Kategorie: Wszystkie | "Dziewczyny, bądźcie dla nas dobre na wiosnę" | ...bez końca | 0 | 100O i jeden Rabinów | A Puszkina też zapuszkują? | A moze to tylko pomieszanie zmyslow | A nie lepiej być purystą? | Aaaaaaaaaaaaaa...aalfabeta | Ach, gdzież jest litość lub wspolczucia pozór? | Ach, gdzież jest litość lub współczucia pozór? | Adam Mic - Kiewicz | Adaś i Ewka | Aforystyka | Amerykański sen | Autopsychoterapia | Bez sensu to to! | Bez szaleństwa... | Bezmyślne okrucieństwo | Bezradność | Biedna Szymborska | Biedny Kapturek! | Bliźni miłości | Bliźniego miłość... | Blondyn | Blue Bossa | Bojaźń i drżenie | Bratnie dusze | Bruner, ty świnio! | Buddyzm w życiu codziennym | Bóg mi poskapił tej anielskiej miary... | Bóg mi poskąpił tej anielskiej miary... | Bójstwo samo | Caritas | Chiziofrenia | Choroba na śmierć | Chwila ułudy | Chwila wytchnienia | Chłodne upojenie | Cierpienia i radości | Cierpienie i radość | Cleen feed | Cnota niedoli | Co slina na język przyniosła | Co tam panie w polityce? | Co w niebie piszczy | Co ślina na język przyniosła? | Corrida | Coś dla duszy... | Coś tak wulgarnego | Cudotwórstwo | Czarna Perła Tao | Czarny tulipan skrzyżowany z czarna różą | Czarny tulipan skrzyżowany z czarną różą | Czary Mary | Czego nie przysięgał Hipokrates? | Człowiek nie jest rzeczą | Człowiek to brzmi dumnie, ale nie u mnie | Często chowa | Częstochowskie rymy | Deficyt aniołów | Delightful! | Demokratyczne wybory w Oczodołach | Diabłoterapia | Dla wszystkich i dla nikogo | Dnieje | Do samego siebie | Dodatek | Dowcipas dnia | Duma narodowa | Dusze drzew | Dyskretna mgiełka autoironii | Dzielność | Dziki kapitalizm | Dzisiejsza młodzież | Dzisiejsza młodzież nosi ładną odzież | Egzystencjalizm jest chumanizmem | Ekonomia zbawienia | Elegancja Francja | Elegijnie | English gentelman | English gentleman | Epicurus | Ewa tylko ziewa | Falochron | Female | Filozofia bez uczoności | Forever Loving Jah | Gadu, gadu | Gadu, gadu, trochę więcej jadu | Gal Anonim | Gaz dla pedałów | Gaz dla pedałów, młot dla sierpów | Gdy rozum śpi... | Gendarme | Genek, gienialny gieniusz | Geno Typ | Gorący uczynek | Grabarz | Grabarz nonsensu | Gry i zabawy literackie | Głupota przysłowiem narodów | Głębie i tajnie Podświadomego | HIstoria nauczycielką bicia | Herbatka zen | Homo economicus | Homo sapiens czy Homo politicus | Humor absurdalny | Humor nieco absurdalny | Humor, satyra, panie... | I rekiny w oceani mają zębów cały rząd | I rekiny w oceanie mają zębów cały rząd | Indie Wschodnie i Zachodnie | Industrial | Istnieje również wrodzony brak poczucia humoru | Ja tam bynajmniej nie wiem | Jak długo będę jeszcze żył? | Jak uprawiać agresywne dziennikarstwo? Poradnik dla początkujących | Jakże cżęsto powtarza się ta historia | Jakże trudno czasami coś sklecić! | Jan i Małgorzata | Jan z Czarnolasu | Jesienna muzyka | Jeszcze smutniej! | Jeździec Apokalipsy | Językologia | Kaczuszki mandarynki | Karawana idzie dalej | Katedra Adamowego Żebra | Kawa z Kafką | Każdemu według naszych chęci | Każdemu według potrzeb | Każdemu, o czym tylko zamarzy | Kiciuś Miciuś! | Kicuś Micuś! | Kiedy człowiek staje się bestią | Kiedy owce nie milczą | Kij w mrowisku | Kniaź Wiktor | Kochani ludożercy | Kolacja Pani Sowy | Kometa tylko głownia nie ta | Konkwista | Koryfeusz nauki, milośnik sztuki | Koty i inne zwierzęta | Koty, głupoty, palikoty | Kości rzucone są | Kość słoniowa | Kto pierwszy był człowiekiem, kto będzie nim ostatni | Kto pisze teraz historię? | Kuchnia szamańska | Kwiatki Św. Franciszka | Kwiatostan śmierci | Kwitnienie kultury | Kwitnąca wiśnia | La colombina i ciche ukojenie | Lekarzu - lecz się sam! | Lenin wiecznie żywy | Leśmianiada | Lichwiarstwo polskie | Liryki i prztyki | Logika dziejów | Londyńska mgła niepamięci | Londyńskie przygody | Los ofiary | Los puka do moich drzwi | Lotosowy wpis | Ludzie ludziom... | Lunatyzm | Lęk społeczny | Made in Japan | Maligna | Marność nad marnościami | Marność nad marnościami. Rekoleksje Wielkopiątkowe | Marzenia senne | Marzeniologia stosowana | Maszkary i senne dziwadła | Maszkary i senne widziadła odbite w lustrze | Mała czarna z Kafką | Medycyna naturalna | Meine Liebe Augustin! | Melancholia | Melancholia stosowana | Memorabilia | Meszreiw | Meteo | Mgiełka autoironii | Mglisty dzień. Mgła | Mikołak | Mistrz i Małgorzatka | Mistycyzm lunarny | Mistyka i miłość | Mitologia osobista | Mitologia świata | Miłość | Miłość bliźniego | Miłość nie zawsze szczęśliwa | Miś Uszatek | Moc rytuałów | Monada nie ma okien | Mowa potoczna | Mowa ptaków | Mowa serca | Moze ktoś zrozumie, co teraz czuję | Może ktoś się ucieszy? | Może ktoś zrozumie, co teraz czuję | Może to trochę zbyt uszczypliwe | Musicology | Muza lekkich obyczjów | Muzyka przywraca ład serca | Myszoterapia dr Nezumi | Myśli prostego człowieka | Mądrość Natury | Mądrość jak z gazety | Mądrość narodów | Młot na faryzeuszy i hipokrytów | Męstwo bycia | Mówił sen do snu | NIe ma na świecie dwóch takich samych liści, ni kropel deszczu | Na jawie (lecz to, co niejawne pozstaje) | Na stos rzuciliśmy szcześcia los | Na stos rzuciliśmy szczęścia los | Na szczytach hipokryzji | Na zdrowie! | Nad piekną rzeką | Najokrutniejsze zwierzę | Najsłodsza tajemnica | Narastająca senność | Nic dzisiaj ciekawego nie napisałem | Nicość | Nie am dwóch takich samych liści, ni kropel wody | Nie bój się - najwyżej cię rozstrzelają! | Nie czas żałować burz, gdy płoną oczy | Nie czas żąłować burz, gdy płoną oczy | Nie każde szczere złoto jest szczerozłote | Nie ma na świecie dwóch takich samych liści ani kropel wody | Nie ma na świecie dwóćh atkich samych liści lub kropel deszczu | Nie ma takiego smutnego, co by na wesołe nie wyszło | Nie ma zazdrości bez miłości | Nie oddamy nawet guzika | Nie tylko dzielenie włosa na czworo | Nie wiem, ja w ogóle nie myślę | Nie zabijaj! | Nie zabijajcie drzew! | Nie zawsze urocza dzecinada | Niebiańskie szczyty głupoty | Niech pani będzie dzielna! | Niech zapłaczą na moim pogrzebie | Nieco drapieżny wpis | Niekoniecznie ptasi móżdżek | Nienawiść bliźniego | Nieosobiście | Nieprzesłane przesłanie | Niestworzone rzeczy | Nieszkodliwe głupotki | Niewczesna melancholia melomana | Niewczesne rozważania | Niewielka profanacja | Niewielkie przekłamanie | Niskolotnie | No No! Teatr No | No comments! | No no! | Nowa poezja lingwistyczna | Nędzne kabareciarstwo | O Leonardo, po cóż się tak trudzisz? | O dzieleniu włosa na czworo, czyli metodzie scholastycznej | O dzieleniu włosa na czworo, czyli o metodzie scholastycznej | Obciachy | Obscenia i parafrenalia | Obsesja dobrego biustu | Ojej! | Oko w oko z zębem mądrości | Okropieństwa | Okruchy odgrzebane z lawy | Okruchy życia wygrzebane zlawy | Okruchy życia wygrzebane z lawy | Okrutna losu ironia | Orientuj się na orient | Owczarek | Owczarki afgańskie | Owocożerni | PL jak piekło | PO PiS | POeci wszystkich krajów dzielcie się | Pan Tadeusz | Panie pośle, po chrześcijańsku panu wybaczam | Pańska satyra polityczna jest niegramatyczna | Pendant do pewnego przypisu | Perlikowski | Pewna elastyczność zasad | Pewne jak w banku | Piorunujący piorun! | Po owocach poznacie ich! | Po upadku | Pobożne życzenia | Podpatrywanie Natury | Podroby i inne podróbki | Pokolenie Kainowe | Pokorne ciele | Pokorne cielę | Pokusa | Polak potrafi | Polak potrafi! | Politolog i Politowska | Politycznie niepoprawne! | Polonica | Polonika rycerskie | Polucje i ablucje | Pomarańcze i mandarynki | Pomarznąć dobra rzecz | Pomarznąć dobra rzecz! | Pomoc psychologiczna | Poranna kawka z Kafką | Porąbane marzenia | Potężne i głębokie warstwy pierwotnego mitu | Powieść brukowa | Powszechna życzliwość | Powtórka z cynizmu | Poznaj samego siebie | Prawda | Prawda jest jedna i piękna, ale złożona | Prawda popłaca | Prawdziwa metropolia | Prawi i sprawiedliwi | Prawiezmartwychpowstanie | Prawiezmarwtychpowstanie | Prognoza pogody | Pruski smutek | Przecież cię zjem! | Przedagonalny polski agon | Przegląd sportowy | Przeinaczenia | Przez pychę do pokory | Przeżyjesz to, a pote już tylko grób | Przeżyjesz to, a potem już tylko grób! | Przminęło z wiatrem | Prztyczek | Psiapowiednia Majów | Psubrat | Pustka | Pytanie dość retoryczne | Raczej to nie będzie hit | Radosne gonitwy śnieżnych tygrysów | Radość wędrowania | Rejterada Rejtana | Religie nauczą cie pokory | Res Sacra Pecunia | Romans z pop kulturą | Roots, Rock, Reggae | Rozkosze reinkarnacji | Rozmowa nie na telefon | Rozpacz | Rozpacz na wieki wieków | Rozpacz, która podpełza pod gardło | Ruch i świeże powietrze... | Rybołówstwo cudzołożnika | Rycerz pokalany | Samokrytyka | Samotność egzystencjalna | Sekrety pewnego domu handlowego | Seraphic Flames and Heavenly Love | Siedź na dupie i potakuj! | Somatyka | Somatyka logiczna | Spełniona przepowiednia | Spleśniały ser | Sponsorem tej opowieści jest wydawnictwo Błękitny Wieloryb | Sport to zdrowie | Spowiedź morskiego wilka | Stary Sącz i Nowy Sącz | Stary mafioso | Stołeczne stołki | Stratyfikacja społeczna | Suma sumarum | Sumienie rachunku | Sweet Music and Poetry | Sygnały podprogowe | Szalchetne zdrowie | Szczęśliwa pomyłka | Szekspir do żadnej nie należy epoki | Szkarady | Szlachetna gravitas | Szlachetne zdrowie | Słodycze grafomanii | Słówka | Słówko do słówka, a uzbiera się sówka | Tadeusz Bój Jeleński | Taia chińska podróbka | Takie będą rzeczpospolite jakie tego blogu chowanie | Takie tam, pierdoły | Talking Heads | Tania chińska podróbka | Tatiana | Teorie świata nauki | Terapeutyczie | Terapeutycznie | Thames | The Doors. Uchylone drzwi | The Lion cub | The fruit of beauty and despair | To na pewno nie Lec | To nie żadna filozofia | Tragiczne pożegnania | Transformacja duchowa | Trudna sztuka dialogu | Trudno czasmi coś sklecić | Trzylogia | Trója z polskiego | Twarda rzeczywistość | Ty mi tutaj nie filozuj | Tygrysologia stosowana | Tysiac i jeden ptaków | Tysiąc i jeden kotów | Tysiąc i jeden ptaków | Tysiąc różowych kroliczków | Tęsknica | Tęsknota duchowa | Ubekistan | Ucone księgi | Uczeni ludożercy | Uderzenia losu | Uduchowienie | Umrzeć z miłości | Upadek Pierwszego Człowieka | Uroczy wegetarianin | Uszczelnienie systemu podatkowego | Utrata uzębienia | W czym mogę panu pomóc? | Wciąz powtarza się ta sama historia | Wciąż powtarza się ta sama historia | Wdzieczna muzyka przywraca ład serca | Wesola grafomania z morałem | Wiecej broi dla szaleńców w Teksasie | Wieczne powroty | Wiedza radosna | Wielka wygrana | Wielomówstwo, czyli plaga opowiadania | Wierzba płacząca | Wiosny i jesienie | Witch | Więcej broni dla szaleńców w Teksasie | Wojna totalna | Wpis o kształcie piramidy | Wprowadzenie do kruczków prawnych | Wrzucam wszystko do kosza | Wrzątek | Wspomneinei pewnego wspomnienia | Wspomnienie pewnego wspomnienia | Wspomnienie pewnego wspomnienia | Współczesny filister | Wszystkie rybki | Wszystko na A | Wszystko na sprzedarz | Wszystko na sprzedaż | Wygrana | Węzłowato | Wólka Węglowa | Xin Lu, typowa brunetka o granatowych oczach | Z Nietzschego nic nie powstaje | Z księgi wulgaryzmów | Z rupieciarni myśli | Zaczarowany świat zen | Zanim mnie wrzucą do dołu | Zapowiedź Apokalipsy | Zaraz wracam! | Zasada domniemanej winy | Zaskroniec | Zastał Polskę drewnianą... | Zatrzaśnięte drzwi | Zbaw mie Buddo Amido | Zbaw mnie, Buddo Amido | Zdrowy egoizm | Zegar dziejów | Zestrzelenie księżyca | Zginął z rąk słabej kobiety | Zima się nas nie ima | Zjawiskowe | Znak jaskółki | Zrozumieć wartość tego, co nieużyteczne | Zuch zawsze ochoczy! | Zwierzęta pod postacią ludzi | Zwyciestwo konsumpcjonizmu | Ząb mądrości | ie zabijajcie drzew! | ieosobiście | kosmos | Łagodne prawo, ale prawo | Łagodność tygrysa | Śmiechotki, chichotki | Śmiertelna powaga | Śmierć | Światełko w mroku | Świętość, wziętość, nadętość | Życie jest tragiczne | Życie samo | Życzliwe spojrzenia na całość ogródka | Żyć, nie umierać
RSS
środa, 15 sierpnia 2018

 

........................................................................

 

    - Kiedy przybywa gość, podaje mu się

filiżankę herbaty. - powiedziała Mysz domowa.

- Proponuję Xihu longjing (studnię smoka).

Jest najwyższej jakości!  -

    Mysz polna była trochę zakłopotana. 

    - Jesteśmy przyjaciółkami. - zaczęła - Ale

mam do ciebie taką sprawę, że stracisz pewnie

ochotę na miłą konwersację.  Zresztą przy

tobie zawsze czuję się jak szara myszka! -

    - Ależ, co ty opowiadasz!  Wiem, że jesteś

biedna i nie masz czasem jak wykarmić

swego potomstwa po tym, jak twój małżonek

popełnił samobójstwo, a może po prostu

umarł...Różnie o tym mówią!  Masz za mały

budżet. Ale mnie wcale nie powodzi się

lepiej w domu Pani Ogawy. Wiesz, skąd mam

tę chińską herbatę? Podkradam ją!  I Pani

Ogawa zastawiła nawet w kuchni na mnie

pułapkę, ale ją omijam. Chętnie podzielę

się z tobą wszystkim, co mam... -

     - Dziękuję ci, ale to coś o wiele bardziej

poważnego!  -

     - W takim razie chętnie trochę się

przewietrzę i opowiesz mi wszystko na

spacerze. -

     Mysz polna opowiedziała jej wszystko,

a Mysz domowa bardzo się tym zmartwiła.

Ale nie wiem, co jej powiedziała.

Pospacerowały trochę, aż Myszy domowej

zrobiło się zimno i nawet zaczęła 

pokasływać.   

     - Musisz być dzielna! - zakończyła

z uśmiechem, jednak po chwili zalała się

łzami.

- Nie wiem, czy się jeszcze zobaczymy,

droga przyjaciółko! Chociaż mieszkasz

na polu, jesteś bardziej bezpieczna niż

ja. Pułapki na myszy, węszące koty,

okrutne bachory, a nawet mordercza

trutka, to moja domowa rzeczywistość.

Starucha nie ma nade mną litości! 

Ale dlaczego?  Co ja jej takiego zrobiłam?

Siedzę cicho jak mysz pod miotłą i nawet

nie pisnę. -

    - A nie próbowałaś z nią porozmawiać? -

    - Próbowałam, ale rzuciła we mnie

ciężkim przedmiotem i chciała przekłuć

szpilą do włosów.  -

    - A co na to jej mąż? -

    - Kiedy wraca z biura, jest zmęczony

i drzemie. Ale, kiedy się budzi jest dla

mnie dobry. Dokarmia mnie żółtym serem,

a nawet patrzymy razem na księżyc! -

    - To może ona jest o ciebie zazdrosna? -

    - To wariatka...Ona się mnie brzydzi i boi! 

Kiedyś zażartował, że jestem w sypialni,

a ta pobiegła po rondel i wyrżnęła go nim

w łeb!  O mało go nie zabiła. -  

    Przyjaciółki uściskały się ze łzami

i wróciły do swych domów.  Zaczęła się

jesień...

 

wtorek, 14 sierpnia 2018

MONUMENT_KALIGULA_DRZEWO1  

     Wracając późno do domu potrzebowałem

jakiejś książeczki do czytania po drodze i

poszedłem do "Dedalusa."  Za 4.50 dostałem

drugi tom Swetoniusza i mój powrót znacznie

się wydłużył, bo czytałem go spacerując

pustymi ulicami. Tacyta znam dobrze, ale

Swetoniusz to trochę inny autor.  Smutno

mi się robiło po drodze na widok okrucieństw

cezarów, ale chwilami też nie mogłem się

powstrzymać od głośnego śmiechu,

szczególnie przy opisie wróżb, znaczących 

snów i złych znaków. (Na szczęście nikogo za

mną nie było).

     Może dlatego, że słynny wróżbita Maciej

przysłał mi dziś SMS-a "3 karty od Macieja:

ŚWIAT - druga młodość!  MAG - powrót starej

znajomości!  MOC - spełnienie marzeń! TAROT

nie kłamie!"  Mam wrażenie, że czegoś się

o mnie dowiedział, choć w kwestii drugiej

młodości nie będę się wypowiadał.

    Co mnie u Swetoniusza najbardziej

zasmuca...Nie okrucieństwo Kaliguli,

które jest dość wstrząsające, ale zdanie

mówiące o tym, jak pięknie zatriumfowała

sprawiedliwość, rozumiana jako odwet: 

"Razem z Kaligulą zginęła żona jego Cezonia,

przeszyta mieczem przez centuriona,

córkę roztrzaskano o ścianę."  

    Swetoniusz zaczyna od opisu niebywałego

entuzjazmu, jaki wzbudzał Kaligula (syn 

ukochanego Germanika) na początku

panowania i od opisu jego mądrych rządów, 

aby w jednym zdaniu przekroczyć Rubikon:

"Dotychczas można było opowiadać o nim

jako władcy, odtąd muszę mówić o nim jako

o potworze."  Trzy lata, osiem miesięcy i osiem

dni wystarczyło, żeby całkowicie zmienić

zdanie o tym młodym (wciąż jeszcze) człowieku. 

Być może Kaligula był istotnie chory

psychicznie. Historyk-bajarz twierdzi, że

pod wpływem napoju miłosnego, który mu

bardzo zaszkodził. 

      Entuzjazm był jak powiedziałem wielki

i kiedy młody człowiek poważnie zachorował,

lud modlił się o jego życie do bogów, a jacyś

senatorowie przysięgali, że gotowi są oddać

własne życie za jego wyzdrowienie.

Po kilku latach Kaligula zażądał od nich tego

życia, bo przecież wyzdrowiał. ;-)

      Kaligula przeżywał ciężkie stany depresyjne,

co Alberta Camus skłoniło do pewnej refleksji

egzystencjalnej. Jednak jego okrucieństwo

było dość pospolite w swym wyrafinowaniu:

"Zmuszał rodziców, aby byli obecni przy śmierci

synów. Jednemu z ojców, który wymawiał się 

złym stanem zdrowia, przysłał lektykę." Uważał

to pewnie za dobry dowcip, a być może wynikało

to również z tego, jak oceniał przedstawicieli

tzw. kasty senatorskiej. Świadczy o tym następne

zdanie tekstu, z którego wynika, że udało mu się

zmuszać tych ojców do uczestniczenia w uczcie,

podczas której okrutnik okazywał im nadzwyczajną

uprzejmość i stroił sobie z nich żarty. 

     Niewiele się od Swetoniusza dowiemy na

temat rzeczywistych powodów konfliktu między

Kaligulą a jego równie chyba okrutnymi

politycznymi przeciwnikami.  Podoba mi się

opinia współczesnego historyka wskazującego

na ułomność rzymskiego systemu władzy,

który wręcz prowokował do okrucieństwa

- cesarz ani przez chwilę nie mógł być spokojny,

bo nawet, gdy uznano go za Boga, cały czas

ktoś dybał na jego życie.  Gdyby nie likwidował

swych rzeczywistych, czy urojonych przeciwników,

to zamordowano by go prędzej niż później. 

(W Rzymie formalnie istniała republika, a władcy

powoływali się na wolę suwerena - ludu rzymskiego).

     Hitler był w o wiele lepszej sytuacji, jego władzy

nic nie zagrażało, o czym przekonująco świadczy

fakt, że w początkach jego rządów policja

polityczna miała dziesięciokrotnie mniej członków

niż za czasów NRD.  Każdą dezaprobatę dla

poczynań wodza traktowano jednak jako napaść na

Niemcy.  Tak odbierali to nawet ludzie, którzy

hitlerowskiego programu nie popierali.

      Podobno natura ludzka nie zmienia się, ale

system władzy może ewoluować.  I dzisiaj pewnie

rządy, które wzbudzają powszechny entuzjazm,

kończą w powszechnej pogardzie.

      Łaskawy i łagodny Tytus nie pożył długo,

ale umarł przynajmniej z przyczyn naturalnych (?)

      Na uduchowionym blogu nie może zbraknąć

wzmianki o duchach. Otóż, według Swetoniusza,

Kaligula po śmierci straszył tak samo jak za życia.

"Zwłoki jego zawleczono do ogrodów Lamii...

Później dopiero jego siostry, które powróciły

z wygnania, wydobyły ciało, spaliły i prochy

pogrzebały. Jest rzeczą zupełnie pewną, że zanim

się to stało, dozorcy ogrodów ciągle byli

niepokojeni przez mary, tak że w domu, gdzie umarł

nie minęła ani jedna noc bez jakiejś strasznej zjawy,

aż w końcu dom spłonął w pożarze."

       Jest to rzecz zupełnie pewna ;-)

      

       Na zakończenie temat szczególnie ponury

i niestety bliski naszym czasom - eksterminacja

ludzi z powodów ekonomicznych (Hitler,

Stalin). Podobno Kaligula, który chciał

przyoszczędzić na karmie dla dzikich zwierząt

występujących w igrzyskach, postanowił karmić

je mięsem ludzkim. W tym celu wchodził do

więzień i kazał je w całości opróżniać, bez

wnikania w stopień winy osądzonych.

      Beria bezskutecznie perswadował

Stalinowi, że gułagi to przedsięwzięcie

ekonomicznie nieopłacalne. (Warunki

pracy w kopalniach na Kołymie: - 50

stopni, promieniowanie radioaktywne,

głodowe racje żywnościowe, okrucieństwo

strażników i współwięźniów, nie sprzyjały

efektom ekonomicznym). Za bardzo jednak

nie nalegał, bo była to idea fixe Stalina, który

specjalnie nie lubił, kiedy ktoś się z nim nie

zgadzał.  Jeden  z opisanych przez Swetoniusza

cezarów podobnie jak Stalin potrafił poklepywać

rozmówcę (a nawet pozwolić siadać mu na swoim

łóżku) i żartować z nim po to, by następnego dnia

go zamordować.

       Hitlerowcy zdaje się mieli większe pojęcie

o ekonomii i skutecznie nie tylko zamęczali

więźniów niewolniczą pracą, ale odzyskiwali

wszystko, co da się odzyskać ze zmasakrowanego

ludzkiego ciała i rzeczy, jakie po człowieku pozostały.

Ale każde słowo wypowiedziane na ten temat

jest bolesne...

     

 

      

 

 

 zdjęcie nazumi13

 

 

poniedziałek, 13 sierpnia 2018

 

       Ma być piękny i jasny dzień. Na pewno

na chwilę położę się spać, żeby móc wyjść

wczesnym popołudniem. W taką pogodę

będę pewnie słuchał reggae, odkładając

bardziej kontemplacyjną muzykę na inne dni.

Zrobiłem też dłuższą przerwę w słuchaniu

muzyki orientalnej, która nieustannie mnie

zachwyca, ponieważ mam wrażenie, że

nie wszyscy ją lubią. To oczywiście

nie powód, abym miał nie wrócić do tych

swoich muzycznych korzeni.  To bardzo

melancholijna muzyka - indyjska, japońska,

arabska, perska, sefardyjska, ormiańska. 

Dość dobrze, jeśli to w ogóle możliwe, już

ją poznałem i słuchanie jej sprawia mi

wiele radości, choć przypomina też o

bezlitosnym upływie czasu.

    Tak dobrze pamiętam rozmowę ze śliczną

tancerką z Iranu, która chodziła na mój wykład

na orientalistyce i kiedyś po wykładzie została

i rozmawialiśmy właśnie o perskiej poezji i 

muzyce, jakby rozmowa miała miejsce przed chwilą.  

Była pełna obustronnego entuzjazmu.  

    Albo wrażenie, jakie na mnie zrobiło wysłuchanie

ragi, którą wielki Ali Akbar Khan napisał w dniu,

kiedy odbierał od Hilary Clinton nagrodę za

osiągnięcia artystyczne. To było dwadzieścia

lat temu i niestety ten genialny artysta i niezwykle

mądry człowiek, którego uwielbiam, od dawna już

nie żyje.

    Tego wieczoru, kiedy odebrał nagrodę

ujrzał nad Waszyngtonem księżyc w pełni i

skomponował ragę, którą nazwał (ale tylko na

użytek własny) "piękną twarzą księżyca." To

cudowna, melancholijna raga, jak spojrzenie

mądrego i czującego człowieka na całe swoje

życie. W trudnych chwilach mojego życia

raga ta przynosiła mi ukojenie porównywalne

jedynie z tym, jakie niesie ze sobą czasami

muzyka Bacha.

     Nie wszyscy może wiedzą, że Ali Akbar

Khan, którego skrzypek Menuhin nazwał 

największym muzykiem XX wieku, założył

w Kalifornii pierwszą szkołę muzyki i tańca

indyjskiego, i że nagrał pierwszą na Zachodzie

płytę z ragami. Piękne są jego nagrania z

Ravim Shankarem, którego artystycznie

jednak znacznie przewyższał.  

     Jednemu z krótkich utworów Mistrz nadał

podtytuł "Welcome and Farewell Melody."

Ragę tę wykonuje się przed świtem.

Według Hindusów nasze życie upływa od

świtu do zmierzchu i przypomina jeden

dzień, a koniec czegoś jest zawsze

jednocześnie  początkiem...

 

zdjęcie nazumi13


niedziela, 12 sierpnia 2018

   

    Zajrzałem jeszcze raz do "Nowej psychologii

miłości" pod redakcją Roberta J. Sternberga

i Karin Weis. Pod istotnymi względami nie jest

to nowa psychologia, a jedynie powrót do

XIX wiecznego, pozytywistycznego spojrzenia

na ludzką psychikę, zmodyfikowanego 

nieznacznie przez wiedzę o ludzkiej kulturze.  

    Książka ta, choć nie pozbawiona wartości

poznawczej, której nie zamierzam

kwestionować, przygnębia mnie jednak z

wielu powodów.  Między innymi dlatego, że

streszczając wyniki badań naukowych autorzy

przechodzą niejednokrotnie do konstatacji,

które są jedynie przypuszczeniami. Nie

swawolą jednak zbytnio, ale bzdurę wyrażają

na ogół w jednym lub dwóch zwięzłych zdaniach,

odwołując się do odpowiednio

wyselekcjonowanych (nie chcę powiedzieć

zmanipulowanych) faktów i autorytetu innych

badaczy.  

    Ta niby empiryczna "nowa" wiedza na

temat miłości jest w sporej części zbiorem

uzasadnianych naukowo przesądów, a

psychologia jawi się tu czasem jako

pseudowiedza i to taka, która może wyrządzać

sporą szkodę.

   Przez wieki psychologia była częścią filozofii.

Niestety w tej chwili żyje jedynie iluzją, że może

istnieć bez głębszej refleksji nad życiem. To

dobrze, że psychologia jest nauką empiryczną,

ale powinna być to nauka świadoma własnych

poważnych ograniczeń i otwarta na wiedzę

z innych źródeł.

    Zbyt wiele pytań pozostawia bez

próby odpowiedzi, za to z wielkim

namaszczeniem przedstawia się wyniki

poznawczo jałowe. Mówiąc w

sposób nieco obrazowy to psychologia

bez duszy i głębszego wglądu, patrząca na życie

oczami biurokraty, coacha i statystyka, czasem

nawet cyniczna. Jest zbiorowym wytworem

ludzi inteligentnych jak mrówki i jak one

równie bezrefleksyjnych.

    Jedną z jej cech konstytutywnych jest swoisty

redukcjonizm, charakterystyczny dla postawy

bezkrytycznego XIX - wiecznego pozytywizmu.

Hormony owszem buzują, a substancje chemiczne

wydzielają się, zaś w sytuacjach społecznych

ludzie zachowują się jak wytresowane szczury.

Psyche zastępuje biologia i wyuczone zachowania

społeczne.  Oczywiście ponieważ psychologowie

nie znają zazwyczaj dyskusji filozoficznych,

to wydaje im się, że przyjmując pozytywistyczny

model odcięli się od wszelkiej filozofii i uprawiają

czystą naukę. Jest to jednak nauka mocno

zideologizowana, służąca społecznemu

zniewoleniu, choć nie sądzę, aby byli tego

świadomi.

     Podstawowy błąd polega tu na przekonaniu,

że dyskutuje się o faktach, a nie o wartościach

i w rezultacie psychologowie nie są zwykle

świadomi jak bardzo w tym beznamiętnym

rzekomo dyskursie wartościują i że wyniki

badań służą często uzasadnieniu ich niezbyt

głębokiego spojrzenia na świat i ludzkie życie.

    Przykładem może tu być pastwienie się

nad odpowiednio zdefiniowaną miłością

romantyczną.  Pojęcie to jest nieostre, co

umożliwia dość dowolne kojarzenie z nim

zaobserwowanych faktów.

   Owszem, poznawczo cenne jest rozróżnianie

rodzajów, albo stylów miłości - takiej, owakiej

i jeszcze  innej. (Choć zabawny jest argument,

że jeden z wybitnych psychologów nad tym

"ciężko pracował"). Ale nie zastąpi ono

odpowiedzi na pytanie, czym jest miłość.

Ale to pytanie jako pytanie filozoficzne zostało

przemilczane.

    Zresztą podoba mi się konstatacja jednego

z autorów książki: "Jednym z braków literatury

tematu jest to, iż potocznym koncepcjom

różnych rodzajów miłości nie poświęcono

zbyt wiele uwagi. Praktycznie każdy artykuł

czy rozdział na temat miłości porusza temat

jej wieloaspektowego charakteru lub zwraca

uwagę na jej liczne odmiany, czasami używając

analogii do kolorów tęczy. Jednakże kiedy

chodzi o analizy prototypowe, niewiele

wiadomo o barwach tęczy miłości."  Dodam,

że nie tylko potocznym, ale także tym, które

były opisywane przez wieki przez mądrych

ludzi.

 

     Wsadzam kij w mrowisko i nie oczekuję

odpowiedzi na ten gest. To eksperyment,

którego wynik łatwo przewidzieć, znając

psychologię badaczy- mrówek! 

Jak zresztą większość eksperymentów

w tzw. psychologii, która chwilami

przypomina parapsychologię, choć druga

strona powołuje się na autorytet wiedzy

naukowej. Pocieszam się jedynie tym, że

udało mi się spotkać psychologów, którzy

myślą podobnie jak ja, ale w sposób

bardziej radykalny...

 

     Na koniec pewne wyjaśnienie: Nie

kwestionuję wartości ani praktycznej

użyteczności  w i ę k s z o ś c i wiedzy

psychologicznej.  Kwestionuję jedynie

jej uroszczenia do wypowiadania się w

kwestiach, w których istotną rolę pełni

poczucie wartości w taki sposób,

jakby badacze byli bezstronnymi

obserwatorami, bądź przemilczania

kłopotliwych pytań.

     Odrobina poznawczej pokory

i większy szacunek dla dokonań

ludzi, którzy przez wieki odkrywali

ludzką duszę pozwoliłyby być może

uniknąć wielu rażących uproszczeń.

Większość psychologów występuje

obecnie niestety w podwójnej roli

autorytetu naukowego i szamana,

przechodząc niepostrzeżenie od

jednej do drugiej i wypowiadając się

często w sposób arbitralny o rzeczach,

o których nie mają dostatecznej

wiedzy. 


 


 -----------------------

Mówiąc "psychologia" mam oczywiście

na myśli jedynie pewien najbardziej

rozpowszechniony sposób jej uprawiania.

Istniej przecież wiele szkół we współczesnej

psychologii.

 

sobota, 11 sierpnia 2018

 

...Straszna była zamieć, a książę Kryłow

osobiście nawiedził sklep spożywczy

Mendla w N. Opisać się tego nie da!

Wszyscy trzęśli się ze strachu, a już

najbardziej sprzedawca - wątły chłopak

o ciemnych włosach, który nigdy nie

podnosił głowy do góry.

    - Czym moge sużyć szamnownemu

Pamu? - spytał.

    Jak można do Jego Wysokości zwrócić

się jak do jakiegoś mieszczucha? Już to 

samo było wielkim uchybieniem, ale

Kryłow miał złote serce.

    - Dacie mi tu worek soli, worek cukru

i worek pieprzu dobry człowieku!  -

powiedział opierając się o ladę.

     - Pie pieprzu nie ma mamy...Pa pa

panie. - odrzekł sprzedawca.

     Księcia formalnie zatkało!

     - Skandal!...W takim razie dawaj 

worek imbiru i worek cynamonu. -

     - Ja jasne...Cy cy cy na namonu

też nie ma mamy. -

     - Niesłychane! A co bratku jest? -

     - Su, su, sól...w w w kryszta łach

i i i imbir! -

     - Toż to jakaś Comedia del Arte! 

Wytargałbym cię za te twoje pejsy parchu!

Ale dobra!  Po worku soli, imbiru i cukru.

Cu cu cukru! -

     - Wszystko jest, pa pa Panie! -

     - To, co się tak na mnie gapisz,

gudłaju!  Ktoś za mną stoi? - 

     - Nie mamy wo wo workuf...-

     - Wory to ty pod oczami masz

i w spodniach, kanalio!  Gdzie właściciel?

- wrzasnął kniaź stukając batem w blat. 

     -  Po po po je jebał po wo wo worki...

wsza wy wy sokość! Ale ju ju jutro na pe pe

wno wróci. -

    Kryłowa dosłownie trafił szlag!

Wyskoczył ze sklepu po rewolwer i trafił

go piorun. Jak to możliwe? U Boga wszystko

jest możliwe!  Szaleniec Lukrecjusz

ironizował, że Bóg czasem jednak nie trafia.

Może nie trafia, bo chce tylko nastraszyć?

Kto to wie?  Przychodził policmajster i o

wszystko wypytał. Ciało obejrzał.  Spisał

protokół. Więc na pewno tak było!  Zresztą,

po co miałbym kłamać? Tylko się dziwił,

że Książę osobiście zaszczycił handlowy

przybytek. Ale powiadają, że to dla pięknej

Rebeki, córki właściciela, tylko, że jej

akurat nie było, cyganeczki. 

     A chłopak wyleciał z posady...

     - Było mówić, że wszystko jest! - wyjaśnił

właściciel - Bo faktycznie wszystko jest,

tylko wtedy akurat nie było!  Dlaczego tak

bezczelnie kłamałeś? -

     - Nie nie nie wiem...- zapłakał sprzedawca.

     - On nie wie! - zawrzał kupiec.

     I takie bywają czasem zjawiska 

atmosferyczne. Nie każdy nadaje się do handlu.

    

    

 

    

piątek, 10 sierpnia 2018

 

     Słucham czasem muzyki, w której

to słowo często się powtarza. Ale

tym razem chodzi o imię pani Mahler.

Niewielką książeczkę na temat życia

tej Muzy czytam z zainteresowaniem,

choć jej przedmiot - podboje miłosne

Pani Mahler, mógłby uchodzić za niezbyt

poważny. Jednak biografia Fr. Giroud

jest ciekawa i ukazuje kulturowe tło

tego zjawiska: szczęśliwy Wiedeń, 

którego mieszkańcy nawet nie

podejrzewają, co już niedługo się

wydarzy.

      Tak, czy owak ta piękna (podobno) 

i uzdolniona kobieta miała na swym

rozkładzie jeszcze kandydata na

kardynała Wiednia, który zrzucił dla niej

sutannę ;-) kiedy miała 53 lata, sławnego

architekta Waltera Gropiusa, pisarza

Franza Werfla (dwaj ostatni to małżonkowie)

i malarza ekspresjonistę Oskara Kokoschkę

(kochanek). No a cudowny Gucio Klimt ją

sportretował (nie wiem, co to znaczy - kiedy

Witkiewicz portretował, było to raczej jasne).

      Alma miała podobno talent muzyczny,

ale Gustaw Mahler, pewnie z miłości do

niej, zabronił jej kategorycznie zajmować się

muzyką, za to miała zajmować się nim.

"Odtąd twoim jedynym celem jest uczynić

mnie szczęśliwym!" Nie lubiła muzyki

swego męża i być może sama pisałaby

ciekawszą, jednak nie było jej to więcej

dane (większość jej utworów niestety

zaginęła).

    Giroud z odwagą stwierdza, że miłość

do niej skróciła kompozytorowi życie, ale

myśli tej nie rozwija.

      Nietzsche, który, jak wiadomo, miał

również swą Muzę, pisał, że mężczyźni 

powinni być wojownikami, a zadaniem

kobiety jest umilać im odpoczynek.

Nie znaczy to, że dobrze sobie radził

z kobietami. ;-)  Jak wiadomo zalecał,

że nie należy się do nich zbliżać bez bicza.

Ale wiele wskazuje na to, że im ulegał,

a szczególnie niegodziwej siostrze.

      Dalej już nie będę tego dziełka

streszczał, choć robi się coraz ciekawiej!

Pomijam wykwintne konstatacje w rodzaju:

"Alma zachowała się wtedy jak prawdziwa

gęś. Niema, włącza się do ogólnej rozmowy

tylko, aby wygłosić impertynencje lub

głupstwa, oświadcza, że "rozśmieszyła"

ją "Uczta" Platona, opowiada Annie von

Mildeburg, która pyta ją o muzykę Mahlera:

"Znam ją bardzo słabo, a to, co znam, wcale

mi się nie podoba." 

      Warto przeczytać!  Podobnie jak

wspomnienia małżonki Conrada, która

uważała wilka morskiego i moralistę

za tępego i niezaradnego egoistę.

Proponuję tę lekturę zaraz po przeczytaniu

jego "Dzienników."

     Albo relacje dotyczące wielce

małostkowego życia uczuciowego

autora "Małego Księcia", który miał być

w dodatku marnym pilotem.

     Dorzućmy do tego "Dzienniki" Zofii

Tołstoj i wspomnienia małżonki o biednym

Fiedii, który był nieco uzależniony od gry...

i kożuch żony wyciągnął z szafy i przegrał!

       Może to zemsta kobiet za to, że

sprowadza się je do roli matek i Muz?

A może jakieś inne spojrzenie na życie?

Alma na pewno miała duszę i musiało być

w niej coś magicznego. Może się tego

dowiem!

 

 

 

 

czwartek, 09 sierpnia 2018

 

   - Ten, kto pojąłby mowę ptaków i drzew, 

poznałby wszystkie tajemnice świata

a nawet samego Boga. - oznajmił rabbi.

   Ale był tam jeden Wędrowny Żuraw,

który ochrypłym nieco głosem wtrącił swoje

trzy grosze:

    - Ja poznałem mowę ludzi. Uczestniczyłem

nawet w translatorium prowadzonym przez

Wielkiego Mistyka z Wądołów...Ale nie rozumiem

ludzi. Mają podłe serca!  Chwytają ptaki w

zdradliwe sieci i sprzedają na targu, a potem

więzią w złotych klatkach, albo zarzynają. -

    Rabbi milczał.

    - Czy mamy przepędzić stąd to aroganckie

ptaszysko? - spytał ktoś.

    - Ależ skąd!  Zamyśliłem się...Ja też nie

rozumiem ludzi. -

    Wędrowny Żuraw uśmiechnął się.

    - Jeśli nie rozumiesz ludzi, to jak możesz

pojąć mowę ptaków? - spytał.

    - Słucham wierzby płaczącej nad wodami.

I mam nadzieję, że kiedyś zrozumiem mowę

ptaków.  Ptaki nie pytają, dlaczego istnieją,

tylko cieszą się własnym istnieniem. A nim

zapadnie zmierzch wyśpiewują całą swą

tęsknotę. -

    - Mówią rabbi, że jesteś smutny! -

powiedział ktoś.

    - Płaczę jak ona nad ostatnim pogromem. -

    - To tyle lat, rabbi!  Nie szkoda ci łez? 

Nawet oceany kiedyś wysychają i zamieniają

się w pustynię.  Czy przywrócisz życie tej

dziewczynie, którą tłukli pałkami, której

ucięli pierś, odrąbali i nadpalili dłonie? -

    - Niektóre łezki są jak iskierki Boże. - 

rzekł cadyk.

    Na chwilę zapadła cisza.

    - A rozumiesz mowę kozy? -spytał jakiś

wieśniak. - Mam spór z sąsiadem. Niech

zwierzę zaświadczy! -

    Koza zabeczała. Rabbi otrząsnął się, jakby

obudził się z drzemki.

    - Tobie należy się koza, a Ty dasz sąsiadowi

córkę. - rozsądził.

    Ja też tam byłem, ale nie wiedziałem,

o co zapytać.

    - Dobrze, że o nic nie pytasz, mój chłopcze! -

pochwalił rabbi.

    - Ale ja już nie jestem chłopcem! -

    - Nie jesteś! - odpowiedział. - Dobrze, że

to zauważyłeś. Wsłuchuj się uważnie

w to, co mówią ptaki i szepczą

drzewa, a kiedyś wszystko zrozumiesz! 

Lecą tysiące wiorstw, a trafiają do celu.

Ale po drodze wielu z ptaków ginie od

głodu, chłodu, albo od uderzenia w

przeszkody, z rąk drapieżnych zwierząt

i ludzi. Jednak ten, który doleci, wpatrzony

w mętną toń ujrzy purpurową łunę

zachodzącego słońca. -  

      - To smutny widok, rabbi! - westchnąłem.

      - To dopiero początek! - ziewnął cadyk.

      - W okresie lęgowym rozmnażają się,

a potem doglądają potomstwa i zdobywają

pokarm. A kiedy umrą ich dusze ulecą do

nieba. Jaka w tym tajemnica? -

     - Nie każdy ptak to lelek! - zakończył

Widzący - Przecież słowik i skowronek też

nam coś mówią!  "Jest czas żałoby i czas

wesela"...Ale myślisz, że ptaki cierpią

i giną po to, aby niczego nie zobaczyć? 

Poranione, głodne, spragnione i chore,

poczują, że są u kresu swej wędrówki

i że poznały siebie. -   

 

    

 

Zdjęcie nazumi13      

   

 

środa, 08 sierpnia 2018

 

- To już chyba ponad rok upłynął od poprzedniego

ostatniego wywiadu. Czy chciałby pan coś

powiedzieć naszym czytelniczkom?  Na przykład

"Kochane króliczki, kocham was!  Jesteście

wspaniałe! Bądźmy razem!"

- To być może też. -

- Czy nadal zajmujesz się reinterpretacją mitu

o Narcyzie? -

- Raczej już przestałem. Pisałem o nim w "Mitach

przewrotnych" i w "Wywiadzie z nimfą Echo."

Uważam, że Narcyz kochał Echo, a nie swe

własne odbicie. -

- Dlaczego przestałeś? -

- Po przeczytaniu u Fromma, że wszyscy jesteśmy

Narcyzami, pomyślałem, że idea potępienia Narcyza

jest zbyt żywa. Nie twierdzę zresztą, że pojęcia

psychoanalizy są puste. Problem polega raczej

na tym, że o narcystycznej osobowości mówią

najczęściej same Narcyzy. Jest to rodzaj obelgi

i poznawczo nie znaczy wiele więcej niż nazwanie

kogoś wampirem emocjonalnym lub toksycznym

partnerem albo rodzicem...Dziełko o wampirach

emocjonalnych  przeczytałem z ciekawości, 

jakim wampirem jestem. Ale przy okazji ustaliłem,

na jaki rodzaj wampiryzmu cierpiał jego autor. -

- Ja chwaliłam twój mit przewrotny. Czytelniczki,

faktycznie, nie były przekonane.  Powinieneś być

bardziej asertywny! -

- To może opowiem anegdotę? -

- Wal śmiało!...Tylko nie mnie! - 

- Moja była studentka umówiła się ze mną w

kawiarni, a potem odprowadzałem ją do autobusu.

Miała długie nogi i wyprzedzała mnie o parę

metrów. "Nie mogę za panią nadążyć!" - pożaliłem

się. "Zapisałam się na kurs asertywności" -

powiedziała...Ale następnego dnia dzwoni do

mnie i mówi: "Czy pan wie, że ja przez pana

całą noc płakałam?" -

- Dobre...A pozytywne myślenie? -

- To już chyba najstraszliwsza zmora!  

Prawie wszystkie osoby, które mi o nim mówiły,

umarły, a przy innym, bardziej realistycznym

nastawieniu do życia mogłyby żyć!  Została mi

książka z dedykacją "Chcieć to móc! Nie ma takiej

rzeczy, która jest niemożliwa." Czasami otwieram

ją w nocy i płaczę... -

- Coache i terapeuci nieźle z tego żyją! 

Pacjent powinien płacić aż do spotkania z Bozią.

Ale ty, taki twardziel i płaczek? -

- Ano tak!...Ale słowo Bozia wywołuje we mnie

paniczny lęk. -

- Dlaczego w twoich opowieściach śmierć jest

grabarką i trochę sobie nawet popija? -

- A jak by pani była śmiercią, to czy byłoby pani

łatwo?  Grabarka...Przecież jak liście jesteśmy! 

Inna sprawa, że śmierci trudno szukać na

cmentarzu. -

- No dobra!  Nie jestem przekonana, ale...

Zapytam inaczej. Jesteś filozofem. Ale w twoich

tekstach tego zupełnie nie widać.  Czy to jakiś

eskapizm? -

- Uważam, że literatura i filozofia to dwie różne

rzeczy.  Znam ludzi, którzy codziennie powtarzają:

"Jestem filozofem, jestem poetą, jestem uczonym,

jestem artystą, jestem mędrcem!" i zyskują poklask.

Pewien mądry Chasyd powiedział kiedyś słusznie,

że ludzie tacy przypominają pszczoły, hucząc te

swoje "Ja jestem! Ja jestem! Ja jestem!" ...Nie

powiem więc nawet: "Jestem nikim!" -

- Boisz się, że ktoś to może potwierdzić? -

- Ależ to cudowne być nikim!  -

- Zero odpowiedzialności? -

- Za rolę, jaką w życiu odgrywamy, odpowiadamy

zawsze. I za to, czy potrafimy być człowiekiem. -

- A więc jednak - romantyczny patos? -

- Życie jest snem. Ale przecież morderca nie

może się tłumaczyć - zamordowałem we śnie!

Mam taki świat wewnętrzny, że czasami mi się

kogoś zamorduję. A nieraz nawet się opłaca!

Moi koledzy z SS też tak mają! -

- I tu wracamy do twych opowieści o inspektorze

Nezumim. To twoje alter ego? -

- Może i tak. -

- A coś więcej? -

- Lubię je! -

- A te o widmach i upiorach? -

- To osobny temat. Inspektor Nezumi daje mi

okazję do pewnej zawoalowanej autoironii,

a opowieści niesamowite lubię od dzieciństwa.

Jednak w istocie interesuje mnie granica

między światem żywych i umarłych.

- To co, kończymy?  Koniec i trąba, a kto

czytał ten bomba?  Przezwyciężyłeś już

własne ego? -

- W życiu! ...Ale może po śmierci mi się

to uda! -

- Wiesz, że niektórzy mają ci za złe, że się

jeszcze nie zabiłeś albo nie umarłeś? 

Ciągle się z nimi żegnasz.  To jest naprawdę

irytujące!... 

- Przykro mi, jeśli sprawiam zawód. -

- ...To, co buziaki dla naszych czytelniczek? -

 

- Zniknął gdzieś...Poczekajmy aż opadnie

mgła! -

 

 

 

 

 

 

wtorek, 07 sierpnia 2018

 

     Przeczytałem niedawno, że Iwaszkiewicz

lubił wspominać zmarłych przyjaciół.

Dlatego listopadowe święto nie wywoływało

w nim przygnębienia, choć uważał, że niektórzy

się pośpieszyli.  Ale wspominał ich także

przy różnych innych okazjach.

    Ja też czasami sobie ich przypominam lub

nawet z nimi rozmawiam, ale rzadko o tym

piszę.  Ich los nie jest szczególnie szczęśliwy.

A wszystko, co można powiedzieć o bliskiej

osobie to tylko nasze odczucia i wyobrażenia,

choć zdarza się, że wkraczamy też na twardy

grunt faktów. Ale te tzw. fakty, to chyba rzecz

najmniej ciekawa w drugim człowieku, choć

zwykle o nich gada się najwięcej.

       Wpadł mi przed chwilą w ręce mój tekst

z poprawkami przyjaciela naniesionymi

delikatnie miękkim ołówkiem.  Drobne redakcyjne

poprawki bez większego znaczenia...Ale 

charakter pisma - uporządkowany, jakby składał

się z osobnych, wykaligrafowanych literek,

przypomniał mi nasze ostatnie spotkanie.

     Otworzył drzwi i rozpromieniony

wyznał, że nigdy jeszcze nie był tak

szczęśliwy. Opublikował dzieło swego życia

i poznał osobę, z którą zamierzał się ożenić.

Ale ponieważ osoba ta akurat u niego była

nie warto było psuć im pięknego wieczoru

i po wyrażeniu mojej radości z tego, co

usłyszałem, udałem się na spacer. Przyjaciel

mieszkał w okolicy Alei Ujazdowskich,

zniknąłem więc szybko w parkowej zieleni.

      W tym czasie bardziej byłem myślami

obecny w Londynie i w końcu tam

pojechałem, a po powrocie zostałem

powiadomiony o tym, że przyjaciel nie żyje.

Byłem tym całkowicie zaskoczony, bo od

naszej rozmowy minęło nie więcej niż pół roku.

A jeszcze bardziej zdziwiła mnie czyjaś

relacja, że ostatnie miesiące życia spędził

w głębokiej depresji i dość wstrząsające

okoliczności jego śmierci.  Nie chcę tu

o niej obszerniej pisać - wspomnę tylko,

że według tej relacji, śmierć jego nie była

wprawdzie samobójcza, ale miała jakiś

związek z jego stanem psychicznym.

Relacja ta była zresztą wielce enigmatyczna,

choć pochodziła od osoby, z którą mój

przyjaciel miał bliski, niemal codzienny

kontakt, który w jakimś momencie ustał

nagle. Przyjaciel podobno nie odbierał

telefonów i nikogo nie wpuszczał do

domu.

      Odejście dwóch kolejnych przyjaciół

było równie dramatyczne. Jeden zmarł

następnego dnia po rozmowie, w której

mu powiedziałem, że "wszystko będzie

dobrze."  Przyczyną jego śmierci był

zabieg, który niezwykle rzadko kończy

się zgonem. Niemniej, chyba było to

jakieś przeczucie, pożegnał się czule

z najbliższymi i był bardzo smutny.

      Od tego czasu słowa: "Wszystko

będzie dobrze" nabrały dla mnie

nieoczekiwanego sensu. Uświadomiłem

sobie, że znaczą tylko tyle...Bez względu

na to, co się stanie, wszystko będzie

dobrze.

     Ale pewien demoniczny aspekt 

towarzyszył kolejnemu odejściu. 

Któregoś letniego dnia w notesie

narysowałem śmierć.  Zdarzyło się to

jeden jedyny raz, ponieważ zwykle

rysowałem w nim ptaki. Oczywiście

śmierć nie wyglądała tak, jak ją sobie

najczęściej wyobrażamy, ale ja 

wiedziałem, że jest to śmierć i przez

cały dzień nie mogłem się uspokoić.

A późnym wieczorem zadzwonił telefon,

że osoba ta przewróciła się i jest w

stanie śpiączki.  Zmarła pół roku

później, ale nie odzyskała przytomności. 

     Być może, wiedząc o jej chorobie,

niepokoiłem się o nią. Ale kto mógł

przewidzieć, że krótki, wakacyjny wyjazd

tak się skończy.

     Każdy ma pewnie równie smutne

przeżycia, a także poczucie wdzięczności

wobec przyjaciół i wspomnienie

wspólnie spędzonych chwil.  A śmierć

bliskiej osoby zawsze nas zaskakuje.

Nie chcę więc na ten temat filozofować...


     

    

 

    

 

 

 

poniedziałek, 06 sierpnia 2018

     

      sowa płynęła nocą po oceanie nieba

      nie wiedziała dokąd leci moje drogie dzieci

      niebawem pewnie wróci i ze snu nas ocuci

      głucho nocą ale bać się ptaszyska nie trzeba

      pozbierajcie zabawki i do snu się ułóżcie

      a ja w tej wierzbie starej znajdę legowisko

      a kiedy ranek z mgieł siwych już się przejaśni

      zaczniemy opowieść nową i ożyje wszystko

      bo nawet wiedźma wiedzieć nie może niewiedzy

      a kropla w ziemię pada nie słysząc o deszczu

            

 

     

      

niedziela, 05 sierpnia 2018

 

      Jeśli ktoś spostrzegawczy zauważył,

że wieczorem nie umieściłem wpisu, to

spieszę z wyjaśnieniem, że dopiero około

trzeciej taksówka dowiozła mnie do domu

z tzw. seminarium. To miłe spotkanie

przyjaciół i znajomych, połączone ze

słuchaniem pięknej (na ogół) muzyki.  

     Była też oczywiście odrobina alkoholu.

Po wypiciu kilku rodzajów piwa, dyskusja

w cieniu wieczoru bardzo się ożywiła.

A dotyczyła istoty filozofii i polskości.

A polskość polega, jak się zgodzono, 

na tym, że Polaka nie można do niczego

zmusić. Jest, jak kto chce! Japończykowi,

czy Niemcowi, Rosjaninowi, można coś

kazać, a i chętnie czasem doniesie na

sąsiada, a Polakowi - nie.

      Później zaś, już przy dobrze schłodzonej

wódeczce oddawaliśmy się muzycznym

wrażeniom w gronie wytrawnych koneserów.

I dopiero kieliszek soplicy tak wszystkich

przytkał, że nikt już nie chciał następnego, a moi

młodsi znajomi patrzyli na mnie z troską

(czy przeżyję), bo sami nie mogli się już za

bardzo podnieść.

     A ja świeżutki nie tylko miałem siłę wstać

i nie spadłem ze schodów, ale jeszcze

włączyłem piękną muzykę na przebudzenie.

Było to konieczne, bo przyjaciel zasnął

w fotelu.

      Jakie to dziwne wrażenie: Obudziłem

się bez najmniejszego kaca, a smak tej

Soplicy tak mi przypadł do gustu, że

chętnie wypiłbym drugi kieliszek, po

którym pewnie rzeczywiście bym już

nie wstał i obudziłbym się w raju, o ile

Św. Piotr nie zgubiłby gdzieś kluczy.

       Za rok kolejne seminarium, na którym

mamy już sami muzykować, bo jeden

ze znajomych ma kolekcję gitar

akustycznych. Ja miałbym grać na

basie ;-)

sobota, 04 sierpnia 2018

 

 

     W katedrze żyją marmury. Królowa

spoczywa obok króla. Chociaż umarli,

nie śpią i dłonie wznoszą w modlitwie

do Boga. Wykuci są oboje w kamieniu

przypominającym kolor piasku. 

Brodaty król jest nieco starszy od

królowej. Spokojnie tu, ale idąc przez

korytarz łatwo wejść na groteskową płytę

grobową jakiegoś jegomościa - biskupa,

dostojnika, albo muzyka, którego kontur

ciała zarysowany na posadzce przypomina

dziecięcy rysunek ducha. W zależności od

tego, jak pada światło i jak rozkładają się

cienie, widzimy coś zupełnie innego.

      Czy małżonkowie kochali się, tego

oczywiście nie wiemy. Małżeństwa

podyktowane były nie uczuciami, ale

interesami dynastycznymi. Jednak

miłości można się nauczyć.

      Gdybym był tu sam, musiałbym

zagłębić się w metafizykę tego miejsca.

Ale obecność drugiej osoby sprawia, że

nie chłonie się tak nastroju i nie szuka

odpowiedniej myśli. Jest to zaledwie

pewien epizod w byciu we dwoje, które

obejmuje też noc i następny dzień,

i wszystko to, co wydarzyło się wcześniej.

Nawet w ciszy słyszysz jej kroki obok

swoich, a czasem i bicie serca.  Królowa

i król będą ze sobą na całą wieczność,

albo przynajmniej do najbliższego pożaru

lub nalotu lotniczego.  Ale wasz ziemski

związek jest nietrwały i kruchy, jakbyście

to wy byli jakimiś marami. Jednak obiecałem

o tym nie pisać!

       Moją uwagę zaprzątnął na chwilę pewien

złocony starofrancuski napis:

      

        "J'ay bien cause se je crye hahay,

         Quant mon amy me veult abandoner."

        ("Mam dobry powód wołać "Niestety!"

         Gdy moja miłość postanowiła mnie opuścić.")

       

        "Co teraz zrobię? Co ze mną będzie?" - pyta

dalej. Czy to możliwe, aby w przestrzeni liturgicznej

pojawiały się takie teksty?

        - Ależ możliwe! - odpowiada Pan Diabeł. - Od

tego przecież jestem, aby duchowość zamieniać

w żar namiętności!  Kiedy pojawiają się promienie

słońca mięknie nawet najchłodniejszy sopel lodu. -

       - Z kim tak rozmawiasz? - pyta moja towarzyszka.

       - Z Panem Diabłem...Chyba. -

       - Ach, po diabła nam ten diabeł!  Żadnego z niego

pożytku!  Skąd wiedziałeś, że tak to się tłumaczy?

Przecież nie znasz starofrancuskiego. -

       - Wyczytałem to z gwiazd, mon ami...I z tego

oto przewodnika dla dusz czyścowych. -

       - Patrzę w niebo, ale widzę tylko kamienne

sklepienie i płomyki świec zamiast gwiazd. A tego

diabła wymyśliłeś? -

       - Ależ skąd! -

       W samotności figura diabła wydaje się czasem

czymś niezwykle ważnym. Ale, kiedy spotykasz

diabła w przelocie, to nawet, gdy jest elegancko

ubrany i ma nienaganne maniery, mimo woli

nie poświęcasz mu zbyt wiele uwagi. Diabeł o

tym wie i nie domaga się od ciebie elektronicznego

podpisu.  Do piekła wejść możemy na kartę

zbliżeniową...Wystarczy jedno zbliżenie. ;-)

 

 

 

 

------------------------------

 

Nota o Autorze

 

Nazumi13, znany też jako Nezumi, jest blogerem

od końca 2011 r.  Jego blog od lat lubiany jest 

przez czytelników. Kiedy powstał zaopatrzony 

był w motto "O tym, czego doświadczam i co

odkrywam w przestrzeni mojego życia." (czy

jakoś podobnie). Później zostało ono zmienione

na słowa wypowiedziane przez rabbiego Nachmanna

z Bracławia: "Niech twoje spojrzenie będzie dobre!'

Musiałem je jednak usunąć, bo nie pasowały do

obecnego szablonu i obecnie mój blog nie ma

żadnej autocharakterystyki. 

     

       

 

 

      

piątek, 03 sierpnia 2018

 

    Napis na nagrobku głosił:

"A remarkable woman.

No one could be more..."

    Resztę zasłaniały polne

kwiaty.

    - Zrób mi tu zdjęcie! -

poprosiła B.  i uklękła

obejmując tablicę.

    Jeszcze całkiem nie

wytrzeźwiała i była jakoś wyjątkowo

blada. Mimo to próbowała uśmiechnąć

się. 

    - Dobrze! - powiedział B. - Ale

to już ostatnie. I pójdziemy na herbatę...

    Kiedy zrobił zdjęcie oparła się

mocno na jego ramieniu.  Musieli

usiąść na obramowaniu grobu. Pod

jej bluzką zobaczył ogromną ranę,

otamowaną jakąś ścierką. Przymknęła

oczy i zaczęła drzemać.  Chciał ją

zabrać do szpitala, ale nie pozwoliła mu.

    - Dlaczego mi nic nie powiedziałaś? -

spytał - Przecież może dojść do zakażenia.

Nie chcę cię stracić! -

    - To przez tą japońską muzykę. I dlatego,

że wyszedłeś na pół godziny. -

    - Wyszedłem, bo czułem, że chcesz

zostać sama...Jak się czujesz? -

    - Przeżyję! -

    Wsiedli w autobus numer 24 i wysiedli

przy kościele. Do domu było parę kroków.

    - Wejdźmy tu! - powiedziała B. - W kościele

wyglądasz jak Józef K. -

    - Masz szczęście, że nim nie jestem. -

rzekł B. - Sonia to nieubłagany wyrok!

    - Coś ci się pomieszało, mój geniuszu! 

Sonia to Dostojewski, nie Kafka!  Ale i tak

zrobię ci zdjęcie. Siądź w tej ławce przy

krzyżu...Tylko nie rób takiej smutnej miny. 

To ma być wyobcowanie.  Wiadomo już,

że dzisiaj nie wejdziesz do urzędu.

Ani jutro! -

     B. przysiadł w półmroku.  B. zatańczyła

przez chwilę i jej ukochany Olimpus zrobił

zdjęcie. 

     - To co, idziemy do domu? - zapytał.

     - Tam może być David!  Dałam mu klucze,

żeby się wykąpał.  Nie wystrasz go!  Wiesz,

jak on ciebie kocha.  Pewnie już zjadł

wszystkie fusy od herbaty i na nas czeka. -

    Ale Davida nie było. Zostawił kartkę,

na której napisał "Love from everything to B!"

    - Widzisz, jak cię lubi!  Na pewno nie chciał,

żebyś się o niego niepokoił...Albo robi już

swój biznes plan. -

    Matematyk David co pewien czas wcielał

się w postać biznesmena o nazwisku

Miyamoto. Musiał wtedy robić biznes plan...

Kiedy policja go aresztowała, powiedział, że

jest Bogiem a oni złamali mu rękę.  Ale to

nie była ta ręka, którą zapisywał biznes plan.

B. domyślał się, że David na pewien czas

zniknie i pojawi się, żeby pożyczyć

dwadzieścia funtów.

      B. zajrzała do lodówki. Ale lodówka była

pusta.

     - To ty tu sobie posiedź, a ja kupię nam

coś na kolację! -

     - Wykluczone! Jadę z tobą...A przecież

sam coś mogę kupić!  Chyba lepiej jak

odpoczniesz. -

     Uparła się.  Nie wiedział, czy wróci. 

Jeśli kupi whisky, to wypije ją w parku.

On też się uparł.  I wyszli razem.

     - Nie chce mi się jechać do tego

potwora i stać w kolejkach. Chodźmy lepiej

do parku! - zaproponowała.

     Była upojna, letnia noc.  A kiedy

wchodzili do parku, zobaczyli mnóstwo

małych króliczków biegających wesoło to tu,

to tam. To musiał być dobry znak!

     - Chociaż to taki smutny dzień i wciąż

martwię się o ciebie, jestem szczęśliwy -

wyznał, kiedy weszli między drzewa. 

- Jesteśmy razem...

     - A ja jestem bardzo nieszczęśliwa,

bo nie mogę się napić!  Mój mózg

szaleje jak wściekła wagina.  Nie

chciałbyś mnie zabić? -

     - Już próbowałaś. - powiedział cicho.

- Lepiej się przejdźmy!  Ktoś musi być

szczęśliwy, żeby ktoś inny mógł być

nieszczęśliwy. -

     - Mówisz jak ona...Mój kochany lisek!

Gdzie ona teraz jest?  Trzy metry pod

ziemią?  -

     - Sama mówiłaś, że ona teraz śpi.

To my czujemy to wszystko, a ona jest

spokojna. -

     - Darkness without no sorrows. - 

     - Jest zupełnie gdzie indziej. Daleko

stąd i nic jej nie brakuje. -

     - Ale ty żyjesz, a ona nie. A może lepiej,

gdybyś to ty umarł!  -

     B. poczuł jak łzy napływają mu do oczu.

     - Nie jestem cudotwórcą. Nie mogłem jej

uratować. - powiedział.

     - A przecież ty wiesz wszystko i czujesz

wszystko. -

     - Nikt nie wie wszystkiego. Nawet ja...- 

     - Zobacz, są tu! -

     - Kto? - spytał. 

     - Króliczki...Ładne wybrałam lilie na grób? -

     - Piękne! Masz artystyczny gust! -

     - Jej by się podobały? -

     - Na pewno! -

     - Powiesz mi, jak mam dalej żyć? -

     - Nie pij! -

     - I to wszystko? -

     - Na razie - tak! -

     - Przecież jak jesteś, to nie piję. Musiałeś

wyjść? -

     - Księżyc świecił. Musiałem się przejść.

Musiałem być przez chwilę sam...Chciałem,

nie musiałem. Myślałem, że jak wyjdę, to

przestaniesz mnie dźgać!  -

    - To ta muzyka...Wiesz, że ona zakradła się 

w nocy do alkowy i ucięła mu, a kiedy otworzył

oczy, zaczęła się z niego śmiać. Zrobiła to z

miłości do niego. Była zazdrosna... - 

    - Ach ci Japończycy!  Musiała go na prawdę

bardzo kochać! -

    - Ty tego nie zrozumiesz!  Miłość jest okrutna

i inaczej być nie może. -

    - Jak w przysłowiu: "Zawzięta osa jest bardziej

niebezpieczna niż drzemiący tygrys." Wiesz, że

uwielbiam orientalne przysłowia...Ale, czy naprawdę

musiałaś to zrobić? -

    - Bo wyszedłeś...-

    Usiedli na ławeczce.  Para srebrnych lisów

zbliżyła się do nich na niewielką odległość.

Księżyc był w pełni. Było bardzo romantycznie.

    - Kocham cię najbardziej na świecie. -

powiedziała B.

    - Wiem o tym. -

    - Tylko nie myśl, że jestem pijana. -

    - Nie myślę tak.  Po pijanemu mówisz, że

kochasz mnie bardziej niż matkę, ojca i

kogokolwiek na świecie. I że nawet jej tak

nie kochasz. -

    B. po raz pierwszy tego dnia uśmiechnął

się.

    - Bo to prawda! - zapewniła. - Nie chcę być

wobec ciebie jak ten Syn Marnotrawny. -

    - To ci chyba nie grozi, chociaż jesteś bardzo

zdolna...Zresztą jesteś tylko o siedem lat ode

mnie młodsza. -

    - Ale chcę być twoją córeczką! -

    - Wolałbym być twoją mamą niż tatusiem.  

Tatusia zresztą masz. - 

    - A pamiętasz te trumienki dzieci na

obrazach w Tate Galery? -

    - Pamiętam, bo mi nic innego nie dałaś

oglądać! - 

    - Jak to nie?...A naszyjnik, w którym ścięto

Marię Stuart?...A gdybyś miał do wyboru: 

ścięcie albo powieszenie, to co byś wybrał?

Ale są tylko te dwie możliwości... -

     Nie wiedziała, że B. zamyśli się nad

tym tak głęboko.  Zawsze przerażało ją,

kiedy nagle milknął i stawał się nieobecny.

Czuła wtedy, że jej nie potrzebuje, nie

pragnie. To Konfucjusz napisał:

"Prostaka i kobietę trzymaj na dystans." 

Powiedział jej to kiedyś, ale miał na myśli

nie ją, ale zupełnie inną osobę.  

     Ale B. nie uważał jej za prostaczkę.

Patrzył w rozgwieżdżone niebo i czuł

miłość, a nie zranienie i lęk.  

    - Jutro nie będę ci przeszkadzała.

Możesz sobie pisać przez cały dzień.  

Dostaniesz papier i wieczne pióro

...Ale jak będziesz chciał, to pojedziemy

gdzieś. - dodała. - A wieczorem zrobię

ci potrawkę z salmona! - 

   B. domyślał się, że po piętnastu minutach

B. zapyta go, czy już napisał.  Ale i tak

był szczęśliwy.  Przez piętnaście minut

można napisać najpiękniejszy miłosny

poemat!

   

 

 

 

 

 

czwartek, 02 sierpnia 2018

 

   "Najstraszliwszą siłą na świecie jest pokora.

Ukorzyć się to zwyciężyć zło pięknem własnej

miłości." - napisał Fiodor Dostojewski.

    Dziwną właściwością owej straszliwej mocy

jest to, że w realnym świecie niczym pozytywnym

nie skutkuje. Dlatego poczytywana bywa też za

szczególną słabość.  Pokora i miłość mogą

przynieść ulgę temu, kto mógłby czuć się

zmiażdżony, bezsilny i upokorzony, ale nie są

dla innych żadną ulgą w cierpieniu...I może jeszcze

dwóm, czy trzem wrażliwym duszom na tym świecie.

     Piękno miłości to rodzaj piękna, na który

ludzie są najczęściej ślepi, dopóki jakieś

zdarzenie lub zdarzenia życia, nie otworzą

oka ich duszy na współczucie.

     Zwykły człowiek zawsze rozróżni.

Płonie getto? A to przecież "Żydki się

palą!"  Jak w piosence: "Wietnam, Wietnam 

pali się, Wietnamczyki, skurczybyki, 

spierdalają gdzie się da."  Osiemset milionów

dzieci na świecie przymiera głodem...Bo

oczywiście leniom nie chce się pracować!

Mnożą się jak robactwo i umierają jak

robactwo! Zamarza w zimie bezdomny?

Za dużo pił wódki!

   




środa, 01 sierpnia 2018

,

 

     "Wół w zaprzęgu przez bagna dociągnie

do brzegu." - mówi staroindyjska mądrość.

Ale dzielność i wytrwałość wobec

przeciwności losu nie są wcale czymś

częstym.

     Jednak starożytny wieszcz zaleca pogodę

ducha. 

     "Śmiej się z trosk i utrapień, bo śmiech

jest nadzieją, że ci będzie się jeszcze

powodzić. Wszelkie smutki naówczas

w twych oczach zmaleją i opadną jak fale

powodzi."

     Wielu pewnie się z nim zgodzi. Nie

trzeba być psychoterapeutą, żeby

zauważyć, że warto w sobie gromadzić

pozytywną energię i pewien zasób 

optymizmu.

     Trudniej jednak przejść do konkluzji:

     "Uznaj fakt, że cierpienie jest prawem

natury i nie przejmuj się zbytnio, gdy boli."

     O to już niejeden się potknął i potknie...     

 

wtorek, 31 lipca 2018

 

     Smętny dzień. Za 10 złotych, które dostałem

za jedną z płyt z XVII-wieczną muzyką pewnego

niemieckiego kompozytora, kupiłem sobie na

przecenie siatkę brzoskwiń, dwie saszetki dla

Mitsuko i wodę mineralną. Piękna muzyka,

melancholijna, taka jaką lubię...Nazywała się

"Vanitas Vanitatum." (Bardzo dobra

kapela i głosy z chóru, i instrumenty dęte).

Niemiecka muzyka z tego okresu stała na

niezwykle wysokim poziomie...I wszystko to po

to, żeby zjeść kilka owoców i napić się wody.

Takie jest czasem życie w babilońskiej niewoli

- choć bywało o wiele gorzej.

     Teraz żałuję, że nie zaniosłem Eroiki z

Karajanem. Nie lubię Karajana i nawet

spakowałem płytę do torby, ale przypomniało

mi się, jak on się cieszył z tych późnych nagrań,

dokonywanych techniką cyfrową. Podziwiał

Japończyków, a to CD wyprodukowano w Japonii.

Współczucie zawsze mnie doprowadza do ruiny ;-)

     Ale ponieważ bez muzyki dzisiaj nie mogłem

się obyć posłuchałem kilku nagrań Richtera z

archiwum BBC. Genialna jest w jego wykonaniu

Sonata h- moll Liszta. (Nagranie koncertowe z

1966 r).  A później jeszcze posłuchałem kilku

innych nagrań sonat Haydna i czterech suit

Haendla ( z trasy koncertowej z Gawriłowem,

1979).

     Richter nie grał stylowo. Nie miał do tego

koniecznej wiedzy, ani nie zależało mu na jej

zdobyciu. W jego haydnowskich sonatach

usłyszeć można perkusyjny rytm wywodzący

się od Prokofiewa.  A mimo to jego

nagrania są często absolutnie genialne, a 

ich ekspresja zupełnie wyjątkowa.  Ma się

czasami wrażenie, jakby stawał się jednością

z muzyką, którą grał. 

         Podoba mi się anegdota, którą ktoś mi

opowiedział. Richter leci z Moskwy do Londynu,

wysiada z samolotu, wchodzi na salę koncertową,

tak jakby publiczności w ogóle nie było, kładzie

obok fortepianu teczkę, gra, a potem kłania się

słuchaczom, zabiera teczkę, wychodzi

i wsiada w samolot.  Ale kiedy gra jest całkowicie

zatopiony w muzyce. Być może jacyś agenci

go obserwują, ale on o tym nic nie wie.

       Różne są anegdoty o wielkich ludziach, także

o pianistach. Rubinstein - patriota, człowiek

lubiący sławę i luksus, i nawet w

zaawansowanym wieku, kiedy już chwilami

nie pamiętał, co gra, uwielbiający młode kobiety...

Horowitz, o który mówiono, że ma taką technikę gry,

jakby miał po sześć palców u każdej dłoni...Gould. 

Pamiętam wywiad z Gouldem, w którym 

naśmiewał się z tytułu filmu z jego muzyką,

zmieniając go na "Bitch on The River Hudson."

Podobno Gould był perfekcjonistą i nagrane wersje

utworów przechowywał w archiwum, niby w

lodówce, po to, aby po jakimś czasie umieścić

na płycie najlepszą.

        Grali zgodnie z tym, co dyktowała im muzyczna

wyobraźnia. Krótki utwór mógł być grany trzy

razy dłużej niż to zwykle robiono, można go było

odrzeć z ozdobników, zwolnić lub przyśpieszyć

tempo.  Do takich rzeczy ma prawo tylko prawdziwie

wybitna osobowość.  Oczywiście bywali po latach

ostro krytykowani. Pamiętam nawet taki tekst, w

którym ktoś napisał, że nie można już grać w

tak dyletancki sposób jak Horowitz, bo istnieje w

końcu muzykologiczna wiedza.  Staruszek Rubinstein

grał nokturny Chopina z takim absolutnym spokojem,

że Chopin byłby pewnie tym zdumiony. Ale to jest

wyjątkowo piękne nagranie.  A podobnie zadziwiające

jest to, co robił czasem Richter z sonatami Schuberta,

a Gould z sonatami Mozarta. 

       Mnie stylowe nagrania cieszą, lubię delikatne

brzmienie starych fortepianów i doceniam wiedzę. 

Uważam też za coś niezwykle ważnego należyte

odczytanie intencji kompozytora. Na tym polega

postęp w praktyce interpretacji wielkiej muzyki

przeszłości.

      Ale osobowość artysty zawsze pozostanie

decydująca.  A kto teraz tak gra, jak Sokołow,

największy chyba pianista naszych czasów,

albo jak Martha Argerich.

     Wszystko jest na świecie jak wiatr i dym,

i niedługo już nas tu nie będzie. A ludzie

zawsze chyba będą chcieli słuchać pięknej

muzyki...

 

 

 

 

 

 

poniedziałek, 30 lipca 2018

    

    Dzielna_myszka_nie_moje

    

     Czytam jeszcze raz kilka pierwszych

stron "Krainy śniegu" Kawabaty i

porównuję z wrażeniem, jakie na mnie

kiedyś zrobił początek "Idioty"

Dostojewskiego.  "Idiota" od początku

mnie pochłonął i czytałem go za każdym

razem nie dłużej niż trzy, cztery dni.

Kawabatę czytam tak uważnie, jakbym

bał się, że coś przeoczę.  Bywa, że

ze trzy razy oglądam te same kilka zdań

i nie jestem wcale pewien, czy nie

umknęło mi coś z nastroju czy obrazu,

jaki chciał ukazać. W końcu książeczka

jest cieniutka. ;-)

     "Idiotę" czytałem też trochę po

rosyjsku.  I i ja mogę chyba powiedzieć,

że "jest we mnie coś z Myszkina."

Początek tej powieści wprowadza od

razu w nastrój całości dzieła, w jego

niedopowiedzianą do końca, złowrogą

tajemnicę.

      Kawabata zaczyna od subtelnego

opisu podglądania w szybie pociągu

twarzy młodej kobiety, która wcześniej

wychyla się przez okno i rozmawia

ze stojącym na peronie kolejarzem. 

Podglądającemu, który, jak się okaże,

wysiądzie przypadkiem na tej samej

stacji, dziewczyna (jak ją w duchu

nazywał) wydała się poważna i piękna.

Ale nie jechała sama...(Motyw

podglądania ma, jak wiadomo, długą

tradycję w literaturze i sztuce japońskiej).

      Co dalej robi pisarz? Opisuje

spotkanie bohatera z inną kobietą,

a później historię ich poprzedniego

spotkania.  Ta dziewczyna nie była

wprawdzie gejszą, ale spełniała nieco

podobną rolę.  Mężczyzna chciał się

z nią zaprzyjaźnić, a potem przyjechać

do tej samej miejscowości z żoną

i z dziećmi, żona miałaby też

miłą towarzyszkę, ale przedtem zażądał

od niej, żeby sprowadziła mu jakąś

gejszę.  Dziewczyna poczuła się nieco

urażona...

        A w chwilę potem podjechał

autobus nocny, do którego musiałem

wsiąść. Na przystanku było ciemno,

a ja mimo to nie mogłem oderwać się

od książeczki, którą z taką uwagą

studiowałem.   

      Lubię i cenię, i czasem też naśladuję

Kawabatę. A końcowe zdanie w notce do 

angielskiego przekładu "Tysiąca żurawi":

"Kawabata died by his own hand on

16 th April 1972" poruszyło mnie tak

bardzo, że przeczytałem potem opis jego

śmierci i krótką psychologiczną analizę

jej motywów.  Kawabata odszedł cicho

z nadzieją, że jego samobójstwo pozostanie

niezauważone. Mishima, może to kwestia

różnicy temperamentów, tak, że nie sposób

było tego nie zauważyć.

      Świat zmienia się nie zawsze tak,

jakbyśmy tego chcieli, a życie trwa chwilę. 

Ale do tego, żeby żyć, a czasem też, żeby

umrzeć, konieczna jest determinacja.

      W autobusie już czytać nie mogłem.

Jakaś młoda kobieta tłumaczyła drugiej,

że w korporacji jest tak, że na pewno

ktoś ją zauważy.  Musi być tylko

dyspozycyjna, a na pewno komuś, kto jest 

wyżej, wpadnie w oko i z nią porozmawia,

a może nie tylko.  Przecież oni tam na

górze spotykają pracowników. 

     

   

 

 

 (zdjęcie z przestrzeni internetowej)

 

 

 

 

 

 

 

niedziela, 29 lipca 2018

 

    Augustus Pablo odszedł z tego świata w

wyniku choroby określanej mianem "mental

disorder."  Ale pozostawił po sobie wyrazistą,

piękną, introwertyczną i melancholijną muzykę,

i niepowtarzalne brzmienia, które wyczarowywał

z instrumentu, który wcześniej był jedynie

zabawką dla dzieci. W muzyce reggae jest jedną z

najwspanialszych postaci (nie lubię słowa 

klasyk). Ale to po prostu wyjątkowy, przemawiający

do wyobraźni artysta, który miał duszę. 

 

 

        A utwór, czy nie cudowny? ...A w drugim planie słychać

jak słynny Earl "China" Smith delikatnie srebrzy, albo nawet złoci na

akustycznej gitarze.

     _____________________

    Tytuł wpisu zaczerpnąłem z ilustrowanego pięknymi zdjęciami

wywiadu z Augustusem Pablo, które w 2010 r zamieściło

czasopismo "Waxpoetics"  (nr 43).

 

 

 

 

sobota, 28 lipca 2018

   KWIATKI_JESIENNE_OGRD    

 

        Piękny motylu 

        dlaczego już nie marzysz

        o przebudzeniu

       

 

        We mgle porannej 

        upiory szepczą ciszej 

        niż przy księżycu

        

        

         

        To wilki wyją 

        możesz spokojnie jechać

        nie ma tu ludzi

 

 

 

        Zjadłem brzoskwinię

        ale nie osiągnąłem 

        nieśmiertelności

 

 

       

 

       Zdjęcie nazumi13

piątek, 27 lipca 2018

 

    Słucham czasami Marka Grechuty,

którego występ widziałem kiedyś w

"Piwnicy pod baranami." "Pomarańcze

i mandarynki" i "Ocalić od zapomnienia"

to moje ulubione jego piosenki.  Ale

jak tu nie kochać Tuwima i Gałczyńskiego?

...No i jego, Marka, kiedy był u szczytu 

swych możliwości.

    Ale ostatnio szczególnie utkwiły mi

w pamięci te słowa z wiersza Ewy

Lipskiej: "Była już taka miłość, ale

nie ma pewności, czy to była nasza."

Są bardzo smutne.

   "Droga za widnokres" to jak objaśnia

Pan Wyszogrodzki, którego miałem

okazję poznać, szczególna płyta, może

nawet najlepsza w dyskografii Grechuty,

zrywająca z romantycznym wizerunkiem

artysty i ukazująca niepokój współczesnego

świata.  Dodam, że jest muzycznie bardzo

udana.  Chociaż mnie się najbardziej

podobają bonusy dołączone do niej na CD -

dwie pięknie zaaranżowane wersje piosenek,

które mogłyby być ozdobą każdej płyty z

najlepszą muzyką świata.

      Ale jako utwór poetycki właśnie

wiersz Lipskiej...Jest pesymistyczny.

"Był już taki egzamin z historii, ale

wszyscy oblali i pozostał po nich

uroczysty cmentarz. Nie ma pewności,

czy wszyscy oblali, ale jest pewność,

że pozostał po nich uroczysty cmentarz."

     Cytuję z pamięci...Miałem kiedyś

tomik Lipskiej, ale zaginął.  Nie ma

pewności, czy zaginął, ale jest pewność,

że go nie mam i że nie potrafię sobie

przypomnieć graficznego układu tego

wiersza.

    Ale całkiem dołujący jest inny

fragment wiersza-piosenki: "Byli już

tacy ludzie, ale nie ma pewności, że

to byliśmy my." To chyba zaraz po

tym, kiedy poetka mówi: "Były już

takie pteranodony..."

    Historia bywa tragiczna w swych 

krwawych ofiarach, ale tragiczne

jest też to, że ludzie nie potrafią

istnieć w sposób autentyczny i

że nie ma pewności, czy przeżyli

swe życie naprawdę...

    Wiersz Lipskiej jest wysoce

intelektualny. Ale czy nie lepiej

czasami tak zagadnąć:

"Pani patrzy melancholijnie, skąd

u pani ta melancholia?"

    Tuwim i Gałczyński to urodzeni

poeci. Ewa Lipska jest też wybitną

poetką, ale...mam wrażenie, że 

koncept jej poruszającego wiersza

dałoby się równie dobrze streścić

w nieco innych słowach.

 

czwartek, 26 lipca 2018

 

Ziemia

 

   Kiedy późno w nocy wracam do domu

zaglądam czasem do pewnego nocnego

sklepiku i rozmawiam z jego właścicielem,

człowiekiem, który miesza na wsi.

Po jednej z tych rozmów uchwyciłem

sens słów Zbawiciela, który jak wiadomo

odwoływał się często do przypowieści

zrozumiałych dla ludzi uprawiających rolę.

    Długo nie było deszczu i o tym się

zgadało. Powiedziałem, że uschła mi trawa

w donicy na balkonie, bo kiedy zauważyłem,

że trzeba ją podlać, było zbyt słonecznie,

i bałem się, że rośliny się poduszą,

i postanowiłem zrobić to wieczorem po

powrocie do domu.  Ale zanim wróciłem

trawa uschła.

    Właściciel zażartował, zaciągając nieco,

że sam mam co jeść i co pić, a żałuję

roślinom wody. Zacząłem się trochę

tłumaczyć, że rzadko bywam w domu, a

kiedy do niego wracam, zawsze coś robię

i zauważam tylko mojego kota, ale

to, że się tym tak przejął, poruszyło mnie. 

    Na szczęście po deszczu trawy odżyły,

co przy kolejnym spotkaniu tłumaczył

on tym, że widać nie uschły "na śmierć."

    I teraz zawsze pyta mnie, jak się ma

moja trawa. To piękne!

   Uświadomiłem sobie przy okazji, że

wszystko w życiu ma swą porę i że kiedy

nie zrobi się czegoś w odpowiednim

momencie to może być za późno. Dokładnie

tak, jak nauczał tego Jezus z Nazaretu.

 

 

Niebo

     Kiedy dzisiaj usłyszałem żałobny śpiew

żydowskiego kantora, wydawał mi się tak

piękny, jakby otworzyły się Bramy Nieba.

     Przypomniały mi się słowa rabbiego

Pinchasa, którego zasmucała nędza biedaków:

    "Ściągnijmy Boga na świat, a wszystkie 

potrzeby będą zaspokojone!"

    I wzruszyłem się po raz drugi.

 

Kropla wody

    

    Bywa, że kropla wody lub dobre słowo

ratują komuś życie...

  

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

............................................

środa, 25 lipca 2018

     

     Między Kikuko a Hiroshi zapadła cisza.

Wiał przenikliwy wiatr a staw pokryty był

lodem.  W przeręblu pływały sennie kaczki.

W swoim czarnym płaszczyku wysoka

i szczupła Kikuko idąc  wyglądała jak

ktoś, kto zmaga się z żywiołem.  Twarz

Hiroshiego stężała od chłodu, albo od

zaciętości.  Oboje powiedzieli o jedno

słowo za dużo.

     Powoli zapadał zmierzch i dlatego nie

zdziwiło ich wcale to, kiedy ujrzeli przed

sobą Ducha. Wyglądał jak człowiek, ale

nie widać było jego nóg i jakby unosił

się w powietrzu. Hiroshi rozpoznał w nim

profesora Miyoshi.  Dlatego zatrzymał się

i grzecznie mu się ukłonił. Profesor wpadł

pod samochód trzy miesiące temu.

      - Przykro mi widzieć was tak

odosobnionych. - rzekł profesor. - Weźcie się

za ręce.  Przecież jeszcze niedawno byliście

w sobie zakochani. -

      - Czekaliśmy na Pana Profesora, ale

dopiero po dwóch tygodniach powiadomiono

nas, że Pan Profesor nie żyje i seminarium

zostaje odwołane. Kikuko podejrzewała,

że udawał Pan tylko roztargnionego. Chodziło

o to, aby nikt nie dowiedział się, że popełnił

Pan samobójstwo. - zmienił temat Hiroshi.

     Miyoshi zmarszczył brwi, jego twarz stała

się surowa i powiedział:

     - Dzisiaj jest pełnia księżyca, ale nie widać

go w tej mgle. Podobnie w miłości jest światło.

Trzeba tylko rozproszyć mgłę. -

     - Nie odpowiedział Pan na moje pytanie! -

zauważył arogancko student.  - Dobrze Pan wie,

że mgła to zjawisko atmosferyczne, na które nie

mamy żadnego wpływu. -

     - Przestań! - skarciła go Kikuko. - Panie

Profesorze, jest nam niezmiernie przykro, że

Pan nie żyje. -

     Profesor skurczył się trochę i przysłonił

dłonią twarz, jakby chciał skupić się na każdym

wypowiedzianym słowie:

     - Dziękuję Kikuko.  Jest Pani naprawdę miła!

Ale po śmierci wszelkie formy nie mają już

znaczenia.  Liczą się tylko czyste uczucia...

A co mogę odpowiedzieć Panu? Myśli Pan,

że mnie Pan na czymś przyłapał?  Nauczyciel

akademicki nie jest wzorem, ucieleśnieniem

mądrości. Może jedynie radzić, uświadamiać coś,

apelować, prosić o zrozumienie, argumentować. 

To wszystko, co jest w mocy filozofii, która jest

tylko jasnym rozróżnianiem. -

      Hiroshi wybuchnął śmiechem.

      - To wszystko o motywach samobójstwa?

Zasłania się Pan filozofią. Kawabata odkręcił

w domu gaz, żeby nikt nie pomyślał, że się

zabił.  A Pan jest oczywiście nie z tego świata.

Zagapił się Pan i kiedy myślał Pan o

transcendentalnej jedności  apercepcji jakiś

rajdowiec zrobił z Pana miazgę! A my mamy w

to uwierzyć! -

       - Jest Pan dociekliwy, ale nie w tym,

co być może powinno Pana zainteresować. -

skonstatował profesor.

       Kikuko patrzyła na Hiroshiego z nienawiścią.

       - Przepraszamy Pana Profesora. - powiedziała.

- Wbrew pozorom pańska śmierć nie pozostawiła

nas obojętnymi. I chociaż formalnie nasze zajęcia

już się nie odbywały, spotkaliśmy się w sali tak,

jakbyśmy oczekiwali na Pana przybycie. A potem

rozmawialiśmy o tym, co miało być treścią

naszego spotkania i wspominaliśmy Pana Profesora.

Tylko Hirsohi oczywiście nie przyszedł! -

       - Całkiem nieźle wyszedł ci ten donos! -

wybuchnął chłopak. - Ale profesor musi znać

prawdę!...Jest Pan skończony Miyoshi!  Przegrał

Pan swoje życie!  Ale gdyby skoczył Pan

z dziesiątego piętra albo z mostu, byłoby to

przynajmniej bardziej uczciwe. -

       Kikuko chciała powiedzieć, że miłość do

życia nie polega wcale na tym, że się go

kurczowo trzymamy.  W tym sensie samobójstwo

nie musi być aktem destrukcji.  Może ono być

jedynym godnym wyjściem z sytuacji...Ale

profesor rozpłynął się we mgle.

      - Ha, ha, ha! - zaśmiał się Hiroshi. - Ta twoja

mieszczańska czułostkowość!  Może jeszcze

powinnaś zamienić się w gejszę!...A ten po prostu

uciekł. -

     - Gdybyś więcej czytał, to wiedziałbyś, że w

"Księdze o duchach i demonach" jest napisane, że

zjawy nie mogą ukazywać się zbyt długo. Jest to

uwarunkowane ich konsystencją. Zresztą profesor nie

chciał pewnie narzucać się z uciążliwymi

napomnieniami...Nie będę się na razie z Tobą spotykać!

Chciałabym znaleźć jakąś formę dla mojego żalu

i odbyć trzymiesięczną żałobę. - 

     - To dlatego, że to powiedziałem, ty małpo! -

wrzasnął Hirsohi - To jest zwykła zemsta. Nie

wiedziałem, że jesteś tak podła! -

     - No cóż, kobiety takie są, Hiroshi. -

     Przed nimi była jeszcze długa droga.

Nie powiedzieli już do siebie ani słowa

i po wyjściu z parku w milczeniu rozeszli się

do domów.  Miyoshi ubolewał nad tym, ale

niewiele mógł na to poradzić. Po śmierci

nic nie jest proste.

 

      

 

 

 

 

 

 

 

    

wtorek, 24 lipca 2018

 

     "W każdej sekundzie twego istnienia gaśnie

niejedna gwiazda większa od słońca. A ty,

nie będąc nawet miliardową cząstką kropelki

rosy w oceanie życia wyobrażasz sobie, że

wszystko w świecie dzieje się ze względu na

ciebie. 

     Najbardziej subtelny poeta nie umiera

inaczej niż zwierzę, ale ludzie myślą, że

są kimś o wiele ważniejszym od kwiatów,

pszczół, skowronków i kotów, i że ich duch

wznosi się ponad rygory natury w niebiańskie

rejony, w których mieszka Bóg, opiekujący

się każdym z nich."

     Pani Ogawa wygłosiła swą przemowę

do mebli w pustym pokoju. Mistycy milczą,

ale kiedy przerywają milczenie, ich mowa

bywa kwiecista.  Kobieta przypomniała sobie

dziewczynkę z metra. Była tak malutka, że

przecisnęła się między metalowe barierki

oddzielające tylne i przednie siedzenia, 

i tam wykonywała swój taniec. A kiedy wsiadła

z matką do wagonu zaczęła sobie przytupywać.

Tak wesoła i pełna życia była, że jej istnienie

wydało się Pani Ogawie jakimś cudem.

      "Ale i to słodkie stworzenie zabierze

kiedyś śmierć." - westchnęła. - "Czym nasze

życie różni się od snu?  Tym, że sen jest

bardziej realny. A ludzie walczą ze sobą,

nienawidzą się, rozstają, niszczą.  A w życiu

interesuje ich tylko zysk i strata!  Miłość,

czy jest w ogóle coś takiego?  Zapewne trzeba

przestać o tym myśleć.  Ja już w ogóle nie

widuję szlachetnych ludzi, takich, jakich 

znałam z przeszłości. Dlaczego mając

największy dar, jakim jest życie, uśmiercają

każdą chwilę, która mogłaby przynieść im

wieczność? Bo ważne są dla nich tylko ich

małe przyziemne sprawy?"

     

 

          

poniedziałek, 23 lipca 2018

   

     Dawno, dawno temu w miejscu, gdzie teraz

jest świątynia spotykały się duchy. Ale trudno

je było zobaczyć przechodzącym tamtędy

wędrowcom. Kiedy zjawiali się po zmierzchu

wzgórze tonęło we mgle lub w mroku. A w

ciągu dnia można tu było spotkać tylko

zwierzęta i ptaki.

    Którejś jesieni na pustkowie dotarł pewien

młody człowiek, który postanowił zostać

mnichem. Kiedy opuściła go dziewczyna

pobiegł nad staw i chciał się w nim

utopić, a nawet wszedł już w topiel. Ale stary

rybak wyciągnął go z wody i powiedział:

    - A teraz rybko, musisz porzucić świat

i kroczyć drogą Buddy! -

    Zapadał zmierzch i nie było innego

wyjścia tylko przytulić się do trawy

na wzgórzu.  Zrobił to i prawie natychmiast

zasnął, a obudził go dopiero poranny chłód.

Usłyszał jakieś głosy, ale nie mógł

zobaczyć żadnej postaci. Początkowo

myślał, że to kruki i wrony tak krzyczą.

Wyglądało to na kłótnię.

    - Nigdy więcej nie mów mi, w jaki

sposób postradałeś życie! - mówił pierwszy

głos.

    - Ale ja muszę ci o tym powiedzieć! -

wołał drugi głos. - Przecież oboje już nie

żyjemy. Pozostanie to naszą tajemnicą! -

    Kandydat na mnicha nieźle się przestraszył:

"Jak nic to demony!" - pomyślał i zaczął

modlić się o ocalenie do bogini Kannon.

Nie miał jednak gdzie się schować i duchy

zauważyły go, chociaż on ich nie widział. 

    Modlitwa jednak poskutkowała i

młodzieniec w końcu zobaczył kłócącą się

parę. Jakie było jego zdumienie, kiedy

okazało się, że to jego ukochana i mężczyzna,

który ją uwiódł.  A więc oboje już nie żyli -

ucieszył się w duchu.

    Ale po chwili zrobiło mu się bardzo smutno.

"Bałem się, że nigdy jej nie zobaczę, ale kiedy

widzę tylko jej ducha, to nie podnosi mnie to

wcale na duchu!"- mówił do siebie.

      Dziewczyna patrzyła na niego swymi

miodowymi oczami, ale nie mogła go

poznać. "Jakie to dziwne uczucie, tyle

ze sobą byliśmy, a teraz mnie nie poznaje!"

- marudził.  Przynajmniej jednak się do

niego nie zbliżała. A  jej kochanek bez

ciała wydawał się zupełnie niegroźny.

       - Pomogłam ci i duchy zrobiły się potulne

jak koty, ale musisz mi coś obiecać! -

powiedziała Kannon. -  Nie zostaniesz

mnichem. Mnisi to próżniacy! Straszą piekłem

za garstkę ryżu.  Znalazłam dla ciebie inne

zajęcie. Nauczysz się języka duchów

i demonów, i tu, na tym wzgórzu spiszesz

wszystkie ich tajemne rozmowy.  A kiedy

twoja księga będzie gruba, powrócisz

do miasta i dasz ją do przeczytania księciu.

Nie wiem, ile czasu ci to zajmie - jedną

noc, czy całe życie, ale w ten sposób ocalisz

wielu ludzi. -

      - Ale obiecałem rybakowi, że zostanę

mnichem. Nie mogę złamać obietnicy! -

odpowiedział chłopak. 

     - To ja byłam tym staruszkiem i twoja

obietnica jest nieważna. Musiałam cię zwieść.

Gdybyś nie chciał nim zostać, to nie wyruszyłbyś

w drogę i nie dotarł na Pustkowie Demonów. -

powiedziała z uśmiechem bogini.

      A kiedy duchy i demony zorientowały

się, że ludzie poznali ich sekretne myśli,

przestały ich gnębić.  Czasami tylko chcą w nas

wzbudzić poczucie winy. I dlatego nie trzeba się

ich bać. Groźni bywają jedynie żyjący ludzie...

    

     

   

 

    

   

 

 

   

niedziela, 22 lipca 2018

 

     Trochę przed dwunastą w nocy spotkałem

w autobusie przyjaciela. Wysiedliśmy przy 

metrze. Przyjaciel wyściskał mnie chyba

z pięć razy w pewnych odstępach czasu 

powtarzając: "Nezumi, często myślę o Tobie.

Naprawdę! Jestem szczęśliwy, że Cię

spotkałem.  Kocham Cię!  Wiesz, że

Cię kocham? Jesteś poetą! Jesteś moją

przeszłością, moim życiem!

     Jedźmy do mnie!  Chcesz napić się

wódki, albo piwa?  Mam mocną gandżę, ale

taką, która zabija!"

     "Nie przejmuj się tym, że nie publikujesz!

Będziesz się rozkładał w pokoju, znajdą

Twoje notatki i po jakimś czasie staniesz się

sławny."

     Jasne, że mnie ta wylewność ze strony

przyjaciela-artysty i frontmana trochę podniosła

na duchu...I jednocześnie nieco przygnębiła.

     Powiedziałem mu, żeby myślał raczej 

o przyszłości.

     "Przyszłość to chuj!" - zauważył z niejaką

dezaprobatą.

     _______________________________

    Gregory Isaacs, jamajski "Cool Ruler",

podziwiany i uwielbiany przez kobiety

na całym świecie, wynajął się pod koniec

życia do śpiewania podczas pogrzebu na

ulicy, na której się urodził, co pokazuje ten

film.  (Jego życie i nieprawdopodobny talent

zniszczyły narkotyki).

      

 

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 192