Kategorie: Wszystkie | "Dziewczyny, bądźcie dla nas dobre na wiosnę" | ...bez końca | 0 | 100O i jeden Rabinów | A Puszkina też zapuszkują? | A moze to tylko pomieszanie zmyslow | A nie lepiej być purystą? | Aaaaaaaaaaaaaa...aalfabeta | Ach, gdzież jest litość lub wspolczucia pozór? | Ach, gdzież jest litość lub współczucia pozór? | Adam Mic - Kiewicz | Adaś i Ewka | Aforystyka | Amerykański sen | Autopsychoterapia | Bez sensu to to! | Bez szaleństwa... | Bezmyślne okrucieństwo | Bezradność | Biedna Szymborska | Biedny Kapturek! | Bliźni miłości | Bliźniego miłość... | Blondyn | Blue Bossa | Bojaźń i drżenie | Bratnie dusze | Bruner, ty świnio! | Buddyzm w życiu codziennym | Bóg mi poskapił tej anielskiej miary... | Bóg mi poskąpił tej anielskiej miary... | Bójstwo samo | Caritas | Chiziofrenia | Choroba na śmierć | Chwila ułudy | Chwila wytchnienia | Chłodne upojenie | Cierpienia i radości | Cierpienie i radość | Cleen feed | Cnota niedoli | Co slina na język przyniosła | Co tam panie w polityce? | Co w niebie piszczy | Co ślina na język przyniosła? | Corrida | Coś dla duszy... | Coś tak wulgarnego | Cudotwórstwo | Czarna Perła Tao | Czarny tulipan skrzyżowany z czarna różą | Czarny tulipan skrzyżowany z czarną różą | Czary Mary | Czego nie przysięgał Hipokrates? | Człowiek nie jest rzeczą | Człowiek to brzmi dumnie, ale nie u mnie | Często chowa | Częstochowskie rymy | Deficyt aniołów | Delightful! | Demokratyczne wybory w Oczodołach | Diabłoterapia | Dla wszystkich i dla nikogo | Dnieje | Do samego siebie | Dodatek | Dowcipas dnia | Duma narodowa | Dusze drzew | Dyskretna mgiełka autoironii | Dzielność | Dziki kapitalizm | Dzisiejsza młodzież | Dzisiejsza młodzież nosi ładną odzież | Egzystencjalizm jest chumanizmem | Ekonomia zbawienia | Elegancja Francja | Elegijnie | English gentelman | English gentleman | Epicurus | Ewa tylko ziewa | Falochron | Female | Filozofia bez uczoności | Forever Loving Jah | Gadu, gadu | Gadu, gadu, trochę więcej jadu | Gal Anonim | Gaz dla pedałów | Gaz dla pedałów, młot dla sierpów | Gdy rozum śpi... | Gendarme | Genek, gienialny gieniusz | Geno Typ | Gorący uczynek | Grabarz | Grabarz nonsensu | Gry i zabawy literackie | Głupota przysłowiem narodów | Głębie i tajnie Podświadomego | HIstoria nauczycielką bicia | Herbatka zen | Homo economicus | Homo sapiens czy Homo politicus | Humor absurdalny | Humor nieco absurdalny | Humor, satyra, panie... | I rekiny w oceani mają zębów cały rząd | I rekiny w oceanie mają zębów cały rząd | Indie Wschodnie i Zachodnie | Industrial | Istnieje również wrodzony brak poczucia humoru | Ja tam bynajmniej nie wiem | Jak długo będę jeszcze żył? | Jak uprawiać agresywne dziennikarstwo? Poradnik dla początkujących | Jakże cżęsto powtarza się ta historia | Jakże trudno czasami coś sklecić! | Jan i Małgorzata | Jan z Czarnolasu | Jesienna muzyka | Jeszcze smutniej! | Jeździec Apokalipsy | Językologia | Kaczuszki mandarynki | Karawana idzie dalej | Katedra Adamowego Żebra | Kawa z Kafką | Każdemu według naszych chęci | Każdemu według potrzeb | Każdemu, o czym tylko zamarzy | Kiciuś Miciuś! | Kicuś Micuś! | Kiedy człowiek staje się bestią | Kiedy owce nie milczą | Kij w mrowisku | Kniaź Wiktor | Kochani ludożercy | Kolacja Pani Sowy | Kometa tylko głownia nie ta | Konkwista | Koryfeusz nauki, milośnik sztuki | Koty i inne zwierzęta | Koty, głupoty, palikoty | Kości rzucone są | Kość słoniowa | Kto pierwszy był człowiekiem, kto będzie nim ostatni | Kto pisze teraz historię? | Kuchnia szamańska | Kwiatki Św. Franciszka | Kwiatostan śmierci | Kwitnienie kultury | Kwitnąca wiśnia | La colombina i ciche ukojenie | Lekarzu - lecz się sam! | Lenin wiecznie żywy | Leśmianiada | Lichwiarstwo polskie | Liryki i prztyki | Logika dziejów | Londyńska mgła niepamięci | Londyńskie przygody | Los ofiary | Los puka do moich drzwi | Lotosowy wpis | Ludzie ludziom... | Lunatyzm | Lęk społeczny | Made in Japan | Maligna | Marność nad marnościami | Marność nad marnościami. Rekoleksje Wielkopiątkowe | Marzenia senne | Marzeniologia stosowana | Maszkary i senne dziwadła | Maszkary i senne widziadła odbite w lustrze | Mała czarna z Kafką | Medycyna naturalna | Meine Liebe Augustin! | Melancholia | Melancholia stosowana | Memorabilia | Meszreiw | Meteo | Mgiełka autoironii | Mglisty dzień. Mgła | Mikołak | Mistrz i Małgorzatka | Mistycyzm lunarny | Mistyka i miłość | Mitologia osobista | Mitologia świata | Miłość | Miłość bliźniego | Miłość nie zawsze szczęśliwa | Miś Uszatek | Moc rytuałów | Monada nie ma okien | Mowa potoczna | Mowa ptaków | Mowa serca | Moze ktoś zrozumie, co teraz czuję | Może ktoś się ucieszy? | Może ktoś zrozumie, co teraz czuję | Może to trochę zbyt uszczypliwe | Musicology | Muza lekkich obyczjów | Muzyka przywraca ład serca | Myszoterapia dr Nezumi | Myśli prostego człowieka | Mądrość Natury | Mądrość jak z gazety | Mądrość narodów | Młot na faryzeuszy i hipokrytów | Męstwo bycia | Mówił sen do snu | NIe ma na świecie dwóch takich samych liści, ni kropel deszczu | Na jawie (lecz to, co niejawne pozstaje) | Na stos rzuciliśmy szcześcia los | Na stos rzuciliśmy szczęścia los | Na szczytach hipokryzji | Na zdrowie! | Nad piekną rzeką | Najokrutniejsze zwierzę | Najsłodsza tajemnica | Narastająca senność | Nic dzisiaj ciekawego nie napisałem | Nicość | Nie am dwóch takich samych liści, ni kropel wody | Nie bój się - najwyżej cię rozstrzelają! | Nie czas żałować burz, gdy płoną oczy | Nie czas żąłować burz, gdy płoną oczy | Nie każde szczere złoto jest szczerozłote | Nie ma na świecie dwóch takich samych liści ani kropel wody | Nie ma na świecie dwóćh atkich samych liści lub kropel deszczu | Nie ma takiego smutnego, co by na wesołe nie wyszło | Nie ma zazdrości bez miłości | Nie oddamy nawet guzika | Nie tylko dzielenie włosa na czworo | Nie wiem, ja w ogóle nie myślę | Nie zabijaj! | Nie zabijajcie drzew! | Nie zawsze urocza dzecinada | Niebiańskie szczyty głupoty | Niech pani będzie dzielna! | Niech zapłaczą na moim pogrzebie | Nieco drapieżny wpis | Niekoniecznie ptasi móżdżek | Nienawiść bliźniego | Nieosobiście | Nieprzesłane przesłanie | Niestworzone rzeczy | Nieszkodliwe głupotki | Niewczesna melancholia melomana | Niewczesne rozważania | Niewielka profanacja | Niewielkie przekłamanie | Niskolotnie | No No! Teatr No | No comments! | No no! | Nowa poezja lingwistyczna | Nędzne kabareciarstwo | O Leonardo, po cóż się tak trudzisz? | O dzieleniu włosa na czworo, czyli metodzie scholastycznej | O dzieleniu włosa na czworo, czyli o metodzie scholastycznej | Obciachy | Obscenia i parafrenalia | Obsesja dobrego biustu | Ojej! | Oko w oko z zębem mądrości | Okropieństwa | Okruchy odgrzebane z lawy | Okruchy życia wygrzebane zlawy | Okruchy życia wygrzebane z lawy | Okrutna losu ironia | Orientuj się na orient | Owczarek | Owczarki afgańskie | Owocożerni | PL jak piekło | PO PiS | POeci wszystkich krajów dzielcie się | Pan Tadeusz | Panie pośle, po chrześcijańsku panu wybaczam | Pańska satyra polityczna jest niegramatyczna | Pendant do pewnego przypisu | Perlikowski | Pewna elastyczność zasad | Pewne jak w banku | Piorunujący piorun! | Po owocach poznacie ich! | Po upadku | Pobożne życzenia | Podpatrywanie Natury | Podroby i inne podróbki | Pokolenie Kainowe | Pokorne ciele | Pokorne cielę | Pokusa | Polak potrafi | Polak potrafi! | Politolog i Politowska | Politycznie niepoprawne! | Polonica | Polonika rycerskie | Polucje i ablucje | Pomarańcze i mandarynki | Pomarznąć dobra rzecz | Pomarznąć dobra rzecz! | Pomoc psychologiczna | Poranna kawka z Kafką | Porąbane marzenia | Potężne i głębokie warstwy pierwotnego mitu | Powieść brukowa | Powszechna życzliwość | Powtórka z cynizmu | Poznaj samego siebie | Prawda | Prawda jest jedna i piękna, ale złożona | Prawda popłaca | Prawdziwa metropolia | Prawi i sprawiedliwi | Prawiezmartwychpowstanie | Prawiezmarwtychpowstanie | Prognoza pogody | Pruski smutek | Przecież cię zjem! | Przedagonalny polski agon | Przegląd sportowy | Przeinaczenia | Przez pychę do pokory | Przeżyjesz to, a pote już tylko grób | Przeżyjesz to, a potem już tylko grób! | Przminęło z wiatrem | Prztyczek | Psiapowiednia Majów | Psubrat | Pustka | Pytanie dość retoryczne | Raczej to nie będzie hit | Radosne gonitwy śnieżnych tygrysów | Radość wędrowania | Rejterada Rejtana | Religie nauczą cie pokory | Res Sacra Pecunia | Romans z pop kulturą | Roots, Rock, Reggae | Rozkosze reinkarnacji | Rozmowa nie na telefon | Rozpacz | Rozpacz na wieki wieków | Rozpacz, która podpełza pod gardło | Ruch i świeże powietrze... | Rybołówstwo cudzołożnika | Rycerz pokalany | Samokrytyka | Samotność egzystencjalna | Sekrety pewnego domu handlowego | Seraphic Flames and Heavenly Love | Siedź na dupie i potakuj! | Somatyka | Somatyka logiczna | Spełniona przepowiednia | Spleśniały ser | Sponsorem tej opowieści jest wydawnictwo Błękitny Wieloryb | Sport to zdrowie | Spowiedź morskiego wilka | Stary Sącz i Nowy Sącz | Stary mafioso | Stołeczne stołki | Stratyfikacja społeczna | Suma sumarum | Sumienie rachunku | Sweet Music and Poetry | Sygnały podprogowe | Szalchetne zdrowie | Szczęśliwa pomyłka | Szekspir do żadnej nie należy epoki | Szkarady | Szlachetna gravitas | Szlachetne zdrowie | Słodycze grafomanii | Słówka | Słówko do słówka, a uzbiera się sówka | Tadeusz Bój Jeleński | Taia chińska podróbka | Takie będą rzeczpospolite jakie tego blogu chowanie | Takie tam, pierdoły | Talking Heads | Tania chińska podróbka | Tatiana | Teorie świata nauki | Terapeutyczie | Terapeutycznie | Thames | The Doors. Uchylone drzwi | The Lion cub | The fruit of beauty and despair | To na pewno nie Lec | To nie żadna filozofia | Tragiczne pożegnania | Transformacja duchowa | Trudna sztuka dialogu | Trudno czasmi coś sklecić | Trzylogia | Trója z polskiego | Twarda rzeczywistość | Ty mi tutaj nie filozuj | Tygrysologia stosowana | Tysiac i jeden ptaków | Tysiąc i jeden kotów | Tysiąc i jeden ptaków | Tysiąc różowych kroliczków | Tęsknica | Tęsknota duchowa | Ubekistan | Ucone księgi | Uczeni ludożercy | Uderzenia losu | Uduchowienie | Umrzeć z miłości | Upadek Pierwszego Człowieka | Uroczy wegetarianin | Uszczelnienie systemu podatkowego | Utrata uzębienia | W czym mogę panu pomóc? | Wciąz powtarza się ta sama historia | Wciąż powtarza się ta sama historia | Wdzieczna muzyka przywraca ład serca | Wesola grafomania z morałem | Wiecej broi dla szaleńców w Teksasie | Wieczne powroty | Wiedza radosna | Wielka wygrana | Wielomówstwo, czyli plaga opowiadania | Wierzba płacząca | Wiosny i jesienie | Witch | Więcej broni dla szaleńców w Teksasie | Wojna totalna | Wpis o kształcie piramidy | Wprowadzenie do kruczków prawnych | Wrzucam wszystko do kosza | Wrzątek | Wspomneinei pewnego wspomnienia | Wspomnienie pewnego wspomnienia | Wspomnienie pewnego wspomnienia | Współczesny filister | Wszystkie rybki | Wszystko na A | Wszystko na sprzedarz | Wszystko na sprzedaż | Wygrana | Węzłowato | Wólka Węglowa | Xin Lu, typowa brunetka o granatowych oczach | Z Nietzschego nic nie powstaje | Z księgi wulgaryzmów | Z rupieciarni myśli | Zaczarowany świat zen | Zanim mnie wrzucą do dołu | Zapowiedź Apokalipsy | Zaraz wracam! | Zasada domniemanej winy | Zaskroniec | Zastał Polskę drewnianą... | Zatrzaśnięte drzwi | Zbaw mie Buddo Amido | Zbaw mnie, Buddo Amido | Zdrowy egoizm | Zegar dziejów | Zestrzelenie księżyca | Zginął z rąk słabej kobiety | Zima się nas nie ima | Zjawiskowe | Znak jaskółki | Zrozumieć wartość tego, co nieużyteczne | Zuch zawsze ochoczy! | Zwierzęta pod postacią ludzi | Zwyciestwo konsumpcjonizmu | Ząb mądrości | ie zabijajcie drzew! | ieosobiście | kosmos | Łagodne prawo, ale prawo | Łagodność tygrysa | Śmiechotki, chichotki | Śmiertelna powaga | Śmierć | Światełko w mroku | Świętość, wziętość, nadętość | Życie jest tragiczne | Życie samo | Życzliwe spojrzenia na całość ogródka | Żyć, nie umierać
RSS
wtorek, 22 maja 2018

    

    Julia i Marcus szli ukwieconą

łąką w stronę zachodzącego

słońca.  Byli szczęśliwi. Julia

nigdy jeszcze nie kochała tak

żadnego mężczyzny, a Marcus

żadnej kobiety. Trzymali się

za ręce i nie mogli oderwać

od siebie wzroku, jakby napili

się wody ze źródła wiecznej

miłości.  Ale poczuli się 

zmęczeni i kiedy zapadła noc

legli do snu w wysokich

trawach. A że noc była ciepła

i bezwietrzna drzemali

marząc o sobie, jakby

zapomnieli o całym świecie.

      Nie wiedzieli, że w miejscu

tym zbierają się bezcielesne

lemury - duchy, których należy

się obawiać. Zapragnęły one

zemścić się na kochankach

za to, że są szczęśliwi, same

bowiem nie mogły się już

cieszyć życiem, lecz musiały

przebywać w wiecznym mroku.

     - Lepidusie, nie możemy

posiąść tych dwojga, bo nie

mamy już cielesnych członków,

szczególnie zaś jednego, ale

możemy przyczynić im wielkiej

troski. - rzekł pierwszy.

    - O tak, Lucjuszu, będą

przeklinać dzień, w którym

zakochali się w sobie! -

odrzekł drugi.

    A tymczasem oddalili się

z tego miejsca. Nastał świt

i głosy ptaków obudziły

kochanków. Od razu chcieli

też przylgnąć do siebie.

Ale, gdy Marcus objął Julię,

poczuł, że ma ona sto nóg,

a Julia ujrzała w nim pająka. 

Wyrwali się sobie z objęć

i przerażeni zaczęli biec w

przeciwne strony.

     - Zadowolony jesteś

Lucjuszu? - spytał Lepidus.

     - Nie bardzo...To prawda,

że poczuli do siebie wstręt

i odrazę. Ale dotyczyło to

tylko ich ciała. -

    - Masz rację! - przyznał

Lepidus. - Muszą się jeszcze

znienawidzić! -

   Tymczasem Julia i Marcus

zmęczeni biegiem i zdyszani

przystanęli i zaczęli myśleć:

"To niemożliwe! Przecież nie

ma piękniejszej istoty niż

ona (on)." Byli jednak już

bardzo daleko od siebie,

wycieńczeni i głodni.

I obudziła się w nich wielka

tęsknota. Ale i lęk: "Co

będzie, jeśli znów poczuję

tę stonogę?" "A jeśli 

ujrzę tego kosmatego

pająka?"

    Ale miłość czyni cuda!

"Może i wygląda jak pająk,

ale jak piękną i czułą ma

duszę!" - pomyślała Julia.

"To cóż, że stonoga, ale

czy istnieje na tym świecie

psyche równie delikatna

i piękna?" - mamrotał do

siebie Marcus.

     - To jeszcze się

przekonacie! - zaśmiał się

Lucjusz.

     Julia bardzo już osłabła

i ostatkiem sił dotarła do

wioski. A kiedy się

przewróciła zajął się nią

pewien pasterz. Nakarmił

ją mlekiem z miodem i

orzechami, i jagodami, a

potem, robiąc ze swego

ramienia poduszkę, zagrał

jej na lirze najpiękniejszą

melodię. A kiedy oczy

Julii zrobiły się mokre od

łez wydał się jej tak piękny,

jak jeszcze nikt na świecie.

     Lepidus chichotał tylko

i przecierał oczy ze

zdumienia, widząc, jak

pasterz posiadł dziewczynę.

"Jak mogłam kochać tego

pająka? - szeptała mężczyźnie -

Złowił mnie w swą pajęczą

sieć i całkiem omotał."

     Jednak Lucjusz był

zawiedziony. Bo kiedy to samo

przydarzyło się Marcusowi,

tyle że z pasterką, ten

powiedział sobie: "Zawsze

będę kochał tylko Julię!

Wolę umrzeć niż posiąść

teraz inną."

     - Co za głupiec! -

zniecierpliwił się Lucjusz

i pofrunął do Lepidusa.

    - Wiedziałem, że tak

będzie! - rzekł Lepidus -

to twardy zawodnik!

Ale znajdę na niego

sposób...I zaprowadził

Marcusa dokładnie w

to miejsce, na którym

ułożyli się pasterz i

Julia. Widząc to Marcus

zabił pasterza...ale

dziewczynie wybaczył.

Ta jednak z gniewem

odrzuciła jego dobroć

i sycząc ze złości chciała

mu wydrapać oczy. Odwrócił

się więc od niej ze smutkiem,

zapalił pochodnię i udał się

do głębokiej groty, niby do 

platońskiej jaskini, a tam 

ukąsiła go czarna żmija.

     - Spaprałeś sprawę,

Lepidusie - rzekł Lucjusz -

Teraz, kiedy on nie żyje,

pozostanie na zawsze

niewinny.

    - Faktycznie! - odrzekł

Lepidus. - Ale naprawię

to! I wcisnął Marcusowi

do ust ziele, po którym

ten wrócił do życia.

      Minęły trzy lata i

jesienie i nastała surowa

zima. Marcus prawie

zamarzł w grocie. A

tymczasem Julia poznała

już dobrze pasterza i była

nim rozczarowana. Nie

potrafił nawet układać

wierszy, a na lirze

wygrywał tę samą piosnkę

innym, młodszym

dziewczętom. "Ach, gdybym

tylko mogła choć przez

chwilę poczuć znów dotyk

mojego ukochanego pająka!

To jego zawsze kochałam!"

zapłakała. I nagle zobaczyła

w śniegu tarantulę...Tak, to

był on! I wcale nie był

pająkiem. "Chodź do mnie,

mój ukochany!" - zawołała,

a wtedy tarantula zapuściła

w jej dłoń śmiertelny jad.

Marcus nie chciał tego

uczynić, ale był tylko

owadem...

     - He, he! A nie mówiłem?"

pokładał się ze śmiechu

Lepidus. Przeliczył się jednak,

bowiem powracająca miłość

wytworzyła w duszy i ciele

Julii antytoksynę, i śmiertelny

pocałunek nie zadziałał. I tak

kochankowie znów byli razem.

Julia przyjęła bowiem

tarantulę na swe łono i był

to prawdziwy kres ich rozłąki.

Oczywiście stwór przybrał

znów ludzką postać i oboje

żyli szczęśliwie, choć może

niezbyt długo, w okolicach

Mediolanu.

       Zdarzenie to nauczyło

złośliwe istoty moresu.

- My lemury powinniśmy

wzbudzać w ludziach lęk,

a nie psocić. - wyznał

Lucjusz, a Lepidus na

to przystał. I po śmierci

obojga kochanków

często składali fiołki

na ich nagrobku, a

jaskółki ich przyjaciółki

zawsze zniżały w tym

miejscu swój lot, choć

nie było burzy.

      




 


   

 

 



 

poniedziałek, 21 maja 2018

 

       Niektórzy mówią, że życie

to jeden dzień przeżyty od

świtu do zmierzchu. Czego

to się czasami nie mówi...

   Tyle razy przechodził obok

tego starego domu i nigdy nie

próbował do niego zajrzeć,

choć drzwi były uchylone. Ale

tego majowego dnia coś

kazało mu wejść na pierwsze

piętro po drewnianych,

trzeszczących schodach.

     Stanął naprzeciwko

odrapanych drzwi i chciał

nacisnąć klamkę, ale same

się otworzyły. Wszedł na pusty

korytarz, a potem do jakiegoś

pokoju, z którego wyniesiono

wszystkie meble. Panował w

nim mrok, więc otworzył okno.

Usłyszał śpiew słowika i poczuł

zapach bzów, ale uderzył go

niespodziewany widok. Z okna

widać było tylko nieprzeniknioną

mgłę. Nie miał więc ochoty tu

zostawać.

     Dzień był słoneczny, piękny

- po co go marnować, skoro

dom jest najwyraźniej pusty.

Zszedł po schodach na dół...

Ale nie mógł uwierzyć

własnym oczom. Była noc.

"Jak to możliwe? Przecież

byłem tam tylko przez

chwilę?" - zaniepokoił się.

     Co było robić? Zamiast

pójść do szkoły chciał urwać

się na spacer nad rzekę, a

tu nagle okazało się, że jest

tak późno. Postanowił więc

pójść do swojej ulubionej

kawiarni. Ale najpierw,

swoim zwyczajem, zajrzał

do toalety. Kiedy mył ręce

spojrzał na chwilę w lustro.

Jednak to, co zobaczył,

przeraziło go. Odbijała się

tam twarz jakiegoś starszego

mężczyzny - może nie

zupełnie jeszcze starego, ale 

w wieku dojrzałym.

    Podszedł do kontuaru i

zamówił kawę z mlekiem,

ale zabrakło mu kilku drobnych.

   - Nic nie szkodzi, proszę

pana - powiedział wesoło

sprzedawca. - Chce pan jeszcze

bitą śmietanę? -

   Sprzedawca, młody człowiek,

przyglądał mu się ze

współczuciem, jakby znał życie

i wiedział, że starszych nie stać

teraz czasami na kawę.

- Następnym razem pan odda. -

dodał z uśmiechem.

     Nie było wolnych miejsc,

ale zauważył, że przy jednym

stoliku zwolnił się fotel. Nie

lubił się dosiadać, bo był

nieśmiały, ale rozpoznał

swą koleżankę z pierwszej

ławki. Była to zgrabna

blondynka, która nazywała

się Stajniak. W klasie

rozmawiał z nią czasami,

choć chętniej trochę

podglądał.  Uśmiechnął się

i spytał, czy może usiąść.

    - No, nie za bardzo proszę

pana. Za chwilę będzie tu

mój chłopak! - zakomunikowała

blondynka, wydymając 

pogardliwie usta.

   - W takim razie przepraszam

- powiedział ze smutkiem.

   - Dokładnie! - odpowiedziała

Aldona Stajniak.

   Chciał nawet wyjść, ale

sprzedawca zatrzymał go:

   - Widzi pan, tu się zwolniło.

Wszystko przyniesiemy do

stolika. -

    Usiadł i zamknął na chwilę

oczy. Panujący w kawiarni

gwar i muzyka uspokajały go.

Musiał się trochę zdrzemnąć,

bo kiedy otworzył oczy

kawiarnia była pusta. Jakaś

dziewczyna zbierała ze

stolików filiżanki i naczynia.

Wstał i skierował się w stronę

drzwi.

    - Proszę nie wychodzić! -

zawołała - Pozmywam statki

i zajmę się panem. -

    Złapał się na myśli, że

rodzice pewnie się o niego

niepokoją. Ale przecież

nie był już tym, kim był 

zanim mijał ów przeklęty

dom.

    Zmywanie nie zajęło

dziewczynie zbyt wiele

czasu. 

   - Widzę, panie profesorze,

że jest pan trochę smutny.

Lubiłam pana lekcje, ale

jak pan widzi, wybrałam

ostatecznie inną szkołę i

nie żałuję. Więc co się

stało? -

     Opowiedział jej wszystko,

co wydarzyło się tego dnia.

     - Jakie to ciekawe! -

pochwaliła dziewczyna -

Zupełnie jak w jakiejś

opowieści. Pisze pan? -

     - Z wypracowań zawsze

miałem piątkę, ale na innych

przedmiotach nie szło mi

najlepiej. -

    - Niech się pan nie

przejmuje tą Stajniak, to

straszna prostaczka. I żaden

chłopak do niej nie przyszedł. -

Mówiąc to kelnerka zaczęła

zdejmować z siebie ubranie.

Przestraszył się.

    - Wolisz, żebym nie

zdejmowała? - spytała.

    Wszystko stało się tak

nagle, że nie zauważył nawet

czarnej szminki na ustach

dziewczyny, ani jej bladej

twarzy. Poczuł, że stracił

wszystkie siły.

    - No i co? Utuliłam cię? -

spytała ŚMIERĆ.

 

 

 

 

 

niedziela, 20 maja 2018

    

     Sowa nie musi być osowiała. Warto czasami być mądrym,

szczególnie przed szkodą. Czego wszystkim, a także sobie,

dzisiaj życzę...Odnosi się to też do polityki, bo czasem, jak już

Jan z Czarnolasu pisał "Polak przed szkodą i po szkodzie głupi."

(Mam nadzieję, że nie obrażam w ten sposób narodu

polskiego ;-)  A ta sówka to prawdziwa piękność.

 


     

     "Nie ma granicy strapienia"

napisał Emil Cioran. Tak - nie

ma...W jakimś sensie

z pewnością nie ma.

Zastanawiam się jednak nad

tym, co przynieść może

bliższa kontemplacja tego

aforyzmu.

     Jakieś tydzień temu, może

trochę więcej, rozmawiałem ze

znajomym aforystą. Poradził mi

kilka rzeczy koniecznych do

tego, aby pisać dobre aforyzmy.

Słuchałem go z uwagą 

i zgodziłem się. Ale chociaż przez

połowę życia komentuję

aforyzmy wielkich ludzi, sam

zawsze mam ochotę obrócić

wszystko, co w tej formie

wyrażam, w żart. Mój znajomy

nie domyśla się nawet, że

mógłbym dość łatwo spełnić

jego postulaty, jednak nie

uważam aforyzmu za

właściwą formę wyrażania

mych myśli.

    Niezwykle cenię zwięzłość,

paradoksalność i

niedookreśloność aforystyki.

Ale to, że jakąś formę wypowiedzi

cenimy, nie oznacza, że sami

chcielibyśmy nią się posługiwać.

    W moim poczuciu zdecydowana

większość aforyzmów wyraża

jedynie półprawdy. A kiedy

- jak ten, wyraża coś więcej,

to oczywiście zastanawiamy

się nad jego sensem, jednak

zawsze pozostaje coś, co

interpretacji się wymyka.

Dlatego wolę często obracać

własna myśl w żart czy 

jakąś autoparodię, co nie

znaczy wcale, że brakuje mi

powagi.

      Przy pewnej interpretacji

myśl o tym, że nie ma granicy

strapienia prowadzi w ślepy

zaułek. Nie chodzi o to, że

jest wyrazem rozpaczy, bo

wyraża po prostu głębsze

doświadczenie życia. Daleki

jestem od odrzucania jakichś

myśli tylko dlatego, że

mogłyby nas niepokoić lub

demotywować. Właśnie te

rzekomo budujące prawdy są

najczęściej półprawdami.

Właściwy powód jest inny:

jeśli nie ma granicy strapienia,

to nie ma granicy naszej

wrażliwości. A tymczasem

różne mechanizmy psychiczne

redukują lub wypierają to,

co potencjalnie raniące lub 

smutne. Pragniemy przecież

pogody ducha i dlatego chętnie

"inwestujemy" w gruboskórność.

Nawet wśród leżących dookoła

trupów ludzie starali się

żyć codziennością, żeby

przetrwać.

     Z drugiej strony - człowieka

może martwić to, na co inni

zupełnie nie zwracają uwagi.

Na przykład jakieś subtelności

kontaktu z najbliższymi osobami.

 

 

 

 

___________

 

Te jaja nie są pomalowane. Znoszą je czarne

kury :-) Zdjęcie pochodzi ze strony

internetowej...



 

    Kilka lat temu w moim ulubionym

Muzeum Etnograficznym przeżyłem

piękną noc, którą opisałem zresztą

na blogu. Ale dzisiejsza noc była 

jedynie bladym odbiciem tamtej.

Może na tle czegoś wspaniałego

wszystko inne wygląda trochę

marnie? 

   Nie znaczy to jednak, że nie było

całkiem miłych akcentów. Można

było np. otrzymać przyjemne

pamiątkowe zdjęcia...Wystawa

zabytkowych przedmiotów z Peru

(VII- XI w n. e) była interesująca,

choć fatalnie, wręcz tandetnie

przestrzennie zaaranżowana.

W dodatku wpuszczano na nią

stosunkowo niewielkie grupy

osób i trzeba było czekać

trochę przed zamkniętymi

drzwiami. Zupełnie inaczej niż

wtedy. 

     Tamta noc była dla mnie

wyjątkowym przeżyciem. (Także

ze względu na udział cudownego

zespołu pantomimy z Włoch.

Artyści wmieszali się w tłum

i w naturalnej scenerii odgrywali

swe role). Ale ta niestety już nie.

Jakby cała magiczna atmosfera

wywędrowała z tego budynku.

Sympatia dla tego miejsca

oczywiście pozostaje...

 

 

 

    

 

sobota, 19 maja 2018

 

      Kiedyś byliśmy dziećmi. Miłe są czasem takie maleństwa.

Ale teraz jesteśmy już dojrzałymi osobnikami. Pozostawimy

po sobie dalsze fizyczne istnienie lub nie. A potem czeka

nas...No właśnie, co nas czeka? 

      Snujemy czasem jakieś fantazje. Sekwencja zdarzeń ma być

taka: reinkarnacja - oczyszczenie - nirwana.  Albo częściej taka:

śmierć i zmartwychwstanie, odrodzenie się w raju. Albo wyobrażamy

sobie, że  urządzenie odbiorczo-nadawcze, jakim jesteśmy wyłączy

się nagle i przestaniemy istnieć. Są jeszcze tacy, którzy opuszczają

ręce i mówią: Nie wiem!

       Ten, czyja to jest dłoń, zapewne myśli czasem o tym. Ale

zwierzątko o tym nie myśli. Skacze po trawie i po drzewach, a

czasem i po cmentarnych grobach, bo jest w nim instynkt życia.

Szuka pokarmu, rozmnaża się, chroni swoje potomstwo.

Ale wcześniej, jak wszystkie ssaki, samo jest bezradne i ssie

mleczko.  I dopiero kiedy jest chore i osowiałe coś przeczuwa...

      Dlatego nie trzeba być wielkim prorokiem, ani mistykiem,

żeby poczuć, że czułość i miłość, na tym pełnym cierpienia

świecie są czymś, co wyssaliśmy z mlekiem matki.

      A jeśli nie? Niedawno wyszedł z więzienia człowiek oskarżony

niesłusznie o morderstwo i gwałt na dziewczynce.  Uważany przez

współwięźniów za pedofila, był przez nich, za przyzwoleniem

tzw. klawiszy, traktowany w sposób nazywany nieludzkim przez

osiemnaście lat...Choć jest to tylko eufemizm.  W kraju

szczycącym się wartościami, tradycją, Bóg wie czym. Ludzie i to

nie tylko jednostki, ale całe zbiorowości bywają jednak czasem 

tak tępi w okrucieństwie, jakby nie rodziły ich i nie pielęgnowały 

matki, i jakby nie poczuwali się do wdzięczności za to, że

mogli pod ich opieką dorosnąć i przeżyć...Wiem, wiem...różne

bywają też matki. Są i takie, które zjadają własne dzieci.  

Ale...zdrowe społeczeństwo nie dopuszcza do tego, aby

okrucieństwo i bezduszność stawały się normą.

     Ludzie nie mogliby przeżyć jedni bez drugich, bez

organizacji życia, wspólnoty, wzajemnej pomocy.

Kiedy odkręcamy wodę w kranie, albo dojeżdżamy

gdzieś autobusem, kiedy wyrzucamy śmieci, oglądamy

film lub czytamy książkę, uczymy się czegoś

od kogoś, nie uświadamiamy sobie zwykle, 

jak wiele innym zawdzięczamy, bez względu na to, czym

na co dzień bywa społeczne zniewolenie, które jest

źródłem naszej frustracji...Może tylko o lekarzu, który

ratuje nasze zdrowie lub życie, myślimy czasem z

wdzięcznością. 

      

 

 

 

 

 

 

 

Zdjęcie pochodzi ze strony internetowej Happy Nature

 

   Śnił mi się Swedenborg.

Prowadził mnie w kierunku

jakiegoś kanału. Nagle

potknął się i upadł, a wtedy

z jego płaszcza wyleciał motyl.

Był czarny, ale miał żółte

oczy na skrzydełkach.

Motyl rósł i rósł, aż w końcu

przesłonił całe miasto.

I gdyby nie to, że świeciły

latarnie, nigdy nie dotarłbym

do domu...Próbowałem 

ratować przyjaciela, ale

Swedenborg gestem ręki

nakazał, abym sobie poszedł.

Kiedy otworzyłem drzwi,

zobaczyłem, że siedzi w

moim fotelu.

     - Ha, ha! - zaśmiał się -

Widziałem dzisiaj anioła

o skrzydłach motyla.

Przesłonił nimi księżyc.

Jak myślisz, co się jeszcze

wydarzy? -

     - Cichutko, cichutko,

już nic więcej nie mów! -

powiedziała do mnie jakaś

dziewczyna. A wtedy

Swedenborg wstał i

trzasnął drzwiami tak,

że z nieba pospadały

wszystkie gwiazdy.

Mrok był tak wielki,

że przypominał smołę.

Dziewczyna podała 

mi płatek róży i znikła.

piątek, 18 maja 2018

 

    Pewnego razu Mysz polna

odwiedziła Mysz domową,

która mieszkała w domu Pani

Hiroshige. Ale Mysz domowa

okazała jej, że nie bardzo

znajduje dla niej czas.

   - No i jak tam? No i co tam? -

spytała na odczepnego.

   - U mnie nic nowego. Poza

tym, że jak widzisz, kot urwał

mi jedną łapkę, ale rozmawiałam

z wróżką Otake. Wspomniała

o tobie! -

   - O, to ciekawe! A co

powiedziała?  Ile będę miała

pociech w następnym miocie?

Czy Pani Hiroshige ma gdzieś

ukryte jakieś zapasy? -

   - Wolę ci tego nie mówić,

bo obawiam się, że możesz się

zmartwić! -

   - Ależ wal śmiało!...A może

napijesz się herbaty? Mam

smaczne ciasteczka ryżowe,

trochę może przeterminowane,

ale powinny ci smakować. -

   - Dopiero co jadłam...Ale

już chyba pójdę. -

   - Czy grozi mi jakieś

niebezpieczeństwo? -

   - Z pewnością tak...Ale,

chyba nie za bardzo masz czas...

   Mysz domowa zmartwiła się.

   - Nie bądź taka obrażalska. -

wysapała.

   - No dobrze. Możesz mi dać

jedno ciasteczko. Choć słysząc

o tym, co cię czeka straciłam

apetyt. -

   - Jesteś moją najlepszą

przyjaciółką!  Zawsze, kiedy

kładę się spać, myślę o tobie.

Ale wiesz, że ja prawie nie

wychodzę z domu. -

   - Ale teraz będziesz musiała...

Pani Hiroshige zamierza wyłożyć

we wszystkich częściach

pawilonu trutkę na szczury. -

   - To niesłychane! - zmartwiła

się Mysz domowa - Czy to jest

pewne? -

   - Niestety tak!  -

   - Ale gdzie ja teraz z dziećmi

znajdę schronienie? -

   - Może masz jakieś koleżanki,

które cię przytulą? -powiedziała

Mysz polna i Myszy domowej

wydawało się, że jej przyjaciółka

jest jakoś radośnie

podekscytowana.

   - Od razu, jak o tym

wspomniałaś, pomyślałam o tobie.

Na pewno masz jakąś norkę. -

zauważyła.

   - Myślę, że w sieni znalazłoby

się dla ciebie jakieś miejsce.

Ale muszę zapytać moich mężów. -

   - A zatem wracaj jak najszybciej! 

 

   Ale minęły trzy dni, a potem 

tydzień, a Mysz polna nie pojawiła

się. Mysz domowa zabrała więc

swe dzieci i z tobołkami udała

się na poszukiwanie norki swej

przyjaciółki, pomstując od czasu

do czasu na jej przewrotność.

Aż w końcu znalazła ją...Nie

mogła jednak uwierzyć swym

oczom. Norka Myszy polnej była

zasypana, a obok niej kręcili

się żałobnicy - okoliczne myszy,

kruki i krety.

      - Co się stało? - spytała

Mysz domowa.

      - Wielkie nieszczęście! -

powiedział Kruk. - Kiedy 

twoja przyjaciółka wróciła

do domu i położyła się spać,

jacyś ludzie zryli całą ziemię.

Nikt nie ocalał! -

    - Ale nie martw się!

Ja was przenocuję - oznajmiła

Stara Sowa łopocząc skrzydłami. 

    - Co to to nie! - zawołała

Mysz domowa, która z łatwością

rozpoznała w niej wróżkę Otake.

    Jeszcze nigdy myszy tak

szybko nie uciekały, a Sowa

musiała schować sztućce i obejść

się smakiem. 

    Kiedy ktoś przepowiada wam

przyszłość, musicie uważać, czy

nie kryje się za tym czasem

otchłanny podstęp...

 

   


czwartek, 17 maja 2018

 

   1. Czym jest i jak działa Placebo?

    Placebo jest nieinwazyjnym

    środkiem leczniczym nowej

    generacji.

    Lekiem jest podwójnie zblazowany 

    dwusiarczek poliwinylu pirydyny.

    Składniki dodatkowe:

    substancja utwardzająca E484,

    substancje zapachowa E499, wosk

    pszczelarski.

    Lek zwiększa nieznacznie

    całodobowe poczucie komfortu

    fizycznego i psychicznego. 

 

    2. Ostrzeżenia i środki ostrożności:

    V  W jednym przypadku na dziesięć

    wywołuje: 

    1. koszmary i omamy senne

    połączone z mimowolnym

    moczeniem;

    2. myśli samobójcze, którym

    towarzyszą próby ich realizacji;

    3. agresję skierowaną na zewnątrz;

    4. rumień i zapalenie jąder,

    połączone z priapizmem.W

    przypadku kobiet ostre zapalenie

    warg sromowych.

    5. ostrą niewydolność wątroby

    i nerek;

    6. zatrzymanie akcji serca;

    7. szczękościsk i objawy

    padaczkowe (niebezpieczeństwo

    odgryzienia języka);

    8. depresję połączoną z próbami 

    samookaleczenia;

    9. wodogłowie;

    10. urojenia wielkościowe lub 

     postępujący kretynizm.

         W przypadku wystąpienia

     jednego lub kilku z tych

     objawów należy możliwie jak

     najszybciej zgłosić się do

     lekarza lub farmaceuty celem

     ustalenia właściwego leczenia.

                  

    3. W przypadku przedawkowania

    należy bezzwłocznie powiadomić

    służby miejskie o miejscu, w którym

    będą mogły odnaleźć nasze ciało.

 

środa, 16 maja 2018

 

   

    Pitekantropus Erectus to

znany utwór Charlesa Mingusa.

Osobnik ten (Pitekantropus, 

nie Mingus) był przekonany

o swej niezwykłej witalności

i mocy, i bardzo dumny, ale

najwyraźniej spotkało go w

świecie dinozaurów jakieś

ku ku (nieszczęście), co w

zabawny sposób ukazuje ten

utwór. Mingus skomponował

kilka podobnie groteskowych

i genialnych utworów, choć

również sporo lirycznych

i bluesowych, a nawet 

etniczne.

      Muzyk ten miał nie tylko

werwę i tzw. drive i feeling

jako muzyk, ale był też dość

wyrazistym człowiekiem.

Kiedyś pewien polski miłośnik

jazzu odwiedził wdowę po

nim i zainteresowała go jedna

jedyna, ale za to dość spora

książka. Wdowa podała mu

więc ją, a w środku był...

rewolwer ;-)  Uwielbiam Mingusa

niezależnie od tego, czy

wywodził się z dynastii Ming.

Miał charakter!

      Z drugiej strony jakże

często przypominamy owego

nieszczęsnego Erectusa,

prężymy mięśnie i nadymamy

się, dopóki coś "nie zmusi

nas do pokory" ;-)

     Prince Far I, cudowny

artysta roots reggae deklamował:

"Jeśli myślisz, że jesteś dobry,

musisz być bardzo ostrożny...

Rzuć to! Uważaj, bo to może

zacząć strzelać!"  

    Ale to jego ktoś w brutalny

sposób zastrzelił (:  

wtorek, 15 maja 2018

 

        Wędrując w dal wychodzimy poza

świat małych, przyziemnych spraw, które

wypełniają nam życie.  Dokąd idziemy?

Poza granicę dnia i nocy, światła i

ciemności, życia i śmierci. Nie trzeba tam

wędrować z pochodniami w tłumie

nieprzeliczonych cieni odprawiających

misteria, z paszportem do krainy wiecznej

szczęśliwości w dłoni. 

     Wystarczy pójść na samotny spacer -

poczuć krople deszczu w upalne południe,

zobaczyć promienie słońca w rześki

zimowy dzień, usłyszeć smętny śpiew

ptaka przed zmierzchem, zanurzyć się

na chwilę w czuły świat roślin.  Poczuć,

jak znikomymi jesteśmy istotami i że

wszystkie nasze wschody i zachody

słońca prowadzą nas w krainę wiecznego

nieistnienia, choć jakiś czas istnieć

będą jeszcze gwiazdy i galaktyki.

      I jak niegdyś autor "Marzeń

samotnego wędrowca" odkryć, że

szczęście nasze polega na wolnym

od egoizmu poczuciu pełni naszego

niepowtarzalnego istnienia. Rousseau

lubił wypływać po zmierzchu łodzią

na jezioro i zapominać o sobie.

     Zapominając o sobie odkrywamy to,

co Grecy nazywali zoe, życiem

nieskończonym, w przeciwieństwie do

bios, istnienia biologicznego, które jest

ograniczone w czasie i poddane rygorom

przemijania. Nie tylko jednodniowe

motyle, ćmy, które nie znają świtu i

zmierzchu, ale i wiekowe żółwie, a nawet 

stare drzewa żyją nieskończenie krótko.  

 

       Chińska filozofia tworzy obrazy

życia samotników, drzemiących 

nocą w łodzi, w miejscu, w którym

bezkres wody stapia się w jedno

z bezkresem nieba.  Chińskie malarstwo

ukazuje kontemplujące nad wodą

w porze zmierzchu czaple i inne ptaki.

Być samotnikiem nie znaczy jednak

to samo, co być odludkiem. Oznacza

to tylko tyle, że nawet na wypełnionym

gwarem bazarze życia, którym rządzi

poczucie zysku i straty, potrafimy

zauważyć niebo.

      Ale aby móc poczuć pełnię

istnienia trzeba zarazem doświadczyć

samotności i pustki ludzkiej

egzystencji i nie tylko materialnego

świata, ale także tego, co nazywamy

światem duchowym i wyobrażamy

sobie jako świątynie naszych idei,

podczas gdy jest to tylko miejsce,

w którym oddajemy część naszym

przyzwyczajeniom i nawykom.

Jedynie wtedy, kiedy zdamy sobie

sprawę z tego, że również nasza

świadomość jest iluzją, która

tworzy iluzję, będziemy mogli

doświadczyć istnienia innej

czującej istoty i jej egzystencjalnej 

i metafizycznej samotności.

        Pisząc to nie namawiam

nikogo do niczego. Ale, kiedy

instynktownie zanurzam się

w codzienności, nie zapominam

o tym, że zieleń trawy i błękit

nieba, że uśmiech i łzy wzruszenia

nie są nam dane na zawsze...Wolę

na chwilę zapomnieć o sobie, żeby

móc poczuć, że istnieję i oddycham

z naturą jednym rytmem i poczuć

bicie serca innej czującej istoty.

    

poniedziałek, 14 maja 2018

 

 

 

                       lubiła spacery we mgle

           i senne złocenia

           Gucia Klimta

           w parku znaliśmy

           każdego gawrona i smużkę

           a późną nocą

           szuraliśmy butami wśród liści

           które usypała nam jesień

           z zagłębień muru

           wyczytywała tysiące twarzy

           znała ból i cierpienie

           każdej kamiennej nitki

           i radość promyków słońca

           złowionych w pajęczą sieć

           zdobną w krople rosy

           mała dziewczynka

           z upiętymi siwymi włosami

           aż kiedyś znikła we mgle

           i nie mogłem już

           odnaleźć swej twarzy

           w rozpadlinach muru

    

 

 

niedziela, 13 maja 2018

 

    Są takie chwile duchowego

upojenia, w których serce

czuje nieustanny przypływ

dobroci i czułości, a delikatność

duszy przemienia w najczystszą

muzykę...Ale chwile takie

mijają.

   Mrok trochę się przejaśnił jak to

przed świtem. Cisza była jednak tak

martwa, że nawet złowieszczy

głos puszczyka wydał mu się

czymś nadzwyczaj miłym.

To znak, że życie jeszcze

istniało. Ptak czymś się

zaniepokoił, ale po chwili

umilkł.

     Hrabia zagrał swą ulubioną

fantazję Emmanuela Bacha.

Klawikord źle stroił. Za życia

pewnie by się tym przejął,

jednak teraz nie potrafił.

    Miał mało czasu. Jeśli o

świcie Eleonora go zauważy,

to nieźle się przestraszy.

Gotowa pomyśleć, że wyszedł

z grobu, żeby zrobić jej na

złość. Mało to upiorów kręci

się po okolicy!  Ale nie będzie

potrafiła tego zrozumieć - za

życia był przecież dobrym

człowiekiem. Kochała go...

A on, kiedy ją zobaczy, pomyśli

może, że wprawdzie trochę

się postarzała, ale wciąż jest

piękna, a nawet poczuje do

niej jeszcze większą czułość.

Zagrał więc jeszcze rondo,

gdy nagle poczuł, że ktoś za

nim stoi, a potem, że dotyka

jego ramienia. To mogła być

tylko ona!

    - Pomyliłeś tonację. Fantazja

zaczyna się w f-moll. - powiedział

głos. A w chwilę później

błyskawica przecięła niebo i spadł

deszcz.

    - Nie bój się, kochany! Ja też

już nie żyję, więc nic ci nie grozi.

Ale widać, że za mało ćwiczysz.

Przesypiasz pewnie większość

czasu. -

    - Cóż, morzy mnie sen wieczny.

Zaczynam coś robić i nagle w

trakcie zasypiam. A jak nasze

dzieci? -

    - Przecież nie mieliśmy dzieci.

Widzę, że zaczynasz tracić

pamięć!

    - W zaświatach wszystko

jest możliwe, moja droga

Lolu.  -

    - Nie jestem Eleonora. To ja

- Filomena, twoja ukochana 

córeczka! -

    - Przecież ty nie masz nawet

czterech lat! -

    - Po twojej śmierci trochę

podrosłam. Ale mam pięcioletnią

córkę. Ma na imię Safo.  Szkoda,

że jej nie widziałeś! - 

   - Coś mi się tutaj nie zgadza 

z faktami. Nie miałaś nawet

czterech lat, kiedy umarłaś!

Chcesz mnie pocieszyć? -

   I upiór zdegustowany zaczął

znów grać, uderzając mocno w

klawisze, jakby zerwała się

gradowa burza. A słychać było też

tętent kopyt - nie wiadomo,

ludzkich, czy diabelskich!

   - Jesteś okrutny! -

pożaliła się Filomena.

Próbowała objąć violę da

gamba, żeby zagrać z ojcem,

ale jej dziecięce dłonie nie

były w stanie jej utrzymać

i instrument upadł z trzaskiem

na podłogę, jakby zatrzasnęło

się wieko trumny.

    Hrabia wstał od klawikordu,

wziął ją na ramiona i ucałował

w czółko.  Ale dziewczynka

rozpłynęła się w nicość.

    - Gdyby nie ten puszczyk,

nie byłoby we mnie radości.

Nigdy nie słyszałem go o tej

porze. A tak zobaczyłem

przynajmniej ciebie. - wyznał

wzruszony.

    Eleonora wstała tego ranka

wyjątkowo późno. Cierpiała

na migrenę. Jednak zauważyła,

że ktoś grał na klawikordzie.

Kartki z nutami były

poprzewracane, a jeden z

klawiszy zbyt mocno wciśnięty.

Kazała wezwać służące -

Ariadnę i Florę. 

    - Czy ktoś w nocy wchodził

do pokoju? - spytała.

    - Boimy się tamtędy

przechodzić, proszę pani! -

odpowiedziały równocześnie.

    - Ach, wy brudne dziwki! -

ofuknęła je Eleonora, spluwając

obficie na posadzkę. - Za karę

przez cały dzień będziecie prać

bieliznę w tym bajorze. - 

    - Tak jest, proszę łaskawej

pani. -

    - I powiem Samsonowi, żeby

przylał wam lagą!  Jak mogłyście

być tak nieuważne!...I wiedźcie,

że to z mojej strony wyjątkowa

dobroć. Balsam na wasze

spuchnięte, plugawe tyłki! 

Będę się za was modlić! -

    - Dziękujemy! Jest dla nas

pani taka dobra! - wzruszyły

się dziewczyny. Niewiele

brakowało, a popłakałyby się

ze szczęścia.

    Eleonora usiadła przed

lustrem, ale coś kazało jej

udać się na cmentarz.

A tam zamiast grobowej

płyty ujrzała rozkopany

grób męża. Od tej pory

dwór zamienił się w twierdzę,

a Wielebny obiecał osobiście

spędzić w nim kilka

najbliższych dni. Znak krzyża

i kropidło, to najlepsze

remedium na upiory. Ale

małżonek więcej już się nie

zjawił.

     - Pewnie nawiedza teraz

piwnicę swej kochanki i

tego bękarta. - zawrzała w

końcu Hrabina.

     - Wszystko jest możliwe

u Boga - rozłożył ręce Wielebny.

- Przyniosłem ze sobą maść.

Podobno ta Ariadna nie może

usiąść, a Flora chodzi bokami.

I zwolnij tego sodomitę

stajennego!

     - Dziękuję Wielebny za

dobrą radę. Jeszcze dzisiaj

odprawię tego brutala! 

Myślę jednak, że nauczyłam

te świnie moresu i przepędziłam

im rozum z tyłków do głowy.

Gdyby nieboszczyk żył, na

pewno ssałyby mu fiuta...

Zamierzam też przeznaczyć

niezłą kwotę na remont dachu

świątyni...A te dziwki niech

jedzą pomyje! -

     - Nie bądź dla nich zbyt

surowa, córko!  Zgrzeszyły

tylko przez zaniedbanie.

Podobno lękały się chodzić

nocą przez korytarz. Pan nasz

Jezus Chrystus dał nam

przykład miłosierdzia.

A słowo to pochodzi od słowa

osierdzie...-

     - Nie zatrzymuję już dłużej

pastora. - zakończyła rozmowę

stroskana wdowa. - A dziewczynom

zapewnię świetlaną przyszłość.

Florę wydam za młynarza.

Codziennie będzie ją młócił!

A Ariadnę za wiejskiego

półgłówka, bo ma wielu pijanych

i chutliwych kolegów... -

     - Ale najpierw przyślij je

do świątyni. Niech lizną trochę

Słowa Bożego...

     Boimy się eterycznych

upiorów, ale może powinniśmy

bać się ludzi z krwi i kości?

Chociaż Hrabina była w gruncie

rzeczy dobrą, pobożną i delikatną

osobą. Chciała tylko, żeby w domu

był porządek i wszyscy mieli

poukładane w głowach. Czy trzeba

się temu dziwić? Kiedy jesteś

zbyt pobłażliwa, dyscyplina domu

upada. Dasz prostakowi palec,

to odgryzie ci całą dłoń...A tak 

przynajmniej się czegoś nauczy!

Mówią też, że Hrabina była a musa,

to znaczy nie lubiła muzyki.

Po śmierci Hrabiego miała święty

spokój, ale ten go nie uszanował. 

 

 

 

 

 

sobota, 12 maja 2018

   

    Dwa małe poczciwe pieski

siedziały przy śmietniku na

podwórku przy bloku, w którym

mieszka moja matka. Nie

zauważyłbym ich, ale jacyś

młodzi ludzie, chłopak i

dziewczyna pytali mnie, czy

wiem, czyje to są psy. Nie

wiedziałem. Postawili

zwierzątkom wodę i

powiedzieli, że wezwą

straż miejską. Ale kiedy

wychodziłem od mamy

pieski siedziały w tym

samym miejscu, tylko

bardziej jeszcze apatyczne

i osowiałe. Zrobiłem im

zdjęcie, żeby pokazać

komuś, kto mógłby im

pomóc i wsiadłem na

przystanku do autobusu.

Przejechałem dwa długie

przystanki i poszedłem

do Tesco kupić pokarm

dla mojego kota. Szedłem

ulicą Chełmską i ku

mojemu zdumieniu zobaczyłem

pędzące pieski. Miałem wrażenie,

że to mi się śni. Ktoś jednak, 

podejrzewam o to pijących

i hałaśliwie gadających pod

domem nocami ludzi, musiał je

ciężko wystraszyć. Biegły

gdzieś w poszukiwaniu

ludzkiej miłości...a może

śmierci. Możliwe, że ich

właścicielka, starsza osoba,

zmarła. Nie chce się wierzyć

w to, żeby ktoś mógł je

wyrzucić. To były już starsze

pieski - większość życia

miały za sobą. A może

przestraszyły się strażników?

   Czy i z naszą, ludzką wolnością

nie jest czasami podobnie?

Biegniemy gdzieś, żeby się

ratować i znikąd pomocy.

...Mnie pomogła mama.

Wyjęła skądś ostatnie 20 zł,

za które kupiłem suchy pokarm

i saszetki dla kota, i jeszcze

jutro będę mógł napić się

wody mineralnej. Co dalej,

nie wiem. Ale mimo wszystko

mam jakąś norkę, do której 

mogę się schować (choć 

morka ta nie wiadomo dlaczego

stale drożeje o 25%). A one - nie...

Ten ich bieg był szaleńczy,

jakby kierował nimi instynkt

życia...Poznały mnie chyba,

bo na krótką chwilę zwolniły

nieco.   

 



           

piątek, 11 maja 2018

 

       Usiedliśmy na ławeczce w

parku Królikarnia i rozmawialiśmy

trochę. Ludzi było mnóstwo, bo

to pierwszy taki upalny dzień.

Prawie wszyscy z dziećmi.

Prawdziwe Święto Wiosny!

    Byłem zaskoczony, bo zadzwoniła

do mnie po raz pierwszy od prawie

trzech lat. (Co nie znaczy, że

w tym czasie się nie widywaliśmy).

A ponieważ widziała jak bardzo

jestem przeziębiony poczęstowała

mnie jakimiś orzeszkami i owocami.

Spytałem, czy książka, którą ostatnio

wydała zmieni trochę jej

zawodowe życie, ale temat ten

nie bardzo ją zajmował, choć

jest wybitnym reprezentantem

świata nauki. (O samej książce

już kiedyś rozmawialiśmy).

I tak jakoś rozmowa

płynęła różnymi strumykami,

ale żaden temat nas nie porwał.

    Żona uważa, że nie byłoby źle,

gdybym jeszcze trochę pożył,

a ja nie mogę jej powiedzieć

prawdy o swoim stanie zdrowia. 

   Dlatego rozmawialiśmy o tym,

jak dobrze jest pić czystą wodę,

oddychać świeżym powietrzem

i niczym się nie stresować.

   Na chwilę rozmowa zeszła na

politykę. Wspomniałem o tym,

co mnie niepokoi (jak

przyzwolenie na faszyzm), bo

żona uważa, że Platformie

klęska w wyborach należała się.

Tak czy owak zgodziłem się,

że zmiana była nieunikniona

i czy ją nazwiemy dobrą,

czy tragiczną, była wynikiem

neoliberalnej arogancji i

krótkowzroczności polityków

sprawujących władzę i

beztrosko pogłębiających

nierówności społeczne.

     Nie mówiłem jej o

samotności, ani nie

wypytywałem o życie 

osobiste, które ostatnio

znowu dobrze się układa.

     Parę minut poświęciliśmy 

upadkowi kultury i życia

akademickiego. Ale jako

osoby, które te rzeczy dobrze

znają, niczemu się już nie

dziwimy.

     Oczywiście cenę

za to płacą młodzi ludzie,

którzy czasem niepostrzeżenie

zmieniają się w analfabetów

lub idiotów.  Jakie to szczęście,

że jednak nie wszyscy, choć

jest to niewątpliwie stracone

pokolenie...Na tym szarym

tle oczywiście bardziej

docenia się wrażliwość, 

inteligencję, szlachetność

zainteresowań i twórczy

geniusz tych "nie wszystkich."

     Ale kiedy świeci słoneczko

zapomina się o takich

drobiazgach i niedogodnościach

życia, które wydaje się płynąć

leniwie i bez kresu. 

     Zupełnie inaczej rozmawia

się z Alkiem - nie widziałem

go kilka lat, ale zdążył powiedzieć,

że chciałby jak Cioran "doczołgać

się do kresu życia", skoro niedługo

"i tak piach, i tak piach!"

Przypomniał mi, nie bez szyderstwa,

jak w młodości mówiłem, że

samobójstwo nie ma sensu.

Wyznał, że nie potrzebuje już

do szczęścia kobiet, co dosyć

mnie ubawiło zważywszy jego

liczne podboje miłosne i

nieudaną próbę uwiedzenia

mojej dziewczyny.  (Alkohol

owszem -tak!)  I ucieszył

się bardzo, że jako sygnał

telefonu umieściłem oczywiście

najsmutniejszą piosenkę Boba

Marleya.  Ale tak to jest czasem

z artystami!  Na ich tle wydaję 

się być urodzonym optymistą.

     Miło czasem pogadać, a mówią,

że człowiek człowiekowi wilkiem...

 

 

 

 

     Od dawna już dziwiłem się,

dlaczego po przedwczesnej

śmierci mojej ukochanej Lhasy

nie ukazało się żadne jej

koncertowe nagranie. Ale teraz

już jest "Live in Reykyavik."

To koncert nagrany w dwa

miesiące po płycie, która była

Jej łabędzim śpiewem. Jest

więc na pewno wyjątkowy w

swym artystycznym wyrazie,

jak każde pożegnanie. Bardzo

bym chciał, żeby ukazały się

też Jej wcześniejsze koncerty

- bez piętna cierpienia i 

głębokiego cienia nadchodzącej

śmierci, choć Lhasa odnosiła się

do niej z godną podziwu cichą

rezygnacją. Niektóre są cudownie

piękne.

    Dopiero za kilka tygodni będę

mógł posłuchać tej płyty, ale

ucieszyłem się bardzo. Całkiem

możliwe, że najbliżsi byli tak

zszokowani Jej odejściem, że

nie myśleli o udostępnianiu w

tej akurat formie Jej nagrań.

 

      

czwartek, 10 maja 2018

 

       Ktoś mnie niedawno zapytał,

czy dobrze czuję się będąc

prawie nikomu nieznanym.

   - Kiedy jesteś na łące przed

zmierzchem i słońce zachodzi,

to czy zwracasz uwagę na oczy

ptaków i zwierząt, które cię

obserwują? - spytałem.

   - Ach te metafory! Ale nie

martwi cię, że nie doceniają

tego, co robisz i lekceważą

cię jako osobę? -

   - Kiedy ludzie nie wiedzą,

że coś tracą, strata dla nich

nie istnieje. Dlaczego miałbym

im z tego powodu współczuć?

Martwić mogłoby mnie jedynie

to, jaki sam jestem i że nie

dość posiadam zalet, albo nie

potrafię być dla innych użyteczny. 

To, że ktoś jest nieuważny, albo

się na czymś nie poznał, albo

jest po prostu zadufkiem, nie

zaprząta mojej uwagi. -

    - A może po prostu nie potrafisz

się wk...wić? -

   - Gdyby chodziło o kogoś innego,

to pewnie stanąłbym w obronie takiej

osoby. Ale ja, mimo chwil smutku,

dobrze sobie z tym radzę. Nie jestem

istotą stadną. Jestem samotny od

początku swego istnienia, ale 

wszystkim dobrze życzę, a jako istota

wolna od resentymentu nie porównuję

się z innymi... -


środa, 09 maja 2018

       

       Wzruszają mnie czasem ta pieśń

Tadka Nalepy i słowa poety Bogdana

Loebla. Blues jest zwykle przyziemny,

ale tutaj wznosi się wysoko ku niebu.

      Miłość to coś ważnego dla życia. To ona nas uskrzydla

i sprawia, że chcemy być lepszymi ludźmi. I nawet, jeśli

upadamy z jej wysokości roztrzaskując się o ziemię,

byliśmy choć przez chwilę anielskimi istotami. Mówię to

całkiem poważnie. Wzrusza mnie tekst Loebla.  Nie ten

jeden zresztą. "Powiedzieliśmy już wszystko" to też

cudowny tekst o kresie miłości. ("Próbujemy z wyuczonych

gestów zlepić miłość i jej wstyd"). Inni też wtedy jakieś

teksty klecili, ale trzeba być poetą...Loebl obserwował

uważnie życie. A po zawale i na krótko przed swą

śmiercią nagrał wstrząsającą płytę o zmierzchu ludzkiego

życia w szpitalnym koszmarze i zilustrował swą narrację

tęskną afrykańską muzyką śpiewaną o zachodzie słońca.

Naturalizm tego nagrania był jednak tak wielki, że

wysłuchałem go tylko trzy razy i musiałem go się pozbyć,

żeby nie popaść w depresję, mimo pozytywnego przesłania

utworu. 

 

__________________________________

 "Dbaj o miłość...bo miłość to bardzo kruchy kwiat!"

 (Bogdan Loebl)

 

wtorek, 08 maja 2018

 

      - Każdy śmiertelnik musi tu

trafić. - rzekł Pluton sadowiąc

się na złotym tronie. - Ale za

życia tylko kilku poważyło się

tu zstąpić!  Każę wychłostać

tego trójgłowego kundla. -

    Prozerpina podniosła się ze

swego miejsca i popatrzyła mi

w oczy.  Ja jej też. Były bardzo

piękne i słodkie jak ciemny,

leśny miód. Złożyłem jej pokłon.

    - A zatem, co cię sprowadza? -

spytał już nieco łaskawiej władca

podziemi.

    - Jest tu pewna nimfa. Nazywam

ją moją Kruszynką. Chciałbym,

żeby zobaczyła słoneczne światło. -

    - He, he...A ja myślałem, że

podoba ci się moja żona. Był tu już

jeden taki! Zwał się Pejritoos.

Przyszedł z tym osiłkiem Tezeuszem

...A niejaki Orfeusz, lichy grajek,

słyszałeś może, pofatygował się po

swoją konkubinę. Zapewne

domyślasz się, że przechytrzę

każdego? -

    - Wiem i dlatego proszę Cię

tylko o jeden dzień dla mojej

ukochanej córeczki , o Ty,

którego imię napawa nas takim

lękiem, że boimy się je wymawiać.

    - Pochlebiasz mi! - rzekł Bóg. -

Jeden dzień i ani chwili dłużej!

...A właściwie - jedna noc.

Wystarczy jak zobaczy księżyc.

Ale najpierw musisz ją spytać,

czy ona tego chce. Nie możemy

czynić niczego wbrew jej woli. -

   - Przecież wiesz, że ona nic

nie pamięta i nie ma siły mówić...

Daj się Panie, ubłagać! -

zapłakałem.

   - Tak, wiem. - poweselał Pluton -

I tak ci okazałem wielką

łaskawość. -

   - Jesteś potworem, mój mężu! -

zasmuciła się Prozerpina.

   - Nie od dzisiaj chyba mnie

znasz. - roześmiał się Bożek.

- A teraz precz z mych oczu,

nędzny śmiertelniku! -

   Znalazłem się w mrocznym,

pałacowym korytarzu. 

Przyprowadzono tam moją

Kruszynkę.

   - Czy chcesz zobaczyć słońce...

Albo księżyc? - spytałem, próbując

ją przytulić i pokazując jej 

ulubioną zabaweczkę, malutkiego

świerszcza.

   Ale Mara nie odezwała się

ani słowem. Patrzyła na mnie,

jakby nie słyszała moich słów

i nigdy mnie nie znała.

A zabaweczkę wypuściła z rąk.

Dlatego odprowadzono ją z

powrotem.

  - To było do przewidzenia -

oznajmiła Persefona. - Hades

ma przepastne serce. Cokolwiek

obieca, to się nie spełni. Mnie

też nieźle urządził!  Zjadłam tylko

siedem ziarenek tego granatu...

Byłam bardzo głodna. I teraz

siedem miesięcy w roku muszę

spędzać w tej mrocznej czeluści. -

    - Niektórzy mówią, że tylko

pół roku, a połowę jesteś wśród

łąk i pól. Wszystko zależy chyba

od odrośli mitu. - powiedziałem

z rozpaczą. - A inni mówią, że

Ty i twoja matka jesteście tą

samą osobą. -

    - To bzdura! - uśmiechnęła

się Bogini. - Podobasz mi się!

Serce masz nieulękłe i zdolne

do miłości. A twoje zamiłowanie 

do wiedzy wzbudza mą sympatię.

Kiedy będę na Ziemi odwiedzę

cię i dostaniesz ode mnie

prezent...Ale wierz mi, łzy

płynęłyby z mych oczu gdybym

jeszcze potrafiła płakać. - 

     Pokłoniłem się temu Pięknu

Wcielonemu i udałem w drogę

powrotną. I nie wiedziałem już

za czym bardziej tęsknię, za

widokiem twarzyczki mojej

Kruszynki, czy za jej cichym

współczuciem.

     Chłostano właśnie

nieszczęsnego Cerbera za to,

że mnie wpuścił, a ten wył

przeraźliwe i tłumaczył się

skamląc, że nie wyglądałem

na żywego człowieka.

 

  

poniedziałek, 07 maja 2018

 

   "W ślad za wielorybem

wznoszą się fale. Chciałbym

się prześliznąć przez strumyk

cichego życia, jak pstrąg."

    Samuel Taylor Coleridge,

wielki angielski poeta i

aforysta wyraża myśl, która

i mnie jest miła.  Zastanawiam

się jednak nad celnością samej

metafory. Strumyk, choć

czasem mamy wrażenie, że

cicho szemrze, bywa hałaśliwy,

wartki, czasem prawie wysycha,

a innym razem wzbiera, a na

pstrąga czeka sporo

niebezpieczeństw. Sam kiedyś

jako chłopiec wyjąłem pstrąga

spod kamienia i niestety

nie wypuściłem z powrotem.

Byłem dumny, że go schwytałem.

Rozumiem oczywiście, że ów

pstrąg nie robi zbyt wiele hałasu

w przeciwieństwie do wieloryba.

     Kiedyś na moim seminarium

student fizyki po usłyszeniu

słynnego aforyzmu Laozi,

mówiącego o tym, że woda jest

najbardziej miękką ze wszystkich

rzeczy, a jednak przenika przez

skały, uśmiechnął się i powiedział,

że woda to w istocie jedna z

najtwardszych substancji na

świecie.  Tak więc metafory

bywają piękne, ale ich sens odbiega

czasem od dosłownego.


 


niedziela, 06 maja 2018

  PTASZEK


      Wiśnie obsypały się kwiatem, ale

święta góra była wciąż ośnieżona.

Toru wygrzewał się na ławce w słońcu

jak kot, ale nie czuł nagłego przypływu

szczęścia. W głębi jego duszy czaiły się

lęk i mrok. Zresztą zaraz zaczął wiać

wiatr i płatki wiśni wirowały w

powietrzu jak śnieg.

     Pierwsza kropla deszczu rozmazała

się na jego policzku. Kiedy poczuł

drugą rozpostarł nad sobą parasol.

Nie lubił deszczu podczas spotkań.

Minęło jeszcze kilkanaście minut

zanim zorientował się, że Keiko nie

przyjdzie. Właściwie powinien to

przewidzieć. Jeśli powiedziała, że

przyjdzie, to było prawie pewne, że

nie przyjdzie. Wszyscy tak robią!

Nikt nie traktuje go poważnie.

     Toru poczuł przenikliwy chłód.

Wstał i zaczął oddalać się od miejsca

spotkania, gdy nagle zobaczył, że na

przeciwko niego w alejce wyrosła

Keiko. W milczeniu, drżąc nieco,

wziął ją pod parasol.

    - Przepraszam za spóźnienie,

ale zdarzył się okropny wypadek.

Nie będę ci tego opowiadać.

Wszystko stało się tak nagle...

Tak, czy owak, nie żyję!  -

powiedziała dziewczyna. - Nie

chciałam, żebyś się martwił,

że cię zlekceważyłam i dlatego

przyszłam. Kiedy wydałam ostatnie

tchnienie chciałam ci wysłać SMS-a,

ale straciłam czucie w palcach.

Mam nadzieję, że nie przestaniesz

mnie lubić, chociaż jestem tylko

duchem. -

       I dopiero wtedy zauważył, że

kremowy płaszczyk Keiko jest

zakrwawiony, a jej twarz blada.

Widać też było, że dziewczyna nie

ma siły iść.

      - Kocham cię! - zapewnił ją

i zaczął strasznie płakać, a właściwie

wył jak zranione zwierzę. W żaden

sposób nie potrafił się przed tym

powstrzymać, choć kąsał swoje

dłonie i przegryzał wargi.

     Zjawa próbowała go jakoś

uspokoić.

    - No nie smuć się już...Wszystko

będzie dobrze!  Pamiętasz wykłady

z filozofii?  Śmierć to tylko zmiana

charakteru naszej egzystencji.

Na pewno znajdziesz sobie inną

dziewczynę.  -

     Objęła go czule, ale było tylko

powietrzem, więc niczego nie 

poczuł. 

     - To wszystko kłamstwo! - 

wykrzyknął. - Ale pozwól mi się

z Tobą spotykać...

    - Ależ oczywiście!  Będę do 

ciebie przychodziła każdej

nocy po zmierzchu i zostanę

do nadejścia świtu. A podczas

pełni będziesz mógł zobaczyć

mą twarz.  Wszystko będzie

jak dawniej!  To, że mnie 

fizycznie ma, nie czyni żadnej

różnicy.-

      - Jesteś taka piękna! -

wyznał Toru usiłując zajrzeć

jej w oczy, ale zobaczył tylko mgłę.

      - "Widzisz mnie piękniejszą

niż jestem, widzisz mnie lepszą

niż jestem, lecz dla ciebie taką

się stanę, kochany..." - zaśpiewała

Zjawa, która po raz pierwszy

uśmiechnęła się. Oboje znali tę

piosenkę.

      Toru zaczął się nerwowo śmiać.

Zerwał gałązkę z kwiatami wiśni

i chciał dać ją Keiko. Ale ta nie

potrafiła jej uchwycić.

      - Nie czuję też zapachu -

powiedziała.- A widzę wszystko

jakbym oglądała zza zamglonej

szyby. -

      - Śliwa kwitnie o wiele dłużej

niż wiśnia, ale to, co trwa tak krótko

jest szczególnie piękne. - rzekł, chcąc

odwrócić jej uwagę od tego

niepowodzenia. - I czy nie tak samo

jest z naszym życiem? -

      Szli obok siebie przez jakiś

czas w milczeniu aż w końcu

Zjawa zaczęła się żegnać:

      - Do zobaczenia, kochany!

I pamiętaj, że byłam ci wierna

aż po grób...Ten Katsyua nic

dla mnie nie znaczył. To jeszcze

szczeniak!  Niepotrzebnie się

martwiłeś. Teraz już na zawsze

będziemy razem! -

     Toru ogarnęła fala rozpaczy...

a potem zazdrości, ale Keiko

rozpłynęła się w powietrzu jak zjawa.

     Nigdy nie ciągnęło go do Lasu

Samobójców, ale w kilka tygodni

później poszedł tam na spacer. Chciał

się upewnić, że jeszcze chce żyć!

"Jest tylko jeden prawdziwy

filozoficzny problem, a jest nim

samobójstwo i pytanie, czy warto

żyć." - przypomniał sobie słowa

cytowane podczas wykładu.

     Nigdy więcej nie zobaczył

już Keiko i nie mógł sobie nawet

przypomnieć widoku jej twarzy.  

Czasami do późna w nocy

przyglądał się jakiemuś jej zdjęciu

w nadziei, że wywoła ducha.

Ale dziewczyna nie nadchodziła.

"Może jest już po tamtej stronie?"

- pocieszał się. 

       Kwiaty wiśni dawno już

opadły. Ale w przyszłym roku

będą nowe kwiaty i wszystko

utonie w ich obfitości i

i zapachu. Tylko ich miłości

już nie będzie...

 

 

 

 

    

____________________

zdjęcie pochodzi ze znanej

strony internetowej

sobota, 05 maja 2018

 

     2009 r. W salce jakiegoś klubu w

Kalifornii grał najlepszy amerykański

zespół reggae - Groundation. Koncert

miał wyraźne przesłanie, był żarliwy

i muzycznie spełniony. Groundation

w udany sposób łączy reggae z

elementami progresywnego jazzu,

który pojawia się niejako w tle.

     Ale część publiczności nastawiona

była raczej na zabawę. Wypalono jointy

i wypito chyba zbyt wiele alkoholu. 

Wokalista i dusza zespołu Stanford

zirytował się lekko i spokojnie, ale

zdecydowanie upomniał: "To jest

poważna muzyka. To nie jest pop!"

     Koncerty reggae mają charakter

wspólnotowy, a tu nagle trzeba grać

przeciwko trochę zbyt hałaśliwej

części publiczności. Technicznie

to oczywiście żadne problem, ale

psuje trochę nastrój i wzmacnia

determinację.

    Stanford potrafi śpiewać z

uczuciem, podobnie jak kiedyś

Bob Marley. Protestuje przeciwko

systemowi, który sprawia, że

"biedni stają się jeszcze biedniejsi,

a bogaci bardziej bogaci." Nazwa

Stany Zjednoczone, przekonuje,

ma oznaczać, że ludzie są zjednoczeni

i solidarni, jednym słowem, że

są dojrzałym, kulturalnym

społeczeństwem, nie pozbawionym 

empatii. A tymczasem bieda aż

piszczy, a biedne dzieci płaczą...

i artysta razem z nimi. A w dodatku

istnieje rasizm, który pogłębia

jeszcze nierówności i odbiera

ludziom godność. Trzeba jednak

marzyć o lepszej przyszłości dla

naszych dzieci, bo one są ważniejsze

niż my.

     Mnie ta muzyka porusza. Nie

do wszystkich jednak to przesłanie

dociera. Nie wszyscy myślą, że 

system jest opresyjny. (A przecież

nie ma gorszej niewoli niż niewola

babilońska, czyli ekonomiczna).

Przychodzą na koncerty, żeby balować,

a nie żeby poczuć głębszy rodzaj

wspólnoty serc. I taka muzyka jest

dla nich za trudna, podobnie jak

kiedyś eksperymenty Niemena była za

trudne dla publiczności w Opolu,

choć muzyka Groundation jest

bardziej melodyjna.

     To trochę smutne doświadczenie,

mimo, że ostatecznie koncert zakończył

się zwycięsko. Bo przecież wielu

ludzi czuje i rozumie, że zadowolony

z siebie money maker to nie jedyny

człowiek, który ma prawo do życia.

     Groundation mogli być o wiele

bardziej popularni, może nawet

prawie tak jak Bob Marley. Woleli

jednak docierać ze swym przesłaniem

do bardziej świadomej publiczności.

    Nie tylko w Ameryce, ale i poza

nią, mówi się wiele o miłości, jednak

ludzie zachowują się często jak

kanibale...W Australii np. miliarderka,

właścicielka stalowni nie chce dać

robotnikom nawet grosza podwyżki

mimo tego, że państwo, z

niewyjaśnionych do końca powodów,

nie opodatkowało dostatecznie jej

biznesu. Jak chcą, to niech sp...szukać

pracy gdzie indziej - oświadcza. To 

jest jakaś niesłychana hucpa i żaden

coach rozwoju osobistego nie wmówi

mi, że tak powinien wyglądać świat

i relacje międzyludzkie.

 

 

 

 

 

piątek, 04 maja 2018

 

      Po kolejnej wojnie świat

zaczął się wyludniać.

Wymarły też prawie wszystkie

ssaki, z wyjątkiem jednej

starej kotki.  Dominującym

gatunkiem stały się owady,

stawonogi i inne przykre istoty.

   Na Ziemi przetrwało troje ludzi

- pewien niepiśmienny chłop z

północnej Afryki, jego stara żona

i niewidomy Azjata.

   "Co teraz będzie z ludzką

kulturą?" - zaniepokoił się Pan

Bóg. - "Przecież ten chłopina nie wie

nawet, kto to był Szekspir, a

zresztą i on niedługo umrze, albo 

pożre go jakiejś monstrualnej

wielkości wij. A kto będzie mnie

czcił, jeśli nie będzie kapłanów?

Co prawda istnieje jeszcze sztuczna

inteligencja, ale to barachło!

Po tym jak pieprznęło w Bazylikę

Św. Piotra zostały już tylko filmy

w necie. Ale sieci już nie ma!

Kto będzie pamiętał, jak pięknie

wyglądałem?"

     Usłyszał to Szatan i ucieszył

się: "Widzę, że i Bóg ma kłopoty,

a taki niby wszechmocny! Ale dam

ci dobrą radę - stwórz ludzi jeszcze

raz, ale bez kobiety, niech się

rozmnażają jak ślimaki! Nie będzie

kobiety, nie będzie grzechu i sprawa

załatwiona!"

    Pan Bóg w duchu zgadzał się

z tym, co mówił Szatan, ale wstydził

się do tego przyznać, a poza tym 

po cichu wierzył w teorię ewolucji,

tylko nieco uwspółcześnioną. "Jak

nie stworzę kobiety, to i tak

wyewoluuje!"

    Nie wiem, co się później stało,

bo już wtedy nie żyłem. Ale świat

bez kobiet byłby jakiś smutny.

  

czwartek, 03 maja 2018

 

    Rika przyśpieszyła. Wiatr podwiewał jej

płaszcz, uderzając gradem w twarz. "Ach,

jakie to nieprzyjemne!" pomyślała, marząc

o ciepłej herbacie, dźwiękach symfonii

Mozarta i mruczeniu kota...Dlaczego Pan

Watanabe kazał jej się z nim spotkać w

takim miejscu, na peryferiach, przy jednej

z najbardziej odległych stacji metra?  

Dlaczego mówił przez telefon jakimś

zduszonym głosem? Dlaczego nie wyszedł

po nią do metra?  Gdyby nie ta zamieć

Rika być może zawahałaby się. Ale

trzęsła się z zimna, a wiatr wbijał jej

sople lodu w czoło.

     Prawie biegła, gdy nagle zauważyła,

że ulica się kończy. Na przeciwko niej

stał stary dom. Była to kamienica

wybudowana w XIX - wiecznym europejskim

stylu.  Tyle tylko, że wydawała się całkiem

wymarła. W oknach nie świeciło się żadne

światło, nie słychać było też odgłosów

obecności ludzi. Po naciśnięciu klamki od

wejściowych drzwi ukazały się drewniane

schody, skrzypiące kiedy się po nich wspinało

na górę.  Rita zapukała pod drzwi z numerem

4, które znajdowały się na trzecim piętrze.

Stukała też w nie mosiężną kołatką, ozdobioną

widokiem lwa. Jednak nikt nie otwierał.

Zeszła więc na dół wyraźnie zaniepokojona.

I tam spotkała Kobietę bez twarzy. Stała

w drzwiach, którymi dziewczyna chciała się

wydostać i zapytała:

      - Kto cię tu przysłał? Watanabe? Przecież

on nie żyje od dziesięciu lat! -

      - Rozmawiałam z nim dwie godziny temu -

powiedziała Rita. - Czy mogę stąd wyjść? -

      - Nieboszczyk prosił, żeby to pani

przekazać.  To jego najcenniejsza pamiątka.

Pierścionek z perłą, który nosiła jego zmarła

żona.  Biedak przed laty owdowiał. Zupełnie

nie mógł sobie poradzić ze śmiercią żony,

aż w końcu powiesił się w łazience. To taka

prostacka śmierć...Ale może zaprowadzę

tam panią. Najlepiej wszystko zobaczyć na

własne oczy. Na pewno leży jeszcze w wannie. -

      - Jest pani bardzo miła - oznajmiła Rika

- Ale nie wątpię w prawdziwość pani słów.

I trochę się śpieszę... -

     - Rozumiem. - odpowiedziała uprzejmie

kobieta. - Widzi pani, nie wszystko jest jednak

takie proste. Ja też już nie żyję i należę do

czasu przeszłego, jednak zapewniam panią,

że mogę bardzo zaszkodzić temu, kto mnie nie

słucha! -

     - Nie pójdę tam! - sprzeciwiła się Rika

- Jeśli chcesz mnie zabić, to zrób to tutaj! -

     - Zrobiłabym to z przyjemnością, ale jesteś

mi jeszcze potrzebna. Na imię mam Christine,

a moje nazwisko Medusa. Potrafię zbijać 

wzrokiem! -

    - W takim razie, czego ode mnie oczekujesz?

    - To drobiazg...Wejdziesz do wanny, w której

leży Pan Watanabe i wykąpiesz się w jego krwi.

Nie obawiaj się - jest świeży, jakby to się stało

przed chwilą, ma tylko trochę wytrzeszczone

oczy. -

    - Nie mogę... - rozpłakała się dziewczyna 

- I za co ta kara? Co ja takiego zrobiłam? -

    - To jest bezwarunkowo konieczne, droga

Riko i że tak powiem - nieuniknione...Musisz

to zrobić!  Za chwilę sama będziesz mnie o to

prosiła...a może i błagała, bo mam dla ciebie 

gorszą ewentualność! -

    Rika próbowała jeszcze walczyć, ale

jakaś przemożna siła pchała ją w stronę

mieszkania Pana Watanabe. A kiedy się

tam znalazła spytała tylko, czy ma się

rozebrać.

    - Nie podejrzewaj mnie o jakąś perwersję.

- roześmiała się Zjawa - Możesz się nie

rozbierać, w szafie jest sukienka i płaszczyk

małżonki denata.  Zdejmiesz jedno, a

założysz drugie. My, kobiety, jesteśmy

praktyczne. Nie musisz na niego patrzeć.

Możesz zamknąć oczy.  Ale, gdyby nakłaniał

cię do seksu musisz się bronić. Wiesz chyba,

że na nekrofilię jest paragraf...Jednak

wcześniej pomaluję ci usta na czarno. 

Wtedy twoja blada twarz wywrze na nim

większe wrażenie w półmroku łazienki. -

      - Chyba trochę przesadzasz Pani

Meduso!  Z pętlą na szyi będzie mu się

trudno poruszać. - uśmiechnęła się

przebiegle Rita, która cały czas myślała

o tym jak uciec lub zabić nieznajomą.

     - Tylko niczego nie kombinuj! - dodała

Zjawa, jakby czytała w jej myślach.

     Rika otworzyła drzwi do łazienki...

Zabiła ciosem nożem w serce kąpiącego

się tam Pana Watanabe, a następnie

powiesiła go na prysznicu.

    - Nieźle się sprawiłaś! - powiedziała

Zjawa. - Ale teraz uciekaj, bo na pewno

już ktoś powiadomił policję. -

    Wypogodziło się. Było chłodno, ale

nie wiał już ten przeklęty wiatr i zamieć

ustała. Rika wpadła w euforię. W końcu

była wolna. Uratowała życie, wyrwała się

z opresji. Prawie jak na skrzydłach

doleciała do stacji metra. Czekała ją

długa droga, więc trochę się zdrzemnęła.

Ale kiedy otworzyła oczy, zobaczyła, że

na przeciwko niej w pustym wagonie

siedzi Zjawa.

      - Miałaś mnie już nie dręczyć - żaliła

się dziewczyna. 

      - To się tylko tam mówi. W końcu jesteś

moją ofiarą...A poza tym, masz coś na

sumieniu.  W domu spodziewaj się policji.

Ale nie musisz tam iść, mogę cię u siebie

przenocować...-

     Rika jeszcze raz zaprotestowała.

     - Wolisz gnić w więzieniu? - spytała

Zjawa, wyjmując z oka jakiś paproch.

- Zresztą ja nie nocuję w domu. W pewnym

parku jest dziura w ziemi. Tam się położymy. 

Do rana nikt tam nie przyjdzie. -

     Ciało Riki odnaleziono w tym parku po

trzech dniach od chwili zgonu. Inspektor

Nezumi bardzo współczuł tej młodej i pięknej

kobiecie. Chociaż widok rozkładu sprawia, 

że nawet najgorętsze uczucia stygną.

W smartfonie Riki znaleziono wiadomość:

"Miłość silniejsza niż śmierć! Nie poćwiartuję

twojego ciała, żeby inspektor miał na co

spojrzeć. Nie będziesz miała żadnych obrażeń.

W końcu zabiłam cię wzrokiem! Twoja na zawsze

Madame Medusa...Zabiciem Watanabe nie

przejmuj się. To kanalia!  Zwabiał do siebie

młode kobiety, a potem je zabijał i utylizował.

Myślę, że cię ustrzegłam. Przykro mi, że w tej

rozpadlinie biegają po tobie szczury. Ale nawet

my zjawy, nie jesteśmy wszechmocne..."

   

   

środa, 02 maja 2018

       Ktoś umieścił pod filmem podpis, że jest to

najlepszy koncert reggae.  Ale Burning Spear

miał koncerty bardziej autentyczne i o lepszym

bardziej surowym i opartym na linii basu brzmieniu. 

(Na tym koncercie jest też kilka lżejszych

utworów). Niemniej jego początek

i ostatnie kilka pieśni robi duże wrażenie.

Znam ten koncert od chwili jego nagrania

i zawsze chętnie do niego wracam, ponieważ

Burning Band to obok The Wailers chyba

najlepszy koncertowy zespół reggae. Entuzjazm

publiczności jest chwilami bardzo wielki i przypomina

koncerty Stonesów. Smutne, że zespół rozpadł się

niedługo po tym koncercie, podobno dlatego,

że doskonały perkusista Nelson Miller chciał

grać bardziej komercyjną muzykę. Jak powiedział

kiedyś Włodek Kleszcz "koncerty Speara to

prawdziwe misterium reggae", a ich nastrój

określał słowem "Ogień." 

 

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 188