie inny, 

znacznie bardziej realny i poważny

scenariusz...Cóż zrobić? Poszedłem

na spacer wzdłuż Łazienek nucąc

sobie "La Favorite" Couperina i 

przypominając staruszkę Poetkę,

z którą tamtędy przemykaliśmy się 

nocami, spotykając niekiedy 

różne stworzenia - smużki, kuny

i jeże...

     Mitsuko przez cały dzień nie

tknęła nawet jedzenia, a kiedy

myłem ręce zaczęła łapczywie pić

wodę z kranu, chociaż miała pełny

ogromny kubek.  Teraz śpi, choć

prawie jej to się nie zdarza kiedy

przychodzę i znowu nic nie jadła. 

    "Umrą wszyscy" - powiedziała mi

spotkana kobieta. - "Ta dziewczyna

i malutka dziewczynka, która jest jej

dzieckiem."  Dziewczynka idąc

tańczyła jak baletnica, a duży gawron

był prawie połowy jej wzrostu..."Życzę

panu wszystkiego dobrego, niech

szczęście pana nie opuszcza!" 

    Musiałem chyba wyglądać na

szczęśliwego. ;-)





sobota, 27 października 2018

 

             niebo jest niebieskie

             powiesz a trawa zielona

             śnieg jest biały

             a smoła czarna

 

             nie zgodzi się z tym

             nie ma powie niebieskiego

             zielonego białego

             ani czarnego

             nie ma nic bardziej mglistego

             niż oczywistość

             to czysta fantazja

 

             widziałeś kiedyś naprawdę

             niebieskie niebo spyta

             albo niebieską wodę

             kiedy wody rzeki płyną

             tam gdzie ziemia jest błotnista

             są mętne

             mogą mieć też

             kolor skał i minerałów

             które niosą ze sobą

             za każdym razem inny

             a nawet kryniczne źródło

             z którego wypływają            

             nie jest niezmącone

 

             śnieg w mieście jest często

             szary a kiedy dziecko albo kot

             nasikają gdzieś

             staje się w tym miejscu żółty

             a od krwi czerwony

             ale krew ma też czasem

             o wiele ciemniejszy

             smolisty kolor

             widoczny dobrze

             na tle piaskownicy

 

             tak samo jest z człowiekiem

             raz jest dobry a innym razem

             dobroci mu brakuje 

             i wtedy bywa okrutny

             skłonny do zdrady

             albo niewdzięczny

             a najczęściej jest

             nieuważny lub nieświadomy

             widziałeś kiedyś człowieka

             który byłby wyłącznie dobry

 

             myślisz że wiesz co czujesz

             i że coś jest smutne

             a coś innego wesołe

             ale gdy przyjrzysz się

             nieco uważniej nie jest tak

             bo w smutku znajdziesz radość

             a w radości gorycz smutku

            

             nikt nie zna swego losu

             lękasz się a nie ma

             powodu do lęku

             niczego się nie obawiasz

             a czeka cię matnia

             nie potrafisz nawet sobie pomóc

             a co dopiero pomóc innym

             jak więc możesz

             czuć się wolny

 

             w porze zmierzchu

             wszystko wydaje się

             pogrążać w mroku

             i w melancholii

             ale myszy ptaki

             i inne stworzenia 

             przemykają beztrosko

             przez puste pola           

 

             rankiem wszystko budzi się

             do życia ale czy widzisz

             że budzi się też do śmierci

             a ci którzy się kochali

             drżą z chłodu przed rozstaniem

             choć za oknem szaleje wiosna

 

             kiedy rodzi się człowiek

             na świat przychodzą

             zmartwienia i kłopoty

             cierpienie i śmierć

             a wszelką radość

             niszczy upływ czasu i przypadek

 

             mądrzy mówią że życie jest

             jak przyczajony tygrys

             gotowy do skoku

             albo niczym uśpiony wulkan

             a trwa tyle co upadek

             ściętego siekierą drzewa

            

             i że ludzie spotykają się

             w tym życiu jak ptaki

             które wieczorem

             śpią na jednym drzewie

             by więcej nigdy się nie spotkać

             a jak ziarnka piasku łączy ich

             nie miłość lecz interes

            

             ludzie odzierają z kory drzewa

             a zwierzęta z ich skóry

             i niewolą innych ludzi

             jedni mają zbyt wiele

             i pławią się w dostatku

             a inni umierają

             z głodu i pragnienia

             tratowani w drodze do wodopoju

            

             koty nie znają smaku słodyczy

             więc kiedy dajesz im ciastko

             karmisz tylko własną wyobraźnię

             prawie nie widzą tego co się nie porusza

             a kiedy cię liżą w rękę

             oznaczają tylko swój obiekt

             tyle samo zwykle wiemy od odczuciach

             innych ludzi

            

             zważ że choć dla ludożercy zjadanie ludzi

             jest czymś pożądanym

             w Leningradzie i Królewcu

             zimą podczas wojny

             ludzie zjadali najbliższych

             choć bardzo tego nie chcieli

            

             piękne są często małe dzieci i kobiety

             ale prostak włoży sobie kolczyk w pępek

             i zrobi na pośladkach tatuaż

             a kobietę zniewoli i dziecko przerazi

             ubierze się w mundur

             i przestrzeli ich czaszkę

             jednym nabojem

             albo zrzuci na nich bombę

             i wyparują

            

             a matka sprzeda własne dzieci 

             albo córkę przehandluje mężczyznom

             dobry sędzia śledczy 

             prawdziwy patriota

             złamie każdą ofiarę

             a ten kto ma w tym interes

             usprawiedliwi każdą zbrodnię

             lekarz nie przyjdzie do starej kobiety

             jeśli mu ktoś dobrze nie zapłaci

            

             trędowaty przygląda się

             nowo narodzonemu dziecku 

             krzycząc ze szczęścia 

             kiedy w świetle błyskawicy

             widzi że jest podobne do niego

            

             co może wiedzieć

             o przyszłym dniu

             ktoś kto żyje jak ćma

             przez krótką chwilę

             co wie o oceanie

             nadęta żaba w studni

             co wie o gwiezdnych przestrzeniach  

             człowiek raczkujący po Księżycu

            

             dlaczego pełni miłości twórczy ludzie

             żyją często zbyt krótko

             i odchodzą w cierpieniu

             a inni nie umieją im wybaczyć

             ich tęsknoty i wolności

             czy garncarz

             pyta samotny wędrowiec

             wątpiący w dobroć Boga

             tłucze swe najpiękniejsze naczynia

            

             ale jaka jest właściwie twoja 

             ostateczna konkluzja pytasz

             jakbyś nie wiedziała

             że nie ma czegoś takiego

             jest tylko radość i miłość

             rozpacz i lament  

             i wiejący za oknem wiatr                    

            

            

             

 

piątek, 26 października 2018

 

     - Zatłukłam ćmę! - wykrzyknęła Etsuko. 

     - Przed chwilą widziałem jej cień na suficie. -

     zmartwiła się Pani Ogawa. - Wpatrywała

     się we mnie swoimi niby-oczami. -

     - Widziałam, że kot chce na nią zapolować, 

     a poza tym była niebezpiecznie blisko od

     płomienia świecy. Zrobiłam to ze współczucia.

     Wybrałam mniejsze zło!  Przynajmniej nie

     cierpi...Zresztą była już chyba stara. Widuję

     ją od trzech dni. -

     - Masz serce złote jak Budda!...Ale, czy

     przypadkiem nie byłaś zła na Toru? -

     - No, trochę byłam...Nawet bardzo!  Chętnie

     bym go zmiażdżyła. - przyznała dziewczyna.

        Na tym by się pewnie skończyło, ale Pani

     Ogawa zobaczyła, że zmiażdżona ćma porusza

     się na macie.

     - Widzisz! - pokazała palcem. - Byłaś nieuważna

     i przez to owad cierpi. - 

        I Etsuko zobaczyła, że staruszka płacze.

     -  Pewnie ktoś ci powiedział, że nie jesteś już

     młoda. - zauważyła złośliwie. 

         Pani Ogawa zrobiła surową minę.

      - Droga Etsuko!  Albo wbijesz sobie teraz

      we wskazujący palec tę szpilkę, albo nie będę

      chciała cię znać. -  

          Podała dziewczynie szpilę z czerwoną kulką u

      nasady.  Etsuko wbiła ją sobie w mały paluszek

      lewej ręki, z którego trysnęła krew. 

      - Nie to ci kazałam zrobić! - zganiła ją Starsza

      Pani.

      - A, dobra, we wskazujący... - odpowiedziała

      Etsuko.

      - I nie śmiej się tak głupio!  To poważna

      sprawa. - skarciła ją. 

      Dziewczyna zrobiła trochę bezradną minę.

      - Boli! - powiedziała cicho.

      - Popatrz teraz na ćmę.  Nadal się porusza,

      prawda? -

      - Przesadza pani!  Owady nie czują bólu tak

      jak człowiek. Zresztą może ją pani rozgnieść. -

      - A teraz włóż ten palec w ogień świecy! -

      rozkazała Pani Ogawa.

      - Pani oszalała! Te pani metody

      wychowawcze pochodzą chyba z epoki Edo! -

      - Ja nie żartuję! - oznajmiła staruszka wyjmując

      z kuferka rewolwer.

         Dziewczyna włożyła palec w ogień. 

      - Au...! - krzyknęła.

      - A teraz rozbierz się i połóż się na macie. -

          Etsuko, widząc wymierzony w siebie rewolwer,

      zrobiła to. A wtedy Pani Ogawa strzeliła jej

      prosto w serce.  Umierając wydawało jej się,

      że staruszka pochyla się nad matą jak wielka

      ćma i patrzy na nią swymi ogromnymi

      niby-oczami. 

            Straszna Pani nie mogła ukryć swego

      rozczarowania. Dziewczyna zmarła prawie

      natychmiast.  Było to wielkie niedopatrzenie

      z jej strony.  Wystrzeliła w jej prawą pierś.

      Skąd mogła wiedzieć, że Etsuko ma serce

      po prawej stronie?  Chciała się zastrzelić,

      ale w rewolwerze nie było już nabojów.

           Kiedy następnego dnia wieczorem

      inspektor Nezumi wszedł do pokoju,

      zobaczył ciało martwej dziewczyny i dwie

      konające, czujące istoty - Panią Ogawę

      i ćmę..."Czasem tak jest!" - pomyślał.

         

         

     

 

     

    

czwartek, 25 października 2018

 

 

  Po upałach lata nadchodzą tęsknoty jesieni.

Po polach śnieżnych następują pola kwieciste.

Lecz słońce, czy zachodzi, czy wschodzi,

jest wielką różą!

  Śmierć czyni z człowieka garść ziemi, na

której rośnie trawa.

  I wiem, dlaczego oddech nasz jest jeno

wiecznym westchnieniem.

 

   Ten wiersz tradycja przypisuje

Konfucjuszowi. W tłumaczeniu Staffa brzmi

całkiem współcześnie (poza może słówkiem

"jeno").  Szukałem czegoś innego, ale jakoś

się do mnie przyplątał.  Nie byłoby go

trudno poddać jakiejś analizie, poczynając

od następstwa pór roku, a kończąc na owym

westchnieniu.  Przemiany życia, to dla

Konfucjusza rzecz zwykła, śmierć to rzecz

najnaturalniejsza pod słońcem...A jednak 

jest w tym utworze pogodnego mędrca

niemała melancholia.  Przeznaczeniem

człowieka jest bycie garścią ziemi, na

której wyrośnie trawa. Za chwilę nas

tu nie będzie.  Przeminiemy jak pory

roku, ale nie pojawimy się już więcej.

    Słoneczna róża reprezentuje wymiar

kosmiczny wszelkiej przemiany, ale

zamienienie się człowieka w garść

ziemi to mimo wszystko raczej smętna

perspektywa. 

   Mnie zawsze takie egzystencjalne

niepokoje sprzed wieków rozczulają,

bo fizycznie z poety niewiele zostało,

a to, co istnieje w świecie ducha,

staje się jeszcze jedną skamieliną.


 

 

 

    

środa, 24 października 2018

 

     Słucham w nocy wiatru (i myślę o życiu,

którego już nie ma i o miłości, która nie przemija).

 

     A w dzień trochę muzyki...Ale mało mam na

to czasu. Na pewno w wolnej chwili wrócę do

suit klawesynowych Louisa Couperina i utworów

na teorban i gitarowych Roberta de Visee, lutnisty

Ludwika XIV.  To delikatna, ale działająca na

wyobraźnię, ekspresyjna i prawdziwie sofistyczna

muzyka (a szczególnie "niezmierzone" preludia

i chaccony). 

    

    Jutro spędzę w Uniwersytecie ponad

dziewięć godzin (od 12-tej do 9 wieczór).

 

     Czytam tekst Davida E. Cartwrighta "Schopenhauer

on the Value of Compassion" i być może powrócę

do mojego własnego tekstu "O wartości 

współczucia", którego pisanie przerwałem kilka lat

temu, ze względu na konieczność zajęcia się innymi

tekstami.   (Sporo już jednak przedtem zrobiłem).

Schopenhauer i filozofia buddyjska są moimi

naturalnymi sojusznikami w walce o uznanie

wartości współczucia dla cierpiących czujących istot,

choć tego co głoszą, nie przyjmuję bezkrytycznie.  

Wbrew pozorom współczująca postawa wobec świata

i życia jest często dość bezwzględnie i ostro

krytykowana. Ale buddyzm słusznie zakłada,

że nie ma mądrości bez współczucia.

 

    Postaram się coś zjeść...Ostatnio ludzie w różnych

miejscach dają mi coś, a ja im po kilku dniach oddaję. 

Czasami to jest chałwa, albo miseczka ryżu, innym

razem jakiś napój. To miłe, że mi ufają, a ja ich nie

zawodzę. Zawsze w pierwszej kolejności kupuję pokarm

dla Mitsuko.  

 

    Znalazłem cudowny komentarz do pewnego

sławnego tekstu biblijnego.  Rabbi mówi w nim,

że przed Adamem były 974 pokolenia niedoskonałych

istot, które Bóg miał zamiar stworzyć, ale zrezygnował

z tego zamiaru.  Podobno Hilel i Szamaj (dwaj

przesławni rabini) spierali się kiedyś, czy lepiej,

żeby człowiek został stworzony, czy lepiej, żeby 

nie został.

    I co ustalili?  Zgodzili się, że lepiej, żeby nie

został stworzony, bo najlepiej jest temu, kto

jeszcze nie zaznał pod słońcem ogromu zła. ;-)

Pogląd, że lepiej byłoby się nigdy nie narodzić

był głoszony przez greckich poetów.  Nie

spodziewałem się, że jest on równie żywy w

tradycji rabinackiej.

 

    Wiele czasu spędzam z moją matką, osobą 

żywotną, ale i bardzo chorą. W pewnym sensie

jest to kontakt dość niezwykły, ponieważ mówimy

sobie wszystko, raniąc się czasem dość znacznie,

ale i dobrze rozumiejąc. (Oczywiście przede

wszystkim się wspieramy).  Mieszka daleko ode

mnie i dojazd do niej zabiera mi bardzo wiele czasu. 

Jednak wracając od niej często robię zdjęcia. 

Ostatnio zrobiłem ich kilkaset i o ile wiem, niektórzy

je lubią. Bardzo cenię sobie opinię Akio Tayamy,

który sam robi wyjątkowo piękne zdjęcia, choć

ostatnio kontakt z nim trochę się urwał (może

jest chory) oraz "naszego" Piotra Ratyńskiego.  

Codziennie oglądam zaprzyjaźnione ze mną drzewa

i widzę, jak się zmieniają.

 

     Dwie przykre rozmowy trochę mnie otrzeźwiły.

Przyjaciel ostrzegł mnie, że wyniki moich badań

są nadal złe, podczas gdy ja cieszyłem

się, że się nieznacznie poprawiły.  Jego opinia

jest dla mnie ważna, bo leczy się z tej samej

choroby i sporo już na ten temat wie.  Druga, to

opinia innej dobrze znającej te sprawy osoby, 

że bardzo poważnie grozi mi bezdomność i że

jeśli czegoś nie zrobię w najbliższym czasie,

to mój los może być zgoła tragiczny.  Przez

grzeczność nie przeczę...

 

      Śpię 2-3 godziny na dobę, zwykle około

szóstej rano, najpóźniej do dziewiątej rano.

Noc poznałem już tak dobrze, że jest ona 

dla mnie nawet czymś bardziej rzeczywistym

niż dzień.  Nie dziwią mnie wizyty zjaw i

demonów, ani komentarze do moich tekstów

o wszystkich porach dnia i nocy.  Szczególne

okryte tajemnicą są pory przejść - zmierzch

i świt, ale coraz więcej o nich wiem i jest

to wiedza o tym, jak życie przechodzi w śmierć,

a śmierć w życie.  (Bios- Tanatos- Bios...)

      Paradoksalnie poznanie tych pór nocy

zawdzięczam indyjskim ragom, które wykonuje

się często w porze zmierzchu lub przed świtem,

albo w środku nocy, bo wtedy jest ich największy

potencjał medytacyjny.  Od kilku lat rzadko ich

słucham, ale słuchałem ich prawie przez

połowę mojego życia.  Medytacja przy takiej

muzyce bywa wyjątkowo głęboka.

     A o szumie wiatru najwięcej dowiesz się    

słuchając muzyki japońskiej. Jest czasami tak

przenikliwa i przejmująca, jakby ktoś wbił ci

sztylet w pierś.  I nic się przed tym wiatrem

nie ostanie. Porywa wszystko...

 

 

 

 

 

     

 

    

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 196