Kategorie: Wszystkie | "Dziewczyny, bądźcie dla nas dobre na wiosnę" | ...bez końca | 0 | 100O i jeden Rabinów | A Puszkina też zapuszkują? | A moze to tylko pomieszanie zmyslow | A nie lepiej być purystą? | Aaaaaaaaaaaaaa...aalfabeta | Ach, gdzież jest litość lub wspolczucia pozór? | Ach, gdzież jest litość lub współczucia pozór? | Adam Mic - Kiewicz | Adaś i Ewka | Aforystyka | Amerykański sen | Autopsychoterapia | Bez sensu to to! | Bez szaleństwa... | Bezmyślne okrucieństwo | Bezradność | Biedna Szymborska | Biedny Kapturek! | Bliźni miłości | Bliźniego miłość... | Blondyn | Blue Bossa | Bojaźń i drżenie | Bratnie dusze | Bruner, ty świnio! | Buddyzm w życiu codziennym | Bóg mi poskapił tej anielskiej miary... | Bóg mi poskąpił tej anielskiej miary... | Bójstwo samo | Caritas | Chiziofrenia | Choroba na śmierć | Chwila ułudy | Chwila wytchnienia | Chłodne upojenie | Cierpienia i radości | Cierpienie i radość | Cleen feed | Cnota niedoli | Co slina na język przyniosła | Co tam panie w polityce? | Co w niebie piszczy | Co ślina na język przyniosła? | Corrida | Coś dla duszy... | Coś tak wulgarnego | Cudotwórstwo | Czarna Perła Tao | Czarny tulipan skrzyżowany z czarna różą | Czarny tulipan skrzyżowany z czarną różą | Czary Mary | Czego nie przysięgał Hipokrates? | Człowiek nie jest rzeczą | Człowiek to brzmi dumnie, ale nie u mnie | Często chowa | Częstochowskie rymy | Deficyt aniołów | Delightful! | Demokratyczne wybory w Oczodołach | Diabłoterapia | Dla wszystkich i dla nikogo | Dnieje | Do samego siebie | Dodatek | Dowcipas dnia | Duma narodowa | Dusze drzew | Dyskretna mgiełka autoironii | Dzielność | Dziki kapitalizm | Dzisiejsza młodzież | Dzisiejsza młodzież nosi ładną odzież | Egzystencjalizm jest chumanizmem | Ekonomia zbawienia | Elegancja Francja | Elegijnie | English gentelman | English gentleman | Epicurus | Ewa tylko ziewa | Falochron | Female | Filozofia bez uczoności | Forever Loving Jah | Gadu, gadu | Gadu, gadu, trochę więcej jadu | Gal Anonim | Gaz dla pedałów | Gaz dla pedałów, młot dla sierpów | Gdy rozum śpi... | Gendarme | Genek, gienialny gieniusz | Geno Typ | Gorący uczynek | Grabarz | Grabarz nonsensu | Gry i zabawy literackie | Głupota przysłowiem narodów | Głębie i tajnie Podświadomego | HIstoria nauczycielką bicia | Herbatka zen | Homo economicus | Homo sapiens czy Homo politicus | Humor absurdalny | Humor nieco absurdalny | Humor, satyra, panie... | I rekiny w oceani mają zębów cały rząd | I rekiny w oceanie mają zębów cały rząd | Indie Wschodnie i Zachodnie | Industrial | Istnieje również wrodzony brak poczucia humoru | Ja tam bynajmniej nie wiem | Jak długo będę jeszcze żył? | Jak uprawiać agresywne dziennikarstwo? Poradnik dla początkujących | Jakże cżęsto powtarza się ta historia | Jakże trudno czasami coś sklecić! | Jan i Małgorzata | Jan z Czarnolasu | Jesienna muzyka | Jeszcze smutniej! | Jeździec Apokalipsy | Językologia | Kaczuszki mandarynki | Karawana idzie dalej | Katedra Adamowego Żebra | Kawa z Kafką | Każdemu według naszych chęci | Każdemu według potrzeb | Każdemu, o czym tylko zamarzy | Kiciuś Miciuś! | Kicuś Micuś! | Kiedy człowiek staje się bestią | Kiedy owce nie milczą | Kij w mrowisku | Kniaź Wiktor | Kochani ludożercy | Kolacja Pani Sowy | Kometa tylko głownia nie ta | Konkwista | Koryfeusz nauki, milośnik sztuki | Koty i inne zwierzęta | Koty, głupoty, palikoty | Kości rzucone są | Kość słoniowa | Kto pierwszy był człowiekiem, kto będzie nim ostatni | Kto pisze teraz historię? | Kuchnia szamańska | Kwiatki Św. Franciszka | Kwiatostan śmierci | Kwitnienie kultury | Kwitnąca wiśnia | La colombina i ciche ukojenie | Lekarzu - lecz się sam! | Lenin wiecznie żywy | Leśmianiada | Lichwiarstwo polskie | Liryki i prztyki | Logika dziejów | Londyńska mgła niepamięci | Londyńskie przygody | Los ofiary | Los puka do moich drzwi | Lotosowy wpis | Ludzie ludziom... | Lunatyzm | Lęk społeczny | Made in Japan | Maligna | Marność nad marnościami | Marność nad marnościami. Rekoleksje Wielkopiątkowe | Marzenia senne | Marzeniologia stosowana | Maszkary i senne dziwadła | Maszkary i senne widziadła odbite w lustrze | Mała czarna z Kafką | Medycyna naturalna | Meine Liebe Augustin! | Melancholia | Melancholia stosowana | Memorabilia | Meszreiw | Meteo | Mgiełka autoironii | Mglisty dzień. Mgła | Mikołak | Mistrz i Małgorzatka | Mistycyzm lunarny | Mistyka i miłość | Mitologia osobista | Mitologia świata | Miłość | Miłość bliźniego | Miłość nie zawsze szczęśliwa | Miś Uszatek | Moc rytuałów | Monada nie ma okien | Mowa potoczna | Mowa ptaków | Mowa serca | Moze ktoś zrozumie, co teraz czuję | Może ktoś się ucieszy? | Może ktoś zrozumie, co teraz czuję | Może to trochę zbyt uszczypliwe | Musicology | Muza lekkich obyczjów | Muzyka przywraca ład serca | Myszoterapia dr Nezumi | Myśli prostego człowieka | Mądrość Natury | Mądrość jak z gazety | Mądrość narodów | Młot na faryzeuszy i hipokrytów | Męstwo bycia | Mówił sen do snu | NIe ma na świecie dwóch takich samych liści, ni kropel deszczu | Na jawie (lecz to, co niejawne pozstaje) | Na stos rzuciliśmy szcześcia los | Na stos rzuciliśmy szczęścia los | Na szczytach hipokryzji | Na zdrowie! | Nad piekną rzeką | Najokrutniejsze zwierzę | Najsłodsza tajemnica | Narastająca senność | Nic dzisiaj ciekawego nie napisałem | Nicość | Nie am dwóch takich samych liści, ni kropel wody | Nie bój się - najwyżej cię rozstrzelają! | Nie czas żałować burz, gdy płoną oczy | Nie czas żąłować burz, gdy płoną oczy | Nie każde szczere złoto jest szczerozłote | Nie ma na świecie dwóch takich samych liści ani kropel wody | Nie ma na świecie dwóćh atkich samych liści lub kropel deszczu | Nie ma takiego smutnego, co by na wesołe nie wyszło | Nie ma zazdrości bez miłości | Nie oddamy nawet guzika | Nie tylko dzielenie włosa na czworo | Nie wiem, ja w ogóle nie myślę | Nie zabijaj! | Nie zabijajcie drzew! | Nie zawsze urocza dzecinada | Niebiańskie szczyty głupoty | Niech pani będzie dzielna! | Niech zapłaczą na moim pogrzebie | Nieco drapieżny wpis | Niekoniecznie ptasi móżdżek | Nienawiść bliźniego | Nieosobiście | Nieprzesłane przesłanie | Niestworzone rzeczy | Nieszkodliwe głupotki | Niewczesna melancholia melomana | Niewczesne rozważania | Niewielka profanacja | Niewielkie przekłamanie | Niskolotnie | No No! Teatr No | No comments! | No no! | Nowa poezja lingwistyczna | Nędzne kabareciarstwo | O Leonardo, po cóż się tak trudzisz? | O dzieleniu włosa na czworo, czyli metodzie scholastycznej | O dzieleniu włosa na czworo, czyli o metodzie scholastycznej | Obciachy | Obscenia i parafrenalia | Obsesja dobrego biustu | Ojej! | Oko w oko z zębem mądrości | Okropieństwa | Okruchy odgrzebane z lawy | Okruchy życia wygrzebane zlawy | Okruchy życia wygrzebane z lawy | Okrutna losu ironia | Orientuj się na orient | Owczarek | Owczarki afgańskie | Owocożerni | PL jak piekło | PO PiS | POeci wszystkich krajów dzielcie się | Pan Tadeusz | Panie pośle, po chrześcijańsku panu wybaczam | Pańska satyra polityczna jest niegramatyczna | Pendant do pewnego przypisu | Perlikowski | Pewna elastyczność zasad | Pewne jak w banku | Piorunujący piorun! | Po owocach poznacie ich! | Po upadku | Pobożne życzenia | Podpatrywanie Natury | Podroby i inne podróbki | Pokolenie Kainowe | Pokorne ciele | Pokorne cielę | Pokusa | Polak potrafi | Polak potrafi! | Politolog i Politowska | Politycznie niepoprawne! | Polonica | Polonika rycerskie | Polucje i ablucje | Pomarańcze i mandarynki | Pomarznąć dobra rzecz | Pomarznąć dobra rzecz! | Pomoc psychologiczna | Poranna kawka z Kafką | Porąbane marzenia | Potężne i głębokie warstwy pierwotnego mitu | Powieść brukowa | Powszechna życzliwość | Powtórka z cynizmu | Poznaj samego siebie | Prawda | Prawda jest jedna i piękna, ale złożona | Prawda popłaca | Prawdziwa metropolia | Prawi i sprawiedliwi | Prawiezmartwychpowstanie | Prawiezmarwtychpowstanie | Prognoza pogody | Pruski smutek | Przecież cię zjem! | Przedagonalny polski agon | Przegląd sportowy | Przeinaczenia | Przez pychę do pokory | Przeżyjesz to, a pote już tylko grób | Przeżyjesz to, a potem już tylko grób! | Przminęło z wiatrem | Prztyczek | Psiapowiednia Majów | Psubrat | Pustka | Pytanie dość retoryczne | Raczej to nie będzie hit | Radosne gonitwy śnieżnych tygrysów | Radość wędrowania | Rejterada Rejtana | Religie nauczą cie pokory | Res Sacra Pecunia | Romans z pop kulturą | Roots, Rock, Reggae | Rozkosze reinkarnacji | Rozmowa nie na telefon | Rozpacz | Rozpacz na wieki wieków | Rozpacz, która podpełza pod gardło | Ruch i świeże powietrze... | Rybołówstwo cudzołożnika | Rycerz pokalany | Samokrytyka | Samotność egzystencjalna | Sekrety pewnego domu handlowego | Seraphic Flames and Heavenly Love | Siedź na dupie i potakuj! | Somatyka | Somatyka logiczna | Spełniona przepowiednia | Spleśniały ser | Sponsorem tej opowieści jest wydawnictwo Błękitny Wieloryb | Sport to zdrowie | Spowiedź morskiego wilka | Stary Sącz i Nowy Sącz | Stary mafioso | Stołeczne stołki | Stratyfikacja społeczna | Suma sumarum | Sumienie rachunku | Sweet Music and Poetry | Sygnały podprogowe | Szalchetne zdrowie | Szczęśliwa pomyłka | Szekspir do żadnej nie należy epoki | Szkarady | Szlachetna gravitas | Szlachetne zdrowie | Słodycze grafomanii | Słówka | Słówko do słówka, a uzbiera się sówka | Tadeusz Bój Jeleński | Taia chińska podróbka | Takie będą rzeczpospolite jakie tego blogu chowanie | Takie tam, pierdoły | Talking Heads | Tania chińska podróbka | Tatiana | Teorie świata nauki | Terapeutyczie | Terapeutycznie | Thames | The Doors. Uchylone drzwi | The Lion cub | The fruit of beauty and despair | To na pewno nie Lec | To nie żadna filozofia | Tragiczne pożegnania | Transformacja duchowa | Trudna sztuka dialogu | Trudno czasmi coś sklecić | Trzylogia | Trója z polskiego | Twarda rzeczywistość | Ty mi tutaj nie filozuj | Tygrysologia stosowana | Tysiac i jeden ptaków | Tysiąc i jeden kotów | Tysiąc i jeden ptaków | Tysiąc różowych kroliczków | Tęsknica | Tęsknota duchowa | Ubekistan | Ucone księgi | Uczeni ludożercy | Uderzenia losu | Uduchowienie | Umrzeć z miłości | Upadek Pierwszego Człowieka | Uroczy wegetarianin | Uszczelnienie systemu podatkowego | Utrata uzębienia | W czym mogę panu pomóc? | Wciąz powtarza się ta sama historia | Wciąż powtarza się ta sama historia | Wdzieczna muzyka przywraca ład serca | Wesola grafomania z morałem | Wiecej broi dla szaleńców w Teksasie | Wieczne powroty | Wiedza radosna | Wielka wygrana | Wielomówstwo, czyli plaga opowiadania | Wierzba płacząca | Wiosny i jesienie | Witch | Więcej broni dla szaleńców w Teksasie | Wojna totalna | Wpis o kształcie piramidy | Wprowadzenie do kruczków prawnych | Wrzucam wszystko do kosza | Wrzątek | Wspomneinei pewnego wspomnienia | Wspomnienie pewnego wspomnienia | Wspomnienie pewnego wspomnienia | Współczesny filister | Wszystkie rybki | Wszystko na A | Wszystko na sprzedarz | Wszystko na sprzedaż | Wygrana | Węzłowato | Wólka Węglowa | Xin Lu, typowa brunetka o granatowych oczach | Z Nietzschego nic nie powstaje | Z księgi wulgaryzmów | Z rupieciarni myśli | Zaczarowany świat zen | Zanim mnie wrzucą do dołu | Zapowiedź Apokalipsy | Zaraz wracam! | Zasada domniemanej winy | Zaskroniec | Zastał Polskę drewnianą... | Zatrzaśnięte drzwi | Zbaw mie Buddo Amido | Zbaw mnie, Buddo Amido | Zdrowy egoizm | Zegar dziejów | Zestrzelenie księżyca | Zginął z rąk słabej kobiety | Zima się nas nie ima | Zjawiskowe | Znak jaskółki | Zrozumieć wartość tego, co nieużyteczne | Zuch zawsze ochoczy! | Zwierzęta pod postacią ludzi | Zwyciestwo konsumpcjonizmu | Ząb mądrości | ie zabijajcie drzew! | ieosobiście | kosmos | Łagodne prawo, ale prawo | Łagodność tygrysa | Śmiechotki, chichotki | Śmiertelna powaga | Śmierć | Światełko w mroku | Świętość, wziętość, nadętość | Życie jest tragiczne | Życie samo | Życzliwe spojrzenia na całość ogródka | Żyć, nie umierać
RSS
środa, 13 grudnia 2017

        

     Pan Tarlecki nazwał tych,

którzy protestują przeciwko

tzw. dobrej zmianie, lumpami.

Jest to, w moim poczuciu

zapowiedź czegoś bardzo

niedobrego.

    Kiedy arogancja władzy urasta

do poziomu buty mogą

wydarzyć się rzeczy tragiczne.

Nie można żadnego programu

politycznego budować na

pogardzie dla ludzi myślących

i czujących inaczej. Rozpala

się wtedy nastroje, nad którymi

nie można zapanować i wywołuje

niebezpieczne demony destrukcji. 

A to jest skrajna nieodpowiedzialność,

której nie pokryją rozbawione

miny wprowadzających dyktat.

 


wtorek, 12 grudnia 2017

 

   Ojcze Narodu Mądry Jarosławie

   dziś mądrość twą jak zdrowie swoje sławię

   bez serwilizmu my kochamy Ciebie

   i wiem że jutro znajdziesz się Ty w niebie

   zamilkną niech niedorobione karły

   bo wielkość twoja jest wielkością prawdy

   wielbi Cię Ruś i wielbią i Mongoły

   kto cię nie kocha niech umiera goły

   bo Ciebie Ojciec wielbi i Maryja

   a kto nie z nami ten oberwie w ryja...

 

 

 

 

poniedziałek, 11 grudnia 2017

  

   Był upalny lipcowy dzień.

- Gruźliczankę z sokiem proszę! -

wystękał porucznik Anioł.

 - Ze sokiem nie ma. Może być

czysta. - wycharczała baba. 

    Saturator z wodą sodową po

środku ulicy. Kto to jeszcze

pamięta?

- Należy się pięćdziesiąt groszy! -

- Krystalicznie czysta, prawie jak

z czerwoną kartką. W sam raz

na upał - pochwalił porucznik.

- No i chuj z tego mam! - żaliła się

baba.- Nawet na wódkę nie starczy...

- A propos, koleżanko...Jestem

tajniakiem. Zapytam wprost.

Widziałaś, kto strzelał do majora

Ruchacza? -

- Ciemno było, a ja jestem ślepa.

Zapytaj Rączkę. On na pewno

widział, bo po denaturacie są

wizje! -

- Spirytus na kościach!...A mnie

się zdaje, że coś przede mną

ukrywacie. Zezwolenie na saturator

jest? -

- Jakby było, to nie wyszłabym

na swoje. Prywatna inicjatywa

zawsze ma przejebane. -

- A ładnie to tak oszukiwać

państwo ludowe? Może jednak

coś sobie przypomnisz? -

     Ale baba poszła w zaparte.

A następnego dnia znaleziono

ją martwą przy saturatorze.

    - Ktoś miał długie ręce. -

zauważył porucznik - Ale

przynajmniej jest czerwony sok

do gruźliczanki. 

    - Za dużo wiedziała? - spytała

Jadzia.

    - Nie bądź naiwna Jadziuś! 

Jeśli coś widziała, to już nie

rozpowi. Chyba, że św. Piotrowi. -

    - To idziemy na tą kawę? -

    - Mam jeszcze ważne obowiązki

służbowe. Najpierw obowiązek,

a potem gruchanie. Pojedziesz

ze mną na Wólczyńską? -

    - Dobra. Ale zamawiam dwie

kawy z bitą śmietaną. -

    Na Wólczyńskiej był burdel.

Porucznik postanowił udawać

naiwniaka, a może i frajera.

    - Jak długo będzie trwał

stosunek? - zapytał długonogą

blondynkę.

    - Aż się spuścisz, kochany!

Jak masz na imię złotko? -

    - Janusz - skłamał. - A jak

dojdę w trzydzieści sekund,

to mogę drugi raz? -

    - W życiu! Spuściłeś się,

to płać drugi raz. Ale już nie

mnie! Może koleżanka zechce

cię obsłużyć, ale wątpię, bo

nie wiem, czy ci stanie.

Francuz bez kondona połowa

ceny. Bruneta...

    - Eee... - skrzywił się. 

    Jadzia czekała na dole 

i przez pół godziny musiała

opędzać się od natrętów.

    - No i jak? - spytała, kiedy

już był na dole. - Powiedziała

coś?

    - Taak...To znaczy - nie za

bardzo. Musiałem ją trochę

przycisnąć. -

    - Ale kawę stawiasz? -

    - Wiesz Jadziu, jestem już

zmęczony tą sprawą. Ruchacz

był moim kumplem. Wiesz, jak

bardzo to przeżywam. - 

    - Akurat ci uwierzę! - jęknęła

dziewczyna - Taka była dobra? 

    - Nie twoja broszka...Od razu

nie chciała się przyznać. Musiałem

spenetrować środowisko. -

    - A do czego miała się przyznać?

    - Że nic nie wie...No i że w

dodatku nic nie umie. Tyle lat w

zawodzie i po chuju. - 

    Brak czasu na życie osobiste

to prawdziwa udręka ludzi, którzy

walczą ze złem. A sprawę i tak

trzeba było zamorzyć...

 


 


niedziela, 10 grudnia 2017

 

 

         Gdybyśmy wiedzieli, co nas w

życiu czeka, nie chcielibyśmy żyć

ani chwili dłużej.

 

    Późnym zimowym wieczorem

poeta Johann Friedrich Blum 

przechodził alejką prowadzącą

obok miejskiego cmentarza.


W kieszeni czarnego płaszcza

ściskał rewolwer. W głowie

miał zaś utwór rozpoczynający

się od słów:

  

    "W cmentarnej ćmie,

      Gdy wyje wiatr,

      Niejednej ćmie,

      Śni się jej świat."

 

    Niestety rym nie był dokładny,

a ta jedna dodatkowa zgłoska

w pierwszej linijce wiersza

udręczała jego duszę. Od dawna

już chciał ze sobą skończyć.

"A może zamiast wyje, lepiej

będzie wieje?" - pomyślał. 

Ale coś nagle wyrwało go z tych

niepokojących myśli. "Zaraz,

zaraz...Dlaczego na niebie są

dwa księżyce? Powinien być

przecież jeden!"

      Powiedział to chyba głośno,

bo nagle usłyszał, że ktoś mówi:

"Na logikę - tak!  Ale zwróć

uwagę na szczególny charakter

tej chwili. Przecież zamierzasz

przestrzelić sobie czaszkę!"

     Naprzeciwko niego stał

wysoki jegomość w czarnym

płaszczu i okazałym podłużnym

kapeluszu, spod którego 

wystawały ośle uszy. Ale w

świetle dwóch księżyców twarz

jego wydawała się niezwykle

blada. Trupio blada...Poeta

cofnął się o krok i odwrócił.

Ale za nim stał tak samo

wyglądający jegomość.

     "Ach ta miłość!" - powiedział

nieznajomy. - Prawie zawsze

doprowadzi cię do samobójstwa." 

Młodzieniec wyszarpnął z

kieszeni rewolwer i wystrzelił

w kierunku zjawy.

     "He, he! Raczysz chyba

żartować. - odrzekł jegomość -

Nie marnuj kul. Musi przecież

coś zostać dla ciebie."

     "Czy ona do mnie wróci?" -

zapytał poeta. Ale kiedy wyrzekł

te słowa zobaczył, że jest

zupełnie sam. Jednak na niebie

pojawił się jeszcze jeden księżyc.

Wszystkie trzy były za mgłą

i ich światło nie raziło bardziej

niż światło latarni.

    Poecie przypomniało się, że

pewien mitologiczny chiński

łucznik zestrzelił kiedyś słońca

niszczące swym żarem Ziemię,

tak, że na niebie pozostało tylko

jedno. Wystrzelił zatem do

jednego z księżyców, a wtedy

przed jego stopami upadł

martwy ptak. Był koloru złotego.

A na niebie pozostały już tylko

dwa księżyce.

     Zabił je oba i zrobiło się

całkiem ciemno. W mroku

nacisnął jeszcze raz na spust,

ale do wystrzału nie doszło.

     "Po co mam żyć, kiedy nie

zobaczę już księżyca?" - spytał.

"Właśnie. Po co!" - odrzekł jegomość

zaciskając kościste palce na szyi 

Bluma. A dwóch jego towarzyszy

pozbierało z chodnika martwe

ptaki, które krwawiły czerwono-złotą

posoką. 

     Jeden z nich jednak żył jeszcze

i oddychał, a nawet szykował się do

lotu, a jego pióra ze złotych zrobiły

się srebrne. A wtedy Oślouchy, 

a była to Śmierć we własnej osobie,

podniósł go i wyrzucił dłonią w

niebo. I znów nad ziemią pojawił

się księżyc.

     Śnieg skrzył się pięknie. "Dzieci

będą miały jutro bal!" - rzekła Śmierć,

która już trochę marzła i ślizgając się

trochę po oblodzonym chodniku

odeszła w swoją stronę, a może do

innych ważnych i nie cierpiących

zwłoki zajęć.



zdjęcie demona nazumi13


sobota, 09 grudnia 2017

 

      Zima sprzyja czytaniu ciekawych książek, szczególnie

takich, które uczą - wabiąc. Późną nocą, kiedy wracam do

domu, prawie zawsze mam ze sobą jakąś miłą lekturę.

Gdybym po drodze spotkał ducha - pewnie bym go nie

zauważył. Zresztą ludzie zmieniają się trochę po śmierci.

      Starodawne japońskie przysłowie

mówi, że pies kryje swe odchody w

ciemności.  XVII wieczny poeta i autor

opowieści Ihara Saikaku przypomina

je pisząc o tym, że "ludzie zwykli

chować niepowodzenia głęboko

w sercu." Zwierzają się, jak wiemy,

na ogół jedynie tym, których uważają

za bliskich lub przyjaciół - w czym

oczywiście mogą się dotkliwie mylić.

     Hazardzista, pisze Saikaku, nie

rozpowiada o swych przegranych,

kupiec skrywa doznawane straty,

a kochający mąż zdrady żony. Jednak

ludzie i tak się o tym dowiadują.

     Pisarz ten ma zamiłowanie do

pięknych sentencji dotyczących życia,

które najczęściej sam tworzy, albo cytuje

z literackiej klasyki (choć ich źródło nie

zawsze dobrze pamięta), lub popularnych

w jego czasach przysłów.

    "Życie ludzkie mija szybko niczym sen."

"Niezbadane są drogi miłości na tym

świecie." "Prawdą jest iż serce człowieka

z natury błądzi w ciemności." "Życie ludzkie

ma swój kres, lecz miłość jest nieskończona."

"Niewiedza jest darem bogów." "Gdy

już wsiadłeś na statek, nie ma odwrotu."

"Zaprawdę nie ma na tym świecie istoty

bardziej zuchwałej niż człowiek." "Nie ma

na świecie nic bardziej niepewnego i 

bezpowrotnego niż życie ludzkie."

     Wszystkie te myśli to tylko coś, co

buduje nastrój jego miłosnych opowieści.

Ale ponieważ wyrażają one żywe

doświadczenie życia, można rozważać

je osobno, jak aforyzmy. (W języku

polskim dzięki doskonałej tłumaczce

Katarzynie Sonnenberg). Wyznam,

że ich nastrój jest mi bliski i mam 

nadzieję, że nikt nie dopatrzy się w

tym śladów jakiegoś psychicznego

ekshibicjonizmu. Cenię u tego autora

łatwość z jaką przechodzi od takich

melancholijnych w nastroju stwierdzeń

do groteski lub żartu. "Przypadki

miłosne pięciu kobiet" to żywa i

interesująca lektura, służąca rozrywce,

ale skłaniająca także do refleksji nad

życiem.

     Wydawnictwo UJ wydało też ostatnio

inną ciekawą książkę "Źródła klasycznej

demonologii japońskiej", której autorem

jest dr Iwicka. A ponieważ sam nie tylko

rozczytuję się w japońskich opowieściach

niesamowitych, ale również je piszę,

odnajduje tam wiele bliskich mi tematów.

    Dość świadomie jednak na ogół unikam

wykorzystywania podobnej wiedzy we

własnej twórczości, ponieważ nie chcę w

niczym ograniczać wyobraźni. W Japonii,

znaczy dla mnie wszędzie lub nigdzie

(zależy mi bowiem na uniwersalnym 

charakterze tego, o czym piszę, a nie na

parodiowaniu, czy stylizacji).

     Podziwiam precyzję naukowego języka,

jakim Autorka się posługuje, opisując

rzeczy i fakty kulturowe tak niezwykłe. 

Brzmi to czasem dość zabawnie, ale

nie dlatego, że jest czymś niestosownym.

Przeciwnie - to cenna i ładnie napisana

książka, w DUCHU nie wyłącznie naukowym.

Nie wyobrażam sobie, aby można ją napisać

lepiej. ;-)

      Ale, jeśli życie ludzkie mija jak sen,

niepewne jest i bezpowrotne, to być

może i ja, dziecko nocy, niedługo z

zaświatów będę się pojawiał mym bliskim

w jakiejś "bańce przestrzennej" i łagodnie

przypomnę im, że o mnie na śmierć

zapomnieli.

 

 

_________________

Piosenka z Angoli jest smętna,

ale słuchając jej pewnie każdy

trochę się uśmiechnie, bo po

polsku niektóre słowa znaczą

coś zupełnie innego :-)  Lubię

ją bardzo i chętnie słucham

czasem w chłodne dni, myśląc

o tym, co było...

piątek, 08 grudnia 2017

 

 

      Nie bądź zbiornikiem, do którego

inni wyrzucają swe żale i troski.

Z zasady nie dopuszczaj innych

do podobnych zwierzeń. - mówi

Dalajlama. Z pozoru całkiem słusznie...

   Jednak wnikając nieco głębiej w sens

tej wypowiedzi możemy być trochę

zdziwieni. W swej esencji ta 

zdroworozsądkowa i terapeutycznie

cenna rada jest głęboko niezgodna

ze współczującą postawą. To prawda,

że ludzie często obciążają nas

psychicznie lub zatruwają swoimi

sprawami. Musimy się więc jakoś

przed tym bronić chcąc

zachować psychiczną energię,

potrzebną do świadomego życia

i czynienia dobra. Ale prawdą

jest również to, że odwracając

się od narzekającego z dezaprobatą

nie możemy często usłyszeć

przejmującego głosu, który

usłyszeć powinniśmy. 

    Stoik miałby prawo tak powiedzieć.

Ale to tak, jakby bodhisattwa

współczucia Awalokiteśwara zasłonił

sobie oczy i zatkał uszy i rzekł

"Pragnę wyzwolić od cierpienia

wszystkie czujące istoty, ale nie

tego okropnego, toksycznego

i wampirycznego emocjonalnie

neurotyka."  Czy nie pomyślałbyś,

że bodhisattwa sam jest raczej

neurotykiem, albo kimś skrajnie

nieżyczliwym?

    Dziwię się, że Dalajlama udziela

takich rad bez świadomości, że

może to sprawiać wrażenie zejścia

ze ścieżki altruizmu. Błędna jest w

moim poczuciu nie tyle sama myśl,

ale pozostawienie jej bez

rozróżniającego komentarza.


    

 

czwartek, 07 grudnia 2017

 

     Wiatr za oknem przeraźliwie wyje przez całą noc. 

Dzień minął mi na przekazywaniu wiedzy studentom,

a potem na długim zebraniu z wykresami i tabelami

ilustrującymi wskaźniki tzw. parametryzacji. Jak ktoś

słusznie  przy tej okazji zauważył w swym wystąpieniu 

"patologia nauki polskiej jest ogromna."  Sposób

zarządzania nauką to  naprawdę triumf bezmyślnej

i aroganckiej głupoty.

       Nie chcę wchodzić w szczegóły i dawać przykłady

jaskrawych i niewyobrażalnych debilizmów w zarządzaniu

nauką i ocenie jej rezultatów, bo można by o tym mówić

bez końca. Niestety z systemem tego urzędniczego

zniewolenia nie sposób walczyć - można się do niego tylko

przystosować, albo naukę porzucić lub przestać istnieć

(to ostatnie dotyczy naukowych instytucji).

     To wstyd, że uniwersytety i instytucje naukowe nie są

już najczęściej miejscami intelektualnej, ani jakiejkolwiek

innej wolności. A mogłyby być, gdyby środowisko w swoim

czasie stawiło opór poczynaniom minister Kudryckiej. Tak

więc nikt nie przekona mnie, że całe zło w Polsce zaczęło się

wraz z panowaniem PiS-u...

       Wiatr wieje, a ja przypominam sobie egzystencjalne

tematy rozmów z niektórymi studentami. Zdarzają się wśród

nich osoby samodzielnie i krytycznie myślące i zainteresowane

kulturą, w której żyją. Jest ich niewiele. Ale dostatecznie

dużo, żeby nie martwić się, że inteligencję polską spotka

jakaś zagłada.

 

 

 

 

 

05:10, nazumi13
Link Komentarze (7) »
wtorek, 05 grudnia 2017

 

 

     Czasami nie wiem, czy historia jaką opowiadam jest wesoła, czy smutna. To

zależy chyba od tego, z jakiego miejsca coś oglądamy.

      Wychodząc spod rynny Mysz polna

poczuła wyraźna ulgę i chociaż deszcz

a nawet grad smagał ją jak biczem,

nie mogła się nachwalić Stwórcy,

którego wyobrażała sobie jako ogromną

i wszechmocną Mysz - Władczynię Świata.

  

  "Kiedy tak pada, przynajmniej nie

padnę ofiarą kota." - piszczała w duchu

z euforii. I wtedy właśnie dopadła ją

okrutna śmierć. Nie wiedziała biedaczka,

że koty zakładają teraz podczas deszczu

peleryny, co znacznie ułatwia polowanie

- zwłaszcza w sezonie jesiennym.

Chodzenie po deszczu bez nakrycia

głowy jest passe. 

  

  Kocur zaś najadł się do syta i nawet

co nieco pozostawił. Prawdę mówiąc

głodny nie był i ogryzł tylko łapki, a

resztę wyrzucił. Chciał się trochę

rozerwać. Po czym wzniósł oczy ku

niebu i wypowiedział modlitwę

dziękczynną do Najwyższej Istoty,

którą wyobrażał sobie jak ogromnego

i wszechmocnego Kota z długimi

i białymi wąsami.

      Nie uniknął jednak zębów psa...

Tego zaś powiesił pewien zły człowiek,

którego wkrótce po porannej modlitwie

zastrzelił dobry człowiek...

 

 

 

zdjęcie koteczki Mitsuko  - nazumi13

 


 

       Nawet na wiosnę nie zapominaj, że kiedyś nadejdzie zima. 

A w zimie ciesz się minioną i przyszłą wiosną. A jeśli nie będzie

następnej wiosny?  Śmierć rośnie i dojrzewa wraz z życiem

i nie sposób tego uniknąć. Codziennie tracimy cząstkę życia. 

Dlatego mądrze powiedział filozof - "wyzwalaj siebie dla siebie".

      Rzeczy, które wydają nam

się dalekie, mogą być bliskie,

a te, które uważamy za jedynie

realne, często takimi nie są.

Żyjemy wieloma sprawami

nieistotnymi dla życia, nie

zauważając życia samego.

   Kiedy rozmawiam z kimś

o ludziach, którzy odeszli, to

trudno mi uciec przed myślą,

że to, czym żyli, było czymś,

co wprawdzie bez reszty ich

pochłaniało, ale zarazem nie

pozwalało im przeżyć życia

w sposób świadomy,empatyczny 

i twórczy - praktyczne sprawy,

gwałtowne uczucia lub apatyczna

obojętność, pożądania, sympatie

i antypatie, puste oczekiwania i

żądania, jałowe spory i konflikty

z innymi, przyjemności i rozrywki,

które pozwalają na chwilę zapomnieć

o ciężkim losie, niedocenianie

i przecenianie siebie, pośpiech

albo czekanie na coś, bycie ofiarami

innych, wypełniają zwykle nasz życie.

A tylko nieliczni ludzie widzą wartość

w kontemplacji i kształtowaniu samego

istnienia. Chcą być wolni, poszukują

prawdziwszego obrazu życia i nie

pozwalają innym "aranżować swoich

dni i nocy."

     Pomyśl o tym, że za krótką

chwilę i Ciebie tu nie będzie,

a twoje życie jakiemuś

obserwatorowi może się wydać

smutne i godne współczucia.

    Nie chcę, żebyś myślał (myślała)

o cierpieniu, śmierci i rzeczach

ostatecznych. Ale nie bądź jak

dziecko, które chce się bawić

na dworze, gdy pada ulewny

deszcz. Pewne rzeczy akceptować

musimy jako nieuniknione, a

z innymi godzić się.

     Nie znaczy to jednak, że

wszystkie przemiany w naszym

życiu są nieodwracalne. Pewne

rzeczy zmienić możemy. I w

ogóle nie należy rezygnować

z marzeń...

     Najsmutniejsza jest chyba 

świadomość, że przeżyliśmy

życie bez miłości, pogrążeni

w lęku, smutku lub radościach,

które niczego dobrego nie

przyniosły...I życie w psychicznym

zniewoleniu.


    

    



 





poniedziałek, 04 grudnia 2017

                   .............................................

                              MARE

 

          tak się nazywa po łacinie morze

          ale kiedy wpatrujesz się w księżyc

          przez lunetę

          jest pełne piasku i są w nim kratery

          wygasłych wulkanów

          i ani odrobiny wody

          i choćbyś się unosił

          leciutki jak piórko     

          nie dojrzysz śladów życia

          wszystko zamarło z pragnienia

          ale tu na Ziemi

          Luna jest władcą

          wody życia

          to jest dopiero 

          magiczny wpływ

          tylko ci którzy 

          patrzą czasem na księżyc      

          wiedzą czym jest miłość

          i że umierając z pragnienia

          można zsyłać innym

          obfitość

   

 

 

* zdjęcie pochodzi ze strony internetowej           

niedziela, 03 grudnia 2017

 

     Etna spierała się z Wezuwiuszem o to,

kto miał większą i piękniejszą erupcję.

Oba wulkany powoływały się na ogrom

fantastycznych zniszczeń i ofiar,

sięgających starożytności. A jeden z

nich był dumny z tego, że wiele tysięcy

lat temu po jego wybuchu w Europie

nastała zima powulkaniczna.


- A gdybyście tak sobie podrzemały

i już więcej nie wybuchały? - spytał

Nezumi zaglądając w oko krateru.

- Też coś! - wysapała Etna.

- Pojęcia nie masz! - ofuknął go

Wezuwiusz - W Pompejach i Herkulanum

mózgi wypryskiwały Rzymianom

z gotujących się od lawy czaszek.

Ach cóż to był za widok! Ginęły dzieci,

kobiety i pary kochanków. Nie ma to

jak odpowiednie podgrzanie atmosfery! -

- A ty niby taki łagodny? - spytała

Etna.

- Nie zawsze Etniuniu, ale staram się...

Wybuchy nigdy nie przyniosły mi niczego 

dobrego. Ani chyba nikomu innemu.

A jak wiesz mogą nawet zniszczyć część

góry. -

- E tam! - ziewnął Wezuwiusz i 

trochę dymu wpadło mi do oka.  

Etna nic nie odpowiedziała, bo zmorzył

ją sen.


  

sobota, 02 grudnia 2017

 

Yfmin ymim i zycran

 

    Nadeszła zima jakiej

jeszcze nie było i

zwierciadło, w którym

przeglądał się Zycran

zamieniło się w przerębel

a starzeniec zobaczył

nagle, że jest szczerbaty.

Zaraz też posmutniał i

postanowił się zabić.

      A wtedy nad stawem

pojawiły się Ymim i robiły

smutne ynim. A kiedy krew

nieszczęśnika splamiła śnieg,

każda z dziewcząt upuściła

do wody kryształową łzę, bo

i one ujrzały, że są szczerbate.

- Skąd te ubytki? - zdziwił się

Sotsjafeh. - Przecież ostatnio

rwałem ząb krowie!

   Piękna jest zima, ale nie

wszyscy się z niej cieszą.

Bo kiedy patrzysz w lustro

widzisz wszystko odwrotnie.



   

piątek, 01 grudnia 2017

 

   Dobrze, że istnieją ogrody.

Niekoniecznie japońskie czy

wyszukane. Te zresztą przecież

imitują Naturę.

   A jesień sama przekazuje im swój

melancholijny powab.

    Zapraszam więc na tę jesienną

przechadzkę - teraz tylko w wyobraźni,

bo spadł już pierwszy śnieg. Nie

przestrasz się, kiedy nagle spotkasz

ducha!

    Niestety myszy, smużki i nornice

pochowały się już w swych norkach.

Ale na wiosnę znowu się pojawią.

    Cieszyć się, że istniejemy, to nie

żadna filozofia. Marek Aureliusz 

mruży czasem oko i mówi: "Przypomnij

sobie mysz polną i domową,i jej strach

i obawę." Nie warto tracić czasu na

lęk przed życiem (ani przed

nieistnieniem). Za chwilę zginie we

mgle...


 

zdjęcia nazumi13

czwartek, 30 listopada 2017

 

                  Za świata koleiną

         w niebiańskim taborze

         mieszkał Leśmian Bolesław

         z deszczu kolombiną

         i o każdej mgły porze

         we mgle Bolesław ginął

         aż któregoś niebytu

         z mroku nieistnienia

         płacz go głośny przywołał

         i w kroplach oniemiał

         i odszedł bezszelestnie

         w wiekuistą zorzę 

         i całkiem już nie istniał         

         istniejąc niezgorzej

        

środa, 29 listopada 2017

 

 

          - Jadziu skąd w tobie tyle jadu?-

spytał pan Roman.- Przecież jesteś

piękna jak osa!

     - Masz problem? Wiesz co?

Mam w d... twój jad, Romek! -

     - Och, to bardzo ci współczuję.

wyobrażam sobie jak musisz się

czuć! Mnie kiedyś ugryzła osa...

     - Więcej empatii ty ch...!

     - Masz całkowitą rację. Czasem

powiem coś zupełnie nie na miejscu

i nie wiadomo potem, co z tym

zrobić. Pier...lnę jak łysy jajcami

o beton...Ale twa dusza jest tak

delikatna i niewysłowienie piękna,

i przez tę delikatność twej psyche,

zwłaszcza, kiedy pokrywasz ją

czymś odrobinę wulgarnym, co

czyni cię jeszcze bardziej niewinną

...Wtedy czasami tracę się! Jestem

ci wdzięczny, że nie powiedziałaś

"Ty ch...złamany!", choć na pewno

zrobiłabyś to z wielkim wdziękiem. -

     - Tu się zgina mandolina u murzyna!

Wiesz co?...Idź się wy...eb! -

     - Nie chciałem cię urazić Jadźka! 

Wiem, że jesteś prawdziwą damą.

Przyniosłem ci najpiękniejszą różę!

Znalazłem ją przy zsypie. -

     - Faceci to skurwiele! W d...sobie

wsadź. -

     I rzeczywiście nagle zgasło

światło przerywając subtelną

konwersację. 

     - Ciemno jak u murzyna w d... -

zauważył Roman.- Chyba korki

pierdzielnęły. Zupełnie jak w Egipcie

za czasów faraona. Ciekawe jak te

mumie to robią? -

     - I jeszcze do tego pier...olony

rasista! - wysapała pani Jadzia.

     Wiadomo już było, że za chwilę

dojdzie do zbliżenia dwóch dusz.

Na szczęście wysiadłem na następnym

przystanku.

       

      

wtorek, 28 listopada 2017

 

     Nie będę tu opisywał całego

mojego dnia - zaczął się od

naprawy awarii i wizyty

hydraulików w mojej łazience

(musiałem mocno przytulić

przerażoną Mitsuko),

a skończył na tym, że późno

w nocy po drodze do domu

strasznie zmarzłem. Hydraulicy

posługiwali się językiem

szyfrowym, jednak zorientowałem

się, że są przerażeni jakością

instalacji (bynajmniej nie

artystycznych). O innych

radosnych wydarzeniach dnia

mógłbym opowiedzieć tylko

przyjacielowi. Zwiększono mi

np. czynsz za pokój o 25% ;-)

   Ale, jak prawie zawsze, 

znalazłem trochę czasu na

słuchanie muzyki. Piękne

Andante i sonaty Haydna grał

na pianoforte Badura-Skoda.

A Impromptus Schuberta

Lubimov - na dwóch cudownych

starych fortepianach o słodkim,

miękkim i dynamicznym

brzmieniu.   

    Badura-Skoda wydawał mi

się stary, jeszcze kiedy byłem

chłopcem. Może dlatego, że na

okładce płyty z koncertami

Mozarta miał zbyt mocny makijaż.

Minęło kilkadziesiąt lat, a on nic

się nie zmienił. Tylko gra coraz

lepiej, piękniej, prawdziwiej.

    Lubimova (nie piszę Lubimow,

bo tak piszą jego nazwisko na

okładkach CD) nie doceniałem.

Kiedy dostałem zaproszenie na

jego koncert, najpierw nie chciało

mi się iść, a później upiłem się

winem, które w przerwach obficie

serwowano. "Lubimow! - szydziłem

w duchu - Miny robi jak wielki

Mistrz. Ręce zawiesza nad fortepianem

w teatralnej pozie, a kto to jest ten

Lubimow!"  Dopiero, kiedy zagrano

kwintet fortepianowy Schumanna,

przestałem myśleć, że to nie Richter,

nie Sofronicki, Gilels czy Nikołajewa,

albo (z żyjących) - Sokołow, ale jakiś

tam stary błazen Lubimow. 

    Takie uprzedzenia chyba nikomu

nie są obce. Z niejaką pogardą

odnosimy się do dokonań ludzi,

którzy nie są nam dość znani, a

jak nam się wydaje, przeceniają

swą wartość i chcą być uważani

za wyjątkowych. Ale jakże często

to my się w ich ocenie mylimy, albo

po prostu brak nam odrobiny pokory

:-)

    A teraz nie tylko lubię, ale 

i cenię Lubimowa! Nie tylko

dlatego, że gra często na fortepianach

"z epoki" i potrafi na nich grać stylowo

(podobnie jak Badura-Skoda), ale

dlatego, j a k  gra. 

    Tak, czy owak Haydn, Schubert,

Chopin czy Bach mogliby być przerażeni

brzmieniem Steinway'a. Argument,

że instrument ten spełnił ich marzenia, 

jest całkiem niedorzeczny. Mam nadzieję,

że w przyszłości nagrania na dawnych

fortepianach (pianoforte) staną się

normą, a to nagrania na współczesnych

mamutach wymagać będą

usprawiedliwienia. Choć, kiedy słucha

się artysty takiego jak np. Sokołow

człowiek myśli, że nie ma to znaczenia,

na czym, kto gra i jaką ma wiedzę,

nawet jak fenomenalną dysponuje

techniką gry, ale jaki jest stan jego

duszy...


 

niedziela, 26 listopada 2017

 

     Przede wszystkim jest mi bardzo

miło, że tylu znajomych pozostawiło

komentarze pod moim poprzednim

wpisem - choć do pełnego szczęścia zbrakło

może głosu pewnej przemiłej Damy :-)) 

Zdjęcie było naprawdę urocze...

    Dzisiejsza nocna opowieść jest trochę

szczególna i zastanawiałem się, czy nie

zastąpić jej innym tekstem, ale nie lubię

autocenzury...


    Idąc dalej na północ spotkałem Sowę,

wysłanniczkę śmierci.

Patrzyła na mnie uważnie pomarańczowymi oczami. Wyglądała

jak kora drzewa, które stało za nią. Poczułem tak przenikliwy

chłód, że prawie zamarzłem i z trudem udało mi się nie zasnąć.

SOWA_ZIMA1       - Nie idź dalej! -

zawołała Sowa.

       - Ale tutaj zamarznę! - powiedziałem.

       - Tam też zamarzniesz! A tu sobie

spokojnie umrzesz. Po co niepotrzebnie

cierpieć?  Do wioski jest jakieś pięć milionów

kroków, a ty ledwie zrobisz trzy. Musisz

się pogodzić ze swym przeznaczeniem. -

       - Pogodzić? - spytałem.

       - Tak! - ucięła Sowa

i odleciała.

   Śmierć była blisko. 

Czułem jak robi mi

się gorąco i nie

mogłem już odemknąć

powiek. Upadłem 

na zlodowaciałą

ziemię i ogarnął mnie

mrok.

      Obudziłem się w Kryształowym Pałacu.

Leżałem na łóżku, a jakiś Chińczyk trzymał

mnie za puls.  Obecna tam dziewczyna

zaglądała mi w twarz.

    - Obudził się! - zawołała radośnie.

    - To niedobrze - mruknął Chińczyk

i zaczął mnie dusić.

    - Przestań to robić Mistrzu! - błagała

dziewczyna - Czym nakarmisz tygrysa?

Przecież nie je padliny!

     Po chwili Doktor zreflektował się.

     - Faktycznie - rzekł.

     Za drzwiami usłyszałem warczenie

tygrysa.

     Okrutny jest czasami los. Już myślałem,

że za chwilę zginę rozszarpany przez

dziką bestię, ale tygrys rzucił się na 

Mistrza i niemal natychmiast go pożarł.

Na ten widok pielęgniarka uciekła, ja zaś

czekałem, co stanie się dalej.

    I nagle znalazłem się w miejscu, w

którym spotkałem sowę. Spojrzała na

mnie drwiąco i zakrakała jak kruk:

   - Chyba nieźle się spociłeś!

   Jak myślisz - żyjesz, czy nie żyjesz?

   - Nie wiem. - odpowiedziałem.

 

     

 

 

 

 

 

 

 

 

       ...

01:30, nazumi13
Link Komentarze (6) »
sobota, 25 listopada 2017

   

    Niewielki ptaszek wyglądał

jak duch. Kiedy na niego

spojrzałem, cały mój smutek

umilkł.

  

       Więc na tym bezludnym pustkowiu

istnieje ktoś, kto po prostu jest. Patrzy na mnie,

a ja nie myślę o tym, kim był za życia...

poprzedniego życia.

       Witaj Przyjacielu!  Już nigdy nie będę

samotny.

       Pierzaste istoty to według pewnych

bliskich mi wierzeń dusze zmarłych. Skromna

musiała być to osoba, pełna wdzięku...

       Ale chętnie zapomnę o tych wierzeniach.

Istniejemy tyko Ty i Ja, i pusta przestrzeń.

 

 

 

_________

Zdjęcie ptaszka pochodzi ze strony internetowej

piątek, 24 listopada 2017

 

     Ostatnio przybyły mi dwa nowe

"Requiem" (Mozarta) - z Ozawą 

i pierwsze z Marrinerem. Oba CD

po 10 zł.

   - Na chuj ci ten złom? - spytała

z dezaprobatą Pani Profesor.

   Próbowałem jej wytłumaczyć, że

to przecież kultura. Ale czegoś

takiego nie ma chyba w naszych

neoliberalnych czasach. Cierpimy

biedę. A tzw. potrzeby wyższe uważa

się za nieistotne dla życia.

   Posłuchałem, choć mam jeszcze

kilkanaście  - ale nie za dużo!

Nie mam chyba najlepszych. Bruno

Waltera i innych. To z Marrinerem 

z 1977 r jest najstarsze.

   Te, które mam dzielą się na tradycyjne

(Marriner, Bernstein, Schreier, Abbado,

Harnoncourt) i bardziej "barokowe"

(Gardiner, Hogwood, Alarcon, Bott, Suzuki).

O "historycznie poinformowanym" nagraniu

Hogwooda profesor Marian Przełęcki

powiedział kiedyś, że bardzo ładne, ale dla

niego to nie jest Requiem.

    Zdziwiłem się, że tak wytrawny meloman

mówi coś równie naiwnego. Bo przecież

nie wiemy, jakie miało być to "Requiem"

- Mozart go nie dokończył, a poza tym

to my teraz wyznaczamy granice między

muzycznymi stylami. Niemniej Profesor

najwyraźniej odmawiał temu "Requiem"

szlachetnej powagi. I to akurat można

zrozumieć. Ale ja z kolei "olałem" Karajana.

A z tych poważnych Requiem najbardziej

cenię nagranie Schreiera.

     "Requiem" Mozarta i jego ucznia, to

wyjątkowe dzieło, ale trzeba też znać inne,

żeby wiedzieć, co naprawdę jest w nim

oryginalne. Przecież "Requiem" Michała

Haydna (brata słynnego Józefa) jest do

niego bardzo podobne! To naprawdę też

zadziwiająco piękny chwilami utwór - choć

prawie nikt go nie zna. I dlatego nie wiąże

się z nim żadna legenda, ani też nikt nie

doszukuje się w nim jakichś jakości

metafizycznych. To "tylko" muzyka.

     Argentyńczyk Alarcon najbardziej chyba

dramatyzuje "Requiem." I dla zwiększenia

efektu wywalił (nie chcę powiedzieć inaczej;-)

jako nieautentyczne "Sanctus"

i "Benedictus", które są rzeczywiście raczej    

nudnawe. Ale dramatyzm to nie jedyna

jakość muzyki Mozarta. A inne na tym

trochę cierpią, choć dyrygent nie przekracza

granicy efekciarstwa.

 

_______________

*W przeciwnym kierunku podczas koncertu

w Tokio udał się Bruggen, który do

utworu dodał inne tradycyjne chorałowe

części, tworząc całość odpowiadającą liturgii.

...Koncert rozpoczął jednak od "Maurerische

Trauermusik" i pięknego "Adagio" (KV 411).

Religijność Mozarta jest bowiem co najmniej

problematyczna i to nie dlatego, że nazwał 

w liście jakiegoś biskupa, dla którego 

komponował msze "kutasem."

Frans Bruggen niedawno zmarł. Należy jedynie

żałować, że podczas tego pamiętnego koncertu

(1998) nie miał do dyspozycji wybitniejszych

śpiewaków.

 

czwartek, 23 listopada 2017

     

     

      Zrobiło się naprawdę zimno. W zamieci

prawie nie zauważyłem Myszy Polnej.

      - Geniusz Szekspira i Miltona mniej dla mnie

znaczy niż ziarenko prawdy porzucone w polu -

wysapała przenosząc zbożowy kłos.

      - Pewnie nie samym kłosem myszka żyje. -

zauważyłem uprzejmie.

      - Ale zapasy trzeba jednak robić, choć jestem

taka zaspana i prawie utknęłam w tej zaspie. -

mówiąc to Mysz polna otrzepała futerko ze śniegu.

      Zgodziłem się. Zima ma być mroźna i na pewno

przyda się coś do pogryzania.

     - Mysz to zgłoska. Mysz zjadła ser. A zatem

zgłoska zjadła ser! - zażartowałem, cytując klasyka

filozofii.

     - Ach ci myśliciele! Nic tylko żartują.  A jaka

erudycja, no , no! - 

     - No cóż - liznęło się trochę wiedzy!  I dzięki temu

wiem, że nic nie wiem. Może jako jedyny w tym

towarzystwie. -

     - Rozmawiałam z borsukiem. Był bardzo nieufny.

Ale powiedział, że jest pewna tajemnica, której nie

może mi wyjawić. -

     - Jaka tajemnica? - spytałem.

     - Nie może mi jej wyjawić - rzekła myszka - Życz

mi, żebym nie spotkała kota! -

    - W takim razie życzę ci, żebyś nie spotkała kota! -

odpowiedziałem.

    Mysz polna znikła i zostałem sam na tym pustkowiu,

gdzie tak trudno spotkać Człowieka.  

 

środa, 22 listopada 2017

 

       Na londyńskim cmentarzu jest grób

w kształcie egipskiej piramidy. Mieszka

w nim czarny kot. Po śmierci zostanie

zmumifikowany, o ile Pani Milton nie

odejdzie wcześniej. Prawdę mówiąc

staruszka nie śpieszy się.

   - Umrę i co z tego będę miała? - pyta.

   - To jedno robimy często bezinteresownie -

powiedziałem.

   - Biedaku, pewnie nikt nie rozumie twojej

   twórczości!  A niektórzy się jej boją.

   Serdecznie ci współczuję! -

   Pani Milton doskonale rozumie moją

melancholię. Mawia, że jest jak czarne

tulipany albo fioletowe irysy i że niczego

nie muszę wyjaśniać. Nie moralizuje na

temat zbędności smutku, a swoje przyszłe

odejście nazywa zejściem.

   - Ludzie uważają, że trzeba mówić same

pozytywne rzeczy. To tak, jakby godzili się

na to, że dobrze jest kłamać lub podsycać

złudzenia. Ty nigdy tego nie robisz. -

   Spotkałem niedawno ducha tego lorda,

który postawił sobie piramidę (nie on jeden).

Mówię mu:

   - Taka i taka sprawa. W piramidzie mieszka

obecnie czarny kot, którego chce przed swą

śmiercią zmumifikować Pani Milton, ale

ponieważ to odwleka, zwierzątko może się

nie doczekać. Nie wiem, co robić. Czy napisać 

w tej sprawie do Council' u? -

   - Znam go - rzekł Jego Lordowska Mość -

Wciąż tylko śpi. Koty są wygodne. Przygotował

już sobie gniazdko na życie wieczne. Ale 

martwię się o ciebie!  Trzykrotnie powtórzona

śmiertelna diagnoza nie pozostawia ci zbyt

wiele szans na przeżycie. -

   - Zaczekam na czwartą - powiedziałem. -

Na szczęście to badanie nie jest rozstrzygające.

Gdyby było inaczej, to nie rozmawiałbym z

tobą tak spokojnie. -

   - W takim razie zapraszam cię do mojej

piramidy na partyjkę szachów. -

   Poddałem partię w pięćdziesiątym posunięciu,

na krótko przed świtem. Kot nawet nie odemknął

oczu.

   - Słusznie - skomentował Lord - Nie ma nic

gorszego niż śmierć z dyshonorem!  Białymi

na pewno się odegrasz. - 

   Powiedział to chyba dość głośno, bo zwierzątko

przeciągnęło się i ziewnęło odsłaniając swe

bielutkie kiełki. Ponarzekał jeszcze trochę na

nierzetelność poczty - paczka ze skarabeuszami 

od kilku wieków nie nadchodziła i...znikł.

Ja zaś znalazłem się w śmiertelnej pułapce,

bowiem drzwi do piramidy były mocno zatrzaśnięte.


  

 


wtorek, 21 listopada 2017

..................................................................................................................................

zdjęcie nazumi13

       

        Słodka bywa melancholia. Ale na szczęście deszcz, to czasami też

i łza w oku. Gdyby było inaczej, to zamartwilibyśmy się na śmierć. Są takie

wieczory...A ponieważ nie wszystko da się wyrazić słowami, robię trochę

zdjęć. Na tym zdjęciu jest trochę różowo, ale to, co najważniejsze dzieje

się w tle za sprawą wiatru i deszczu. Sporo tego dnia myślałem o nieistnieniu.

Nieistnienie - chwila istnienia - nieistnienie. Tak to mi się układało w myślach

pod wpływem nastroju, który wtedy zarejestrowałem. Wypełnić tę chwilę

miłością i radością. Taki jest cel życia - myślałem. 

     Piszę o tym, bo pewien sympatyczny Japończyk pytał mnie wczoraj

kilka razy: - Panie Profesorze, jaki jest sens życia? -

Pokładaliśmy się obaj ze śmiechu. Tak to jest, kiedy wypije się trochę

piwa z przyjaciółmi przy pięknej muzyce.

    Podobno w Japonii nie istnieje odpowiednik wyrażenia "kurwa mać."

Japończycy w ogóle nie przeklinają. Trudno w  to uwierzyć, ale tak

właśnie jest...Inna kultura ;-)



poniedziałek, 20 listopada 2017

 

      "Kiedy tylko możesz, idź się

modlić na pola i łąki. Wszystkie

trawy przyłączą się do twoich

modlitw." - rzekł kiedyś rabbi

Nachman z Bracławia. A podobnie

czuł Św. Franciszek.

    - A jeśli Boga nie ma? - spytał

ktoś Nezumiego.


    - To będziesz miał przyjaźń

pól, łąk i traw. - odpowiedział.

    - Kiedy mnie coś boli, to idę

do lekarza, a nie modlę się. -

    - Nie można zastąpić leczenia

modlitwą, ani modlitwy leczeniem. -

    - A co to jest ta modlitwa? -

    - Chwila ciszy. Słuchanie

wiatru, śpiewu ptaka, patrzenie

na zachód słońca, moknięcie na

deszczu. -

    - A petycja do Pana Boga? -

    - Lepiej pozostaw ją w domu. -


niedziela, 19 listopada 2017

 

                    hen na dróg rozstaju

                po drodze do raju

                spotkasz gronostaja

                a wino gronowe

                pije zacne grono

                ty jesz winogrona

                i jesteś niewinny

                nie tyjesz winniczku

               

sobota, 18 listopada 2017

 

       Susza zniszczyła zbiory i plemię postanowiło

zabić króla. A kiedy król konał, zjawił się nowy

król.

      - Jestem Władcą Deszczu - powiedział z 

dumą - Pod moimi rządami wody na pewno nie

zabraknie.

     Nie skończył jeszcze mówić, kiedy spadł

deszcz. Wyschnięte strumienie wezbrały,

a słonie z radości zaczęły trąbić i tańczyć.

      Ale deszcz padał bez ustanku dniami i nocami,

aż w końcu oblepił wszystko gliniastym mułem

i muły zaczęły grzęznąć, a ludzie tonąć. I wtedy

wszyscy postanowili zabić Króla Deszczu. A kiedy

król rzęził, natychmiast pojawił się bratanek Króla

Suszy.

    - Tylko słońce może nas uratować!  Więcej

żaru!  Gwarantuję wam, że kiedy zostanę królem,

to przechodząc przez drogę nie zamoczycie

stóp...Ale musicie najpierw zabić TEGO TU!  -

I mówiąc to wskazał palcem na Króla Urodzaju.

Tak też uczynili. A jego głowę zatknęli na dzidzie.

    I susza jak przedtem zniszczyła wszystkie

zbiory.

    - Cała nadzieja w nowym Królu Deszczu -

powiedzieli wioskowi mędrcy.

    - To właśnie nazywamy demokracją w naszej

części świata ;-) - rzekł Nezumi.


 

 

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 181